|
Lucius Pomponius leżał od
niechcenia
Na łożu1, skórą lamparta przysłanem,
I piórem pawim lekkie rzucał cienia
Na twarz Elektry - ta wygiętym stanem
Łączyła swego poduszkę
siedzenia
Z krawędzią łoża, jak
owca znużona,
Kiedy spoczynku szuka na pustyni,
Klękając przodem. - Wieńców
miała kilka
Na ręku2 - długie bardzo zausznice -
Jaskrawe oczy, dziwnie pełne lice
I wargi, jakby je spinała szpilka.
Słowem -
że, gdyby nie pewne ruszenie
Ramion i silny
śmiech, z diwy takowej
Byłoby
bardzo przystojne stworzenie -
Lucius tak
mówił: "Nie czuję się zdrowy" -
I
pogardliwy gest dodawał nogą,
Jak, ze
złym koniem wjechawszy na rowy,
Przeskoczyć
wątpiąc, uderzasz ostrogą -
"Niezdrowy
jestem" - i giął pióro pawie,
Chwiejąc
nim: "Chory nawet jestem prawie."
"Pracujesz
nadto w poetyckiej szkole
U onej
sławnej Zofii" - rzekła diwa.
Pomponius na to: "Czytasz mi na czole;
Trudzę się - śmierć
stąd - ale śmierć szczęśliwa l"
Tu - piórem pawim pociągnął po
stole.
Elektra smutek skłamała na licach,
Pomponius rękę podał jej
leniwo,
I w dwóch - bez ognia - błyśli
błyskawicach -
"Bądź mi
szczęśliwy!"
"Bywaj mi
szczęśliwą!" -
Pomponius tymże Elektrze rzekł
tonem,
Ale co dalej mówić? - nie wiedzieli,
Iż, osmuciwszy się zawczesnym
zgonem,
Zbyt blisko
czuli siebie i widzieli.
Więc - była chwila milczenia - po
onej
Pomponius, wina wychyliwszy czarę,
Zarzucił głowę w tył, jak
wywrócony
Konaniem. - Rzeźby nam podają stare
Twarz Aleksandra, gdy konał, i
szyję,
Gdzie krew, ścinając się, w
żyłach się wije.
Owóż, okropny mniej, jakkolwiek wiele
Zbliżony, widok Pomponius
przedstawiał,
Niedocieczone k'temu mając cele,
Lub dramy miłość, iż w
ową się wprawiał.
3
Elektra z strony swej chciała podobnie
Usmętnić lica - i nie mniej
nadobnie -
Gdy tak Pomponius rzecze:
"Umiejętność
I Zofia-albo: scjencyja i ona,
To życia mego drama i
namiętność -
Miłość jednakże ma
jest-że dzielona?
Jest-że pojęta? jest-że
zrozumiana?"
To mówiąc, piórem oznaczał akcenta
Mowy, jak retor, gotując się z rana
Do wystąpienia w ciągu dnia. "Pojęta? -
Nie wiem,
dzielona? - zaiste;
Zaś
zrozumiana? - mniej niż oczywiste -
Słowem -
Elektro luba! - "
"W tym
mówieniu
Jest coś,
co nie wiem" - Elektra odrzecze
Z iskierką
blasków niezwykłych w spojrzeniu.
Na co wręcz
Lucius Pomponius: "Nie przeczę."
I wstał,
lecz widno było mu z tym raźniej,
Iż
czuł, że zazdrość tej aktorki drażni.
"Czekaj! -
nie wyjdziesz!" - zawoła wraz diwa,
Przegiętą
ręką dzban kłoniąc ku czarze,
W którą
się wina lała wstęga krzywa.
"Oto i
świeży wieniec przy pucharze,
Na koniec uczty
zgotowan umyślnie -
Pij - i o Zofii mów! - to cię
uzdrowi."
- Tu, jak syrena, z fali gdy
wybłyśnie,
Ramiona białe mknąc ku
żeglarzowi,
W ogrzane słońcem aby zeszedł
fale,
Ku Luciusowi Elektra tak samo
Amfi-serdecznie, tak samo niedbale,
Z przewyższającą go
poczęła dramą –
"Jest-że ta Zofia piękna? -
Że uczona,
To wiem - jakie ma oczy? - i ramiona?"
- Co wszakże mówiąc, usta jej
znikały
W drżeniu, iż rychłe
czyniła pytania,
Gdy Lucius więcej zdawał się
niedbały
Ku odpowiedziom, i baczył te drgania,
Jak rybołówca śledzi pióro
wędki:
Tym lepszy w sztuce swej, że niezbyt
prędki.
Scenę tę, w ścisłym
znaczeniu wyrazów:
Scenę - chód przerwał znany, głośny echem
W przysionku z gładkich budowanym
głazów;
Tylko z niezwykłym gościowi
pośpiechem -
I w rozrzuconej upięciach zasłony
Florus się zjawił,
wołając: "Nowina!" -
"Cóż? wyrzuć z togi?" -
"Janus otworzony!" -
I tu uśmiechnął się -
"Jeśli nie, wina
Twoja! - Pomponius odpowie mu luźno -
Żeś wojnę przegrał,
przychodząc za późno!"
"Owszem, tryumfuj ty i wszystko twoje,
Quod
felix faustumque sit" - to rzekł do diwy.
"Przynoszę
wszakże wieść, iż niepokoje
W Judei
wymiar biorą - niewzgardliwy -
Coś
rzeczywiście podobnego wojnie -
Acz Janus
może spoczywać spokojnie."
Pomponius,
który przed gościa przybyciem
Zdał
się pogardzać i śmiercią, i życiem,
I zalotami diwy, i istnieniem,
Jak nadużyty człowiek w onej porze,
Kiedy jest bliski odwionięcia cieniem
Tam, gdzie, nic nie chcąc chcieć,
wszystko się może:
Skoro jednakże słuchać
począł wieści,
Niewłasne w niego wstępowały
drgnienia -
Acz nie dla jakiej stąd wysnutej
treści,
Która by wskrzesić miała ruch
sumienia,
Tylko że szlachcic rzymski najmniej
dzielny
Jest politycznie człowiek
nieśmiertelny.
Więc i ton jakiś nastroiwszy nowy,
Pytał o źródła zamorskiej
powieści:
Ile w niej prawy głos ? ile ludowy ?
Brzmieć mógł. - "Bez bogów
wychowany części
Lud, jako Żydzi są, bez bogów,
mówię,
Uznanych prawem w sposób przyzwoity,
Ani bez wiedzy, która w swej osnowie,
Przez ogólnego głosu sens wykryty,
Za ster i stylu nam iglicę
służy,
Cóż wyda? - oto wzburzy się i zburzy!"
To gdy
powiedział, sam usłyszał potem:
Tak,
nieumyślnie wyrzekłszy przysłowie,
Spostrzegasz
później, czy służyło mowie? -
Czy cudzym
trafnie uderzyłeś grotem? -
I
dodał: "Gdyby mi służyło zdrowie,
Ściągnąłbym
rękę po stopień ojcowy,
Zawdziawszy
pancerz nabijany złotem."
Mówiąc
to, macał się po wierzchu głowy,
Jako gdy
hełmu poprawia wojownik,
Ramieniem
przy tym robiąc, jak pułkownik.
Diwa mu
płaszczem piersi obrzuciła,
Coś
Andromaki mając w tym ruszeniu;
Florus zaś,
puchar jej, że nie skończyła,
Na raz wychylił - i siedli w milczeniu.
"Ty przywiózłbyś mi wschodnie
zausznice,
Ty byś ornaty przywiózł mi z
kamieni" -
Mówiła - licem w Pomponiusa lice
Kłoniąc się, jako róża na
jesieni.
"Ja Żyda nie znam
żadnego - co oni? -
Czy są tam ludzie porządni w Judei?
-
Bogaci w sługi? ~ czy każdy ich
stroni,
Brudnych, gdy taczki wodzą po kolei,
Po drugiej Tybru głębokiego
stronie,
Mularzom służąc i drapiąc
się w skronie?
- Żyd mię nie kochał
żaden - czy wy znacie
Żyda do rzeczy? " - te rzucała
słowa,
Tu, tam biegając w krótkiej swojej
szacie,
Ta nieskończenie wdzięczna
białogłowa,
Gdy Florus z Pulchrem milczeli -
Po chwili
Drugi rzeki: "Mag mi na pamięć
przychodzi."
' A Florus zasię:
"Mniemałżebyś, czyli
Ten - jeśli
Żydem jest - jeśli nie zwodzi
Głos ludu -
mógłby wieści zgadnąć wagę?" –
Elektra na to:
"Mag! Mag! czy się godzi,
Że nie
znam! - będę sobie mieć za plagę,
Jeśli mi tego me sprowadzisz Żyda,
Któremu matron senatorskich tyle
Zwyczaj ma wolne swe poświęcać
chwile.
Mądryś - mnie więcej
uczoność się przyda,
Mnie, że nie jestem w filozońę
wprawna,
Jak która inna stara - chcę rzec: dawna?
- - - - - - - -
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Ale - tyś
nie rad mnie pokazać - jemu?
Ale ty może
nie jesteś z nim blisko ?
Ale ty
smutny - chory? - spytaj - czemu? -
Maga się poradź! - odmień mi
nazwisko! -
Przebierz
mię - powiedz, że twa jestem krewna;
Chcę
znać go - poznam? - poznam - jestem pewna."
|