| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
| Teofil Lenartowicz Poezje IntraText CT - Text |
Namiot sułtański, srebrny cały;
Końskie kopyta w ziemię wgniotły;
Przy nich jedwabne lśnią zawoje.
Pędzą obłoki, grzmi na chmurze,
Przejdą nad polem deszczu burze,
Ze krwi się ludzkiej oczyściła.
Chluśnij pogańską krwią narodu
I sławny polski król Sobieski.
Dłużej dziś jasne słońce płonie,
By chrześcijaństwu przyświecało.
Pod czarnym dębem namiot stoi,
Król w nim spoczywa w ciężkiej zbroi;
Za nimi Niemców ciężkie szyki.
Gdy burza rzęsnym deszczem leje
Gdy trwoga ściska Turków boki,
Kiedy deszcz zmywa krwi potoki,
Kiedy tak wielcy dziś Polacy -
Co mu też śni się po tej pracy?
Różne przychodzą sny człowieku,
Jak do myślenia, jak do wieku,
Taki sen, wierę, króla tłoczy,
Ze szlachtą płynie po Bosforze.
Mgły nad brzegami - fale szkliste,
Na wałach światło gwiazd rzęsiste,
I któż to k'niemu z brzegów płynie?
Nie Turek to - on bez turbana,
Powitał szlachtę dobrym słowem,
I tak był wielki w ową chwilę,
- Patrzcie, to Grecja moja sławna,
Dotąd jam wieńce dzierżył z dawna,
Nad najmężniejsze męże stał!...
Dotąd jam wszystkie wieńce miał,
Dziś liście żółkną na mej skroni
Od blasku waszej, męże, broni.
Niech Grecja wstanie z swego skonu,
Duch Grecji w sercach waszych wiał..
Wolnych - niech złota wolność sprawia,
Niech dzierży naród i niech zbawia.
I bizantyjskie ściera złoto...
Chrześciański królu! spojrzyj oto:
Gdzie grody nasze - gruzy wszędy!
Patrzcież! Otworem Grecja stoi,
Pójdźcie do wielkiej ziemi mojej! -
Lecz szlachta szable w dłoniach wstrzęsła
Tysiącem stalnych zbrój zachrzęsła:
- Myśmy nie Niemce dziś bronili,
A krzyża, co się w ziemię chyli;
Za wszystko nam - uczciwa sława,
Która na wieki będzie brzmiała,
- Bierzcie więc z Rzymu wieńce złote
I z nieba wieńce za swą cnotę,
Ale spojrzyjcie, co się stanie,
Gdy waszych wielkich serc nie stanie! -
I czarodziejsko na wiatr skinie,
A śród nich ludzie wynędznione,
Właśnie jakby szli w zatracenie;
Siedzą w kajdanach, nieszczęśliwe,
Leżą śród gruzów i popiołów...
Więc król zawoła: - W którejż stronie?
Zaż my jesteśmy w Babylonie? -
I głosem smutnym, w wzniosłym rymie
Śpiewa nieszczęsnej Polski imię.
Patrzcie, tu Niemiec zbroi dłonie,
Na rzeź morderczą daje bronie,
Na niej duch mężnych dogorywa.
Kona pod nożem krwawej tłuszczy.
A głos ich, jako głos na puszczy,
Widzisz to mnóstwo dzieci drobnych,
Śpiewają długą pieśń żałoby...
I król wraz z nimi płakać jął,
Aż Chrystus z krzyża ręce zdjął
Rzekąc: Witajcie, w niebie znani,
Światłem odziani, krwią oblani!
Powstał. Poranek świtał biały,
I głośno mężów śpiewał chwałę.
Więc król co prędzej w kościół bieżał
I godzin cztery krzyżem leżał,
I prosił Boga, we łzach smutny,
By się nie sprawdził sen okrutny.