| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] siadalismy 1 siadl 1 siadlszy 1 sie 768 siebie 14 sieczkarnie 1 siedem 3 | Frequency [« »] ----- ----- ----- 768 sie 737 i 630 w 514 na | Boleslaw Prus Nowele IntraText - Concordances sie |
Now.
1 Katar| głęboko zamyślony i posuwał się z wolna Około Kapucynów 2 Katar| prawy chodnik, zatrzymywał się przed wystawą Mieczkowskiego, 3 Katar| każdemu, a potrącony uśmiechał się życzliwie.~Jeżeli kiedy 4 Katar| binokle, aby przypatrzeć się jej. Ale że robił to flegmatycznie, 5 Katar| Miodową i nieraz myślał, że się na niej wiele rzeczy zmieniło. 6 Katar| wesoły, rozmowny, trzymał się prosto, miał czuprynę i 7 Katar| ciemienia, a na wąsach pokazało się kilka srebrnych włosów. 8 Katar| włosów. Pan Tomasz pozbył się już wówczas młodzieńczej 9 Katar| Tomasz jednak nie martwił się, ponieważ panien me brakło. 10 Katar| panien me brakło. Ekwipował się powoli, coraz usilniej dbając 11 Katar| Nareszcie porządki jego stały się sławne. Sam me wiedząc kiedy, 12 Katar| nieznacznie zorganizowały się u mego wieczory koncertowe, 13 Katar| że bądź co bądź trzeba się ożenić. Tym bardziej, że 14 Katar| młodych pan rozejrzawszv się po salonach zawołała:~- 15 Katar| gładkie posadzki - odezwał się na to półgłosem serdeczny 16 Katar| mecenasa. W salonie zrobiło się bardzo wesoło. Pan Tomasz 17 Katar| Tomasz także uśmiechnął się, ale od tej pory, gdy mu 18 Katar| faworyty. O kobietach wyrażał się zawsze z szacunkiem, a dla 19 Katar| wyrozumiałość.~Nie spodziewając się niczego od świata, bo już 20 Katar| jego życia. Nie zapalał się on, nie unosił, ale - smakował.~ 21 Katar| szedł do teatru, obeznawał się wprzódy z utworem dramatycznym, 22 Katar| godziny.~Jeżeli podobało mu się coś, mówił:~- Wiecie, państwo, 23 Katar| którzy najpierwej poznają się na talencie. Ale utworów 24 Katar| potępiał.~- Czekajcie, może się jeszcze wyrobi! - mówił, 25 Katar| człowiek spokojny - zapalał się, jak był cichy - krzyczał, 26 Katar| tajemnicy, nawet tłomaczył się.~- Muzyka - mówił wzburzony - 27 Katar| katarynce zaś duch ten przeradza się w funkcją machiny i narzędzie 28 Katar| razy z rąk do rąk. Rozumie się, że każdy nowy właściciel 29 Katar| Lokal mecenasa składał się z dwu części. Cztery większe 30 Katar| dla gości. W niej odbywały się rauty, przyjmowani byli 31 Katar| Sam pan Tomasz ukazywał się tu rzadko i tylko dla sprawdzenia, 32 Katar| zapaliwszy cygaro zatapiał się w rozmyślaniach. Wiedział 33 Katar| pana Tomasza, znajdował się lokal, wynajmowany osobom 34 Katar| spadłszy z etatu przeniósł się na Pragę. Po nim najął pokoiki 35 Katar| ten lubił niekiedy upijać się i hałasować, więc wymówiono 36 Katar| mieszkanie. Później sprowadziła się tu jakaś emerytka, wiecznie 37 Katar| emerytka, wiecznie kłócąca się ze swoją sługą.~Ale od św. 38 Katar| a do lokalu sprowadziły się dwie panie z małą, może 39 Katar| dziewczynką.~Kobiety utrzymywały się z pracy. Jedna szyła, druga 40 Katar| doskonale mógł widzieć, co się dzieje u jego sąsiadek.~ 41 Katar| bawełnianych nici. Niekiedy bawiła się lalką, którą ubierała i 42 Katar| siedząc w oknie przysłuchiwała się czemuś.~Pan Tomasz nie widział 43 Katar| mecenas i począł przypatrywać się jej uważniej.~Spostrzegł 44 Katar| bukiecik. Dziewczynka ożywiła się nieco. Rozkładała i układała 45 Katar| smutno...~Mecenas zgorszył się. Jak mogło być smutno w 46 Katar| Jednego dnia mecenas znalazł się w swoim gabinecie około 47 Katar| oparłszy głowę na ręku położyła się prawie na wznak w swoim 48 Katar| że ktoś może wpatrywać się w słońce, które ziało żywym 49 Katar| jak martwa, nie poruszając się i nic nie mówiąc.~Pojono 50 Katar| nie odpowiedziała: spać się jej chciało. Tylko nazajutrz, 51 Katar| tym mocniej niepokoiła się swoim kalectwem...~- Mamo, 52 Katar| wstawać z łóżeczka. Nauczyła się chodzić po pokoju omackiem; 53 Katar| omackiem; sama ubierała się i rozbierała powoli i ostrożnie. ' 54 Katar| Ale matka rozpłakała się i wybiegła z pokoju.~Najmilszym 55 Katar| noska, ust, oczu, pieściła się nią.~Poszła spać bardzo 56 Katar| matkę szmer i szept. Zerwała się z pościeli, zapaliła świecę 57 Katar| córkę już ubraną i bawiącą się lalką.~- Co ty robisz, dziecino? - 58 Katar| Dla niej dzień i noc zlały się w jedno i trwały zawsze...~ 59 Katar| wrażeń poczęła zacierać się w dziewczynce. Czerwona 60 Katar| dziewczynce. Czerwona wiśnia stała się dla niej wiśnią gładką, 61 Katar| krążkiem, na którym znajdowały się jakieś znaki w płaskorzeźbie. 62 Katar| wszystko to jakoś - skróciło się w jej wyobraźni.~Uwaga jej 63 Katar| wyobraźni.~Uwaga jej skierowała się na zmysł dotyku, powonienia 64 Katar| wrażliwości, że zbliżywszy się do ściany czuła o kilka 65 Katar| przez słuch. Przysłuchiwała się więc po całych dniach.~Poznawała 66 Katar| szelest, zapach, oziębienie się albo rozgrzanie powietrza 67 Katar| szczególniej w okienku, działo się całkiem inaczej. Tam hałasu 68 Katar| kilku ulic; tu skupiały się krzyki z całego domu. Twarz 69 Katar| przygasłe oczy, zdawało jej się, że coś widzi. W wyobraźni 70 Katar| widzi. W wyobraźni budziły się cienie kształtów i barw, 71 Katar| właśnie epoce matka połączyła się ze swoją przyjaciółką ł 72 Katar| przyjaciółką ł przeniosła się do domu, w którym mieszkał 73 Katar| Tomasz. Obie kobiety cieszyły się z nowego lokalu, ale dla 74 Katar| przyjemnością było wpatrywanie się w słońce, które przecie 75 Katar| świeciło i bardzo prędko kryło się za domami.~Dziewczynka znowu 76 Katar| a na jej twarzy ukazał się wyraz zniechęcenia i martwości, 77 Katar| pan Tomasz przypatrując się smutnemu maleństwu.~"Gdybym 78 Katar| co dzień niknie.~Zdarzyło się w tych czasach, że jeden 79 Katar| Tomasz im więcej wczytywał się w papiery, tym bardziej 80 Katar| papiery, tym bardziej zapalał się. W emerycie ocknął się adwokat. 81 Katar| zapalał się. W emerycie ocknął się adwokat. Nie wychodził już 82 Katar| letnie mieszkanie, że zepsuł się wodociąg, że odźwierny, 83 Katar| mecenas nie zechce widzieć się z nowo przyjętym stróżem?...~ 84 Katar| Gdy tak mecenas nurzał się w powikłanych kombinacjach, 85 Katar| powikłanych kombinacjach, zdarzył się dziwny, trudny do pojęcia 86 Katar| oknem pana Tomasza odezwała się -katarynka!...~Gdyby zmarły 87 Katar| czasu do czasu odzywająca się w niej, ryczała jak wściekłe 88 Katar| X jemu samemu pomieszało się w głowie i że uległ halucynacjom.~ 89 Katar| łagodnego człowieka, zbudziły się dzikie instynkta. Uczuł 90 Katar| gniewnym uniesieniu przechodzi się od zuchwałych projektów 91 Katar| najgorszymi wyrazami.~Już wychylił się i otworzył usta, aby krzyknąć: " 92 Katar| Blada jej twarz zarumieniła się, usta śmiały się, a pomimo 93 Katar| zarumieniła się, usta śmiały się, a pomimo to z zastygłych 94 Katar| pięknym zjawiskiem wydawały się jej fałszywe tony katarynki! 95 Katar| lokomotywa przed spotkaniem się pociągów.~Boże! jak on ślicznie 96 Katar| upojona.~Mecenas odwrócił się do stróża i rzekł ze zwykłą 97 Katar| rozkaz.~- Ażeby, dopóki się z nim nie rozmówię, puszczał 98 Katar| rozumiem pana!... - odezwał się służący z oznakami obrażającego 99 Katar| Pan Tomasz uśmiechnął się i jakby dla stwierdzenia 100 Katar| że kataryniarz odwrócił się teraz do jego okna i za 101 Katar| Powinienem był zająć się nim od dawna...~ ~ 102 Kamiz| zastąpić nowymi, jest...~Zdaje się, że nie ma nic więcej oprócz 103 Kamiz| Ten, na którym znajduje się sprzączka, jest skrócony 104 Kamiz| na to od razu domyślasz się, że właściciel odzienia 105 Kamiz| niezbędną, ale natomiast okazuje się bardzo potrzebnym zapięty 106 Kamiz| nawet i drożej, gdyby umiano się targować. Człowiek miewa 107 Kamiz| chwile, że lubi otaczać się przedmiotami, które przypominają 108 Kamiz| Smutek ten nie gnieździł się mnie, ale w mieszkaniu bliskich 109 Kamiz| pan, bo służąca przeniosła się do takich państwa, którzy 110 Kamiz| ponieważ w pokoju znajdowało się jeszcze dużo sprzętów: dwa 111 Kamiz| własnej.~Ale wnet opamiętał się i szybko podniósł leżącą 112 Kamiz| Pan dobrodziej pyta się o te kamyzelkie?...~A potem, 113 Kamiz| A potem, jakby zbudziło się w nim podejrzenie, spytał:~- 114 Kamiz| więcej nie dam.~- Ino niech się pan nie gniewa! - przerwał 115 Kamiz| nie mogę, ale - ja zdaję się na pański rozum... Niech 116 Kamiz| powie: co to jest wart, a ja się zgodzę!... 'Ja wolę dołożyć, 117 Kamiz| Ja wolę dołożyć, byle to się stało, co pan chce.~- Kamizelka 118 Kamiz| na okno, za którym kłębił się tuman śniegu. Gdym sięgnął 119 Kamiz| stanął w oknie, ukłonił mi się z przyjacielskim uśmiechem.~ 120 Kamiz| padać, że prawie zmierzchło się. Położyłem kamizelkę na 121 Kamiz| jakąś piosenkę, on śmiał się czytając "Kuriera Świątecznego". 122 Kamiz| naszej kamienicy sprowadzili się na początku kwietnia. Wstawali 123 Kamiz| już dość będzie, połóż się spać.~- A ty kiedy pójdziesz 124 Kamiz| czasie pani mówiła:~- Kładź się!... kładź się!...~Niekiedy 125 Kamiz| mówiła:~- Kładź się!... kładź się!...~Niekiedy na jej słowa 126 Kamiz| wychodzili na spacer trzymając się pod ręce i wracali do domu 127 Kamiz| dużo zdrowia. Reszta sama się jakoś znajduje.~Moim sąsiadom, 128 Kamiz| znajduje.~Moim sąsiadom, o ile się zdaje, nie brakło żywności, 129 Kamiz| Jakoś w lipcu pan zaziębił się, zresztą nie bardzo. Dziwnym 130 Kamiz| po doktora. Dowiadywała się o pięciu, ale znalazła ledwie 131 Kamiz| ponieważ chwilami zataczała się, zapewne ze zmęczenia, a 132 Kamiz| szepnęła pani zatrzymując się dla nabrania tchu.~- Czasami? 133 Kamiz| pani, znowu stając. Trochę się nogi pod nią chwiały.~- 134 Kamiz| słychać? -i dowiedziała się, że nic. W mieszkaniu stróżowa 135 Kamiz| mówiłem, że to nic! - odezwał się chory.~- O, nic!... - powtórzyła 136 Kamiz| poleży i odpocznie. Gdyby się zaś krwotok powtórzył... - 137 Kamiz| Mąż pani wypocznie, tam się zasklepi...~- Tam... w nosie? - 138 Kamiz| Tak... w nosie! Rozumie się. Niech pani uspokoi się, 139 Kamiz| się. Niech pani uspokoi się, a resztę zdać na Boga. 140 Kamiz| od kilku godzin, zrobiło się jej prawie wesoło.~- No, 141 Kamiz| rzekła, trochę śmiejąc się, a trochę popłakując.~Uklękła 142 Kamiz| powtórzył pan cicho i uśmiechnął się. -Ile to krwi na wojnie 143 Kamiz| krótkie.~Choroba przeciągnęła się znacznie dłużej, niż myślano. 144 Kamiz| mógł wrócić, kiedy by mu się podobało i - o ile znalazłby 145 Kamiz| zdrowszy, więc pani wystarała się jeszcze o kilka lekcy j 146 Kamiz| końcu sierpnia spotkała się pani z doktorem na ulicy. 147 Kamiz| Może też Bóg da!... On tak się uspakaja po każdej pańskiej 148 Kamiz| przymusowego siedzenia, zrobił się jakiś drażliwy i zwątpiały. 149 Kamiz| rozgorączkowane spojrzenie. Zdawało się, że pod tym wzrokiem mur 150 Kamiz| Na twarzy kobiety ukazał się dziwny spokój. Uśmiechała 151 Kamiz| dziwny spokój. Uśmiechała się łagodnie, wytrzymując to 152 Kamiz| ją, zaczął drżeć i śmiać się, a potem machając ręką rzekł:~- 153 Kamiz| Koniecznie ubrdało mi się, że doktor zwątpił o mnie... 154 Kamiz| I coraz weselej śmiał się ze swoich przywidzeń.~Zresztą 155 Kamiz| atak podejrzliwości nigdy się już nie powtórzył. Łagodny 156 Kamiz| długiego siedzenia, pokazywała się krew - z nosa. No, miewał 157 Kamiz| stan nerwowy.~W ogóle czuł się coraz zdrowszym. Miał nieprzepartą 158 Kamiz| więc nie ma powodu martwić się.~W początkach września nerwowe 159 Kamiz| najzdrowszemu człowiekowi trafia się jakieś rozdrażnienie, każdy 160 Kamiz| Żona bacznie przysłuchiwała się temu i musiała przyznać, 161 Kamiz| wstawał z łóżka i ubierał się, pomimo że bez pomocy żony 162 Kamiz| tylko paltot.~- Dziwić się tu - mówił nieraz, patrząc 163 Kamiz| patrząc w lustro - dziwić się tu, że ja nie mam sil. Ależ 164 Kamiz| No, twarz zawsze łatwo się zmienia - wtrąciła żona.~- 165 Kamiz| sobie chudnę...~- Czy ci się nie zdaje? - spytała pani 166 Kamiz| wielkiej wątpliwości. Zamyślił się.~- Ha! może i masz racją... 167 Kamiz| czysty. •'~- Nie wysilajże się tak, bo aż ci się głos zmienia... 168 Kamiz| wysilajże się tak, bo aż ci się głos zmienia... To przecież 169 Kamiz| ciężki, bo pani aż porobiły się wypieki na twarzy. Ale była 170 Kamiz| No... patrzajże. Sama się przekonaj: wczoraj mogłem 171 Kamiz| do końca. Już martwiłem się myśląc, że się wyda sekret, 172 Kamiz| martwiłem się myśląc, że się wyda sekret, gdy wtem dziś... 173 Kamiz| nabierać ciała, nie położył się, ale jak w fotelu oparł 174 Kamiz| ale jak w fotelu oparł się w objęciach żony.~- No, 175 Kamiz| no!... - szeptał - kto by się spodziewał?... Przez dwa 176 Kamiz| I przesiedzieli tuląc się jedno do drugiego cały wieczór.~ 177 Kamiz| otuchy.~"Czy znowu zejdą się kiedy oboje, ażeby powiedzieć 178 Kamiz| Potem śmiech zamienił się w wesołą rozmowę, potem 179 Kamiz| znowu zasnął. I śniło mu się w główce schowanej pod skrzydło, 180 Grzec| GRZECHY DZIECIŃSTWA~Urodziłem się w epoce, kiedy każdy człowiek 181 Grzec| arystokratycznych, zdaje mi się więc, że blask jej hrabiowskiej 182 Grzec| z sąsiadami pojedynkował się o psy i zające. W domu męczył 183 Grzec| niewłaściwego użycia wygiął się jak turecka szabla.~Pałacu 184 Grzec| biegać po polach niż wywracać się na śliskiej posadzce, a 185 Grzec| wejściem do szkół, bawiliśmy się tylko jeden raz, mając oboje 186 Grzec| nieszczęśliwą.~Od tej pory zbudził się we mnie wstręt do małych 187 Grzec| łazić po drzewach, ani kąpać się ze mną w stawie, ani jeździć 188 Grzec| prawie każda zaczynała mazać się i biegła do kogoś na skargę.~ 189 Grzec| ojciec znowu nie pozwalał mi się wdawać, a siostra prawie 190 Grzec| więc rosłem i hodowałem się sam jak drapieżne pisklę, 191 Grzec| porzucili rodzice. Kąpałem się pode młynem albo w dziurawym 192 Grzec| wiewiórki. Raz wywróciło mi się czółno i pół dnia przesiedziałem 193 Grzec| Raz przez dymnik wdrapałem się na dach pałacu tak nieszczęśliwie, 194 Grzec| dnia całą dobę błąkałem się po lesie, a jeszcze innego 195 Grzec| która zresztą zrosła mi się dość prędko.~Nie mając z 196 Grzec| dziuplach, gdzie hodowały się młode wiewiórki. Odróżniałem 197 Grzec| czyje ono. Wpatrywałem się w migotanie f gwiazd, rozmawiałem 198 Grzec| przyciskającym ją kamieniem zrobił się otwór sięgający pewnie aż 199 Grzec| nawet istniał, wydawał mi się rzeczą mniej znaczącą od 200 Grzec| zamiast śpiewać i wciąż mylił się w graniu, często mawiał, 201 Grzec| lekarstwo; komu urodziło się dziecko, prosił dziedziczkę 202 Grzec| kumy. Moja siostra uczyła się razem z hrabianką, a ja 203 Grzec| jednak sposobność przekonania się o nadzwyczajnej łagodności 204 Grzec| tęsknił. Nieraz marzyło mi się, że spełnię taki szlachetny 205 Grzec| pistoletu, a tymczasem wymykałem się do gajowych i uczyłem się " 206 Grzec| się do gajowych i uczyłem się "wygarniać" z ich długich 207 Grzec| honoru hrabiny, udało mi się ukraść ojcu garść prochu, 208 Grzec| połamanych guzików od nie dającej się wymienić części ubrania, 209 Grzec| spod Wiednia. Podkradłem się pod obórkę, zatliłem hubkę, 210 Grzec| szczytu obórki stoczyło się już zaduszone kaczątko na 211 Grzec| ze zdumieniem przekonałem się, że w moich rękach z wielkiego 212 Grzec| obory zaczyna wydobywać się niewielki kłębik dymu, jakby 213 Grzec| stanęła w ogniu.~Zbiegli się ludzie, przygalopował na 214 Grzec| nieruchomość "wypaliła się - do środka ziemi" - jak 215 Grzec| Przez ten czas ze mną działy się nieopisane rzeczy. Naprzód 216 Grzec| parku z zamiarem utopienia się w sadzawce. W sekundę później 217 Grzec| prowentowy pisarz i wyprzeć się klucza, strzelania i obórki. 218 Grzec| schwytano - od razu przyznałem się do wszystkiego.~Zaprowadzono 219 Grzec| jakby umyślnie, unosił się nad pogorzeliskiem.~W tej 220 Grzec| kilka chwil przyglądaliśmy się sobie. Służba milczała, 221 Grzec| było spaleniznę.~- Zdaje mi się, panie Leśniewski, że ten 222 Grzec| składając ręce.~- Uspokój się, mój chłopczyku, bo tu nikt 223 Grzec| moją starość! - odezwał się ojciec. - Trzy skóry bym 224 Grzec| zasłonił usta ręką i śmiał się, aż zsiniał. Nie mogłem 225 Grzec| Pani hrabina zrobiła się leszcze smutniejsza. Odgarnęła 226 Grzec| go tylko uczyć.~- Stanie się według woli pani hrabiny! - 227 Grzec| kazała, chętnie położyłbym się na zgliszczach obórki i 228 Grzec| zgliszczach obórki i tak dałbym się powoli upiec na niej. Nie 229 Grzec| sam musiałem przygotowywać się do szkół. Uczyli mnie organista 230 Grzec| dama ta, przy zapoznaniu się ze mną, zobaczyła, że mam 231 Grzec| śrutu i kapiszonów, zlękła się tak, że już nie chciała 232 Grzec| spoważniałem. Tylko raz chciałem się, na próbę, powiesić. Ale 233 Grzec| że nie mogąc nacieszyć się nim w ciągu dnia, wstałem 234 Grzec| cichutko w nocy, ubrałem się po ciemku w surdut z czerwonym 235 Grzec| więc trochę zdrzemnąłem się i przespałem w uniformie 236 Grzec| swoją drogą ojciec pożegnał się ze mną w tak demonstracyjny 237 Grzec| zarysach życie moje zmieniło się niewiele W szkole trochę 238 Grzec| jakich by nie nabyli chowając się pojedynczo. O tej prawdzie 239 Grzec| tej prawdzie przekonałem się w tydzień po przybyciu do 240 Grzec| szkoły, gdzie nauczyłem się sztuki dawania serów, która 241 Grzec| sześćdziesięciu. Natomiast znalazłszy się samotnym wobec gramatycznych 242 Grzec| z której głębi wynurzała się - senność.~Jeżeli przy takim 243 Grzec| takim talencie do nieuczenia się wypowiadałem lekcje stosunkowo 244 Grzec| lub trzy ławki. Zdarzało się niekiedy, żem wydawał zupełnie 245 Grzec| lecz wówczas uciekałem się do modelowego w takich wypadkach 246 Grzec| dosłyszał pytania albo że "się zaląkłem".~W ogóle byłem 247 Grzec| za to, że pilnie uczyłem się gimnastyki, którą także 248 Grzec| karierę, ponieważ raz udało mi się napisać mu na imieniny wiersz 249 Grzec| Człowiek ten tak przyzwyczaił się do wypukiwania mnie z klasy 250 Grzec| czasie lekcyj i do widywania się ze mną po lekcjach, że był 251 Grzec| tygodniu nie przypomniałem się jego pamięci.~- Leśniewski! - 252 Grzec| wyrywali!... Inspektor zamyślił się.~- Coś w tym jest! - szepnął. - 253 Grzec| Aha... przysięgasz się, ośle?... Chodźże mi tu 254 Grzec| zmalował, to - policzy ci się na drugi raz!...~W ogóle 255 Grzec| jak kantoniści, znajdował się kaleka - Józio. Był to chłopczyk 256 Grzec| ze strachu. Nigdy nie bił się z nikim, tylko prosił innych, 257 Grzec| otrzeźwiony - nie poskarżył się.~Miał on oboje rodziców, 258 Grzec| miał żadnej, opieki, a mnie się niekiedy wydawało, że na 259 Grzec| prześladowali, więc on, chcąc się choć jako tako zabezpieczyć, 260 Grzec| Podatek ten nie na wiele mu się przydał, bo poza pięcioma 261 Grzec| garbusem.~Józio tylko uśmiechał się na te koleżeńskie żarty, 262 Grzec| nie mówił, tylko opierał się na chudych rękach i szlochał.~ 263 Grzec| wtedy: "Patrzcie! jak mu się garb trzęsie!..."- i dokuczali 264 Grzec| garbuska, który wydał mi się niemrawym. Ale raz ten duży 265 Grzec| oba uszy. Garbus zanosił się od płaczu, a klasa trzęsła 266 Grzec| płaczu, a klasa trzęsła się od śmiechu. Wtedy coś mnie 267 Grzec| zbladł jak ściana i zdawało się, że zemdleje. Cała klasa 268 Grzec| Cała klasa nagle przestała się śmiać, a potem zaczęła krzyczeć: " 269 Grzec| profesor, a dowiedziawszy się, żem zranił nożem kolegę, 270 Grzec| drągal; więc pocałowaliśmy się naprzód ja z drągalem, potem 271 Grzec| Józio ze mną - i tak mi się upiekło.~Uważałem, że przez 272 Grzec| moją stronę i uśmiechał się zapewne dlatego, że przez 273 Grzec| więc trochę zawstydził się, a potem rzekł cicho:~- 274 Grzec| prędko... Garbusek stropił się, a potem zapytał:~- Czy 275 Grzec| niego z góry. On zmieszał się jeszcze bardziej i znowu 276 Grzec| przyjacielem?~- Bo ja nie wdaję się z takimi trutniami jak ty!... - 277 Grzec| chciał odejść, ale zwrócił się jeszcze raz do mnie mówiąc:~- 278 Grzec| Ta argumentacja wydała mi się poważną. Po namyśle przyjąłem 279 Grzec| ławki, a mój sąsiad zgodził się, za pięć bułek, odstąpić 280 Grzec| południu Józio przeniósł się do mnie. Był to mój najszczerszy 281 Grzec| ale żaden w tej sztuce ani się umywał do Józia. W podpowiadaniu 282 Grzec| jak piórkiem. Nie bójcie się!...~Istotnie koledzy moi 283 Grzec| Istotnie koledzy moi nie bali się, tylko on, biedak, bał się 284 Grzec| się, tylko on, biedak, bał się za nas obu.~Jeżeli garbusek 285 Grzec| pani. Ale na tym skończyła się moja wiedza.~Profesor spojrzał 286 Grzec| bardzo pilnie przypatruje się ołówkowi profesora i że 287 Grzec| westchnął Józio.~- Ale jak ci się zdaje? ~- Ja - rzekł garbusek - 288 Grzec| dał? - pytałem.~- Zdałe mi się, że - pałkę. Ale to osioł, 289 Grzec| trochę rozumiem.~Zacząłem się śmiać i rzekłem:~- No, kiedyś 290 Grzec| krowy?~Chłopiec zamyślił się i powoli zaczął:~- Widzisz 291 Grzec| dalej? ~- Widzisz krowa się karmi i wierzba się karmi 292 Grzec| krowa się karmi i wierzba się karmi sokami z ziemi.~- 293 Grzec| roślinami. Sam pogląd podobał mi się, i od tej pory obudziło 294 Grzec| i od tej pory obudziło się we mnie zamiłowanie do zoologii 295 Grzec| oczyma.~Nieznajomy odezwał się głosem nieco chrapliwym:~- 296 Grzec| na nogę, jakhy chwiejąc się, i dodał:~- Zajdź tam do 297 Grzec| przejechali. ~Znowu zachwiał się, spojrzał na mnie błędnym 298 Grzec| gorącą wodą. Zdawało mi się, że to ja raczej powinienem 299 Grzec| Źrenice jego rozszerzyły się tak, że miał prawie czarne 300 Grzec| topniejącego śniegu.~Pochyliłem się nad łóżkiem i spytałem:~- 301 Grzec| tobie, Józiu?~On ożywił się, otworzył usta jakby do 302 Grzec| pewnie umrę... Ale boję się... tak sam... więc prosiłem, 303 Grzec| nigdy Józio nie wydał mi się takim jak dziś. Zdawało 304 Grzec| takim jak dziś. Zdawało mi się, że z kaleki wyrasta olbrzym.~ 305 Grzec| myślenia. Józio odzywał się rzadko i z wielkim wysiłkiem. 306 Grzec| dzienne sprawy..." Ja już się jutro pewnie nie obudzę...~ 307 Grzec| zawołał potykając się o mnie.~- To ja... - odparłem.~- 308 Grzec| Łukaszowa? dobrze!... Prześpij się dziś, a jutro - sprawię 309 Grzec| odparł przybysz i schyliwszy się nad łóżkiem - mnie pocałował 310 Grzec| pachą miał butelkę.~- Wyśpij się - dodał - a jutro marsz 311 Grzec| a po chwili - rozległo się miarowe bulgotanie, jakby 312 Grzec| Rum-jamajka!...~Józio począł się trząść i mówić coraz niespokojniej:~- 313 Grzec| drugiego pokoju. Zerwałem się z łóżka i stanąłem we drzwiach 314 Grzec| drżący. Człowiek rzucił się na kufrze i wykrzyknął:~- 315 Grzec| i wykrzyknął:~- Wynoś mi się stąd, błaźnie!... Ja, jego 316 Grzec| gorączkę, że pewnie zaraziłem się od przejechanego Józia, 317 Grzec| że ktoś co dzień wypytuje się o mnie. Jakoż o jedenastej 318 Grzec| trzeźwy, tylko trzęsła mu się głowa i ręce.~Człowiek ten 319 Grzec| brodę i długo wpatrywał mi się w oczy, a potem nagle rzekł:~- 320 Grzec| Powiedz mi prawdę, bardzo on się męczył?...~Wtem cofnął się 321 Grzec| się męczył?...~Wtem cofnął się i rzekł prędko:~- Albo nie... 322 Grzec| mu płynąć łzy. Schwycił się oburącz za głowę, odwrócił 323 Grzec| oburącz za głowę, odwrócił się ode mnie i pobiegł ku schodom 324 Grzec| Dobrze już na wiosnę wybrałem się pierwszy raz na grób Józia. 325 Grzec| sam nie wiedziałem, i on się nie spytał.~W tydzień znowu 326 Grzec| początkach maja rozeszła się po mieście szczególna wiadomość. 327 Grzec| zabawy. Wówczas zatapiałem się w czytaniu książek, które 328 Grzec| zostawił Józio, albo wymykałem się za miasto, w jary zarosłe 329 Grzec| zarosłe krzakami, i włócząc się tam rozmyślałem - Bóg wie 330 Grzec| czym. Nieraz zapytywałem się, dlaczego tak nędznie zginął 331 Grzec| samotny, że aż musiał tulić się do grobu syna. Czułem, że 332 Milkn| przyjaciele namawiali go, aby się ożenił. Ale pułkownik nie 333 Milkn| Ale pułkownik nie chciał się żenić. Mówił, że wprawdzie 334 Milkn| kampanii. Starzy odnaleźli się łatwo, jeszcze łatwiej odnowili 335 Milkn| Ponieważ jednak trafiały się spóźnienia, więc dla porządku 336 Milkn| więc dla porządku pilnowali się wzajemnie i - cały dzień 337 Milkn| człowiekiem, i nie wiadomo, na co się jeszcze może przydać.~W 338 Milkn| niespodzianie. Pułkownik aż położył się do łóżka ze zmartwienia 339 Milkn| więcej gazet. Rozejrzawszy się zaś i skombinowawszy to, 340 Milkn| wcale nie jest taki zły, jak się wydaje, lecz musi być ostrożny...~- 341 Milkn| razie nie okazał żalu; zajął się pogrzebem i sprawił taki, 342 Milkn| sprawił taki, jaki należał się oficerowi dwóch armij. Nie 343 Milkn| gdy nad grobem rozległy się salwy piechoty żegnającej 344 Milkn| starzec nagle zachwiał się i padł, jak gdyby wszystkie 345 Milkn| wsiadł do fiakra i kazał się odwieźć do domu.~Na drugi 346 Milkn| miejscowych dziennikach ukazało się ogłoszenie o sprzedaży domu 347 Milkn| pułkownika. Kupiec znalazł się prędko, a w tydzień później 348 Milkn| później starzec gotował się do pożegnania gościnnej 349 Milkn| przelewać. A nie żal - bo się u was dużo zmieniło... Gadacie 350 Milkn| gorączkę starca nie wdawał się w perswazje. Zrozumiał on, 351 Milkn| przy rośnie.~Pułkownik udał się do Paryża, ułożył się o 352 Milkn| udał się do Paryża, ułożył się o wypłacanie mu emerytury, 353 Milkn| cierpki. Gdy dla rozerwania się wziął jaki dziennik, zdawało 354 Milkn| jaki dziennik, zdawało mu się, że jest drukowany po polsku. 355 Milkn| lada chwilę miał ukazać się ktoś jeszcze nie znany, 356 Milkn| kilka. Lecz nagle obudził się ów młody duch z całym zasobem 357 Milkn| myśleć, a w nocy zdawało się pułkownikowi, że ktoś rzuca 358 Milkn| osobami nie pożegnawszy się nawet, i dniem i nocą jechał 359 Milkn| Niemców, którzy przypatrując się śniadej, suchej twarzy, 360 Milkn| wyglądał oknem, domyślali się, że bada niemieckie koleje, 361 Milkn| świtać. Na wschodzie ukazał się jasny pasek, który stopniowo 362 Milkn| go. Pułkownikowi zdawało się, że gdy raz stanie na otwartym 363 Milkn| wytrzyma tęsknota, wyrwie się i gdzieś odleci, jak gołąb 364 Milkn| wypuszczony z klatki. Lecz stało się inaczej: zamiast ukojenia 365 Milkn| niegdyś taki szeroki, wydał mu się ciasnym. Lasów nie widać, 366 Milkn| gałązkami wierzbiny, tłukł się o nieskończenie długi szereg 367 Milkn| drogę starzec rozglądał się chcąc choć nie jakąś nitkę 368 Milkn| późno wieczór i umieścił się w drugorzędnym hotelu, który 369 Milkn| dorożkę i kazał obwozić się po wszystkich znanych niegdyś 370 Milkn| dziesięcioma laty poznał się w Vichy.~Pułkownik natychmiast 371 Milkn| Pułkownik natychmiast udał się do niego i szczęściem zastał 372 Milkn| go, a poznawszy zmieszał się. Gorączkowo ściskając gościa, 373 Milkn| paszportem? - a gdy uspokoił się co do tej kwestii, zapytał, 374 Milkn| Chciałbym tu osiedlić się, o ile, naturalnie, uda 375 Milkn| ile, naturalnie, uda mi się zawiązać stosunki - odparł 376 Milkn| stosunki u nas zawiązują się łatwo. Znajdzie tu pan może 377 Milkn| potrzebuję - odparł gość śmiejąc się pierwszy raz od paru miesięcy. - 378 Milkn| węgierską - druga dziwiła się, że opuścił "ten piękny 379 Milkn| tańczył, więc gdy odezwała się muzyka, pomimo całego szacunku - 380 Milkn| Gościnny gospodarz ofiarował się w tej chwili zebrać mu towarzystwo 381 Milkn| wista.~Więc i tu przestano się nim zajmować, z czego pułkownik 382 Milkn| kontem mogąc przypatrzeć się ludziom.~Przysłuchiwał się 383 Milkn| się ludziom.~Przysłuchiwał się rozmowom. W jednym kącie 384 Milkn| Do tej grupy przyłączył się pułkownik, ale rozmawiał 385 Milkn| Starzec cichaczem wymknął się z balu i wrócił do swego 386 Milkn| swego zajazdu. Położywszy się do łóżka począł marzyć, 387 Milkn| chwilami świadomość, zdawało mu się, że przestał być człowiekiem, 388 Milkn| jest krzyżem na zapadającym się grobie, w którym spoczęli 389 Milkn| kamraci. Gdy zaś ocknął się, szeptał:~- Po com ja tu 390 Milkn| Starzec wstał późno i ubierał się powoli, namyślając się, 391 Milkn| ubierał się powoli, namyślając się, kiedy wracać do Francji: 392 Milkn| człowiek dla rozgrzania się tupał nogami w chodnik, 393 Milkn| nogami w chodnik, uderzał się w ramiona albo rozcierał 394 Milkn| człowiek?~Kelner uśmiechnął się i odparł:~- To szewc!... 395 Milkn| jestem?...~- Dowiedział się od służby...~Starzec zamyślił 396 Milkn| służby...~Starzec zamyślił się, a tymczasem ubogi człowiek 397 Milkn| śniadanie do miasta. Ubrał się więc spieszniej i zaciekawiony 398 Milkn| zmarszczył brwi, wyprężył się i zacisnął pięści, co wyglądało 399 Milkn| jak gdyby chciał rzucić się na pułkownika, ale według 400 Milkn| etykiety.~Starzec - zatrzymał się. Chciał coś przemówić do 401 Milkn| ulicy.~Wtedy szewc odezwał się do dziecka:~- Wojtuś!...~- 402 Milkn| jadł niewiele, bo śpieszył się. Potem wybiegł do miasta 403 Wakac| od siebie i widywaliśmy się prawie co dzień. Był to 404 Wakac| ziemię i gorączkowo uderzał się po nogach szpicrutą. Nie 405 Wakac| zaczął.~- Wiesz - odezwał się - miałem dziś głupi wypadek. 406 Wakac| głupi wypadek. Zdziwiłem się; było rzeczą prawie niepodobną, 407 Wakac| ażeby, "głupi wypadek" mógł się zdarzyć tak panującemu nad 408 Wakac| rana we wsi pożar. Spaliła się chałupa...~- A tyś może 409 Wakac| Wzruszył ramionami i zdawało mi się, że się lekko zarumienił; 410 Wakac| ramionami i zdawało mi się, że się lekko zarumienił; zresztą 411 Wakac| zachodzącego słońca.~- Zapaliły się - ciągnął po przerwie - 412 Wakac| płomyków wydobywających się ze szczelin przy kominie, 413 Wakac| filisterska ciekawość i powlokłem się na miejsce. Ludzie byli 414 Wakac| żakietę musiałem cofnąć się o parę kroków.~Tymczasem 415 Wakac| wyciągniesz żywego..."~Nikt się jednak nie ruszył. Słoma 416 Wakac| spłonęh, a krokwie żarzyły się jak rozpalone druty.~Wyznaję, 417 Wakac| gorąco!..."~"No, ruszże się który! - wołały baby. - 418 Wakac| dusze, nie warciśta nazywać się chłopami!..." - "To leź 419 Wakac| nie idzie, a ja jeszcze się waham! Chociaż - szepnęła 420 Wakac| głuchym trzaskiem zaczęły się wyginać.~"Ale trzeba w końcu 421 Wakac| Ale trzeba w końcu wedrzeć się tam - myślałem - każda sekunda 422 Wakac| przecie nie może spalić się jak robak.~- Lecz jeżeli 423 Wakac| surduta..."~Z daleka odezwał się straszny krzyk kobiecy: " 424 Wakac| mogłem wytrzymać i rzuciłem się naprzód. Owionął mnie żar, 425 Wakac| rozdarto, z komina posypały się cegły. Poczułem, że mi się 426 Wakac| się cegły. Poczułem, że mi się tlą włosy, i - cofnąłem 427 Wakac| tlą włosy, i - cofnąłem się rozgniewany. "Co za głupi 428 Wakac| zawołano z tłumu.~Pułap zapadł się, aż iskry sypnęły do nieba. 429 Wakac| chłopca, który obudziwszy się wrzeszczał wniebogłosy.~- 430 Wakac| piętnaście lat.~- I nic się jej nie stało?~- Opaliła 431 Wakac| badyle.~Na niebie zaczęły się pokazywać gwiazdy i chłodny 432 Wakac| i kwilenie zabierających się do snu ptaków wodnych. Zwykle 433 Wakac| otworzył. Za to zdawało mi się, że dokoła nas szepczą krzaki:~- 434 Zywy | książkę, dość żwawo okładając się kułakami.~- Zdaje mi się, 435 Zywy | się kułakami.~- Zdaje mi się, dzieci, że się bijecie?... - 436 Zywy | Zdaje mi się, dzieci, że się bijecie?... - zawołała przestraszona 437 Zywy | zabrał Robinsona! - tlomaczył się jeden chłopiec.~- Nieprawda, 438 Zywy | podobne wypadki trafiają się dosyć często, dzieci bowiem 439 Zywy | sercu pani hrabiny zatliła się jakaś iskra. Ponieważ jednak 440 Zywy | ją myślenie, więc starała się zapomnieć o tym. Dopiero 441 Zywy | Wieczorem radca znalazł się u pana Z., któremu całe 442 Zywy | strony, że - wypada postarać się o książki dla sierot.~- 443 Zywy | dziewczynka dygnęła rumieniąc się, o ile jej na to pozwalały 444 Zywy | redakcyjnemu chłopcu.~- Jakże się pan nazywa? - spytałem.~- 445 Cieni| słońca, z ziemi wynurza się zmierzch. Zmierzch - wielka 446 Cieni| niepamiętnych czasów pasuje się ze światłem, pierzcha każdego 447 Cieni| w dzień, rozbita, chowa się po kryjówkach i czeka.~Czeka 448 Cieni| ciemnych jezior. Czeka kryjąc się w przedwiecznych jaskiniach 449 Cieni| najmniejszym ziarnem piasku, czepia się najcieńszej nici pajęczej 450 Cieni| w okamgnieniu przenosi się na inne, korzystając z lada 451 Cieni| skąd ją wygnano, wedrzeć się na nie zajęte stanowiska 452 Cieni| gęstymi szeregami wysuwa się ze swych ucieczek, cicha 453 Cieni| piwnic i szyby okien wysuwa się na ulice, w głuchym milczeniu 454 Cieni| Jeszcze chwilka i nagle zerwie się olbrzymi wybuch ciemności 455 Cieni| nieba. Zwierzęta skryją się po legowiskach, człowiek 456 Cieni| roślina bez wody, skurczy się i pocznie usychać. Barwy 457 Cieni| Barwy i kształty rozpłyną się w nicestwie; trwoga, błąd 458 Cieni| ulicach Warszawy ukazuje się dziwna postać ludzka, z 459 Cieni| każdej latarni zatrzymuje się na mgnienie i roznieciwszy 460 Cieni| zapachem kwiatów, czy sroży się lipcowa burza, czy rozhukane 461 Cieni| czy w powietrzu kłębią się zimowe śniegi - on zawsze, 462 Cieni| potem znika jak cień.~Skąd się ty bierzesz, człowieku, 463 Cieni| człowieku, i gdzie kryjesz się, że nie znamy twoich rysów, 464 Cieni| twoją latarkę, wdzierają ci się na kolana i obejmują cię 465 Cieni| milczącą i nieujętą, co ukazuje się tylko o zmroku, roznieca 466 Cieni| pochowali. Umarł. Stróż zamyślił się. Zapytawszy o kilka szczegółów 467 Cieni| najuboższych.~- Takich zwaliło się dwudziestu pięciu.~- Ale 468 Cieni| ludzki, gdzie jedni rozbijają się o zawady, inni spadają w 469 Cieni| manowcach życia również uwijają się latarnicy. Każdy niesie 470 Cieni| żyje niepoznany, trudzi się nieoceniony, a potem znika 471 Omyl | wzdłuż której mieściły się budynki gospodarskie, sad 472 Omyl | warzywny. Za domem ciągnęły się nasze grunta, zawarte między 473 Omyl | strychu, gdzie znajdował się pokoik brata, w zwykłym 474 Omyl | wówczas lat siedem i chowałem się przy matce. Była to kobieta 475 Omyl | konie, kury - czy nie dzieje się im jaka krzywda i czy dostały 476 Omyl | lub pieniędzy; ta radziła się o kaszlące dziecko, a tamta 477 Omyl | samotnej; zawsze kręcili się przy niej ludzie jak gołębie 478 Omyl | i radziła. Rzecz, zdaje się, niegodna wiary, a przecie 479 Omyl | mocniej ujadały, zrywała się z łóżka i ledwie odziana 480 Omyl | bez pacierza, pokazała mi się w nocy dusza ojca na ścianie. 481 Omyl | duszy w żelazku. Zląkłem się nadzwyczajnie i do rana 482 Omyl | nigdy nie zapomniałem modlić się za Ojca.~Miałem tez brata 483 Omyl | kołnierzem i że sposobił się na doktora.~Nieraz, zdjęty 484 Omyl | zobaczyć stolicę, gdzie uczył się brat, a przynajmniej miasto, 485 Omyl | samotników, skulona i czająca się. Niekiedy słoneczne światło 486 Omyl | wówczas nie mogłem oprzeć się złudzeniu, że widzę głowę 487 Omyl | patrzy na mnie, jakby chcąc się rzucie. Ogarniał mnie strach 488 Omyl | Ogarniał mnie strach i kryłem się za ramę dymnika ciesząc 489 Omyl | za ramę dymnika ciesząc się, że teraz nie zobaczy mnie 490 Omyl | wyglądałem i zapytywałem się w duchu - kto w chacie mieszka?... 491 Omyl | Ledwiem wstał, już trzeba się było kłaść, ledwiem się 492 Omyl | się było kłaść, ledwiem się położył, już trzeba wstawać. 493 Omyl | i okrągłe oczy i śmiejąc się rzekła:~- Już ci się chce 494 Omyl | śmiejąc się rzekła:~- Już ci się chce zbytków!...~Udawałem, 495 Omyl | jakiego powodu, żem zerwał się z łóżka i jednym skokiem 496 Omyl | chłopczyskiem - irytowała się baba spychając mnie na podłogę. - 497 Omyl | łóżka, ty sowizdrzale, bo się zaziębisz... Antoś mówię 498 Omyl | bezwstydniku paskudny - gniewała się - żeby też taki duży chłopiec 499 Omyl | za grosz... No - czegóż się znowu ubierasz w nocną koszulę, 500 Omyl | dzienną? Antoś, ustatkuj ty się!...~Potem brała moje majtki,