| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] huknelo 1 humor 2 hyclu 1 i 737 ich 24 idac 3 ide 2 | Frequency [« »] ----- ----- 768 sie 737 i 630 w 514 na 487 nie | Boleslaw Prus Nowele IntraText - Concordances i |
Now.
1 Katar| połyskujące jak zwierciadła - i - nieco wyszarzany cylinder.~ 2 Katar| rumianą, szpakowate faworyty i siwe, łagodne oczy. Chodził 3 Katar| zawsze głęboko zamyślony i posuwał się z wolna Około 4 Katar| pobożnie ręką kapelusza i przechodził na drugą stronę 5 Katar| u Pika jak stoi barometr i termometr, potem znowu zawracał 6 Katar| fotografie Modrzejewskiej - i szedł dalej.~W drodze ustępował 7 Katar| lat chodził ulicą Miodową i nieraz myślał, że się na 8 Katar| się prosto, miał czuprynę i nosił wąsy zakręcone ostro 9 Katar| miał do nich szczęście i nieustannie był swatany. 10 Katar| opuszczał, ażeby z Józią i Filką zjeść kolacją.~Gdy 11 Katar| młodzieńczej gorączki, miał majątek i ustaloną opinią znawcy sztuk 12 Katar| sprawił obicia, piękne meble - i szukał żony.~Ale człowiekowi 13 Katar| długo. Trzecia miała wdzięki i wiek właściwy, ale nieodpowiedni 14 Katar| posiadała wdzięki, wiek i temperament należyty, ale 15 Katar| przyjęcia robił świetne i utrzymywał stosunki z muzykami, 16 Katar| przerosło mu już ciemię, i sięga w tył do białego jak 17 Katar| tych czasach ogolił wąsy i zapuścił faworyty. O kobietach 18 Katar| niczego od świata, bo już i praktykę porzucił, mecenas 19 Katar| muzyki me słysząc hałasów i nie widząc artystów. Gdy 20 Katar| gdy było najmniej widzów, i spędzał w galerii całe godziny.~ 21 Katar| gdy inni ganili artystę.~I tak zawsze był pobłażliwy 22 Katar| nienawidził kataryniarzy i katarynek.~Gdy mecenas usłyszał 23 Katar| katarynkę, przyśpieszał kroku i na parę godzin tracił humor. 24 Katar| przeradza się w funkcją machiny i narzędzie rozboju. Bo kataryniarze 25 Katar| wymyślił niesmaczny zań - i... wysłał mu pod okna dwu 26 Katar| siebie każdego nowego stróża i przeprowadzał z nim taką 27 Katar| przyjmowani byli interesanci i stawali krewni albo znajomi 28 Katar| Tomasz ukazywał się tu rzadko i tylko dla sprawdzenia, czy 29 Katar| posadzki, czy starto kurz i nie uszkodzono mebli.~Całe 30 Katar| na fotelu naprzeciw okna i zapaliwszy cygaro zatapiał 31 Katar| lubił niekiedy upijać się i hałasować, więc wymówiono 32 Katar| staruszkę, już bardzo zgrzybiałą i wcale zasobną, pomimo jej 33 Katar| druga wyrabiała pończochy i kaftaniki na maszynie. Młodszą 34 Katar| maszynie. Młodszą z nich i przystojniejszą dziewczynka 35 Katar| a starszej mówiła: pani.~I u mecenasa, i u nowych lokatorów 36 Katar| mówiła: pani.~I u mecenasa, i u nowych lokatorów okna 37 Katar| sprzęty ubogie. Na stołkach i krzesłach, na kanapie i 38 Katar| i krzesłach, na kanapie i na komodzie leżały tkaniny 39 Katar| tkaniny przeznaczone do szycia i kłębki bawełny na pończochy.~ 40 Katar| dziecko z ciemnymi włosami i ładną twarzyczką, ale blade 41 Katar| ładną twarzyczką, ale blade i jakieś nieruchawe. Czasami 42 Katar| się lalką, którą ubierała i rozbierała powoli, jakby 43 Katar| uśmiechu na bledziutkich ustach i nieruchomej twarzy.~"Dziwne 44 Katar| mówił do siebie mecenas i począł przypatrywać się 45 Katar| ożywiła się nieco. Rozkładała i układała kwiaty, całowała 46 Katar| włożyła go w szklankę wody i usiadłszy w swoim oknie 47 Katar| jego sąsiadek, a świeciło i dogrzewało bardzo mocno. 48 Katar| na drugą stronę podwórza i widać zobaczył coś niezwykłego, 49 Katar| na wznak w swoim oknie - i - szeroko otwartymi oczyma 50 Katar| martwa, nie poruszając się i nic nie mówiąc.~Pojono ją 51 Katar| mówiąc.~Pojono ją winem i bulionami, więc stopniowo 52 Katar| Lekarz zbadał jej oczy i zaopiniował, że trzeba czekać.~ 53 Katar| bardzo smutno!...~Mijały dnie i tygodnie w ciągłym oczekiwaniu. 54 Katar| omackiem; sama ubierała się i rozbierała powoli i ostrożnie. ' 55 Katar| się i rozbierała powoli i ostrożnie. ' Ale wzrok nie 56 Katar| moje kochanie.~- Tak jak i w dzień?~- Tak.~- Ja także 57 Katar| nie widzę! -rzekła. - Czy i mama nie widzi mnie w lusterku?~- 58 Katar| Ale matka rozpłakała się i wybiegła z pokoju.~Najmilszym 59 Katar| rękoma drobnych przedmiotów i poznawać je.~Jednego dnia 60 Katar| nocy zbudził matkę szmer i szept. Zerwała się z pościeli, 61 Katar| pościeli, zapaliła świecę i zobaczyła w kąciku swoją 62 Katar| kąciku swoją córkę już ubraną i bawiącą się lalką.~- Co 63 Katar| odparła kaleka.~Dla niej dzień i noc zlały się w jedno i 64 Katar| i noc zlały się w jedno i trwały zawsze...~Stopniowo 65 Katar| niej wiśnią gładką, okrągłą i miękką, błyszczący pieniądz 66 Katar| błyszczący pieniądz był twardym i dźwięcznym krążkiem, na 67 Katar| zmysł dotyku, powonienia i słuchu. Jej twarz i ręce 68 Katar| powonienia i słuchu. Jej twarz i ręce nabrały takiej wrażliwości, 69 Katar| który mówił piskliwym głosem i zamiatał podwórko. Wiedziała, 70 Katar| pochwytywała drobne te zjawiska i wysnuwała z nich wnioski.~ 71 Katar| poszła na drugie podwórze i napompowała wody. A teraz 72 Katar| Dziewczynka uczuła brak wrażeń i zaczęła tęsknić.~Pozwolono 73 Katar| jej chodzić po całym domu i to ją nieco uspakajało.~ 74 Katar| podwórzu, dotknęła każdej rynny i beczki. Ale największą przyjemność 75 Katar| odmiennych światów: do piwnicy i na strych.~W piwnicy powietrze 76 Katar| ptaków, szczekanie psów i szelest drzew w sąsiednim 77 Katar| budziły się cienie kształtów i barw, ale takie niewyraźne 78 Katar| barw, ale takie niewyraźne i pierzchliwe, że nic przypomnieć 79 Katar| siedzieć w pokoju. Na strych i do piwnicy nie wolno było 80 Katar| zawsze jednakowo świeciło i bardzo prędko kryło się 81 Katar| ukazał się wyraz zniechęcenia i martwości, który tak dziwił 82 Katar| jest coraz mizerniejsze i co dzień niknie.~Zdarzyło 83 Katar| przyjaciół mecenasa miał proces i jak zwykle oddał mu do przejrzenia 84 Katar| najwłaściwszy kierunek akcji i wybranemu przez siebie adwokatowi 85 Katar| gabinecie, czytał dokumenta i notował.~Wieczorem stary 86 Katar| zrobił awanturę ze stójkowym i poszedł na tydzień - do 87 Katar| około drugiej zjadł obiad i znowu siedział. Jego rumiana 88 Katar| siedział. Jego rumiana twarz i szpakowate faworyty na szafirowym 89 Katar| ociemniałej dziewczynki i jej wspólniczka robiąca 90 Katar| maszynie podziwiały mecenasa i mówiły, że wygląda na czerstwego 91 Katar| wątpliwości świadectwa, że X i w roku 1872, i w 1875 działał 92 Katar| świadectwa, że X i w roku 1872, i w 1875 działał jak obłąkany, 93 Katar| grobu, odzyskał przytomność i wszedł do gabinetu, aby 94 Katar| gdy usłyszał katarynkę!...~I żeby to przynajmniej była 95 Katar| fałszywie ordynaryjne walce i polki, a tak głośno, że 96 Katar| Nie wiedział, co myśleć i co począć. Chwilami gotów 97 Katar| pomieszało się w głowie i że uległ halucynacjom.~Ale 98 Katar| z popsutymi piszczałkami i bardzo głośną trąbą!~W sercu 99 Katar| zabijać swoich poddanych, i pomyślał, z jaką rozkoszą 100 Katar| skoczył jak tygrys do okna i postanowił - zwymyślać kataryniarza 101 Katar| wyrazami.~Już wychylił się i otworzył usta, aby krzyknąć: " 102 Katar| przytupywać wielkim obcasem w bruk i od czasu do czasu pogwizdywać 103 Katar| lokaj ciągnąc za sobą stróża i wołając:~- Ja mówiłem temu 104 Katar| Tydzień temu przyjechał ze wsi i nie zna naszych obyczajów. 105 Katar| trzecią sztuczkę tak fałszywie i wrzaskliwie jak dwie pierwsze.~ 106 Katar| Mecenas odwrócił się do stróża i rzekł ze zwykłą sobie flegmą, 107 Katar| do roboty - dodał.~Lokaj i stróż wyszli, a mecenas 108 Katar| towarzyszowi swemu szepcze do ucha i pokazuje palcem na czoło...~ 109 Katar| Pan Tomasz uśmiechnął się i jakby dla stwierdzenia ponurych 110 Katar| wyszukał w nim listę lekarzy i zapisał na kartce adresy 111 Katar| odwrócił się teraz do jego okna i za jego dziesiątkę począł 112 Katar| dziesiątkę począł przytupywać i wygwizdywać jeszcze głośniej, 113 Kamiz| oprócz pewnej bardzo starej i zniszczonej kamizelki.~Oto 114 Kamiz| sprzączka, jest skrócony i przyszyty do kamizelki wcale 115 Kamiz| zapewne co dzień chudnął i wreszcie dosięgną!, tego 116 Kamiz| wartości, a dałbym nawet i drożej, gdyby umiano się 117 Kamiz| było ich troje: pan, pani i mała służąca, która sypiała, 118 Kamiz| zostało ich tylko dwoje: pani i pan, bo służąca przeniosła 119 Kamiz| płacili jej trzy ruble na rok i co dzień gotowali obiady.~ 120 Kamiz| mieszkania handlarza starzyzny i sprzedała mu swój parasol 121 Kamiz| swój parasol za dwa złote i kamizelkę po mężu za czterdzieści 122 Kamiz| padały drobne płatki śniegu, i - znikła za bramą.~Na dziedzińcu 123 Kamiz| dopiero co kupiony parasol i owinąwszy w kamizelkę ręce 124 Kamiz| otrząsnął śnieg z kołnierza i z wielką usilnością począł 125 Kamiz| Ale wnet opamiętał się i szybko podniósł leżącą na 126 Kamiz| nie robił... ten wjatr!...~I wskazał ręką na okno, za 127 Kamiz| mi jeszcze raz kamizelkę i począł szybko rewidować 128 Kamiz| bardzo porządne futro...~I jeszcze zza progu, wytknąwszy 129 Kamiz| Położyłem kamizelkę na stole i począłem marzyć to o pani, 130 Kamiz| herbatę z blaszanego samowaru i razem wychodzili do miasta. 131 Kamiz| dniach. Widywałem nawet go i o północy, przy lampie, 132 Kamiz| zwykle siedziała przy nim i szyła. Niekiedy spojrzawszy 133 Kamiz| przerywała swoją robotę i mówiła tonem upominającym:~- 134 Kamiz| parę ściegów...~- No... to i ja napiszę parę wierszy... 135 Kamiz| Znowu oboje pochylali głowy i robili swoje. I znowu po 136 Kamiz| pochylali głowy i robili swoje. I znowu po niejakim czasie 137 Kamiz| spacer trzymając się pod ręce i wracali do domu późno wieczór. 138 Kamiz| dwa kufle doskonałej wody i dwa duże pierniki, mając 139 Kamiz| Trochę żywności, dużo roboty i dużo zdrowia. Reszta sama 140 Kamiz| znalazła ledwie jednego, i to wypadkiem, na ulicy.~ 141 Kamiz| było, więc podał jej rękę i idąc tłomaczył, że krwotok 142 Kamiz| zapytała stróża: co słychać? -i dowiedziała się, że nic. 143 Kamiz| ostrożnie obudził go, wybadał i także powiedział, że to 144 Kamiz| tymczasem - niech sobie poleży i odpocznie. Gdyby się zaś 145 Kamiz| jej prawie wesoło.~- No, i cóż to tak wielkiego! - 146 Kamiz| Uklękła przy łóżku chorego i zaczęła całować go po rękach.~- 147 Kamiz| wielkiego! - powtórzył pan cicho i uśmiechnął się. -Ile to 148 Kamiz| kiedy by mu się podobało i - o ile znalazłby miejsce. 149 Kamiz| kilka lekcy j na tydzień i za ich pomocą opędzała domowe 150 Kamiz| schwyciła doktora za rękę i rzekła błagalnym tonem:~- 151 Kamiz| zrobił się jakiś drażliwy i zwątpiały. Zaczął wymawiać 152 Kamiz| Patrz mi prosto w oczy i odpowiadaj: nie mówił ci 153 Kamiz| odpowiadaj: nie mówił ci doktor?~I utopił w niej rozgorączkowane 154 Kamiz| puścił ją, zaczął drżeć i śmiać się, a potem machając 155 Kamiz| Już jestem spokojny!...~I coraz weselej śmiał się 156 Kamiz| stan jego nie jest złym.~Bo i z jakiej racji miał być 157 Kamiz| Strasznie musiałem schudnąć, i naturalnie dopóty nie mogę 158 Kamiz| przysłuchiwała się temu i musiała przyznać, że mąż 159 Kamiz| co dzień wstawał z łóżka i ubierał się, pomimo że bez 160 Kamiz| żona.~- Prawda, tylko że ja i w sobie chudnę...~- Czy 161 Kamiz| Zamyślił się.~- Ha! może i masz racją... Bo nawet... 162 Kamiz| Nawet powiem ci, że choć i odzyskam ciało, to i wtedy 163 Kamiz| choć i odzyskam ciało, to i wtedy jeszcze nie zaraz 164 Kamiz| dni wołał do siebie żonę i mówił:~- No... patrzajże. 165 Kamiz| ją z błyszczącymi oczyma i rzekł bardzo wzruszony:~- 166 Kamiz| dzień sam ściągałem pasek, i dlatego - kamizelka była 167 Kamiz| cokolwiek luźniej...~No, teraz i ja wierzę, że będę zdrów... 168 Kamiz| ciasna!...~- No... no!...~I przesiedzieli tuląc się 169 Kamiz| Padał tylko śnieg taki gęsty i zimny, że nawet w grobach 170 Kamiz| powtórzono stówko: "dobranoc!" - i nareszcie wszystko umilkło. 171 Kamiz| mocniej objął palcami gałązkę i znowu zasnął. I śniło mu 172 Kamiz| gałązkę i znowu zasnął. I śniło mu się w główce schowanej 173 Kamiz| niegdyś, małym ptaszkiem i że śpi w gnieździe, otulony 174 Grzec| z rządcy na plenipotenta i otrzymał zamiast dyplomu 175 Grzec| pierwsze buty.~Ojciec, ja i moja siostra Zosia (bom 176 Grzec| wielką liczbą garderobianych i panien służących. Dziewczęta 177 Grzec| przeznaczeniach wielkich dam i ubogich dziewcząt nie miałem 178 Grzec| sąsiadami pojedynkował się o psy i zające. W domu męczył żonę 179 Grzec| nim w spadku małą córeczkę i młodą wdowę. Ach! przepraszam, 180 Grzec| herbowym sygnetem na palcu i - ów pieprzowy wybuch, który 181 Grzec| sztuki łażenia po drzewach i usadowiłem ją na żerdziowym 182 Grzec| każda zaczynała mazać się i biegła do kogoś na skargę.~ 183 Grzec| przepędzała w pałacu, więc rosłem i hodowałem się sam jak drapieżne 184 Grzec| wywróciło mi się czółno i pół dnia przesiedziałem 185 Grzec| ponosił mnie przez pola i w końcu - zapewne niechcący - 186 Grzec| Wiedziałem o ptasich gniazdach i o dziuplach, gdzie hodowały 187 Grzec| szmer każdej lipy około domu i umiałem wyśpiewać to, co 188 Grzec| pierwsze pojęcia o ludziach i o ich stosunkach. W mojej 189 Grzec| siwymi oczami, basowy głos i przynajmniej taką zdolność 190 Grzec| wysoką damę, z piękną twarzą i smutnymi oczyma, chodzącą 191 Grzec| nawet całkiem nieużyteczną i nieprzyzwoitą. Według moich 192 Grzec| nieustannie zalecał mi - kochać i czcić panią hrabinę. Zresztą 193 Grzec| ojca, gdzie obok kwitów i notatek wisiała na gwoździu 194 Grzec| dyscyplina, wcielenie zasad i społecznego porządku. Stanowiła 195 Grzec| bardzo łagodny. Z chłopów i służby nikogo nie tknął 196 Grzec| świętą kichał zamiast śpiewać i wciąż mylił się w graniu, 197 Grzec| honoru. Swojej własności i honoru ojciec broniłby zapewne 198 Grzec| drogą wiedziałem o tej broni i bardzom do niej tęsknił. 199 Grzec| wymykałem się do gajowych i uczyłem się "wygarniać" 200 Grzec| pistoletu na obronę własności i pałasza na obronę honoru 201 Grzec| tudzież dziurkę z boku, i poszedłem na polowanie.~ 202 Grzec| tych wszystkich dzielnych i uczciwych osób, nieruchomość " 203 Grzec| pobiegłem do mieszkania i powiesiłem na właściwym 204 Grzec| kłamać jak prowentowy pisarz i wyprzeć się klucza, strzelania 205 Grzec| wyprzeć się klucza, strzelania i obórki. Gdy mnie zaś schwytano - 206 Grzec| hrabiankę ubraną dość kuso i moją siostrę, obie płaczące; 207 Grzec| kredensu, kucharza, kuchcika i cały rój pokojówek, garderobianych 208 Grzec| pokojówek, garderobianych i dziewcząt. Gdym odwrócił 209 Grzec| konieczności strzelenia mi w łeb, i wywnioskowałem, że jeżeli 210 Grzec| hrabinie, ty łotrze!... I lekko popchnął mnie naprzód.~- 211 Grzec| bym z tego gałgana zdarł i posolił, żeby go pod swoją 212 Grzec| kucharz zasłonił usta ręką i śmiał się, aż zsiniał. Nie 213 Grzec| zsiniał. Nie mogłem wytrzymać i - pokazałem mu język.~Służba 214 Grzec| spojrzała głęboko w oczy i rzekła do ojca:~- Kto wie, 215 Grzec| nie upadł jej do nóg? - i uczułem jakieś dławienie 216 Grzec| się na zgliszczach obórki i tak dałbym się powoli upiec 217 Grzec| ze miała taki słodki glos i takie smutne spojrzenie.~ 218 Grzec| szkół. Uczyli mnie organista i gorzelany na przemian. Mówiono 219 Grzec| kieszenie nożów, kamieni, śrutu i kapiszonów, zlękła się tak, 220 Grzec| korepetycją, rodzicielską opieką i wszelkimi wygodami za dwieście 221 Grzec| wygodami za dwieście złotych i pięć korcy ordynarii na 222 Grzec| pięć korcy ordynarii na rok i - sprawił mi szkolny uniform.~ 223 Grzec| czapkę z czerwonym lampasem i miałem zamiar posiedzieć 224 Grzec| ja poza obrębem munduru i czapki byłem w negliżu, 225 Grzec| więc trochę zdrzemnąłem się i przespałem w uniformie do 226 Grzec| gdzie stał mój ojciec, i powiedział mu, iż za żadne 227 Grzec| rozwinięciem moich fizycznych i duchowych uzdolnień, zamiast 228 Grzec| dyscypliny - używały rózgi.~I oto wszystko.~Szkoła, jak 229 Grzec| życia w, społeczeństwie i daje im takie umiejętności, 230 Grzec| prawideł, wyjątków, deklinacyj i koniugacyj, tworzących, 231 Grzec| posiadałem sympatią młodych, ale i dlatego, że dobre stopnie 232 Grzec| klęczeć!" Nauczyciel rysunków i kaligrafii protegował mnie 233 Grzec| przeważał na stronę kaligrafii i dawał mi jednostki, niekiedy 234 Grzec| z klasy w czasie lekcyj i do widywania się ze mną 235 Grzec| ojca kocham, tak nie!~- I umiałeś lekcje?...~- Kiedy 236 Grzec| noskiem sinym, bladymi oczyma i gładkimi włosami. Był tak 237 Grzec| prędko ginął w handlu trunków i owsianego piwa u Moszka 238 Grzec| miewał pieniądze, po sześć i po dziesięć groszy na dzień. 239 Grzec| czasie pauzy po dwie bułki i po serdelku. Ale że go wszyscy 240 Grzec| już spokój!..."- a czasami i nic nie mówił, tylko opierał 241 Grzec| opierał się na chudych rękach i szlochał.~Koledzy wołali 242 Grzec| mu się garb trzęsie!..."- i dokuczali mu jeszcze zawzięciej.~ 243 Grzec| brzytwą, usiadł za Józiem i począł mu palić byki w oba 244 Grzec| Schwyciłem otworzony scyzoryk i drągala, który dawał garbusowi 245 Grzec| krew, zbladł jak ściana i zdawało się, że zemdleje. 246 Grzec| Józiem, potem Józio ze mną - i tak mi się upiekło.~Uważałem, 247 Grzec| odwracał głowę w moją stronę i uśmiechał się zapewne dlatego, 248 Grzec| ale - przybiegł do mnie i chciał mi dać bułkę z masłem. 249 Grzec| zmieszał się jeszcze bardziej i znowu zapytał cienkim i 250 Grzec| i znowu zapytał cienkim i stłumionym głosikiem:~- 251 Grzec| najszczerszy pomocnik, powiernik i chwalca. On wybierał słówka 252 Grzec| chwalca. On wybierał słówka i robił wszelkie tłomaczenia, 253 Grzec| przykłady, nosił kałamarz, pióra i ołówki dla nas obu. A jak 254 Grzec| mówić z zaciśniętymi zębami i robił przy tym tak niewinną 255 Grzec| przynosił ukradkiem chleb i mięso ze swego obiadu. A 256 Grzec| pani. ~Ostro wyszedłem i z wielką pewnością zawiadomiłem 257 Grzec| mi w oczy, pokiwał głową i kazał tłomaczyć. Przeczytałem 258 Grzec| Przeczytałem po niemiecku płynnie i głośno raz, potem leszcze 259 Grzec| przypatruje się ołówkowi profesora i że ma bardzo zafrasowaną 260 Grzec| chłopczyna ten był pracowity i bystry. Ja zwykle czytałem 261 Grzec| romanse, a on słuchał wykładu i później mi go powtarzał.~ 262 Grzec| rozumiem.~Zacząłem się śmiać i rzekłem:~- No, kiedyś taki 263 Grzec| krowy?~Chłopiec zamyślił się i powoli zaczął:~- Widzisz 264 Grzec| Widzisz krowa się karmi i wierzba się karmi sokami 265 Grzec| rodzaju żeńskiego, no - i wierzba jest rodzału żeńskiego - 266 Grzec| różnicy między zwierzętami i roślinami. Sam pogląd podobał 267 Grzec| Sam pogląd podobał mi się, i od tej pory obudziło się 268 Grzec| twarzą, fioletowym nosem i czerwonymi oczyma.~Nieznajomy 269 Grzec| nogę, jakhy chwiejąc się, i dodał:~- Zajdź tam do mego 270 Grzec| na mnie błędnym wzrokiem i odszedł, głośno tupiąc o 271 Grzec| garbusek, on - taki dobry i wątły...~Po południu wypadła 272 Grzec| sam jeden. Ciężko oddychał i drżał z zimna, bo w piecu 273 Grzec| Pochyliłem się nad łóżkiem i spytałem:~- Co tobie, Józiu?~ 274 Grzec| rękę wyschłymi rączętami i zaczął mówić:~- Ja pewnie 275 Grzec| olbrzym.~Zaczął głucho jęczeć i kaszlać, aż na usta wystąpiła 276 Grzec| piana. Potem zamknął oczy i ciężko oddychał, a czasami 277 Grzec| Józio odzywał się rzadko i z wielkim wysiłkiem. Powiedział 278 Grzec| niespokojniejszy, bredził i tylko chwilami odzyskiwał 279 Grzec| podwórze przeszedł ktoś i gwiżdżąc otworzył drzwi 280 Grzec| dziecko!... - odparł przybysz i schyliwszy się nad łóżkiem - 281 Grzec| Rum-jamajka!... - wrzasnął i poszedł do drugiego pokoiku.~ 282 Grzec| Józio począł się trząść i mówić coraz niespokojniej:~- 283 Grzec| schwycił zębami za palce i - nagle puścił. Już nie 284 Grzec| pokoju. Zerwałem się z łóżka i stanąłem we drzwiach patrząc 285 Grzec| Człowiek rzucił się na kufrze i wykrzyknął:~- Wynoś mi się 286 Grzec| Rum-jamajka!...~Uczułem trwogę i uciekłem.~Przez całą noc 287 Grzec| od przejechanego Józia, i - kazał mi postawić na krzyżu 288 Grzec| nasza klasa z nauczycielami i księdzem prefektem. Mówiono 289 Grzec| cmentarzu złapał trumnę i chciał z nią uciekać. Ale 290 Grzec| tylko trzęsła mu się głowa i ręce.~Człowiek ten wziął 291 Grzec| ten wziął mnie pod brodę i długo wpatrywał mi się w 292 Grzec| objął mnie rękoma za szyję i pocałował kilka razy w głowę 293 Grzec| błogosławi!... Puścił mi głowę i znowu spytał:~- Byłeś przy 294 Grzec| męczył?...~Wtem cofnął się i rzekł prędko:~- Albo nie... 295 Grzec| głowę, odwrócił się ode mnie i pobiegł ku schodom krzycząc:~- 296 Grzec| za nim, pokiwali głowami i kazali mi wrócić do klasy.~ 297 Grzec| stancją spory kufer dla mnie i kartkę z tym tylko napisem:~" 298 Grzec| Quichot, Galeria Drezdeńska i wiele innych. Książki te 299 Grzec| grób Józia. Był taki mały i zgarbiony, jak on sam. Spostrzegłem, 300 Grzec| co zadali na lekcje, bo i sam nie wiedziałem, i on 301 Grzec| bo i sam nie wiedziałem, i on się nie spytał.~W tydzień 302 Grzec| znowu znalazłem kilka całych i nadtłuczonych butelek.~W 303 Grzec| ciężyło mi towarzystwo kolegów i nudziły ich krzykliwe zabawy. 304 Grzec| w jary zarosłe krzakami, i włócząc się tam rozmyślałem - 305 Grzec| tak nędznie zginął Józio i dlaczego ojciec był tak 306 Grzec| nieszczęściem jest opuszczenie, i zrozumiałem, dlaczego biedny 307 Milkn| roku 1871 wziął dymisją i osiadł w Lyonie. Liczył 308 Milkn| dopiero sześćdziesiąt pięć lat i wyglądał tak czerstwo, że 309 Milkn| do Lyonu trzech rodaków i kolegów pułkownika z najpierwszej 310 Milkn| łatwiej odnowili znajomość i odtąd chodzili sobie we 311 Milkn| pilnowali się wzajemnie i - cały dzień chodzili razem, 312 Milkn| rozmowa o dawnych kampaniach i o polityce bieżącej. W ciągu 313 Milkn| Kossutha, Mac-Mahona, Bazaine'a i dawniejszych wodzów. W roku 314 Milkn| jednak genialnym człowiekiem, i nie wiadomo, na co się jeszcze 315 Milkn| do łóżka ze zmartwienia i od tej pory z pozostałym 316 Milkn| gazet. Rozejrzawszy się zaś i skombinowawszy to, co pisały 317 Milkn| pułkowniku - odparł kapitan. - I nawet, jeżeli sobie przypominasz, 318 Milkn| Nareszcie - pewnej zimy umarł i kapitan.~Pułkownik na razie 319 Milkn| żalu; zajął się pogrzebem i sprawił taki, jaki należał 320 Milkn| starzec nagle zachwiał się i padł, jak gdyby wszystkie 321 Milkn| pomocy wsiadł do fiakra i kazał się odwieźć do domu.~ 322 Milkn| robiono akt sprzedaży.~- Żal i nie żal - odparł starzec. - 323 Milkn| boście szlachetny naród i warto za was krew przelewać. 324 Milkn| czasami porywa burza tęsknoty i niesie go jak liść, który 325 Milkn| gdyby umiał myśleć, może by i myślał, że wraca na swoje 326 Milkn| wraca na swoje dawne drzewo i że znowu do niego przy rośnie.~ 327 Milkn| ambasadzie swoje dokumenta i uzyskał paszport. Spotkał 328 Milkn| ponad tysiącem świateł i gwarnym mrowiskiem ludzi, 329 Milkn| wyrosła w nim na obczyźnie i samowładnie rządziła przez 330 Milkn| całym zasobem wspomnień i pragnień. Było mu źle w 331 Milkn| pokoju, że w nim szlocha i krzyczy rozdzierającym głosem:~- 332 Milkn| nie pożegnawszy się nawet, i dniem i nocą jechał do kraju. 333 Milkn| pożegnawszy się nawet, i dniem i nocą jechał do kraju. Wyprostowana 334 Milkn| kraju. Wyprostowana figura i charakterystyczne ruchy 335 Milkn| jego podciętym białym wąsom i białej muszce na brodzie 336 Milkn| bada niemieckie koleje, i - wróżyli wojnę na obu frontach.~ 337 Milkn| żelaznej, może wiorstę, a może i dalej. Zaczęło świtać. Na 338 Milkn| poplamionego szarymi, białymi i bladoróżowymi obłokami.~ 339 Milkn| wytrzyma tęsknota, wyrwie się i gdzieś odleci, jak gołąb 340 Milkn| Lasów nie widać, tylko tu i owdzie sterczą dymiące kominy 341 Milkn| zająć miejsce w wagonie - i pociąg ruszył.~Przez całą 342 Milkn| nawiązać między rzeczywistością i wspomnieniami. Daremna praca! 343 Milkn| przyjechał już późno wieczór i umieścił się w drugorzędnym 344 Milkn| przypominał dawne "zajazdy". Lecz i tu spotkało go rozczarowanie. 345 Milkn| popsute elektryczne dzwonki i służbę w poplamionych frakach. 346 Milkn| na miasto. Wziął dorożkę i kazał obwozić się po wszystkich 347 Milkn| Znikły wysokie, w białe i czerwone pasy malowane słupy 348 Milkn| latarniowe, znikły dworki i rozległe ogrody, a miejsce 349 Milkn| większej części bez lądu i smaku. Nawet tam, gdzie 350 Milkn| jeszcze większą niż we Francji i postanowił wejść w towarzystwo 351 Milkn| Zanotował kilka nazwisk i poprosił hotelowego szwajcara 352 Milkn| natychmiast udał się do niego i szczęściem zastał w domu.~ 353 Milkn| Znajdzie tu pan może nawet i swego kolegę...~- Któż to?... - 354 Milkn| przyjechał bez grosza i ledwo znalazł jakąś lichą 355 Milkn| miesięcy. - Mam trochę gotówki i emeryturę pułkownika.~Uśmiech 356 Milkn| przedstawił mu całą swoją rodzinę i zaklinał na wszystkie świętości, 357 Milkn| uważać ten dom jak własny i ażeby jutro wieczorem zaszczycił 358 Milkn| ledwie nie zdjął mu kaloszy i z wielkim szumem wprowadził 359 Milkn| Żołnierz spod Solferino i Gravelotte musiał ustąpić 360 Milkn| ustąpić bohaterom walca i kontredansa, tak samo jak 361 Milkn| towarzystwo do wista z dwu radców i jednego prezesa; ale starzec 362 Milkn| ostatnich kolegów od wista.~Więc i tu przestano się nim zajmować, 363 Milkn| jak interes przemysłowy i że tylko taki szarlatan 364 Milkn| cichaczem wymknął się z balu i wrócił do swego zajazdu. 365 Milkn| Po com ja tu wrócił?...~I uczuł tęsknotę za Francją.~ 366 Milkn| niedziela. Starzec wstał późno i ubierał się powoli, namyślając 367 Milkn| już obcym dla wszystkich i wszyscy dla niego.~Miał 368 Milkn| przed jego oknem chodzi tam i na powrót jakiś ubogo odziany 369 Milkn| kapelusz, nie obtarty nos i uszy podwiązane brudną chustką.~ 370 Milkn| starzec zwrócił na niego uwagę i spytał kelnera: co za jeden 371 Milkn| człowiek?~Kelner uśmiechnął się i odparł:~- To szewc!... Mieszka 372 Milkn| Mieszka tu u nas pod strychem i chce swojemu chłopcu pokazać 373 Milkn| Ubrał się więc spieszniej i zaciekawiony wyszedł na 374 Milkn| zmarszczył brwi, wyprężył się i zacisnął pięści, co wyglądało 375 Milkn| tylko spojrzeli sobie w oczy i pułkownik z wolna poszedł 376 Milkn| Potem wybiegł do miasta i wkrótce - wynajął sobie 377 Milkn| mieszkanie.~Brzydkie kamienice i nowi ludzie już go -nie 378 Milkn| wypadkiem mijał ulicę Karową i z niej spojrzał na Wisłę, 379 Milkn| niegdyś, takie same lasy i uczuł ten orzeźwiający powiew, 380 Wakac| o kilka wiorst od siebie i widywaliśmy się prawie co 381 Wakac| jego niewzruszony spokój i trzeźwość umysłu.~Tego dnia 382 Wakac| dolega; patrzył w ziemię i gorączkowo uderzał się po 383 Wakac| tonem.~Wzruszył ramionami i zdawało mi się, że się lekko 384 Wakac| widok kłębów czarnego dymu i płomyków wydobywających 385 Wakac| mnie filisterska ciekawość i powlokłem się na miejsce. 386 Wakac| Floriana zażegnywała pożar, i chłopa, który medytował 387 Wakac| ludzi z osękami, siekierami i wodą: jedni poczęli wywracać 388 Wakac| dziecko, słabe jak kurczę, i tak już nie żyje..."~"Ładnie! - 389 Wakac| Belki już były zwęglone i z głuchym trzaskiem zaczęły 390 Wakac| odpowiedzi. - Skoczy w ogień i zginie..."~Usłyszałem za 391 Wakac| za sobą jakieś szamotanie i ten sam krzyk: "Puszczajcie !... 392 Wakac| odpowie-dziano.~Nie mogłem wytrzymać i rzuciłem się naprzód. Owionął 393 Wakac| Poczułem, że mi się tlą włosy, i - cofnąłem się rozgniewany. " 394 Wakac| służy u innego gospodarza i ma najwyżej piętnaście lat.~- 395 Wakac| najwyżej piętnaście lat.~- I nic się jej nie stało?~- 396 Wakac| Opaliła sobie chustkę i trochę włosów. Idąc tu widziałem 397 Wakac| skrobała przed sienią kartofle i coś sobie nuciła fałszywym 398 Wakac| na myśl: jej dziki zapał i mój rozsądny takt wobec 399 Wakac| wobec cudzego nieszczęścia, i... taki mnie wstyd ogarnął, 400 Wakac| My już tacy!... - dodał i począł szpicrózgą ścinać 401 Wakac| zaczęły się pokazywać gwiazdy i chłodny wiatr przyniósł 402 Wakac| od stawu rechotanie żab i kwilenie zabierających się 403 Zywy | nie dostanie pierniczka i jeszcze pójdzie klęczyć.~- 404 Zywy | mówić o rzeczach pobożnych i dobroczynnych, opisała wypadek 405 Zywy | też niezwykłego uczucia i jako bieglej-szy w sztuce 406 Zywy | hrabina widziała w zakładzie i słyszała od zakonnicy, dodając 407 Zywy | jutro do redakcji" Kuriera" i wpłynę na nich, ażeby zrobili 408 Zywy | wydziału uczuciowego siadł i napisał:~"Gromadka dzieci, 409 Zywy | człowiek uchylił czapki i odparł nieśmiało:~- Przynieśliśmy, 410 Zywy | Wziąłem od niej książki i oddałem redakcyjnemu chłopcu.~- 411 Zywy | kapeluszy... To nie potrzeba...~I odszedł wraz z mizerną córeczką.~ 412 Zywy | stał uczony profesor fizyki i zapewne skutkiem tego przyszedł 413 Cieni| tysiącach niewidzialnych kolumn i miliardach żołnierzy. Potężna 414 Cieni| chowa się po kryjówkach i czeka.~Czeka w górskich 415 Cieni| w górskich przepaściach i miejskich piwnicach, w gąszczu 416 Cieni| piwnicach, w gąszczu lasu i w głębi ciemnych jezior. 417 Cieni| załamkach murów. Rozproszona i na pozór nieobecna wypełnia 418 Cieni| najcieńszej nici pajęczej i czeka. Wypłoszona z jednego 419 Cieni| na nie zajęte stanowiska i zalać ziemię.~Kiedy gaśnie 420 Cieni| ze swych ucieczek, cicha i ostrożna. Zapełnia korytarze 421 Cieni| korytarze domów, sienie i źle oświecone schody; spod 422 Cieni| oświecone schody; spod szaf i stołów wypełzuje na środek 423 Cieni| wypełzuje na środek pokoju i obsiada firanki; przez lufty 424 Cieni| firanki; przez lufty piwnic i szyby okien wysuwa się na 425 Cieni| milczeniu szturmuje ściany i dachy i zaczajona na szczytach, 426 Cieni| szturmuje ściany i dachy i zaczajona na szczytach, 427 Cieni| obłoki.~Jeszcze chwilka i nagle zerwie się olbrzymi 428 Cieni| roślina bez wody, skurczy się i pocznie usychać. Barwy i 429 Cieni| i pocznie usychać. Barwy i kształty rozpłyną się w 430 Cieni| nicestwie; trwoga, błąd i występek obejmą panowanie 431 Cieni| zatrzymuje się na mgnienie i roznieciwszy wesołe światło, 432 Cieni| światło, znika jak cień.~I tak każdego dnia w roku. 433 Cieni| ty bierzesz, człowieku, i gdzie kryjesz się, że nie 434 Cieni| wdzierają ci się na kolana i obejmują cię za szyję? Czy 435 Cieni| opowiadasz swoje pociechy i zgryzoty, albo choć znajomych, 436 Cieni| ciebie zawołać? potrzeby i uczucia, które by cię robiły 437 Cieni| istotą bezkształtną, milczącą i nieujętą, co ukazuje się 438 Cieni| Poszedłem do wskazanego domu i zapytałem stróża:~- Czy 439 Cieni| rzekł stróż - nie ma i nie będzie. Wczoraj go pochowali. 440 Cieni| nie widziałem jego grobu. I został tym po śmierci, czym 441 Cieni| widzialną tylko o zmroku, niemą i niepochwytną jak cień.~W 442 Cieni| poluje zły przypadek, nędza i nienawiść - po ciemnych 443 Omyl | budynki gospodarskie, sad i ogród warzywny. Za domem 444 Omyl | zawarte między drogą boczną i pocztowym gościńcem. Ze 445 Omyl | rynek, żydowskie sklepiki i starą kapliczkę Św. Jana, 446 Omyl | Miałem wówczas lat siedem i chowałem się przy matce. 447 Omyl | Była to kobieta wysoka i silna. Pamiętam jej twarz 448 Omyl | Pamiętam jej twarz rumianą i energiczną, kaftan podpasany 449 Omyl | kaftan podpasany rzemieniem i pukające buty. Mówiła głośno 450 Omyl | pukające buty. Mówiła głośno i stanowczo, a pracowała od 451 Omyl | świcie była już na dziedzińcu i oglądała krowy, konie, kury - 452 Omyl | dzieje się im jaka krzywda i czy dostały jeść. Po śniadaniu 453 Omyl | znała, wszystkim pomagała i radziła. Rzecz, zdaje się, 454 Omyl | że nawet ksiądz proboszcz i pan burmistrz przychodzili 455 Omyl | potrzeby zaprząc konie do wozu i wyjechać po snopy, a nawet 456 Omyl | ujadały, zrywała się z łóżka i ledwie odziana w gruby szlafrok 457 Omyl | musieli być bardzo zdrowi i szczęśliwi, gdyż mama wcale 458 Omyl | kiedym był bardzo senny i poszedłem spać bez pacierza, 459 Omyl | Zląkłem się nadzwyczajnie i do rana przeleżałem z głową 460 Omyl | mundur ze złotymi guzikami i szafirowym kołnierzem i 461 Omyl | i szafirowym kołnierzem i że sposobił się na doktora.~ 462 Omyl | w tamtą stronę. Bryczka i wiszący nad mą obłok kurzu 463 Omyl | szczelinę między niebem i ziemią, a przede mną w dali 464 Omyl | chata samotników, skulona i czająca się. Niekiedy słoneczne 465 Omyl | rzucie. Ogarniał mnie strach i kryłem się za ramę dymnika 466 Omyl | obawę, znowu wyglądałem i zapytywałem się w duchu - 467 Omyl | tyle słyszałem od prządek, i czy w mej nie siedzi czarownica 468 Omyl | okno mignęły komę, furman i nim poznałem, kto jedzie, 469 Omyl | weszła z brzemieniem drew i cicho położywszy je na podłodze, 470 Omyl | okamgnieniu matka była ubraną i zdjąwszy ze ściany pęk kluczów 471 Omyl | mnie twarz koloru drzewa i okrągłe oczy i śmiejąc się 472 Omyl | koloru drzewa i okrągłe oczy i śmiejąc się rzekła:~- Już 473 Omyl | żem zerwał się z łóżka i jednym skokiem usiadłem 474 Omyl | znowu pęknięty trzewik i zerwany sznurek. Moje nieszczęście 475 Omyl | dokucznik, to cię złapię kiedy i zaniosę do starego za olszynę. 476 Omyl | mieszkał? Od takiego to i złodziei ucieka.~- Cóż on 477 Omyl | go wie, chorobę! Zdrajca, i tyle. Tfu! w imię Ojca i 478 Omyl | i tyle. Tfu! w imię Ojca i Syna - mruczała baba spluwając. - 479 Omyl | śniadanie gotowe.~Ukląkłem i mówiąc pacierz spluwałem 480 Omyl | jadalnego pokoju sitny chleb i talerz żurku zatartego czosnkiem 481 Omyl | żurku zatartego czosnkiem i zasypanego kaszą hreczaną. 482 Omyl | Zjadłem go z pośpiechem i zaraz wybiegłem na dziedziniec 483 Omyl | deseczkę, rumem wyostrzył nóż i zatamował krew ze skaleczonego 484 Omyl | pomyślałem rozgniewany i uciekłem schować się za 485 Omyl | Wyszedłem spoza stajni i wlokłem się do domu pragnąc, 486 Omyl | wyciągnęła, jak stąd do stolicy. I dziwna rzecz, droga istotnie 487 Omyl | wydobywa mosiężne okulary i zaciska je na nosie Z prawej 488 Omyl | człowieka!... Przychodzi rano i po południu jak zmora, a 489 Omyl | niego.~Wszedłem do pokoju i niedbale pocałowawszy w 490 Omyl | wyciągać z szuflady książki i kajety. Szło to bardzo powoli, 491 Omyl | zerwać się, wyskoczyć za okno i uciekać, gdzie oczy poniosą. 492 Omyl | stronę. Czerwieniłem się i cichłem czując nad sobą 493 Omyl | nad sobą okrągłe okulary i niebieskie oczy patrzące 494 Omyl | patrzące przez wierzch szkieł - i już byłem od świętej pamięci 495 Omyl | wiesz, że jesteś na lekcji i powinieneś zachowywać się 496 Omyl | zdejmował wieko, zażywał tabakę i znowu strzeliwszy z palców 497 Omyl | dopiero zaczynał, przerywał i znowu mówił dalej. Ciągnęło 498 Omyl | kajet, liniował go kantówką i w pierwszym wierszu z góry 499 Omyl | Temperował pióro, układał mi ręce i kajet na stole i przysuwał 500 Omyl | mi ręce i kajet na stole i przysuwał kałamarz.~Po czym