Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Alphabetical    [«  »]
uzywali 1
uzywaly 1
vichy 2
w 630
wad 1
wade 1
wagonie 1
Frequency    [«  »]
-----
768 sie
737 i
630 w
514 na
487 nie
409 z
Boleslaw Prus
Nowele

IntraText - Concordances

w

1-500 | 501-630

    Now.
1 Katar| było spotkać jegomościa w pewnym wieku, który chodził 2 Katar| pochylony, trzymając ręce w kieszeniach W dzień pogodny 3 Katar| trzymając ręce w kieszeniach W dzień pogodny nosił pod 4 Katar| pogodny nosił pod pachą laskę, w pochmurny - dźwigał jedwabny 5 Katar| Modrzejewskiej - i szedł dalej.~W drodze ustępował każdemu, 6 Katar| pokojów złożone, urządził w nim na własny koszt posadzki, 7 Katar| wszystkim rad, a widząc w zwierciadłach, że czoło 8 Katar| przerosło mu już ciemię, i sięga w tył do białego jak śnieg 9 Katar| serdeczny przyjaciel mecenasa. W salonie zrobiło się bardzo 10 Katar| ręką, mówiąc:~- Iii!...~W tych czasach ogolił wąsy 11 Katar| najmniej widzów, i spędzał w galerii całe godziny.~Jeżeli 12 Katar| jak był łagodny - wpadał w gniew na pierwszy odgłos 13 Katar| najsubtelniejsze ciało ducha, w katarynce zaś duch ten przeradza 14 Katar| zaś duch ten przeradza się w funkcją machiny i narzędzie 15 Katar| tak małą na pozór.~Dom, w którym mecenas mieszkał, 16 Katar| warunkiem wyraźnie zapisanym w umowie, że katarynki grywać 17 Katar| umowie, że katarynki grywać w domu nie będą.~Niezależnie 18 Katar| przeznaczona była dla gości. W niej odbywały się rauty, 19 Katar| ich za domem, przesiadywał w gabinecie od podwórza. Tam 20 Katar| zapaliwszy cygaro zatapiał się w rozmyślaniach. Wiedział 21 Katar| robiła nic, tylko siedząc w oknie przysłuchiwała się 22 Katar| Spostrzegł raz (było to w niedzielę), że matka dala 23 Katar| układała kwiaty, całowała je. W końcu związała na powrót 24 Katar| końcu związała na powrót w bukiecik, włożyła go w szklankę 25 Katar| powrót w bukiecik, włożyła go w szklankę wody i usiadłszy 26 Katar| szklankę wody i usiadłszy w swoim oknie rzekła:~- Prawda, 27 Katar| się. Jak mogło być smutno w domu, w którym on od tylu 28 Katar| mogło być smutno w domu, w którym on od tylu lat miał 29 Katar| dnia mecenas znalazł się w swoim gabinecie około czwartej. 30 Katar| gabinecie około czwartej. W tej godzinie słońce stało 31 Katar| położyła się prawie na wznak w swoim oknie - i - szeroko 32 Katar| otwartymi oczyma patrzyła prosto w słońce. Na jej twarzyczce, 33 Katar| mecenas opuszczając binokle. W tej chwili doświadczył kłucia 34 Katar| chwili doświadczył kłucia w oczach na samą myśl, że 35 Katar| ktoś może wpatrywać się w słońce, które ziało żywym 36 Katar| była niewidomą od dwu lat. W szóstym roku życia zachorowała 37 Katar| chciało. Tylko nazajutrz, gdy w południe przyszedł lekarz, 38 Katar| Mijały dnie i tygodnie w ciągłym oczekiwaniu. Dziewczynka 39 Katar| moje kochanie.~- Tak jak i w dzień?~- Tak.~- Ja także 40 Katar| ciągle jest dzień?... A w ogrodzie drzewa, tak 41 Katar| że ja widziałam siebie w lustrze?... Nie ma tu lustra?...~ 42 Katar| Czy i mama nie widzi mnie w lusterku?~- Widzę cię, moja 43 Katar| nie widzę siebie, to już w lustrze nie powinno być 44 Katar| nic...~A tamta, co jest w lustrze, czy ona mnie widzi, 45 Katar| swej lalce, którą ułożyła w pudełku wysłanym watą.~W 46 Katar| w pudełku wysłanym watą.~W nocy zbudził matkę szmer 47 Katar| zapaliła świecę i zobaczyła w kąciku swoją córkę już ubraną 48 Katar| niej dzień i noc zlały się w jedno i trwały zawsze...~ 49 Katar| wrażeń poczęła zacierać się w dziewczynce. Czerwona wiśnia 50 Katar| znajdowały się jakieś znaki w płaskorzeźbie. Wiedziała, 51 Katar| to jakoś - skróciło się w jej wyobraźni.~Uwaga jej 52 Katar| kaleka siedząc jak zwykle w kąciku. - Poszła po wodę.~- 53 Katar| do piwnicy i na strych.~W piwnicy powietrze było chłodne, 54 Katar| strychu zaś, szczególniej w okienku, działo się całkiem 55 Katar| Tam hałasu było więcej niż w pokoju. Kaleka słyszała 56 Katar| szczekanie psów i szelest drzew w sąsiednim ogrodzie. Tu był 57 Katar| Na strychu częściej niż w pokoju świeciło słońce, 58 Katar| zdawało jej się, że coś widzi. W wyobraźni budziły się cienie 59 Katar| przypomnieć sobie nie mogła...~W tej właśnie epoce matka 60 Katar| przeniosła się do domu, w którym mieszkał pan Tomasz. 61 Katar| Dziewczynka musiała siedzieć w pokoju. Na strych i do piwnicy 62 Katar| przyjemnością było wpatrywanie się w słońce, które przecie nie 63 Katar| poczęła tęsknić. Zmizerniała w ciągu kilku dni, a na jej 64 Katar| najrozmaitszych odgłosów. A w domu było cicho...~- Biedne 65 Katar| dzień niknie.~Zdarzyło się w tych czasach, że jeden z 66 Katar| pan Tomasz nie stawał już w sądach, ale jako doświadczony 67 Katar| im więcej wczytywał się w papiery, tym bardziej zapalał 68 Katar| tym bardziej zapalał się. W emerycie ocknął się adwokat. 69 Katar| sprawdzał, czy starto kurz w salonach, tylko zamknięty 70 Katar| salonach, tylko zamknięty w swoim gabinecie, czytał 71 Katar| tydzień - do kozy. Zapytał w końcu: czy pan mecenas nie 72 Katar| rozmyślał nad sprawą.~Obywatel X w roku 1872 zapisał swemu 73 Katar| siostrzeńcowi folwark, a w roku 1875 - synowcowi kamienicę. 74 Katar| obywatel X był wariatem w roku 1872, a siostrzeniec 75 Katar| dowodził, że X oszalał dopiero w roku 1875. Zaś mąż rodzonej 76 Katar| wątpliwości świadectwa, że X i w roku 1872, i w 1875 działał 77 Katar| świadectwa, że X i w roku 1872, i w 1875 działał jak obłąkany, 78 Katar| cały swój majątek jeszcze w roku 1869, czyli w epoce 79 Katar| jeszcze w roku 1869, czyli w epoce zupełnej świadomości, 80 Katar| Gdy tak mecenas nurzał się w powikłanych kombinacjach, 81 Katar| gabinetu, aby pomóc mecenasowi w rozwiązywaniu trudnych zagadnień, 82 Katar| do czasu odzywająca się w niej, ryczała jak wściekłe 83 Katar| jemu samemu pomieszało się w głowie i że uległ halucynacjom.~ 84 Katar| piszczałkami i bardzo głośną trąbą!~W sercu mecenasa, tego wyrozumiałego, 85 Katar| jaką rozkoszą położyłby w tej chwili kataryniarza 86 Katar| pan Tomasz, bardzo łatwo w gniewnym uniesieniu przechodzi 87 Katar| tańczyła po pokoju klaszcząc w ręce. Blada jej twarz zarumieniła 88 Katar| jak grad.~Ona, biedactwo, w tym domu spokojnym dawno 89 Katar| przytupywać wielkim obcasem w bruk i od czasu do czasu 90 Katar| powtórzył mecenas wsadzając ręce w kieszenie.~- Nie rozumiem 91 Katar| wziął kalendarz, wyszukał w nim listę lekarzy i zapisał 92 Kamiz| lecz skromny, jak zwykle w początkach.~Jest tam mój 93 Kamiz| dramat, który pisałem jeszcze w gimnazjum na lekcjach języka 94 Kamiz| papierosem. Ale  najciekawsze w niej ściągacze. Ten, 95 Kamiz| targować. Człowiek miewa w życiu takie chwile, że lubi 96 Kamiz| gnieździł się mnie, ale w mieszkaniu bliskich sąsiadów. 97 Kamiz| wnętrza ich pokoiku.~Jeszcze w kwietniu było ich troje: 98 Kamiz| Szafa była ciemnowiśniowa. W lipcu, jeżeli mnie pamięć 99 Kamiz| co dzień gotowali obiady.~W październiku została już 100 Kamiz| niezupełnie sama, ponieważ w pokoju znajdowało się jeszcze 101 Kamiz| którą obecnie posiadam.~Lecz w końcu listopada pewnego 102 Kamiz| przeszła na dziedziniec, w bramie oddała klucz stróżowi, 103 Kamiz| stróżowi, chwilę popatrzyła w swoje niegdyś okno, na które 104 Kamiz| kupiony parasol i owinąwszy w kamizelkę ręce czerwone 105 Kamiz| potem, jakby zbudziło się w nim podejrzenie, spytał:~- 106 Kamiz| roztaczając mi przed oczyma towar w taki sposób, ażeby okazać 107 Kamiz| westchnął wpychając mi kamizelkę w ręce. - Niech będzie moja 108 Kamiz| szukasz?~- Możem co zostawił w kieszeni, nie pamiętam! - 109 Kamiz| Upadam do nóg!... Mam jeszcze w domu bardzo porządne futro...~ 110 Kamiz| przynieść serki owczych?...~'W parę minut znowu wołał na 111 Kamiz| handel!..." - a gdym stanął w oknie, ukłonił mi się z 112 Kamiz| miesiące temu słyszałem, jak w pogodny dzień wrześniowy 113 Kamiz| wrześniowy rozmawiali ze sobą. W maju pani raz nawet - nuciła 114 Kamiz| ani ładni, ani brzydcy, w ogóle spokojni. O ile pamiętam, 115 Kamiz| wieczór. Obiad zapewne jedli w mieście. Raz spotkałem ich 116 Kamiz| gorącą szynkę z chrzanem.~W ogóle biednym ludziom niewiele 117 Kamiz| zawsze dopisywało.~Jakoś w lipcu pan zaziębił się, 118 Kamiz| przytomność.~Było to już w nocy. Żona, utuliwszy go 119 Kamiz| Jaka to ciemna ulica, a w dodatku niebo trochę zasłonięte... - 120 Kamiz| dowiedziała się, że nic. W mieszkaniu stróżowa także 121 Kamiz| Tak! tak!... Ruch jest w ogóle potrzebny, ale małżonek 122 Kamiz| to nic! Więc zostanie w Warszawie. Ja będę go odwiedzał, 123 Kamiz| się zasklepi...~- Tam... w nosie? - mówiła pani składając 124 Kamiz| doktorem ręce.~- Tak... w nosie! Rozumie się. Niech 125 Kamiz| Na dworze zaczęło świtać. W lecie, jak wiadomo, noce 126 Kamiz| miejsce. Ponieważ gdy siedział w mieszkaniu, był zdrowszy, 127 Kamiz| więcej do szycia.~Jakoś w końcu sierpnia spotkała 128 Kamiz| ulicy. Długo chodzili razem. W końcu pani schwyciła doktora 129 Kamiz| że on mimo to umrze, a w końcu zapytał:~- Czy nie 130 Kamiz| takie myśli?... Chory wpadł w gniew.~- Oo, chodźże tu 131 Kamiz| ręce. - Patrz mi prosto w oczy i odpowiadaj: nie mówił 132 Kamiz| mówił ci doktor?~I utopił w niej rozgorączkowane spojrzenie. 133 Kamiz| tylko - taki stan nerwowy.~W ogóle czuł się coraz zdrowszym. 134 Kamiz| Przyszedł nawet czas, że w dzień nie chciał leżyć w 135 Kamiz| w dzień nie chciał leżyć w łóżku, tylko siedział na 136 Kamiz| nie ma powodu martwić się.~W początkach września nerwowe 137 Kamiz| mówił nieraz, patrząc w lustro - dziwić się tu, 138 Kamiz| Prawda, tylko że ja i w sobie chudnę...~- Czy ci 139 Kamiz| uważam po kamizelce, to...~- W takim razie powinny by ci 140 Kamiz| spytał nagle.~- Nic. Szukam w kufrze ręcznika, a nie wiem... 141 Kamiz| nie położył się, ale jak w fotelu oparł się w objęciach 142 Kamiz| ale jak w fotelu oparł się w objęciach żony.~- No, no!... - 143 Kamiz| pierwszy raz, uwierzyłem w to, że mogę być zdrów.~Bo 144 Kamiz| gęsty i zimny, że nawet w grobach marzły ludzkie popioły.~ 145 Kamiz| Potem śmiech zamienił się w wesołą rozmowę, potem wielokrotnie 146 Kamiz| znowu zasnął. I śniło mu się w główce schowanej pod skrzydło, 147 Kamiz| małym ptaszkiem i że śpi w gnieździe, otulony gorącą 148 Grzec| DZIECIŃSTWA~Urodziłem się w epoce, kiedy każdy człowiek 149 Grzec| często urwisem, dopóki byłem w domu, albo osłem, kiedym 150 Grzec| nazwiska naszej dziedziczki w słowniku rodzin arystokratycznych, 151 Grzec| sto złotych. Nasza pani w milczeniu przyjęła ofiarowaną 152 Grzec| ofiarowaną jej godność, a w kilka dni później ojciec 153 Grzec| miał matki) mieszkaliśmy w murowanej oficynie, o kilkadziesiąt 154 Grzec| dziewcząt nie miałem pojęcia, co w oczach ojca stanowiło jedyną 155 Grzec| mąż dość wcześnie pogrążył w nieutulonym smutku. O ile 156 Grzec| Natomiast sąsiedzi z dziwną w naszym kraju jednomyślnością 157 Grzec| nazywali go półgłówkiem. W każdym razie był to człowiek 158 Grzec| pojedynkował się o psy i zające. W domu męczył żonę zazdrością, 159 Grzec| Świat zaś otrzymał po nim w spadku małą córeczkę i młodą 160 Grzec| na żerdziowym płocie w taki sposób, że dziewczynka 161 Grzec| z których żadna nie była w stanie ani łazić po drzewach, 162 Grzec| drzewach, ani kąpać się ze mną w stawie, ani jeździć konno, 163 Grzec| rzucać kamieni z procy. W razie zaś bitwy, bez której - 164 Grzec| prawie całe dnie przepędzała w pałacu, więc rosłem i hodowałem 165 Grzec| Kąpałem się pode młynem albo w dziurawym czółnie pływałem 166 Grzec| czółnie pływałem po stawie. W parku, ze zwinnością kota, 167 Grzec| ponosił mnie przez pola i w końcu - zapewne niechcący - 168 Grzec| żyłem z naturą. Znałem w parku każde mrowisko, w 169 Grzec| w parku każde mrowisko, w polu każdą jamę chomików, 170 Grzec| polu każdą jamę chomików, w ogrodzie każdą ścieżkę kretów. 171 Grzec| czyje ono. Wpatrywałem się w migotanie f gwiazd, rozmawiałem 172 Grzec| Matka moja dawno odpoczywała w ziemi. Już nawet pod przyciskającym 173 Grzec| Widać naprawdę - umarła.~W owym czasie tworzyłem sobie 174 Grzec| ludziach i o ich stosunkach. W mojej na przykład wyobraźni 175 Grzec| smutnymi oczyma, chodzącą w milczeniu po parku w białej 176 Grzec| chodzącą w milczeniu po parku w białej powłóczystej sukni.~ 177 Grzec| Według moich poglądów tylko w obszernej sukni z drugim 178 Grzec| prowentowym, gorzelnikom, a w najlepszym razie plenipotentom.~ 179 Grzec| spojrzeć na czerwoną szafę w kancelarii ojca, gdzie obok 180 Grzec| był człowiek niezmęczony w pracy, nieskazitelnie uczciwy, 181 Grzec| śpiewać i wciąż mylił się w graniu, często mawiał, że 182 Grzec| syna, to by mu strzelił w łeb.~Dobrze pamiętam to 183 Grzec| aniołem dobroci. Istotnie, w jej wsi nie było ludzi ani 184 Grzec| dziecko, prosił dziedziczkę w kumy. Moja siostra uczyła 185 Grzec| tłustością, leżał gdzieś w takim kącie na strychu, 186 Grzec| przeznaczenia. Gdy ojciec wyjechał w pole, schwyciłem olbrzymi 187 Grzec| dworskie kaczęta. Prawie w moich oczach jedna ze szkodnic 188 Grzec| hubkę, wymierzyłem klucz w lewe oko wrony, dmuchnąłem, 189 Grzec| zdumieniem przekonałem się, że w moich rękach z wielkiego 190 Grzec| jakby kto palił fajkę.~W kilka minut później obórka, 191 Grzec| pięćdziesięciu złotych, stanęła w ogniu.~Zbiegli się ludzie, 192 Grzec| koniu mój ojciec, po czym w asystencji tych wszystkich 193 Grzec| z zamiarem utopienia się w sadzawce. W sekundę później 194 Grzec| utopienia się w sadzawce. W sekundę później zasadniczo 195 Grzec| mego ojca, panią hrabinę w powłóczystej sukni, hrabiankę 196 Grzec| dziewcząt. Gdym odwrócił oczy w przeciwną stronę, ujrzałem 197 Grzec| się nad pogorzeliskiem.~W tej chwili przypomniałem 198 Grzec| konieczności strzelenia mi w łeb, i wywnioskowałem, że 199 Grzec| płacze, cała służba stoi w komplecie przed pałacem, 200 Grzec| oczyma, a ja, założywszy ręce w tył (jak to zwykłem był 201 Grzec| zwykłem był machinalnie czynić w obecności ojca), zadarłem 202 Grzec| góry, bo pani była wysoka.~W taki sposób przez kilka 203 Grzec| sobie. Służba milczała, a w powietrzu czuć było spaleniznę.~- 204 Grzec| nie wiem, że mi strzelicie w łeb... Przecie mi to obiecał 205 Grzec| nie wzięła pani hrabina.~W rogu tarasu stojący kucharz 206 Grzec| czoła, spojrzała głęboko w oczy i rzekła do ojca:~- 207 Grzec| ojciec dając mi pięścią w kark.~Z tarasu odeszli wszyscy, 208 Grzec| kamień, zapatrzony we drzwi, w których znikła nasza dziedziczka 209 Grzec| uczułem jakieś dławienie w piersiach. Gdyby kazała, 210 Grzec| nie życzyła sobie tracić w ogniu reszty zabudowań, 211 Grzec| mojej siostry.~Ja jednak w tych czasach już bardzo 212 Grzec| sobie mc złego.~Nareszcie w początkach sierpnia odwieziono 213 Grzec| mogąc nacieszyć się nim w ciągu dnia, wstałem cichutko 214 Grzec| ciągu dnia, wstałem cichutko w nocy, ubrałem się po ciemku 215 Grzec| nocy, ubrałem się po ciemku w surdut z czerwonym kołnierzem, 216 Grzec| obrębem munduru i czapki byłem w negliżu, więc trochę zdrzemnąłem 217 Grzec| zdrzemnąłem się i przespałem w uniformie do rana.~Taki 218 Grzec| rozweselił moich kolegów, ale w gospodarzu naszej stancji 219 Grzec| obudził podejrzenie, ze ma w domu nadzwyczajnego urwisa. 220 Grzec| powiedział mu, za żadne w świecie skarby nie chce 221 Grzec| ojciec pożegnał się ze mną w tak demonstracyjny sposób, 222 Grzec| Przebieg mojej edukacji w klasie pierwszej nie przedstawia 223 Grzec| obiektywnego sądu, wyznaję, ze w ogólnych zarysach życie 224 Grzec| moje zmieniło się niewiele W szkole trochę dłużej przesiadywałem 225 Grzec| trochę dłużej przesiadywałem w zamkniętej sali, w domu - 226 Grzec| przesiadywałem w zamkniętej sali, w domu - trochę więcej biegałem 227 Grzec| przygotowuje chłopców do życia w, społeczeństwie i daje im 228 Grzec| prawdzie przekonałem się w tydzień po przybyciu do 229 Grzec| społeczeństwa~Teraz dopiero odkryłem w sobie ten rzeczywisty talent, 230 Grzec| teoretycznych zaciekań, a popychała w kierunku działalności zbiorowej 231 Grzec| pierwszorzędnych graczy w palanta, bywałem matką w 232 Grzec| w palanta, bywałem matką w bitwach, organizowałem pozaklasowe 233 Grzec| zwane wagusami, dyrygowałem w klasie ogólnym tupaniem 234 Grzec| wytchnienia urządzali niekiedy, w sześćdziesięciu. Natomiast 235 Grzec| myślenia, wnet uczuwałem w duszy jakąś pustkę, z której 236 Grzec| uciekałem się do modelowego w takich wypadkach usprawiedliwienia. 237 Grzec| albo że "się zaląkłem".~W ogóle byłem uczniem - przyszłości, 238 Grzec| żem budził niezadowolenie w starych rutynistach, a posiadałem 239 Grzec| promocji widziałem tylko w marzeniach, wybiegających 240 Grzec| kaligraf; lecz ponieważ w jego umyśle sztuka pisania 241 Grzec| wypukiwania mnie z klasy w czasie lekcyj i do widywania 242 Grzec| szczerze zaniepokojony, gdy w którym tygodniu nie przypomniałem 243 Grzec| Inspektor zamyślił się.~- Coś w tym jest! - szepnął. - Wiesz, 244 Grzec| ci się na drugi raz!...~W ogóle miałem u pana inspektora 245 Grzec| inspektora kredyt otwarty, co mi w szkole zrobiło pewną popularność, 246 Grzec| trzej po całych dniach grali w karty pod ławką, a inni 247 Grzec| mu dziwnie prędko ginął w handlu trunków i owsianego 248 Grzec| Za to miał sobie kupować w czasie pauzy po dwie bułki 249 Grzec| ukłuł, czwarty dał byka w ucho, a najmniej odważny 250 Grzec| Józiem i począł mu palić byki w oba uszy. Garbus zanosił 251 Grzec| śmiechu. Wtedy coś mnie ukłuło w serce. Schwyciłem otworzony 252 Grzec| garbusowi byki, pchnąłem w rękę do kości wołając, że 253 Grzec| nie dokucza kalece!..." W tej chwili wszedł profesor, 254 Grzec| garbusek odwracał głowę w moją stronę i uśmiechał 255 Grzec| podpowiadał!... Przez czas pobytu w szkołach wielu mi podpowiadało, 256 Grzec| klęczeli za to, ale żaden w tej sztuce ani się umywał 257 Grzec| ani się umywał do Józia. W podpowiadaniu garbusek był 258 Grzec| Ile razy osadzono mnie w kozie, garbusek przynosił 259 Grzec| nieprzyjemność, ze łzami w oczach zapewniał kolegów, 260 Grzec| wiedza.~Profesor spojrzał mi w oczy, pokiwał głową i kazał 261 Grzec| bystry. Ja zwykle czytałem w klasie romanse, a on słuchał 262 Grzec| argumentów nadwerężyła moją wiarę w istnienie różnicy między 263 Grzec| do zoologii streszczonej w książce Pisulewskiego. Dzięki 264 Grzec| niespokojny, jak zwykle w podobnych razach, lecz zamiast 265 Grzec| mieszkali na końcu miasta w dwu pokoikach parterowego 266 Grzec| zastałem garbuska leżącego w krótkim łóżeczku. Był zupełnie 267 Grzec| oddychał i drżał z zimna, bo w piecu nie napalono. Źrenice 268 Grzec| miał prawie czarne oczy. W izdebce czuć było wilgoć, 269 Grzec| chmurami świecił księżyc. W domu nie było świecy, zresztą - 270 Grzec| łóżkiem - mnie pocałował w głowę. Uczułem, że pod pachą 271 Grzec| co zadano na lekcje... W drugim pokoju wrzasnął przybysz:~- 272 Grzec| Rum-jamajka - wołano w drugim pokoju. Znowu coś 273 Grzec| stanąłem we drzwiach patrząc w ciemność.~- Józio umarł!... - 274 Grzec| przesilenie, żem tydzień leżał w łóżku.~Nie byłem na pogrzebie 275 Grzec| i długo wpatrywał mi się w oczy, a potem nagle rzekł:~- 276 Grzec| obroniłeś Józia, kiedy mu w klasie dokuczali?... "Czy 277 Grzec| szyję i pocałował kilka razy w głowę szepcząc:~- Niech 278 Grzec| biednego Józia - pamiątka."~W kufrze było mnóstwo pięknych 279 Grzec| wiedziałem, i on się nie spytał.~W tydzień znowu przyszedłem 280 Grzec| gałązki świeżo zatknięte w grób Józia, a między trawą - 281 Grzec| i nadtłuczonych butelek.~W początkach maja rozeszła 282 Grzec| Wypadki te oddziałały na mnie w szczególny sposób. Od tej 283 Grzec| Wówczas zatapiałem się w czytaniu książek, które 284 Grzec| wymykałem się za miasto, w jary zarosłe krzakami, i 285 Milkn| Wróciwszy cało z piątej kampanii w życiu, pułkownik w końcu 286 Milkn| kampanii w życiu, pułkownik w końcu roku 1871 wziął dymisją 287 Milkn| 1871 wziął dymisją i osiadł w Lyonie. Liczył sobie dopiero 288 Milkn| swoich. Z babą zaś miałby w drodze dużo kłopotu.~Chciał 289 Milkn| pijać razem czarną kawę w polskiej kawiarence, musieli 290 Milkn| musieli razem jadać obiad w jednej restauracji. Potem 291 Milkn| kampaniach i o polityce bieżącej. W ciągu roku starzy odkryli 292 Milkn| a i dawniejszych wodzów. W roku zaś następnym poukładali 293 Milkn| całkiem inaczej niż obecnie.~W trzecim roku jeden z nich 294 Milkn| Opłakali go jak brata, lecz w miesiąc po pogrzebie zadecydowali, 295 Milkn| pogrzebie zadecydowali, że w polityce nieboszczyka~tkwił 296 Milkn| się jeszcze może przydać.~W czwartym roku umarł im drugi 297 Milkn| pozostałym kolegą nie grywał w wista, tylko w mariasza. 298 Milkn| nie grywał w wista, tylko w mariasza. Starzy mniej teraz 299 Milkn| tym, co niekiedy bywało w niemieckich, doszli do wniosku, 300 Milkn| lecz musi być ostrożny...~- W polityce, kochany kapitanie - 301 Milkn| wszystkie strzały skierowano w jego piersi.~Ledwie go otrzeźwili. 302 Milkn| do domu.~Na drugi dzień w miejscowych dziennikach 303 Milkn| Kupiec znalazł się prędko, a w tydzień później starzec 304 Milkn| gorączkę starca nie wdawał się w perswazje. Zrozumiał on, 305 Milkn| mu emerytury, przedstawił w ambasadzie swoje dokumenta 306 Milkn| mógł sobie znaleźć miejsca.~W rozmowie był nieuważny, 307 Milkn| rozmowie był nieuważny, w towarzystwie cierpki. Gdy 308 Milkn| wywiózł z kraju, druga wyrosła w nim na obczyźnie i samowładnie 309 Milkn| i pragnień. Było mu źle w Lyonie, źle w Paryżu, źle 310 Milkn| Było mu źle w Lyonie, źle w Paryżu, źle w teatrze, źle 311 Milkn| Lyonie, źle w Paryżu, źle w teatrze, źle w pociągu. 312 Milkn| Paryżu, źle w teatrze, źle w pociągu. W dzień przeszkadzał 313 Milkn| teatrze, źle w pociągu. W dzień przeszkadzał myśleć, 314 Milkn| dzień przeszkadzał myśleć, a w nocy zdawało się pułkownikowi, 315 Milkn| wygania go z pokoju, że w nim szlocha i krzyczy rozdzierającym 316 Milkn| otwartym polu, na swoim polu, w jego piersi nie wytrzyma 317 Milkn| długi szereg słupów albo w telegraficznych dzwonkach 318 Milkn| ledwie zdążył zająć miejsce w wagonie - i pociąg ruszył.~ 319 Milkn| późno wieczór i umieścił się w drugorzędnym hotelu, który 320 Milkn| elektryczne dzwonki i służbę w poplamionych frakach. Nie 321 Milkn| ale zagraniczny hotelik w złym gatunku.~Przespawszy 322 Milkn| zmiany... Znikły wysokie, w białe i czerwone pasy malowane 323 Milkn| Francji i postanowił wejść w towarzystwo ludzi.~Miał 324 Milkn| osobami, które spotykał w Paryżu albo u wód.~Zanotował 325 Milkn| dziesięcioma laty poznał się w Vichy.~Pułkownik natychmiast 326 Milkn| niego i szczęściem zastał w domu.~Gospodarz na razie 327 Milkn| jak też długo myśli bawić w Warszawie?~- Chciałbym tu 328 Milkn| dość chłodny, nagle wpadł w entuzjazm. Porwał gościa 329 Milkn| entuzjazm. Porwał gościa w objęcia, kilkanaście razy 330 Milkn| przyjemnych chwil spędzonych razem w Vichy, przedstawił mu całą 331 Milkn| pułkownik przyszedł na wieczór. W przedpokoju przyjął go sam 332 Milkn| dalszych salonów; tam grano w karty. Gościnny gospodarz 333 Milkn| gospodarz ofiarował się w tej chwili zebrać mu towarzystwo 334 Milkn| Przysłuchiwał się rozmowom. W jednym kącie mówiono o karnawale, 335 Milkn| kącie mówiono o karnawale, w drugim o giełdowych kursach, 336 Milkn| drugim o giełdowych kursach, w trzecim o płci pięknej, 337 Milkn| trzecim o płci pięknej, w czwartym o polityce, a mianowicie 338 Milkn| kwestii do kwestii, usłyszał w końcu, że realna polityka 339 Milkn| zapadającym się grobie, w którym spoczęli jego dawni 340 Milkn| rozgrzania się tupał nogami w chodnik, uderzał się w ramiona 341 Milkn| nogami w chodnik, uderzał się w ramiona albo rozcierał zsiniałe 342 Milkn| podwórzu często spoglądał w okno pułkownika, starzec 343 Milkn| chuchał sobie przez ten czas w ręce, więc dla rozbudzenia 344 Milkn| uderzył chłopca pięścią w kark, a sam wciąż patrzył 345 Milkn| Więc tylko spojrzeli sobie w oczy i pułkownik z wolna 346 Milkn| pułkownik z wolna poszedł w stronę ulicy.~Wtedy szewc 347 Wakac| że mu coś dolega; patrzył w ziemię i gorączkowo uderzał 348 Wakac| A tyś może skoczył w ogień?... - przerwałem mu 349 Wakac| konopie na strychu u chłopa, a w kilka minut później strzecha. 350 Wakac| później strzecha. Czytałem w tej chwili jakiś zajmujący 351 Wakac| który medytował trzymając w obu rękach pustą konewkę. 352 Wakac| gospodarz z kobieta wyszli w pole.~"Oto nasz system budowania!... - 353 Wakac| prochem nabito..."~Istotnie, w ciągu paru minut cały dach 354 Wakac| paru minut cały dach stal w płomieniu: dym gryzł w oczy, 355 Wakac| stal w płomieniu: dym gryzł w oczy, a ogień tak mocno 356 Wakac| inni leli wodę z konewek w taki sposób, że nie tknąwszy 357 Wakac| Gdzie?..." - spytano. - "W chałupie, śpi w nieckach 358 Wakac| spytano. - "W chałupie, śpi w nieckach pod oknem... Ino 359 Wakac| usłyszał, serce drgnęło mi w niezwykły sposób.~"Jeżeli 360 Wakac| chłopami!..." - "To leź sama w ogień, kiedyś taka mądra! - 361 Wakac| się wyginać.~"Ale trzeba w końcu wedrzeć się tam - 362 Wakac| odpowiedziało zastanowienie -w takim razie szkoda nawet 363 Wakac| Trzymajcie !... - zawołano w odpowiedzi. - Skoczy w ogień 364 Wakac| zawołano w odpowiedzi. - Skoczy w ogień i zginie..."~Usłyszałem 365 Wakac| tuman dymu, zobaczyłem w oknie tak silnie pochyloną 366 Wakac| nieba. Dziewczyna znikła w dymie, a mnie pociemniało 367 Wakac| dymie, a mnie pociemniało w oczach.~"Ja-gna!..." - powtórzył 368 Wakac| powrotem.~Z wysiłkiem dźwigała w rękach chłopca, który obudziwszy 369 Zywy | Pani hrabina podczas wizyty w zakładzie sierot spostrzegła 370 Zywy | książek zakład nie posiada.~W sercu pani hrabiny zatliła 371 Zywy | zapomnieć o tym. Dopiero w salonie radcy, gdzie wypadło 372 Zywy | dobroczynnych, opisała wypadek w zakładzie wraz z objaśnieniem 373 Zywy | uczucia i jako bieglej-szy w sztuce myślenia, zawnioskował, 374 Zywy | Przypomniał sobie nawet, że w szafie czy w kufrze posiada 375 Zywy | sobie nawet, że w szafie czy w kufrze posiada cały stos 376 Zywy | ciężki już był do grzebania w rupieciach.~Wieczorem radca 377 Zywy | to, co hrabina widziała w zakładzie i słyszała od 378 Zywy | gwiżdżąc wyszedł na obiad.~W parę dni później, w niedzielę, 379 Zywy | obiad.~W parę dni później, w niedzielę, przed zamkniętymi 380 Cieni| zachodu do wschodu słońca, a w dzień, rozbita, chowa się 381 Cieni| kryjówkach i czeka.~Czeka w górskich przepaściach i 382 Cieni| przepaściach i miejskich piwnicach, w gąszczu lasu i w głębi ciemnych 383 Cieni| piwnicach, w gąszczu lasu i w głębi ciemnych jezior. Czeka 384 Cieni| jezior. Czeka kryjąc się w przedwiecznych jaskiniach 385 Cieni| przedwiecznych jaskiniach ziemi, w kopalniach, po rowach, w 386 Cieni| w kopalniach, po rowach, w kątach domów, w załamkach 387 Cieni| rowach, w kątach domów, w załamkach murów. Rozproszona 388 Cieni| wszystkie skrytki. Jest w każdej szczelinie kory drzew, 389 Cieni| każdej szczelinie kory drzew, w fałdach ludzkiego odzienia, 390 Cieni| Wypłoszona z jednego miejsca, w okamgnieniu przenosi się 391 Cieni| okien wysuwa się na ulice, w głuchym milczeniu szturmuje 392 Cieni| i kształty rozpłyną się w nicestwie; trwoga, błąd 393 Cieni| obejmą panowanie nad światem.~W takiej chwili na pustoszejących 394 Cieni| cień.~I tak każdego dnia w roku. Czy na polach wiosna 395 Cieni| miotają tumanami kurzu, czy w powietrzu kłębią się zimowe 396 Cieni| dzieci, które, pozostawiwszy w kącie twoją latarkę, wdzierają 397 Cieni| codziennych zdarzeniach?~Czy ty w ogóle posiadasz jaki dom, 398 Cieni| ogóle posiadasz jaki dom, w którym by cię znaleźć można? 399 Cieni| ulicach?~- U nas.~- A gdzie?~- W tamtej komórce.~Komórka 400 Cieni| dodał - bo po dniu nigdy w izbie nie siedzi.~W. pół 401 Cieni| nigdy w izbie nie siedzi.~W. pół roku przyszedłem drugi 402 Cieni| drugi raz.~- A dziś nie ma w domu latarnika?~- Oho! - 403 Cieni| wczoraj.~- Ależ on pochowany w oddziale najuboższych.~- 404 Cieni| dwudziestu pięciu.~- Ale on leżał w niemalowanej trumnie.~- 405 Cieni| i niepochwytną jak cień.~W pomroce życia, gdzie po 406 Cieni| się o zawady, inni spadają w otchłań, a pewnej drogi 407 Omyl | znajdował się pokoik brata, w zwykłym czasie napełniony 408 Omyl | jeść. Po śniadaniu szła w pole zbaczając do chorych, 409 Omyl | zbaczając do chorych, których w miasteczku nigdy nie brakło. 410 Omyl | lub za coś dziękując. Ona w całej okolicy wszystkich 411 Omyl | biegła doić krowy. Umiała też w razie potrzeby zaprząc konie 412 Omyl | albo łatała moje odzienie, w nocy, gdy psy mocniej ujadały, 413 Omyl | z łóżka i ledwie odziana w gruby szlafrok obchodziła 414 Omyl | pacierza, pokazała mi się w nocy dusza ojca na ścianie. 415 Omyl | z formy podobna do duszy w żelazku. Zląkłem się nadzwyczajnie 416 Omyl | ścianę przez serce wycięte w okiennicy. Od tej jednakże 417 Omyl | widziałem go zaledwie parę razy w życiu. Wiem, że nosił czarny 418 Omyl | pocztową bryczkę szybko jadącą w tamtą stronę. Bryczka i 419 Omyl | nad obłok kurzu ginęły w lesie, który wypełniał szczelinę 420 Omyl | niebem i ziemią, a przede mną w dali stała tylko chata samotników, 421 Omyl | słoneczne światło padało w jej okienka, wówczas nie 422 Omyl | wyglądałem i zapytywałem się w duchu - kto w chacie mieszka?... 423 Omyl | zapytywałem się w duchu - kto w chacie mieszka?... Czy to 424 Omyl | słyszałem od prządek, i czy w mej nie siedzi czarownica 425 Omyl | czarownica zamieniająca ludzi w zwierzęta?...~Dzień za dniem 426 Omyl | dzieciństwo spłynęło mi w jeden dzień.~Było jeszcze 427 Omyl | dzień.~Było jeszcze ciemno w pokoju, kiedy stara moja 428 Omyl | zaczęła układać polana w kominku. Matka siedziała 429 Omyl | Już musi jest za wrotami.~W okamgnieniu matka była ubraną 430 Omyl | Łukaszową. Stara kobieta, w czepku z falbanami, podobną 431 Omyl | pani zawołam.~Byłem znowu w łóżku. Wtedy mamka wzięła 432 Omyl | goło chodził... Nie ma to w oczach ambicji za grosz... 433 Omyl | czegóż się znowu ubierasz w nocną koszulę, kiej ci chcę 434 Omyl | kaftanikiem. Ażeby ubrać się w nie, należało przez tylne 435 Omyl | a następnie wsuwać ręce w ciasne rękawy...~- Antoś! 436 Omyl | pasik? Patrzajcie go, pasik w łóżku... Jak będziesz taki 437 Omyl | Jużci, on.~- Ten, co mieszka w chałupce??~- Jużci, tak.~- 438 Omyl | chorobę! Zdrajca, i tyle. Tfu! w imię Ojca i Syna - mruczała 439 Omyl | krzyknąłem pokazując w tamtym kierunku język.~Wtem 440 Omyl | nauki..~Boże, jaki byłem zły w tej chwili. No, ale co robić? 441 Omyl | przy stole jak straszydło, w swoim surducie, z wysoką 442 Omyl | długą jak biczysko okręcone w czarną chustkę. Już wydobywa 443 Omyl | i niedbale pocałowawszy w rękę pana Dobrzańskiego, 444 Omyl | machałem nogami, żem uderzał w dno stołu. Wtedy siwy surdut 445 Omyl | wysokiej szyi, zwracały się w moją stronę. Czerwieniłem 446 Omyl | powinieneś zachowywać się jak w kościele? Mówiłem ci to 447 Omyl | brzozowej kory, strzelał w palcami, ciągnął za rzemyk, 448 Omyl | stanowiły długie przerwy w upomnieniach pana Dobrzańskiego. 449 Omyl | powtórzyłem sobie to samo w myśli, a on - dopiero zaczynał, 450 Omyl | liniował go kantówką i w pierwszym wierszu z góry 451 Omyl | Dobrzański drzemał sobie teraz w fotelu, a ja śpiewającym 452 Omyl | kichnął, więc utarł nos w czerwoną chustkę i znowu 453 Omyl | talerzy. Książki i kajety w okamgnieniu znikały ze stołu, 454 Omyl | zajmował czerwony obrus w białe kwiaty i trzy nakrycia. 455 Omyl | niedługo ludzie przestaną w Boga wierzyć! - dodał.~Oczy 456 Omyl | wystąpił silny rumieniec. Wziął w rękę nóż i począł dzwonić 457 Omyl | rękę nóż i począł dzwonić w talerz.~- Dałby Bóg - rzekła 458 Omyl | mruknął starzec zaciskając nóż w pięści.~Matka spojrzała 459 Omyl | Matka spojrzała mu ostro w oczy.~- Co pan mówi, panie 460 Omyl | udzielony; bądź błogosławion w darach i we wszystkich dziełach 461 Omyl | Amen!"~Szybko pocałowałem w rękę mamę i pana Dobrzańskiego 462 Omyl | i wybiegłem na podwórko. W chwilę potem, ukryty za 463 Omyl | widziałem, jak nauczyciel w wysokiej rogatej czapce 464 Omyl | się na zakrzywionym kiju.~W dnie świąteczne, osobliwie 465 Omyl | siadali do kart, młodzi grali w loteryjkę, w cenzurowanego, 466 Omyl | młodzi grali w loteryjkę, w cenzurowanego, w ślepą babkę, 467 Omyl | loteryjkę, w cenzurowanego, w ślepą babkę, a wszystko 468 Omyl | panny.~- Gitara jest już w kuchni! - odezwałem się 469 Omyl | się nieproszony. Wszyscy w śmiech, pan kasjer chciał 470 Omyl | chwilę przyniósł gitarę - w zielonej koszulce. Kasjer 471 Omyl | kolacji wyręczała pana kasjera w graniu, a on tańczył. Trwało 472 Omyl | wołał uderzając ręką w stół. Alem reszty już nie 473 Omyl | już nie dosłyszał, bo mama w tej chwili kazała mi iść 474 Omyl | wyższą czuprynę. Chodził w ciemnozielonym surducie 475 Omyl | surducie z krótkim stanem, w niebieskich spodniach ze 476 Omyl | strzemiączkami i z fartuszkiem i w aksamitnej kamizelce w pąsowe 477 Omyl | i w aksamitnej kamizelce w pąsowe kwiaty. Na szyi nie 478 Omyl | ludożercę -~Któż mnie pocieszy w niedoli, ~Jeśli nie ty, 479 Omyl | Jeśli nie ty, lube serce?...~W tej chwili średnia panna 480 Omyl | ptaszyno mały? ~Może zabłądzisz w te strony, ~Które mnie dziecięciem 481 Omyl | ciszej), Matko, szczęścia w tobie, ~Wszystko się zmieniło, 482 Omyl | się zmieniło, a twe dzieci w grobie.~W pokoju było cicho 483 Omyl | a twe dzieci w grobie.~W pokoju było cicho jak w 484 Omyl | W pokoju było cicho jak w kościele, tylko pani majorowa 485 Omyl | burmistrz. - To największy w mieście rewolucjonista - 486 Omyl | niż zwykle. Utopił wzrok w starszej pannie burmistrzównie 487 Omyl | i śpiewał półgłosem:~Już w gruzach leżą Maurów posady, ~ 488 Omyl | jeszcze twierdze Grenady, ~Ale w Grenadzie zaraza. ~Broni 489 Omyl | pan burmistrz bijąc się w piersi - ja zbyt wiele chcę 490 Omyl | Cóż pan widzisz złego w tej piosence? - zapytał 491 Omyl | panie, wyszedłbym na rynek w czerwonej konfederatce. 492 Omyl | wołał zaperzony prezydent. - W razie, czego Boże nie dopuść, 493 Omyl | wszystkie tutejsze zuchy wlezą w kąt, ale ja pokażę, co umiem.~- 494 Omyl | umiem.~- Franiu! tobie się w głowie przewraca - mitygowała 495 Omyl | niedbale brząkał na gitarze w takt wykrzykników pana burmistrza. 496 Omyl | wydawał się za krótki.~Jakby w odpowiedzi, zegar wykukał 497 Omyl | na gitarze, zupełnie jak w rzeczywistości. Ta tylko 498 Egip | najmędrszego lekarza ze świątyni w Karnaku i rzekł:~- Wiem, 499 Egip | słowa i na pierścień, ażeby w sprawowaniu władzy ani na 500 Egip | śmiercią dziada; ale że w sprawowaniu władzy nie mogło


1-500 | 501-630

IntraText® (V89) Copyright 1996-2007 EuloTech SRL