| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] myslenia 3 myslenie 2 mysli 5 na 514 nabierac 2 nabilem 1 nabiore 1 | Frequency [« »] 768 sie 737 i 630 w 514 na 487 nie 409 z 374 ze | Boleslaw Prus Nowele IntraText - Concordances na |
Now.
1 Katar| KATARYNKA~ ~Na ulicy Miodowej co dzień 2 Katar| kapelusza i przechodził na drugą stronę ulicy, ażeby 3 Katar| termometr, potem znowu zawracał na prawy chodnik, zatrzymywał 4 Katar| i nieraz myślał, że się na niej wiele rzeczy zmieniło. 5 Katar| wówczas sztuki piękne robiły na nim wrażenie, ale czasu 6 Katar| znaleźć ani jednej chwili na oświadczyny będąc zajęty 7 Katar| urosło mu aż do ciemienia, a na wąsach pokazało się kilka 8 Katar| złożone, urządził w nim na własny koszt posadzki, sprawił 9 Katar| należyty, ale nie czekając na oświadczyny mecenasa wyszła 10 Katar| gładkie posadzki - odezwał się na to półgłosem serdeczny przyjaciel 11 Katar| jakby wiorstowymi słupami na drodze jego życia. Nie zapalał 12 Katar| unosił, ale - smakował.~Na koncertach wybierał miejsca 13 Katar| którzy najpierwej poznają się na talencie. Ale utworów miernych 14 Katar| występkach nie rozmawiał.~Na nieszczęście, żaden śmiertelnik 15 Katar| katarynek.~Gdy mecenas usłyszał na ulicy katarynkę, przyśpieszał 16 Katar| katarynkę, przyśpieszał kroku i na parę godzin tracił humor. 17 Katar| łagodny - wpadał w gniew na pierwszy odgłos katarynkowych 18 Katar| którego mi nie wypada trwonić na słuchanie obrzydliwej muzyki.~ 19 Katar| odkrywszy sprawcę wyzwał go na pojedynek.~Aż sąd honorowy 20 Katar| rozlewowi krwi o rzecz tak małą na pozór.~Dom, w którym mecenas 21 Katar| no, kochanku... A jak ci na imię?...~- Kazimierz, proszę 22 Katar| ode mnie dziesięć złotych na miesiąc, ale wiesz za co?...~- 23 Katar| wzruszony stróż.~- Za to, ażebyś na podwórze nigdy nie wpuszczał 24 Katar| forsować wzroku, siadał na fotelu naprzeciw okna i 25 Katar| spadłszy z etatu przeniósł się na Pragę. Po nim najął pokoiki 26 Katar| kłótliwego usposobienia wzięli na wieś krewni, a do lokalu 27 Katar| wyrabiała pończochy i kaftaniki na maszynie. Młodszą z nich 28 Katar| Kiedy więc pan Tomasz usiadł na swoim fotelu, doskonale 29 Katar| Były tam sprzęty ubogie. Na stołkach i krzesłach, na 30 Katar| Na stołkach i krzesłach, na kanapie i na komodzie leżały 31 Katar| krzesłach, na kanapie i na komodzie leżały tkaniny 32 Katar| szycia i kłębki bawełny na pończochy.~Z rana kobiety 33 Katar| nie widział nawet uśmiechu na bledziutkich ustach i nieruchomej 34 Katar| całowała je. W końcu związała na powrót w bukiecik, włożyła 35 Katar| mocno. Pan Tomasz spojrzał na drugą stronę podwórza i 36 Katar| gdyż z pośpiechem założył na nos binokle.~Oto, co spostrzegł:~ 37 Katar| dziewczynka oparłszy głowę na ręku położyła się prawie 38 Katar| ręku położyła się prawie na wznak w swoim oknie - i - 39 Katar| patrzyła prosto w słońce. Na jej twarzyczce, zwykle tak 40 Katar| doświadczył kłucia w oczach na samą myśl, że ktoś może 41 Katar| szóstym roku życia zachorowała na jakąś gorączkę; przez kilka 42 Katar| dnia, kiedy ją posadzono na poduszce, zapytała matki:~- 43 Katar| dalej:~- Prawda, mamo, że na dworze ciągle jest dzień?... 44 Katar| twardym i dźwięcznym krążkiem, na którym znajdowały się jakieś 45 Katar| Uwaga jej skierowała się na zmysł dotyku, powonienia 46 Katar| Zjawiska odległe oddziaływały na nią tylko przez słuch. Przysłuchiwała 47 Katar| konewkę z kuchni, potem poszła na drugie podwórze i napompowała 48 Katar| Wydeptała każdy kamień na podwórzu, dotknęła każdej 49 Katar| odmiennych światów: do piwnicy i na strych.~W piwnicy powietrze 50 Katar| była noc dla ociemniałej.~Na strychu zaś, szczególniej 51 Katar| dla niej dzień...~Nie dość na tym. Na strychu częściej 52 Katar| dzień...~Nie dość na tym. Na strychu częściej niż w pokoju 53 Katar| gdy dziewczynka skierowała na nie przygasłe oczy, zdawało 54 Katar| musiała siedzieć w pokoju. Na strych i do piwnicy nie 55 Katar| słyszała ptaków ani drzew, a na podwórzu panowała straszna 56 Katar| pobożne ani dziada, który grał na klarnecie, ani kataryniarzy.~ 57 Katar| Zmizerniała w ciągu kilku dni, a na jej twarzy ukazał się wyraz 58 Katar| doktorowa wyjechała z dziećmi na letnie mieszkanie, że zepsuł 59 Katar| awanturę ze stójkowym i poszedł na tydzień - do kozy. Zapytał 60 Katar| puszczał kółka dymu, a na wiernego sługę nawet nie 61 Katar| sługę nawet nie spojrzał.~Na drugi dzień pan Tomasz jeszcze 62 Katar| twarz i szpakowate faworyty na szafirowym tle pokojowego 63 Katar| wspólniczka robiąca pończochy na maszynie podziwiały mecenasa 64 Katar| mecenasa i mówiły, że wygląda na czerstwego wdowca, który 65 Katar| trudny do pojęcia wypadek.~Na podwórzu, pod samym oknem 66 Katar| kawałki! Gdzie tam! jakby na większą szykanę katarynka 67 Katar| głośno, że szyby drżały. Na domiar złego, trąba, od 68 Katar| pośmiertnych rozporządzeń chorego na umyśle obywatela X jemu 69 Katar| przyprawiła o apopleksją.~Na dobitkę, kataryniarz widząc 70 Katar| no, kochanku... A jak ci na imię?...~- Paweł, jaśnie 71 Katar| płacił dziesięć złotych na miesiąc, ale wiesz za co?...~- 72 Katar| za co?...~- Za to, ażebyś na podwórze nigdy nie puszczał 73 Katar| puszczał co dzień katarynki na podwórze - powtórzył mecenas 74 Katar| do ucha i pokazuje palcem na czoło...~Pan Tomasz uśmiechnął 75 Katar| listę lekarzy i zapisał na kartce adresy kilku okulistów. 76 Kamiz| kosztowniejszych lub mniej kosztownych, na jakie kogo stać. Ja także 77 Kamiz| pisałem jeszcze w gimnazjum na lekcjach języka łacińskiego... 78 Kamiz| Dużo plam, brak guzików, na brzegu dziurka, wypalona 79 Kamiz| niej są ściągacze. Ten, na którym znajduje się sprzączka, 80 Kamiz| krawiecku, a ten drugi, prawie na całej długości, jest pokłuty 81 Kamiz| zębami sprzączki.~Patrząc na to od razu domyślasz się, 82 Kamiz| dosięgną!, tego stopnia, na którym kamizelka przestaje 83 Kamiz| robi trochę kłopotu. Szaf na zbiory jeszcze nie mam, 84 Kamiz| która sypiała, o ile wiem, na kuferku za szafą. Szafa 85 Kamiz| którzy płacili jej trzy ruble na rok i co dzień gotowali 86 Kamiz| łóżka, stół, szafa... Ale na początku listopada sprzedano 87 Kamiz| Potem zamknęła mieszkanie na klucz, powoli przeszła na 88 Kamiz| na klucz, powoli przeszła na dziedziniec, w bramie oddała 89 Kamiz| popatrzyła w swoje niegdyś okno, na które padały drobne płatki 90 Kamiz| śniegu, i - znikła za bramą.~Na dziedzińcu został handlarz 91 Kamiz| odparł Żydek. Rzucił na ziemię kamizelkę, otrząsnął 92 Kamiz| fajn mebel!... - mówił. - Na taki śnieg to tylko taki 93 Kamiz| dwa. Ale to dobre tylko na lato!...~- Co chcesz za 94 Kamiz| i szybko podniósł leżącą na ziemi.~- Za te kamyzelkie?... 95 Kamiz| To przecie nie jest ubjór na małe dziecko, to jest na 96 Kamiz| na małe dziecko, to jest na dorosłe osoby...~- No, jeżeli 97 Kamiz| gniewa! - przerwał mięknąc. - Na moje sumienie, za pół rubelka 98 Kamiz| mogę, ale - ja zdaję się na pański rozum... Niech pan 99 Kamiz| wjatr!...~I wskazał ręką na okno, za którym kłębił się 100 Kamiz| W parę minut znowu wołał na podwórzu: "Handel! handel!..." - 101 Kamiz| się. Położyłem kamizelkę na stole i począłem marzyć 102 Kamiz| kamienicy sprowadzili się na początku kwietnia. Wstawali 103 Kamiz| wychodzili do miasta. Ona na lekcje, on do biura.~Był 104 Kamiz| drobny urzędniczek, który na naczelników wydziałowych 105 Kamiz| takim podziwem jak podróżnik na Tatry. Za to musiał dużo 106 Kamiz| szyła. Niekiedy spojrzawszy na niego przerywała swoją robotę 107 Kamiz| kładź się!...~Niekiedy na jej słowa odpowiadał mój 108 Kamiz| Powiedziałbym, że nawet za tęgą na tak małego urzędnika.~Co 109 Kamiz| około południa, wychodzili na spacer trzymając się pod 110 Kamiz| nocy. Żona, utuliwszy go na łóżku, sprowadziła do pokoju 111 Kamiz| jednego, i to wypadkiem, na ulicy.~Doktor, spojrzawszy 112 Kamiz| ulicy.~Doktor, spojrzawszy na nią przy blasku migotliwej 113 Kamiz| ze zmęczenia, a dorożki na ulicy nie było, więc podał 114 Kamiz| poleżyć. Czy może wyjechać na wieś?~- Nie może... - szepnęła 115 Kamiz| uspokoi się, a resztę zdać na Boga. Dobranoc.~Słowa doktora 116 Kamiz| uśmiechnął się. -Ile to krwi na wojnie z człowieka upływa, 117 Kamiz| nie mów - prosiła go pani.~Na dworze zaczęło świtać. W 118 Kamiz| jeszcze o kilka lekcy j na tydzień i za ich pomocą 119 Kamiz| Około pierwszej wracała na parę godzin do domu, ażeby 120 Kamiz| ażeby ugotować mężowi obiad na maszynce, a potem znowu 121 Kamiz| a potem znowu wybiegała na jakiś czas.~Za to już wieczory 122 Kamiz| spotkała się pani z doktorem na ulicy. Długo chodzili razem. 123 Kamiz| tajemnicę, gdyby ją posiadał.~Na twarzy kobiety ukazał się 124 Kamiz| w łóżku, tylko siedział na krześle ubrany, gotowy do 125 Kamiz| Mąż bacznie spojrzał na nią. Nie oderwała nawet 126 Kamiz| głupstwo! - mówił chory. - Na przejściu od lata do jesieni 127 Kamiz| dlaczego moja kamizelka leży na mnie coraz luźniej?... Strasznie 128 Kamiz| pomocy żony nie mógł wciągnąć na siebie żadnej sztuki ubrania. 129 Kamiz| Tyle przynajmniej wymogła na nim, że na wierzch nie kładł 130 Kamiz| przynajmniej wymogła na nim, że na wierzch nie kładł surduta, 131 Kamiz| aż porobiły się wypieki na twarzy. Ale była spokojna.~ 132 Kamiz| pilniejszą zwracał uwagę na swoją kamizelkę. Co parę 133 Kamiz| wysiliła, że musiał przejść na łóżko. Tam jednak, jako 134 Kamiz| Dziś patrząc na starą kamizelkę widzę, że 135 Kamiz| myślałem patrząc na niebo.~Nieba prawie już 136 Grzec| poszedł do szkół.~Ponieważ na próżno szukałby kto nazwiska 137 Grzec| ojciec mój awansował z rządcy na plenipotenta i otrzymał 138 Grzec| wierzchowe konie, tratował na polowaniach chłopskie zasiewy, 139 Grzec| nieboszczyka z herbowym sygnetem na palcu i - ów pieprzowy wybuch, 140 Grzec| polach niż wywracać się na śliskiej posadzce, a po 141 Grzec| drzewach i usadowiłem ją na żerdziowym płocie w taki 142 Grzec| mówiąc, że mogłem Loni zrobić na całe życie nieszczęśliwą.~ 143 Grzec| mazać się i biegła do kogoś na skargę.~Ponieważ z folwarcznymi 144 Grzec| pół dnia przesiedziałem na pływającej kępie, nie większej 145 Grzec| przez dymnik wdrapałem się na dach pałacu tak nieszczęśliwie, 146 Grzec| wyśpiewać to, co wiatr wygrywa na drzewach. Nieraz słyszałem 147 Grzec| ich stosunkach. W mojej na przykład wyobraźni plenipotent 148 Grzec| był mój legitymizm oparty na przykazaniach ojca, który 149 Grzec| przepisach, dość mi było spojrzeć na czerwoną szafę w kancelarii 150 Grzec| kwitów i notatek wisiała na gwoździu pięciopalczasta 151 Grzec| pewien rodzaj encyklopedii, na którą patrząc przypominałem 152 Grzec| zrobiono źle, szedł do niej na skargę; kto był chory, brał 153 Grzec| pistolet miał być użyty na obronę wszelkiej innej własności 154 Grzec| hrabiny, a wojskowy pałasz na obronę jej honoru. Swojej 155 Grzec| leżał gdzieś w takim kącie na strychu, że nawet ja nie 156 Grzec| dubeltówki przeznaczonej na wilki, pistoletu na obronę 157 Grzec| przeznaczonej na wilki, pistoletu na obronę własności i pałasza 158 Grzec| obronę własności i pałasza na obronę honoru hrabiny, udało 159 Grzec| dziurkę z boku, i poszedłem na polowanie.~Wielki klucz 160 Grzec| przybiłem jak należy pakułami, a na wywołanie eksplozji wziąłem 161 Grzec| ujrzałem kilka wron polujących na dworskie kaczęta. Prawie 162 Grzec| łatwo unieść przysiadła na obórce.~Na ten widok zagrała 163 Grzec| unieść przysiadła na obórce.~Na ten widok zagrała we mnie 164 Grzec| się już zaduszone kaczątko na ziemię, wrona dotknięta 165 Grzec| śmiertelną obawą uciekła na najwyższą lipę, ja zaś ze 166 Grzec| się ludzie, przygalopował na koniu mój ojciec, po czym 167 Grzec| mieszkania i powiesiłem na właściwym miejscu ucho od 168 Grzec| Zaprowadzono mnie do pałacu. Na tarasie zobaczyłem mego 169 Grzec| pani hrabiny. Ona spojrzała na mnie smutnymi oczyma, a 170 Grzec| oka z pani, która zrobiła na mnie dziwne wrażenie.~- 171 Grzec| półgłosem:~- Jest materiał na człowieka, panie Leśniewski. 172 Grzec| chętnie położyłbym się na zgliszczach obórki i tak 173 Grzec| dałbym się powoli upiec na niej. Nie za to, że mnie 174 Grzec| mnie organista i gorzelany na przemian. Mówiono nawet, 175 Grzec| Tylko raz chciałem się, na próbę, powiesić. Ale później 176 Grzec| czym ojciec umieścił mnie na stancji z korepetycją, rodzicielską 177 Grzec| złotych i pięć korcy ordynarii na rok i - sprawił mi szkolny 178 Grzec| czerwonym kołnierzem, włożyłem na głowę czapkę z czerwonym 179 Grzec| skarby nie chce mnie trzymać na stancji, chyba - że mu ojciec 180 Grzec| jeszcze pięć korcy kartofli na rok. Po długich targach 181 Grzec| długich targach stanęło na trzech korcach, ale swoją 182 Grzec| wybitniejszych momentów Dziś patrząc na owe czasy z historycznej 183 Grzec| Zmieniłem suknie cywilne na mundur, a osoby, pracujące 184 Grzec| kłopotliwymi pytaniami, na które jedyną odpowiedzią 185 Grzec| głosowaniu z sobą samym przeważał na stronę kaligrafii i dawał 186 Grzec| bowiem wykład oparty był na metodzie poglądowej, to 187 Grzec| metodzie poglądowej, to jest "na biciu łap" za nieuwagę. 188 Grzec| udało mi się napisać mu na imieniny wiersz obejmujący 189 Grzec| podpowiadali albo czy leżąca na poprzedniej ławce książka 190 Grzec| Leśniewski, zostań ty tu na chwilkę.~- Mój złocisty 191 Grzec| zmalował, to - policzy ci się na drugi raz!...~W ogóle miałem 192 Grzec| chłopczyk garbaty, karzeł na swój wiek, mizerny, z małym 193 Grzec| do szkoły, chodzić z nim na spacer, dawać mu korepetycje, 194 Grzec| się niekiedy wydawało, że na takiego malca nawet Bóg 195 Grzec| sześć i po dziesięć groszy na dzień. Za to miał sobie 196 Grzec| serca. ~Podatek ten nie na wiele mu się przydał, bo 197 Grzec| Józio tylko uśmiechał się na te koleżeńskie żarty, czasami 198 Grzec| mówił, tylko opierał się na chudych rękach i szlochał.~ 199 Grzec| początku mało zwracałem uwagi na garbuska, który wydał mi 200 Grzec| dostał ani jednego byka. Na pauzie także mu nikt nie 201 Grzec| przyjacielem.~Spojrzałem na niego z góry. On zmieszał 202 Grzec| garbusek nie potrzebował na jakiej lekcji uważać, wówczas 203 Grzec| niemieckiego wyrwał mnie na środek. Przerażony Józio 204 Grzec| rzeczowniki rodzaju żeńskiego, na przykład die Frau - pani. ~ 205 Grzec| rzeczowniki rodzału żeńskiego, na przykład die Frau - pani. 206 Grzec| przykład die Frau - pani. Ale na tym skończyła się moja wiedza.~ 207 Grzec| nauczyciel kazał mi pójść na miejsce.~Wracając do ławki 208 Grzec| mnie wypukuje. Wybiegłem na korytarz trochę niespokojny, 209 Grzec| Ja.~Przestąpił z nogi na nogę, jakhy chwiejąc się, 210 Grzec| Znowu zachwiał się, spojrzał na mnie błędnym wzrokiem i 211 Grzec| Nie poszedłem już do domu na obiad, tylkom pobiegł do 212 Grzec| Józia~Obaj z ojcem mieszkali na końcu miasta w dwu pokoikach 213 Grzec| głucho jęczeć i kaszlać, aż na usta wystąpiła mu różowa 214 Grzec| ciężko usiadł, widocznie na kufrze, uderzył głową o 215 Grzec| czasem. Powiesz mi, co zadano na lekcje... W drugim pokoju 216 Grzec| Tak mnie łamie!... Czyś ty na mnie usiadł, Kaziu? Kaziu!... 217 Grzec| drżący. Człowiek rzucił się na kufrze i wykrzyknął:~- Wynoś 218 Grzec| Józia, i - kazał mi postawić na krzyżu dwanaście baniek 219 Grzec| leżał w łóżku.~Nie byłem na pogrzebie Józia, którego 220 Grzec| jego strasznie płakał, a na cmentarzu złapał trumnę 221 Grzec| Wołał tak głośno, że na korytarz powychodzili profesorowie. 222 Grzec| wieczorem jakiś faktor przyniósł na stancją spory kufer dla 223 Grzec| poważniejszego czytania.~Dobrze już na wiosnę wybrałem się pierwszy 224 Grzec| wybrałem się pierwszy raz na grób Józia. Był taki mały 225 Grzec| powiedział Józiowi, co zadali na lekcje, bo i sam nie wiedziałem, 226 Grzec| tydzień znowu przyszedłem na cmentarz. Znowu zobaczyłem 227 Grzec| doktorzy, że człowiek ten umarł na anewryzm.~Wypadki te oddziałały 228 Grzec| anewryzm.~Wypadki te oddziałały na mnie w szczególny sposób. 229 Milkn| zaczął nawet szukać kupca na swój domek z ogródkiem. 230 Milkn| poniosą, byle wieczorem stanął na czas do wista. Ponieważ 231 Milkn| człowiekiem, i nie wiadomo, na co się jeszcze może przydać.~ 232 Milkn| głowy... choć obaj są już na boskim sądzie.~Nareszcie - 233 Milkn| umarł i kapitan.~Pułkownik na razie nie okazał żalu; zajął 234 Milkn| kazał się odwieźć do domu.~Na drugi dzień w miejscowych 235 Milkn| pożegnania gościnnej Francji na zawsze.~- Nie żal ci też, 236 Milkn| może by i myślał, że wraca na swoje dawne drzewo i że 237 Milkn| odpoczął choć do lata. Ale na próżno. Starca, od chwili 238 Milkn| drukowany po polsku. Wszędzie na coś czekał, jakby lada chwilę 239 Milkn| ale - od dawna wyglądany. Na bulwarach, ponad tysiącem 240 Milkn| równiny śniegiem pokryte, na horyzoncie czarne lasy, 241 Milkn| kraju, druga wyrosła w nim na obczyźnie i samowładnie 242 Milkn| białym wąsom i białej muszce na brodzie odgadywali, że to 243 Milkn| koleje, i - wróżyli wojnę na obu frontach.~Do granicy 244 Milkn| jeść, ani spać; wyszedł na spacer za stacją.~Szedł 245 Milkn| i dalej. Zaczęło świtać. Na wschodzie ukazał się jasny 246 Milkn| zdawało się, że gdy raz stanie na otwartym polu, na swoim 247 Milkn| stanie na otwartym polu, na swoim polu, w jego piersi 248 Milkn| tylko posępne, ceglane domy na śnieżnych wydmach. Nawet 249 Milkn| pół wiekiem opuścił!...~Na dworcu zadzwoniono. Pułkownik 250 Milkn| Daremna praca! Inny kraj leży na dnie duszy, inny przed oczyma. 251 Milkn| pułkownik od rana wyszedł na miasto. Wziął dorożkę i 252 Milkn| za jego czasów polowano na dzikie kaczki, stało dziś 253 Milkn| szwajcara o wyszukanie adresów. Na drugi dzień przyniesiono 254 Milkn| zastał w domu.~Gospodarz na razie nie poznał go, a poznawszy 255 Milkn| tysiące młodzieży szuka go na próżno...~- No, ja tego 256 Milkn| swoją rodzinę i zaklinał na wszystkie świętości, ażeby 257 Milkn| przyjęcia pułkownik przyszedł na wieczór. W przedpokoju przyjął 258 Milkn| włoską, choć mogła znać na palcach węgierską - druga 259 Milkn| trochę we śnie, trochę na jawie. Gdy znużony tracił 260 Milkn| człowiekiem, lecz że jest krzyżem na zapadającym się grobie, 261 Milkn| uczuł tęsknotę za Francją.~Na drugi dzień przypadała niedziela. 262 Milkn| wszyscy dla niego.~Miał numer na dole. Gdy około dziesiątej 263 Milkn| jego oknem chodzi tam i na powrót jakiś ubogo odziany 264 Milkn| pułkownika, starzec zwrócił na niego uwagę i spytał kelnera: 265 Milkn| dziecku.~Pułkownik miał iść na śniadanie do miasta. Ubrał 266 Milkn| spieszniej i zaciekawiony wyszedł na podwórze.~Na jego widok 267 Milkn| zaciekawiony wyszedł na podwórze.~Na jego widok człowiek z dzieckiem 268 Milkn| jak wryty. Wykręcił czapkę na bakier, zmarszczył brwi, 269 Milkn| gdyby chciał rzucić się na pułkownika, ale według jego 270 Milkn| kark, a sam wciąż patrzył na starca jak na wilka, myśląc, 271 Milkn| wciąż patrzył na starca jak na wilka, myśląc, że postępuje 272 Milkn| wyrazów, a przy tym - było na podwórzu trochę ludzi. Więc 273 Milkn| Tymczasem pułkownik poszedł na śniadanie, ale jadł niewiele, 274 Milkn| Karową i z niej spojrzał na Wisłę, zobaczył znowu taki 275 Wakac| NA WAKACJACH~Wieczorem, jak 276 Wakac| kolega. Mieszkaliśmy obaj na wsi o kilka wiorst od siebie 277 Wakac| zarumienił; zresztą może mu padł na twarz blask zachodzącego 278 Wakac| ciągnął po przerwie - konopie na strychu u chłopa, a w kilka 279 Wakac| zajmujący rozdział Saya, ale na widok kłębów czarnego dymu 280 Wakac| ciekawość i powlokłem się na miejsce. Ludzie byli przy 281 Wakac| a jedną babę wywrócili na ziemię. Nie robiłem im żadnych 282 Wakac| jednak nie ruszył. Słoma na dachu już spłonęh, a krokwie 283 Wakac| pomyślałem - więc ja pójdę... Na uratowanie chłopca wystarczy 284 Wakac| nagle jednak przyszły mi na myśl: jej dziki zapał i 285 Wakac| rosnące przy drodze badyle.~Na niebie zaczęły się pokazywać 286 Wakac| obaj układaliśmy projekta na przyszłość, lecz dziś żaden 287 Zywy | zakładzie sierot spostrzegła na korytarzu niezwykłą scenę: 288 Zywy | któremu całe żyde upływało na oddawaniu drobnych usług 289 Zywy | redakcji" Kuriera" i wpłynę na nich, ażeby zrobili ogłoszenie.~ 290 Zywy | ażeby zrobili ogłoszenie.~Na drugi dzień pan Z. wbiegł 291 Zywy | zadyszany do "Kuriera", na wszystkie świętości błagając 292 Zywy | opieką publiczną, cierpi na brak książek.~Maleństwo 293 Zywy | Potem gwiżdżąc wyszedł na obiad.~W parę dni później, 294 Zywy | rumieniąc się, o ile jej na to pozwalały początki blednicy.~ 295 Zywy | spytałem.~- Proszę pana, a na co to? - odparł zmieszany.~- 296 Zywy | skutkiem tego przyszedł mi na myśl - telegraf nowej konstrukcji.~ 297 Cieni| CIENIE~Kiedy na niebie dogasają blaski słońca, 298 Cieni| załamkach murów. Rozproszona i na pozór nieobecna wypełnia 299 Cieni| okamgnieniu przenosi się na inne, korzystając z lada 300 Cieni| ją wygnano, wedrzeć się na nie zajęte stanowiska i 301 Cieni| szaf i stołów wypełzuje na środek pokoju i obsiada 302 Cieni| i szyby okien wysuwa się na ulice, w głuchym milczeniu 303 Cieni| ściany i dachy i zaczajona na szczytach, cierpliwie czeka, 304 Cieni| szczytach, cierpliwie czeka, aż na zachodzie zbledną różowe 305 Cieni| światem.~W takiej chwili na pustoszejących ulicach Warszawy 306 Cieni| każdej latarni zatrzymuje się na mgnienie i roznieciwszy 307 Cieni| każdego dnia w roku. Czy na polach wiosna dyszy zapachem 308 Cieni| lipcowa burza, czy rozhukane na ulicach jesienne wichry 309 Cieni| latarkę, wdzierają ci się na kolana i obejmują cię za 310 Cieni| przy ścianie, a obok niego na wysokim kiju latarkę. Latarnika 311 Cieni| kilka szczegółów pojechałem na cmentarz.~- Pokażcie mi, 312 Cieni| drogi nikt nie zna, gdzie na skrępowanego przesądami 313 Cieni| płomyk nad głową, każdy na swojej ścieżce roznieca 314 Omyl | OMYŁKA~Dom mojej matki stał na brzegu miasteczka, przy 315 Omyl | nocy. O świcie była już na dziedzińcu i oglądała krowy, 316 Omyl | wracała do domu, czekali na nią różni interesanci: jeden 317 Omyl | dziecko, a tamta przyniosła na sprzedaż garstkę lnu. Prawie 318 Omyl | mi się w nocy dusza ojca na ścianie. Była jasnobiała, 319 Omyl | to blask księżyca padał na ścianę przez serce wycięte 320 Omyl | kołnierzem i że sposobił się na doktora.~Nieraz, zdjęty 321 Omyl | ciekawością, wychodziłem na strych, ażeby przez najwyższy 322 Omyl | mama jeździła po kilka razy na rok. Nieraz śledziłem pocztową 323 Omyl | dużego kota, który patrzy na mnie, jakby chcąc się rzucie. 324 Omyl | Czy to nie jest chałupka na kurzej nóżce, o której tyle 325 Omyl | Czas uciekał jak podróżni, na których niekiedy patrzyłem 326 Omyl | drew i cicho położywszy je na podłodze, zaczęła układać 327 Omyl | kominku. Matka siedziała już na łóżku szepcząc pacierz:~- " 328 Omyl | łaski pełna " A jak tam na dworze, Łukaszowa?~- Niczego - 329 Omyl | alkierza. Z komina padły na pokój czerwone blaski, drzewo 330 Omyl | świergotały roje ptaków. Spocząłem na klęczącą przed kominem Łukaszową. 331 Omyl | jednym skokiem usiadłem na karku niańce. - A cóż to 332 Omyl | się baba spychając mnie na podłogę. - Idź zaraz do 333 Omyl | upominała mamka zapinając mi na plecach cztery guziki. - 334 Omyl | jak Łukaszowa, bo mi wciąż na myśl przychodził niedobry 335 Omyl | pośpiechem i zaraz wybiegłem na dziedziniec wystrugać pałasz 336 Omyl | mosiężne okulary i zaciska je na nosie Z prawej strony na 337 Omyl | na nosie Z prawej strony na stole czerwona chustka, 338 Omyl | Boże, że też nie ma sposobu na takiego człowieka!... Przychodzi 339 Omyl | Kręciłem się, jakbym siedział na szczotce do czesania lnu, 340 Omyl | później jego głowa, osadzona na wysokiej szyi, zwracały 341 Omyl | hałasy? Nie wiesz, że jesteś na lekcji i powinieneś zachowywać 342 Omyl | układał mi ręce i kajet na stole i przysuwał kałamarz.~ 343 Omyl | kaligrafia wypadała zawsze na końcu.~Zaraz po nauce jedliśmy 344 Omyl | następowało jeszcze powtarzanie na wyrywki.~- Kto cię stworzył? - 345 Omyl | najbardziej powinieneś kochać na tym świecie?~- Boga, ojczyznę, 346 Omyl | uwolnić się od dalszych badań na wyrywki, raz zapytałem go:~- 347 Omyl | Wszystkich.~Zwiesił głowę na piersi i po chwili rzekł 348 Omyl | wiedziałem, czułem głęboki smutek na samą myśl o człowieku, którego 349 Omyl | gdybym go kiedy spotkał na drodze, nie mógłbym zdjąć 350 Omyl | pokiwał głową, popatrzył na mnie apatycznym wzrokiem 351 Omyl | jak to on.~- A co słychać na świecie?~Pan Dobrzański 352 Omyl | nieco ożywiony:~- Mówią na poczcie, że Francuz zaczyna 353 Omyl | Pan Dobrzański rzucił się na fotelu.~- Och, nie gadałabyś 354 Omyl | dodał.~Oczy mu błyszczały, a na zwiędłą twarz wystąpił silny 355 Omyl | przetrwała do końca obiadu, na zaokrąglenie którego mama 356 Omyl | Dobrzańskiego i wybiegłem na podwórko. W chwilę potem, 357 Omyl | swemu domowi opierając się na zakrzywionym kiju.~W dnie 358 Omyl | Moi państwo - mówił - na gitarze nie gra się do tańca, 359 Omyl | same stare polki i walce.~Na kolacją podawano herbatę, 360 Omyl | nareszcie - zacząłem chodzić na rękach tak ładnie, że zarumieniony 361 Omyl | zgryzota, gdyż po kolacji, na zakończenie wieczoru, pan 362 Omyl | kamizelce w pąsowe kwiaty. Na szyi nie nosił chustki, 363 Omyl | halsztuch.~Stawiano mu krzesło na środku pokoju. Siadłszy 364 Omyl | środku pokoju. Siadłszy na nim zakładał nogę na nogę, 365 Omyl | Siadłszy na nim zakładał nogę na nogę, dostrajał gitarę, 366 Omyl | odchrząknął i zaczynał:~Idę na szczyty Kaukazu, ~Tak wyrok 367 Omyl | uderzył kilka nowych tonów na gitarze, znowu odchrząknął 368 Omyl | ciszej), co tam rosły wolne. ~Na mogile śpiewa jakieś ptaszę 369 Omyl | wyjrzyj no, panie sekretarzu, na dziedziniec, czy czasem 370 Omyl | coś szeptali między sobą. Na dziedzińcu nie było nikogo.~- 371 Omyl | przyjmuje... -I wskazał na moją matkę.~Matka niedbale 372 Omyl | Już to pan prezydent kroi na naczelnika powiatu - wtrącił 373 Omyl | kto, to ja powinien bym na j pierwej paść ofiarą...~- 374 Omyl | zawołały panny chórem, patrząc na wywrócone oczy pana kasjera.~- 375 Omyl | pierwszy, panie, wyszedłbym na rynek w czerwonej konfederatce. 376 Omyl | kasjer niedbale brząkał na gitarze w takt wykrzykników 377 Omyl | zobaczyłem po raz drugi, jakby na jawie, całe wieczorne zebranie: 378 Omyl | odwagą, pan kasjer grał na gitarze, zupełnie jak w 379 Omyl | owego człowieka, którego na próżno pan sekretarz szukał 380 Egip | ognistymi znakami wypisał na niebie Przedwieczny!...~ 381 Egip | władca Egiptu, dogorywał. Na pierś mocarza, przed którego 382 Egip | powalony cedr, wielki faraon na skórze indyjskiego tygrysa, 383 Egip | wojowników?~Ramzes aż usiadł na łożu.~- Muszę być bardzo 384 Egip | plany wobec wyroków, które na niebie zapisuje Przedwieczny.~- 385 Egip | święty pierścień znajdzie się na ręku Horusa.~- Zaprowadźcie - 386 Egip | faraonów; niech tam czeka na moje ostatnie słowa i na 387 Egip | na moje ostatnie słowa i na pierścień, ażeby w sprawowaniu 388 Egip | w sprawowaniu władzy ani na chwilę nie było przerwy.~ 389 Egip | liczną zgrają służby.~Usiadł na ganku, którego marmurowe 390 Egip | złocił spiżowe wody Nilu, na łąkach i ogrodach malował 391 Egip | cienie olbrzymich piramid i na kilka mil wokoło oświetlał 392 Egip | lasach, nad brzegami wody, na rynkach, na ulicach i obok 393 Egip | brzegami wody, na rynkach, na ulicach i obok pałacu Ramzesa 394 Egip | jednego z dworzan, wskazując na niezmierzone łany głów ludzkich.~- 395 Egip | katakumb.~W sercu Horusa na nowo wzbudził się żal po 396 Egip | Jetrona.~Horus westchnął na wspomnienie ukochanego przyjaciela, 397 Egip | święty pierścień błyśnie na twojej ręce, otworzą się 398 Egip | Horusa, bo mnie niedługo na świecie, i spełniaj jego 399 Egip | gdy mój pierścień ujrzysz na jego ręce, bo przez usta 400 Egip | gdy błysną pierwsze ognie na cześć moją, polecieli w 401 Egip | wyrywany język z ust jego na polu bitwy. Tak powiedziałem...~ 402 Egip | powiedziałem...~Wódz upadł na twarz, a potem cofnął się, 403 Egip | uczynisz to, gdy zobaczysz na jego ręce mój święty pierścień, 404 Egip | niewolnicy będą mieli trzy dni na tydzień wolne od pracy i 405 Egip | powiedziałem...~Kanclerz upadł na twarz, lecz nim zdążył cofnąć 406 Egip | państwa cieniów i serce jego na nieomylnej szali zważy Ozyrys. 407 Egip | pierścień faraonów błyśnie na twojej ręce, rozkazuj, a 408 Egip | jego ręki i tobie go oddać na znak nieograniczonej władzy. 409 Egip | nogę - jęknął Horus i upadł na złote krzesło, którego poręcze 410 Egip | Śmierć jest od ciebie na tysiąc kroków żołnierskiego 411 Egip | niewolnikom wypadł z rąk Horusa na ziemię.~- Pięćset...~Edykt 412 Egip | usta. Skurczoną ręką rzucił na ziemię edykt o niewyrywaniu 413 Egip | wschodzie słońca chce jechać na lwy... Ciebie zaś, Horusie, 414 Egip | Ciebie zaś, Horusie, na znak łaski, wzywa, abyś 415 Egip | ognistymi znakami wypisuje na niebie.~ ~ 416 Opow | wiecie, że B. zeszedł pana C. na bardzo czulej rozmowie ze 417 Opow | to, że pana E. przydybano na kasowych nadużyciach i będzie 418 Opow | mówił, że E. przyłapano na kradzieży, ale ktoś drugi 419 Opow | otrząsnął się i poszliśmy razem na korytarz, właśnie w chwili 420 Opow | odpowiedziało dźwięczne echo. Na ten odgłos uchyliły się 421 Opow | Jeszcze tydzień temu chodził na własnych nogach i udzielał 422 Opow | tutaj, wątpię jednak, czy na dłużej niż tydzień. Dlatego 423 Opow | Weszliśmy. Chory nie leżał na ogólnej sali, lecz w pokoju 424 Opow | bez trudności dojrzałem na łóżku pacjenta. Wyglądał 425 Opow | łóżku pacjenta. Wyglądał na człowieka dwudziestokilkuletniego, 426 Opow | co?... Jesteś bodaj że na piątym kursie, a ja nie 427 Opow | ja nie mogę wygrzebać się na trzeci.~- Ależ, kolego... 428 Opow | schować, tylko poprawiłem je na koszyku, ażeby nie spadło...~- 429 Opow | mruknął chory i upadł na poduszkę.~Po chwili zaczął 430 Opow | skończę medycynę, choćbyście na łbach stawali!... Zresztą 431 Opow | Parmezan machnął ręką i uciekł na salę gorączkową, gdzie miał 432 Opow | laboratorium, a Basetlą na pożegnanie przypomniał sobie, 433 Opow | zaprosił mnie i Basetlę na piwo. Gdyśmy się zebrali 434 Opow | świństwo, jeżeli zapraszasz nas na kolację, przypuszczam, że 435 Opow | wyładowuje swoją wściekłość na mnie i daje znać kelnerce, 436 Opow | ucztę, Parmezan oparł łokcie na stole, brodę na ręku i westchnął:~- 437 Opow | oparł łokcie na stole, brodę na ręku i westchnął:~- Nie 438 Opow | wyścigi odbywały się, dajmy na to, za rogatką wschodnią, 439 Opow | domyślić się nie mogłem. Zaś na ukoronowanie moich agronomicznych 440 Opow | gimnazjum, rozumie się, nie na lekcję, tylko na wystawę, 441 Opow | się, nie na lekcję, tylko na wystawę, zobaczyłem przed 442 Opow | z czerwonym kołnierzem, na głowie pikielhauba, przez 443 Opow | pikielhauba, przez ramię szabla na szerokim pasie) trzymał 444 Opow | Eisenfedera!~"Kradł jabłka na wystawie, proszę wielmożnego 445 Opow | chłopca i odprowadziwszy go na bok, rzekł:~"Uspokój się, 446 Opow | dotknął jabłka leżącego na szczycie grupy, ale bynajmniej 447 Opow | Parmezan. -Zapominasz, że na aresztowanie Eisenfedera 448 Opow | sztuki dokuczania używali na nim, ile wlazło. Z całego 449 Opow | cofał, a niekiedy rzucał się na ławkę i oparłszy głowę na 450 Opow | na ławkę i oparłszy głowę na ręku, płakał... Toteż niewielu " 451 Opow | niekiedy spotykaliśmy się na korytarzu. Czy wiedział, 452 Opow | Szkoły Głównej, przeszedłem na drugi kurs medycyny i znowu 453 Opow | spotkałem Eisenfedera będącego na pierwszym kursie. W tej 454 Opow | mego towarzysza: czy był na wystawie sztuk pięknych?... 455 Opow | wystawie" pan mówi?...~Na moje szczęście odpowiedziałem 456 Opow | Eisenfeder popatrzył na mnie ze złością i na powrót 457 Opow | popatrzył na mnie ze złością i na powrót wziął się do roboty. 458 Opow | gorzej. Spotkałem Eiseniedera na obiedzie, wiecie, u Janowej. 459 Opow | przyszedł do łba! Eisenfeder na widok owocu, który zapewne 460 Opow | zerwał się od stołu, spojrzał na mnie oczyma pełnymi łez 461 Opow | że wziął urlop i wyjechał na wieś, na guwernerkę. Było 462 Opow | urlop i wyjechał na wieś, na guwernerkę. Było mi wściekle 463 Opow | opowiadanie jego nieszczęścia na wystawie.~Tu Parmezan umilkł 464 Opow | Eisenfeder dlatego wyjechał na guwernerkę, że Jeżozwierz 465 Opow | Szkołę Główną zamieniono na uniwersytet, rozeszła się 466 Opow | jeszcze awansowali bursza na kompletnego złodzieja!... 467 Opow | się, że wówczas wyjechał na guwernerkę, a później unikał 468 Opow | dłuższej pauzie dodał:~- Na świecie robi się tak, że 469 Opow | wszyscy zaś razem budują stos, na którym opala się mocniejszy, 470 Opow | zapisałby pan lekarstwo na tę chorobę?... - spytałem.~- 471 Widz | dwu świadków zasługujących na zaufanie.~- Przyjechałem - 472 Widz | pieniędzmi, ile z przekazami na parę tysięcy, chcąc sobie 473 Widz | dwieście tysięcy rubli, gdyż na więcej mnie nie stać, biedaka. 474 Widz | i u niego zamieszkałem na Podwalu.~Ledwiem się sprowadził 475 Widz | ledwie wyszliśmy z kolegą na ulicę, zaraz przyplątał 476 Widz | poradził nam, ażebyśmy poszli na Stare Miasto.~- Nie dlatego, 477 Widz | którą kupiwszy odnowi. Na chlubę własną i pożytek 478 Widz | pełno Żydów w onych kramach, na chodnikach i w sieniach 479 Widz | Może by do niego wstąpić na naparsteczek?...~- Dajże 480 Widz | który przyczepił się do nas na Podwalu, znowu w krzyk:~- 481 Widz | później... Potem zobaczymy, a na samym końcu dasz nam buteleczkę 482 Widz | tego wina, które miało iść na początek, to zrobiło mi 483 Widz | kiedym wypił tego - co szło na numer drugi, to zachciało 484 Widz | Poniewolski, oparł głowę na ręku i tylko się trząsł.~- 485 Widz | zjedzą nas... Jak ta kępa na środku Wisły bywa co roku 486 Widz | wodą, a potem wydobywa się na wierzch, tak i nasze Stare 487 Widz | Obejrzałem się i... spostrzegłem na ciemnej ścianie izby jasny 488 Widz | Widzicie wy, co się wyrabia na ścianie?", a kolega mówi: " 489 Widz | Oczywiście Rynek Starego Miasta. Na środku placu, nieosobliwie 490 Widz | urzędnicy sklepowi zapisują.~Na dworze robi się coraz widniej; 491 Widz | rzeźbione, takież kredensy. Na stolikach drobiazgi z chińskiej 492 Widz | pokój przechodzi pani domu; na sukni błękitnej jedwabnej 493 Widz | ogonem, z przodu otwartą. Na głowie aksamitny kapturek, 494 Widz | złotem, w uszach brylanty, na szyi perły, w rękach książka 495 Widz | piękna idzie do kaplicy na mszę ranną, w godzinie, 496 Widz | wyjaśniać. Dym powoli opada, a na miejscu przebogatych domów 497 Widz | kwiaty i strojne kobiety, na ulicy tłum klęczy z obnażonymi 498 Widz | sztandary cechowe łopocą na wietrze, skądś dolatuje 499 Widz | uroczystość dziękczynna, może na intencję jakiegoś zwycięstwa?... 500 Widz | czerwono ubranych, z krzyżami na piersiach, niosą mary nakryte