| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] nici 2 niczego 3 niczyjej 1 nie 487 nie-wykwintna 1 nieba 4 niebem 1 | Frequency [« »] 737 i 630 w 514 na 487 nie 409 z 374 ze 339 a | Boleslaw Prus Nowele IntraText - Concordances nie |
Now.
1 Katar| obrońcą, biegał tak prędko, że nie uciekłaby przed nim żadna 2 Katar| nim wrażenie, ale czasu im nie poświęcał, bo szalał - za 3 Katar| z tego, kiedy pan Tomasz nie mógł nigdy znaleźć ani jednej 4 Katar| oświadczyny będąc zajęty jeżeli nie praktyką, to - schadzkami. 5 Katar| temperament należyty, ale nie czekając na oświadczyny 6 Katar| doktora.~Pan Tomasz jednak nie martwił się, ponieważ panien 7 Katar| okazywał dużą wyrozumiałość.~Nie spodziewając się niczego 8 Katar| słupami na drodze jego życia. Nie zapalał się on, nie unosił, 9 Katar| życia. Nie zapalał się on, nie unosił, ale - smakował.~ 10 Katar| muzyki me słysząc hałasów i nie widząc artystów. Gdy szedł 11 Katar| Ale utworów miernych nigdy nie potępiał.~- Czekajcie, może 12 Katar| ludzkiej, a o występkach nie rozmawiał.~Na nieszczęście, 13 Katar| nieszczęście, żaden śmiertelnik nie jest wolny od jakiegoś dziwactwa, 14 Katar| dźwięków.~Z tej swojej słabości nie robił przed nikim tajemnicy, 15 Katar| jedno życie, którego mi nie wypada trwonić na słuchanie 16 Katar| katarynki grywać w domu nie będą.~Niezależnie od kontraktowych 17 Katar| miesiąc, ale wiesz za co?...~- Nie mogę wiedzieć, jaśnie panie - 18 Katar| ażebyś na podwórze nigdy nie wpuszczał katarynek. Rozumiesz?...~- 19 Katar| posadzki, czy starto kurz i nie uszkodzono mebli.~Całe zaś 20 Katar| mebli.~Całe zaś dnie, o ile nie przepędzał ich za domem, 21 Katar| prosili go o radę. A gdy nie chciał forsować wzroku, 22 Katar| funkcją życiową, której nie powinien lekceważyć człowiek 23 Katar| Zresztą każda z nich prawie nie odstępowała od swojej turkoczącej 24 Katar| jakby z trudnością. Czasami nie robiła nic, tylko siedząc 25 Katar| przysłuchiwała się czemuś.~Pan Tomasz nie widział nigdy, ażeby dziecię 26 Katar| śpiewało lub biegało po pokoju, nie widział nawet uśmiechu na 27 Katar| radość, a niby żal...~- Ona nie widzi! - szepnął mecenas 28 Katar| sil, że leżała jak martwa, nie poruszając się i nic nie 29 Katar| nie poruszając się i nic nie mówiąc.~Pojono ją winem 30 Katar| Mamo, czy to jest noc?...~- Nie, moje dziecko... A dlaczego 31 Katar| mówisz? Ale dziewczynka nie odpowiedziała: spać się 32 Katar| zrozumiano, że dziewczynka nie widzi. Lekarz zbadał jej 33 Katar| Mamo, dlaczego ja mamy nie widzę?...~- Bo tobie oczki 34 Katar| i ostrożnie. ' Ale wzrok nie wracał.~Jednego razu. mówiła:~- 35 Katar| niebieską sukienkę?...~- Nie, dziecko, masz popielatą.~- 36 Katar| wszystko za kilka dni?... Nie, może za miesiąc...~Ale 37 Katar| miesiąc...~Ale ponieważ matka nie odpowiedziała jej nic, więc 38 Katar| widziałam siebie w lustrze?... Nie ma tu lustra?...~Matka podaje 39 Katar| lustro do twarzy. - Nic nie widzę! -rzekła. - Czy i 40 Katar| widzę! -rzekła. - Czy i mama nie widzi mnie w lusterku?~- 41 Katar| żałośnie. -Przecie jeżeli ja nie widzę siebie, to już w lustrze 42 Katar| siebie, to już w lustrze nie powinno być nic...~A tamta, 43 Katar| czy ona mnie widzi, czy nie widzi?...~Ale matka rozpłakała 44 Katar| ubraną, za rubla. Dziewczynka nie wypuszczała jej z rąk, dotykała 45 Katar| zawołała. - Dlaczego nie śpisz?~- Bo już przecie 46 Katar| albo rozgrzanie powietrza nie uszło jej uwagi. Z niepojętą 47 Katar| matka zawołała służącej.~- Nie ma Janowej - rzekła kaleka 48 Katar| rozszerzona sfera zmysłów niższych nie mogła kalece zastąpić wzroku. 49 Katar| Tu był dla niej dzień...~Nie dość na tym. Na strychu 50 Katar| dziewczynka skierowała na nie przygasłe oczy, zdawało 51 Katar| że nic przypomnieć sobie nie mogła...~W tej właśnie epoce 52 Katar| Na strych i do piwnicy nie wolno było chodzić. Nie 53 Katar| nie wolno było chodzić. Nie słyszała ptaków ani drzew, 54 Katar| straszna cisza. Nigdy tu nie wstępowali handlarze starzyzny 55 Katar| druciarze, ani śmieciarki. Nie puszczano bab śpiewających 56 Katar| w słońce, które przecie nie zawsze jednakowo świeciło 57 Katar| tak dziwił pana Tomasza.~Nie mogąc widzieć, kaleka chciała 58 Katar| radę. Wprawdzie pan Tomasz nie stawał już w sądach, ale 59 Katar| emerycie ocknął się adwokat. Nie wychodził już z mieszkania, 60 Katar| wychodził już z mieszkania, nie sprawdzał, czy starto kurz 61 Katar| w końcu: czy pan mecenas nie zechce widzieć się z nowo 62 Katar| na wiernego sługę nawet nie spojrzał.~Na drugi dzień 63 Katar| mecenas, choć przymykał oczy, nie drzemał wcale, tylko rozmyślał 64 Katar| siostry nieboszczyka składał nie ulegające wątpliwości świadectwa, 65 Katar| powaśnionych stron, z których żadna nie chciała słuchać o ustępstwach.~ 66 Katar| z pewnością pan Tomasz nie doznałby takiego uczucia 67 Katar| potężne. Mecenas osłupiał. Nie wiedział, co myśleć i co 68 Katar| uległ halucynacjom.~Ale nie, to nie były halucynacje. 69 Katar| halucynacjom.~Ale nie, to nie były halucynacje. To była 70 Katar| Uczuł żal do natury, że go nie stworzyła królem dahomejskim, 71 Katar| domu spokojnym dawno już nie doświadczyła tylu wrażeń! 72 Katar| trąby, która mecenasa mało nie przyprawiła o apopleksją.~ 73 Katar| temu przyjechał ze wsi i nie zna naszych obyczajów. No, 74 Katar| ażebyś na podwórze nigdy nie puszczał katarynek! -wtrącił 75 Katar| wtrącił spiesznie lokaj.~- Nie - rzekł pan Tomasz. - Za 76 Katar| Ażeby, dopóki się z nim nie rozmówię, puszczał co dzień 77 Katar| wsadzając ręce w kieszenie.~- Nie rozumiem pana!... - odezwał 78 Kamiz| nowymi, jest...~Zdaje się, że nie ma nic więcej oprócz pewnej 79 Kamiz| przyszyty do kamizelki wcale nie po krawiecku, a ten drugi, 80 Kamiz| Szaf na zbiory jeszcze nie mam, a nie chciałbym znowu 81 Kamiz| zbiory jeszcze nie mam, a nie chciałbym znowu trzymać 82 Kamiz| przypominają smutek.~Smutek ten nie gnieździł się mnie, ale 83 Kamiz| lipcu, jeżeli mnie pamięć nie zwodzi, zostało ich tylko 84 Kamiz| sprzedania? - zapytał wchodząc.~- Nie, chcę od ciebie coś kupić.~- 85 Kamiz| rubla?... taky ubjór?... To nie może być! - mówił handlarz.~- 86 Kamiz| rzecz jest warta. To przecie nie jest ubjór na małe dziecko, 87 Kamiz| dorosłe osoby...~- No, jeżeli nie możesz oddać za pół rubla, 88 Kamiz| rubla, to już idź. Ja więcej nie dam.~- Ino niech się pan 89 Kamiz| dam.~- Ino niech się pan nie gniewa! - przerwał mięknąc. - 90 Kamiz| sumienie, za pół rubelka nie mogę, ale - ja zdaję się 91 Kamiz| moja strata, byle ja z gęby nie robił... ten wjatr!...~I 92 Kamiz| co zostawił w kieszeni, nie pamiętam! - odparł najnaturalniejszym 93 Kamiz| pani, która wyszła za bramę nie wiadomo dokąd, to o mieszkaniu, 94 Kamiz| sąsiadom, o ile się zdaje, nie brakło żywności, a przynajmniej 95 Kamiz| przynajmniej roboty. Ale zdrowie nie zawsze dopisywało.~Jakoś 96 Kamiz| pan zaziębił się, zresztą nie bardzo. Dziwnym jednak zbiegiem 97 Kamiz| zmęczenia, a dorożki na ulicy nie było, więc podał jej rękę 98 Kamiz| krwotok jeszcze niczego nie dowodzi.~- Krwotok może 99 Kamiz| zawsze był zdrów, nigdy nie kaszlał...~- O, tylko czasami! - 100 Kamiz| głośno.~- Zapalenia płuc nie miał nigdy?...~- Owszem!... - 101 Kamiz| Półtora roku temu.~- Nie... Ale jeszcze przed Nowym 102 Kamiz| powiedziała jej, że nic nie słychać, a chory drzemał.~ 103 Kamiz| może wyjechać na wieś?~- Nie może... - szepnęła pani 104 Kamiz| zdrów!...~- Już tylko nic nie mów - prosiła go pani.~Na 105 Kamiz| dłużej, niż myślano. Mąż nie chodził już do biura, co 106 Kamiz| że jako urzędnik najemny, nie potrzebował brać urlopu, 107 Kamiz| spędzali razem. Pani zaś, aby nie próżnować, brała trochę 108 Kamiz| a w końcu zapytał:~- Czy nie powiedział ci doktor, że 109 Kamiz| powiedział ci doktor, że ja nie przeżyję kilku miesięcy?~ 110 Kamiz| prosto w oczy i odpowiadaj: nie mówił ci doktor?~I utopił 111 Kamiz| podejrzliwości nigdy się już nie powtórzył. Łagodny spokój 112 Kamiz| wskazówką, że stan jego nie jest złym.~Bo i z jakiej 113 Kamiz| gorączkę, ale właściwie nie była to gorączka, tylko - 114 Kamiz| Przyszedł nawet czas, że w dzień nie chciał leżyć w łóżku, tylko 115 Kamiz| odparła żona. - Ale przecież nie można przesadzać...~Mąż 116 Kamiz| bacznie spojrzał na nią. Nie oderwała nawet oczu od roboty. 117 Kamiz| oderwała nawet oczu od roboty. Nie, ten spokój nie mógł być 118 Kamiz| roboty. Nie, ten spokój nie mógł być udany!... Żona 119 Kamiz| Żona wie od doktora, że on nie jest tak znowu bardzo chory, 120 Kamiz| znowu bardzo chory, więc nie ma powodu martwić się.~W 121 Kamiz| schudnąć, i naturalnie dopóty nie mogę być zdrowym, dopóki 122 Kamiz| zdrowym, dopóki mi ciała nie przybędzie, to darmo!...~ 123 Kamiz| pomimo że bez pomocy żony nie mógł wciągnąć na siebie 124 Kamiz| wymogła na nim, że na wierzch nie kładł surduta, tylko paltot.~- 125 Kamiz| lustro - dziwić się tu, że ja nie mam sil. Ależ jak wyglądam!...~- 126 Kamiz| sobie chudnę...~- Czy ci się nie zdaje? - spytała pani z 127 Kamiz| przerwała pani - przecież nie utyłeś...~- Kto wie? Bo, 128 Kamiz| ciało, to i wtedy jeszcze nie zaraz nabiorę sił...~A co 129 Kamiz| Szukam w kufrze ręcznika, a nie wiem... czy jest czysty. •'~- 130 Kamiz| czy jest czysty. •'~- Nie wysilajże się tak, bo aż 131 Kamiz| palec, o - tu... A dziś już nie mogę. Ja istotnie zaczynam 132 Kamiz| pewnego dnia radość chorego nie miała granic. Kiedy żona 133 Kamiz| zaczyna nabierać ciała, nie położył się, ale jak w fotelu 134 Kamiz| Ale kamizelka - ta już nie skłamie!...~- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -~ 135 Kamiz| niebo.~Nieba prawie już nie było nad ziemią. Padał tylko 136 Kamiz| powie, że za tymi chmurami nie ma słońca?...~Potem śmiech 137 Grzec| jej hrabiowskiej korony nie sięgał dalej niż plenipotencja 138 Grzec| moja siostra Zosia (bom już nie miał matki) mieszkaliśmy 139 Grzec| dam i ubogich dziewcząt nie miałem pojęcia, co w oczach 140 Grzec| tradycji, nieboszczyka nikt nie tytułował hrabią ani on 141 Grzec| turecka szabla.~Pałacu prawie nie znałem. Raz dlatego, żem 142 Grzec| a po wtóre, że mnie tam nie wpuszczała służba, bo przy 143 Grzec| dziewcząt, z których żadna nie była w stanie ani łazić 144 Grzec| folwarcznymi chłopcami ojciec znowu nie pozwalał mi się wdawać, 145 Grzec| przesiedziałem na pływającej kępie, nie większej od balii. Raz przez 146 Grzec| zrosła mi się dość prędko.~Nie mając z kim żyć, żyłem z 147 Grzec| chodzenie po lesie, choć nie wiedziałem, czyje ono. Wpatrywałem 148 Grzec| rozmawiałem z nocną ciszą, a nie mając kogo całować, całowałem 149 Grzec| nadstawiałem ucha, czy nie odpowie... Ale nie odpowiedziała 150 Grzec| czy nie odpowie... Ale nie odpowiedziała nic. Widać 151 Grzec| ojciec. Osoby zwanej hrabiną nie mogłem wyobrazić sobie inaczej, 152 Grzec| noszącym tytuł hrabiego nie miałem pojęcia. Podobny 153 Grzec| przypominałem sobie, że nie należy drzeć butów, ciągnąć 154 Grzec| chłopów i służby nikogo nie tknął palcem, tylko strasznie 155 Grzec| surowy dla mnie, to zapewne nie bez słusznych powodów. Nasz 156 Grzec| dobroci. Istotnie, w jej wsi nie było ludzi ani głodnych, 157 Grzec| na strychu, że nawet ja nie mogłem go znaleźć.~Swoją 158 Grzec| szkodę tylko moim szczękom nie tykając żadnego stworzenia.~ 159 Grzec| prochu, który o ile wiem, nie miał jeszcze specjalnego 160 Grzec| szczyptę połamanych guzików od nie dającej się wymienić części 161 Grzec| szkodnic porwała kaczę, a nie mogąc go dość łatwo unieść 162 Grzec| zabijcie, ale ja tam nikomu nie będę padał do nóg! - odpowiedziałem 163 Grzec| do nóg! - odpowiedziałem nie spuszczając oka z pani, 164 Grzec| mój chłopczyku, bo tu nikt nie zrobi ci krzywdy - rzekła 165 Grzec| Aha! nikt... Niby ja nie wiem, że mi strzelicie w 166 Grzec| żeby go pod swoją obronę nie wzięła pani hrabina.~W rogu 167 Grzec| i śmiał się, aż zsiniał. Nie mogłem wytrzymać i - pokazałem 168 Grzec| odpowiedział stroskany ojciec.~- Nie wiadomo - odparła pani gładząc 169 Grzec| pomyślałem z żalem dlaczegom nie upadł jej do nóg? - i uczułem 170 Grzec| się powoli upiec na niej. Nie za to, że mnie nie kazała 171 Grzec| niej. Nie za to, że mnie nie kazała zastrzelić kucharzowi 172 Grzec| mniej swobodny. Pani hrabina nie życzyła sobie tracić w ogniu 173 Grzec| zabudowań, ojcu było przykro, że nie mógł uregulować ze mną rachunku 174 Grzec| zlękła się tak, że już nie chciała widzieć mnie po 175 Grzec| drugi.~- Ja takim bandytom nie daję lekcyj - powiedziała 176 Grzec| jakieś inne zajęcie, więc nie zrobiłem sobie mc złego.~ 177 Grzec| strój tak mnie zajął, że nie mogąc nacieszyć się nim 178 Grzec| za żadne w świecie skarby nie chce mnie trzymać na stancji, 179 Grzec| edukacji w klasie pierwszej nie przedstawia żadnych wybitniejszych 180 Grzec| umiejętności, jakich by nie nabyli chowając się pojedynczo. 181 Grzec| najmniej trzech osób, a więc nie może istnieć poza obrębem 182 Grzec| Mówiłem mianowicie, żem nie dosłyszał pytania albo że " 183 Grzec| byłem uczniem - przyszłości, nie tylko dlatego, żem budził 184 Grzec| Profesor łaciny pisał mi nie najgorsze stopnie za to, 185 Grzec| Ksiądz prefekt wcale mi nie dawał stopni, ponieważ zasypywałem 186 Grzec| zaniepokojony, gdy w którym tygodniu nie przypomniałem się jego pamięci.~- 187 Grzec| Leśniewski!... a dlaczego ty nie zostajesz?...~- Przeciem 188 Grzec| zostajesz?...~- Przeciem nic nie zrobił - odpowiadam mu.~- 189 Grzec| odpowiadam mu.~- Jak to, więc nie jesteś zapisany do dziennika?~- 190 Grzec| Jak ojca kocham, tak nie!~- I umiałeś lekcje?...~- 191 Grzec| Kiedy mnie dziś wcale nie wyrywali!... Inspektor zamyślił 192 Grzec| inspektorze, przeciem ja nic nie winien!... jak ojca kocham!... 193 Grzec| A jeżeliś naprawdę nic nie zmalował, to - policzy ci 194 Grzec| istotniejszą, że nikogo nie pobudzała do konkurencji.~ 195 Grzec| tracił mowę ze strachu. Nigdy nie bił się z nikim, tylko prosił 196 Grzec| prosił innych, ażeby jego nie bili. Gdy mu raz "dano szczupaka" 197 Grzec| zemdlał, ale otrzeźwiony - nie poskarżył się.~Miał on oboje 198 Grzec| dawać mu korepetycje, ale nie robił tego z powodu braku 199 Grzec| Lipy.~Tym sposobem Józio nie miał żadnej, opieki, a mnie 200 Grzec| łaskawe serca. ~Podatek ten nie na wiele mu się przydał, 201 Grzec| spokój!..."- a czasami i nic nie mówił, tylko opierał się 202 Grzec| krzyczeć: "Dobrze mu tak, niech nie dokucza kalece!..." W tej 203 Grzec| dlatego, że przez ten czas nie dostał ani jednego byka. 204 Grzec| Na pauzie także mu nikt nie dokuczał, a kilku oświadczyło, 205 Grzec| chciał mi dać bułkę z masłem. Nie wziąłem, więc trochę zawstydził 206 Grzec| głosikiem:~- Dlaczegóż ty nie chcesz, żebym był twoim 207 Grzec| twoim przyjacielem?~- Bo ja nie wdaję się z takimi trutniami 208 Grzec| żaden z profesorów nawet nie podejrzewał...~Ile razy 209 Grzec| zapewniał kolegów, że ja nie dam sobie zrobić krzywdy.~- 210 Grzec| ciśnie o ziemię jak piórkiem. Nie bójcie się!...~Istotnie 211 Grzec| Istotnie koledzy moi nie bali się, tylko on, biedak, 212 Grzec| nas obu.~Jeżeli garbusek nie potrzebował na jakiej lekcji 213 Grzec| Machinalnie zapytałem garbuska:~- Nie wiesz, jaki mi dał stopień?~- 214 Grzec| piątki.~Pewnego dnia Józio nie przyszedł do szkoły, a nazajutrz 215 Grzec| powinienem być przejechany, nie zaś biedny garbusek, on - 216 Grzec| południu wypadła rekreacja. Nie poszedłem już do domu na 217 Grzec| drżał z zimna, bo w piecu nie napalono. Źrenice jego rozszerzyły 218 Grzec| weselej...~Jeszcze nigdy Józio nie wydał mi się takim jak dziś. 219 Grzec| oddychał, a czasami wcale nie oddychał. Gdybym nie czuł 220 Grzec| wcale nie oddychał. Gdybym nie czuł uścisku jego rozpalonych 221 Grzec| zabolał krzyż, ale już go nie boli, że ojciec wczoraj 222 Grzec| poszedł szukać innej...~Potem, nie uwalniając mi ręki, prosił, 223 Grzec| Ja już się jutro pewnie nie obudzę...~Słońce zaszło, 224 Grzec| świecił księżyc. W domu nie było świecy, zresztą - nie 225 Grzec| nie było świecy, zresztą - nie myślałem nawet zapalać jej. 226 Grzec| mój synu...~- Tatku... nie ma światła... - mówił Józio.~- 227 Grzec| usiadł, Kaziu? Kaziu!... O, nie bijcie mnie już!...~- Rum!... 228 Grzec| palce i - nagle puścił. Już nie oddychał.~- Panie! - zawołałem. - 229 Grzec| uciekłem.~Przez całą noc nie mogłem spać, miałem dreszcze, 230 Grzec| żem tydzień leżał w łóżku.~Nie byłem na pogrzebie Józia, 231 Grzec| pomyślałem, alem mu nic nie odpowiedział.~On objął mnie 232 Grzec| się i rzekł prędko:~- Albo nie... nic mi już nie mów!... 233 Grzec| Albo nie... nic mi już nie mów!... O, nikt nie wie, 234 Grzec| już nie mów!... O, nikt nie wie, jakim ja nieszczęśliwy!...~ 235 Grzec| Siedziałem z godzinę, alem nie powiedział Józiowi, co zadali 236 Grzec| zadali na lekcje, bo i sam nie wiedziałem, i on się nie 237 Grzec| nie wiedziałem, i on się nie spytał.~W tydzień znowu 238 Grzec| między kolegami jakoś żaden nie przypadał mi do smaku. Przypomniałem 239 Grzec| Przypomniałem sobie siostrę. Nie!... siostra nie zastąpi 240 Grzec| siostrę. Nie!... siostra nie zastąpi przyjaciela.~ 241 Milkn| się ożenił. Ale pułkownik nie chciał się żenić. Mówił, 242 Milkn| genialnym człowiekiem, i nie wiadomo, na co się jeszcze 243 Milkn| pory z pozostałym kolegą nie grywał w wista, tylko w 244 Milkn| wniosku, że Bismarck wcale nie jest taki zły, jak się wydaje, 245 Milkn| ale - do polityki żaden nie miał głowy... choć obaj 246 Milkn| kapitan.~Pułkownik na razie nie okazał żalu; zajął się pogrzebem 247 Milkn| się oficerowi dwóch armij. Nie uronił ani jednej łzy, ale 248 Milkn| gościnnej Francji na zawsze.~- Nie żal ci też, pułkowniku, 249 Milkn| robiono akt sprzedaży.~- Żal i nie żal - odparł starzec. - 250 Milkn| za was krew przelewać. A nie żal - bo się u was dużo 251 Milkn| ale widząc gorączkę starca nie wdawał się w perswazje. 252 Milkn| niepokój, że po prostu - nie mógł sobie znaleźć miejsca.~ 253 Milkn| ukazać się ktoś jeszcze nie znany, ale - od dawna wyglądany. 254 Milkn| Paryż, z wieloma osobami nie pożegnawszy się nawet, i 255 Milkn| jakiś jenerał, a bodaj czy nie marszałek francuski.~- Pewnie 256 Milkn| inni drzemali. Pułkownik nie mógł ani jeść, ani spać; 257 Milkn| wiatr orzeźwił starca, ale - nie uspokoił go. Pułkownikowi 258 Milkn| swoim polu, w jego piersi nie wytrzyma tęsknota, wyrwie 259 Milkn| wydał mu się ciasnym. Lasów nie widać, tylko tu i owdzie 260 Milkn| sterczą dymiące kominy fabryk. Nie widać ani chat, ani ogrodów 261 Milkn| zabłąkana sierota.~To już nie ta ziemia, którą przed pół 262 Milkn| rozglądał się chcąc choć nie jakąś nitkę nawiązać między 263 Milkn| drzew, ziemia bez lasów. Nie był nawet pewny, czy ptaki 264 Milkn| był nawet pewny, czy ptaki nie straciły głosu.~Do Warszawy 265 Milkn| w poplamionych frakach. Nie był to już stary "zajazd", 266 Milkn| jakieś inne...~Ludzi zupełnie nie poznawał, ani z ubiorów, 267 Milkn| chwilami raziło go to, że nie słyszy gwaru francuskich 268 Milkn| domu.~Gospodarz na razie nie poznał go, a poznawszy zmieszał 269 Milkn| począł go wypytywać, czy nie miał kłopotów z paszportem? - 270 Milkn| jakąś lichą posadę... Dziś nie może odżałować, że opuścił 271 Milkn| próżno...~- No, ja tego nie potrzebuję - odparł gość 272 Milkn| go sam gospodarz, ledwie nie zdjął mu kaloszy i z wielkim 273 Milkn| nieśmiało: czy pan pułkownik nie tańczy już nawet kadryla?...~ 274 Milkn| siedemdziesięcioletni weteran już nie tańczył, więc gdy odezwała 275 Milkn| surdut, słomiany kapelusz, nie obtarty nos i uszy podwiązane 276 Milkn| Będziesz, hyclu, taki?...~- Co nie mam być, oj! jej!... - odparło 277 Milkn| kamienice i nowi ludzie już go -nie razili. A gdy wypadkiem 278 Wakac| się po nogach szpicrutą. Nie uważałem za stosowne pytać 279 Wakac| wywracać płot, któremu nic nie groziło, inni leli wodę 280 Wakac| konewek w taki sposób, że nie tknąwszy ognia, przemoczyli 281 Wakac| babę wywrócili na ziemię. Nie robiłem im żadnych uwag 282 Wakac| żadnych uwag wiedząc, że nic nie grozi dalszym budynkom; 283 Wakac| budynkom; chata zaś była nie do uratowania.~Nagle ktoś 284 Wakac| żywego..."~Nikt się jednak nie ruszył. Słoma na dachu już 285 Wakac| niezwykły sposób.~"Jeżeli nikt nie idzie - pomyślałem - więc 286 Wakac| baby. - O wy, psie dusze, nie warciśta nazywać się chłopami!..." - " 287 Wakac| słabe jak kurczę, i tak już nie żyje..."~"Ładnie! - pomyślałem - 288 Wakac| Ładnie! - pomyślałem - nikt nie idzie, a ja jeszcze się 289 Wakac| droga. Dzieciak przecie nie może spalić się jak robak.~- 290 Wakac| robak.~- Lecz jeżeli już nie żyje?... - odpowiedziało 291 Wakac| wpół!..."- odpowie-dziano.~Nie mogłem wytrzymać i rzuciłem 292 Wakac| izby, że widać było jej nie umyte nogi.~"Co ty robisz, 293 Wakac| krzyknąłem - tam już jest trup, nie '» dziecko..." - , Jagna! 294 Wakac| piętnaście lat.~- I nic się jej nie stało?~- Opaliła sobie chustkę 295 Wakac| taki mnie wstyd ogarnął, że nie śmiałem do niej przemówić 296 Wakac| przyszłość, lecz dziś żaden ust nie otworzył. Za to zdawało 297 Zywy | przestraszona dama. - Za to żaden nie dostanie pierniczka i jeszcze 298 Zywy | czytania, a książek zakład nie posiada.~W sercu pani hrabiny 299 Zywy | kto dal książki.~- O! to nie potrzeba, proszę pana; ja 300 Zywy | fabryki kapeluszy... To nie potrzeba...~I odszedł wraz 301 Cieni| wygnano, wedrzeć się na nie zajęte stanowiska i zalać 302 Cieni| i gdzie kryjesz się, że nie znamy twoich rysów, ani 303 Cieni| kiju latarkę. Latarnika nie było~- Powiedz mi przynajmniej, 304 Cieni| ramionami. - Sam go nawet dobrze nie znam - dodał - bo po dniu 305 Cieni| bo po dniu nigdy w izbie nie siedzi.~W. pół roku przyszedłem 306 Cieni| przyszedłem drugi raz.~- A dziś nie ma w domu latarnika?~- Oho! - 307 Cieni| Oho! - rzekł stróż - nie ma i nie będzie. Wczoraj 308 Cieni| rzekł stróż - nie ma i nie będzie. Wczoraj go pochowali. 309 Cieni| szesnaście.~Tym sposobem nie poznałem ani twarzy, ani 310 Cieni| ani nazwiska, ani nawet nie widziałem jego grobu. I 311 Cieni| otchłań, a pewnej drogi nikt nie zna, gdzie na skrępowanego 312 Omyl | krowy, konie, kury - czy nie dzieje się im jaka krzywda 313 Omyl | których w miasteczku nigdy nie brakło. Gdy wracała do domu, 314 Omyl | sprzedaż garstkę lnu. Prawie nie mogę wyobrazić sobie matki 315 Omyl | stojącej za naszymi połami nie wspominała nigdy. Jej mieszkańcy 316 Omyl | szczęśliwi, gdyż mama wcale nie zaglądała do nich.~Ojciec 317 Omyl | Ojciec mój od kilku lat nie żył; pamiętam go o tyle, 318 Omyl | tej jednakże pory nigdy nie zapomniałem modlić się za 319 Omyl | padało w jej okienka, wówczas nie mogłem oprzeć się złudzeniu, 320 Omyl | dymnika ciesząc się, że teraz nie zobaczy mnie potwór. Wnet 321 Omyl | chacie mieszka?... Czy to nie jest chałupka na kurzej 322 Omyl | od prządek, i czy w mej nie siedzi czarownica zamieniająca 323 Omyl | przypominałem sobie, żem nic nie zrobił. Czas uciekał jak 324 Omyl | ogarnęła mnie taka radość, nie wiem nawet z jakiego powodu, 325 Omyl | chłopiec goło chodził... Nie ma to w oczach ambicji za 326 Omyl | kaftanikiem. Ażeby ubrać się w nie, należało przez tylne wejście 327 Omyl | prosto, bo ci pończochy nie włożę... O, widzisz, znowu 328 Omyl | tym chłopczyskiem. Antoś! nie kręć się, bo pani zawołam. 329 Omyl | odpowiedziałem zuchwale.~- Nie bój się, nie takim on robił, 330 Omyl | zuchwale.~- Nie bój się, nie takim on robił, co ich pogubił 331 Omyl | z którym nawet złodzieje nie chcą mieszkać.~Poszedłem 332 Omyl | nauczyciel przyszedł.~- Nie pójdę! - krzyknąłem pokazując 333 Omyl | rzemykiem... Boże, że też nie ma sposobu na takiego człowieka!... 334 Omyl | jak zmora, a ja nic zrobić nie mogę przez niego.~Wszedłem 335 Omyl | Usiadłem do lekcji.~Dziś już nie wyobrażam sobie, jakim sposobem 336 Omyl | zaczynał:~- A to co za hałasy? Nie wiesz, że jesteś na lekcji 337 Omyl | rzecz straszna, której mi nie wyjaśnił; zresztą, choć 338 Omyl | wyjaśnił; zresztą, choć nic nie wiedziałem, czułem głęboki 339 Omyl | człowieku, którego nikt nie powinien kochać. Biedak 340 Omyl | kiedy spotkał na drodze, nie mógłbym zdjąć przed nim 341 Omyl | a dlaczego pan tak dawno nie był u nas?..."~Jego u nas 342 Omyl | nas?..."~Jego u nas nikt nie wyglądał.~Gdy zegar wykukał 343 Omyl | energii. - Cóż to, pani nie wie? Wojny chce...~- A nam 344 Omyl | rzucił się na fotelu.~- Och, nie gadałabyś pani takich rzeczy 345 Omyl | dobre czasy.~- Niech no by nie dał! - mruknął starzec zaciskając 346 Omyl | państwo - mówił - na gitarze nie gra się do tańca, to za 347 Omyl | w stół. Alem reszty już nie dosłyszał, bo mama w tej 348 Omyl | w pąsowe kwiaty. Na szyi nie nosił chustki, tylko halsztuch.~ 349 Omyl | zginę od razu, ~Już cię nie będę oglądał.~- Za pozwoleniem! - 350 Omyl | panie sekretarzu, czy kto nie podsłuchuje pod oknem.~Pan 351 Omyl | sekretarz zapewnił, że nikt nie podsłuchuje, a pan kasjer 352 Omyl | pocieszy w niedoli, ~Jeśli nie ty, lube serce?...~W tej 353 Omyl | Gdy szepniesz - syn już nie wróci!...~- "Gdy szepniesz - 354 Omyl | Gdy szepniesz - syn już nie wróci..." - powtórzyła pani 355 Omyl | śpiewa jakieś ptaszę polne:~Nie było, nie było (ciszej), 356 Omyl | ptaszę polne:~Nie było, nie było (ciszej), Matko, szczęścia 357 Omyl | dziedziniec, czy czasem ten... nie podsłuchuje pod oknem...~ 358 Omyl | między sobą. Na dziedzińcu nie było nikogo.~- No - rzekł 359 Omyl | przerwał mu pan burmistrz - nie gub zacnej kobiety, która 360 Omyl | wysłuchamy.~- Dobrze, że pani nic nie zrobią - mówił burmistrz - 361 Omyl | opiekować się moimi dziećmi?~- Nie ma strachu - rzekł proboszcz. - 362 Omyl | proboszcz. - Nigdy zresztą nie widziałem, ażeby ten tam... 363 Omyl | podsłuchiwał pod oknami.~- Nie potrzebuje chodzić pod oknami, 364 Omyl | pocztmajster.~- Więc przynajmniej - nie drzyj się pan, śpiewaj cicho - 365 Omyl | ironicznie pan kasjer. - Nie ma strachu, nie ma! Jeżeli 366 Omyl | kasjer. - Nie ma strachu, nie ma! Jeżeli kto, to ja powinien 367 Omyl | prezydent. - W razie, czego Boże nie dopuść, wojny wszystkie 368 Omyl | jego niebezpieczne męstwo nie robiło wrażenia. Ksiądz 369 Omyl | Chciałem go wskazać matce, ale nie mogłem podnieść ręki. Cień 370 Egip | następca, Horus. Egipt zaś nie może mieć władcy, który 371 Egip | może mieć władcy, który by nie dosiadł wozu i nie dźwignął 372 Egip | który by nie dosiadł wozu i nie dźwignął oszczepu.~Gdy kapłan 373 Egip | sprawowaniu władzy ani na chwilę nie było przerwy.~Zapłakał Horus ( 374 Egip | że w sprawowaniu władzy nie mogło być przerwy, więc 375 Egip | takie słowa Horus już o nic nie pytał; umilkł i zakrył oczy 376 Egip | Ozyrysowi - rzekł - że to nie pająk, których jad o tej 377 Egip | nieśmiertelny Ozyrys."~- Nie oddam Egiptu Etiopom - rzekł 378 Egip | końca czasów żadnemu jeńcowi nie ma być wyrywany język z 379 Egip | nieśmiertelny Ozyrys."~- Tak daleko nie sięga serce moje - rzekł 380 Egip | pracy i bez wyroku sądowego nie będą bici kijem po grzbietach. 381 Egip | nieśmiertelny Ozyrys.~- Nie burzyć - odparł Horus - 382 Egip | Karnaku.~- Horusie - rzekł - nie dziwi mnie twoja bladość, 383 Egip | Ramzes, dziad twój, już kona. Nie mógł znieść potęgi lekarstwa, 384 Egip | lekarstwa, którego mu dać nie chciałem, ten mocarz nad 385 Egip | jak żal... Ale przecież nie wszystek umrę... Zostaną 386 Egip | odparł smutno lekarz.~- Nie słyszycież, nikt stamtąd 387 Egip | słyszycież, nikt stamtąd nie idzie?... - mówił Horus.~ 388 Egip | kroków - odparł lekarz - nie wiem, Horusie, czy zdążysz 389 Egip | książę nasłuchując, czy nie biegnie kto z pokojów Ramzesa. - 390 Egip | zsunął się z kolan księcia.~- Nie idzie kto?...~- Czterysta... - 391 Egip | stoczyły mu się po twarzy.~- Nie odpowiadasz, Horusie?... - 392 Egip | posłaniec Ramzesa.~- Czyliż nie widzisz, że umarł?... - 393 Opow | karty trzy tysiące rubli i nie zapłacił?~- A czy wiecie, 394 Opow | serdeczny, że chyba nikomu nie wyrządzamy krzywdy. Przypomnij 395 Opow | romansie pani B. z panem C. nie omieszkał dodać, że wiadomość 396 Opow | białych niedźwiedzi. Gdyby nie ten śnieg, szedłbym znacznie 397 Opow | spóźniłbym się o parę minut i nie spotkałbym w szpitalnej 398 Opow | szkarlatyn i tyfusów!... Nie dość, że przemoczyłem nogi, 399 Opow | Parmezan - czy to podle słońce nie mogło wystąpić przed dziesięciu 400 Opow | nareszcie legł w barłogu, nikomu nie dal znać, że jest chory. 401 Opow | coś w tym rodzaju. Zresztą nie pamiętam! - odparł Basetlą.~- 402 Opow | Parmezana.~- Jak chcesz - odparł nie okazując ciekawości. Weszliśmy. 403 Opow | ciekawości. Weszliśmy. Chory nie leżał na ogólnej sali, lecz 404 Opow | śnieg zaczął padać, więc nie bez trudności dojrzałem 405 Opow | serca. Słuchałem go, ale nic nie znalazłem. Zbadajcie wy, 406 Opow | jestem pewien, że tam nic nie ma. Kolega zdaje się być 407 Opow | tego biedaka chyba już nic nie uratuje.~- A teraz przekonamy 408 Opow | że na piątym kursie, a ja nie mogę wygrzebać się na trzeci.~- 409 Opow | honoru, że tamtego jabłka nie chciałem schować, tylko 410 Opow | poprawiłem je na koszyku, ażeby nie spadło...~- Ależ, kolego... 411 Opow | Ależ, kolego... nikt o tym nie mówił... nikt nawet nie 412 Opow | nie mówił... nikt nawet nie myślał!... - jąkał bardzo 413 Opow | zmienił się mój los. Już nie będę korepetytorem... Będę 414 Opow | przypomniał sobie, że jego chory nie nazywa się Szwarckopf, lecz 415 Opow | Przez ten czas Parmezan nie pokazywał się, ale po pogrzebie 416 Opow | odezwał się:~- Aczkolwiek nie mam ducha proroczego, lecz 417 Opow | Parmezana.~- Dla ciebie nie ma nic świętego!... - syknął 418 Opow | brodę na ręku i westchnął:~- Nie ma co mówić, udawało mi 419 Opow | zacznę od początku.~- Byle nie od początku świata - wtrącił 420 Opow | Znaliśmy się jednak z daleka i nie rozmawialiśmy z sobą, ponieważ 421 Opow | ponieważ gimnazjalistom nie wypadało wdawać się z "olejarzami". 422 Opow | znaczenia nawet domyślić się nie mogłem. Zaś na ukoronowanie 423 Opow | marchew, kalafiory i kapustę.~Nie potrzebuję dodawać, że największą 424 Opow | gimnazjum, rozumie się, nie na lekcję, tylko na wystawę, 425 Opow | cywilnym.~W pierwszej chwili nie mogłem poznać twarzy, chłopak 426 Opow | kocham... jak Bozię kocham... nie brałem jabłek!... - krzyczał 427 Opow | tylko poprawić jabłko, żeby nie spadło, a pan Mateusz, woźny, 428 Opow | rzekł D.~Ale chłopak nie ruszył się z miejsca. Oparł 429 Opow | krajało, i powtarzał:~"Ja nie brałem... ja tylko chciałem 430 Opow | szczycie grupy, ale bynajmniej nie chował go do kieszeni.~- 431 Opow | tygrysimi instynktami...~- I nie dzieci!... - wtrącił Basetla.~- 432 Opow | wobec władzy szkolnej, ale nie zdołał przejednać kolegów, 433 Opow | Niech tylko Eisenfeder nie ustąpił komu z drogi albo 434 Opow | ustąpił komu z drogi albo nie zrobił, czego żądano, wnet " 435 Opow | świadkiem jego aresztowania?... nie jestem pewien. W każdym 436 Opow | myślę z żalem, chociaż nic nie byłem winien.~Pewnego dnia 437 Opow | w prosektorium; ja, już nie pamiętam, z kim, preparowałem 438 Opow | No, o wystawie Zachęty. Nie słyszałeś pan?.:. Eisenfeder 439 Opow | filantrop, czy wypadkiem nie opowiedziałeś komu jego 440 Opow | później zegarki. Ludzie nie tylko powtarzali twoje słowa, 441 Opow | kompletnego złodzieja!... Toteż nie dziwię się, że wówczas wyjechał 442 Opow | się bardzo strapiony:~- To nie może być!... Ja nic podobnego 443 Opow | być!... Ja nic podobnego nie mówiłem o Eisenfederze... 444 Opow | Tylko już mnie nigdy nie broń w ten sposób!... - 445 Opow | pogłoskami, choćby za grosz nie miały prawdy ani sensu. 446 Opow | duszę pełną ukłuć, dopóki nie zabliźni ich pogarda.~ ~ 447 Widz | Opowieści tej chciałoby się nie wierzyć, gdyby nie została 448 Widz | chciałoby się nie wierzyć, gdyby nie została potwierdzona przez 449 Widz | Wzdychajło - do Warszawy nie tyle z gotowymi pieniędzmi, 450 Widz | rubli, gdyż na więcej mnie nie stać, biedaka. Że zaś dużo 451 Widz | poszli na Stare Miasto.~- Nie dlatego, Boże uchowaj - 452 Widz | siedzi Fukier, ale do niego nie namawiam, bo teraz ciężkie 453 Widz | Jedna rzecz mi się tylko nie bardzo podobała, że plac 454 Widz | takim miejscu nikt porządny nie zechce wynająć komornego...~ 455 Widz | Pijankiewicz w krzyk:~- A jakże nie ma być Żydów, kiedy chrześcijanie 456 Widz | kiedy chrześcijanie domów nie kupują?... Gdyby każdy bogaty 457 Widz | ją porządnie, to i fetoru nie znalazłbyś nawet za pieniądze.~ 458 Widz | zadośćuczynienia za grzechy to was nie ma!...~- Przeżegnaj się, 459 Widz | 1669... Do śmierci im tego nie zapomnę...~"Rany Chrystusa 460 Widz | sobie. Ale że w historii nie jestem biegły, więc zamiast 461 Widz | teraz wino pije?... Czasy nie po temu...~Ale jegomość, 462 Widz | znowu w krzyk:~- Dlaczego nie pić wina?... A cóż kupiec 463 Widz | Boże miłosierny! jak żyję, nie myślałem, że rodzę się z 464 Widz | zmartwiony Poniewolski - nie pijcież wina drogiego... 465 Widz | winem?... z pewnością, że nie gardło!... ~- Więc lekki 466 Widz | Spojrzę, aż widzę, że nie ja sam płakałem. Pijankiewiczowi 467 Widz | Gwałciński... bracie Polaku, nie mów tak!... - przerwał Pijankiewicz.~- 468 Widz | Pijankiewicz.~- Ja przecie nie jestem Gwałciński, tylko 469 Widz | Poniewolski...~- Wszystko jedno... nie masz się co spierać o głupie 470 Widz | głupie nazwisko. .. A Żydy nie zjedzą nas... Jak ta kępa 471 Widz | Tombalski...~- Ja przecie nie jestem Tombalski, tylko 472 Widz | towarzysze jeszcze co mówili, nie wiem, ponieważ cały zatopiłem 473 Widz | zabrukowanego, wznosi się dziś nie istniejący ratusz. Dokoła 474 Widz | i zalewam się Izami. Już nie mój cudny śpiew tak mnie 475 Widz | budynkach, ani w fizjognomiach nie ma śladu minionej klęski.~- 476 Widz | żołnierzy, którzy nikomu nie pozwalają się zbliżyć grożąc 477 Widz | było aniżeli dziś!...~- Nie wiadomo, co gorsze - odmruknął 478 Widz | śpiewających, człowiek nie może przypuścić, że widzi 479 Widz | panowała morowa zaraza!...~- A nie mówiłem, psia... kość - 480 Widz | wierzch.~- Dopóki ze szczętem nie utonie... - wtrącił Poniewolski.~- 481 Widz | Bą...Bączkiewicz?...~- Nie nazywam się Bączkiewicz!... - 482 Widz | na chodnikach nigdy błoto nie wysycha i że ściany domów 483 Widz | ściany domów składają się nie z cegieł, ale z brudu.~- 484 Widz | cudownym zjawiskiem. To chyba nie Stare Miasto, ale jakiś 485 Widz | Przepraszam, ale to chyba nie u nas...~- Co się masz tłomaczyć!... - 486 Widz | pustym pokoju, to jeszcze nie spotkałem...~- To o nas!... - 487 Widz | zrobić dużą awanturę, ale - nie mógł znaleźć klamki, a gdy