| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] dniem 2 dniu 1 dno 1 do 319 dobe 1 dobitke 1 dobra 1 | Frequency [« »] 409 z 374 ze 339 a 319 do 223 to 173 o 163 za | Boleslaw Prus Nowele IntraText - Concordances do |
Now.
1 Katar| szwaczka wracająca z magazynu do domu Był wesoły, rozmowny, 2 Katar| nosił wąsy zakręcone ostro do góry Już wówczas sztuki 3 Katar| kobietami. Co prawda, miał do nich szczęście i nieustannie 4 Katar| schadzkami. Od Frani szedł do sądu, z sądu biegł do Zosi, 5 Katar| szedł do sądu, z sądu biegł do Zosi, którą nad wieczorem 6 Katar| umysłowej, urosło mu aż do ciemienia, a na wąsach pokazało 7 Katar| już ciemię, i sięga w tył do białego jak śnieg kołnierzyka, 8 Katar| bardzo szczęśliwa.~- Jeżeli do szczęścia wystarczą jej 9 Katar| uczucie swoje skierował do sztuki. Piękny obraz, dobry 10 Katar| widząc artystów. Gdy szedł do teatru, obeznawał się wprzódy 11 Katar| jest wcale ładne. Należał do tych niewielu, którzy najpierwej 12 Katar| wiedząc o wstręcie mecenasa do grających machin, wymyślił 13 Katar| przechodził kilka razy z rąk do rąk. Rozumie się, że każdy 14 Katar| zastrzeżeń pan Tomasz wzywał do siebie każdego nowego stróża 15 Katar| Kazimierzu! Ile razy wrócę do domu późno, a ty otworzysz 16 Katar| wzięli na wieś krewni, a do lokalu sprowadziły się dwie 17 Katar| leżały tkaniny przeznaczone do szycia i kłębki bawełny 18 Katar| Dziwne dziecko!" - mówił do siebie mecenas i począł 19 Katar| więc stopniowo przychodziła do siebie. Ale pierwszego dnia, 20 Katar| tak jak dawniej?... Czy do nas przychodzi ten biały 21 Katar| dziewczynka przykładając lustro do twarzy. - Nic nie widzę! - 22 Katar| wrażliwości, że zbliżywszy się do ściany czuła o kilka cali 23 Katar| przyjemność robiły jej - podróże do dwu całkiem odmiennych światów: 24 Katar| całkiem odmiennych światów: do piwnicy i na strych.~W piwnicy 25 Katar| przyjaciółką ł przeniosła się do domu, w którym mieszkał 26 Katar| siedzieć w pokoju. Na strych i do piwnicy nie wolno było chodzić. 27 Katar| proces i jak zwykle oddał mu do przejrzenia papiery z prośbą 28 Katar| stójkowym i poszedł na tydzień - do kozy. Zapytał w końcu: czy 29 Katar| który ma zwyczaj od rana do wieczora drzemać nad biurkiem.~ 30 Katar| zdarzył się dziwny, trudny do pojęcia wypadek.~Na podwórzu, 31 Katar| odzyskał przytomność i wszedł do gabinetu, aby pomóc mecenasowi 32 Katar| domiar złego, trąba, od czasu do czasu odzywająca się w niej, 33 Katar| dzikie instynkta. Uczuł żal do natury, że go nie stworzyła 34 Katar| od zuchwałych projektów do najstraszniejszych czynów, 35 Katar| mecenas skoczył jak tygrys do okna i postanowił - zwymyślać 36 Katar| obcasem w bruk i od czasu do czasu pogwizdywać niby lokomotywa 37 Katar| jak on ślicznie gwizdał...~Do gabinetu mecenasa wpadł 38 Katar| upojona.~Mecenas odwrócił się do stróża i rzekł ze zwykłą 39 Katar| dobrotliwie pan Tomasz.~No, idźcie do roboty - dodał.~Lokaj i 40 Katar| towarzyszowi swemu szepcze do ucha i pokazuje palcem na 41 Katar| kataryniarz odwrócił się teraz do jego okna i za jego dziesiątkę 42 Kamiz| Niektórzy ludzie mają pociąg do zbierania osobliwości kosztowniejszych 43 Kamiz| jest skrócony i przyszyty do kamizelki wcale nie po krawiecku, 44 Kamiz| mogłem co dzień spoglądać do wnętrza ich pokoiku.~Jeszcze 45 Kamiz| bo służąca przeniosła się do takich państwa, którzy płacili 46 Kamiz| pewnego dnia pani zawołała do pustego mieszkania handlarza 47 Kamiz| handlarz starzyzny. Podniósł do góry wielki kołnierz kapoty, 48 Kamiz| Pan dobrodziej ma co do sprzedania? - zapytał wchodząc.~- 49 Kamiz| otwierając drzwi.~- Upadam do nóg!... Mam jeszcze w domu 50 Kamiz| Świątecznego". A dziś...~Do naszej kamienicy sprowadzili 51 Kamiz| samowaru i razem wychodzili do miasta. Ona na lekcje, on 52 Kamiz| miasta. Ona na lekcje, on do biura.~Był to drobny urzędniczek, 53 Kamiz| trzymając się pod ręce i wracali do domu późno wieczór. Obiad 54 Kamiz| ludziom niewiele potrzeba do utrzymania duchowej równowagi. 55 Kamiz| go na łóżku, sprowadziła do pokoju stróżowę, a sama 56 Kamiz| mówił lekarz.~Weszli do domu. Pani z trwogą zapytała 57 Kamiz| myślano. Mąż nie chodził już do biura, co mu tym mniej robiło 58 Kamiz| potrzeby.~Wychodziła zwykle do miasta o ósmej rano. Około 59 Kamiz| pierwszej wracała na parę godzin do domu, ażeby ugotować mężowi 60 Kamiz| próżnować, brała trochę więcej do szycia.~Jakoś w końcu sierpnia 61 Kamiz| Ale swoją drogą niech pan do nas przychodzi. Może też 62 Kamiz| obiecał, a pani wróciła do domu jakby spłakana. Pan 63 Kamiz| gniew.~- Oo, chodźże tu do mnie, o tu!... - mówił gwałtownie, 64 Kamiz| Miał nieprzepartą chęć do jakichś dalekich wycieczek, 65 Kamiz| na krześle ubrany, gotowy do wyjścia, byle go opuściło 66 Kamiz| września nerwowe stany, podobne do gorączki, występowały coraz 67 Kamiz| Na przejściu od lata do jesieni najzdrowszemu człowiekowi 68 Kamiz| kamizelkę. Co parę zaś dni wołał do siebie żonę i mówił:~- No... 69 Kamiz| dociągnąłem wczoraj pasek do końca. Już martwiłem się 70 Kamiz| przesiedzieli tuląc się jedno do drugiego cały wieczór.~Chory 71 Kamiz| że już tak będę chudnął do... końca. Od dwu miesięcy 72 Grzec| osłem, kiedym już poszedł do szkół.~Ponieważ na próżno 73 Grzec| jego wierzchowce poszły do wożenia gnoju, a psy rozdarowano. 74 Grzec| hrabianką, przed moim wejściem do szkół, bawiliśmy się tylko 75 Grzec| zbudził się we mnie wstręt do małych dziewcząt, z których 76 Grzec| zaczynała mazać się i biegła do kogoś na skargę.~Ponieważ 77 Grzec| otwór sięgający pewnie aż do wnętrza grobu. Raz, kiedy 78 Grzec| przynajmniej taką zdolność do krzyczenia - jak mój ojciec. 79 Grzec| organista, któremu raz wsypałem do tabaki odrobinę ciemiężycy, 80 Grzec| Komu zrobiono źle, szedł do niej na skargę; kto był 81 Grzec| każda była przeznaczona do innego celu. Ogromna dubeltówka 82 Grzec| dubeltówka miała służyć do zabijania wilków, które 83 Grzec| wiedziałem o tej broni i bardzom do niej tęsknił. Nieraz marzyło 84 Grzec| tymczasem wymykałem się do gajowych i uczyłem się " 85 Grzec| który posiadał otwór podobny do lufy tudzież dziurkę z boku, 86 Grzec| polowanie.~Wielki klucz do połowy nabiłem prochem, 87 Grzec| nieruchomość "wypaliła się - do środka ziemi" - jak powiedział 88 Grzec| rzeczy. Naprzód pobiegłem do mieszkania i powiesiłem 89 Grzec| rozerwanego klucza. Potem uciekłem do parku z zamiarem utopienia 90 Grzec| od razu przyznałem się do wszystkiego.~Zaprowadzono 91 Grzec| wszystkiego.~Zaprowadzono mnie do pałacu. Na tarasie zobaczyłem 92 Grzec| kucharz ma swoją fuzją - do jego bowiem obowiązków należało 93 Grzec| domowych.~Przyprowadzono mnie do samej pani hrabiny. Ona 94 Grzec| obecności ojca), zadarłem głowę do góry, bo pani była wysoka.~ 95 Grzec| melodyjnym głosem pani hrabina do mego ojca.~- Łajdak!... 96 Grzec| prędko dodał:~- Upadnij do nóg pani hrabinie, ty łotrze!... 97 Grzec| tam nikomu nie będę padał do nóg! - odpowiedziałem nie 98 Grzec| głęboko w oczy i rzekła do ojca:~- Kto wie, panie Leśniewski, 99 Grzec| najeżone włosy. -Trzeba by go do szkół oddać, bo tu zdziczeje.~ 100 Grzec| zdziczeje.~A potem, odchodząc do salonu, rzekła półgłosem:~- 101 Grzec| dlaczegom nie upadł jej do nóg? - i uczułem jakieś 102 Grzec| musiałem przygotowywać się do szkół. Uczyli mnie organista 103 Grzec| daję lekcyj - powiedziała do mojej siostry.~Ja jednak 104 Grzec| sierpnia odwieziono mnie do szkół.~Egzamin zdałem wcale 105 Grzec| i przespałem w uniformie do rana.~Taki sposób nocowania 106 Grzec| urwisa. Pobiegł czym prędzej do zajazdu, gdzie stał mój 107 Grzec| charakterowi przygotowuje chłopców do życia w, społeczeństwie 108 Grzec| się w tydzień po przybyciu do szkoły, gdzie nauczyłem 109 Grzec| działalności zbiorowej Należałem do pierwszorzędnych graczy 110 Grzec| Jeżeli przy takim talencie do nieuczenia się wypowiadałem 111 Grzec| lecz wówczas uciekałem się do modelowego w takich wypadkach 112 Grzec| ten tak przyzwyczaił się do wypukiwania mnie z klasy 113 Grzec| klasy w czasie lekcyj i do widywania się ze mną po 114 Grzec| spostrzegłszy, że już idę z klasy do domu. - Leśniewski!... a 115 Grzec| więc nie jesteś zapisany do dziennika?~- Jak ojca kocham, 116 Grzec| że nikogo nie pobudzała do konkurencji.~Między kilkudziesięcioma 117 Grzec| musiał odpoczywać idąc z domu do szkoły, a taki bojaźliwy, 118 Grzec| bojaźliwy, że gdy go wyrwano do lekcji, tracił mowę ze strachu. 119 Grzec| chciał odprowadzać syna do szkoły, chodzić z nim na 120 Grzec| garbusowi byki, pchnąłem w rękę do kości wołając, że tak zrobię 121 Grzec| dziękował im, ale - przybiegł do mnie i chciał mi dać bułkę 122 Grzec| zwrócił się jeszcze raz do mnie mówiąc:~- To może chcesz, 123 Grzec| namyśle przyjąłem garbuska do ławki, a mój sąsiad zgodził 124 Grzec| południu Józio przeniósł się do mnie. Był to mój najszczerszy 125 Grzec| tej sztuce ani się umywał do Józia. W podpowiadaniu garbusek 126 Grzec| czas podpowiedzieć mi, że do czwartej deklinacji należą 127 Grzec| zawiadomiłem nauczyciela, że do czwartej deklinacji należą 128 Grzec| pójść na miejsce.~Wracając do ławki spostrzegłem, że Józio 129 Grzec| że rośliny są podobne do zwierząt.~- Głupi on jest - 130 Grzec| czego jest podobna wierzba do krowy?~Chłopiec zamyślił 131 Grzec| się we mnie zamiłowanie do zoologii streszczonej w 132 Grzec| dnia Józio nie przyszedł do szkoły, a nazajutrz przed 133 Grzec| się, i dodał:~- Zajdź tam do mego syna Jozia, do tego 134 Grzec| tam do mego syna Jozia, do tego garbatego, wiesz? On 135 Grzec| rekreacja. Nie poszedłem już do domu na obiad, tylkom pobiegł 136 Grzec| na obiad, tylkom pobiegł do Józia~Obaj z ojcem mieszkali 137 Grzec| się, otworzył usta jakby do uśmiechu, ale - tylko jęknął. 138 Grzec| powinno!... Zawsze uszy do góry, mój synu...~- Tatku... 139 Grzec| dodał - a jutro marsz do szkoły!... Krokiem maarrsz!... 140 Grzec| wrzasnął i poszedł do drugiego pokoiku.~Tam ciężko 141 Grzec| już będę... tam.. .przyjdź do mnie czasem. Powiesz mi, 142 Grzec| Józio przyciągnął moją rękę do ust, schwycił zębami za 143 Grzec| Gdy pierwszy raz poszedłem do szkoły, powiedziano mi, 144 Grzec| głowami i kazali mi wrócić do klasy.~Nad wieczorem jakiś 145 Grzec| obudziły we mnie namiętną chęć do poważniejszego czytania.~ 146 Grzec| nich leżała wypróżniona do połowy butelka z napisem: 147 Grzec| że aż musiał tulić się do grobu syna. Czułem, że największym 148 Grzec| jakoś żaden nie przypadał mi do smaku. Przypomniałem sobie 149 Milkn| Francja, więc myśli wrócić do swoich. Z babą zaś miałby 150 Milkn| ogródkiem. Tymczasem przybyło do Lyonu trzech rodaków i kolegów 151 Milkn| wieczorem stanął na czas do wista. Ponieważ jednak trafiały 152 Milkn| Pułkownik aż położył się do łóżka ze zmartwienia i od 153 Milkn| bywało w niemieckich, doszli do wniosku, że Bismarck wcale 154 Milkn| z nich oficerowie, ale - do polityki żaden nie miał 155 Milkn| bez niczyjej pomocy wsiadł do fiakra i kazał się odwieźć 156 Milkn| fiakra i kazał się odwieźć do domu.~Na drugi dzień w miejscowych 157 Milkn| później starzec gotował się do pożegnania gościnnej Francji 158 Milkn| zabawach... Wrócę ja lepiej do moich śniegów... Tam są 159 Milkn| dawne drzewo i że znowu do niego przy rośnie.~Pułkownik 160 Milkn| rośnie.~Pułkownik udał się do Paryża, ułożył się o wypłacanie 161 Milkn| go, ażeby odpoczął choć do lata. Ale na próżno. Starca, 162 Milkn| powiedział sobie, iż wraca do kraju, ogarnął taki niepokój, 163 Milkn| głosem:~- Odwieź mnie tam, do moich!...~Starzec opuścił 164 Milkn| nawet, i dniem i nocą jechał do kraju. Wyprostowana figura 165 Milkn| Pewnie jedzie z misją do Petersburga!... - szeptali 166 Milkn| wróżyli wojnę na obu frontach.~Do granicy pociąg przyjechał 167 Milkn| ptaki nie straciły głosu.~Do Warszawy przyjechał już 168 Milkn| gwaru francuskich rozmów, do których przez pół wieku 169 Milkn| Pułkownik natychmiast udał się do niego i szczęściem zastał 170 Milkn| a gdy uspokoił się co do tej kwestii, zapytał, jak 171 Milkn| wielkim szumem wprowadził do salonu.~Był to wieczór tańcujący, 172 Milkn| jak we Francji.~Wyszedł do dalszych salonów; tam grano 173 Milkn| chwili zebrać mu towarzystwo do wista z dwu radców i jednego 174 Milkn| Niemcy nieodwołalnie zjedzą.~Do tej grupy przyłączył się 175 Milkn| Przechodząc od kwestii do kwestii, usłyszał w końcu, 176 Milkn| wymknął się z balu i wrócił do swego zajazdu. Położywszy 177 Milkn| zajazdu. Położywszy się do łóżka począł marzyć, trochę 178 Milkn| namyślając się, kiedy wracać do Francji: dziś czy jutro?... 179 Milkn| Pułkownik miał iść na śniadanie do miasta. Ubrał się więc spieszniej 180 Milkn| się. Chciał coś przemówić do ubogo ubranego człowieka, 181 Milkn| Wtedy szewc odezwał się do dziecka:~- Wojtuś!...~- 182 Milkn| śpieszył się. Potem wybiegł do miasta i wkrótce - wynajął 183 Wakac| Wieczorem, jak zwykle, przyszedł do mnie mój szkolny kolega. 184 Wakac| tknąwszy ognia, przemoczyli do nitki zgromadzonych, a jedną 185 Wakac| budynkom; chata zaś była nie do uratowania.~Nagle ktoś krzyknął: " 186 Wakac| jakie licho ciągnie mnie do bezcelowej awantury?... 187 Wakac| młoda dziewczyna biegnąca do chaty. Usłyszałem brzęk 188 Wakac| oknie tak silnie pochyloną do wnętrza izby, że widać było 189 Wakac| zapadł się, aż iskry sypnęły do nieba. Dziewczyna znikła 190 Wakac| ogarnął, że nie śmiałem do niej przemówić ani wyrazu.~ 191 Wakac| kwilenie zabierających się do snu ptaków wodnych. Zwykle 192 Zywy | lecz... za ciężki już był do grzebania w rupieciach.~ 193 Zywy | wykrzyknął pan Z. - Wstąpię jutro do redakcji" Kuriera" i wpłynę 194 Zywy | pan Z. wbiegł zadyszany do "Kuriera", na wszystkie 195 Zywy | redakcję, ażeby wezwała ogół do składania książek dla sierot.~ 196 Zywy | szczęśliwie, ponieważ brakowało do numeru kilkuwier-szowej 197 Cieni| wieczora, panuje od zachodu do wschodu słońca, a w dzień, 198 Cieni| ciemności sięgającej od ziemi do nieba. Zwierzęta skryją 199 Cieni| legowiskach, człowiek ucieknie do domu; życie, jak roślina 200 Cieni| dano jego adres. Poszedłem do wskazanego domu i zapytałem 201 Omyl | stanowczo, a pracowała od rana do nocy. O świcie była już 202 Omyl | śniadaniu szła w pole zbaczając do chorych, których w miasteczku 203 Omyl | nie brakło. Gdy wracała do domu, czekali na nią różni 204 Omyl | razie potrzeby zaprząc konie do wozu i wyjechać po snopy, 205 Omyl | mama wcale nie zaglądała do nich.~Ojciec mój od kilku 206 Omyl | niewielka, z formy podobna do duszy w żelazku. Zląkłem 207 Omyl | Zląkłem się nadzwyczajnie i do rana przeleżałem z głową 208 Omyl | falbanami, podobną była do sowy, zwróciła ku mnie twarz 209 Omyl | na podłogę. - Idź zaraz do łóżka, ty sowizdrzale, bo 210 Omyl | cię złapię kiedy i zaniosę do starego za olszynę. On ci 211 Omyl | on robił, co ich pogubił do śmierci Niech Bóg broni 212 Omyl | chcą mieszkać.~Poszedłem do spiżarni ucałować ręce matki, 213 Omyl | tymczasem Łukaszowa zaniosła mi do jadalnego pokoju sitny chleb 214 Omyl | odezwała się mama:~- Antoś! do nauki..~Boże, jaki byłem 215 Omyl | spoza stajni i wlokłem się do domu pragnąc, ażeby mi się 216 Omyl | droga wyciągnęła, jak stąd do stolicy. I dziwna rzecz, 217 Omyl | wydłużyła.~Zacząłem przez okno do pokoju jadalnego myśląc, 218 Omyl | czupryną, z kołnierzykami do skroni, z szyją długą jak 219 Omyl | mogę przez niego.~Wszedłem do pokoju i niedbale pocałowawszy 220 Omyl | skończyło się. Usiadłem do lekcji.~Dziś już nie wyobrażam 221 Omyl | jakbym siedział na szczotce do czesania lnu, a niekiedy 222 Omyl | góry wypisywał mi jako wzór do kaligrafii:~"Ojczyzno moja, 223 Omyl | Dobrzański.~- Bóg Ojciec.~- Do...brze. A ile jest części 224 Omyl | Afryka, Ameryka, Oceania...~- Do...brze. A sześć razy dziewięć?~- 225 Omyl | pięćdziesiąt cztery.~- Do...brze. A kogo najbardziej 226 Omyl | potem wszystkich ludzi.~- Do...brze - odparł pan Dobrzański. 227 Omyl | zaczerwienił się, wziął do ręki tabakierkę, lecz nagle 228 Omyl | pierwszą, wchodziła niańka do naszego pokoju ze stosem 229 Omyl | Nastała cisza i przetrwała do końca obiadu, na zaokrąglenie 230 Omyl | z poczty. Starsi siadali do kart, młodzi grali w loteryjkę, 231 Omyl | kasjera, ażeby im zagrał do tańca.~- Dajcież mi, państwo, 232 Omyl | na gitarze nie gra się do tańca, to za poważny instrument...~ 233 Omyl | więc choć sprowadziliśmy do pomocy jeszcze pana pocztmajstra, 234 Omyl | śpiewał dalej:~Może pójdę do niewoli,~Między dzikie ludożercę -~ 235 Omyl | burmistrzówna trąciła starszą.~- To do ciebie, Jadziu - szepnęła.~- 236 Omyl | cicho -zwrócił się burmistrz do kasjera.~- Cóż znowu tatko 237 Omyl | rewolucjonista - szepnął do księdza.~Pan kasjer zadowolony 238 Omyl | żeby tu wszyscy wiedzieli, do czego dojdzie, jeżeli mnie 239 Omyl | pan pocztmajster - czas do domu. Już dziesiąta.~- Czy 240 Omyl | godziną i wszyscy zabrali się do wyjścia.~Gdy niańka włożywszy 241 Omyl | Gdy niańka włożywszy mnie do łóżka zagasiła świecę, zobaczyłem 242 Omyl | Łukaszowę, która śmiejąc się do mnie bezzębnymi ustami, 243 Egip | kubek wody; potem zawołał do siebie najsłynniejszego 244 Egip | nastąpić? - zwrócił się do lekarza.~- Przed wschodem 245 Egip | cichnącym już głosem -Horusa do sali faraonów; niech tam 246 Egip | być przerwy, więc poszedł do sali faraonów, otoczony 247 Egip | schody biegły w dół, aż do rzeki, i pełen nieokreślonych 248 Egip | mimo to była cisza taka, że do Horusa dolatywał szmer wodnej 249 Egip | Horus.~- Kapłani poszli do grobu twej matki, Zefory, 250 Egip | ażeby zwłoki jej przenieść do faraońskich katakumb.~W 251 Egip | następcy szczepił odrazę do wojen, a litość dla uciśnionego 252 Egip | drzwi klasztorne i powróci do ciebie, stęskniona i kochająca.~ 253 Egip | stygnie ciało, wysłał mnie do ciebie z rozkazem: "Idź 254 Egip | ciebie z rozkazem: "Idź do Horusa, bo mnie niedługo 255 Egip | edykt, że od tej godziny aż do końca czasów żadnemu jeńcowi 256 Egip | cię pająk!...~Teraz wszedł do sali kanclerz państwa i 257 Egip | wzrok zaćmiewa, odesłał mnie do ciebie z rozkazem:, ,Idź 258 Egip | ciebie z rozkazem:, ,Idź do Horusa i ślepo spełniaj 259 Egip | chwila wielki Ramzes odejdzie do państwa cieniów i serce 260 Egip | zwłok matki mojej, Zefory, do katakumb i drugi edykt... 261 Egip | poczynasz - odparł arcykapłan. - Do spełnienia tych rozkazów 262 Egip | ostatnie tchnienie.~- Posłałem do mego zastępcy - dodał arcykapłan - 263 Egip | Milczenie.~Księżyc zbliżał się do palmy i już dotknął pierwszych 264 Egip | kapłanie - zwrócił się do lekarza - mów, ile mi życia 265 Egip | niewyrywaniu języków wziętym do niewoli jeńcom, a zostawił 266 Egip | usłyszano stuk sandałów. Do sali wbiegł zastępca arcykapłana. 267 Opow | znajomych musiałaby iść do kryminału, druga do grobu.~- 268 Opow | iść do kryminału, druga do grobu.~- Chyba zanadto pesymistycznie 269 Opow | kursu medycyny, biegłem do szpitala, ażeby dowiedzieć 270 Opow | chorych.~Powtarzam: biegłem do szpitala, gdyż właśnie, 271 Opow | przechodnie robili się podobnymi do białych niedźwiedzi. Gdyby 272 Opow | że jego dziadek należał do farmazonów. Parmezan, przy 273 Opow | zobaczymy go?... - odezwałem się do Parmezana.~- Jak chcesz - 274 Opow | oczy. Basetlą zbliżył się do niego i zaczął mówić:~- 275 Opow | Słuchajcie, panowie - zwrócił się do nas. - Słuchajcie... Jak 276 Opow | diabli porwą, żeś nas zwabił do tamtego pokoju i w dodatku 277 Opow | realna, a kiedy ja chodziłem do pierwszej klasy gimnazjalnej, 278 Opow | gimnazjalnej, Eisenfeder uczęszczał do pierwszej klasy realnej. 279 Opow | wschodnimi; potem biegłem do koszar, ażeby po raz dziesiąty 280 Opow | agronomicznych uciech łaziłem do sali gimnazjalnej, ażeby 281 Opow | ci wynajmować swój język do prania bielizny zamiast 282 Opow | dnia, kiedy znowu szedłem do gimnazjum, rozumie się, 283 Opow | więc kazali zaprowadzić go do ratusza" - objaśnił policjant.~" 284 Opow | policjanta.~"Możesz iść do domu" - rzekł D.~Ale chłopak 285 Opow | Uspokój się, Eisenfeder, i idź do domu... Ja ci wierzę i mam 286 Opow | wierzę i mam nadzieję, że do jutra wyjaśni się nieporozumienie."~ 287 Opow | bynajmniej nie chował go do kieszeni.~- Dramat zakończony 288 Opow | sobie uciechy pobudzenia do łez Eisenfedera. Nikczemność 289 Opow | upływie dwu lat wstąpił do trzeciej klasy. Ja tymczasem 290 Opow | Ja tymczasem doszedłem do czwartej, piątej. Eisenfeder 291 Opow | Eisenfeder przeniósł się do gimnazjum, gdzie niekiedy 292 Opow | gimnazjum zapisałem się do Szkoły Głównej, przeszedłem 293 Opow | zaczerwienił się i zwróciwszy się do mnie z zakrwawionym skalpelem, 294 Opow | złością i na powrót wziął się do roboty. Ja zaś przypomniałem 295 Opow | koncept i skąd mu przyszedł do łba! Eisenfeder na widok 296 Opow | odpowiedział Stecki - i doszedłem do następującego wniosku. Inteligentny 297 Widz | Przyjechałem - mówi Wzdychajło - do Warszawy nie tyle z gotowymi 298 Widz | ulicę, zaraz przyplątał się do nas jakiś jegomość średnich 299 Widz | O, tu siedzi Fukier, ale do niego nie namawiam, bo teraz 300 Widz | dalej - toście umieli, ale do pokuty, ale do zadośćuczynienia 301 Widz | umieli, ale do pokuty, ale do zadośćuczynienia za grzechy 302 Widz | jegomość - w roku 1669... Do śmierci im tego nie zapomnę...~" 303 Widz | sprzedaje, ha?... Może by do niego wstąpić na naparsteczek?...~- 304 Widz | jegomość, który przyczepił się do nas na Podwalu, znowu w 305 Widz | kolegi Sybiraka weszliśmy do sklepu.~- Przynajmniej - 306 Widz | ani słuchał. Zbliżył się do subiekta i zaczął dysponować 307 Widz | Pijankiewicz zaprowadził nas do ciemnego osobnego pokoiku, 308 Widz | miłosierny!... trzeba było aż do Warszawy jechać, ażeby człowiek 309 Widz | pacierzu... Zjedzą, zwymiotują do Wisły i popłyniemy do Gdańska...~- 310 Widz | zwymiotują do Wisły i popłyniemy do Gdańska...~- Gwałciński... 311 Widz | mnóstwo, mnóstwo innych wnoszą do składów i piwnic, gdzie 312 Widz | perły, w rękach książka do nabożeństwa spięta złotymi 313 Widz | kupcowa. Cudnie piękna idzie do kaplicy na mszę ranną, w 314 Widz | żebracy, wszystko to dąży do sklepów, jedni za sprawunkami, 315 Widz | ocierając łzy, drugą podnosząc do ust kieliszek.~Obraz gaśnie 316 Widz | pod ręce, podprowadzili do dwu słupów złączonych u 317 Widz | usłyszałem, ze subiekt mówi do drugiego:~- Rozmaitych pijaków 318 Widz | Pijankiewicz. Chciał wrócić do sklepu i zrobić dużą awanturę, 319 Widz | Więc smutni wróciliśmy do domu.~ ~ ~