| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] tlum 4 tlumu 2 tlustoscia 1 to 223 toba 1 tobie 8 tomasz 24 | Frequency [« »] 374 ze 339 a 319 do 223 to 173 o 163 za 158 ale | Boleslaw Prus Nowele IntraText - Concordances to |
Now.
1 Katar| przypatrzeć się jej. Ale że robił to flegmatycznie, więc zwykle 2 Katar| zawód.~Ten jegomość był to - pan Tomasz.~Pan Tomasz 3 Katar| zajęty jeżeli nie praktyką, to - schadzkami. Od Frani szedł 4 Katar| coraz usilniej dbając o to, ażeby każdy szczegół jego 5 Katar| posadzki - odezwał się na to półgłosem serdeczny przyjaciel 6 Katar| mówił:~- Wiecie, państwo, że to jest wcale ładne. Należał 7 Katar| odpowiedział wzruszony stróż.~- Za to, ażebyś na podwórze nigdy 8 Katar| siedziała przy oknie. Było to dziecko z ciemnymi włosami 9 Katar| widział nigdy, ażeby dziecię to śpiewało lub biegało po 10 Katar| uważniej.~Spostrzegł raz (było to w niedzielę), że matka dala 11 Katar| zapytała matki:~- Mamo, czy to jest noc?...~- Nie, moje 12 Katar| lekarz, spytała znowu:~- Czy to jeszcze jest noc?...~Wtedy 13 Katar| tobie oczki zasłoniło. Ale to przejdzie.~- Kiedy przejdzie?...~- 14 Katar| dziecino.~- A jak przejdzie, to niech mi mama zaraz powie. 15 Katar| jeżeli ja nie widzę siebie, to już w lustrze nie powinno 16 Katar| ulica od domu. Ale wszystko to jakoś - skróciło się w jej 17 Katar| chodzić po całym domu i to ją nieco uspakajało.~Wydeptała 18 Katar| góry; inne odgłosy niknęły. To była noc dla ociemniałej.~ 19 Katar| usłyszał katarynkę!...~I żeby to przynajmniej była katarynka 20 Katar| uległ halucynacjom.~Ale nie, to nie były halucynacje. To 21 Katar| to nie były halucynacje. To była rzeczywista katarynka, 22 Katar| usta śmiały się, a pomimo to z zastygłych oczu płynęły 23 Katar| ale wiesz za co?...~- Za to, ażebyś na podwórze nigdy 24 Katar| rzekł pan Tomasz. - Za to, ażebyś przez jakiś czas 25 Kamiz| zębami sprzączki.~Patrząc na to od razu domyślasz się, że 26 Kamiz| tylko - pani, sama jedna. To jest niezupełnie sama, ponieważ 27 Kamiz| mówił. - Na taki śnieg to tylko taki parasol... Ja 28 Kamiz| parasol, nawet ze dwa. Ale to dobre tylko na lato!...~- 29 Kamiz| rubla?... taky ubjór?... To nie może być! - mówił handlarz.~- 30 Kamiz| co taka rzecz jest warta. To przecie nie jest ubjór na 31 Kamiz| jest ubjór na małe dziecko, to jest na dorosłe osoby...~- 32 Kamiz| możesz oddać za pół rubla, to już idź. Ja więcej nie dam.~- 33 Kamiz| Niech pan sam powie: co to jest wart, a ja się zgodzę!... ' 34 Kamiz| Ja wolę dołożyć, byle to się stało, co pan chce.~- 35 Kamiz| stole i począłem marzyć to o pani, która wyszła za 36 Kamiz| bramę nie wiadomo dokąd, to o mieszkaniu, stojącym pustką 37 Kamiz| stojącym pustką obok mego, to znowu o właścicielu kamizelki, 38 Kamiz| lekcje, on do biura.~Był to drobny urzędniczek, który 39 Kamiz| jak podróżnik na Tatry. Za to musiał dużo pracować, po 40 Kamiz| parę ściegów...~- No... to i ja napiszę parę wierszy... 41 Kamiz| wybijając pierwszą.~Byli to ludzie młodzi, ani ładni, 42 Kamiz| stracił przytomność.~Było to już w nocy. Żona, utuliwszy 43 Kamiz| znalazła ledwie jednego, i to wypadkiem, na ulicy.~Doktor, 44 Kamiz| nabrania tchu.~- Czasami? to jeszcze nic. Może mieć lekki 45 Kamiz| katar oskrzeli.~- Tak... to katar! - powtórzyła pani 46 Kamiz| już dawno!~- A!... Jaka to ciemna ulica, a w dodatku 47 Kamiz| wybadał i także powiedział, że to nic.~- Ja zaraz mówiłem, 48 Kamiz| Ja zaraz mówiłem, że to nic! - odezwał się chory.~- 49 Kamiz| pani ze smutkiem.~- No - to nic! Więc zostanie w Warszawie. 50 Kamiz| powtórzył... - dodał lekarz.~- To co, panie? - spytała żona 51 Kamiz| blednąc jak wosk.~- No, to nic. Mąż pani wypocznie, 52 Kamiz| prawie wesoło.~- No, i cóż to tak wielkiego! - rzekła, 53 Kamiz| cicho i uśmiechnął się. -Ile to krwi na wojnie z człowieka 54 Kamiz| wybiegała na jakiś czas.~Za to już wieczory spędzali razem. 55 Kamiz| niego troskliwa, że on mimo to umrze, a w końcu zapytał:~- 56 Kamiz| się łagodnie, wytrzymując to dzikie spojrzenie. Tylko 57 Kamiz| Doktor mówił - odparta - że to nic, tylko że musisz trochę 58 Kamiz| wprawdzie kaszel, ale - to z kataru oskrzeli. Czasami, 59 Kamiz| ale właściwie nie była to gorączka, tylko - taki stan 60 Kamiz| wyjścia, byle go opuściło to chwilowe osłabienie.~Niepokoił 61 Kamiz| prawie po całych dniach.~- To głupstwo! - mówił chory. - 62 Kamiz| rozdrażnienie, każdy jest nieswój... To mnie tylko dziwi: dlaczego 63 Kamiz| mi ciała nie przybędzie, to darmo!...~Żona bacznie przysłuchiwała 64 Kamiz| ile uważam po kamizelce, to...~- W takim razie powinny 65 Kamiz| że choć i odzyskam ciało, to i wtedy jeszcze nie zaraz 66 Kamiz| aż ci się głos zmienia... To przecież ciężki kufer...~ 67 Kamiz| pierwszy raz, uwierzyłem w to, że mogę być zdrów.~Bo to 68 Kamiz| to, że mogę być zdrów.~Bo to przy chorym wszyscy kłamią, 69 Grzec| półgłówkiem. W każdym razie był to człowiek niepospolity. Zajeżdżał 70 Grzec| domu i umiałem wyśpiewać to, co wiatr wygrywa na drzewach. 71 Grzec| białej powłóczystej sukni.~Za to o człowieku noszącym tytuł 72 Grzec| był nieco surowy dla mnie, to zapewne nie bez słusznych 73 Grzec| miał takiego jak ja syna, to by mu strzelił w łeb.~Dobrze 74 Grzec| strzelił w łeb.~Dobrze pamiętam to zdanie.~Panią hrabinę nazywał 75 Grzec| zostało tylko ucho, ale za to ze słomianego dachu obory 76 Grzec| wywnioskowałem, że jeżeli kiedy, to chyba dzisiaj spotka mnie 77 Grzec| komplecie przed pałacem, cóż to więc znaczy?... Patrzyłem 78 Grzec| założywszy ręce w tył (jak to zwykłem był machinalnie 79 Grzec| naprzód.~- Macie mnie zabić, to zabijcie, ale ja tam nikomu 80 Grzec| strzelicie w łeb... Przecie mi to obiecał organista! - odparłem.~- 81 Grzec| powoli upiec na niej. Nie za to, że mnie nie kazała zastrzelić 82 Grzec| kucharzowi ani zbić, ale za to, ze miała taki słodki glos 83 Grzec| stosunkowo dość płynnie, to tylko dzięki silnemu wzrokowi, 84 Grzec| nie najgorsze stopnie za to, że pilnie uczyłem się gimnastyki, 85 Grzec| na metodzie poglądowej, to jest "na biciu łap" za nieuwagę. 86 Grzec| zrobił - odpowiadam mu.~- Jak to, więc nie jesteś zapisany 87 Grzec| naprawdę nic nie zmalował, to - policzy ci się na drugi 88 Grzec| się kaleka - Józio. Był to chłopczyk garbaty, karzeł 89 Grzec| dziesięć groszy na dzień. Za to miał sobie kupować w czasie 90 Grzec| widzisz, gdybyś chciał, to ja mógłbym być twoim przyjacielem.~ 91 Grzec| jeszcze raz do mnie mówiąc:~- To może chcesz, żebym przy 92 Grzec| przeniósł się do mnie. Był to mój najszczerszy pomocnik, 93 Grzec| niektórzy nawet klęczeli za to, ale żaden w tej sztuce 94 Grzec| złapie diadkę za ramiona, to nim ciśnie o ziemię jak 95 Grzec| Wiesz, że gdybyś chciał, to za miesiąc zostałbyś prymusem...~ 96 Grzec| mi się, że - pałkę. Ale to osioł, co on tam wie...- 97 Grzec| No, kiedyś taki mądry, to mi powiedz z czego jest 98 Grzec| głosem nieco chrapliwym:~- To ty chłopcze jesteś Leśniewski? ~- 99 Grzec| wodą. Zdawało mi się, że to ja raczej powinienem być 100 Grzec| prosiłem, żebyś przyszedł To... widzisz niedługo... a 101 Grzec| otworzył drzwi naszej izby.~- To tatko? - jęknął garbusek.~- 102 Grzec| Głupstwo światło!... A to kto?... - zawołał potykając 103 Grzec| potykając się o mnie.~- To ja... - odparłem.~- Aha! 104 Grzec| nią uciekać. Ale pomimo to Józia pochowali, a jego 105 Milkn| rozmawiali ze sobą, ale za to czytywali więcej gazet. 106 Milkn| się zaś i skombinowawszy to, co pisały dzienniki angielskie, 107 Milkn| najpierwszą cnotą jest ostrożność. To rzecz daremna!...~- Zawsze 108 Milkn| No, częściej mówiłeś, że to gałgan.~- Ja, pułkowniku?... 109 Milkn| gałgan.~- Ja, pułkowniku?... To nieboszczyk Kudelski, a 110 Milkn| na brodzie odgadywali, że to musi być jakiś jenerał, 111 Milkn| płakał jak zabłąkana sierota.~To już nie ta ziemia, którą 112 Milkn| poplamionych frakach. Nie był to już stary "zajazd", ale 113 Milkn| dziwniejsza, chwilami raziło go to, że nie słyszy gwaru francuskich 114 Milkn| i swego kolegę...~- Któż to?... - przerwał mu prędko 115 Milkn| mu prędko starzec.~- Jest to także były oficer francuski. 116 Milkn| wprowadził do salonu.~Był to wieczór tańcujący, więc 117 Milkn| uśmiechnął się i odparł:~- To szewc!... Mieszka tu u nas 118 Wakac| się prawie co dzień. Był to przystojny blondyn, którego 119 Wakac| druty.~Wyznaję, że gdym to usłyszał, serce drgnęło 120 Wakac| nazywać się chłopami!..." - "To leź sama w ogień, kiedyś 121 Wakac| krzyk: "Puszczajcie !... to moje dziecko!..."-, ,Ciągnij 122 Wakac| najzdrowsze.~- A dziewczyna... czy to jego siostra?~- Gdzież tam! - 123 Wakac| żaden ust nie otworzył. Za to zdawało mi się, że dokoła 124 Zywy | przestraszona dama. - Za to żaden nie dostanie pierniczka 125 Zywy | chłopiec.~- Nieprawda, bo to on!... - zaprzeczył drugi.~- 126 Zywy | kłamiesz! - zawołał trzeci. - To ty odebrałeś mi Robinsona.~ 127 Zywy | radca opowiedział panu Z. to, co hrabina widziała w zakładzie 128 Zywy | rumieniąc się, o ile jej na to pozwalały początki blednicy.~ 129 Zywy | Proszę pana, a na co to? - odparł zmieszany.~- Musimy 130 Zywy | wydrukować, kto dal książki.~- O! to nie potrzeba, proszę pana; 131 Zywy | człowiek z fabryki kapeluszy... To nie potrzeba...~I odszedł 132 Cieni| Odpowiedziano mi, że jest to naprawdę człowiek, a nawet 133 Omyl | chowałem się przy matce. Była to kobieta wysoka i silna. 134 Omyl | Nazajutrz powiedzieli mi, że to blask księżyca padał na 135 Omyl | w chacie mieszka?... Czy to nie jest chałupka na kurzej 136 Omyl | na karku niańce. - A cóż to za zgryzota z tym chłopczyskiem - 137 Omyl | chłopiec goło chodził... Nie ma to w oczach ambicji za grosz... 138 Omyl | będziesz taki dokucznik, to cię złapię kiedy i zaniosę 139 Omyl | mm mieszkał? Od takiego to i złodziei ucieka.~- Cóż 140 Omyl | wlecze się pan Dobrzański.~"To nieprawda, ażeby już była 141 Omyl | szuflady książki i kajety. Szło to bardzo powoli, lecz nareszcie - 142 Omyl | Dobrzański zaczynał:~- A to co za hałasy? Nie wiesz, 143 Omyl | jak w kościele? Mówiłem ci to już nieraz...~Potem brał 144 Omyl | dziesięć razy powtórzyłem sobie to samo w myśli, a on - dopiero 145 Omyl | mówił dalej. Ciągnęło się to beż końca.~Nareszcie pan 146 Omyl | zażył tabaki.~Powtarzało się to prawie co dzień i stanowiło 147 Omyl | się westchnienie.~Musiała to być rzecz straszna, której 148 Omyl | widywałem co dzień, lecz mimo to, gdybym go kiedy spotkał 149 Omyl | wzrokiem i odparł:~- Tak - jak to on.~- A co słychać na świecie?~ 150 Omyl | Czegóż on chce?~- Jak to czego, mościa dobrodziejko?!... - 151 Omyl | głosem pełnym energii. - Cóż to, pani nie wie? Wojny chce...~- 152 Omyl | wziąłem nawet gitary z domu.~- To poszlemy po nią! - wołały 153 Omyl | gitarze nie gra się do tańca, to za poważny instrument...~ 154 Omyl | graniu, a on tańczył. Trwało to jednak niedługo, ponieważ 155 Omyl | gdy wnieśli krupnik. Była to gorąca wódka z miodem, zaprawiona 156 Omyl | nadzwyczajnych zdolności.~- To będzie wielki człowiek!... - 157 Omyl | kazała mi iść spać.~Była to dla mnie wielka zgryzota, 158 Omyl | Pamiętam go jak dziś. Był to człowiek dość młody. Miał 159 Omyl | aniżeli pan Dobrzański, ale za to wyższą czuprynę. Chodził 160 Omyl | burmistrzówna trąciła starszą.~- To do ciebie, Jadziu - szepnęła.~- 161 Omyl | mojej rodzinie, ~Czy ich to nieszczęście smuci? ~Uważaj, 162 Omyl | nazywać darciem się?...~- Już to pan prezydent kroi na naczelnika 163 Omyl | strachu, nie ma! Jeżeli kto, to ja powinien bym na j pierwej 164 Omyl | odparł burmistrz. - To największy w mieście rewolucjonista - 165 Omyl | oczy pana kasjera.~- Co to jest? - spytał niespokojnie 166 Omyl | już ci się chce zbytków...~To był ranek. Anim się spostrzegł, 167 Egip | chorobie, i niech mi się to raz skończy... tak albo 168 Egip | odparł Ramzes. - I kiedyż to może nastąpić? - zwrócił 169 Egip | niezliczony tłum. A mimo to była cisza taka, że do Horusa 170 Egip | Ramzes wygnał z kraju za to, że w duszy wnuka i następcy 171 Egip | Podziękuj Ozyrysowi - rzekł - że to nie pająk, których jad o 172 Egip | braterski sojusz, wykonaj to, gdy mój pierścień ujrzysz 173 Egip | wszystką ziemią, uczynisz to, gdy zobaczysz na jego ręce 174 Egip | później dodał:~- Prędkoż to może się stać?... powiedz 175 Opow | dzieje!... Ciekawe jest to, że pana E. przydybano na 176 Opow | śmiechem, zapytał:~- Cóż się to stało doktorowi?...~- Przypomniałem 177 Opow | ohydne pogłoski, ale robimy to w sposób tak oględny, tak 178 Opow | zawołał Parmezan - czy to podle słońce nie mogło wystąpić 179 Opow | się nasz gromiciel. Byt to kolega z powodu swojej figury 180 Opow | rzekł prawie szeptem:~- Ach, to wy!... Wielki los wygraliście!... 181 Opow | coś podobnego!...~- Cóż to za jeden?... - spytałem 182 Opow | Wyobraźcie sobie, że jest to kolega medyk, z drugiego 183 Opow | stłumionym głosem. - Czuję to po pulsie, który jest za 184 Opow | Parmezan.~- Niechże się to raz skończy!... - krzyczał 185 Opow | zaczął szeptać:~- A mimo to skończę medycynę, choćbyście 186 Opow | a za nami Basetlą.~- Cóż to znaczy?... Co znowu za jabłka?... - 187 Opow | wyścigi odbywały się, dajmy na to, za rogatką wschodnią, machiny 188 Opow | popisowej naszego gimnazjum.~Był to początek roku szkolnego, 189 Opow | chciałem poprawić jabłko. To pan Mateusz, który kłóci 190 Opow | Basetla.~- Zobaczysz, jaka to ładna sielanka - ciągnął 191 Opow | skalpelem, zapytał:~- O jakiej to "wystawie" pan mówi?...~ 192 Opow | Jedz kolego - mówił - to bardzo zdrowe po obiedzie... 193 Opow | się bardzo strapiony:~- To nie może być!... Ja nic 194 Widz | ma mieć z tego pożytek, to może i trzeba kupić dom 195 Widz | wynająć komornego...~Ledwiem to powiedział, aż Pijankiewicz 196 Widz | utrzymywał ją porządnie, to i fetoru nie znalazłbyś 197 Widz | zadośćuczynienia za grzechy to was nie ma!...~- Przeżegnaj 198 Widz | się, odpowiedziałem:~- Cóż to za jeden ten Fukier?... 199 Widz | podobało się spalić Warszawę, to niech teraz gaszą - choćby 200 Widz | uważa się za pokrzywdzonego, to trudno, niech sam wyznaczy 201 Widz | pocieszać... Co prawda, to i w Wilnie znalazłby takich 202 Widz | które miało iść na początek, to zrobiło mi się błogo w ustach; 203 Widz | co szło na numer drugi, to zachciało mi się śpiewać. 204 Widz | Myślę sobie: ",Któryż by to?..." Obejrzałem się i... 205 Widz | Zaś Pijankiewicz dodał:~- To musi być kinematograf!... 206 Widz | glosy...~- Bo widać jest to kinematograf gadający... - 207 Widz | spięta złotymi klamrami. To jest pani kupcowa. Cudnie 208 Widz | przywieziony towar.~Mniej więcej to samo powtarza się we wszystkich 209 Widz | mieszczanki, żebracy, wszystko to dąży do sklepów, jedni za 210 Widz | jałmużną.~- Zdaje się, że to będzie początek siedemnastego 211 Widz | chwili pokazuje się inny. To samo miasto, ale w Rynku 212 Widz | wypełniają cały widok.~- To ten pożar, co go Litwini 213 Widz | ale wspomnienia... Cóż to było?... Gdzież to jest?...~ 214 Widz | Cóż to było?... Gdzież to jest?...~Ciemnokrwawe tło 215 Widz | Ale pomyślawszy, że może to zabronione, ukąsiłem się 216 Widz | zawołał Pijankiewicz - to jest dżuma w Warszawie.~ 217 Widz | może przypuścić, że widzi to samo miasto, w którym niedawno 218 Widz | Wiśle: co ją zaleje woda, to ona znowu się wydobywa na 219 Widz | prostu cudownym zjawiskiem. To chyba nie Stare Miasto, 220 Widz | cudzoziemców, którzy po to tylko przyjechali, ażeby 221 Widz | Miasto...~- Przepraszam, ale to chyba nie u nas...~- Co 222 Widz | kinematograf w pustym pokoju, to jeszcze nie spotkałem...~- 223 Widz | jeszcze nie spotkałem...~- To o nas!... - oburzył się