Rozdzial
1 1 | kartofle, takie dobre, że ich smak wraz z kłębami pary
2 1 | pszczoły koło ula, roiły się ich myśli około wielkiej sprawy
3 2 | ale znowu brony buntują ich i w tył ciągną. Gdy zmordowane
4 2 | sosnę. Potem zleźli i tyle ich widziałem.~Ślimak skończył
5 3 | izby skrzypnęły i w całej ich szerokości ukazał się Ślimak.~-
6 3 | jest z tym nadaniem?~- Kto ich tam wie - odparł Grochowski. -
7 3 | gospodyni. - Józek, prowadźże ich. Tu wam ładniej będzie wieczerzać.~
8 3 | się sołtys i gospodarz? Ich zadowolenie wystarczało
9 3 | między sobą jak Żydy?~- Wiara ich lepsza jest od żydowskiej -
10 3 | a pomóż mi odprowadzić ich do stodoły.~- Sam pójdę!... -
11 4 | wytarguj z rubla; ale poty ich obejmuj, i jego, i jaśnie
12 4 | gościńcem do dworu.~W chwilę po ich wyjściu Ślimakowej zrobiło
13 4 | małemu bratu.~- Widzisz ich, jaką se zabawę znaleźli -
14 4 | oddać.~Dlaczego?... Kto ich tam wie. Dlatego, że chłop
15 4 | między mądrymi psami, gdzie ich dużo chodzi po podwórku.
16 4 | jeden najmocniejszy, co ich odpędzi. On sam na takim
17 4 | nieszczęście." Ode dworu doleciały ich dźwięki organów.~- Tatulu,
18 4 | pani.~- Więc przysyłaj mi ich, to będą uczyli się czytać.~-
19 4 | odparł mąż. - Znam ja ich...~- No i cóż - zwrócił
20 4 | nie patrzą, chłop obrzucił ich ognistym spojrzeniem i wzburzony
21 4 | szlachta tęgo kręciła, niech ich tam!... - zauważył Jędrek.~-
22 5 | mierzyli pole.~Zjawienie się ich tak zaciekawiło Ślimaka,
23 5 | pobiegł cwałem.~- A obchodź ich ostrożnie! - wołała matka -
24 5 | takie wspaniałe miny, że na ich widok Ślimak i Owczarz zdjęli
25 5 | mniejsza niespodzianka czekała ich na podwórzu. Ślimakowa z
26 5 | sprzedasz te kurczęta. Ile ich tu jest?~- Dwadzieścioro
27 5 | Przenajświętsza! - błogosławiła ich kobieta. Milczący Owczarz
28 5 | kapeluszem w ręku, odprowadził ich aż do jarów.~Gdy wrócił
29 6 | zaś kto z sąsiadów zapytał ich: czy prawda, że sprzedają
30 6 | pradziada, tu wyrośli, a ojcowie ich zajmują połowę tutejszego
31 6 | się uśmiechał. Gdy kroki ich ucichły na śniegu, zwrócił
32 6 | nie mają kupić bez was? Co ich obchodzi wasza strata, kiedy
33 6 | na Boże Ciało. Pan wziął ich do kancelarii, a Grzyb ino
34 6 | jak pan nie wziął ściskać ich za głowę...~- I cóż, kupią?... -
35 6 | gniewnie szumiąc obrzuca ich szyszkami i zeschłymi gałęźmi,
36 6 | nieraz wywróciłyby się, gdyby ich nie podpierał drżący z zimna
37 6 | i po znajdzie; drzewo by ich przytłukło, reszty dokończyłby
38 6 | zaśpi w ciepłej izbie, a ich zostawi własnemu losowi?...~-
39 6 | że nareszcie przy blasku ich można było dostrzec wielką
40 6 | wierzchem z pochodniami. Blask ich wśród ciemnej nocy i marznącej
41 6 | drudzy jego samego, wepchnęli ich na szczyt niebezpiecznego
42 6 | dziedzice i dziedziczki, a tyle ich, jak owiec na pastwisku...~
43 6 | dawnymi czasy, ale dziś już ich nie ma...~Pierwsza para
44 6 | trzymali w garści, ale już dziś ich nie ma.. -~Druga para rozpłynęła
45 6 | bywali świętymi. Ale już dziś ich nie ma...~Trzecia para skryła
46 6 | okazji.~Za chwilę dopędziło ich dwoje sanek. W pierwszych
47 6 | odparł Ślimak. - Pamiętam ich, bo mnie zaczepiały tego
48 6 | się. Niemiec oparł się na ich krawędzi i mówił:~- Dziś
49 6 | gniewnie Ślimakowa.~- Nie ja ich - szepnął mąż.~Kobieta ujęła
50 6 | po ogromnym pokoju. Przy ich blasku płomienie świec i
51 7 | się do Warszawy. Miejsce ich zajął pełnomocnik Hirszgolda,
52 7 | Z początku nie znać było ich roboty. Wkrótce jednak,
53 7 | swoich lokatorów: "Litość ich wzruszy, bo cóż są im winne
54 7 | drzewa jedno po drugim; nad ich grobem płakała mgła nocna
55 7 | polach. Chłopi nie tykali ich, raz dlatego, że żaden nie
56 7 | kamieniami w aniołów i że ruszać ich nie warto, bo na całą okolicę
57 7 | tego im co?~- A choroba ich wie - odpowiedziała Sobieska
58 7 | kupić jego ziemię.~- Cosik ich nie widać - dodał. - Może
59 7 | i przez chwilę nie było ich widać. Chłop przetarł oczy.
60 7 | dziennym świetle, a może ich ziemia pochłonęła? Gdzie
61 7 | krokiem ustępuje pod kopytami ich wychudłych koni. Już wjechali
62 7 | rubli morgę, a on ciągnął ich tutaj, dlatego że u was
63 7 | Rozmowa z chorym uspokoiła ich. Niemcy nie wydawali się
64 7 | przecie się nie wezmą.~- Kto ich wie - odparła kobieta. -
65 7 | kobieta. - To pewne, że ich jest wielga gromada, a tyś
66 7 | Orzechowszczanką, i osadowić ich na roli po ślachecku. Bo
67 7 | jacyś ludzie zakradli się do ich stadniny. Chłop zdziwił
68 7 | Fryderyk Hamer objaśnił, że do ich koni, o ile on miarkuje,
69 7 | ludzie zaraz gadają, że ich napada banda. U nas przecie
70 7 | Orzechowski i Grzyb widzieli ich, że już z wieczora byli
71 7 | Sukiennika i Rogacza...~- Czy ja ich ojciec albo czy oni u mnie
72 7 | drzwiczkami od pleców, to znowu ich obu otoczonych stadem koni,
73 7 | którzy zakradli się do ich koni, lecz Niemcy, zamiast
74 7 | Następny dzień jednak przekonał ich, że byli w błędzie. Skoro
75 7 | melancholijnych śpiewach w ich kościele, wydawała się ona
76 7 | paląc fajki. Raz nawet z ich winy zatrzymała się procesja.
77 7 | Zawdy na Staśka padło ich nabożeństwo - wtrącił Jędrek.
78 8 | Ładnie było spojrzeć na ich gospodarstwo. Każdy folwark
79 8 | w szkodę, a nawet dzieci ich nie zbytkują, tylko uczą
80 8 | zboże jeszcze w polu, a ich dużo narodu."~Handlowe operacje
81 8 | Nawet Sobieska wpadała do ich chaty rzadziej i ukradkiem,
82 8 | na robotę? Widocznie, aby ich Ślimak nie podpatrzył. Albo
83 8 | pełnomocnik Hirszgolda. Z ruchów ich i zaognionych twarzy domyślił
84 8 | kłócą się z Hamerem, że ich odsunął od dostaw przy kolei
85 8 | pełnomocnik Hirszgolda dusi ich o pieniądze za grunta.~-
86 8 | mnie chcą zgubić? Przez ich chytrość człowiek teraz
87 8 | nim nie postawi...~- A cóż ich tak ten wiatrak opętał! -
88 8 | odparł chłop. - Anim ja ich namawiał, żeby tu leźli,
89 8 | leźli, ani chcę ginąć dla ich dobra. Kiedy chłop wyjdzie
90 8 | umocni podstawy wzgórz, aby ich woda nie podmyła w razie
91 8 | nadpłynęło kilka szczap, ogarnął ich taki entuzjazm, że chórem
92 8 | następne krzyki zdziwiły ich obu, ale parobka coś tknęło.~-
93 8 | nasze z tymi Szwabami i ich nabożeństwem!... Znowu coś
94 8 | dom, Staśka zamroczyło nie ich śpiewanie, ino to, że prędko
95 8 | wzdychając i popłakując. W ich serca już wstąpiła rezygnacja,
96 9 | każdy dzień przekonywał ich, że paszy mają za mało,
97 9 | tak prędko rozprzęga się ich gospodarstwo. Całe lata
98 9 | spokój?~- Kiej nie wiem, ilu ich jest - odparł Ślimak. W
99 9 | gniewnie Ślimak. - Widzisz ich!... W chałupie gadają, że
100 9 | Fryc Hamer uspokajał ich i nawet zwymyślał niezręcznego
101 9 | wrócili do domu. Wprawdzie na ich miejsce przybiegło kilku
102 9 | Wspomnij sobie, jak to ich sam wachmistrz obchodzi.
103 9 | cysorza - rzekł Ślimak.~- Ale ich cysorz przy naszym to poślednia
104 9 | zepsuły i nawet nie mogę ich naprawić, bo mi dziś w nocy
105 9 | i zdawało się, że ciemne ich sylwetki schodzą na śnieg
106 9 | zrobiło się przyjemnie od ich wesołości i śmiał się nie
107 9 | wsadziły do prochowni, to bym ich spalił;.. - dodał zaczerwieniony
108 9 | krzyknął Ślimak. - Tam, gdzie ich zaprowadzili twoi bracia,
109 9 | wczoraj w zagrodzie podczas ich nieobecności i czy go nie
110 9 | Zgubiłeś konie - odnajdź ich, a nie, to cię zaskarżę
111 9 | spojrzenia, choć opuszczał ich może na zawsze.~Maciek został
112 9 | przyjaciół! Ktoś ukradł ich, wywiódł na nędzę, a on,
113 9 | Maćkowi zdawało się, że słyszy ich rżenie. Zmiarkowały nieboraki,
114 9 | damy im radę, byle ino ich na ustroniu przydybać, a
115 9 | ją zrzucić, ale wnet cały ich rój usiadł mu na tej ręce,
116 9 | drugiej. Owczarz nie spędzał ich, raz, że chodzenie to nie
117 9 | nadto za koniarzami ugania. Ich nie połapie, a sam zginie.~-
118 9 | z kancelarii i dopędził ich konno.~W tym czasie, kiedy
119 9 | Czegóż oni zmarźli?~- Bo ich Ślimak wygnał z domu.~-
120 10| gościńcu sanie i stanęły u ich wrót. Po chwili wszedł do
121 10| rodzicami kolejno obejmował ich za nogi. Ślimakowi łzy zakręciły
122 10| się, uczą dzieci. Nawet ich bydło szkody w polu nie
123 10| cegielni, i suszy zioła, tak ich kolonie dymią nieszczęściem,
124 10| między sobą, ażeby zabrać ich na folwark, a koloniści
125 10| tego Hirszgold wygnałby ich na święty Jan i sprzedałby
126 10| sieni na dziedziniec, kroki ich ucichły gdzieś przy stodole,
127 10| wściekłym ujadaniem szarpały ich za odzież.~Szli w milczeniu.
128 10| na przemian. Gdy umilkły ich gniewne głosy. Ślimak wyszedł
129 10| Jużci są, na wieś nikt by ich nie przyjął, bo więcej niż
130 10| nie pojone.~- To po coście ich nie napoili?~Chłop znowu
131 10| Żydzi za to, że nie pozwalał ich krzywdzić, koloniści, że -
132 10| radził. Chcąc przełamać ich nieśmiałość czasami wdawał
133 10| Jak to, więc nikt ze wsi ich nie odwiedził?...~- Przepraszam
134 10| oni muszą zginąć, jeżeli ich kto nie poratuje.~Mówiąc
135 11| cała wieś. Buntował też ich, bo buntował Josel za to,
136 11| tam rzeczy. Do dziś dnia ich buntuje...~- A wy do niego
137 11| krzywdzie myślą...~- Kto ich wie, co oni myślą, dobrodzieju?
138 11| między sobą jak wilki, Niemcy ich trapią. Żydzi im radzą,
139 11| Przecie Bóg jest jeden ich i nasz. Grzyb potrząsnął
140 11| odparł. - A ja se gadam, że ich Bóg musi być inakszy, kiej
|