1-500 | 501-1000 | 1001-1208
Rozdzial
1001 10| nad jakimś szarym polem, w każdą stronę bardzo rozległym,
1002 10| ręku i uparcie patrzy mu w oczy.~Ślimak wstrząsnął
1003 10| ławy, przeciągnął, aż mu w stawach zatrzeszczało, i
1004 10| Owczarz karmił bydło...~W miarę zapadającego mroku
1005 10| Najbardziej trapiło go milczenie w izbie, cisza tak głęboka,
1006 10| wikarego, który bijąc pięścią w ambonę wykrzykiwał: "Byłem
1007 10| mnie... Idźcie, przeklęci, w ogień wieczny, zgotowany
1008 10| razy śmierć zaglądała mu w oczy. W tej chwili dopiero,
1009 10| śmierć zaglądała mu w oczy. W tej chwili dopiero, po tym
1010 10| stworzeń, których mu zabrakło w domu, Ślimak poznał i uląkł
1011 10| Nawet ich bydło szkody w polu nie robi, cudzej trawki
1012 10| porozbijali odwiecznych kamieni w polu, nie wysadzili dziedzica
1013 10| straciwszy miejsce wpadli w nędzę albo rozpili się,
1014 10| znowu uderzyła go cisza w domu i w szumie wiatru,
1015 10| uderzyła go cisza w domu i w szumie wiatru, ciągnącego
1016 10| Jędrek..." Skrzypnęły drzwi w sieni, zamknęły się i jakaś,
1017 10| Nagle cofnął się przerażony; w głowie mu się zakręciło.
1018 10| kryminału wysłali me do gminy, a w gminie powiedzieli, żebym
1019 10| odetchnęła i uderzyła ręką w kolano tak wesoło, że i
1020 10| Chłopa targnął niepokój. W tej pustce każdy gość byłby
1021 10| tak myślał, trwożąc się w sercu, izbę znowu zaległa
1022 10| mnie... Idźcie, przeklęci, w ogień wieczny..."~- To se
1023 10| ostań - rzekł - ino śpij w izbie.~- Choćby w szopie -
1024 10| ino śpij w izbie.~- Choćby w szopie - odparła.~- Ni,
1025 10| szopie - odparła.~- Ni, w izbie.~Nie wiadomo skąd
1026 10| dogasał, Zośka umyła miskę i w łachmanach legła spać na
1027 10| myślał rozbierać się; usiadł w nogach żony i postanowił
1028 10| Owczarza i sieroty blednął mu w wyobraźni. Natomiast tym
1029 10| sam. Ślimak, który siedzi w alkierzu u nóg żony, a drugim
1030 10| stał za oknem alkierza, w ogródku, gdzie latem rosły
1031 10| mnie trapił po śmierci."~W tej chwili chora żona poruszyła
1032 10| rozszerzał się powoli. Nawet w tej chwili można go było
1033 10| dwa progi zaniósł owiniętą w kożuch pod szopę. Potem
1034 10| Tymczasem cały dach stanął w płomieniu, a przez szczeliny
1035 10| płomieniu, a przez szczeliny w powale zaczął pokazywać
1036 10| powale zaczął pokazywać się w izbach dym i ogień. Wtedy
1037 10| ognia tańcować i klaskać w ręce.~- Pali się!... pali
1038 10| myślał o ratunku widząc w tym początek kary boskiej
1039 10| aż mimo mrozu Ślimakowi w szopie było gorąco i śnieg
1040 10| budynków i zalewać pożar. Szli w ogień jak na tańce, śmiejąc
1041 10| choć was Niemce wzięły w opiekę!... - krzyczała wygrażając
1042 10| wzgórze, ale Zośka skryła się w jarach. Fryc Hamer zbliżył
1043 10| znowu Fryc.~- Usadowimy się w stajni - odparł chłop.~Niemki
1044 10| i kazał chorą przenieść w półkoszku do stajni.~- Przyszlemy
1045 10| skrzynia, nawet z kluczem w zamku. Chłop otworzył ją
1046 10| bankocetlami i oba ukrył w rogu stajni pod zeschłą
1047 10| tę czynność wpadł znowu w apatię i znowu tułał się
1048 10| tknięty przeczuciem, że w tej chwili mówią o nim we
1049 10| błyskały ognie rozpalone w chałupach.~"Śniadanie gotują" -
1050 10| tam Stasiek przegląda się w rzece, a tam pański szwagier
1051 10| rozlega się łoskot kijanki, w ogródku wykrzykuje Jędrek,
1052 10| Magda odpowiada mu z izby...~W tej chwili Ślimak poczuł
1053 10| I ta rzeka zamarznięta, w której już nigdy nie przejrzy
1054 10| wszystko i - pierwszy raz w życiu zapragnął uciec stąd
1055 10| stąd gdzieś tak daleko, w takie odmienne strony, gdzie
1056 10| mruknął uderzając pięścią w powietrze. -Co mi niewola
1057 10| niedaleko żony która jęczała w malignie. Wnet zasnął. W
1058 10| w malignie. Wnet zasnął. W południe na progu stajni
1059 10| ją mówił:~- Byłem teraz w waszej wsi. Byłem u Grzyba,
1060 10| parobka i znajdy, więc oni w takie sprawy nie chcą się
1061 10| wy teraz będziecie robić w tej pustce? Chłop otarł
1062 10| Hamer zaczął poprawiać tytuń w fajce.~- Macie kupca? -
1063 10| kupię, kiedy wpadliście w taką biedę, ale mogę dać
1064 10| na kolonię i pomieścimy w szkole. Tam ciepło. Oboje
1065 10| z banknotami i ukrył je w kieszeniach sukmany. Potem
1066 10| czując, że go coś tak trzyma w miejscu, jakby mu nogi przymarzły
1067 10| złodzieje.~Gniew naprawdę w nim zakipiał; chłop plunął
1068 10| i tęgim krokiem poszedł w stronę mostu nie oglądając
1069 10| oglądając się na zagrodę. W drodze spotkał dwu niemieckich
1070 10| baba ozdrowieje, a pójdę w taki świat, że was nigdy
1071 10| kobieta - mówił głośno - leży w szkole. Chodźcie tędy...~-
1072 10| zajrzyjcie do żony, ale nocujcie w kuchni. Chorej dopilnuje
1073 10| tylko do jutra położyły w izbie. A jutro nas wyrzucą
1074 10| drzwi na lewo. Otworzył. W wielkiej izbie, zastawionej
1075 10| napełniał ostry zapach octu.~W chłopie serce zamarło. Teraz
1076 10| Siedział bez surduta, trzymając w jednej ręce kufel piwa i
1077 10| Spod rozpiętej koszuli, w której lśniły się złote
1078 10| zawołał pochylając się w stronę beczułki. - Co to,
1079 10| Przy blasku kaganka dojrzał w kuchni dwa tapczany; na
1080 10| wesoło, i zaczął kiwać się w prawo i w lewo, w prawo
1081 10| zaczął kiwać się w prawo i w lewo, w prawo i w lewo...~
1082 10| kiwać się w prawo i w lewo, w prawo i w lewo...~Nie myślał
1083 10| prawo i w lewo, w prawo i w lewo...~Nie myślał o niczym;
1084 10| przysłuchiwał się rozmowie, którą w sąsiedniej izbie prowadzono
1085 10| Ślimak wciąż kiwał głową w prawo i w lewo. Upłynął
1086 10| wciąż kiwał głową w prawo i w lewo. Upłynął znowu jakiś
1087 10| Upłynął znowu jakiś czas, w ciągu którego rozlegały
1088 10| ciągu którego rozlegały się w obszernej izbie ciężkie
1089 10| bist im Himmel...~Młynarz w ciągu modlitwy zzuwał buty,
1090 10| które pod nim zgrzytnęło.~W końcu umilkł, a w kilka
1091 10| zgrzytnęło.~W końcu umilkł, a w kilka minut później zaczął
1092 10| go duszono i zarzynano.~W kuchni kaganek przyćmił
1093 10| wolno? Przecie lepiej pójść w inne strony i kupić z piętnaście
1094 10| siebie. Mocne piwo, wlane w pusty żołądek, rozmarzało
1095 10| Trzęsącymi rękoma odszukał klamkę w sieni, targnął ją i owiany
1096 10| stała kobieta zaglądając w okno. Ślimak przypadł do
1097 10| pójdziesz na taki mróz?~W dziedzińcu odezwały się
1098 10| do dom! Nie chcę umierać w cudzej izbie jak komornica...
1099 10| wrót, potem za wrota, potem w stronę zamarzniętej rzeki,
1100 10| szarpały ich za odzież.~Szli w milczeniu. Dopiero nad rzeką
1101 10| dodała dziko patrząc mu w oczy.~Ślimak spuścił głowę.~-
1102 10| wierzę... Słuchaj - mówiła w gorączkowym rozdrażnieniu -
1103 10| Słuchaj!... - krzyknęła w napadzie szału. - Jak sprzedasz
1104 10| Sakramentu, bo uwięźnie ci w gardle albo rozleje ci się
1105 10| parobkowi, który z butami w rękach opuszczał stajenkę.~
1106 10| psubraty, co nas wszystkich w nieszczęście wciągnęli.~
1107 10| Odwrócili się i odeszli w stronę kolonii grożąc pięściami
1108 10| się oczy kleiły i huczało w głowie, podszedł do niej
1109 10| diabli wezmą!...~Zamknął się w stajni i zgarnąwszy trochę
1110 10| wrzasnął chłop i machnął w powietrzu nogą, aż impet
1111 10| miłosierdzie boskie; lecz on już w miłosierdzie boskie nie
1112 10| głos wieczornego dzwonu, a w chatach pobożne kobiety
1113 10| Anioł Pański". Jednocześnie w górze na gościńcu ukazał
1114 10| worem na plecach, z kijem w garści, otoczony blaskami
1115 10| miłosierny Ojciec zsyła ludziom w ostatniej potrzebie.~Był
1116 10| najstarszy i najbiedniejszy Żyd w okolicy. Wszystko robił
1117 10| liczną rodziną mieszkał w ustronnej chacie, której
1118 10| której jeden róg zapadł w ziemię, brakło czwartej
1119 10| czwartej części dachu, a w oknach, zabitych deszczułkami
1120 10| Grzybowi albo Orzechowskiemu, a w najgorszym razie załatwi
1121 10| gęstymi łatami. Żyd chuchał w sine palce, przekładał swój
1122 10| zgolił brodę, odział się w krótki surdut, ale nie miał
1123 10| Sufit, który obecnie siedzi w więzieniu za jakieś akcyzne
1124 10| Niedoperzowi złodzieje jeszcze w jesieni; ale on do tej pory
1125 10| sum, jaką kiedy posiadał.~W tej chwili spojrzenie Jojny
1126 10| gdy usłyszał ryk krowy w obórce. Znaczy, że Ślimakowie
1127 10| Znaczy, że Ślimakowie są w zagrodzie. Jużci są, na
1128 10| tutaj?... - wołał pukając w ścianę. Bał się otworzyć
1129 10| się otworzyć drzwi, ażeby w razie nieobecności gospodarzy
1130 10| wreszcie stuknąwszy się palcem w czoło, rzucił worek, laskę
1131 10| Znalazł ceber i konewkę w oborze, przyniósł kilka
1132 10| do wsi, tylko gościńcem w górę. Współczucie nędzarza
1133 10| nędzy było tak silne, że w tej chwili zapomniał o swoich
1134 10| że to on sam, Jojna, leży w stajni obok umarłej żony
1135 10| zagrodzie. Uderzyło go, że w chacie nie ma światła. Zaczął
1136 10| za to, co on zrobi dziś w nocy.~- Słuchaj, Żydu -
1137 10| spostrzegł Żyd, że Grochowski ma w ręku fuzję. Widocznie spodziewał
1138 10| tak przestraszył Jojnę, że w pierwszej chwili o mało
1139 10| nieśmiałość czasami wdawał się w rozmowę; ale wnet spostrzegał
1140 10| jaźń na twarzy chłopa, a w sobie zakłopotanie i - urywał.~"
1141 10| myślał zgryziony. Niekiedy, w porze złych dróg, kiedy
1142 10| towarzystwa, budziły się w nim wyrzuty sumienia.~-
1143 10| eleganckie sutanny i zamiast grać w karty z dziedzicami będzie
1144 10| modlitwie już... już budził się w nim duch pokory i zaparcia,
1145 10| co do kuchni i piwnicy. W kwadrans później śpiewał
1146 10| kilka minut.~Wikary mieszkał w innym domu i zaraz po zachodzie
1147 10| spać ubierając się do łóżka w sukienny, watowany czepek.
1148 10| swego pomocnika. Aby zaś w jakikolwiek sposób dotrwać
1149 10| Teofilowej, utkwione niby z żalem w niego, i ten szczególny
1150 10| powiedziała:~- Księże proboszczu, w życiu bywają silniejsze
1151 10| kołatanie zegara, przyznawał, że w życiu bywają nie tylko silne,
1152 10| Zresztą cały wieczór będę grał w preferansa...~Tak myślał
1153 10| że kobiety zatrzymają go w salonie i że naprzeciw siebie
1154 10| zdanie:~"Księże proboszczu, w życiu bywają dramaty!..."~
1155 10| pani gospodyni mówiła, że w kuchni zepsuł się zegar...~-
1156 10| umarła i on ma jakoś kiepsko w głowie, i tak oboje leżą
1157 10| głowie, i tak oboje leżą w stajni, i nawet nie ma im
1158 10| poratuje.~Mówiąc to patrzył w oczy księdzu, jakby chciał
1159 10| do sąsiada. Walenty stał w pokoju z futrem w rękach.~"
1160 10| Walenty stał w pokoju z futrem w rękach.~"Tam czekają mnie -
1161 10| pani Teofilowej?... - dodał w nim głos cichszy od myśli.)
1162 10| który pospołu z trupem leży w stajni... Dawaj futro! -
1163 10| jechać do nich."~I znowu w pustym pokoju zobaczył zielonawe
1164 10| twarz i usłyszał wyrazy: "W życiu są dramaty..."~- Futro!...
1165 10| lampę, jeżeli zechce robić w nocy. Walenty wyszedł.~-
1166 10| butelkę miodu i postaw w sankach.~Sługa zdziwił się,
1167 10| bądź miłościw..."~Bił się w piersi i wątpił o swoim
1168 11| ROZDZIAŁ JEDENASTY~W pół godziny spasione konie
1169 11| kozła latarkę i ze światłem w jednej, a koszykiem w drugiej
1170 11| światłem w jednej, a koszykiem w drugiej ręce, poszedł do
1171 11| trupa Ślimakowej; Spojrzał w prawo - na barłogu siedział
1172 11| proboszcza, spojrzał mu w twarz, dotknął rękoma futra
1173 11| zamiast przeżegnać, ujął go w ramiona i usiadł z nim na
1174 11| nędzny, płaczący chłop w objęciach eleganckiego księdza.~-
1175 11| na klęczkach i bił czołem w ziemię u nóg księdza, jak
1176 11| głosem i pocałował proboszcza w rękę. - Korzeni musi być
1177 11| Jeden syn mi utonął, drugi w haryście, żona umarła, konie
1178 11| Wreszcie gadali ludzie w onych czasach, że mają grunta
1179 11| raz inak, a chłop wierzy w to, z czym mu lepiej.~-
1180 11| Ciekawość - mruknął - czy w niebie bez noc gromnice
1181 11| stał na gościńcu, dopóki w ciemności nie rozpłynęły
1182 11| rozpłynęły się sanki. Gdy zaś w powietrzu zaległa cisza,
1183 11| obok zmarłej żony i legł w obórce.~Sny miał posępne,
1184 11| spada, to znowu, że topi się w bardzo zimnej wodzie, to,
1185 11| że błąka się po okolicy, w której nigdy nie było dnia,
1186 11| tylko wieczny półzmrok - a w końcu, że żona opuściwszy
1187 11| już to odsuwając deskę w ścianie.~Obudził się zmęczony
1188 11| dwoma mdłymi promieniami w jej nie domkniętych oczach.~"
1189 11| jużci ona nie ruchała się w nocy" - pomyślał chłop i
1190 11| wina - rzekł uderzając się w piersi. - Moja wina!...
1191 11| najlepsze, iżeście mnie w takiej zgryzocie nawiedzili -
1192 11| prawda, już i me pomnę, w czym bym was samych uszkodził?~-
1193 11| Cóż nieboszczka?~- Leży w stajni.~- Niech z Bogiem
1194 11| Bogiem spoczywa, nim ją w poświęconym miejscu pogrzebiemy.
1195 11| waszego przywiózem, bo mi dziś w nocy konie krad i dostał
1196 11| Gdzie on?...~- Siedzi w sankach na gościńcu.~Grzyb
1197 11| Grzyb pobiegł ciężkim kłusem w tamtą stronę. Usłyszano
1198 11| podarta, wysokie buty unurzane w gnoju; na lewej ręce miał
1199 11| dobrał sobie kamratów i w kolej wszystkich okradał,
1200 11| na gospodarce...~- Rychło w czas! Teraz pora iść do
1201 11| bo się z tego interesu w całej okolicy zakotłuje.
1202 11| twój ojciec nie dopędzi nas w drodze.~- Zara, zara!... -
1203 11| dwadzieścia pięć morgów w jednym kawałku.~Ślimak zamyślił
1204 11| odparł Ślimak drapiąc się w głowę.~- No, to zgoda -
1205 11| chłopy się już zmawiają i w łeb byś dostał przy nopirszy
1206 11| najstarsi nie pamiętali w okolicy.~- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -~
1207 11| spełniono jak najściślej. Grzyb w ciągu tygodnia nabył folwark
1208 11| pomiędzy Grzybem i Ślimakiem. W tej samej godzinie, kiedy
1-500 | 501-1000 | 1001-1208 |