| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
| Stanislaw Wyspianski Wyzwolenie IntraText CT - Text |
INNA
DEKORACJA:
W tym akcie maski znaczyć mają
takich, co myśl swą ukrywają
i nigdy jej nie stawią jasno,
cudzą jest, czyli ich jest własną.
Z Konrada jeno patrzą z twarzy:
czy wierzy, czyli tylko marzy;
z Konrada zgadnąć chcą z oblicza:
pewny, czy tylko li oblicza;
z Konrada zgadnąć chcący z lic:
czy wie już, czyli me wie nic,
czy zna swe siły i swą moc,
czy sam jest, wkoło za nim noc,
czyli: czy się ku żywym garnie
i z czym pójdzie, co dalej zamierza?
Badają. - Konrad się nie zwierza,
kryje swą moc i swe męczarnie.
W tej walce z myślą walczy własną,
by ujrzeć ją dla siebie jasną.
Choć przeto maska z nim co gada,
on jeden sceną duszy włada
i szuka jeno swojej duszy,
aż ta się w nocnej zjawi głuszy.
Są masek twarze młode, stare,
pomięte rysą zmarszczków krętą;
gdy taką wdzieje kto maszkarę,
poznać, że larwy dźwiga pęto.
Lecz nie znać nigdy z takiej twarzy,
co w myślach skrycie człowiek waży.
Zastygłe klątwą jej oblicze
w zygzaki runów tajemnicze.
Człowiek, z myślenia ciągłą walką,
tragiczną staje się tu lalką,
zamaskowany maską stałą,
jakby bez duszy było ciało.
Wchodzą więc naprzód wszyscy tłumnie,
Konrada otoczywszy chórem;
gdziekolwiek chciałby pójść i stąpić,
zastąpią jemu drogę murem.
Kiedy kurtyna się odsłania,
razem z nim wszyscy tłumnie wchodzą,
a on je mową swą przegania,
gdy drogę jemu chórem grodzą.
KONRAD
Warchoły, to wy! - Wy, co liżecie obcych wrogów podłoże,
czołgacie się u obcych rządów i całujecie
najeźdźcom łapy, uznając w nich prawowitych wam królów. Wy
hołota, którzy nie czuliście dumy nigdy, chyba wobec biedy i
nędzy, której nieszczęście potrącaliście sytym
brzuchem bezczelników i pięścią sługi. Wy lokaje i fagasy
cudzego pyszalstwa, którzy wyciągacie dłoń chciwą po
pieniądze - po łupież pieniężną, zdartą z
tej ziemi, której złoto i miód należy jej samej i nie wolno ich
grabić. Warchoły, to wy, co
się nie czujecie Polską i żywym poddaństwa i niewoli
protestem. Wy sługi! Drzyjcie, bo wy będziecie nasze sługi i wy
będziecie psy, zaprzęgnięte do naszego rydwanu, i zginiecie! I
pokryje waszą podłość NIEPAMIĘĆ!
- - - - - - - - - - - - - - - -
I w
czeluść ciemną maski żenie,
że przepadają (w noc je grąży).
Gdy sądzi, ze jest sam na scenie,
już jedna koło niego krąży:
MASKA l
Więc czujesz jakoweś parcie w sobie...
MASKA l
Więc czujesz w sobie jakoweś parcie i pożądanie,
i pragnienie.
KONRAD
.....!
MASKA l
I że to jest żądza swobody.
KONRAD
......Nie... Swobodę mam.
Ilekroć
pierś podniosę,
nie czuję żadnych kłamstw,
które by pierś tłoczyły. -
Powietrze w pierś napływa. -
I niczego nie widzę na dalekiej drodze
od moich ócz po skłon tych oto gór...
Myśl moja, która het ku morzu goni, posłuszna woli
mojej do mnie wraca.
- - - - - - - - - - - - - -
Ledwo że
larwa gdzieś przepadła,
inna się już na scenę wkradła.
KONRAD
Tędy prowadzi mnie poczucie słuszności i żądza
sprawiedliwości, może niedościgniona, którą trzeba
okupić krwią i prawie zawsze krwią, ale to żądza
słuszności, a nie inna.
MASKA 2
Łudzisz się. Nie ma żadnego poczucia słuszności w
przekonaniach i nie potrzeba nowej klasyfikacji przekonań, skoro ja
się podejmuję każdego zmieścić w starym kalendarzu.
MASKA 2
Nie rozumiesz - ale to nie przeszkadza, abyś mówił. Nie rozumiesz.
Albo ty jesteś demokratą, ludowcem i tym podobnym, albo
socjalistą i tak dalej, i tak dalej?
KONRAD
Na przykład ty jesteś arystokratą?
KONRAD
Nie? - Więc nie. Rozumiem. A tymi innymi, to jest demokratą czy
ludowcem, także nie; socjalistą i tak dalej oczywiście nie,
społecznikiem też nie?
KONRAD
Rozumiem, że mnie tylko raczysz oceniać.
MASKA 2
Umysł mój uchyla się od małostkowości i szybuje tam, gdzie
ty nie sięgasz twoim umysłem.
KONRAD
?
MASKA 2
Nauka i sztuka patrzenia, sztuka życia i zrozumienie życia.
KONRAD
Tak wiele!? I cóż tam w tym Olimpie spokoju mówią o Polsce?
KONRAD
Ty budzisz we mnie zupełnie nowe kombinacje odruchów. Nie przyszło mi
jeszcze nigdy do myśli, żeby trzasnąć w pysk Jowisza.
MASKA 2
Budzę ja! I kogóż to obudziłem?...
KONRAD
Oto tego, który wskazuje palcem hołotę!
KONRAD
Wy chcecie żyć i nie ma podłości, której byście do
ręki nie wzięli i nie przyswoili sercu. Wy chcecie żyć i
już trawicie błoto i brud, i już was nie zadusza zgnilizna i
jad; ale jadem i zgnilizną nazywacie wiew świeży od pól i
łąk, i lasów. Wy chcecie żyć i plwać na wszystką
rękę, która was i podłość waszą odsłania.
KONRAD
Która was odgaduje!! Kłamcy!!!
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Zaledwie
maska ta gdzieś znika,
już nowa za nim się pomyka.
KONRAD
Nienawidzimy się wzajem i w tym nie ma nic dziwnego.
MASKA 3
Wiem, iż w tobie nienawiść jest.
KONRAD
Nie mów ze współczuciem. Jestem z mojej nienawiści dumny.
KONRAD
Tylko nienawiść jedna zdoła...
KONRAD
Nienawiść jest potężniejsza niż miłość.
KONRAD
Na nienawiść trzeba się zdobyć!
- Zdobyć!
KONRAD
Nienawidzimy się wzajem i to nie jest nasze najgorsze złe. Niemal to
jest nasze najlepsze.
KONRAD
Cóż za obraz, gdyby wszystko, co jest, działo się w imię
miłości.
MASKA 3
Ależ hasło wszechmiłości...
MASKA 3
...Które objąć może najdalsze kręgi.
KONRAD
To jest kłamstwo, którego powtórzenie nie sprawia trudności nikomu.
KONRAD
Miłość, ta wszechmiłość jest kłamstwem.
KONRAD
No, przecież to jasne, że my nie myślimy w tej chwili o Amorach.
KONRAD
Chciałbyś to, co mówię, określić...
MASKA 3
Jako optymistyczne pojęcie nienawiści.
KONRAD
Otóż mam optymistyczne pojęcie nienawiści.
KONRAD
Wszystko, co myślę, jest definicją...
KONRAD
Ostatecznym określeniem, i wszystko, co myślę, zależy...?
- - - - - - - - - - - - - - -
Zaledwo ta
pod scenę wpada,
a nowa już ku niemu gada:
MASKA 4
Wyczerpuje się twoja sztuka i wyczerpuje się twoja myśl.
KONRAD
Nie. Widzę tylko coraz szerzej i obejmuję coraz szersze kręgi
rzeczy, które widzę i słyszę. Zaś gaśnie wszystko, co
utrzymywało się pustym dźwiękiem i farbą.
MASKA 4
Gaśnie sztuka. Przemaga życie.
KONRAD
Nie. Rozwija się sztuka.
KONRAD
Życie dla mnie nie istnieje.
KONRAD
Tak samo, jak nie istnieje dla nikogo jako rzecz, która by nie była
sztuką i wysokim artyzmem.
KONRAD
Ale logiki tego, co jest, dojrzeć; logikę tę przejrzeć jest
trudno.
KONRAD
Przeglądać jej nie potrzeba!
KONRAD
A bramy wszystkie na scieżaj otwiera tutaj sztuka,
KONRAD
Wszystkim. Artystami są wszyscy. I
ci, co o tym wiedzą, i ci, co o tym nie wiedzą zgoła o sobie.
MASKA 4
Któż to wszystko ułożył?
KONRAD
Cóż ci do tego, kto zapalił słońca i dał
nienawiść narodom, kto gasi tysiące gwiazd i wznieca gwiazd
tysiące; kto wpędził w ruchy świat; kto stróżem
naszych dusz, rzeźbiarzem naszych ciał; kto może nam zabrać
wszystko, co dał.
KONRAD.
Nie będziesz wzywał nadaremno!
KONRAD
Nie będziesz wzywał imienia Polski nadaremno!
- - - - - - - - - - - - - - -
Zaledwie ta ze sceny schodzi,
już nowa drogę mu zagrodzi.
MASKA 5
Niekoniecznie musi się zwyciężyć tu; można
zwyciężyć tam.
MASKA 5
Można zwyciężyć tam, kędy nie sięgnie żadna
dłoń, żadna żelazna ręka; gdzie walczą i
zwyciężają miecze, których nie udźwignie żadna
człowiecza władność ani zręczność żadna
człowiecza nie dopomoże.
KONRAD
Człowiek myślący tak górnie jest grzybem społeczeństwa,
w którym raczy przebywać. Czyli lepiej, gdybyś przebywał...
MASKA 5
Nie ja sam znaczę sobie czas ani nikt kresu mi nie wskaże. To są
niewiadome.
KONRAD
Nie tylko nie widzisz kresu sobie, ale wszak prawda, że i początek
twój jest tobie tajemnicą.
MASKA 5
Ile że Genezis wszelka jest tajemnicą, a taką jest i Genezis z
ducha.
KONRAD
I jedyną drogą dla rozwoju tych tajemnic jest...
MASKA 5
Jest według ciebie?...
KONRAD
Milczenie. -
Boleję nad tym, że w ogóle myślisz.
MASKA 5
I że myśli mojej pod korzec schować nie można.
KONRAD
Czynisz to zresztą z myślą innych.
MASKA 5
Zwłaszcza z niedorzeczną myślą cudzą.
KONRAD
To pięknie. Ale to jest uzurpowanie prawa. Skąd masz prawo?
MASKA 5
W Polsce jak kto chce.
KONRAD
O ile się to stosuje do tego, czego chcesz ty.
MASKA 5
Przyznajesz mi, że chcę.
KONRAD
Wcale nie. Jest to tylko wola literacka, cenzura myśli cudzej,
właściwa przyzwyczajeniom dziennikarza.
KONRAD
Jest to zatem tego pokroju talent.
KONRAD
Tworzący ten las pnączów, przez który przedrzeć się nie
może gromada podróżników; - tworzący ten oczeretów gąszcz i
gęsty szuwar na stawiskach, kędy nocą świecą
fosforycznie nenufary, wonią duszące, i irysy wątłe
się chwieją.
KONRAD
A kędy pada żabi skrzek i wieczorami żabi rozbrzmiewa rechot.
KONRAD
To wszystko jest i poza tobą, i poza mną, bo to są rzeczy, które
są i dla których niczyich oczu nie potrzeba.
KONRAD
A powtarzanie ich z nudów i sycenie się nimi z nudów...
KONRAD
A! - Myśleć nad Polską i Słowiańszczyzną i
snuć ją w mgłach oparnych z łąk i w złotym
tęczy łęku, snuć ją z tych mgieł oparnych z
łąk, złotego tęczy łęku, z pól o smutnawym
wdzięku, w znaczącym załamaniu rąk i spojrzeń
głębi...
O, tak, tak, tak, tak...
MASKA 5
O, to jest to wszystko, czegoś jeszcze nie pogłębił.
KONRAD
O, to jest wszystko, co my na razie umiemy.
- - - - - - - - - - - - - - - -
Ledwo
przepadła u węgara,
już nowa wchodzi znów maszkara:
MASKA 6
A gdziekolwiek pójdziesz, pójdzie za tobą naród twój. Czyli będziesz
go wiódł przez orne pola, czyli po stokach wzgórz, czyli w gór zapadliska
i skał pustosze.
MASKA 6
Czyli powiedziesz je ku świątyniom...
KONRAD
A tak, ku świątyniom.
KONRAD
Pójdą, gdziekolwiek je powiodę, i będą ze mną razem,
za moim walczący Słowem, którego używać będą
wszędy.
MASKA 6
Będzie to gromada jakaś czy gmina?
KONRAD
Będzie to: KOŚCIÓŁ WOJUJĄCY.
KONRAD
Ku świątyni. Wejdziemy w progi gmachu, po wstopniach wysokich i
staniemy przy kolumnach. A nad naszymi głowami wysoki strop sklepiony,
umalowany błękitem i posiany srebrem gwiazd.
KONRAD
A którykolwiek wnijdzie tam i stanie pomiędzy nami jako pomiędzy
swoimi, ten wyzuty już będzie ze wstrętów życia,
oczyszczony ze zapędów złych i każących ducha i będzie
bratem mnie i braci mojej.
KONRAD
A na dzień onego wielkiego Święta, które będzie
świętem narodu, otworzę zawory sklepów podziemnych i zejdziemy
po schodach, wiodących w lochy, ku rozległym piwnicom, kędy
leżą prochy wielkich w narodzie, w kamiennych i złocistych
zamknione skrzyniach.
KONRAD
Na dzień wielkiego święta, które będzie świętem
narodu, zejdziemy ku grobom królewskim.
KONRAD
A kiedy dusze nasze dojrzeją, jako kłosy dostałe lecie, jako
owoce sadu pielęgnowanego...
MASKA 6
!!!. . . . . . . . . . .
KONRAD
Tedy zamkną się za nami zawory sklepień podziemu.
- - - - - - - - - - - - - -
Ledwo
zanikła gdzieś za ścianą,
już nowa z miną jest udaną:
MASKA 7
Przede wszystkim trzeba tu odróżnić, co jest twoją
myślą, a co moją.
KONRAD
A zdaje mi się, że to jest najważniejsze, co tu jest moją
myślą, a co twoją.
MASKA 7
W sprawach tej miary, co ta, wszelki bieg i rozwó myśli jest
pierwszorzędnej wagi.
KONRAD
Przypisujesz sobie zatem pierwszorzędną wagę.
KONRAD
Ja właśnie tyle tylko chcę dowieść, że sprawy te
są poza nami i mimo nas są, i że nasze myślenie nad nimi...
KONRAD
Nie ma żadnej wartości.
KONRAD
Że jest konstrukcja artystyczna, której tajemnice można
przeczuwać i odkrywać, i odsłaniać. Ale że do tego
prowadzi...
KONRAD
Li tylko SZTUKA. Czyli więc, że z myślenia chaotycznego ostoi
się jedynie sztuka, jako rzecz wieczysta, a wszystko inne...
KONRAD
Zaginie!
Sztuka ma zarody nieśmiertelności i jedna jedyna jest tradycją.
Czyli więc, że z myślenia chaotycznego ostoi się jedynie
Sztuka, jako rzecz wieczysta.
KONRAD
A otóż właśnie? cóż głosi Sztuka?
Oto Sztuka głosi: Śmierć, bo cóż szczytniejszego nad
Śmierć? Ta jest wielkością w naszym wszystkich wiar
pojęciu i wszechczasów i ta wielkość daje.
MASKA 7
Któż wielkości pragnie?
MASKA 7
Więc oni pragną czego?
KONRAD
Oni pragną więcej i wyżej sięgają żądaniem,
niż człowiek osiągnąć i zdobyć może.
MASKA 7
Które nas unosi i rozwija, i spotężnia.
KONRAD
Które nam daje skrzydła i skrzydła rozwija, a usuwa ciernie spod
stóp.
KONRAD
Piękne jest i zabójcze,
Szczytem jest i kresem.
Początkiem jest Nieśmiertelności i Śmiercią;
Śmiercią żywych.
KONRAD
O, to jest właśnie Sztuka!
MASKA 7
Sztuka więc jest dla wybranych. Rozumiem ją tak i nie rozumiem jej
inaczej.
KONRAD
Nie. Albo masz słuszność - i słuszności nie masz
wcale.
KONRAD
Kędy, gdzie, w jaki czas urywa się myśl, wątek myśli,
nitkę.
KONRAD
Nie, tę, którą dzierżąc i z kłębka
rozwijając, zejść można w labiryntu tajniki i najskrytsze
ulice pałacowe przejść. I te górnych pięter, i te podziemu,
i te dalekie drogi podkopów, i te ścieżki na wyżynie zawrotnej
dachu.
MASKA 7
Cóż dla nas jest Labiryntem?
KONRAD
Miłość dla tego, co jest...
KONRAD
A prze mnie tam i pcha, i prowadzi...
KONRAD
Nienawiść ku temu, CO JEST TAM.
- - - - - - - - - - - - - -
Odeszła - jużci nowa stoi
i twarz maszkarą rysów zbroi.
MASKA 8
Jest to przede wszystkim niejasność myśli.
KONRAD
Nie pierwszy raz to słyszę z ust twoich. Dowodzi to tylko, że
tłumaczę się wyraźniej, niż czasem mniemać
mogę.
KONRAD
Bo nie ma myśli tak niejasnej, której by człowiek, myślący
jasno i wyraziście, nie przenikał i nie rozumiał.
MASKA 8
Chcesz koniecznie być rozumiany.
KONRAD
Ciebie to drażni, że jestem rozumiany, niejako pomimo mnie - nawet
mimo mojej niejasności.
KONRAD
Zagadki, Sfinksy. Otoczeni jesteśmy lasami, u skraju których stoją
Sfmksy-strażnicy i samym tym, że u skrajów leśnych stoją i
że są, każą się domyślać tajemnic.
MASKA 8
Któż dla nich będzie Edypem?
KONRAD
Tak, tak. Edyp odgadnie ich tajemnice. Edyp czytać będzie z ich
oblicza, a one zrozumią i zgadną, że on czyta z ich twarzy i do
głębi zagląda oczyma.
MASKA 8
Więc to nie ja jestem z tych, którzy stoją u skraju lasów, ani ja
jestem z tych, którym przydajesz imię Edypa?
MASKA 8
To jasne - tak, to jasne.
KONRAD
A więc się orientujesz.
MASKA 8
W metaforach i porównaniach.
KONRAD
I brat mój, i ojciec mój, i mój syn.
KONRAD
A to porównanie należy do sztuki i jest... ogólnoludzkie...
KONRAD
A ty chciałeś przede wszystkim, aby to była Polska ten las,
Wielkość i Śmierć te sfinksy, a...
MASKA 8
! - - - - - - - - - - - - - - -
KONRAD
Tak jest. Ty jesteś z tych, którzy wszędzie, wszędzie
szukają Polski, w każdym dziele sztuki, w każdym zdaniu, gdzie
jest zawarta piękność i myśl głęboka a
niepokojąca.
KONRAD
A nikt nie szuka jak tego, co jest jego duszy własnością i
tęsknotą.
KONRAD
Oto Polska jest twojej duszy własnością i tęsknotą!
- - - - - - - - - - - - - - - -
Precz znikła; nowa już się
skrada,
już za nim tropi, siedzi, bada.
MASKA 9
Zatrzymałeś się przy tym słowie.
KONRAD
?
MASKA 9
Potęga, zapowiedziana słowem - traci.
KONRAD
?
MASKA 9
Traci. - Cóż to chcesz zapowiedzieć?
KONRAD
A to jest różnica. - Dopełnić! tego, co zapowiedziane, tego, co
przepowiadane.
KONRAD
Po wszystkie czasy; gdzie w latach milczenia rozwijała się myśl.
KONRAD
!
MASKA 9
Potęga ujawni się przez czyn?!
A to wszystko jest frazes, poza którym nie kryje się nic. Ot, nagi frazes
pusty, pusty, pusty, jak twoje oczy, jak twoja pierś. Oto, to jest ta
pustka, która cię otacza - że ją masz w sobie.
MASKA 9
Już skrzydła zwinięte? Ot to, co znaczy przypinać cudze
skrzydła.
MASKA 9
Ikar! Ikarowy lot i Ikarowy los.
KONRAD
!
MASKA 9
A wiesz, gdzie to prowadzi?
MASKA 9
Chyba że kto rękę poda.
(podaje
rękę).
KONRAD
Nie, nie, nie.
(odsuwa się).
MASKA 9
Dłoń w dłoni, możemy wiele zrobić.
KONRAD
(obojętnie)
Tak, tak, tak.
MASKA 9
Powiem ci myśl, która jest czynem i czynu poezją.
KONRAD
Tym bardziej się domyślam.
MASKA 9
Oto, że - powinniśmy.
MASKA 9
Tak - więc żadne "powinniśmy".
MASKA 9
Żadna. - Więc: musimy coś zrobić, co by od nas
zależało.
KONRAD
Musimy coś zrobić, co by od nas zależało.
MASKA 9
Zważywszy, że dzieje się tak dużo, co nie zależy od
nikogo.
KONRAD
Musimy coś zrobić, co by od nas zależało, zważywszy,
że dzieje się tak dużo, co nie zależy od nikogo.
- - - - - - - - - - - - - -
Znika,
a nowa już powstanie,
by nowe zadać mu pytanie:
MASKA 10
Dążysz... do... gdzie?
KONRAD
Do... (zatrzymuje się)
MASKA 10
Do jakowegoś wyzwolenia.
KONRAD
A że ty przez śmierć dobrowolną rozumieć jesteś w
stanie li tylko samobójstwo.
KONRAD
Przyjmij tylko do wiadomości, że wyzwolenie przez Śmierć
można mieć nie tylko na drodze samobójczej.
MASKA 10
No, ale w każdym razie jest to: zabić się.
KONRAD
Jest to zabić siebie... siebie, tego, który jest... Bez wystrzału i
bez trucizny, której się zażywa. - Ale to dopiero początek... I
jeszcze nie o tym myślałem, a raczej mówiłem.
MASKA 10
Tak, bo nie mówisz tego, co myślałeś.
KONRAD
Bo chcę przede wszystkim, ażebyś myślał wraz ze
mną.
KONRAD
To znaczy ledwo: słuchasz:
KONRAD
Słuchaj zatem. Myślałem: o wojnie i o bitwie, gdzie można
zginąć, i o działaniu jakimś, gdzie można
ginąć - ale to będzie PRZYPADEK. Więc nie szukałbym
tej śmierci mojej, ale jest ona na tej drodze możliwa.
MASKA 10
Jest zresztą możliwa na każdej innej.
KONRAD
A więc dobrze, bo to odwraca moją myśl. Tak tak... Więc
śmierć moja, skoro możliwa jest na każdej innej drodze,
przeze mnie nie wybranej i nie upatrzonej - więc, więc... tamte
wypadki są przypadkami i są przypadkowe, i będą
przypadkowe.
MASKA 10
I będą przypadkowe? - Mówisz, jak o pewności. Jako o rzeczach
pewnych i niezawodnych.
KONRAD
Niezawodnych i przypadkowych.
KONRAD
Jest to zresztą to, co przynosi każde działanie.
KONRAD
Wszelki ruch zbiorowy, ruch mas.
KONRAD
Tak jest - WIELKI RUCH.
MASKA 10
I ten miałby być przypadkiem?
KONRAD
Nie. Ten jest koniecznością. A więc się stanie poza
mną także. I ja nie potrzebuję się o niego troskać.
Ten jest koniecznością nieodwołalną.
MASKA 10
? - Tak! - a?... a! - Tak!
KONRAD
Nieodwołalną! - Ale on przyniesie szereg przypadków, rzeczy
luźnych, nie powiązanych, tych, które się niczym nie dadzą
powiązać; rozumem ludzkim, a nawet wolą będą trudne do
opanowania - jak zawsze. -
KONRAD
Czyli - że to, co było po tylekroć razy, tyle set razy,
przyjdzie i stanie się, i odbędzie się tak, jak się
odbyło tyle set razy.
KONRAD
Odbędzie się jako szereg przypadkowych zdarzeń, jako szereg
epizodów.
MASKA 10
O podkładzie tragicznym.
KONRAD
Szereg epizodów dramatu o podkładzie tragicznym... No, ale do czegóż
właściwie prowadziłem?
MASKA 10
Jak terminator!?
KONRAD
O tak - jak terminator... tak, tak. Terminowałem długo u wielu
przemożnych potęg, które władały mysią moją - i
teraz czas mi wyzwolić się.
MASKA 10
Nie znasz ich natury - ?
KONRAD
Dopokąd nie stanę przed którą z nich blisko, to ich nie umiem
wskazać, ale są momenty, gdy je widzę jasno.
KONRAD
Jest to tak: jakby wkoło mnie w krąg, we wielkiej sali...
jakby wkoło mnie w krąg
we wielkiej kutej sali
Bogowie rzędem stali:
na podnóżach wysokich posągi.
Jakby
to było we Walhali.
KONRAD
Ale do czego ja to dążyłem - ?
MASKA 10
Do nazwy i określenia tych bogów.
KONRAD
Nie rozumiesz mnie. - Ja mam spełnić przeznaczenie.
KONRAD
A!!!! A!! Pytasz mi się nareszcie,
co mam czynić? Co mam czynić? O radości, że ty mi się
o to pytasz? Ty mi się pytasz! Ja słyszę to pytanie: CO MAM
CZYNIĆ? - Ja, który tylko wciąż słyszałem: "co
myślisz ?" A! A! Co mam czynić - ? - - Mam spełnić
przeznaczenie ich i moje.
KONRAD
Wykraść ten święty ogień - - - który tam płonie.
KONRAD
Wziąć ten święty ogień i dać...
KONRAD
Na ogień. Na nikogo nie czekają, ale czekają ognia, żaru,
który budzi, który daje silę, moc, potęgę.
KONRAD
A tak, Prometeusza. Nie człowieka czekają ani tego, który ogień
poniesie, ale ognia, ognia, żaru!
- - - - - - - - - - - -
Ledwo przepadła kędyś w
płótna,
już nowa idzie bałamutna.
KONRAD
A co jest mi wstrętne i nieznośne, to jest to robienie Polski na
każdym kroku i codziennie.
KONRAD
To manifestowanie polskości.
KONRAD
Bo to tak wygląda, jakby Polski nie było, Polaków nie było...
Jakby ziemi nawet nie bylo polskiej i tylko trzeba bylo wszystko
pokazywać, bo wszystkiego zostało na okaz, po trochu; ...
pokazywać, jakby srebra stołowe w zastawie, pokazywać, jakby
kartki i karteczki zastawnicze - i kryć się, i udawać, i
udawać.
KONRAD
Po co, na co? Bez tych manifestacji wszystko jest: i ziemia, i kraj, i
ojczyzna, i ludzie.
KONRAD
Tylko naród się zgubił.
KONRAD
Tak, tylko naród się zgubił, a wszystkie czynniki jego
składowe są, są, są.
KONRAD
A tak - więc kto go zgubił?
My, my, tak jest, my.
KONRAD
Tak jest, my. Nie przez wojny, nie przez klęski i porażki wojenne, bo
te się dadzą zmienić, bo to są chwilowe rzeczy, bardzo
chwilowe.
KONRAD
Bo to są rzeczy jednego dnia.
KONRAD
Nie o tym będę mówił, bo to dla mnie jasne. Ale - że to my,
my przyczyną, że się gdzieś zagubił naród.
KONRAD
Że pozwalamy w tej sprawie namyślać się byle komu.
KONRAD
Każdemu obywatelowi polskiemu, każdemu...
MASKA 11
Każdemu uczciwemu Polakowi. No, cóż złego?
KONRAD
A to złego, że każdy uczciwy Polak, jak skoro zacznie
gadać, tak ze słabą głową przegada wszystko; a on jest
tylko od tego, żeby siedział w swoim kącie, na swoich
śmieciach i BYŁ!
MASKA 11
To jest zamykanie gęby.
KONRAD
A tak. Powinien być, być, być. Być ze zamkniętą
gębą.
KONRAD
I nie filozofować, by nie przefilozofować Polski, bo...
KONRAD
A tak. Powinna być cenzura narodowa.
KONRAD
Cenzura narodowa, która by działała tak, jak działają
cenzury we wszystkich państwach wszystkich narodów.
MASKA 11
Ależ Polska ma być...
KONRAD
A tobie co do tego, czym Polska ma być. Ty masz milczeć.
KONRAD
Ja wiem, czego ty chcesz: że Polska ma być mitem, mitem narodów,
państwem ponad państwy, prześcigającym wszystkie, jakie
są. Republiki i Rządy; oczywiście niedościgłym,
wymarzonym. Ma być marzeniem - tak, ideałem. Tak! Według ciebie
ma się nie stać nigdy. Tak, a nigdy ma się STAĆ, nigdy
BYĆ, nigdy się urzeczywistnić.
KONRAD
A ja chcę tego, co jest wszędzie.
KONRAD
I tego, co jest, CO JEST, tak, jak jest! tylko...
KONRAD
Tylko z usunięciem oszustwa narodowego.
KONRAD
Z usunięciem kradzieży narodu; oszustów, którzy rujnują naród!
złodziei, którzy okradają naród!
KONRAD
Po pierwsze z duszy! z duszy! z duszy! Duszę mu kradną!!!
- - - - - - - - - - - - - - -
Przepadła;
jużci nowa kroczy
i wyłupiaste zwraca oczy.
KONRAD
U nas jest kraj gościnny. No, tak się zmieści każdy
złodziej. No tak. Ale on zawsze będzie wiedział, że jest
złodziej.
KONRAD
Złodziej tym ludziom, którzy by się urodzić mieli z czystej krwi
narodu.
KONRAD
Oto przede wszystkim powinniśmy uszanować krew narodu. I nie dać jej
marnować. Nie pozwolić marnować krwi narodu.
KONRAD
Nie pozwolić prostytuować naszych kobiet.
KONRAD
A tak. My nie powinniśmy pozwolić naszych kobiet obcym, tym obcym,
którzy siedzą wśród nas.
MASKA 12
Ależ kobiety są niezależne.
KONRAD
Nie, nie są i nie będą. Bo całym ich życzeniem i
dążeniem powinno być, żeby od tej myśli
niezależne nie były.
KONRAD
Nie mogę ścierpieć i znosić, i słuchać, że
kobieta Polka przeistacza dom męża obcego i czyni zeń dom
polski.
KONRAD
Jeżeli tak czyni, to czyni podłość.
KONRAD
Czyni podłość, która się prędzej czy później
odezwie w charakterze potomstwa.
KONRAD
Że wytwarza się tłum ludzi obojętnych dla naszego
narodowego społeczeństwa, którzy go zaprzedają.
KONRAD
Przez to, że o niczym nie myślą. Że się prędko
godzą z warunkami i że nie czują potrzeby zmiany.
KONRAD
A właśnie! że widzą w każdej właściwej
myśli dorzecznej przesadę.
KONRAD
Choćby i niedorzeczność. A ja tę obojętność
nazwę podłością, ale ich za nią winić nie
mogę. Takich nie mogę i nie chcę nigdy obwiniać.
KONRAD
I tacy się zmieszczą. Ale winniśmy przeciwdziałać i
nie pozwolić marnować naszej krwi i naszych dziewcząt, tak
dobrze obcym, jak swoim. Tego nie powinniśmy, a to tylko może
zrobić...
KONRAD
Polski rząd. Bo żaden inny naszych interesów, interesów naszej krwi
bronić nie będzie.
KONRAD
A tak! Bo inne są dla nas i naszych spraw, i naszych
świętości oszustami!
- - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Znikła;
już inna jest na straży
i niby myśl w zadumie waży.
KONRAD
Poezją nie jest to, co my dotychczas za poezję uważaliśmy.
Nawet ta treść poetyczna, którą się tak klasyfikowało
- już nią dziś nie jest - nie jest.
KONRAD
To już umieją paplać wszyscy.
KONRAD
Umieją paplać!... źle, przekręcać; stracili więc
właściwą wagę słów - i słów właściwe
znaczenie. A raczej byle jakie słowa i byle jak złożone wystarczają,
by przeciętne umysły nastroić poetycznie. Czyli że...
KONRAD
Czyli: że straciliśmy wiarę w słowo.
KONRAD
Naród nasz stracił wiarę w słowo.
KONRAD
Alboż ty wiesz, co jest Słowo?
KONRAD
Tak, bo to jest nadużycie, nadużycie, oszustwo, zbrodnia,
kłamstwo, fałsz, fałsz. Ty kłamiesz!
KONRAD
Jakże ty, człowieku, myślisz o sobie! O swojej duszy!
KONRAD
Ty nie rozumiesz jednego wyrazu. Nic,
nic, nic.
KONRAD
O, ta głowa - o, to serce - o, ta pierś - o, to ramię - oczy -
usta - głos!
KONRAD
Cha cha cha cha! Bierz kruż! Do studni, do studni; dalej, precz;
pleć, pleć; noś tę wodę, lej potoki, kaskady, pluskaj!
Bierz kruż, dalej!
- - - - - - - - - - - - - -
Zapada właśnie pod
podłogą;
już nowa sunie z miną srogą.
KONRAD
My mamy za wiele poczucia solidarności narodowej.
KONRAD
I tym nas oszukują, że my powinniśmy mieć to poczucie
solidarności narodowej.
KONRAD
Bo wszędzie są złodzieje i rozbójce, i oszusty. I gorsi, i
lepsi.
KONRAD
A mimo to żyją jako kompleks ludzi, pod jednym tytułem.
KONRAD
A nam z okazji tej właśnie polowy, która jest złą... W nas
chcą wmówić, że za to jesteśmy odpowiedzialni i że
jesteśmy do niczego.
KONRAD
A cóż nas ta zła część naszego narodu obchodzi?
MASKA 14
Aha. - Oczywiście nic.
KONRAD
No więc nie powinniśmy żyć solidarnie ze sobą.
KONRAD
No, to znaczy, że my... (zamyśla się)... że my
przecież nie możemy być... - (urywa)... Że
oczywiście człowiek słaby, który jest bierny, ulega; - bo tak
być miało - i tak by było zawsze.
KONRAD
Ale to nie znaczy, że naród ulega.
KONRAD
Więc my tracimy przez to, że wyrabiamy niepotrzebnie w tylu ludziach
poczucie narodowości, a oni, nie mając charakteru, nie wiedzą,
co z tym począć, i kapitulują.
KONRAD
Ale za nich nie może być odpowiedzialny naród. Oni nie są narodem.
MASKA 14
Tak, oni nie są narodem.
KONRAD
Niepotrzebnie wyrabiamy poczucie narodowości i solidarności z
lichą częścią naszego narodu. Jest to rzeczą
złą i niepotrzebną.
KONRAD
Bo my zawsze będziemy mieć do usług i do rozporządzenia
tę lichą część naszego narodu.
KONRAD
A oczywiście tym bardziej i lepiej, gdy ona będzie w naszych
rękach.
MASKA 14
Ha! w naszych rękach!
KONRAD
Tak jest, w naszych rękach! Powinniśmy mieć wszystko w naszych.
Tak, jak inni.
KONRAD
A będziemy co najmniej tacy, jak inni.
- - - - - - - - - - - -
Co tylko
wpadła poza ściany,
już nowy idzie druh kłamany:
MASKA 15
Przejmuje mnie ta bezdenna głębokość myśli, ta
głębia ducha, idącego ku odkupieniu przez mękę i ból.
MASKA 15
Ta, że tak powiem, Chrystusowość.
MASKA 15
Ta Chrystusowość posłannicza, ta idea męki krzyżowej i
odkupienie przez mękę.
KONRAD
Tam w niebie, w które, notabene, nie wierzysz.
KONRAD
Na co mamy być Chrystusem narodów, wyłącznie na mękę i
krzyż, i dla cudzego zysku?
KONRAD
Dla cudzego zysku i wyzysku tych, którzy nie będą Chrystusami
narodów, a...
KONRAD
Chcę go zasłonić przed oszustami.
KONRAD
Zasłonię go przed oszustami, tymi, co mu kradną duszę za
cenę rzeczy nieuchwytnych. Co mu odbierają dumę i każą
się pokorzyć; tymi, co mu odbierają pychę i każą
się kajać w prochu upodlenia i żebrać. Przed tymi chcę
naród mój ocalić, co każą mu jak żebrakowi skomleć i
jęczeć - - jemu, bogaczowi...
KONRAD
Jemu, który jest bogaczem takim samym, jak każdy inny.
KONRAD
Wszak każdy naród co innego niż państwo. Naród ma jedynie prawo
być jako PAŃSTWO. A państwo zaś jest w stanie
pomieścić wszystkich, jakichkolwiek, we wspólnej gminie.
KONRAD
Ale cóż to ciebie obchodzi?
KONRAD
Ja nie chcę, abyś ty się tym interesował, to jest:
opiekował. Ja chcę, żeby te rzeczy były tobie narzucone i
żebyś ty wobec nich stał się niczym.
KONRAD
Wobec rzeczy bezwzględnych, które idą same ze się. Same z siebie.
- - - - - - - - - - - - - - - -
(Maska znika, Konrad zostaje sam).
KONRAD
Tak, tak, tak: SZTUKA MI NIE WYSTARCZA. Tak, tak.... przychodzę
do przekonania ..................
(tejże chwili spostrzega, że scena cała zapełnia się postaciami, które czołgają około niego, szpiegując myśli jego) że... że... (symuluje, kończąc) milczenie jest złote.
- - - - - - - - - - - - - - - - -
(W miarę stów Konrada, maski się oddalają; w głębi sceny pozostała tylko jedna).
Wolny!
wolny! Ja tu ogłaszam się wolny i nikt ducha mego skrępować
nie zdoła. Nikt! Dałem, tego przykłady, nim doszedłem do
tego sam. Mogą mię stemplować markami, jakimi kto chce, i
znaczki na mnie nakładać pocztowe, jakie kto chce. I jacy tam
będą
oszuści, mogą w moich kieszeniach ręce płukać,
mogą mię kraść i brać z moich skrzyń i komór, z
moich pól i moich lasów, i zbóż, i warzyw. Ja jestem wolny, wolny, wolny!
I nie dosięgnie mnie nikt, bo jestem tak daleki, tak niedościgniony,
jak Nieśmiertelność, gdzie Śmierć sama przebiega i
wielkimi skrzydłami nad światem wieje. Gońcie mnie, wy bez
skrzydeł i wy ze skrzydłami, larwy piekieł, wy Erynie! Nie
dościgniecie mnie już Orestesem, którym ukląkł u
ołtarza i któremu Bóg promienia swego użyczył. Rozumiesz!
Rozświetlał mi
w głowie Bóg, Apollo-Chrystus, i Erynie przechodzą mimo. Wiesz ty, co
to znaczy, że ja: jestem wyzwolon?
KONRAD
Że wy jesteście wyzwoleni. Męka Orestesa przeszła nad
całą ziemią mykeńską. Zbrodnia Atrydów nad całym
ciążyła miastem. A zwolony Orestes dał ziemi swojej
uwolnienie od klątwy.
MASKA 16
Uwolnienie od klątwy!
KONRAD
Jestem wolny od klątwy!
KONRAD
- - Więc jest klątwa, która ciąży...? Jest, jest... Jaka? gdzie? Kto?
Kto ją zdejmie?
KONRAD
Orestes! Ja! - A ja jestem wolny!
KONRAD
Nie?! - Więc one... przyjdą, przyjdą... Erynie! Ty wiesz - ? Ty
sobie nie zdajesz sprawy z tego, co ty mówisz. Ty nie rozumiesz wszelkich
konsekwencji artystycznych. Ty nie wiesz nic więcej nad kilka słów...
a każde z nich decyduje o moim życiu.
MASKA 16
Przyzwyczaiłeś się wszystko kłaść na jedną
kartę.
KONRAD
A czego ty chcesz po mnie?! Gry?
MASKA 16
Ot, widzisz, odwołujesz się wciąż do mnie. Gdzież ta
samoistność?
KONRAD
A ty się wciąż zwracasz do mnie; nawet ci się o
samoistności nie śni.
MASKA 16
A tobie się śni o samoistności. Ja zaś ją w tobie
widzę z daleka.
MASKA 16
A ty jesteś, przez którego płynie strumień
piękności...
KONRAD
Aha! Tak. Strumień ma płynąć z mego serca, czysta krew. -
Jeno krew żeby była czysta... A wy z niej pijcie.
KONRAD
Wszystko to, co nie jest mną.
MASKA 16
Możesz to uważać za swoje przeznaczenie.
KONRAD
Przeznaczenie. Już się z nim zetknąłem i - - nie wiem nic.
MASKA 16
No, to zrozum, że inni tak samo: nie chcą wiedzieć tej odrobiny,
tego trochę, co wiedzieć mogą i czego się
domyślają, bo...
KONRAD
Więc zrozumienie jest najstraszniejszym - -
MASKA 16
Nie. Ale jest początkiem lęku... O tym wiesz.
MASKA 16
I już nigdy spokoju...
MASKA 16
Więc jesteśmy sobie mniej więcej równi.
KONRAD
Więc sądzę, skłonny jestem sądzić, że obaj
jesteśmy: mniej więcej.
MASKA 16
Gotów jestem poniżyć siebie, byle poniżyć innych.
KONRAD
Więc jednak przypuszczasz, że na pewnej wyżynie stoję.
MASKA 16
O ile nie stajesz na tej, którą ci budują.
KONRAD
Więc i nie to. - Ale znów wracam do mego sposobu myślenia: że
istnieje bezwzględna klasyfikacja poza tą moją i poza tą
innych i że ta jest sama ze się.
KONRAD
Z ducha! I że każdy czuje lub kiedyś wymiarkuje: jaki duchem
jest, i skrzydła rozwinie, jeśli skrzydła poczuje, i
wzięci, jeśli mu się wznosić wolno, i uleci, gdy mu to
znaczono.
MASKA 16
Aha. Orle loty. A cóż to ma być? Czy tylko retoryka i tylko
literatura?
MASKA 16
A z tego widzę: żeś tylko artysta.
KONRAD
A! z tego nareszcie widzisz, żem artysta.
KONRAD
Aha. Więc znów różnica między nami.
MASKA 16
Któryż z nas zechce skoczyć - ?
MASKA 16
Bo przepaść, przed którą się stoi, ciągnie!
KONRAD
A to ty jesteś chimera. I już teraz cię rozumiem, rozumiem. Ty
jesteś tym duchem-pegazem, który nosisz mego ducha ponad przepaściami
- poprzez ugory, puszcze,lasy.
MASKA 16
Ja dla ciebie nie istnieję wcale, o ile nie wynajdziesz na mnie figury i
pozy artystycznej.
MASKA 16
Przystrajasz mnie. Wdziewasz na mnie larwę marmuru, larwę sztuki -
jaką chcesz, i mnie dusisz, mnie dławisz, zabijasz.
MASKA 16
Nie jestem tak łatwo uchwytny.
MASKA 16
A teraz skwapliwie wyciągasz ku mnie rękę, gdy się otaczam
tajemniczością. Bo tę tajemnicę chcesz ze mnie
wyciągnąć.
KONRAD
Masz ją. Miej i idź z nią lub zostań. Uznam ją i
będę ją szanował. Zgadnę ją sam, jeśli jest.
A że jest, o tym wiem mimo ciebie - z logiki założenia, z logiki
artyzmu. I teraz oto uważ, że odkryłem tobie
część rzeczy, którym nie przypatrywałeś się
wprzód.
MASKA 16
No tak. - Ale to znaczy...
KONRAD
Dla mnie myślenie jest powietrzem.
KONRAD
Rozwinąć skrzydła - lecieć w lot,
jak orli lotny duch,
nad skały, paście, lasy,
w tęczowe krasy chmur,
jak lotny puch.
Do nieśmiertelnych złotych wrót.
. . . . . . . . . . . . . .
Ach,
wiecznie tam,
gdzie nie dolata nikt,
lecieć tęsknosć mię zmusza,
gdzie w raj. ten obiecany
przykują mnie kajdany.
- - - - - - - - - - - - - - - -
Przepadła
poza ścianą a boku;
już nowa dotrzymuje kroku,
już nowa koło niego krąży,
śledząc, gdzie Konrad myślą dąży.
KONRAD
Co mnie obchodzi przede wszystkim mój naród? Co mnie obchodzi jego historia i
jego plotki? Tak, plotki. Bo ostatecznie wszystko, co wam daje wasza poezja,
jest plotką, z którą się nie walczy. Poezje uważają u
was jako półprawdy, jako rzecz, w którą się nie wierzy, której
się nie ufa, na której się nie polega. Poezja zaś jest artyzmem.
Zaś artyzm ma swoją logikę i nieodwołalność i
jest całą prawdą, jeśli jest. Inna zaś prawda jest
niepotrzebną.
MASKA 17
Odbiegasz, od czegoś zaczął.
KONRAD
Nie odbiegam od niczego, zwłaszcza od tego, com zaczął,
jeśli mysi moją snuję logicznie właśnie z tego, com
zaczynał.
KONRAD
Nie obchodzi mnie nic wasz naród, bo ten wasz naród nie jest waszym narodem.
Zgoda wasza i zgodność wasza jest już dla was
niedościgłą, więc stąd uznajecie ją tak
skwapliwie w tej waszej poezji. Na co wam zgoda potrzebna? Jedynie niezgoda z
was co jeszcze wytwarza, z was, którzy jesteście niczym, niczym, niczym.
KONRAD
To tylko przykre? To śmierć dla inteligentnego człowieka! A dla
was to tylko przykre. Powinniście mnie zabić, zabić. A wy
westchniecie, że to przykre.
KONRAD
Zabijam się sam. Ale i to wszystko będzie za późno.
Świadomość przyszła już wprzódy - wprzódy. A kto mi ją
odbierze?!
KONRAD
Nie ty. - Nikt. Świadomość ta jest artystyczna, logiczna w swoim
artyzmie i nieodwołalna. Jest sama ze siebie. Ja ją tylko odkrywam.
Ja tylko ją poznaję, tę, co jest, ją: TAJEMNICĘ.
Ją niezgadnioną, ją wielką.
MASKA 17
Kto to ma do siebie brać?
KONRAD
Kto? Nikt. Najlepiej nikt. A przede wszystkim niech nie bierze ten, kto
się nie poczuwa do niczego i jest spokojny.
KONRAD
A właśnie, że takich nie ma. Wszyscy są czujący,
czujący, wiedzący. Już ich widzę, już ich znam.
Wszyscy są przewidujący, zgadują, poznali, pogłębili
duszę narodową i już ją wzięli dla siebie, już
ona ich i dla nich. Niech żyje partia.
MASKA 17
Dopiero mówiłeś przeciw partii.
KONRAD
A cóż ty myślisz, że ja nie jestem partią?
MASKA 17
A więc reprezentujesz ją sam jeden.
MASKA 17
I to nazywasz logiczne.
KONRAD
Następstwo rzeczy jest logiczne - i to jest ode mnie niezależne. Ja
je odkrywam. Ja je tropię. I nieraz jasnowidzę. I wtedy
przerażam się jego bezwzględnością artystyczną:
pięknem, które równocześnie czuję. - A ci, co za tym idą,
co ją tworzą, ci nie widzą nic dalej.
KONRAD
A właśnie dlatego, że myślą, że tak mnie się
zdaje.
KONRAD
Mnie się zdaje...? Nie mnie, nie mnie. Ale tak jest, tak jest poza
mną i poza wami - że to są naukowe pewniki, to co w artyzmie i poezji
odkrywam. A naukowe pewniki wszak dla was są istotne? - - Że mniejsza
o to, czym jestem ja i co się ze mną stanie lub z moimi
dziełami, ale że ten mój każdy krok, to jest krok ku...
- - - - - - - - - - - - - - - - - -
Zaledwo za nią drzwi zapadną,
gdy nowa weszła z miną składną.
KONRAD
Co jakie parę staj lat... co wiek, co... zjawia się człowiek,
który nie może znieść tego, co jest.
KONRAD
Nie. - Niewoli narodowości.
KONRAD
Niewoli narodowości. Wy chcecie ze mnie uczynić niewolnika.
KONRAD Dlaczego wy macie poczucie niewoli i poddania, i uległości, a ja nie? Dlaczego wy czujecie się poddani i w jarzmie, a ja nie? Czy wy nie macie duszy?
KONRAD
Czy wy nie macie duszy? Nie wiecie, co to jest dusza, siłą, która
jest tym, czym chce, i nie jest tym, czym nie chce. Dusza, która jest
nieśmiertelna i pochodzi od Boga, a wy mówicie, że ją znacie, i
zatracacie jej boskość, zatrzymując ambicję, a Jej nie
macie. Nią nie jesteście. Bo mieć ją i nie być
nią: to nielogiczne. Wy śpicie. Jesteście podobni ludziom, co śpią:
ludziom, których duch błądzi, a tylko ciało ciepłem dycha.
Wy śpicie.
MASKA 18
A na cóż mamy się budzić? do czego?
KONRAD
Prawda. Po cóż się macie budzić? Wy jesteście ciałem,
które decha, które wdecha powietrze i wchłania napoje i jadło;
ciałem, które płodzi i rozwija się, i gnije. Tu wasz kres. Wy
nie zdolni więcej. Cóż wy byście więcej mieli czynić?
Czy czynić, czy działać, czy chcieć, czy tworzyć - ?
Do tworzenia trzeba artyzmu. Artyzm nie może być utylitarny, bo jest
niezależny od waszego bytu. Rzecz nie do osiągnięcia dla was.
Więc śpijcie.
MASKA 18
Tymczasem widzę, że zasypiasz przede wszystkim ty. Bo to, co ty
mówisz, to jest senność, to jest spanie, ale to śpisz ty.
MASKA 18
My nie jesteśmy obowiązani do niczego, bo my nie jesteśmy
artyści.
KONRAD
Co jakiś czas zsyła Bóg człowieka jasnowidzącego.
MASKA 18
No to mów, co widzisz - ?
KONRAD
.....Poczekaj, poczekaj, poczekaj. - To musi mieć formę
artystyczną..... ha..... tak..... tak..... - formę
nieodwołalną, artystyczną, formę nieodwołalnego
piękna, przed którym nie ostoi się nic, które jak młot
walić będzie i przed którym wszystko polęże.
KONRAD
Cicho. - - Już słyszę głos. Tym wołaniem, tym czynem
zwyciężę. Uderzyć-że w ten dzwon?
MASKA 18
Uderz we wielki dzwon.
KONRAD
Zatem sztuka. Wysoki artyzm sztuki. Tragedia! Najszczytniejsza sztuka ma
mówić i swoje DRAMATIS PERSONAE wyprowadzić. Ma więc
wyjść polska Antygona i polski Edyp i mają żegnać
słońce i żegnać światło, pozdrowienie
śląc mu od ust klnących. I żądać ma Antygona, aby
jej było wolno grześć brata i żalić się jego
wczesnej śmierci, i uczcić mlekiem i miodem, jak przystało
czcić umarłych, i ma swego mimo straże dokonać.
KONRAD
I ma wyjść Edyp i bluźnić Bogu, że go
dosiągł i że go pchnął w nędzę, i że
dał mu świetność, i że dał mu nędzy
świadomość, która mu była Śmiercią.
MASKA 18
Świadomość, która mu była Śmiercią.
KONRAD
Alboż my nie mamy tego samego. I
tego Edypa, i tej Antygony? Nie jesteśmyż my tą silą ducha
onych przejęci?
MASKA 18
A więc wracasz do narodu.
KONRAD
Wracam do nieśmiertelności.
KONRAD
Nieśmiertelność czuję.....
MASKA 18
To już raz było powiedziane.
KONRAD
Może - tak - wiem. Tejże chwili już wiem, ale dla was znów to
jest przypomnienie i już znów myśl się dla was gubi, bo nie
widzicie myśli, ale człowieka. Tak jest, dotąd nie widzicie
myśli mojej, tylko mnie, a nie o mnie chodzi. Przeszkodziłeś mi.
MASKA 18
Przeszkodziłem, ale to nie ja.
KONRAD
To ty. Bo do tych, którzy powtarzają cudze, należysz ty, nie ja,
który cudze przeżywam.
MASKA 18
Jakże to przeżyć takie słowo, jak:
nieśmiertelność.
MASKA 18
Kiedy to piękne i to jest prawie tyle trochę piękna, które
naprawdę powtarzać lubię.
KONRAD
Adie!
. . . . . . . . . . . . . .
MASKA 18
W każdym razie przyznasz, żem ci mocno dopomógł odpowiedziami do
rozumowania.
MASKA 18
I ja właśnie li tylko tego chcę, żebyś ty szedł,
nie ja.
KONRAD
Ale ty nie wiesz, gdzie ja idę.
MASKA 18
Bo to mnie nie obchodzi.
MASKA 18
A tak, bo to mnie nie obchodzi, gdzie ty idziesz? Mnie obchodzi: gdzie idzie
naród. Mnie nie obchodzi, gdzie ja idę. Ja się nad tym nie
namyślam i nie zastanawiam: co jest osią działania
myślowego u ciebie. Ja się nad tym nie zatrzymuję. Porównuję
się tylko z tobą, kiedy wywodów twoich słucham, i badam: gdzie
dąży naród?
MASKA 18
Ja obserwuję naród. Ja jestem obserwator. A ty...
KONRAD
Więc jak to? Jak to? Ty jesteś obserwatorem narodu?
MASKA 18
Na przykład na tobie.
KONRAD
Na przykład na mnie.....
- - - - - - - - -
Przepadła;
jużci nowa wkracza
i sieć domysłów swych roztacza.
MASKA 19
Myślisz, że my jesteśmy przeciw Polsce.
KONRAD
Do mnie należy moja mysi i myśli mojej nowina i niespodzianki, a wy
mnie nie stawiajcie płotów, ogrodzeń, sieci żelaznych - nie
mówcie mi na każdym kroku, że to klatka!
MASKA 19
Ha, jeśli ją czujesz.
MASKA 19
W takim razie nie rozumiemy twoich poglądów.
KONRAD
Ja wam ich nie wyjawię.
KONRAD
Nie mam żadnych tajemnic, ani swoich, ani cudzych.
KONRAD
Ani się nie chcę stroić w urok i piękno i poezję
tajemnicy.
MASKA 19
Więc jest - tylko odzierasz ją z szat poezji.
KONRAD
Więc jest... tylko nazywa się: wola, a ubrana w szaty poezji nazywa
się: niewola. I oto to, do czego chcesz mnie przymusić.
MASKA 19
Nie wiedziałem, że mam tyle mocy.
KONRAD
Nie wiedziałeś, że mam tyle odporności.
MASKA 19
No, ale wróćmy do - - rzeczowo. - My ofiarujemy ci wspólność
pracy.
KONRAD
Teraz już nic - już nic.
MASKA 19
Brutalnym chcesz być.
KONRAD
Was nie ma już. Wyście stracili swoją egzystencję. Nie
widzę was.
MASKA 19
Stajesz się wyraźniejszy.
KONRAD
Przestaliście istnieć już.
MASKA 19
Skazujesz nas na śmierć.
KONRAD
Wyście pomarli. Trupy i upiory. Nędza duszy!
KONRAD
I przyszliście mnie kraść.
MASKA 19
To jest idea. Napisz to jako artykuł.
KONRAD
Bo ty chcesz tę ideę oświetlić po swojemu.
MASKA 19
My nie zmienimy jednego słowa.
KONRAD
A! Umiecie uszanować. Nie chodzi wam
o słowa, ale o czyny. Chcecie zmienić opinię o mnie, a do tego
macie środki.
MASKA 19
A więc widzisz, że jesteśmy i że mamy egzystencję.
KONRAD
To nie jest egzystencja, ta wasza. - Wy jesteście zależni od lampy,
około której latacie jak ćmy, prosząc i ćmiąc
światło. Nie wiecie, kto lampę trzyma.
KONRAD
Ja wiem. Lampę trzyma człowiek ślepy i nazywa się:
przeznaczenie.
KONRAD
A na lampę dmuchnąć mogę ja i wtenczas co...?
KONRAD
A! nie chcesz dokończyć. Ćmy widzę w ciemności.
MASKA 19
Jak wieszcze. -
Czy zechcesz lampę naszą wspólną zagasić?
KONRAD
Dajmy pokój alegorii i temu, co ja chcę..... Ujrzycie inne
światło, ja wam nawet pokażę drogę... Ale wam dobiec
nie starczy sił i skrzydła opadną wam w zimnie w pół drogi.
Spadniecie w noc, zziębłe, strudzone ćmy, motyle, krasy
pył... Jeszcze, jeszcze... do rana...
MASKA 19
Co... ty... mówisz - ?
MASKA 19
Ach, tak... ciebie to męczy.
KONRAD
Ach, to mnie męczy... że liryzuję was i siebie, i was, i
wszystko, i wszystko.
MASKA 19
Patrzysz przez pryzmat poezji.
KONRAD
Czyli, mówisz, że patrzę przez pryzmat frazesu.
KONRAD
Ty nie rozumiesz Sztuki.
MASKA 19
Ależ ja rozumiem sztukę i wiem, że to nie frazes.
KONRAD
A! ty właśnie sztukę uważasz za fałsz.
MASKA 19
Tu ja uznam za konieczne otoczyć się tajemniczością.
KONRAD
Lubisz "wymianę myśli".
KONRAD
I chciałbyś, żebym się wypowiedział.
KONRAD
I ja sam w twoich oczach winienem się popisać.
MASKA 19
Pozwolisz, że sam sądzić cię będę.
KONRAD
... - To zbacza i nie tędy chodzi moja myśl, i cokolwiek w tym sensie
słyszę, nie słyszę właśnie wcale zupełnie.
Jestem głuchy na wszystko, co dotyczy mnie. Nie słyszę nic,
cokolwiek kto mówi. Ja mam swój sąd własny. A zdobyć go
było mi bardzo ciężko. I to jest cała moja siła.
MASKA 19
I to jest cała twoja siła. Dajemy ci pole. Może ją
zużytkujesz?
KONRAD
Ja jej nie myślę zużytkowywać.
MASKA 19
Ale... to niepodobna, aby nie-miała...
KONRAD
Nie chcę nic, nic - nic... nikogo, żadnych stronnictw, żadnych
idei, one wszystkie upadły - muszą upaść, żadnych
ludzi, osobistości; oni wszyscy muszą upaść, upadną.
Chcę... żeby w letni dzień, w upalny letni dzień.....
Chcę, żeby w letni dzień,
w upalny letni dzień
przede mną zżęto żytni łan,
dzwoniących sierpów słyszeć szmer
i świerszczów szept, i szum,
i żeby w oczach mych
koszono kąkol w snopie zbóż.
Chcę widzieć, słyszeć w
skwarny dzień
czas kośby dobrych ziół i złych
i jak od płowych zżętych pól
ptactwo się podnosi na żer.
KONRAD
- Nie. - - -
Chcę patrzeć, słyszeć, jaki gwar
zielonych złotych much;
chcę widzieć, słyszeć, tężyć słuch,
jak z kwiatów spada kwietny puch,
jak lęk i groza kosi łan,
wśród ciszy pól i gór,
w słonecznym blasku złotych chmur,
na chleb na przyszły rok.
Chcę patrzeć, patrzeć, tężyć wzrok...
i potrącać mogiłę co krok.
MASKA 19
Nie rozumiem cię... ty przecie mówisz o Polsce! Ty myślisz o Polsce!
Chcę pójść w zaciszny,
gęsty bór
za skłony sinych gór
i patrzeć po konarach drzew:
od których, z jakich stron
słonecznych żarów wionie wiew,
jak krąży w drzewach żywny sok...
i które padną za rok...
i że niczyich rąk nie zbroczy krew.
MASKA 19
Ty myślisz o Polsce! To widoczne!
KONRAD
Tak? . . . . . . . . . . . . . . .
- - - - - - - - - - - - - - -
Poszła i właśnie wchodzi
nowy
druh nieodstępny Konradowy.
KONRAD
Przyznasz mi, że my z coraz większą mówimy rezerwą o
wszystkim.
MASKA 20
My może coraz mniej wiemy.
KONRAD
Rzeczy wspólnych. A czy w ogóle te, które uważaliśmy za wspólne,
były zdolne powołać wspólność?
KONRAD
Czyśmy właściwie mieli jakie rzeczy wspólne? Chyba akcesoria i godła.
MASKA 20
Tak, akcesoria i godła. Dziś nie znaczące nic.
MASKA 20
Tak..... A... Czyli że...
KONRAD
Czyli że te rzeczy, które my mamy za poetyczne i które nam są
wspólne, są nam przeszkodą w zbliżeniu się, bo
urastają do potęgi widma, które wzbrania wstępu do Raju.
KONRAD
Który mówi: Będziesz za grzechy twoje dawne spełnione pokutował.
Jak wiele było twojej chwały i sławy, tyle oddasz męki i
bólu.
KONRAD
I to jest fałsz. A to jest sprawiedliwość poezji.
MASKA 20
Więc czegóż mamy się wyzbyć?
KONRAD
Tutaj zacznie się nasza siła.
MASKA 20
Więc możemy mieć siłę.
KONRAD
Więc ty jej nie czujesz, mimo poezji. Czyś ją ty może
czuł przez poezję? Ale nie, to był upór - i tylko wobec siebie
siła. Ale ta siła wobec drugich, to nie może być poezja.
KONRAD
To, czego chcę, żądam, musi być. Trzeba umieć
żądać i wiedzieć, czego żądać.
KONRAD
I trzeba wiedzieć, że jeśli są rzeczy, które ode mnie
zależeć powinny, to grzechem jest pytać się o nie innych i
żądać ich od innych.
MASKA 20
Zapewne, że wiele naszej słabości, niemocy leży tu, na tej
ścieżce, gdzie wiodą rozstajne drogi od tego kamienia. Oto brak
świadomości, co moje...
KONRAD
I do czego ja mam prawo.
KONRAD
I nie to prawo przez kogokolwiek nadawane i uznawane; - ale przez to prawo,
które poza prawami takimi jest bezwzględnie i którego z niczyjego poczucia
wyrugować nie można niczym, żadnym słowem ani rozkazem.
MASKA 20
Więc byłoby to prawo boskie.
KONRAD
Prawo ciężkości myśli i uczucia.
KONRAD
Albo lepiej: prawo ciążenia myśli.
MASKA 20
Matematyka i statyka myśli?
KONRAD
A tak - tak. Jak jest matematyka i statyka obrotów i pędu światów, a
więc i naszego - tak jest matematyka i statyka myśli.
MASKA 20
Tak. - Hm. - Tak. - Czyli że, czyli że:
- - - - - - - - - - - - - -- - -
Już nowa - ledwo tamta pada -
znów nieodstępna od Konrada.
KONRAD
Oto uszlachetniłem moją myśl.
KONRAD
I budować poczynam wszystko z rzeczy lotnej jak słowo i lotniejszej
niż puch. Budować wielki poczynam gmach, pałac, miasto.
Jeruzalem buduję nową, li za zmysłem oczu i za słuchaniem
idąc.
KONRAD
I nie obrażę niczym uczuć sąsiada, i oka bliźniego nie
obrażę - a nasycę serce moje i zmysły moje wszystkie
nasycę.
KONRAD
Na obłok ten patrzę, biegnący skłonem ogromnym, i powitanie
mu posyłam braterskie. Mój ci jest poskłonie, po ogromach
płynący. Własnością jest moją i rzeczą,
której zasię kupić nie może ode mnie sąsiad mój ani brat,
ani złodziej wydrzeć i zagrabić.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Znikła; już inna jest i bada
niepokojącą mysi Konrada.
KONRAD
Oto na co patrzę, gdy Noc zapadła, i co czynię...
KONRAD
Oto przypatruję się drobnym zdarzeniom i żyję tym
życiem nieustawnych tragedii drobnoustrojów.
KONRAD
A tak. Tworów małych, które gromadą idą, ale które wcale
gromadą nie są i które giną pojedynczo.
KONRAD
Każdy ten twór ginie samodzielnie.
KONRAD
A ja zamierzyłem patrzeć na ten ciąg nieprzerwany dramatów.
Powoli inne maski włażą.
Weszły, ruch każdy jego ważą.
Za jego gestem się pochylą
i tak nad ziemią krótką chwilą
patrzą się, każdy zaczajony,
co znaczy gest nie domówiony?
Oto gdy noc naszła już domostwo moje - w izbie zastawiam misę cynową, pięknie brzęczącą; - misę tę pełnię napojem słodowym, któren z jęczmionowych ziaren zalewkami się przetwarza - a woń miła napełnia izbę, woń Słowianom ulubionego napoju...
MASKI
?!
KONRAD
I oto zabieram kaganiec, który przytwierdzeń u żeleźca wpojonego
w mur, z dala rozświetlał komorę; który rozpraszał był
mrok nocy, tej, co pokój i ukojenie niesie śpiącym.
MASKI
!?
KONRAD
A kiedy błyska świt, szary nieledwo świt - niepokojem już
serce moje przejęte... i groza się do zmysłów moich
ciśnie... i opanowuję po chwili pierwszy zmysł:
wstrętu...... Misa cynowa pomieści wszystką
nieprawość, która w niej, z pięknie brzęczącego metalu
uczynionej, w mej napoju ulubionego Słowianom pełnej...
MASKI
!?!
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Nagle, gdy Konrad wyrzekł
"scześnie",
zajękty dziwno jakby we śnie,
i wpadną nagle do podziemu,
uległe przeznaczeniu swemu.
Tejże chwili zamykają się wszystkie drzwi naokół, które dotychczas siaty otworem, i tworzy się mroczne wnętrze dużego pokoju. Tejże samej chwili otwierają się podwoje środkowej ściany w głębi i widać izbę niewielką mieszkalną i drzewko oświetlone i ustrojone, zawieszone u stropu. Nad kolebką pochylona matka ssać daje pierś dzieciątku i kołysze się w takt nuconej półgłosem kolędy. Aniołowie to obstąpili kolebkę chórem:
KONRAD
Pamiętam, niegdyś wchodziłem
do księdza, do pustelni,
i przystanąłem w sieni.
Pamiętam, gdy pozdrowiłem,
ci czyści i nieskazitelni
pojrzeli ku mnie zdziwieni.
O Boże! pokutę przebyłem
i długie lata tułacze;
dziś jestem we własnym domu
i krzyż na progu znaczę.
Krzyż znaczę Boży nie przeto,
bym na się krzyż przyjmował;
lecz byś mnie. Boże, od męki,
od męki krzyża zachował.
Byś mnie zachował od tego,
coś zasię za mnie przebył;
bym ja był z twoich wiernych,
a niewolnikiem nie był.
Bym ja miał z Ciebie siłę,
jak wierzę w Twoją wiarę,
i żebym się doczekał,
jak miecze ślesz i karę.
Byś to, cos zapowiedział,
dopełnił w moim życiu:
by zeszło światło w nocy
i trysnął zdrój w ukryciu.
By trysło źródło
świeże
za laską Mojżeszową
i byś mi wskazał leże
i dach nad moją głową.
Byś zwiódł z wędrówki
długiej
mój naród do Wszechmocy!
Byś dal, co mają inni,
GDY PRZYJDZIESZ JAKO DZIECIĘ TEJ NOCY.
Bożego narodzenia
ta noc jest dla nas święta.
Niech idą w zapomnienia
niewoli gnuśne pęta.
Daj nam poczucie siły
i Polskę daj nam żywą,
by słowa się spełniły
nad ziemią tą szczęśliwą.
Jest tyle sił w narodzie,
jest tyle mnogo ludzi;
niechże w nie duch twój wstąpi
i śpiące niech pobudzi.
Niech się królestwo stanie
nie krzyża, lecz zbawienia.
O daj nam, Jezu Panie,
twą Polskę objawienia.
O Boże, wielki Boże,
ty nie znasz nas Polaków;
ty nie wiesz, czym być może
straż polska u twych znaków!
Nie ścierpię już niedoli
ani niewolnej nędzy.
Sam sięgnę lepszej doli
i łeb przygniotę jędzy.
Zwyciężę na tej ziemi,
z tej ziemi PAŃSTWO wskrzeszę.
Synami my twojemi,
błogosław czyn i rzeszę!
- - - - - - -
Gwiazdka zeszła i świeci,
nad kolebką dziecięcą,
nad miłością zabłysła matczyną.
Światło błysło stuleci,
radość nocy tej święcą:
Gwiazda zeszła nad ŚWIĘTĄ RODZINĄ.
Oto dziecię w kolebce,
matka nad nim schylona.
Około niej Anieli?
Domże to mój? Mnie żona?
Któż te słowa mi szepce?:
ta z tobą dolę podzieli.
Koniec memu błąkaniu,
koniec mojej udręce.
W czyimże to szeptaniu?:
z tą ślubem sprzęgniesz ręce...
(Klęka).
HESTIA
(Występuje z izby, gdzie światło. Podwoje izby zamykają
się za nią).
Strzegę twoich ócz i twoich rąk,
uchylam od cię mąk,
zdejmuję z czoła znamię trwóg,
byś był jako ten, co nie pamięta,
przez jakie przeszedł ciemnie dróg.
HESTIA
Na czoło twoje kładę dłoń,
a usta moje nucą śpiew
w tajemnic znaku wieczystych,
byś zbył tę myśli głębną toń,
gadów pełną nieczystych.
KONRAD
Ty ogień mój i krew.
O, czy mi ciebie zseła Bóg?
HESTIA
Ty masz być z Bożych sług.
KONRAD
O, wiem, ty znaczysz drogę posłanniczą.
Za ust twoich wymową,
co płynie żywiczną strugą,
stęsknionym idę słuchem
i przejmuję twe wielkie słowo
duchem,
który przebolał długo.
Ty wiedziesz ku zmartwychwstaniu,
że się moje dni już nagłe liczą,
że już jesteśmy na zaraniu.
HESTIA
Panem będziesz moim i sługą.
Strzec tobie ognia, który palę
rękoma mojemi.
Wziąć tobie topór oburącz
i siąść stróżem u proga.
I nie zwolić ni piędzi ziemi.
Co Bóg rozwiązał - łącz!
Z rozkazu i woli Boga!
HESTIA
Płonącym czynięć Aniołem.
Zgromadź mnogie ludy na wiec:
niech siędą społem za stołem
i powiedz im, jak ognia mają strzec,
jak modlić się mają dzieły.
Że jest już czas, by ręce topór jęły
przyspieszyć dni,
Bożymi znaczonych słowy,
by naród wstał na krwawą rzeź.
KONRAD
Płomień około twoje; głowy,
łuna przy twojej twarzy.
KONRAD
Oczy! gwiazdy płonące!
Świecisz w nocy, jako z płomieni
patrzące żywe słońce!
KONRAD
(bierze z jej ręki pochodnię płonącą)
A
może wy nie wiecie,
co to znaczy pochodnia?
Że ją dałem do ręki kobiecie,
co ogniska-ołtarza strzeże?
wy
dziwicie się może,
ze Konrad z jej ręki ją bierze,
że święcić kazała noże,
a noże święcić znaczy: zbrodnia!?
Pochodnia,
ogień, światło, żar
świeci i razem spala,
i ciepła razem niesie dar,
i pożarami w gruz obala.
Rozjaśnia,
ale niszczy razem;
ogniem żyjącym, zabić zdolna.
Płonąca, jest tą żywiołową siłą,
którą posiada DUSZA WOLNA.
Płonąca,
jest tą ducha władzą,
której sile ciało podlega,
potęgą - duchy, gdy się gromadzą,
w niej alfa myśli i omega.
W
niewiadomości człowiek żyje,
w niewiadomości błogostawion.
Płomień ten boski kto odkryje,
potępion może być lub zbawion.
Gdy
straci żarów świętą siłę,
choćby w ofierze dla narodu,
mniema, że ogniem go ocali - -
dościgną mściwe Erynije,
doścignie
Sęp wiecznego głodu:
wieczyście dalej, co jest dalej?
co będzie dalej, za wiek, wieki?
Im bliższy wiedzy, tym daleki,
coraz
to dalej bieży, leci:
ogniem się własnym spala - świeci!
To są te gwiazdy, co spadają
w noc. Patrzycie w nie: - - Znikają.