- PUBLICZNOSC I POECI [1876]
Previous - Next
Click here to hide the links to concordance
Raz mi tak żona dopiekła,
Żem się powiesił na górze;
Ciało zostało na sznurze,
A dusza poszła do piekła.
Strącona w otchłanie ciemne,
Trzęsła się cała ze
strachu,
Po siarki przykrym zapachu
Poznając państwo podziemne.
Zaledwie biedaczka dusza
Stanęła w przepaści na dnie,
Gdy dziki Cerber wypadnie
Targać za poły kontusza.
I tak jął szarpać zdradziecko,
Że gdym się bronić
sposobił,
To on tymczasem już zrobił
Z kontusza tunikę grecką.
Więc w takim klasycznym stroju
Ja, szlachcic i Podolanin,
Szedłem, a duchy po kroju
Mniemały, żem jest poganin.
Charon w łańcuchy mnie okuł
I zawiódł na odwach prosto,
Gdzie przed piekielnym starostą
Spisywać trzeba protokół.
Na sądzie Eak zasiadał,
Przy nim Radamant z Minosem;
Spojrzeli na mnie ukosem,
Żądając, bym się
spowiadał.
Widząc, że patrzę przed
siebie,
Nie
wiedząc, co mówić zgoła,
Radamant gniewny
zawoła:
- "Coś
przyszedł robić w Erebie?
Jakie do niego
masz prawo?
Jakie masz w
piekle zasługi?
Czy szereg twych
zbrodni długi
Występną
okrył cię sławą?
Czyś
może jako wódz srogi
Rozpuścił
na świat swe hordy,
Siałeś
pożogi i mordy,
Wzywając do
walki bogi?
Lub może
jak Tytan nowy
Niebiosa
pobiegłeś gwałcić
I ziemię
chciałeś przekształcić,
Niszcząc
fatalizm duchowy?
Możeś
był zemsty Orestem
I w krwi swych
bliskich się pławił?
No, powiedz,
czymżeś się wsławił?
Mordami?
zdradą? incestem?" -
Na to ja,
szlachcic struchlały,
Rzekłem: -
"Niech porwą mnie diabli,
Jeżeli
dotknąłem szabli
Przez życia
mego wiek cały!
Jestem
człek prawy, zamożny...
Moi piekielni
panowie,
Co wam też
świta po głowie,
Bym miał
być taki bezbożny?!
Żyłem
przykładnie na roli,
Czysty przed
ludźmi i Bogiem,
Nikomu nie
byłem wrogiem,
Strzegłem
się wszelkiej swawoli;
Gromiłem
życie namiętne,
Próżne
marzenia postępu
Nie miały
do mnie przystępu,
Doktryny
były mi wstrętne.
Nie
gustowałem w poezji,
Pogańskich
nie czciłem bogów,
Strzegłem
się ideologów
I heroicznych
herezji.
Prowadząc
życie w porządku,
Nie miałem większej
ambicji,
Jak
zostać... posłem w Galicji,
Gdziem
słynął z swego rozsądku.
Ale czart
jakiś mnie zbiesił:
Gdy mocniej
zalałem głowę,
Różne
zgryzoty domowe
Sprawiły,
żem się obwiesił".
Gdym
skończył, wstał Minos straszny
I rzekł: -
"Co robić z tym fantem,
Z Beotem i
obskurantem?
Dla piekła
jest za rubaszny!"
I tak po
krótkich namowach
Wszyscy trzej,
mrucząc pod nosem,
Radamant, Eak z
Minosem
Zawarli wyrok w
tych słowach:
"Idź
jeszcze na ziemię, bracie,
Zająć
się twoim rzemiosłem,
A będziesz
wybrany posłem,
Zasiędziesz nawet w rajchsracie;
A kiedy już w delegacji
Staniesz w obronie wolności,
Chcąc nam dochować
wdzięczności,
Pamiętaj o propinacji!
I nie trać
nigdy nadziei,
Walcz
śmiało na każdej sesji:
Zdobędziesz
dużo koncesji...
Banków i nowych
kolei.
Choćby kto
za złe poczytał,
Śmiej
się! bo sprawa jest czysta,
Wszakże
kraj na tym skorzysta,
Jeśli
powiększysz kapitał.
Piekła
się nie bój tym bardziej,
Bądź
tylko śmiało bezczelnym,
Honorem
ręczym piekielnym,
Że
piekło tobą pogardzi".
12 listopad 1867
Previous - Next
Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
IntraText® (V89) Copyright 1996-2007 EuloTech SRL