Part
1 1| z Egiptu do Syrii dostać się nie mogą. Podróżując na
2 1| ale miecz baszy zdawał się wisieć w błękitnym niebie
3 1| widać było głębokie poddanie się ludzi wolnych pod prawo
4 1| człowiekiem. Pan Steble, tak się nazywał ów lekarz, emigrant
5 1| uniesieniem rozpowiada, starał się natychmiast mój pobyt pod
6 1| podróżnéj gromadki; a jak się późniéj dowiedziałem, rączki
7 1| nie zabrakło. Rozłożywszy się pod namiotem przywykać zacząłem
8 1| Śródziemnego roztrącała się o piasek i smutnym gwarem
9 1| następującéj powieści; a pokażą się mu we właściwszym świetle,
10 1| gruchnęła w nocy i polała się deszczem piorunów na mój
11 1| i deszczu namiot chwiał się nade mną i zaczerwieniony
12 1| zaczerwieniony od piorunów, wydawał się ognistym i strzegącym łoża
13 1| wilgotny knot na nowo zapalić się nie chciał. Próżne tu byłyby
14 1| zaledwo nitka wody sączyła się po piaskowym korycie, nabrzmiała
15 1| prosto biegła roztoczyć się po dolinie, na któréj stały
16 1| nie mogłem jednak udać się do bliskiego miasteczka,
17 1| siłami wytrzymać, ocalić się lub zginąć, pod okiem ludzi,
18 1| pod okiem ludzi, którzy się mnie i rzeczy moich dotknąć
19 1| i nie śmieli. Wyjaśniło się na koniec niebo, a ja, nauczony
20 1| chwile spokojne, gdzie budząc się, przez roztworzone płótno
21 1| uklękły przede mną i podniosły się z pielgrzymem zadumanym,
22 1| ku wschodowi, obróciłem się na siodle, aby raz jeszcze
23 1| na wzgórzu i zdawało mi się, że sam wyszedł na miejsce
24 1| czarne i puste. - Odwróciłem się od téj rzeczy, co miała
25 1| mnie. A wkrótce zaczęły się pokazywać na piasku lilije
26 1| lilije białe, zwiastując, że się zbliżam do żyźniéjszéj krainy;
27 1| Chrystus do uczniów swoich, aby się nie troszczyli o jutro i
28 1| wymówione głosem, który zaledwo się tak rozchodzi, jak kręgi
29 2| Trzy razy księżyc odmienił się złoty,~Jak na tym piasku
30 2| na piasku pagórki~Karmić się chwastem nadmorskich ajerów;~
31 2| A wieczór - wszystkie tu się kładły wiankiem,~Tu, gdzie
32 2| kładły wiankiem,~Tu, gdzie się ogień już dawno nie pali.~
33 2| mogiła~Promienistemu słońcu się odśmiecha,~Wszystko tam
34 2| niewiadoma ta boleść nikomu,~Jaka się w moim sercu dziś zamyka!~
35 2| wracam ze zdrowiem,~Pytać się będą. - Cóż ja im odpowiem?!~ ~
36 2| piasku.~Wielbłądy moje cicho się pokładły;~Dziecko, jak mały
37 2| i wodą z potoku,~Śmiejąc się, lekko trysnęła na braci. -~
38 2| wypiwszy ze dzbana,~Powalił się tu jak palma złamana.~Przybiegłem -
39 2| Krzyknąłem wściekły: "Niech się nikt nie waży!"~Porwałem
40 2| śmierci najstarszego syna~Oczy się moje do snu nie zawarły,~
41 2| splamione chmurą:~A mnie się zdało wtenczas, nie wiém
42 2| moich trojga dzieci:~Tak mi się mgliste zdawało i grube~
43 2| doleci~Do Pana Boga, co się zakrył chmurą.~ ~I tak dni
44 2| spostrzegłem.~On do tamtego stawał się podobny;~Stawał się jak
45 2| stawał się podobny;~Stawał się jak mój trup pierworodzony~
46 2| głośno:~"Oby nie umarł! lub się był nie rodził!" -~A tam
47 2| Boga oszukamy w niebie,~Że się ten bałwan zarazy przewali. -~
48 2| Skonał i skościał, i stał się jak kamień.~A tak okropnie
49 2| trawie,~Jak pracowity snując się pajączek.~Patrz! i ten pas
50 2| pamięci i mocy,~Położyłem się i zasnąłem w nocy.~I we
51 2| Przyszły za ręce trzymając się obie;~I pozdrowiwszy mię
52 2| cicho, z wolna, schylały się nisko~Nad matki łożem, nad
53 2| ręce położyły sine!~Budzę się z krzykiem i umarłą dziatwę~
54 2| po kobiercu,~Rzuciła mi się rączkami na szyję;~I przekonałem
55 2| na szyję;~I przekonałem się, że Hatfe żyje,~Słysząc
56 2| Lecz na co z boleścią się szerzyć?~I te mi dziecko
57 2| usteczka~Jak młoda róża, kiedy się rozchyla. -~I tak umarła
58 2| ta moja dzieweczka,~Że mi się serce rozdarło na ćwierci -~
59 2| z drewna.~Dziecina stała się blada i rzewna;~Bo mleko
60 2| grobie! -~Ona inaczéj wydaje się tobie,~Może złocista, jasna
61 2| Śpiewającegom słyszał muezina:~Jakby się nad mym ulitował losem,~
62 2| poczerniały, zwiędły~I podarły się, i lekko napięte,~Były jak
63 2| wróbelków krocie,~Co zlatywały się tutaj o brzasku~Jeść okruszyny
64 2| brzasku~Jeść okruszyny i kąpać się w piasku;~Odkąd mi dzieci
65 2| ubywać,~Po żer przestały się wszystkie zlatywać.~Czy
66 2| już zaczęło morze~I słońca się krąg pochował ponury,~I
67 2| gęste sieką deszcze,~Jak się rozciąga, jak głucho szeleszcze,~
68 2| jak głucho szeleszcze,~Jak się nade mną w ciemności kołysze~
69 2| ciemności kołysze~I od piorunów się cały czerwieni,~Podobny
70 2| szatańskim z płomieni.~Zdawało mi się za burzy łoskotem,~Żem słyszał
71 2| oboje razem -~Rzuciliśmy się, gdzie robaczek lichy...~
72 2| bardzo cichy,~To tak wydawał się obojgu głośny~I tak rozdarty,
73 2| do Szecha kaplicy,~Gdzie się nam trupia otwierała brama,~
74 2| smutne twarze.~Widziałem, jak się każdy z nich zadziwiał;~
75 2| zadziwiał;~Bo nachyliłem się był i posiwiał.~A żona moja
76 2| tknęła połowy,~Nad piersiami się uderzywszy zbladła~I zachwiała
77 2| uderzywszy zbladła~I zachwiała się z jękiem - i upadła.~A ja
78 2| martwy na ziemię.~I obudziłem się - na dni czterdzieści...~ ~
79 2| wzięły mi żonę.~ ~I znów się łono piaskowe otwarło,~Gdzie
80 2| płóciennéj nory~Schować się w cieniu jak nocne potwory.~
81 2| widzieli na stepie.~Stałem się jako zdziecinniali - starzy -~
82 2| płacze trupojady.~Stałem się wreszcie jak wąż, gdy ochłodnie.~
83 2| pamiątek, omamień.~Stałem się twardy i zimny jak kamień.~
84 2| litośną,~Że rozpłakałem się jak dziecko głośno.~ ~I
85 2| na nie, dotknij! Nie bój się zarazy,~Nie bój się śmierci,
86 2| bój się zarazy,~Nie bój się śmierci, co dotknięciem
87 2| wiem że te płótna~Straszne się muszą obcym ludziom zdawać.~
|