Part
1 1| kilka słów o kwarantannie na pustyni między Egiptem a
2 1| państwami naznaczył myślą na błędnym piasku granicę i
3 1| się nie mogą. Podróżując na wielbłądzie musiałem podobnemu
4 1| drogi przybyłem z Kairu na smutną dolinę piaszczystą,
5 1| dolinę piaszczystą, abym na niéj przez dni dwanaście
6 1| przewodników Arabów, bo przybywszy na dolinę kwarantanny kazali
7 1| Malagamba, sławną pięknością na Wschodzie, o któréj Lamartine
8 1| i srebrnéj mące, aby mi na chlebie européjskim nie
9 1| powietrze; nad morzem zaś, na piramidalnéj piasku mogile,
10 1| stron wzgórza piaskowe i na nich straży namioty, i patrzący
11 1| straży namioty, i patrzący na kwarantannę strażnicy w
12 1| które dawniéj spędzałem na ucztach w gronie rodzinnym,
13 1| wichrem z Morza Czerwonego na Śródziemne, gruchnęła w
14 1| polała się deszczem piorunów na mój namiot oddalony od ludzi.
15 1| światło, a wilgotny knot na nowo zapalić się nie chciał.
16 1| roztoczyć się po dolinie, na któréj stały nasze namioty;
17 1| pomocą Arabów namioty nasze na najbliższe wzgórze piaskowe,
18 1| ponury patrzałem ze wzgórza na tryumf téj biednéj rzeczki,
19 1| doznawszy morskiego prawie na ziemi rozbicia, nie mogłem
20 1| morze i zatopić wzgórze, na którym stałem; a wszystko
21 1| nie śmieli. Wyjaśniło się na koniec niebo, a ja, nauczony
22 1| już nie w dolinie, lecz na wzgórzu najwyższym rozbiłem
23 1| Wieczorem zaś, usiadłszy na ziemi u wejścia do namiotu,
24 1| naznaczał krzyżem czerwonym na piersiach, a zaś Araba tego
25 1| wschodowi, obróciłem się na siodle, aby raz jeszcze
26 1| aby raz jeszcze spojrzeć na mój namiot zielony; obaczyłem
27 1| namiot zielony; obaczyłem go na wzgórzu i zdawało mi się,
28 1| zdawało mi się, że sam wyszedł na miejsce wysokie, aby mnie
29 1| wkrótce zaczęły się pokazywać na piasku lilije białe, zwiastując,
30 1| krainy; i pomyślałem, że na te same kwiaty obróciwszy
31 1| rzeczy z tego świata, patrząc na lilie, które Bóg odziewa.~
32 1| kwarantanny odbytéj przeze mnie na pustyni; gorszą daleko wysiedział
33 1| kilka wyrazów znajdzie go na pustyni. Ale czymże jest
34 1| tak rozchodzi, jak kręgi na wodzie po rzuconym do niéj
35 2| odmienił się złoty,~Jak na tym piasku rozbiłem namioty.~
36 2| dromaderów~Chodziło co dnia na piasku pagórki~Karmić się
37 2| sercu dziś zamyka!~Wracam na Liban, do mojego domu -~
38 2| córki?"~Naprzód błękitne na Libanie chmurki~Pytać mię
39 2| Przybyłem. Namiot rozbiłem na piasku.~Wielbłądy moje cicho
40 2| dziewczyna,~Z dzbankiem na głowie, prościutka jak trzcina.~
41 2| Śmiejąc się, lekko trysnęła na braci. -~Najstarszy - z
42 2| rzuciłem straży,~Aby go wzięła na żelazne zgrzebła~I tam,
43 2| Hafne i Amina~Umarły leżąc na łożu przy sobie.~A patrz! -
44 2| A niebo, które patrzało na zgubę~Mego rodzeństwa, moich
45 2| piekielna godzina!~Gdy patrząc na twarz najmłodszego syna~
46 2| tak strzegłem! -~Pierwszy na twarzy znak wystąpił drobny;~
47 2| bladego czerwony.~Patrzę! - Na twarzy plam żelaznych krocie -~
48 2| takiémi trądy~Wyniosłem na step, pomiędzy wielbłądy,~
49 2| zgryzła do ostatka;~I żeby na to nie patrzała - matka.~ ~
50 2| bliscy~Ja z wielbłądami - na kolanach wszyscy.~Łamałem
51 2| uścisku,~Chciałem go spalić na popiół w ognisku;~Lecz ledwie
52 2| bez serca,~Już omdlałego na boleści świeże,~Już mówiącego: "
53 2| wszystko bierze!"~Miałem na syna trzeciego cierpienia~
54 2| przesłaniała, że patrzałem na nią~Jako na róże przeze
55 2| że patrzałem na nią~Jako na róże przeze łzy i słońce.~
56 2| wszystkie nasze łzy - wzięła na włosy.~ ~Dziesięć dni przeszło
57 2| długich,~Że śmierć już mogła na gwiazdy odlecić.~Dziesięć
58 2| nad dziecka kołyską;~Potém na moją najmłódszą dziewczynę~
59 2| Rzuciła mi się rączkami na szyję;~I przekonałem się,
60 2| Słysząc jéj serce bijące na sercu,~Ale nazajutrz grom
61 2| uderzyć -~Córka!!! - Lecz na co z boleścią się szerzyć?~
62 2| śmierć wydarła!~I ta mi córka na rękach umarła!~A była jedna
63 2| Że mi się serce rozdarło na ćwierci -~A piękna była
64 2| zaczepili hakiem -~Hak padł na pierś jéj twardą, krągłą,
65 2| Wziąłem ją - i sam zaniosłem na cmentarz.~Z założonymi na
66 2| na cmentarz.~Z założonymi na piersiach rękoma~Siedziała
67 2| moich dzieci trupy.~A tam na wzgórzu, kędy morze bije,~
68 2| wyje;~A kiedy z wichrem na brzegi nie skacze,~Dla ciebie
69 2| córki go uprzędły -~Płótna na rosie poczerniały, zwiędły~
70 2| zdjęte.~Zarazę było znać na tym namiocie -~I wiesz,
71 2| przed nami~Leżało dziecko na stole, nieżywe,~Nieruchomością
72 2| Uczułem wtenczas, patrząc na tę postać,~Że gdyby mogło
73 2| bursztyn albo żółte woski;~Na głowie miała z włosów siwych
74 2| błyskawicy,~Jak ci, co wyjdą na słońce z ciemnicy.~Lekarz
75 2| jękiem - i upadła.~A ja na ręce wziąłem trup niewieści,~
76 2| Upadłem przy niéj jak martwy na ziemię.~I obudziłem się -
77 2| ziemię.~I obudziłem się - na dni czterdzieści...~ ~Przed
78 2| kwiatka,~Włoska w złocistych na głowie obrączkach;~I ta
79 2| nocne potwory.~Ani ja słońca na niebieskim sklepie,~Ani
80 2| Ani mnie ludzie widzieli na stepie.~Stałem się jako
81 2| dziwnym natrafiłem losem~Na głos, co moich był dzieciątek
82 2| teraz jak męki obrazy?~Patrz na nie, dotknij! Nie bój się
83 2| ośmioro!~I co dnia patrząc na tak konające,~Wysiedziałem
84 2| wielbłądów podróżnych,~A na nich - patrzaj, osiem juków
|