Part
1 1| straży i doktora; inaczéj zaś z Egiptu do Syrii dostać się
2 1| ośmiu dniach drogi przybyłem z Kairu na smutną dolinę piaszczystą,
3 1| człowieka. Przybył doktor z miasteczka El-Arish; pierwsze
4 1| miasteczko, które od wyjazdu z Kairu obaczyłem z daleka,
5 1| wyjazdu z Kairu obaczyłem z daleka, a doktor pierwszym
6 1| włoski, ożeniony świeżo z panną Malagamba, sławną
7 1| Wschodzie, o któréj Lamartine z takim uniesieniem rozpowiada,
8 1| lochach, składano umarłych z dżumy; a zaś architektura
9 1| nadawały mu pozór kościotrupa. Z innych stron wzgórza piaskowe
10 1| doliny niby stożec piaskowy, z którego muezin obwoływał
11 1| pozwalano mi chodzić wziąwszy z sobą jednego z kwarantanny
12 1| wziąwszy z sobą jednego z kwarantanny strażników.
13 1| Narodzenia (1836 r.), kiedy z téj spokojnéj pustyni myśli
14 1| burza przewiewana wichrem z Morza Czerwonego na Śródziemne,
15 1| przyszedł wicher, który go z ziemi zwieje i zaniesie
16 1| gdy nad rankiem wyszedłem z namiotu, chmury żelazne
17 1| Drogman mój Soliman, sławny z tego i chełpliwy, że był
18 1| namiotu, piękny ten Arab, z długą brodą, oświecony wzierającym
19 1| księżycem, śpiewał mi strofy z poematów arabskich, których
20 1| śpiewającego smutne dumy z ziemi rodzinnéj. Lecz dosyć
21 1| przede mną i podniosły się z pielgrzymem zadumanym, wyciągając
22 1| mieszkańca, wyrwał kilka kołów z piasku i skrzydłem powiewał
23 1| troszczyli o jutro i o rzeczy z tego świata, patrząc na
24 2| ogień rozkładali,~Żona, z synaczkiem przy piersiach,
25 2| wracała najmłodsza dziewczyna,~Z dzbankiem na głowie, prościutka
26 2| Przyszła do ognia i wodą z potoku,~Śmiejąc się, lekko
27 2| na braci. -~Najstarszy - z ogniem zapalonym w oku~Wstał,
28 2| Wywlec kazałem strażnikom z namiotu;~I porzuciły nas! -
29 2| jak mój trup pierworodzony~Z jasnego blady, z bladego
30 2| pierworodzony~Z jasnego blady, z bladego czerwony.~Patrzę! -
31 2| namiocie!"~I pochwyciwszy go z takiémi trądy~Wyniosłem
32 2| konającym czuwaliśmy bliscy~Ja z wielbłądami - na kolanach
33 2| rodził!" -~A tam nad palmy, z twarzą nielitośną,~Gdy konał
34 2| wschodził~I patrzał: - tego z pamięci nie zatrzéć!~I nie
35 2| Powieki bez łez i serce z kamienia.~Boleść już była
36 2| rodzinném gronie~I najmniéj z dzieci płakany po zgonie.~
37 2| zostać w rodziców pamięci~Z twarzą, co woła: "Jesteście
38 2| rączek,~Kiedy zrobiwszy z jedwabiu osnowę,~Około cedru
39 2| namiocie śpiące.~Szły cicho, z wolna, schylały się nisko~
40 2| położyły sine!~Budzę się z krzykiem i umarłą dziatwę~
41 2| Córka!!! - Lecz na co z boleścią się szerzyć?~I
42 2| sam zaniosłem na cmentarz.~Z założonymi na piersiach
43 2| kącie namiotu, żółta, jakby z drewna.~Dziecina stała się
44 2| dla mnie wyje;~A kiedy z wichrem na brzegi nie skacze,~
45 2| mi wytraca~I bierze syny z łona rodzicielki.~O Allach!
46 2| Zaczęło stronić ode mnie z daleka.~Namiotu mego - córki
47 2| napięte,~Były jak próchna z ludzkich trumien zdjęte.~
48 2| biedna? -~Nie przyleciała z ptaszyn ani jedna~I spostrzegłem
49 2| dni - o Boże mój! Boże!~Z wieczora huczeć już zaczęło
50 2| Podobny grobom szatańskim z płomieni.~Zdawało mi się
51 2| natężałem wzrok, serce i ucho;~I z przerażeniem rozmyślałem
52 2| gromie i nagle~W kołysce z cicha zapłakało dziecko -~
53 2| rozdarty, i taki żałosny,~I tak z głębokich wnętrzności wyjęty!~
54 2| przeczucie żałoby!~Umarło - z takiéj jak tamte choroby.~
55 2| błyszcząca gwiazdami.~Byliśmy z matką w namiocie - przed
56 2| Że gdyby mogło choć tak z nami zostać~Przez wszystkie
57 2| nie inaczéj -~Ubyłoby mi z serca pół rozpaczy.~A te
58 2| namiocie pustym ja zostałem z żoną.~Ale czy pojmiesz? -
59 2| Widziałem, jak się każdy z nich zadziwiał;~Bo nachyliłem
60 2| żółte woski;~Na głowie miała z włosów siwych wieniec,~Jakiś
61 2| Jak ci, co wyjdą na słońce z ciemnicy.~Lekarz nam kazał
62 2| wszystkie całowałem trupy,~Z téj kwarantanny wychodziłem
63 2| zbladła~I zachwiała się z jękiem - i upadła.~A ja
64 2| wyznała mi matka,~Że chciała z grobu swojego dzieciątka~
65 2| dzisiaj święte,~W mogiłce z główki maleńkiemu zdjęte -~
66 2| namiocie ze mną;~Gadałem z nimi, zmyślałem rozmowy,~
67 2| moich był dzieciątek głosem.~Z obłąkanego budziły mię śnicia~
68 2| wielbłąda.~Spojrzał - i spojrzał z twarzą tak litośną,~Że rozpłakałem
69 2| ciemnego już przywykł namiotu;~Z uczuciem smutku, boleści
70 2| Do tego piasku zatykałem z dziećmi.~Ach, pomóż ty mi
|