Part
1 1| człowiekiem. Pan Steble, tak się nazywał ów lekarz, emigrant
2 1| biednéj rzeczki, a patrząc tak, dziwnego doznawałem wrażenia.
3 1| napotykały konstelacją Oriona, tak podobną do gwiaździstéj
4 1| ją doktor Steble, któremu tak za nią, jako za chleby i
5 1| głosem, który zaledwo się tak rozchodzi, jak kręgi na
6 2| grzebła.~A od téj nocy tak pełnéj boleści~Naznaczono
7 2| łożu przy sobie.~A patrz! - tak cicho umierały obie!~Że
8 2| rodzeństwa, moich trojga dzieci:~Tak mi się mgliste zdawało i
9 2| co się zakrył chmurą.~ ~I tak dni dziegieć przeszło, choć
10 2| zobaczyłem! - Ach, ja go tak strzegłem! -~Pierwszy na
11 2| i stał się jak kamień.~A tak okropnie po śmierci wyglądał,~
12 2| rąbkami złocistych warkoczy~Tak przesłaniała, że patrzałem
13 2| Dziesięć dni przeszło i nocy tak długich,~Że śmierć już mogła
14 2| kiedy się rozchyla. -~I tak umarła ta moja dzieweczka,~
15 2| nagle! - Czemuż ta Śmierć tak zdradziecko!~Tak cicho weszła
16 2| Śmierć tak zdradziecko!~Tak cicho weszła pod namiotu
17 2| jęk był bardzo cichy,~To tak wydawał się obojgu głośny~
18 2| wydawał się obojgu głośny~I tak rozdarty, i taki żałosny,~
19 2| rozdarty, i taki żałosny,~I tak z głębokich wnętrzności
20 2| głębokich wnętrzności wyjęty!~I tak rozumny! i taki przeklęty!!!~
21 2| postać,~Że gdyby mogło choć tak z nami zostać~Przez wszystkie
22 2| Przez wszystkie lata - choć tak, nie inaczéj -~Ubyłoby mi
23 2| pożaru pochodnia. -~Więc tak bezdzietnym było - i tak
24 2| tak bezdzietnym było - i tak co dnia -~Cisza ogromna
25 2| szelestu...~Doczekaliśmy więc tak dni czterdziestu.~I kwarantanny
26 2| rączkach,~Te włoski złote i tak dzisiaj święte,~W mogiłce
27 2| Spojrzał - i spojrzał z twarzą tak litośną,~Że rozpłakałem
28 2| jak dziecko głośno.~ ~I tak przeżyłem smutnych dni czterdzieście;~
29 2| piersi gorą...~Ach! ja tak moich widziałem ośmioro!~
30 2| ośmioro!~I co dnia patrząc na tak konające,~Wysiedziałem tu
|