Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Juliusz Slowacki
Ojciec Zadzumionych

IntraText - Concordances

(Hapax - words occurring once)


1836-naste | nasz-swiez | swoim-zzieb

                                                bold = Main text
     Part                                       grey = Comment text
1 1| wigilią Bożego Narodzenia (1836 r.), kiedy z téj spokojnéj 2 1| smutną dolinę piaszczystą, abym na niéj przez dni dwanaście 3 2| się chwastem nadmorskich ajerów;~A wieczór - wszystkie tu 4 2| łona rodzicielki.~O Allach! Akbar Allach! jesteś wielki!~Wszystko, 5 2| troski~Była jak bursztyn albo żółte woski;~Na głowie miała 6 1| to jest dziwnym Mohameda Ali, że między dwoma swoimi 7 2| bądźże mi Ty pochwalony, Alla!~Szumem pożaru, co miasta 8 2| Téj saméj nocy Hafne i Amina~Umarły leżąc na łożu przy 9 1| była ta burza w pustyni - Anhelli myślał, że już przyszedł 10 2| mego panią!~Ona jak jaśni anieli obrońcę~Najmniéjsze dziecko 11 2| Bóg nie przebaczy,~Jeśli anioła śmierci przyszle po nie:~ 12 2| pokładły;~Dziecko, jak mały aniołek w obrazku,~Karmiło wróble, 13 1| wejścia do namiotu, piękny ten Arab, z długą brodą, oświecony 14 1| czerwonym na piersiach, a zaś Araba tego przemieniał w giermka 15 1| śpiewał mi strofy z poematów arabskich, których dźwięk niezrozumiany 16 1| umarłych z dżumy; a zaś architektura jego i żółtawa białość nadawały 17 1| OD AUTORA]~ ~Dla objaśnienia następnego 18 2| ojcu - wielkość Boga.~O! bądźże mi Ty pochwalony, Alla!~ 19 2| oszukamy w niebie,~Że się ten bałwan zarazy przewali. -~Powrócił! - 20 2| choć dziecięcia jęk był bardzo cichy,~To tak wydawał się 21 1| ludzkiemu podlegać; ale miecz baszy zdawał się wisieć w błękitnym 22 1| postrzeżeń, którymi będzie bawił przyszłych wędrowników. 23 2| smutku, boleści i zgrozy~Będę wyrywał koły i powrozy,~ 24 1| karą miecza zmusił wolne Beduiny rozbijać w tym miejscu namioty 25 1| małych postrzeżeń, którymi będzie bawił przyszłych wędrowników. 26 2| Zdrów byłem. - Ludzie! czy będziecie wierzyć?~Ja, co me wszystkie 27 2| pożaru pochodnia. -~Więc tak bezdzietnym było - i tak co dnia -~Cisza 28 1| cichą - przeszła jednak ta bezsenna noc zgrozy, a gdy nad rankiem 29 1| ognistym i strzegącym łoża bezsennego cherubinem... Wicher mi 30 1| pokazywać na piasku lilije białe, zwiastując, że się zbliżam 31 1| rączki jego żony grzęzły w białéj i srebrnéj mące, aby mi 32 1| architektura jego i żółtawa białość nadawały mu pozór kościotrupa. 33 1| opisy; albowiem wielkością biblijną nacechowana była ta burza 34 2| Lecz ledwie ogień zaczął biec po szacie,~Wyrwałem trupa 35 1| ze wzgórza na tryumf téj biednéj rzeczki, a patrząc tak, 36 1| zawieszonéj przez Boga nad biednym namiotem błędnego Polaka. 37 2| jedwabiu osnowę,~Około cedru biegała po trawie,~Jak pracowity 38 2| przeklęty!!!~Żeśmy oboje biegli gromem tknięci,~I bez nadziei 39 2| żyje,~Słysząc jéj serce bijące na sercu,~Ale nazajutrz 40 2| tam na wzgórzu, kędy morze bije,~Dla ciebie szumi morze - 41 2| drewna.~Dziecina stała się blada i rzewna;~Bo mleko matki 42 2| pierworodzony~Z jasnego blady, z bladego czerwony.~Patrzę! - Na twarzy 43 1| Boga nad biednym namiotem błędnego Polaka. Dosyć o tym cichym 44 1| palmowych lasów; od północy błękitna szarfa Morza Śródziemnego 45 2| twoje córki?"~Naprzód błękitne na Libanie chmurki~Pytać 46 2| zarazy martwica.~I w dzień błękitny, i w noc każdą ciemną~Oni 47 1| baszy zdawał się wisieć w błękitnym niebie nad głową moich przewodników 48 2| Przy konającym czuwaliśmy bliscy~Ja z wielbłądami - na kolanach 49 1| mogłem jednak udać się do bliskiego miasteczka, gdzie byli ludzie, 50 1| między Egiptem a Palestyną, blisko miasteczka El-Arish. Wymysłem 51 2| rumieniec,~A oczy pełne takiéj błyskawicy,~Jak ci, co wyjdą na słońce 52 2| Noc przyszła druga, błyszcząca gwiazdami.~Byliśmy z matką 53 2| Poszły, oczyma cichymi błyszczące,~Nawiedzać inne, po namiocie 54 2| pajączek.~Patrz! i ten pas mój błyszczący jaskrawie~Ona robiła - i 55 1| piramidalnéj piasku mogile, błyszczał białą kopułą mały grobowiec 56 2| krągłą, białą...~I tu - bogdajby jak ja nie umarli! -~Tu 57 2| najstraszniejsza chwila -~Kiedy bole targały zabójcze,~Wołała: " 58 2| Córka!!! - Lecz na co z boleścią się szerzyć?~I te mi dziecko 59 2| jak kamień.~I raz - ach, boska nade mną opieka!~Patrzę, 60 1| kwarantanny strażników. W wigilią Bożego Narodzenia (1836 r.), kiedy 61 2| mu tam przy siostrach i bracie.~Od tego zgonu i od téj 62 2| moją głowę~Do lilijowych brała chłodzić rączek,~Kiedy zrobiwszy 63 2| się nam trupia otwierała brama,~Ale je matka tam zaniosła 64 2| poszło leżeć między trupy bratnie,~Moje najmilsze!... i moje 65 1| piękny ten Arab, z długą brodą, oświecony wzierającym między 66 2| Co zlatywały się tutaj o brzasku~Jeść okruszyny i kąpać się 67 2| wyje;~A kiedy z wichrem na brzegi nie skacze,~Dla ciebie szemrze 68 1| szumie morza, do którego brzegów pozwalano mi chodzić wziąwszy 69 2| Zaniosłem w namiot i rzuciwszy brzemię~Upadłem przy niéj jak martwy 70 1| miałem chwile spokojne, gdzie budząc się, przez roztworzone płótno 71 2| Obiedwie - ręce położyły sine!~Budzę się z krzykiem i umarłą 72 2| dzieciątek głosem.~Z obłąkanego budziły mię śnicia~Po nocy hyjen 73 2| niespań i troski~Była jak bursztyn albo żółte woski;~Na głowie 74 1| mogły nadejść okropniéjsze burze, mogło nareszcie przyjść 75 2| płomieni.~Zdawało mi się za burzy łoskotem,~Żem słyszał martwe 76 2| znak wystąpił drobny;~Nikt by nie dostrzegł - ja, ojciec, 77 2| podarły się, i lekko napięte,~Były jak próchna z ludzkich trumien 78 1| się nie chciał. Próżne tu byłyby opisy; albowiem wielkością 79 2| trzech synów, trzy córki,~Cała rodzina, dzisiaj pogrzebiona,~ 80 2| konające,~Wysiedziałem tu całe trzy miesiące.~Dziś - oto 81 1| Historia jego boleści nie jest całkowicie zmyśloną: opowiadał mi 82 2| Siostry go chciały martwego całować;~Krzyknąłem wściekły: "Niech 83 2| wierzyć?~Ja, co me wszystkie całowałem trupy,~Z téj kwarantanny 84 2| kołysze~I od piorunów się cały czerwieni,~Podobny grobom 85 2| z jedwabiu osnowę,~Około cedru biegała po trawie,~Jak pracowity 86 2| siwych wieniec,~Jakiś okropny ceglany rumieniec,~A oczy pełne 87 1| że był niegdyś tłumaczem Champoliona, Roseliniego, Fresnela i 88 2| Bóg ci za wodę zapłaci,~Bo chcę pić jak pies, bo ogień mam 89 2| śmiercią wyznała mi matka,~Że chciała z grobu swojego dzieciątka~ 90 2| moim ojcowskim uścisku,~Chciałem go spalić na popiół w ognisku;~ 91 2| najmniéjsze~Żyło i kwiatkiem nic chciało usychać -~Ja sam nareszcie 92 2| było ratować. -~Siostry go chciały martwego całować;~Krzyknąłem 93 1| Soliman, sławny z tego i chełpliwy, że był niegdyś tłumaczem 94 1| strzegącym łoża bezsennego cherubinem... Wicher mi zagasił światło, 95 2| kamienia.~Boleść już była jako chleb powszedni.~I pod oczyma 96 1| srebrnéj mące, aby mi na chlebie européjskim nie zabrakło. 97 1| któremu tak za nią, jako za chleby i za uprzejmość dla mnie 98 2| głowę~Do lilijowych brała chłodzić rączek,~Kiedy zrobiwszy 99 2| Naprzód błękitne na Libanie chmurki~Pytać mię będą o synów, 100 1| którego brzegów pozwalano mi chodzić wziąwszy z sobą jednego 101 2| mną. Dziewięć dromaderów~Chodziło co dnia na piasku pagórki~ 102 2| nie pali.~Córki po wodę chodziły ze dzbankiem,~Synowie moi 103 2| Umarło - z takiéj jak tamte choroby.~I poszło leżeć między trupy 104 1| kwiaty obróciwszy oczy mówił Chrystus do uczniów swoich, aby się 105 1| podobne szyje ku grobowcowi Chrystusowemu; a kiedy już byłem o godzinę 106 2| piasku pagórki~Karmić się chwastem nadmorskich ajerów;~A wieczór - 107 1| wichrów i deszczu namiot chwiał się nade mną i zaczerwieniony 108 1| nasze namioty; zaledwo kilka chwil czasu zostawało do ratunku; 109 1| tym namiocie, gdzie miałem chwile spokojne, gdzie budząc się, 110 2| oku~Wstał, dzbanek wody chwycił w drżące dłonie~I rzekł: " 111 2| równinę, przez te piasku kupy~Ciągnięto śniade moich dzieci trupy.~ 112 2| przyszli mi wydrzeć to ciało.~I nieostrożni zaczepili 113 2| dziecięcia jęk był bardzo cichy,~To tak wydawał się obojgu 114 1| błędnego Polaka. Dosyć o tym cichym tygodniu życia - przeminął. - 115 2| w grobie,~Poszły, oczyma cichymi błyszczące,~Nawiedzać inne, 116 2| braci nie poznawać,~Potem cię ogień pali, piersi gorą...~ 117 2| i chwila odlotu!~Jam do ciemnego już przywykł namiotu;~Z 118 2| ci, co wyjdą na słońce z ciemnicy.~Lekarz nam kazał w sustawy 119 2| szeleszcze,~Jak się nade mną w ciemności kołysze~I od piorunów się 120 2| płóciennéj nory~Schować się w cieniu jak nocne potwory.~Ani ja 121 2| Miałem na syna trzeciego cierpienia~Powieki bez łez i serce 122 2| wszystkie nasze opłakała ciosy,~I wszystkie nasze łzy - 123 2| bezdzietnym było - i tak co dnia -~Cisza ogromna namiot nasz zaległa.~ 124 1| namiotu i podobałem sobie w ciszy piasko­wego stepu i w szumie 125 2| dziatki?" -~W dziedzińcu moim córek moich kwiatki~Spytają: " 126 2| Ujrzałem moje dwie umarłe córy.~Przyszły za ręce trzymając 127 2| zdrowiem,~Pytać się będą. - Cóż ja im odpowiem?!~ ~Przybyłem. 128 2| mi się serce rozdarło na ćwierci -~A piękna była jak anioł - 129 2| ostatnie!!!~Śmierć mi go czarna wzięła nielitośnie.~I już 130 2| był do nienawiści~I stanął czarny, wielki, między nami.~Więc 131 2| złamana.~Przybiegłem - nie czas już było ratować. -~Siostry 132 1| namioty; zaledwo kilka chwil czasu zostawało do ratunku; unieśliśmy 133 2| zdało wtenczas, nie wiém czemu,~Że słońce słońcu nie równe 134 2| nocy w grobie?~ ~I nagle! - Czemuż ta Śmierć tak zdradziecko!~ 135 2| kołysze~I od piorunów się cały czerwieni,~Podobny grobom szatańskim 136 2| ojcze!"~I miała wtenczas czerwone usteczka~Jak młoda róża, 137 1| przewiewana wichrem z Morza Czerwonego na Śródziemne, gruchnęła 138 2| Słońce wschodziło w upały czerwono,~Co dnia tonęło tam, gdzie 139 2| ohydna,~Ciemna, od gromów czerwoności widna.~Jeszcze dziś czuję 140 2| jasnego blady, z bladego czerwony.~Patrzę! - Na twarzy plam 141 2| rozmawiał ze mną tłum grobowy;~I często dziwnym natrafiłem losem~ 142 1| doktor pierwszym napotkanym człowiekiem. Pan Steble, tak się nazywał 143 2| tak przeżyłem smutnych dni czterdzieście;~Przyszli mię ludzie uwolnić 144 2| Doczekaliśmy więc tak dni czterdziestu.~I kwarantanny przybyli 145 1| czyli też sam namioty nie czując już w sobie mieszkańca, 146 2| czerwoności widna.~Jeszcze dziś czuję i widzę, i słyszę,~Słyszę, 147 2| matka.~ ~Przy konającym czuwaliśmy bliscy~Ja z wielbłądami - 148 2| mych dzieci żyła - wszystko czworo,~Małżonka moja serce miała 149 1| to ludzie pakując rzeczy, czyli też sam namioty nie czując 150 1| znajdzie go na pustyni. Ale czymże jest dla niego wspomnienie 151 1| nocy. Wszystkie te obrazy czytelnik drugi raz odbite znajdzie 152 2| wszystko! wszystko wiedzą!~Czyż nie teraz jak męki obrazy?~ 153 1| ani prosić, aby mię pod dach jaki przyjęto i przy gościnnym 154 1| doznawałem wrażenia. Bez dachu, bez ognia, bez pokarmu, 155 2| wynagrodził za to,~Bo mu dał cichą śmierć i lodowatą,~ 156 1| myśli moje odbiegły do dalekiéj ojczyzny mojéj i ku owym 157 1| mnie na pustyni; gorszą daleko wysiedział ów starzec opowiadający 158 1| mojéj i ku owym dniom, które dawniéj spędzałem na ucztach w gronie 159 2| Tu, gdzie się ogień już dawno nie pali.~Córki po wodę 160 1| innych, opowiadał mi o swoich dawnych panach różne drobne szczegóły 161 2| jak namiot gęste sieką deszcze,~Jak się rozciąga, jak głucho 162 1| gruchnęła w nocy i polała się deszczem piorunów na mój namiot oddalony 163 1| Szeleszczący od wichrów i deszczu namiot chwiał się nade mną 164 1| okrywały niebo i drobny deszczyk zasmucał powietrze. Ale 165 2| dzbanek wody chwycił w drżące dłonie~I rzekł: "Sam Bóg ci za 166 1| namiotu, piękny ten Arab, z długą brodą, oświecony wzierającym 167 2| dni przeszło i nocy tak długich,~Że śmierć już mogła na 168 1| pielgrzymem zadumanym, wyciągając długie, wężom podobne szyje ku 169 1| rzeczka, sucha prawie do dna, przerzynała piasku dolinę 170 1| podobnemu ulec losowi. Po ośmiu dniach drogi przybyłem z Kairu 171 1| ojczyzny mojéj i ku owym dniom, które dawniéj spędzałem 172 2| innego jęku ni szelestu...~Doczekaliśmy więc tak dni czterdziestu.~ 173 1| kilkanaście pod dozorem straży i doktora; inaczéj zaś z Egiptu do 174 2| wiedziałem, czy pacierz doleci~Do Pana Boga, co się zakrył 175 1| orientalnych ubiorach; w środku zaś doliny niby stożec piaskowy, z 176 2| urośnie!~Ani go kiedy mój dom już zobaczy! -~I już nie 177 1| ślady naszych zerwanych domów zostały w dolinie. Zziębły 178 1| którego muezin obwoływał donośnym głosem wielkość Boga rano, 179 2| i bez powrotu!...~A jak dorosłym przystoi dziewicom,~Włosami 180 1| inaczéj zaś z Egiptu do Syrii dostać się nie mogą. Podróżując 181 2| wystąpił drobny;~Nikt by nie dostrzegł - ja, ojciec, spostrzegłem.~ 182 1| koniec niebo, a ja, nauczony doświadczeniem, już nie w dolinie, lecz 183 2| zaciągnęły chmury.~Noc przyszła, dotąd w pamięci ohydna,~Ciemna, 184 1| się mnie i rzeczy moich dotknąć nie mogli i nie śmieli. 185 2| Nie bój się śmierci, co dotknięciem sinem...~Wszak ty nie jesteś, 186 2| męki obrazy?~Patrz na nie, dotknij! Nie bój się zarazy,~Nie 187 1| gromadki; a jak się późniéj dowiedziałem, rączki jego żony grzęzły 188 1| a patrząc tak, dziwnego doznawałem wrażenia. Bez dachu, bez 189 1| bez ognia, bez pokarmu, doznawszy morskiego prawie na ziemi 190 1| przez dni kilkanaście pod dozorem straży i doktora; inaczéj 191 2| namiotu, żółta, jakby z drewna.~Dziecina stała się blada 192 1| swoich dawnych panach różne drobne szczegóły ich podroży i 193 2| mój cmentarz - a tamtędy droga -~ ~ ~ 194 1| spokojnie płynące w pustyni. Drogman mój Soliman, sławny z tego 195 2| Przybyła ze mną. Dziewięć dromaderów~Chodziło co dnia na piasku 196 2| rozpaczy!!!~ ~Noc przyszła druga, błyszcząca gwiazdami.~Byliśmy 197 1| Wszystkie te obrazy czytelnik drugi raz odbite znajdzie w następującéj 198 2| przeszło, dziesięć nocy drugich~Przeszło - nadzieja zaczynała 199 2| dzbanek wody chwycił w drżące dłonie~I rzekł: "Sam Bóg 200 1| giermka śpiewającego smutne dumy z ziemi rodzinnéj. Lecz 201 1| abym na niéj przez dni dwanaście zamieszkał. Zrazu pojąć 202 2| Poniosło mi go czarnych dwóch grabarzy,~I lepiéj mu tam 203 1| Mohameda Ali, że między dwoma swoimi państwami naznaczył 204 2| Odkąd do mego płóciennego dworu~W téj kwarantannie wszedł 205 2| mówiąc, wodę wypiwszy ze dzbana,~Powalił się tu jak palma 206 2| ogniem zapalonym w oku~Wstał, dzbanek wody chwycił w drżące dłonie~ 207 2| Starcze! gdzie twoje dziatki?" -~W dziedzińcu moim córek 208 2| się z krzykiem i umarłą dziatwę~Klnąc wołam dziko: "Hatfe! 209 2| zaczynała świecić...~Po dzieciach ustał wielki płacz niewieści~ 210 2| losem~Na głos, co moich był dzieciątek głosem.~Z obłąkanego budziły 211 2| chciała z grobu swojego dzieciątka~Jakiéj pamiątki, kamienia 212 2| miała lżéjsze,~I nawet moje dzieciątko najmniéjsze~Żyło i kwiatkiem 213 2| robaczek lichy...~A choć dziecięcia jęk był bardzo cichy,~To 214 2| żółta, jakby z drewna.~Dziecina stała się blada i rzewna;~ 215 2| do rąk prawie przychodząc dziecinie. -~Widzisz małą rzeczułkę 216 2| rozmyślałem w sobie,~Jak moim dzieciom takiéj nocy w grobie?~ ~ 217 2| głowie obrączkach;~I ta po dziecku umarłym pamiątka -~Patrzaj! - 218 2| tego piasku zatykałem z dziećmi.~Ach, pomóż ty mi je zerwać - 219 2| zakrył chmurą.~ ~I tak dni dziegieć przeszło, choć nieskoro.~ 220 2| wzięła zarazy martwica.~I w dzień błękitny, i w noc każdą 221 2| niéj wracała najmłodsza dziewczyna,~Z dzbankiem na głowie, 222 2| Potém na moją najmłódszą dziewczynę~Obiedwie - ręce położyły 223 2| I tak umarła ta moja dzieweczka,~Że mi się serce rozdarło 224 2| A jak dorosłym przystoi dziewicom,~Włosami ziemię zamiotły 225 2| dziedzińcu moim pomarańcza dzika~Zapyta: "Starcze! gdzie 226 2| umarłą dziatwę~Klnąc wołam dziko: "Hatfe! moja Hatfe!"~Przyszła 227 1| rzeczki, a patrząc tak, dziwnego doznawałem wrażenia. Bez 228 1| lochach, składano umarłych z dżumy; a zaś architektura jego 229 1| poematów arabskich, których dźwięk niezrozumiany i smutna nuta 230 2| wszystkie będą mię pytały echa,~I wszyscy ludzie, czy wracam 231 1| kwarantannie na pustyni między Egiptem a Palestyną, blisko miasteczka 232 1| i doktora; inaczéj zaś z Egiptu do Syrii dostać się nie 233 1| tak się nazywał ów lekarz, emigrant włoski, ożeniony świeżo 234 1| mące, aby mi na chlebie européjskim nie zabrakło. Rozłożywszy 235 1| piasek i smutnym gwarem fal napełniała ciche nad pustynią 236 1| Champoliona, Roseliniego, Fresnela i wielu innych, opowiadał 237 2| byli w tym namiocie ze mną;~Gadałem z nimi, zmyślałem rozmowy,~ 238 2| patrząc na postać,~Że gdyby mogło choć tak z nami zostać~ 239 1| mnie podziękowałbym tutaj, gdybym wiedział, że te kilka wyrazów 240 2| słyszę,~Słyszę, jak namiot gęste sieką deszcze,~Jak się rozciąga, 241 1| Araba tego przemieniał w giermka śpiewającego smutne dumy 242 2| i taki żałosny,~I tak z głębokich wnętrzności wyjęty!~I tak 243 1| ich czarnych widać było głębokie poddanie się ludzi wolnych 244 2| kwarantanny przybyli lekarze,~Głęboko patrząc w nasze smutne twarze.~ 245 2| dziwnym natrafiłem losem~Na głos, co moich był dzieciątek 246 2| To tak wydawał się obojgu głośny~I tak rozdarty, i taki żałosny,~ 247 2| Taka wesoła, kiedy moją głowę~Do lilijowych brała chłodzić 248 2| dzisiaj święte,~W mogiłce z główki maleńkiemu zdjęte -~Bo biedna 249 1| Chrystusowemu; a kiedy już byłem o godzinę drogi ku wschodowi, obróciłem 250 2| Potem cię ogień pali, piersi gorą...~Ach! ja tak moich widziałem 251 2| Zawsze zachodzi za piasku górą;~Zawsze te niebo nie splamione 252 1| przeze mnie na pustyni; gorszą daleko wysiedział ów starzec 253 2| ludzie uwolnić nareszcie.~O gorżka wolność i chwila odlotu!~ 254 1| dach jaki przyjęto i przy gościnnym posadzono ognisku. A mogły 255 2| Poniosło mi go czarnych dwóch grabarzy,~I lepiéj mu tam przy siostrach 256 1| myślą na błędnym piasku granicę i pod karą miecza zmusił 257 2| cały czerwieni,~Podobny grobom szatańskim z płomieni.~Zdawało 258 2| wszystkie pogrzebione~Tam, pod grobowcem tym okropnym Szecha -~I 259 1| wężom podobne szyje ku grobowcowi Chrystusowemu; a kiedy już 260 1| błyszczał białą kopułą mały grobowiec Szecha, straszny, albowiem 261 2| których rozmawiał ze mną tłum grobowy;~I często dziwnym natrafiłem 262 2| wyznała mi matka,~Że chciała z grobu swojego dzieciątka~Jakiéj 263 2| zapala,~Trzęsieniem ziemi, co grody wywraca,~Zarazą, która dzieci 264 1| namiotów dla naszéj podróżnéj gromadki; a jak się późniéj dowiedziałem, 265 2| przeklęty!!!~Żeśmy oboje biegli gromem tknięci,~I bez nadziei już! 266 2| Grom spadał hucząc po gromie i nagle~W kołysce z cicha 267 2| pamięci ohydna,~Ciemna, od gromów czerwoności widna.~Jeszcze 268 2| mi się mgliste zdawało i grube~Ziemi wyziewem i słońca 269 1| Czerwonego na Śródziemne, gruchnęła w nocy i polała się deszczem 270 2| córce!~I trwoga o nią nie gryzła mię żadna.~Ach, ona była 271 2| żelazne zgrzebła~I tam, gdzie grzebią zarażonych, grzebła.~A od 272 2| gdzie grzebią zarażonych, grzebła.~A od téj nocy tak pełnéj 273 1| dowiedziałem, rączki jego żony grzęzły w białéj i srebrnéj mące, 274 1| roztrącała się o piasek i smutnym gwarem fal napełniała ciche nad 275 2| przyszła druga, błyszcząca gwiazdami.~Byliśmy z matką w namiocie - 276 2| Że śmierć już mogła na gwiazdy odlecić.~Dziesięć dni przeszło, 277 1| konstelacją Oriona, tak podobną do gwiaździstéj lutni zawieszonéj przez 278 2| czterdzieści.~ ~Téj saméj nocy Hafne i Amina~Umarły leżąc na 279 2| nieostrożni zaczepili hakiem -~Hak padł na pierś jéj twardą, 280 2| I nieostrożni zaczepili hakiem -~Hak padł na pierś jéj 281 1| swoje w następnym poemacie. Historia jego boleści nie jest całkowicie 282 2| namiotu żagle?! -~Grom spadał hucząc po gromie i nagle~W kołysce 283 2| Boże mój! Boże!~Z wieczora huczeć już zaczęło morze~I słońca 284 2| budziły mię śnicia~Po nocy hyjen przeraźliwe wycia~Tam nad 285 2| Tylko te sine i okropne Iica,~Które mi wzięła zarazy 286 2| cichymi błyszczące,~Nawiedzać inne, po namiocie śpiące.~Szły 287 2| księżycu przebiegła;~Zgoła innego jęku ni szelestu...~Doczekaliśmy 288 2| Karmiło wróble, a ptaszęta jadły,~ do rąk prawie przychodząc 289 2| rozdarłszy łono,~Zaczęła jakieś jady w serca sączyć,~I teraz 290 2| siebie słowa -~Bo powiedz, jakaż być mogła rozmowa~W pustym 291 2| złotemu;~I już nie takie, jakie było wczora,~Ale podobne 292 2| grobu swojego dzieciątka~Jakiéj pamiątki, kamienia lub kwiatka,~ 293 2| rozdarłszy łono,~Zaczęła jakieś jady w serca sączyć,~I teraz 294 2| z włosów siwych wieniec,~Jakiś okropny ceglany rumieniec,~ 295 2| wolność i chwila odlotu!~Jam do ciemnego już przywykł 296 2| i ten pas mój błyszczący jaskrawie~Ona robiła - i te smutne 297 1| kwarantannę strażnicy w jaskrawych orientalnych ubiorach; w 298 2| się tobie,~Może złocista, jasna i weselna?~Lecz dla mnie 299 2| mój trup pierworodzony~Z jasnego blady, z bladego czerwony.~ 300 2| domu mego panią!~Ona jak jaśni anieli obrońcę~Najmniéjsze 301 2| za namiotem,~Wszystkie jęczące przeraźliwie, głucho.~Więc 302 1| chodzić wziąwszy z sobą jednego z kwarantanny strażników. 303 2| rączek,~Kiedy zrobiwszy z jedwabiu osnowę,~Około cedru biegała 304 2| lichy...~A choć dziecięcia jęk był bardzo cichy,~To tak 305 2| zbladła~I zachwiała się z jękiem - i upadła.~A ja na ręce 306 2| przebiegła;~Zgoła innego jęku ni szelestu...~Doczekaliśmy 307 2| płakany po zgonie.~Toteż Bóg jemu wynagrodził za to,~Bo mu 308 2| zlatywały się tutaj o brzasku~Jeść okruszyny i kąpać się w 309 2| pomóż ty mi je zerwać - sam jestem!~A może tobie posępnym szelestem~ 310 2| pamięci~Z twarzą, co woła: "Jesteście przeklęci!" -~ ~Skonał. 311 1| wspomnienie w niezrozumiałym języku i wymówione głosem, który 312 2| na nich - patrzaj, osiem juków próżnych,~I nie zostało 313 1| aby się nie troszczyli o jutro i o rzeczy z tego świata, 314 2| trzy dni matka nieruchoma~W kącie namiotu, żółta, jakby z 315 1| wodzie po rzuconym do niéj kamieniu?~ ~ 316 2| brzasku~Jeść okruszyny i kąpać się w piasku;~Odkąd mi dzieci 317 2| Ani ja niosłem do Szecha kaplicy,~Gdzie się nam trupia otwierała 318 1| błędnym piasku granicę i pod karą miecza zmusił wolne Beduiny 319 2| co dnia na piasku pagórki~Karmić się chwastem nadmorskich 320 2| namioty.~Maleńkie dziecko karmiła mi żona,~Prócz tego dziecka, 321 2| mały aniołek w obrazku,~Karmiło wróble, a ptaszęta jadły,~ 322 2| słońce z ciemnicy.~Lekarz nam kazał w sustawy uderzyć,~Tam gdzie 323 2| córki zabite zarazą,~Wywlec kazałem strażnikom z namiotu;~I 324 1| przybywszy na dolinę kwarantanny kazali zaraz uklęknąć wielbłądom, 325 2| dzień błękitny, i w noc każdą ciemną~Oni tu byli w tym 326 2| twarze.~Widziałem, jak się każdy z nich zadziwiał;~Bo nachyliłem 327 2| trupy.~A tam na wzgórzu, kędy morze bije,~Dla ciebie szumi 328 1| namioty i żyć przez dni kilkanaście pod dozorem straży i doktora; 329 2| wieczór - wszystkie tu się kładły wiankiem,~Tu, gdzie się 330 2| krzykiem i umarłą dziatwę~Klnąc wołam dziko: "Hatfe! moja 331 1| zagasił światło, a wilgotny knot na nowo zapalić się nie 332 2| Przyszła jak ptaszek cicho po kobiercu,~Rzuciła mi się rączkami 333 2| konał mój średni,~Najmniéj kochany w mém rodzinném gronie~I 334 2| bliscy~Ja z wielbłądami - na kolanach wszyscy.~Łamałem ręce i 335 1| mieszkańca, wyrwał kilka kołów z piasku i skrzydłem powiewał 336 2| boleści i zgrozy~Będę wyrywał koły i powrozy,~Które... (o Boże 337 1| niezrozumiany i smutna nuta kołysały mnie do snu. A wtenczas - 338 2| obrońcę~Najmniéjsze dziecko w kołyseczce strzegła.~I gdzie płacz 339 2| matki łożem, nad dziecka kołyską;~Potém na moją najmłódszą 340 2| się nade mną w ciemności kołysze~I od piorunów się cały czerwieni,~ 341 2| I co dnia patrząc na tak konające,~Wysiedziałem tu całe trzy 342 2| patrzała - matka.~ ~Przy konającym czuwaliśmy bliscy~Ja z wielbłądami - 343 1| płótno oczy moje napotykały konstelacją Oriona, tak podobną do gwiaździstéj 344 1| mogile, błyszczał białą kopułą mały grobowiec Szecha, straszny, 345 2| odśmiecha,~Wszystko tam leży pod kopułką Szecha.~A ja samotny wracam - 346 2| Pocałowała; w usteczek korale~I znów włożyła do trupich 347 1| sączyła się po piaskowym korycie, nabrzmiała nocną ulewą 348 1| białość nadawały mu pozór kościotrupa. Z innych stron wzgórza 349 2| zaczęło morze~I słońca się krąg pochował ponury,~I niebo 350 2| padł na pierś jéj twardą, krągłą, białą...~I tu - bogdajby 351 1| ziemi zwieje i zaniesie w krainę cichą - przeszła jednak 352 1| się zbliżam do żyźniéjszéj krainy; i pomyślałem, że na te 353 1| W smutne i zamyślone o kraju serce zaczęło wchodzić powoli 354 2| dni czterdzieści.~ ~Pod kręgiem słońca jako krew czerwonym~ 355 2| Pod kręgiem słońca jako krew czerwonym~I pod namiotem 356 2| smutniejszym obwoływać głosem,~Krzycząc ze swego piaskowego stoga~ 357 1| był koniec przestrachów; krzyk Arabów uwiadomił mnie o 358 2| położyły sine!~Budzę się z krzykiem i umarłą dziatwę~Klnąc wołam 359 2| chciały martwego całować;~Krzyknąłem wściekły: "Niech się nikt 360 1| rycerza Solimy i naznaczał krzyżem czerwonym na piersiach, 361 2| ZADŻUMIONYCH~W El-Arish~ ~Trzy razy księżyc odmienił się złoty,~Jak 362 1| wzierającym między płótna księżycem, śpiewał mi strofy z poematów 363 2| zaległa.~Chyba mysz jaka w księżycu przebiegła;~Zgoła innego 364 2| co grody wywraca,~Zarazą, która dzieci mi wytraca~I bierze 365 1| opowiadał mi doktor Steble, któremu tak za nią, jako za chleby 366 1| morze i zatopić wzgórze, na którym stałem; a wszystko to trzeba 367 1| zapas małych postrzeżeń, którymi będzie bawił przyszłych 368 1| zginąć, pod okiem ludzi, którzy się mnie i rzeczy moich 369 2| nade mną opieka!~Patrzę, ktoś w namiot mój cicho zagląda -~ 370 2| równinę, przez te piasku kupy~Ciągnięto śniade moich dzieci 371 1| straży namioty, i patrzący na kwarantannę strażnicy w jaskrawych orientalnych 372 2| Jakiéj pamiątki, kamienia lub kwiatka,~Włoska w złocistych na 373 2| dziedzińcu moim córek moich kwiatki~Spytają: "Starcze! gdzie 374 2| dzieciątko najmniéjsze~Żyło i kwiatkiem nic chciało usychać -~Ja 375 1| pomyślałem, że na te same kwiaty obróciwszy oczy mówił Chrystus 376 2| Ach, ona była młoda! taka ładna!~Taka wesoła, kiedy moją 377 2| wielbłądami - na kolanach wszyscy.~Łamałem ręce i wołałem głośno:~" 378 1| pięknością na Wschodzie, o któréj Lamartine z takim uniesieniem rozpowiada, 379 2| Zawsze tam wschodzi za lasem palmowym,~Zawsze zachodzi 380 1| nią szara wstęga palmowych lasów; od północy błękitna szarfa 381 2| nami zostać~Przez wszystkie lata - choć tak, nie inaczéj -~ 382 2| Widzisz te słońce w niebie lazurowém?~Zawsze tam wschodzi za 383 2| na popiół w ognisku;~Lecz ledwie ogień zaczął biec po szacie,~ 384 2| I kwarantanny przybyli lekarze,~Głęboko patrząc w nasze 385 2| zasnąłem w nocy.~I we śnie, w lekkie owinięte chmury,~Ujrzałem 386 2| czarnych dwóch grabarzy,~I lepiéj mu tam przy siostrach i 387 2| nocy Hafne i Amina~Umarły leżąc na łożu przy sobie.~A patrz! - 388 2| w namiocie - przed nami~Leżało dziecko na stole, nieżywe,~ 389 2| tamte choroby.~I poszło leżeć między trupy bratnie,~Moje 390 2| odśmiecha,~Wszystko tam leży pod kopułką Szecha.~A ja 391 2| sercu dziś zamyka!~Wracam na Liban, do mojego domu -~W dziedzińcu 392 2| córki?"~Naprzód błękitne na Libanie chmurki~Pytać mię będą o 393 2| żądał,~Ale chciał tylko lice swoje wrazić~W serca nieczułe, 394 2| Rzuciliśmy się, gdzie robaczek lichy...~A choć dziecięcia jęk 395 1| tego świata, patrząc na lilie, które Bóg odziewa.~Oto 396 1| się pokazywać na piasku lilije białe, zwiastując, że się 397 2| wesoła, kiedy moją głowę~Do lilijowych brała chłodzić rączek,~Kiedy 398 2| i spojrzał z twarzą tak litośną,~Że rozpłakałem się jak 399 1| straszny, albowiem tam, w jego lochach, składano umarłych z dżumy; 400 2| Bo mu dał cichą śmierć i lodowatą,~Bez żadnych bolów, bez 401 2| wytraca~I bierze syny z łona rodzicielki.~O Allach! Akbar 402 2| jak pies, bo ogień mam w łonie".~To mówiąc, wodę wypiwszy 403 2| Zdawało mi się za burzy łoskotem,~Żem słyszał martwe dzieci, 404 1| musiałem podobnemu ulec losowi. Po ośmiu dniach drogi przybyłem 405 1| się ognistym i strzegącym łoża bezsennego cherubinem... 406 2| schylały się nisko~Nad matki łożem, nad dziecka kołyską;~Potém 407 2| i Amina~Umarły leżąc na łożu przy sobie.~A patrz! - tak 408 2| Straszne się muszą obcym ludziom zdawać.~Śmierć od zarazy? - 409 2| napięte,~Były jak próchna z ludzkich trumien zdjęte.~Zarazę było 410 1| albowiem, je zobaczy przez łzy ludzkie. Co do mnie, przywykać zacząłem 411 1| piaskiem zawiane, mogło prawu ludzkiemu podlegać; ale miecz baszy 412 1| podobną do gwiaździstéj lutni zawieszonéj przez Boga nad 413 2| Małżonka moja serce miała lżéjsze,~I nawet moje dzieciątko 414 1| grzęzły w białéj i srebrnéj mące, aby mi na chlebie européjskim 415 2| dziecinie. -~Widzisz małą rzeczułkę w dolinie?~Od 416 1| ożeniony świeżo z panną Malagamba, sławną pięknością na Wschodzie, 417 2| piasku rozbiłem namioty.~Maleńkie dziecko karmiła mi żona,~ 418 2| święte,~W mogiłce z główki maleńkiemu zdjęte -~Bo biedna matka 419 1| mnie zapewne zbierał zapas małych postrzeżeń, którymi będzie 420 2| żyła - wszystko czworo,~Małżonka moja serce miała lżéjsze,~ 421 2| chcę pić jak pies, bo ogień mam w łonie".~To mówiąc, wodę 422 2| burzy łoskotem,~Żem słyszał martwe dzieci, za namiotem,~Wszystkie 423 2| ratować. -~Siostry go chciały martwego całować;~Krzyknąłem wściekły: " 424 2| Które mi wzięła zarazy martwica.~I w dzień błękitny, i w 425 2| brzemię~Upadłem przy niéj jak martwy na ziemię.~I obudziłem się - 426 2| Gdzie pochowałem matkę martwych zmarłą.~Potem wróciłem do 427 2| słychać.~A ta pustynia - nie masz dzieci w grobie! -~Ona inaczéj 428 2| będziecie wierzyć?~Ja, co me wszystkie całowałem trupy,~ 429 2| wiedzą!~Czyż nie teraz jak męki obrazy?~Patrz na nie, dotknij! 430 2| średni,~Najmniéj kochany w mém rodzinném gronie~I najmniéj 431 2| trojga dzieci:~Tak mi się mgliste zdawało i grube~Ziemi wyziewem 432 2| jesteś wielki!~Wszystko, co miało tylko twarz człowieka,~Zaczęło 433 2| Alla!~Szumem pożaru, co miasta zapala,~Trzęsieniem ziemi, 434 1| El-Arish; pierwsze to było miasteczko, które od wyjazdu z Kairu 435 1| ludzkiemu podlegać; ale miecz baszy zdawał się wisieć 436 1| piasku granicę i pod karą miecza zmusił wolne Beduiny rozbijać 437 1| wolne Beduiny rozbijać w tym miejscu namioty i żyć przez dni 438 2| Wysiedziałem tu całe trzy miesiące.~Dziś - oto dziewięć wielbłądów 439 1| namioty nie czując już w sobie mieszkańca, wyrwał kilka kołów z piasku 440 2| stała się blada i rzewna;~Bo mleko matki zaczęło wysychać,~ 441 1| do Syrii dostać się nie mogą. Podróżując na wielbłądzie 442 2| to dzisiaj tam - gdzie ta mogiła~Promienistemu słońcu się 443 2| i tak dzisiaj święte,~W mogiłce z główki maleńkiemu zdjęte -~ 444 1| na piramidalnéj piasku mogile, błyszczał białą kopułą 445 2| wiem, jak ten sam miesiąc mógł patrzéć?~Gdy skonał w moim 446 1| rzeczy moich dotknąć nie mogli i nie śmieli. Wyjaśniło 447 1| gościnnym posadzono ognisku. A mogły nadejść okropniéjsze burze, 448 1| Wymysłem to jest dziwnym Mohameda Ali, że między dwoma swoimi 449 2| chodziły ze dzbankiem,~Synowie moi ogień rozkładali,~Żona, 450 2| Powrócił! - Anioł powrócił morderca!~Ale mnie znalazł bez łez 451 1| bez pokarmu, doznawszy morskiego prawie na ziemi rozbicia, 452 1| pustynią powietrze; nad morzem zaś, na piramidalnéj piasku 453 2| omdlałego na boleści świeże,~Już mówiącego: "Niech Bóg wszystko bierze!"~ 454 1| same kwiaty obróciwszy oczy mówił Chrystus do uczniów swoich, 455 2| rozłączeni byliśmy i sami.~I nie mówiliśmy do siebie słowa -~Bo powiedz, 456 1| stożec piaskowy, z którego muezin obwoływał donośnym głosem 457 2| godzina,~Śpiewającegom słyszał muezina:~Jakby się nad mym ulitował 458 2| zapłakało dziecko -~A płacz ten musiał być strasznym wyrazem...~ 459 1| Podróżując na wielbłądzie musiałem podobnemu ulec losowi. Po 460 2| że te płótna~Straszne się muszą obcym ludziom zdawać.~Śmierć 461 2| przeszło, choć nieskoro.~Reszta mych dzieci żyła - wszystko czworo,~ 462 2| słyszał muezina:~Jakby się nad mym ulitował losem,~Zaczął smutniejszym 463 2| nie umarli! -~Tu pod mymi oczyma rozdarli. -~Ty im 464 1| swoimi państwami naznaczył myślą na błędnym piasku granicę 465 2| przed samą śmiercią udawali~Myśląc, że Boga oszukamy w niebie,~ 466 1| burza w pustyni - Anhelli myślał, że już przyszedł wicher, 467 2| przeklęci!" -~ ~Skonał. Myślałem wtenczas - o rozpaczy! -~ 468 2| przed Stwórcę...~Córka! - Ja myśleć nie śmiałem o córce!~I trwoga 469 1| z téj spokojnéj pustyni myśli moje odbiegły do dalekiéj 470 2| namiot nasz zaległa.~Chyba mysz jaka w księżycu przebiegła;~ 471 1| się po piaskowym korycie, nabrzmiała nocną ulewą i srebrnymi 472 1| albowiem wielkością biblijną nacechowana była ta burza w pustyni - 473 2| każdy z nich zadziwiał;~Bo nachyliłem się był i posiwiał.~A żona 474 1| architektura jego i żółtawa białość nadawały mu pozór kościotrupa. Z 475 1| posadzono ognisku. A mogły nadejść okropniéjsze burze, mogło 476 2| pagórki~Karmić się chwastem nadmorskich ajerów;~A wieczór - wszystkie 477 2| biegli gromem tknięci,~I bez nadziei już! i bez pamięci!~I nie 478 2| nocy drugich~Przeszło - nadzieja zaczynała świecić...~Po 479 1| Arabów namioty nasze na najbliższe wzgórze piaskowe, a zaraz 480 2| między trupy bratnie,~Moje najmilsze!... i moje ostatnie!!!~Śmierć 481 2| dolinie?~Od niéj wracała najmłodsza dziewczyna,~Z dzbankiem 482 2| dziecka kołyską;~Potém na moją najmłódszą dziewczynę~Obiedwie - ręce 483 2| godzina!~Gdy patrząc na twarz najmłodszego syna~Śmierć zobaczyłem! - 484 2| obie!~Że choć po śmierci najstarszego syna~Oczy się moje do snu 485 2| lekko trysnęła na braci. -~Najstarszy - z ogniem zapalonym w oku~ 486 2| rękach umarła!~A była jedna najstraszniejsza chwila -~Kiedy bole targały 487 1| pod otwartym niebem jak najwygodniéjszym uczynić; wydał ze składu 488 1| dolinie, lecz na wzgórzu najwyższym rozbiłem namiot; i przyszły 489 2| wielki płacz niewieści~I naliczyliśmy ranków trzydzieści.~Nareszcie 490 1| uczynić; wydał ze składu kilka namiotów dla naszéj podróżnéj gromadki; 491 1| piasek i smutnym gwarem fal napełniała ciche nad pustynią powietrze; 492 1| zaraz po nas przyszła woda napełnić owe kręgi piaskowe, które 493 2| zwiędły~I podarły się, i lekko napięte,~Były jak próchna z ludzkich 494 1| daleka, a doktor pierwszym napotkanym człowiekiem. Pan Steble, 495 1| roztworzone płótno oczy moje napotykały konstelacją Oriona, tak 496 2| gdzie twoje córki?"~Naprzód błękitne na Libanie chmurki~ 497 1| strażników. W wigilią Bożego Narodzenia (1836 r.), kiedy z téj spokojnéj 498 1| AUTORA]~ ~Dla objaśnienia następnego poematu potrzeba mi nieodbicie 499 1| opowiadający nieszczęścia swoje w następnym poemacie. Historia jego 500 1| drugi raz odbite znajdzie w następującéj powieści; a pokażą się mu


1836-naste | nasz-swiez | swoim-zzieb

Best viewed with any browser at 800x600 or 768x1024 on Tablet PC
IntraText® (V89) - Some rights reserved by EuloTech SRL - 1996-2007. Content in this page is licensed under a Creative Commons License