1836-naste | nasz-swiez | swoim-zzieb
bold = Main text
Part grey = Comment text
1002 1| Mohameda Ali, że między dwoma swoimi państwami naznaczył myślą
1003 2| matka,~Że chciała z grobu swojego dzieciątka~Jakiéj pamiątki,
1004 2| nielitośną,~Gdy konał mój syn, blady miesiąc wschodził~
1005 2| ogień rozkładali,~Żona, z synaczkiem przy piersiach, warzyła.~
1006 2| ty nie jesteś, synu moim synem.~Lecz nie - uciekaj! Ja
1007 2| wodę chodziły ze dzbankiem,~Synowie moi ogień rozkładali,~Żona,
1008 2| Wszak ty nie jesteś, synu moim synem.~Lecz nie - uciekaj!
1009 2| dzieci mi wytraca~I bierze syny z łona rodzicielki.~O Allach!
1010 1| inaczéj zaś z Egiptu do Syrii dostać się nie mogą. Podróżując
1011 2| ledwie ogień zaczął biec po szacie,~Wyrwałem trupa i rzuciłem
1012 1| i szła do morza, za nią szara wstęga palmowych lasów;
1013 1| lasów; od północy błękitna szarfa Morza Śródziemnego roztrącała
1014 2| czerwieni,~Podobny grobom szatańskim z płomieni.~Zdawało mi się
1015 1| dawnych panach różne drobne szczegóły ich podroży i ze mnie zapewne
1016 2| jestem!~A może tobie posępnym szelestem~Te płótna więcéj boleści
1017 2| przebiegła;~Zgoła innego jęku ni szelestu...~Doczekaliśmy więc tak
1018 1| wchodzić powoli przerażenie... Szeleszczący od wichrów i deszczu namiot
1019 2| się rozciąga, jak głucho szeleszcze,~Jak się nade mną w ciemności
1020 2| brzegi nie skacze,~Dla ciebie szemrze tylko - dla mnie płacze,~
1021 2| Lecz na co z boleścią się szerzyć?~I te mi dziecko sroga śmierć
1022 1| przerzynała piasku dolinę i szła do morza, za nią szara wstęga
1023 2| inne, po namiocie śpiące.~Szły cicho, z wolna, schylały
1024 2| mi Ty pochwalony, Alla!~Szumem pożaru, co miasta zapala,~
1025 2| kędy morze bije,~Dla ciebie szumi morze - dla mnie wyje;~A
1026 1| ciszy piaskowego stepu i w szumie morza, do którego brzegów
1027 1| Lecz dosyć już o tym śnie tajemniczym życia mojego, o tym złotym
1028 2| równe złotemu;~I już nie takie, jakie było wczora,~Ale
1029 2| namiocie!"~I pochwyciwszy go z takiémi trądy~Wyniosłem na step,
1030 1| Wschodzie, o któréj Lamartine z takim uniesieniem rozpowiada,
1031 2| słyszała,~Choć wiem, że także téj nocy nie spała.~Rankiem
1032 2| żałoby!~Umarło - z takiéj jak tamte choroby.~I poszło leżeć
1033 2| I tam mój cmentarz - a tamtędy droga -~ ~ ~
1034 2| ojciec, spostrzegłem.~On do tamtego stawał się podobny;~Stawał
1035 2| najstraszniejsza chwila -~Kiedy ją bole targały zabójcze,~Wołała: "Ratuj
1036 1| ludzie pakując rzeczy, czyli też sam namioty nie czując już
1037 2| zdrowy;~Żona, co nawet nie tknęła połowy,~Nad piersiami się
1038 2| Żeśmy oboje biegli gromem tknięci,~I bez nadziei już! i bez
1039 2| których rozmawiał ze mną tłum grobowy;~I często dziwnym
1040 1| chełpliwy, że był niegdyś tłumaczem Champoliona, Roseliniego,
1041 2| upały czerwono,~Co dnia tonęło tam, gdzie teraz świeci~
1042 2| dzieci płakany po zgonie.~Toteż Bóg jemu wynagrodził za
1043 2| pochwyciwszy go z takiémi trądy~Wyniosłem na step, pomiędzy
1044 2| Około cedru biegała po trawie,~Jak pracowity snując się
1045 2| wierzyłem, żeby wziąwszy troje~Bóg mi chciał zabrać wszystkie
1046 2| zgubę~Mego rodzeństwa, moich trojga dzieci:~Tak mi się mgliste
1047 2| A żona moja od niespań i troski~Była jak bursztyn albo żółte
1048 1| uczniów swoich, aby się nie troszczyli o jutro i o rzeczy z tego
1049 2| Były jak próchna z ludzkich trumien zdjęte.~Zarazę było znać
1050 2| przeraźliwe wycia~Tam nad trumnami... i słuchałem blady,~Jak
1051 2| słuchałem blady,~Jak nad trupami płacze trupojady.~Stałem
1052 2| Szecha kaplicy,~Gdzie się nam trupia otwierała brama,~Ale je
1053 2| korale~I znów włożyła do trupich obsłónek -~Te upominki i
1054 2| Jak nad trupami płacze trupojady.~Stałem się wreszcie jak
1055 2| myśleć nie śmiałem o córce!~I trwoga o nią nie gryzła mię żadna.~
1056 2| potoku,~Śmiejąc się, lekko trysnęła na braci. -~Najstarszy -
1057 1| patrzałem ze wzgórza na tryumf téj biednéj rzeczki, a patrząc
1058 2| na głowie, prościutka jak trzcina.~Przyszła do ognia i wodą
1059 1| którym stałem; a wszystko to trzeba było własnymi siłami wytrzymać,
1060 2| żona,~Prócz tego dziecka, trzech synów, trzy córki,~Cała
1061 2| bierze!"~Miałem na syna trzeciego cierpienia~Powieki bez łez
1062 2| pożaru, co miasta zapala,~Trzęsieniem ziemi, co grody wywraca,~
1063 2| niewieści~I naliczyliśmy ranków trzydzieści.~Nareszcie zbywszy pamięci
1064 2| umarłe córy.~Przyszły za ręce trzymając się obie;~I pozdrowiwszy
1065 2| Patrzaj! - obrazek ten, co trzymał w rączkach,~Te włoski złote
1066 1| uklęknąć wielbłądom, a w twarzach ich czarnych widać
1067 2| Hak padł na pierś jéj twardą, krągłą, białą...~I tu -
1068 2| pamiątek, omamień.~Stałem się twardy i zimny jak kamień.~I raz -
1069 2| Głęboko patrząc w nasze smutne twarze.~Widziałem, jak się każdy
1070 2| I przechodziły mi dnie i tygodnie~Bez żadnych bolów, pamiątek,
1071 1| Polaka. Dosyć o tym cichym tygodniu życia - przeminął. - Wielbłądy
1072 2| Bo biedna matka miała tyle mocy,~Że odkopała dziecko
1073 1| zaś, usiadłszy na ziemi u wejścia do namiotu, piękny
1074 1| jaskrawych orientalnych ubiorach; w środku zaś doliny niby
1075 2| choć tak, nie inaczéj -~Ubyłoby mi z serca pół rozpaczy.~
1076 2| Odkąd mi dzieci zaczęło ubywać,~Po żer przestały się wszystkie
1077 2| natężałem wzrok, serce i ucho;~I z przerażeniem rozmyślałem
1078 2| synu moim synem.~Lecz nie - uciekaj! Ja wiem że te płótna~Straszne
1079 1| obróciwszy oczy mówił Chrystus do uczniów swoich, aby się nie troszczyli
1080 1| które dawniéj spędzałem na ucztach w gronie rodzinnym, okropna
1081 2| już przywykł namiotu;~Z uczuciem smutku, boleści i zgrozy~
1082 2| Nieruchomością śmierci przeraźliwe.~Uczułem wtenczas, patrząc na tę
1083 1| niebem jak najwygodniéjszym uczynić; wydał ze składu kilka namiotów
1084 1| rozbicia, nie mogłem jednak udać się do bliskiego miasteczka,
1085 2| śmierć przed samą śmiercią udawali~Myśląc, że Boga oszukamy
1086 2| połowy,~Nad piersiami się uderzywszy zbladła~I zachwiała się
1087 2| lekkie owinięte chmury,~Ujrzałem moje dwie umarłe córy.~Przyszły
1088 1| przeminął. - Wielbłądy moje znów uklękły przede mną i podniosły się
1089 1| kwarantanny kazali zaraz uklęknąć wielbłądom, a w twarzach
1090 2| Zazdrosnéj ziemi Szecha ukradzione,~Zabiły matkę i wzięły mi
1091 1| wielbłądzie musiałem podobnemu ulec losowi. Po ośmiu dniach
1092 1| korycie, nabrzmiała nocną ulewą i srebrnymi pletwami prosto
1093 2| muezina:~Jakby się nad mym ulitował losem,~Zaczął smutniejszym
1094 2| wołałem głośno:~"Oby nie umarł! lub się był nie rodził!" -~
1095 2| chmury,~Ujrzałem moje dwie umarłe córy.~Przyszły za ręce trzymając
1096 2| tu - bogdajby jak ja nie umarli! -~Tu ją pod mymi oczyma
1097 2| zawiodło przeczucie żałoby!~Umarło - z takiéj jak tamte choroby.~
1098 1| w jego lochach, składano umarłych z dżumy; a zaś architektura
1099 2| obrączkach;~I ta po dziecku umarłym pamiątka -~Patrzaj! - obrazek
1100 2| sobie.~A patrz! - tak cicho umierały obie!~Że choć po śmierci
1101 1| któréj Lamartine z takim uniesieniem rozpowiada, starał się natychmiast
1102 1| czasu zostawało do ratunku; unieśliśmy za pomocą Arabów namioty
1103 2| zachwiała się z jękiem - i upadła.~A ja na ręce wziąłem trup
1104 2| namiot i rzuciwszy brzemię~Upadłem przy niéj jak martwy na
1105 2| Słońce wschodziło w upały czerwono,~Co dnia tonęło
1106 2| wczora,~Ale podobne do słońca upiora.~A niebo, które patrzało
1107 2| do trupich obsłónek -~Te upominki i ten pocałunek,~Zazdrosnéj
1108 2| Namiotu mego - córki go uprzędły -~Płótna na rosie poczerniały,
1109 1| nią, jako za chleby i za uprzejmość dla mnie podziękowałbym
1110 2| I już nie wróci! ani mi urośnie!~Ani go kiedy mój dom już
1111 2| skonał w moim ojcowskim uścisku,~Chciałem go spalić na popiół
1112 1| wędrowników. Wieczorem zaś, usiadłszy na ziemi u wejścia do namiotu,
1113 2| świecić...~Po dzieciach ustał wielki płacz niewieści~I
1114 2| zepsutym wcale,~Pocałowała; w usteczek korale~I znów włożyła do
1115 2| miała wtenczas czerwone usteczka~Jak młoda róża, kiedy się
1116 2| i kwiatkiem nic chciało usychać -~Ja sam nareszcie zacząłem
1117 1| przestrachów; krzyk Arabów uwiadomił mnie o nowym niebezpieczeństwie:
1118 2| czterdzieście;~Przyszli mię ludzie uwolnić nareszcie.~O gorżka wolność
1119 2| oczy~Ona rąbkami złocistych warkoczy~Tak przesłaniała, że patrzałem
1120 2| synaczkiem przy piersiach, warzyła.~Wszystko to dzisiaj tam -
1121 2| Stałem się wreszcie jak wąż, gdy ochłodnie.~I przechodziły
1122 2| wściekły: "Niech się nikt nie waży!"~Porwałem trupa i rzuciłem
1123 2| Znalazła jeszcze nie zepsutym wcale,~Pocałowała; w usteczek
1124 1| zamyślone o kraju serce zaczęło wchodzić powoli przerażenie... Szeleszczący
1125 1| będzie bawił przyszłych wędrowników. Wieczorem zaś, usiadłszy
1126 1| podobałem sobie w ciszy piaskowego stepu i w szumie morza,
1127 1| zaś, usiadłszy na ziemi u wejścia do namiotu, piękny ten Arab,
1128 2| Może złocista, jasna i weselna?~Lecz dla mnie jest to równina
1129 2| młoda! taka ładna!~Taka wesoła, kiedy moją głowę~Do lilijowych
1130 2| tak zdradziecko!~Tak cicho weszła pod namiotu żagle?! -~Grom
1131 2| przyszle po nie:~Dziecko mi weźmie - żonę - a po żonie~Mnie
1132 1| zadumanym, wyciągając długie, wężom podobne szyje ku grobowcowi
1133 2| wszystkie tu się kładły wiankiem,~Tu, gdzie się ogień już
1134 1| przerażenie... Szeleszczący od wichrów i deszczu namiot chwiał
1135 1| w twarzach ich czarnych widać było głębokie poddanie się
1136 2| Ciemna, od gromów czerwoności widna.~Jeszcze dziś czuję i widzę,
1137 1| przywykać zacząłem do smutnego widoku, który mnie otaczał. Opodal
1138 2| widna.~Jeszcze dziś czuję i widzę, i słyszę,~Słyszę, jak namiot
1139 2| więcéj boleści powiedzą?~One widziały wszystko! wszystko wiedzą!~
1140 2| sklepie,~Ani mnie ludzie widzieli na stepie.~Stałem się jako
1141 2| posępnym szelestem~Te płótna więcéj boleści powiedzą?~One widziały
1142 2| nieczułe, oczy nam przerazić~I wiecznie zostać w rodziców pamięci~
1143 2| chwastem nadmorskich ajerów;~A wieczór - wszystkie tu się kładły
1144 2| dni - o Boże mój! Boże!~Z wieczora huczeć już zaczęło morze~
1145 2| płacze,~Co dnia, gdy przyszła wieczorna godzina,~Śpiewającegom słyszał
1146 2| widziały wszystko! wszystko wiedzą!~Czyż nie są teraz jak męki
1147 1| podziękowałbym tutaj, gdybym wiedział, że te kilka wyrazów znajdzie
1148 2| i słońca purpurą,~Że nie wiedziałem, czy pacierz doleci~Do Pana
1149 2| wracam - o boleści!~Trzy razy wieków przeżywszy czterdzieści,~
1150 2| powrozy,~Które... (o Boże wiekuisty, świeć mi!...)~Do tego piasku
1151 2| Lecz głowa mego starego wielbłąda.~Spojrzał - i spojrzał z
1152 2| konającym czuwaliśmy bliscy~Ja z wielbłądami - na kolanach wszyscy.~Łamałem
1153 1| kwarantanny kazali zaraz uklęknąć wielbłądom, a w twarzach ich czarnych
1154 2| miesiące.~Dziś - oto dziewięć wielbłądów podróżnych,~A na nich -
1155 1| nie mogą. Podróżując na wielbłądzie musiałem podobnemu ulec
1156 1| tu byłyby opisy; albowiem wielkością biblijną nacechowana była
1157 1| Roseliniego, Fresnela i wielu innych, opowiadał mi o swoich
1158 2| się zdało wtenczas, nie wiém czemu,~Że słońce słońcu
1159 2| głowie miała z włosów siwych wieniec,~Jakiś okropny ceglany rumieniec,~
1160 2| Ludzie! czy będziecie wierzyć?~Ja, co me wszystkie całowałem
1161 2| zacząłem oddychać;~Bo nie wierzyłem, żeby wziąwszy troje~Bóg
1162 2| znać na tym namiocie -~I wiesz, że nawet tych wróbelków
1163 1| kwarantanny strażników. W wigilią Bożego Narodzenia (1836
1164 1| Wicher mi zagasił światło, a wilgotny knot na nowo zapalić się
1165 1| ale miecz baszy zdawał się wisieć w błękitnym niebie nad głową
1166 1| serce rozdarte po mnie. A wkrótce zaczęły się pokazywać na
1167 1| powieści; a pokażą się mu we właściwszym świetle, albowiem, je zobaczy
1168 2| obie umarły.~I nawet matka własna nie słyszała,~Choć wiem,
1169 2| śmierć okrutna!~Zaczynasz własnych braci nie poznawać,~Potem
1170 1| wszystko to trzeba było własnymi siłami wytrzymać, ocalić
1171 2| dorosłym przystoi dziewicom,~Włosami ziemię zamiotły rodzicom.~ ~
1172 2| pamiątki, kamienia lub kwiatka,~Włoska w złocistych na głowie obrączkach;~
1173 2| woski;~Na głowie miała z włosów siwych wieniec,~Jakiś okropny
1174 2| wszystkie nasze łzy - wzięła na włosy.~ ~Dziesięć dni przeszło
1175 2| w usteczek korale~I znów włożyła do trupich obsłónek -~Te
1176 2| żałosny,~I tak z głębokich wnętrzności wyjęty!~I tak rozumny! i
1177 1| rozchodzi, jak kręgi na wodzie po rzuconym do niéj kamieniu?~ ~
1178 2| rodziców pamięci~Z twarzą, co woła: "Jesteście przeklęci!" -~ ~
1179 2| ją bole targały zabójcze,~Wołała: "Ratuj mię! ratuj, mój
1180 2| wszyscy.~Łamałem ręce i wołałem głośno:~"Oby nie umarł!
1181 2| krzykiem i umarłą dziatwę~Klnąc wołam dziko: "Hatfe! moja Hatfe!"~
1182 2| namiocie śpiące.~Szły cicho, z wolna, schylały się nisko~Nad
1183 1| i pod karą miecza zmusił wolne Beduiny rozbijać w tym miejscu
1184 2| uwolnić nareszcie.~O gorżka wolność i chwila odlotu!~Jam do
1185 1| głębokie poddanie się ludzi wolnych pod prawo strasznego człowieka.
1186 2| jak bursztyn albo żółte woski;~Na głowie miała z włosów
1187 2| rzeczułkę w dolinie?~Od niéj wracała najmłodsza dziewczyna,~Z
1188 1| tak, dziwnego doznawałem wrażenia. Bez dachu, bez ognia, bez
1189 2| chciał tylko lice swoje wrazić~W serca nieczułe, oczy nam
1190 2| płacze trupojady.~Stałem się wreszcie jak wąż, gdy ochłodnie.~
1191 2| I wiesz, że nawet tych wróbelków krocie,~Co zlatywały się
1192 2| aniołek w obrazku,~Karmiło wróble, a ptaszęta jadły,~Aż do
1193 2| matkę martwych zmarłą.~Potem wróciłem do płóciennéj nory~Schować
1194 1| byłem o godzinę drogi ku wschodowi, obróciłem się na siodle,
1195 2| niebie lazurowém?~Zawsze tam wschodzi za lasem palmowym,~Zawsze
1196 1| Malagamba, sławną pięknością na Wschodzie, o któréj Lamartine z takim
1197 2| konał mój syn, blady miesiąc wschodził~I patrzał: - tego z pamięci
1198 2| matką tych dzieci?...~Słońce wschodziło w upały czerwono,~Co dnia
1199 2| martwego całować;~Krzyknąłem wściekły: "Niech się nikt nie waży!"~
1200 1| Ale czymże jest dla niego wspomnienie w niezrozumiałym języku
1201 2| z ogniem zapalonym w oku~Wstał, dzbanek wody chwycił w
1202 1| szła do morza, za nią szara wstęga palmowych lasów; od północy
1203 2| co dotknięciem sinem...~Wszak ty nie jesteś, synu moim
1204 2| dworu~W téj kwarantannie wszedł anioł pomoru.~O! niewiadoma
1205 2| trupy,~Z téj kwarantanny wychodziłem zdrowy;~Żona, co nawet nie
1206 2| Po nocy hyjen przeraźliwe wycia~Tam nad trumnami... i słuchałem
1207 1| z pielgrzymem zadumanym, wyciągając długie, wężom podobne szyje
1208 2| w grobie! -~Ona inaczéj wydaje się tobie,~Może złocista,
1209 1| najwygodniéjszym uczynić; wydał ze składu kilka namiotów
1210 2| mi dziecko sroga śmierć wydarła!~I ta mi córka na rękach
1211 2| nieborakiem~Strażnicy; przyszli mi wydrzeć to ciało.~I nieostrożni
1212 2| tak okropnie po śmierci wyglądał,~Jakby już próżnych naszych
1213 1| nie mogli i nie śmieli. Wyjaśniło się na koniec niebo, a ja,
1214 1| było miasteczko, które od wyjazdu z Kairu obaczyłem z daleka,
1215 2| takiéj błyskawicy,~Jak ci, co wyjdą na słońce z ciemnicy.~Lekarz
1216 2| ciebie szumi morze - dla mnie wyje;~A kiedy z wichrem na brzegi
1217 2| z głębokich wnętrzności wyjęty!~I tak rozumny! i taki przeklęty!!!~
1218 1| niezrozumiałym języku i wymówione głosem, który zaledwo się
1219 1| blisko miasteczka El-Arish. Wymysłem to jest dziwnym Mohameda
1220 2| po zgonie.~Toteż Bóg jemu wynagrodził za to,~Bo mu dał cichą śmierć
1221 2| pochwyciwszy go z takiémi trądy~Wyniosłem na step, pomiędzy wielbłądy,~
1222 2| łonie".~To mówiąc, wodę wypiwszy ze dzbana,~Powalił się tu
1223 2| ten musiał być strasznym wyrazem...~Bo zaraz - matka - ja -
1224 1| gdybym wiedział, że te kilka wyrazów znajdzie go na pustyni.
1225 1| już w sobie mieszkańca, wyrwał kilka kołów z piasku i skrzydłem
1226 2| ogień zaczął biec po szacie,~Wyrwałem trupa i rzuciłem straży -~
1227 2| smutku, boleści i zgrozy~Będę wyrywał koły i powrozy,~Które... (
1228 1| na pustyni; gorszą daleko wysiedział ów starzec opowiadający
1229 2| patrząc na tak konające,~Wysiedziałem tu całe trzy miesiące.~Dziś -
1230 1| że sam wyszedł na miejsce wysokie, aby mnie pożegnać; a czy
1231 2| Pierwszy na twarzy znak wystąpił drobny;~Nikt by nie dostrzegł -
1232 2| Bo mleko matki zaczęło wysychać,~I co dnia było płacz w
1233 1| i zdawało mi się, że sam wyszedł na miejsce wysokie, aby
1234 1| zgrozy, a gdy nad rankiem wyszedłem z namiotu, chmury żelazne
1235 2| Zarazą, która dzieci mi wytraca~I bierze syny z łona rodzicielki.~
1236 1| trzeba było własnymi siłami wytrzymać, ocalić się lub zginąć,
1237 2| moje córki zabite zarazą,~Wywlec kazałem strażnikom z namiotu;~
1238 2| Trzęsieniem ziemi, co grody wywraca,~Zarazą, która dzieci mi
1239 2| mgliste zdawało i grube~Ziemi wyziewem i słońca purpurą,~Że nie
1240 2| Przed samą śmiercią wyznała mi matka,~Że chciała z grobu
1241 2| ukradzione,~Zabiły matkę i wzięły mi żonę.~ ~I znów się łono
1242 1| z długą brodą, oświecony wzierającym między płótna księżycem,
1243 2| głucho.~Więc natężałem wzrok, serce i ucho;~I z przerażeniem
1244 2| ziemi Szecha ukradzione,~Zabiły matkę i wzięły mi żonę.~ ~
1245 2| żelazo,~Dwie moje córki zabite zarazą,~Wywlec kazałem strażnikom
1246 2| Kiedy ją bole targały zabójcze,~Wołała: "Ratuj mię! ratuj,
1247 2| wziąwszy troje~Bóg mi chciał zabrać wszystkie dzieci moje.~ ~
1248 1| chlebie européjskim nie zabrakło. Rozłożywszy się pod namiotem
1249 2| za lasem palmowym,~Zawsze zachodzi za tą piasku górą;~Zawsze
1250 2| się uderzywszy zbladła~I zachwiała się z jękiem - i upadła.~
1251 2| pochował ponury,~I niebo czarne zaciągnęły chmury.~Noc przyszła, dotąd
1252 2| obojgu nam rozdarłszy łono,~Zaczęła jakieś jady w serca sączyć,~
1253 1| rozdarte po mnie. A wkrótce zaczęły się pokazywać na piasku
1254 2| to ciało.~I nieostrożni zaczepili hakiem -~Hak padł na pierś
1255 1| namiot chwiał się nade mną i zaczerwieniony od piorunów, wydawał się
1256 2| drugich~Przeszło - nadzieja zaczynała świecić...~Po dzieciach
1257 2| ach! to śmierć okrutna!~Zaczynasz własnych braci nie poznawać,~
1258 2| próżnych naszych łez nie żądał,~Ale chciał tylko lice swoje
1259 2| trwoga o nią nie gryzła mię żadna.~Ach, ona była młoda! taka
1260 1| jak miejsce puste, bez żadnego domu, błędnym piaskiem zawiane,
1261 2| starzy -~W pamięci mojéj - żadnéj żywéj twarzy,~Tylko te sine
1262 1| podniosły się z pielgrzymem zadumanym, wyciągając długie, wężom
1263 2| Widziałem, jak się każdy z nich zadziwiał;~Bo nachyliłem się był i
1264 2| OJCIEC ZADŻUMIONYCH~W El-Arish~ ~Trzy razy księżyc
1265 1| cherubinem... Wicher mi zagasił światło, a wilgotny knot
1266 2| ktoś w namiot mój cicho zagląda -~I ach! - Nie była to już
1267 2| cicho weszła pod namiotu żagle?! -~Grom spadał hucząc po
1268 2| doleci~Do Pana Boga, co się zakrył chmurą.~ ~I tak dni dziegieć
1269 2| Cisza ogromna namiot nasz zaległa.~Chyba mysz jaka w księżycu
1270 2| nie zawiodło przeczucie żałoby!~Umarło - z takiéj jak tamte
1271 2| głośny~I tak rozdarty, i taki żałosny,~I tak z głębokich wnętrzności
1272 2| zaniosłem na cmentarz.~Z założonymi na piersiach rękoma~Siedziała
1273 2| żoną.~Ale czy pojmiesz? - zamiast nas połączyć,~Boleść, obojgu
1274 1| niéj przez dni dwanaście zamieszkał. Zrazu pojąć nie mogłem,
1275 2| dziewicom,~Włosami ziemię zamiotły rodzicom.~ ~Widzisz te słońce
1276 2| Jaka się w moim sercu dziś zamyka!~Wracam na Liban, do mojego
1277 1| oddalony od ludzi. W smutne i zamyślone o kraju serce zaczęło wchodzić
1278 1| który go z ziemi zwieje i zaniesie w krainę cichą - przeszła
1279 2| brama,~Ale je matka tam zaniosła sama.~ ~W namiocie pustym
1280 2| Szumem pożaru, co miasta zapala,~Trzęsieniem ziemi, co grody
1281 1| a wilgotny knot na nowo zapalić się nie chciał. Próżne tu
1282 2| Najstarszy - z ogniem zapalonym w oku~Wstał, dzbanek wody
1283 1| ze mnie zapewne zbierał zapas małych postrzeżeń, którymi
1284 1| szczegóły ich podroży i ze mnie zapewne zbierał zapas małych postrzeżeń,
1285 2| rzekł: "Sam Bóg ci za wodę zapłaci,~Bo chcę pić jak pies, bo
1286 2| nagle~W kołysce z cicha zapłakało dziecko -~A płacz ten musiał
1287 2| czerwonym~I pod namiotem tym zapowietrzonym~Żyliśmy, słowa nie mówiąc
1288 2| dziedzińcu moim pomarańcza dzika~Zapyta: "Starcze! gdzie są twoje
1289 2| ludzkich trumien zdjęte.~Zarazę było znać na tym namiocie -~
1290 2| zgrzebła~I tam, gdzie grzebią zarażonych, grzebła.~A od téj nocy
1291 1| niebo i drobny deszczyk zasmucał powietrze. Ale nie tu był
1292 2| i mocy,~Położyłem się i zasnąłem w nocy.~I we śnie, w lekkie
1293 1| nareszcie przyjść morze i zatopić wzgórze, na którym stałem;
1294 2| patrzał: - tego z pamięci nie zatrzéć!~I nie wiem, jak ten sam
1295 2| świeć mi!...)~Do tego piasku zatykałem z dziećmi.~Ach, pomóż ty
1296 2| Oczy się moje do snu nie zawarły,~A nie słyszałem, jak obie
1297 1| żadnego domu, błędnym piaskiem zawiane, mogło prawu ludzkiemu podlegać;
1298 1| podobną do gwiaździstéj lutni zawieszonéj przez Boga nad biednym namiotem
1299 2| już! i bez pamięci!~I nie zawiodło przeczucie żałoby!~Umarło -
1300 2| żonie~Mnie nieszczęsnego zawoła przed Stwórcę...~Córka! -
1301 2| żelaznych krocie -~Więc zawołałem głośno: "Śmierć w namiocie!"~
1302 2| upominki i ten pocałunek,~Zazdrosnéj ziemi Szecha ukradzione,~
1303 1| podroży i ze mnie zapewne zbierał zapas małych postrzeżeń,
1304 2| piersiami się uderzywszy zbladła~I zachwiała się z jękiem -
1305 1| białe, zwiastując, że się zbliżam do żyźniéjszéj krainy; i
1306 2| ranków trzydzieści.~Nareszcie zbywszy pamięci i mocy,~Położyłem
1307 2| splamione chmurą:~A mnie się zdało wtenczas, nie wiém czemu,~
1308 2| się muszą obcym ludziom zdawać.~Śmierć od zarazy? - ach!
1309 1| podlegać; ale miecz baszy zdawał się wisieć w błękitnym niebie
1310 2| Czemuż ta Śmierć tak zdradziecko!~Tak cicho weszła pod namiotu
1311 2| pierwsze rzuca strupy -~Zdrów byłem. - Ludzie! czy będziecie
1312 2| wszyscy ludzie, czy wracam ze zdrowiem,~Pytać się będą. - Cóż ja
1313 2| kwarantanny wychodziłem zdrowy;~Żona, co nawet nie tknęła
1314 2| stepie.~Stałem się jako zdziecinniali - starzy -~W pamięci mojéj -
1315 2| Patrzę! - Na twarzy plam żelaznych krocie -~Więc zawołałem
1316 2| Rankiem obiedwie sine jak żelazo,~Dwie moje córki zabite
1317 2| mi się za burzy łoskotem,~Żem słyszał martwe dzieci, za
1318 2| północy;~Znalazła jeszcze nie zepsutym wcale,~Pocałowała; w usteczek
1319 2| dzieci zaczęło ubywać,~Po żer przestały się wszystkie
1320 2| dziećmi.~Ach, pomóż ty mi je zerwać - sam jestem!~A może tobie
1321 1| które jako ślady naszych zerwanych domów zostały w dolinie.
1322 2| rozumny! i taki przeklęty!!!~Żeśmy oboje biegli gromem tknięci,~
1323 1| wytrzymać, ocalić się lub zginąć, pod okiem ludzi, którzy
1324 2| jaka w księżycu przebiegła;~Zgoła innego jęku ni szelestu...~
1325 2| najmniéj z dzieci płakany po zgonie.~Toteż Bóg jemu wynagrodził
1326 2| siostrach i bracie.~Od tego zgonu i od téj boleści~Naznaczono
1327 2| wielbłądy,~Aby go tam śmierć zgryzła do ostatka;~I żeby na to
1328 2| Aby go wzięła na żelazne zgrzebła~I tam, gdzie grzebią zarażonych,
1329 2| niebo, które patrzało na zgubę~Mego rodzeństwa, moich trojga
1330 1| jeszcze spojrzeć na mój namiot zielony; obaczyłem go na wzgórzu
1331 2| omamień.~Stałem się twardy i zimny jak kamień.~I raz - ach,
1332 2| Powalił się tu jak palma złamana.~Przybiegłem - nie czas
1333 2| przestały się wszystkie zlatywać.~Czy odstraszyło je podarte
1334 2| tych wróbelków krocie,~Co zlatywały się tutaj o brzasku~Jeść
1335 2| inaczéj wydaje się tobie,~Może złocista, jasna i weselna?~Lecz dla
1336 2| trzymał w rączkach,~Te włoski złote i tak dzisiaj święte,~W
1337 2| słońce słońcu nie równe złotemu;~I już nie takie, jakie
1338 2| razy księżyc odmienił się złoty,~Jak na tym piasku rozbiłem
1339 1| tajemniczym życia mojego, o tym złotym stepie i o tym namiocie,
1340 2| pochowałem matkę martwych zmarłą.~Potem wróciłem do płóciennéj
1341 1| granicę i pod karą miecza zmusił wolne Beduiny rozbijać w
1342 2| ze mną;~Gadałem z nimi, zmyślałem rozmowy,~W których rozmawiał
1343 1| boleści nie jest całkowicie zmyśloną: opowiadał mi ją doktor
1344 2| trumien zdjęte.~Zarazę było znać na tym namiocie -~I wiesz,
1345 2| strzegłem! -~Pierwszy na twarzy znak wystąpił drobny;~Nikt by
1346 2| powrócił morderca!~Ale mnie znalazł bez łez i bez serca,~Już
1347 2| odkopała dziecko o północy;~Znalazła jeszcze nie zepsutym wcale,~
1348 2| najmłodszego syna~Śmierć zobaczyłem! - Ach, ja go tak strzegłem! -~
1349 2| nieruchoma~W kącie namiotu, żółta, jakby z drewna.~Dziecina
1350 1| zaś architektura jego i żółtawa białość nadawały mu pozór
1351 2| troski~Była jak bursztyn albo żółte woski;~Na głowie miała z
1352 2| mi weźmie - żonę - a po żonie~Mnie nieszczęsnego zawoła
1353 1| dowiedziałem, rączki jego żony grzęzły w białéj i srebrnéj
1354 2| W namiocie pustym ja zostałem z żoną.~Ale czy pojmiesz? -
1355 2| osiem juków próżnych,~I nie zostało mi nic - oprócz Boga;~I
1356 1| naszych zerwanych domów zostały w dolinie. Zziębły i ponury
1357 1| zaledwo kilka chwil czasu zostawało do ratunku; unieśliśmy za
1358 1| dni dwanaście zamieszkał. Zrazu pojąć nie mogłem, jak miejsce
1359 2| brała chłodzić rączek,~Kiedy zrobiwszy z jedwabiu osnowę,~Około
1360 1| na piasku lilije białe, zwiastując, że się zbliżam do żyźniéjszéj
1361 2| Płótna na rosie poczerniały, zwiędły~I podarły się, i lekko napięte,~
1362 1| wicher, który go z ziemi zwieje i zaniesie w krainę cichą -
1363 1| w tym miejscu namioty i żyć przez dni kilkanaście pod
1364 2| przekonałem się, że Hatfe żyje,~Słysząc jéj serce bijące
1365 2| nieskoro.~Reszta mych dzieci żyła - wszystko czworo,~Małżonka
1366 2| namiotem tym zapowietrzonym~Żyliśmy, słowa nie mówiąc do siebie,~
1367 2| moje dzieciątko najmniéjsze~Żyło i kwiatkiem nic chciało
1368 2| W pamięci mojéj - żadnéj żywéj twarzy,~Tylko te sine i
1369 1| zwiastując, że się zbliżam do żyźniéjszéj krainy; i pomyślałem, że
1370 1| domów zostały w dolinie. Zziębły i ponury patrzałem ze wzgórza
|