| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
| Kazimierz Brodzinski Wieslaw IntraText - Concordances (Hapax - words occurring once) |
Part
501 IV| mieszkanie.~Na stan jej niski wysoka jagoda,~Nie dla niej 502 V| długi~W kwitnących sadach niskie strzechy kryje,~Z których 503 IV| źrenicy młodziana,~Potem się nisko skłonił do nóg Jana,~Skłonił 504 V| zachował.~Wzmogli się znowu po niszczącym boju~Z sierotą dzieląc owoce 505 I| płaczu i gwaru,~Wśród ciemnej nocy, wichrów i pożaru,~Razem 506 I| Wiesław obojgu kornie ścisnął nogi~I wyszedł z chaty przenikniony 507 III| wyrozumieć nie chce,~Młodego nowość i swoboda łechce,~Zwiąż 508 II| nachylił ku ziemi~I zaczął nucić słowy takowemi:~ ~"Niechże 509 V| serca trafiły;~Tak na weselu nucił Wiesław miły.~A Jan uważnie 510 IV| miodu:~"Przyjmij tę kroplę z obcego ogrodu,~Piękna Halino! jak 511 II| pierwszeństwo zostawcie obcemu,~Niech idzie w tany, niech 512 IV| Przyjdzie młodzian z obcych błoni,~Ojcu, matce się pokłoni;~ 513 III| Pracować będę pomiędzy obcymi,~Bo bez Haliny nic już nie 514 IV| Bóg go też wielkim rozumem obdarzył,~Już on niejedno krewieństwo 515 IV| zdrowa, pracowna, urodna;~Obiedwie teraz pracujem na siebie,~ 516 V| A twarz Haliny od zorzy oblana~Podobną była do twarzy anioła,~ 517 IV| przed oczy wyświęci,~Bo jak oblicze oglądamy w zdroju,~Tak dusza 518 IV| Wisły,~Gdy wonny deszczyk obłoki wyleją,~Kwiaty zroszone 519 III| ich przy sobie połączył oboje,~Ażeby matka kiedyś, po 520 I| podarunek z drogi!"~ ~Wiesław obojgu kornie ścisnął nogi~I wyszedł 521 III| sączą,~Gdy córkę z obcym obowiązki łączą;~Przeto już dawne 522 IV| Niech gospodyni przeto nie obrażę,~Czyniąc, co dawny obyczaj 523 IV| mój mąż z kosą na spoiną obronę~I już nie wrócił. - Obcy 524 I| pożaru,~Razem rolnicy ku obronie bieżą,~Razem się wojsko 525 III| łechce,~Zwiąż go miłością i obsyp go zbiorem,~On dalej patrzy, 526 II| pląsa z miną uroczystą,~W oburącz szatę ująwszy kwiecistą,~ 527 IV| obrażę,~Czyniąc, co dawny obyczaj nam każe;~Ojców zwyczaje - 528 IV| chodaki -~Toć były dotąd jego obyczaje.~Młodemu wszystko zarówno 529 IV| się na przyszłość niepewną obzierać.~To wam powiadam o naszym 530 IV| krainie~Zbiorów szukały; ochronne przy zgodzie~Wzbudziły przemysł 531 III| wyznać otwarcie i śmiało.~ ~Oczekiwany wjechał do podwórka.~Wybiegi 532 II| skarby moje,~Jeśli kiedy oczka czyje~Milsze mi nad twoje.~ ~ 533 III| Bronika - patrzy dużymi oczyma,~Ciekawość tylko na jej 534 V| złączona,~Jedno drugiemu oddając do łona,~Jakie pytania, 535 III| dozwoli;~Przeto, Wiesławie! oddaję twej woli:~Uproszę Jana, 536 III| ziemskie życie,~Ciebie mi oddał jak za moje dziecię;~Tak 537 V| takowym stanie~Każdy jej oddech zajmowało łkanie.~ ~Dalej 538 III| niewdzięczność, ani harda dusza~Odkryć przed wami tę boleść przymusza,~ 539 I| W pustkach wsie stały a odłogiem ziemie;~Okólnych lasów i 540 III| Wiesława,~Dziwną w nim jakąś odmianę poznawa.~"Powiedz nam - 541 V| było,~Patrzy Halina, co się odmieniło.~Tak spodziewanych od pola 542 IV| ufność w losie składa,~A to odmienne, nieprzyjazne rzeczy!~Szczęście 543 IV| losie Haliny~I to do waszej odnieście rodziny:~ ~Gdy się los zawziął 544 IV| słowa, matko! wiernie wam odnoszę~I w imię ojców o córkę was 545 IV| wieczerza gotowa!"~ ~Jan, gdy odpoczął, w te przemówił słowa:~" 546 V| Jakie pytania, dzięki, odpowiedzi,~Jako się zbiegli ciekawi 547 IV| Brzmią tu wesela na każde odpusty;~Lecz to nie dla niej, nie 548 IV| gdziekolwiek przyjdzie w odwiedziny,~Jest jakby w domu, u swojej 549 IV| pytającym okiem~Patrzy na matkę; odwrócona bokiem,~Białe odzienie zarzuca 550 IV| odwrócona bokiem,~Białe odzienie zarzuca na głowę,~Tak zasłoniona 551 IV| Halinie:~"Niech się roznieci ogień na kominie,~Niech będzie 552 IV| wyświęci,~Bo jak oblicze oglądamy w zdroju,~Tak dusza wiernie 553 V| pługi,~A cała wioska jako ogród długi~W kwitnących sadach 554 IV| Przyjmij tę kroplę z obcego ogrodu,~Piękna Halino! jak tobie 555 IV| młodzieńcem,~A Jan powiedział: "Oj! widzę, że godne~I starca 556 IV| zamęście,~Która sierota, bez ojca i matki;~Nie miała wiana 557 III| duszą jestem przy Halinie.~ ~Ojcowie moi już królują w niebie,~ 558 III| podparł siwą głowę~I po ojcowsku rzekł słowa takowe;~"Kiedy 559 IV| młodzian z obcych błoni,~Ojcu, matce się pokłoni;~Zerwie 560 IV| Wszedł Jan sędziwy, Wiesław okazały~Głową wyniosłą dosięgną! 561 IV| Kwitnie rozmaryn i ruta,~Na okienku wianek leży,~Jest tu córka 562 IV| chęć prowadzi".~ ~Wyjrzała oknem od kądzieli matka,~Skrzypła 563 V| Czy jej nie będzie znaną okolica.~Wtem uroczyście od kościelnej 564 I| stały a odłogiem ziemie;~Okólnych lasów i wiosek pożary~Gniewu 565 III| niewola.~Tak i na wiosnę ptak okrąża pola,~Płochy i dumny, ufny 566 V| wesoło,~A wóz pył wznosi okrążając koło.~Dziwnie Haliny twarz 567 V| Przeto, nim wokół jadący okrąży,~Pieszy ścieżkami trzykroć 568 IV| imię,~Mówiło tylko, że w okropnym dymie~Nieznani ludzie wiedli 569 II| pląsach przed druhną stroni,~A ona za nim poskocznie goni,~ 570 IV| ziemi pierwsze gospodynie,~One po całej opatrznej krainie~ 571 III| szczerze trzeba ze starszymi,~Oni porywczej młodości wybaczą~ 572 I| wysoko~Nad całym światem opatrzne ma oko,~Wszakci On ojcem 573 IV| gospodynie,~One po całej opatrznej krainie~Zbiorów szukały; 574 III| Wdzięczen łask tylu i waszej opieki,~Przy waszym pługu chodziłbym 575 V| Jakobym pragnął, nigdy nie opiszę.~ ~ ~ 576 II| nie dasz wiary,~Jak konie opłacę,~Wydałem ja twe talary,~ 577 II| skrzypki! bo się smucę~W opłakanym stanie,~Z konikami ja powrócę,~ 578 III| się po świecie,~Chcesz mię opuścić za to, żem cię chował,~Żem 579 V| zadumana.~Wesołość tylko nie opuszcza Jana,~Bo radość w sercu 580 I| dzień do kłosów przychodzą oracze,~A ja dziecięcia nigdy nie 581 IV| kogo zniży, czy w górze osadzi,~Patrzy, jak wszędzie człowiek 582 III| gdy chęć jedna raz serce osiędzie,~Daremny namysł i rozsądek 583 V| Swawolna, więcej mówić się ośmiela.~Przebyli kładki i zaczepne 584 IV| do was, matko! mówić mię ośmieli;~Gdzie młodzież idzie za 585 III| lasem, i polem,~Ale się ostać nie może przed bólem,~Bo 586 IV| teściowej pójdzie chaty.~ ~Raz ostatni, rozmaryny!~Uwieńczycie 587 IV| straszny i żałosny,~Gdy ta ostatnia gorzała uchrona;~Na milę 588 IV| Wiesław, ale go Jan bacznie~Ostrzegł po cichu i tak mówić zacznie:~" 589 IV| podwórka:~ ~"Kwiatami grzęda osuta,~Kwitnie rozmaryn i ruta,~ 590 IV| sumienie,~Takie Janowi czyni oświadczenie:~ ~"Jest Bóg widzący na 591 IV| górami świeci,~Tak, gdy z otuchą łzę zroniły dzieci,~Jan 592 III| przystało,~Stanowi wyznać otwarcie i śmiało.~ ~Oczekiwany wjechał 593 IV| matka,~Skrzypła zapora, otwarła się chatka,~Wszedł Jan sędziwy, 594 IV| Panna stroi się w komorze.~ ~Otwierajcież! przyszli goście!~I życzliwie 595 III| dalej patrzy, bo mu świat otworem;~Nieszczęściem jemu najmilsza 596 V| stronę;~Bijące łono, usta otworzone~Poznać dawały wielkie zadumienie,~ 597 IV| niesie czarna rola,~Wełniste owce zabielają pola,~W schludnych 598 IV| jałówka, dwie krówek,~Kilka owieczek, cały nasz dochówek.~Brzmią 599 V| niszczącym boju~Z sierotą dzieląc owoce pokoju;~Chatkę i córkę stracili 600 II| jużci przyjąć trzeba~Naszych owoców i naszego chleba!"~A przy 601 IV| Słodycz i zgodę, i pracę oznacza".~ ~Podała matka kubek na 602 V| krzewy;~Z błoni pastusze ozwały się śpiewy,~Które jej bardzo 603 V| którego krzycząc swawolne pachołki~Spędzają na most i krówki, 604 V| niedzielna zabawka.~Tu już Halina pada na kolana,~W dłonie uderza 605 V| najprzód - rzecze - na kolana padaj,~Tu się nie pytaj, ale dzięki 606 V| szerzy;~Pobożnie wszyscy padli na kolana,~A twarz Haliny 607 IV| czasu.~Ja, matka niegdyś, pamiętna na Boga,~Wzięłam sierotę, 608 IV| niej zapusty,~Na których pannom kupują pierścienie;~Tam 609 V| naprzeciwko chaty~Stoi krzyż Pański pochylony z laty,~Wokoło 610 II| wesołe pląsy i śpiewanie.~Parskając konie bieżą po gościeńcu,~ 611 V| V~ ~Wartko wóz toczą parskające konie,~Mijają mostki i zgórki, 612 I| mi dwa konie i wybierz do pary.~Syn mój jedyny na wojnie 613 II| ze stali.~Wiesław się za pas ujął ręką prawą,~Zagasił 614 V| zaczepne krzewy;~Z błoni pastusze ozwały się śpiewy,~Które 615 II| czyje~Milsze mi nad twoje.~ ~Patrzajże mi prosto w oczy,~Bo widzi 616 IV| tłumami.~Przy drodze na to patrzyłam ze łzami,~Aże mi dziecię 617 IV| zdaje,~Bo jak na wiosnę pędzi potok w biegu,~Pieni się, 618 IV| Skłonił się matce, milcząc pełen sromu;~I było długie pomilczenie 619 IV| niecierpliwe słowa,~Bo dusza pełną była ważnych myśli;~Na twarzy 620 V| rosy widzieli,~Które jak perły liczyli anieli.~A kiedy 621 IV| z Haliną na drodze,~Jak pewno wiecie - i ojcom wyjawił,~ 622 I| przepłakać: nie może;~Zaledwie piąty kwitnął owoc sadu,~Gdy mi 623 V| milę donosi,~Już pogrzeb piątym pokoleniom głosi.~Gdy tak 624 IV| kroplę z obcego ogrodu,~Piękna Halino! jak tobie słodyczy~ 625 II| jedynie~Krążą niewolne przy pięknej Halinie.~ ~ 626 IV| wiosnę pędzi potok w biegu,~Pieni się, szumi i wylewa z brzegu,~ 627 I| komory,~Wnosi do izby dwa pieniężne wory,~Czterysta złotych 628 IV| Na których pannom kupują pierścienie;~Tam gdzie stodoły i bogate 629 I| szyję~I wstyd rumiany na jej piersi kryje,~Lecz pusty uśmiech 630 V| Pieszy ścieżkami trzykroć pierwej zdąży.~Idą wiec wszyscy 631 IV| napoju.~Pszczółki na ziemi pierwsze gospodynie,~One po całej 632 II| drużbom porady udziela:~"Jużci pierwszeństwo zostawcie obcemu,~Niech 633 IV| gdzie mieszkała córka,~Taką pieśń nucą za płotem podwórka:~ ~" 634 V| nim wokół jadący okrąży,~Pieszy ścieżkami trzykroć pierwej 635 II| Gałązek się czepia,~Aż dognany piórka niesie,~Gniazdeczko ulepią".~ ~ 636 II| tańczy wesoło,~A gdy do nowej piosenki stanie,~Skrzypek drzymiący 637 I| Dzień to był sądu; - śród płaczu i gwaru,~Wśród ciemnej nocy, 638 II| się przystojnie.~Halina pląsa z miną uroczystą,~W oburącz 639 II| się granie,~Słychać wesołe pląsy i śpiewanie.~Parskając konie 640 I| Moskwa polskie dobijała plemię,~W pustkach wsie stały a 641 II| przed nim ucieka,~On w ręce pleszcąc goni z daleka,~A gdy dogoni, 642 III| wiosnę ptak okrąża pola,~Płochy i dumny, ufny w siłę młodą,~ 643 IV| córka,~Taką pieśń nucą za płotem podwórka:~ ~"Kwiatami grzęda 644 III| Głaszczą koniki i wiążą u płotu,~Cieszą się wszyscy z prędkiego 645 V| z ról czarnych wracające pługi,~A cała wioska jako ogród 646 III| waszej opieki,~Przy waszym pługu chodziłbym spokojny,~Anibym 647 III| Broniki szczęście:~Z woli ma płynąć niewolne zamęście;~Jako 648 IV| z brzegu,~Aż dalej cicho płynie w swym korycie,~Tak młodzian 649 III| znalazł koniec życiu memu,~Pobłogosławić chciejcież ubogiemu;~Bo 650 I| Lepsze nad smutek ufanie pobożne.~Idź! Wiesławowi przygotuj 651 V| modlitwę głos po rosie szerzy;~Pobożnie wszyscy padli na kolana,~ 652 IV| wychwalać wam w oczy;~Często pochwała, choć i słuszna, szkodzi,~ 653 IV| się u celu być mienią,~Raz pochwaleni - przestrogi nie cenią.~ 654 V| chaty~Stoi krzyż Pański pochylony z laty,~Wokoło wierzby i 655 I| Wtedy mi córka, jedyna pociecha,~Znikła bez śladu. Przez 656 I| niebem bliższy Bóg zsyła pociechę.~Może też moje utracone 657 I| próżno rzucać oko,~Świat nie pocieszy i niebo wysoko.~Niech wola 658 IV| ufność na Bogu zakładać.~Poczciwych ojców widzicie tu syna;~ 659 III| wybaczą~I mądrą radę zawsze podać raczą.~ ~Czemużem w domu 660 IV| domu, u swojej rodziny.~ ~W podany kubek nalał Wiesław miodu:~" 661 I| Przynieś twej przyszłej podarunek z drogi!"~ ~Wiesław obojgu 662 IV| dzieci,~Jan z matką na nie podglądali z boku;~Miła pogoda jaśniała 663 V| twarz Haliny od zorzy oblana~Podobną była do twarzy anioła,~Ale 664 I| też moje utracone dziecię~Podobnie kędyś na szerokim świecie~ 665 III| kryje.~ ~Stanisław milcząc podparł siwą głowę~I po ojcowsku 666 IV| przybyło połowę;~Koszyk podróżny zdejmuje z młodziana,~Bierze 667 V| Jana za szyje.~ ~Śpieszą w podwórko, lecz ojców nie było,~Patrzy 668 V| szła Bronika mała,~Gości w podwórku ojców wskazywała.~Chciał 669 IV| przewidzieć, w szczerości pogadać,~A z resztą ufność na Bogu 670 V| głosi.~Gdy tak na wszystkie poglądają strony,~Jan się zapytał 671 V| Wiesław miły.~A Jan uważnie poglądał jej w lica,~Czy jej nie 672 IV| podglądali z boku;~Miła pogoda jaśniała im w oku.~ ~Rzewniło 673 IV| dna;~A jako zorza za gajem pogodna~Kryjąc się błyszczy rumieńcem 674 V| rzeźwą wonią tchnie wieczór pogodny.~Jest blisko drogi gościniec 675 V| dzwon o milę donosi,~Już pogrzeb piątym pokoleniom głosi.~ 676 IV| swoje kwiaty,~Do teściowej pójdzie chaty.~ ~Raz ostatni, rozmaryny!~ 677 V| już w grobie, na grób jej pójść muszę,~Tu utęsknioną niech 678 II| się kłania,~Słychać wokoło pokątne szemrania.~ ~Długo się Wiesław 679 IV| Boga niech czeka.~Ufam, że póki niemoc mię nie strawi,~Już 680 IV| obcych błoni,~Ojcu, matce się pokłoni;~Zerwie panna swoje kwiaty,~ 681 III| Gdzie swoje szczęście i pokój znachodzi;~Te prawa mają, 682 V| Z sierotą dzieląc owoce pokoju;~Chatkę i córkę stracili 683 V| donosi,~Już pogrzeb piątym pokoleniom głosi.~Gdy tak na wszystkie 684 IV| Doświadcza ludzi w szczęściu i pokorze,~Czy kogo zniży, czy w górze 685 IV| te czasy.~Starce i matki pokryły się w lasy;~Ale i w lesie 686 III| moje,~Bym ich przy sobie połączył oboje,~Ażeby matka kiedyś, 687 III| Pospieszał Wiesław i lasem, i polem,~Ale się ostać nie może 688 IV| ruto na grzędzie!~Nikt cię polewać nie będzie.~ ~Schludna chata, 689 I| u matki~Pomiędzy własne policzone dziatki.~W takiej ja myśli, 690 IV| Gdy się los zawziął na polską Koronę,~Szedł mój mąż z 691 I| jej strata.~ ~Gdy Moskwa polskie dobijała plemię,~W pustkach 692 I| dwunastym liściem wiatr pomiata,~Jak myśli matki zatruwa 693 IV| pełen sromu;~I było długie pomilczenie w domu.~Wtenczas Halinie 694 IV| Doznał, co trwoga, kto pomni te czasy.~Starce i matki 695 IV| choć uboga,~Za rządnością pomoc Boga.~Skrzeczy sroka na 696 IV| niedziela,~Bóg też rządności pomocy udziela.~Czystą pszenicę 697 I| jesteś w moim domu,~A skoro pomrę, tyś rodziny głowa.~Jeśli, 698 IV| Co by o wianie dla niej pomyśleli.~Przeto, młodzieńcze! niech 699 V| kościół z blaszanymi szczyty~Ponad wsią błyszczy lipami zakryty.~ 700 II| wesela,~W te słowa drużbom porady udziela:~"Jużci pierwszeństwo 701 IV| jeżdżą do Krakowa.~ ~Z ich to poręki ja do was przychodzę;~Poznał 702 III| trzeba ze starszymi,~Oni porywczej młodości wybaczą~I mądrą 703 II| druhną stroni,~A ona za nim poskocznie goni,~I dogoniony, gdy znowu 704 IV| cenią.~Choć pracowity, choć posłuszny w domu,~Bywał i Wiesław 705 III| III~ ~Pospieszał Wiesław i lasem, i polem,~ 706 V| Jan, by Wiesław naprzeciw pospieszył,~Ażeby matkę szczęśliwą 707 III| wyrok boski.~Na mojej drodze pośród jednej wioski~Poznałem druhnę, 708 II| Zagasił wszystkich poważną postawą.~W skrzypce i basy sypnął 709 IV| matka kubek na te słowa;~Poszła do serca wszystkim Jana 710 IV| Bo jak na wiosnę pędzi potok w biegu,~Pieni się, szumi 711 I| nieużyty,~Nie mam z chudobą poufać się komu,~Ty prawą ręką 712 IV| Głową wyniosłą dosięgną! powały,~Jadwiga rzekła: "Witajcie 713 II| prawą,~Zagasił wszystkich poważną postawą.~W skrzypce i basy 714 I| złotych ułożył na ławie~I tak powiada: "Zgarniej to, Wiesławie!~ 715 IV| niepewną obzierać.~To wam powiadam o naszym Wiesławie,~Bom 716 I| dla ciebie - Bronisława powie~Strzegę tej córki jakby 717 III| jakąś odmianę poznawa.~"Powiedz nam - mówi - co tobie się 718 IV| gospodyni~Niechaj z ufnością, co powiem, uczyni,~Bo z serca idzie 719 IV| litością zdjęci,~Mając kumostwa powinność w pamięci,~Nie żałowali 720 II| stali,~A gdy wędrowca mile powitali,~Tak rzekł starosta, zarządca 721 II| kubkiem od drużbów Wiesław powitany;~Potem starosta, zarządca 722 II| opłakanym stanie,~Z konikami ja powrócę,~Serce się zostanie".~ ~ 723 II| A gdy ku skrzypkom znowu powróci,~Staje i w pląsach tak dalej 724 III| się wszyscy z prędkiego powrotu,~Z taniości kupna i z koników 725 I| ciemnej nocy, wichrów i pożaru,~Razem rolnicy ku obronie 726 I| Okólnych lasów i wiosek pożary~Gniewu Bożego zwiastowały 727 II| dzionek nad górami bielił,~Pożegnał wszystkich w zasmuconym 728 IV| spólnego wybiła godzina,~Pozna Halinę Wiesława rodzina".~ ~ 729 V| Bijące łono, usta otworzone~Poznać dawały wielkie zadumienie,~ 730 IV| poręki ja do was przychodzę;~Poznał się Wiesław z Haliną na 731 III| drodze pośród jednej wioski~Poznałem druhnę, której wdzięk uroczy~ 732 III| Dziwną w nim jakąś odmianę poznawa.~"Powiedz nam - mówi - co 733 II| chciejcie gardzić dary ubogiemi,~Pożyjcie z nami, czym tu gospodarzy~ 734 II| tu gospodarzy~Wdzięczna prac rola i dobry Bóg darzy.~ 735 IV| nich gospodarstwo liche,~Praca sierpowa nie idzie pod wichę,~ 736 IV| wieśniacza,~Słodycz i zgodę, i pracę oznacza".~ ~Podała matka 737 IV| przestrogi nie cenią.~Choć pracowity, choć posłuszny w domu,~ 738 IV| ich godna,~Wyrosła zdrowa, pracowna, urodna;~Obiedwie teraz 739 IV| urodna;~Obiedwie teraz pracujem na siebie,~W jednych żyjemy 740 V| mili towarzysze!~Jakobym pragnął, nigdy nie opiszę.~ ~ ~ 741 II| sercem rządzi?~Człowiek pragnie i układa,~A wszystko Bóg 742 III| zaczął mówić słowy takowymi:~"Prawda, że szczerze trzeba ze starszymi,~ 743 IV| stojąca na boku,~Śledziła prawdy w Wiesławowym oku;~Jan, 744 IV| świadkiem od dzieciństwa prawie".~ ~Bacznie Halina, stojąca 745 III| myśli Bóg o swej czeladzi;~Prędki, bez wieści spada wyrok 746 III| płotu,~Cieszą się wszyscy z prędkiego powrotu,~Z taniości kupna 747 III| ludziom i niemiły sobie;~Prędko bym znalazł koniec życiu 748 IV| młodzieńcza siła~Przez góry, doły prędzej prowadziła.~A gdy przybyli, 749 III| Tu żona płacząc wyszła za próg chatki,~Bo czuła razem srom 750 IV| mieszkanie,~Ale daremna prośba i pytanie.~Dziecię zaledwo 751 IV| matka gości do spoczynku prosi;~Mówi do ucha stydliwej 752 II| nad twoje.~ ~Patrzajże mi prosto w oczy,~Bo widzi Bóg w niebie,~ 753 IV| w imię ojców o córkę was proszę.~Niechaj Bóg dobre rodziny 754 IV| wojewodzie,~Rej nad muzyką prowadzić w gospodzie,~Z karczmy rozpędzać 755 IV| Przez góry, doły prędzej prowadziła.~A gdy przybyli, gdzie mieszkała 756 V| więcej mówić się ośmiela.~Przebyli kładki i zaczepne krzewy;~ 757 III| siłę młodą,~Rzeki i skały przebywa z swobodą,~Aż miłym głosem 758 IV| ziemią śpi jego rodzina,~Ma przecie ojców, co litością zdjęci,~ 759 II| dziewojom,~Wymyślnym tańcom i przecudnym strojom,~Wreszcie i w tany 760 III| nigdzie się nie schroni,~Kogo przekleństwo dobroczyńców goni. -~Sprawcie! 761 III| wiatrem przyszło, to z wiatrem przeleci.~Lecz jeśli przyszła serce 762 IV| Jan, gdy odpoczął, w te przemówił słowa:~"Niech gospodyni 763 IV| ochronne przy zgodzie~Wzbudziły przemysł i w ludzkim narodzie.~A 764 I| ścisnął nogi~I wyszedł z chaty przenikniony cały,~Że takich ojców niebiosa 765 I| litościwy Boże!~Oko się za nią przepłakać: nie może;~Zaledwie piąty 766 IV| komorze,~To bym bez ciebie przepłakała życie".~ ~Tak się ścisnęły 767 IV| moja, co w ubogim bycie~Przepracowała dotąd ze mną życie,~Nie 768 IV| mienią,~Raz pochwaleni - przestrogi nie cenią.~Choć pracowity, 769 IV| mieć na pieczy,~Wszystko przewidzieć, w szczerości pogadać,~A 770 III| przed się drogę,~Ja cię przeżegnać, ja puścić nie mogę!"~ ~ 771 IV| dotąd niebieska opieka,~Tak przeznaczenia u Boga niech czeka.~Ufam, 772 II| siebie wędrownika oczy;~Na przód wychodzi, przed muzyką staje,~ 773 IV| prędzej prowadziła.~A gdy przybyli, gdzie mieszkała córka,~ 774 IV| mowę,~Rumianych wdzięków przybyło połowę;~Koszyk podróżny 775 III| pracować w domu,~To weźmie przybysz nie znany nikomu.~Weźmie 776 IV| zalotnicy; nie zwabi młodziana~Przybysza córka bez ojców i wiana.~ 777 I| strony,~Co dzień do kłosów przychodzą oracze,~A ja dziecięcia 778 IV| ich to poręki ja do was przychodzę;~Poznał się Wiesław z Haliną 779 V| rodziny wrychle uszczęśliwi.~ ~Przydrożne lipy długie ścielą cienie,~ 780 II| Wiesław z końmi kupionemi.~Z przydrożnej wioski rozlega się granie,~ 781 I| pobożne.~Idź! Wiesławowi przygotuj nadrożne.~Ty wyjdź o świcie, 782 II| Obcy wędrowcze! jużci przyjąć trzeba~Naszych owoców i 783 II| Dobrze to w każdym zyskać przyjaciela!~Witajcież do nas, wy z 784 IV| zagroda;~Bo nie ma ojców ani przyjacieli,~Co by o wianie dla niej 785 III| w niebie,~Wyście sierotę przyjęli do siebie,~Nie żałowali 786 I| wychowała,~Bo gdzie sierota przyjęta pod strzechę,~Tam z niebem 787 IV| kubek nalał Wiesław miodu:~"Przyjmij tę kroplę z obcego ogrodu,~ 788 III| Odkryć przed wami tę boleść przymusza,~Ale mi rada niedościgła 789 I| zawsze wiele ufa sobie młody;~Przynieś twej przyszłej podarunek 790 III| czeka~I traf młodzieńca przyniesie z daleka;~Dlatego dajcie 791 IV| Siądźcie i z Bogiem dobrą wieść przynoście!"~Z komory wyszła Halina 792 IV| Wnet czystą ławkę do stołu przynosi,~A matka gości do spoczynku 793 III| Przeto co myślał, co czynić przystało,~Stanowi wyznać otwarcie 794 II| młodzi".~ ~Na to Halina przystępuje młoda,~W całym weselu najpierwsza 795 II| Ojcom za stołem skłonił się przystojnie.~Halina pląsa z miną uroczystą,~ 796 III| wiatrem przeleci.~Lecz jeśli przyszła serce tobie święci,~Jeśli 797 I| sobie młody;~Przynieś twej przyszłej podarunek z drogi!"~ ~Wiesław 798 IV| komorze.~ ~Otwierajcież! przyszli goście!~I życzliwie w dom 799 III| inaczej wyświeci,~Co z wiatrem przyszło, to z wiatrem przeleci.~ 800 IV| dobytek zbierać,~Jak się na przyszłość niepewną obzierać.~To wam 801 IV| jak na wiosnę gospodarna pszczoła,~Gdy się sad bieli i wonnieją 802 IV| niewolne poświęci.~Bo równa pszczole jest miłość wieśniacza,~ 803 IV| wiernie wyda się w napoju.~Pszczółki na ziemi pierwsze gospodynie,~ 804 IV| rządności pomocy udziela.~Czystą pszenicę niesie czarna rola,~Wełniste 805 III| niewola.~Tak i na wiosnę ptak okrąża pola,~Płochy i dumny, 806 II| dalej nuci:~ ~"Nie uciekaj, ptaszku luby!~Moje sto tysięcy!~ 807 III| zawstydzić siebie.~Puśćcież mię, puśćcie z rękoma gołymi;~Pracować 808 III| smucić, a zawstydzić siebie.~Puśćcież mię, puśćcie z rękoma gołymi;~ 809 III| drogę,~Ja cię przeżegnać, ja puścić nie mogę!"~ ~Tu żona płacząc 810 I| polskie dobijała plemię,~W pustkach wsie stały a odłogiem ziemie;~ 811 III| jej ustach trzyma~Uśmiech pustoty; ale gdy ujrzała,~Że tu 812 I| na jej piersi kryje,~Lecz pusty uśmiech zwraca na Wiesława.~ 813 III| gniecie,~Chcesz na przygody puszczać się po świecie,~Chcesz mię 814 II| Dogonię ja mojej zguby~I nie puszczę więcej!~ ~Krąży słowik w 815 V| ścieżkami wesoło,~A wóz pył wznosi okrążając koło.~Dziwnie 816 V| kolana padaj,~Tu się nie pytaj, ale dzięki składaj,~Widzisz 817 IV| moje życzy".~Na to Halina pytającym okiem~Patrzy na matkę; odwrócona 818 III| Matka go z córką o zdrowie pytały;~Milcząc Bronice dał gościniec 819 IV| płacząc. Utulam, jak mogę,~Pytam o imię, rodzinę, mieszkanie,~ 820 V| drugiemu oddając do łona,~Jakie pytania, dzięki, odpowiedzi,~Jako 821 IV| mieszkanie,~Ale daremna prośba i pytanie.~Dziecię zaledwo znało swoje 822 III| mądrą radę zawsze podać raczą.~ ~Czemużem w domu nie został 823 IV| prawdę, wiedział, że nie ranił:~Dziewczęta lubią błędy, 824 V| Bóg litościwy i ciebie ratował,~I ojców twoich przy zdrowiu 825 II| pląsach przed nim ucieka,~On w ręce pleszcąc goni z daleka,~ 826 IV| drogę, choćby wojewodzie,~Rej nad muzyką prowadzić w gospodzie,~ 827 II| staje,~Halina w pląsach rękę mu podaje;~Za nim się w 828 III| Jako kwiat córka obcej ręki czeka~I traf młodzieńca 829 III| Puśćcież mię, puśćcie z rękoma gołymi;~Pracować będę pomiędzy 830 IV| szczerości pogadać,~A z resztą ufność na Bogu zakładać.~ 831 IV| też dobra i stateczna żona~Resztę wychowu w młodzieńcu dokona,~ 832 V| zbierałam kwiatki.~Ale nie widzę rodzicielskiej chatki,~Bo tu inaczej wszystko 833 IV| jak mogę,~Pytam o imię, rodzinę, mieszkanie,~Ale daremna 834 V| krówki, i wołki.~ ~Skrzypią z ról czarnych wracające pługi,~ 835 I| wichrów i pożaru,~Razem rolnicy ku obronie bieżą,~Razem 836 V| Dzwon na modlitwę głos po rosie szerzy;~Pobożnie wszyscy 837 V| Łzy, które czystsze od rosy widzieli,~Które jak perły 838 IV| serce niewolne poświęci.~Bo równa pszczole jest miłość wieśniacza,~ 839 IV| uchrona;~Na milę wielka rozciągła się łona;~Dzieci i matki 840 III| prowadzi,~Rychłą wieczerzę rozkazuje matce.~ ~Skoro milczący 841 II| kupionemi.~Z przydrożnej wioski rozlega się granie,~Słychać wesołe 842 IV| Kwiatami grzęda osuta,~Kwitnie rozmaryn i ruta,~Na okienku wianek 843 IV| pójdzie chaty.~ ~Raz ostatni, rozmaryny!~Uwieńczycie skroń dziewczyny;~ 844 III| Skromną wieczerzę przy rozmowach jedli;~Matka zaś oka nie 845 IV| stydliwej Halinie:~"Niech się roznieci ogień na kominie,~Niech 846 IV| prowadzić w gospodzie,~Z karczmy rozpędzać cesarskie wojaki,~Wyśmiać 847 III| osiędzie,~Daremny namysł i rozsądek będzie.~Przeto co myślał, 848 IV| mowa.~Bóg go też wielkim rozumem obdarzył,~Już on niejedno 849 IV| udzieli:~Miernie użyty trunek rozweseli,~Śmielszymi czyni ukrywane 850 II| gościeńcu,~Widać dziewoje przy rucianym wieńcu,~Biją drużbowie w 851 I| objęła za szyję~I wstyd rumiany na jej piersi kryje,~Lecz 852 IV| Halina słyszy taką mowę,~Rumianych wdzięków przybyło połowę;~ 853 IV| osuta,~Kwitnie rozmaryn i ruta,~Na okienku wianek leży,~ 854 IV| skroń dziewczyny;~Zielona ruto na grzędzie!~Nikt cię polewać 855 III| Stanisław do stajni prowadzi,~Rychłą wieczerzę rozkazuje matce.~ ~ 856 IV| na kominie,~Niech będzie rychło wieczerza gotowa!"~ ~Jan, 857 IV| straci niedziela,~Bóg też rządności pomocy udziela.~Czystą pszenicę 858 IV| Schludna chata, choć uboga,~Za rządnością pomoc Boga.~Skrzeczy sroka 859 II| ludźmi włada,~Bo któż sercem rządzi?~Człowiek pragnie i układa,~ 860 V| zwrócił;~"Tu najprzód - rzecze - na kolana padaj,~Tu się 861 III| dumny, ufny w siłę młodą,~Rzeki i skały przebywa z swobodą,~ 862 IV| pogoda jaśniała im w oku.~ ~Rzewniło matkę niespodziane szczęście,~ 863 V| niebieskie sklepienie~I rzeźwą wonią tchnie wieczór pogodny.~ 864 I| Na świat szeroki próżno rzucać oko,~Świat nie pocieszy 865 V| Jan o ziemię kij i czapkę rzucił,~Klęknął i pod krzyż łzawe 866 I| Ale jak kamień do Wisły rzucony~Zniknęła wiecznie, głuche 867 III| Gdzie zapomniani samotne Izy sączą,~Gdy córkę z obcym obowiązki 868 IV| gospodarna pszczoła,~Gdy się sad bieli i wonnieją zioła,~ 869 V| ogród długi~W kwitnących sadach niskie strzechy kryje,~Z 870 II| i układa,~A wszystko Bóg sądzi".~ ~Halina w pląsach przed 871 I| urody -~Możesz jej czekać, sameś jeszcze młody".~"Tak jest, 872 III| ściany,~Gdzie zapomniani samotne Izy sączą,~Gdy córkę z obcym 873 III| mały.~ ~Przybył też razem i sąsiad ciekawy,~Dobry do rady, 874 V| Jako się zbiegli ciekawi sąsiedzi,~Jako Bronika starszą siostrę 875 IV| cię polewać nie będzie.~ ~Schludna chata, choć uboga,~Za rządnością 876 IV| Wełniste owce zabielają pola,~W schludnych stajenkach bydełko się chowa,~ 877 III| przed nędzą nigdzie się nie schroni,~Kogo przekleństwo dobroczyńców 878 I| jedyny na wojnie zabity,~Mnie schyla niemoc i wiek nieużyty,~ 879 V| Jan się zapytał na laskę schylony:~"Jak ci się zdaje to nasze 880 III| Gołe i głuche zostawi im ściany,~Gdzie zapomniani samotne 881 V| Przydrożne lipy długie ścielą cienie,~Gore nad lasem niebieskie 882 V| wstała, już uczuć nie kryje,~Ścisła Wiesława i Jana za szyje.~ ~ 883 I| Wiesław obojgu kornie ścisnął nogi~I wyszedł z chaty przenikniony 884 IV| przepłakała życie".~ ~Tak się ścisnęły lejąc łzy obficie.~A Jan 885 IV| młodziana,~Bierze i laskę sędziwego Jana.~Wnet czystą ławkę 886 IV| otwarła się chatka,~Wszedł Jan sędziwy, Wiesław okazały~Głową wyniosłą 887 IV| Gdzie młodzież idzie za serdeczną władzą,~Niech ją z namysłem 888 II| Że mi ledwo nie wyskoczy~Serduszko do ciebie!"~ ~Bierze Halinę 889 III| za stołem niejednym już siadał,~Jak mądrze myślał, tak 890 IV| Witajcie nam, goście!~Siądźcie i z Bogiem dobrą wieść przynoście!"~ 891 V| Jak ci się zdaje to nasze siedlisko?~Chata Wiesława już tu bardzo 892 I| Próżno się troskać; Bóg siedząc wysoko~Nad całym światem 893 V| i błonie.~Cała rodzina siedzi zadumana.~Wesołość tylko 894 III| Stanisławom sam milczący siedział,~Gdy się namyślił, tak mądrze 895 III| tobie się stało,~Że smutny siedzisz i mówisz tak mało?~Milczący 896 IV| pamięci,~Nie żałowali dla sieroty chleba,~Uczyli pracy i bojaźni 897 IV| gospodarstwo liche,~Praca sierpowa nie idzie pod wichę,~Co 898 III| Płochy i dumny, ufny w siłę młodą,~Rzeki i skały przebywa 899 V| sąsiedzi,~Jako Bronika starszą siostrę ściska,~Nie znając straty, 900 IV| wonnieją zioła,~Niesie w ul siostrze uzbierane miody,~Tak niesie" 901 III| Stanisław milcząc podparł siwą głowę~I po ojcowsku rzekł 902 III| ufny w siłę młodą,~Rzeki i skały przebywa z swobodą,~Aż miłym 903 II| lepiej nie żyję,~Dziewczę! skarby moje,~Jeśli kiedy oczka 904 IV| troskach i potrzebie.~Bez skiby ziemi, jałówka, dwie krówek,~ 905 IV| kochaniu ufność w losie składa,~A to odmienne, nieprzyjazne 906 V| się nie pytaj, ale dzięki składaj,~Widzisz tę ziemię, jak 907 V| Gore nad lasem niebieskie sklepienie~I rzeźwą wonią tchnie wieczór 908 IV| wyszła Halina z rumieńcem,~Skłoniła głowę przed znanym młodzieńcem,~ 909 IV| on niejedno krewieństwo skojarzył,~Starostą bywał na każdym 910 III| gospodarz, do stołu zasiedli,~Skromną wieczerzę przy rozmowach 911 IV| rozmaryny!~Uwieńczycie skroń dziewczyny;~Zielona ruto 912 III| zaszkodzi,~Nigdy młodemu skrytość się nie godzi".~ ~On spuścił 913 IV| Za rządnością pomoc Boga.~Skrzeczy sroka na jaworze~Panna stroi 914 II| wszystkich poważną postawą.~W skrzypce i basy sypnął grosza hojnie,~ 915 II| do nowej piosenki stanie,~Skrzypek drzymiący zakończył granie.~ ~ 916 V| most i krówki, i wołki.~ ~Skrzypią z ról czarnych wracające 917 II| serce stracę. -~ ~Grajcie skrzypki! bo się smucę~W opłakanym 918 IV| oknem od kądzieli matka,~Skrzypła zapora, otwarła się chatka,~ 919 IV| daleko przed nim znaczy ślady,~Bo go i miłość, i młodzieńcza 920 IV| Halina, stojąca na boku,~Śledziła prawdy w Wiesławowym oku;~ 921 IV| jest miłość wieśniacza,~Słodycz i zgodę, i pracę oznacza".~ ~ 922 IV| błyszczą się nadzieją,~A razem słońce za górami świeci,~Tak, gdy 923 IV| ze mną życie,~Nie wierzy słońcu, które niespodzianie~Przed 924 IV| Na to Stanisław rzekł mu słowem takiem:~"Lecz jeśli miła 925 II| puszczę więcej!~ ~Krąży słowik w szumnym lesie,~Gałązek 926 IV| i życzliwe chęci.~Teraz słuchajcie o losie Haliny~I to do waszej 927 IV| Często pochwała, choć i słuszna, szkodzi,~Bo lepiej, kiedy 928 III| stracie,~Teściny w obcej nie służyła chacie;~Lecz myśli niczym, 929 IV| tak urodne".~Kiedy Halina słyszy taką mowę,~Rumianych wdzięków 930 III| Stanowi wyznać otwarcie i śmiało.~ ~Oczekiwany wjechał do 931 IV| użyty trunek rozweseli,~Śmielszymi czyni ukrywane chęci~I tajność 932 II| Grajcie skrzypki! bo się smucę~W opłakanym stanie,~Z konikami 933 III| niedościgła w niebie~O Was każe smucić, a zawstydzić siebie.~Puśćcież 934 I| zwraca na Wiesława.~A dalij smutna rzekła Bronisława:~"Miałam 935 IV| Ale i w lesie zajęły się sosny:~Byłci to widok straszny 936 III| czeladzi;~Prędki, bez wieści spada wyrok boski.~Na mojej drodze 937 V| krzycząc swawolne pachołki~Spędzają na most i krówki, i wołki.~ ~ 938 IV| syna;~Chociaż pod ziemią śpi jego rodzina,~Ma przecie 939 V| Wiesława i Jana za szyje.~ ~Śpieszą w podwórko, lecz ojców nie 940 II| Słychać wesołe pląsy i śpiewanie.~Parskając konie bieżą po 941 IV| przynosi,~A matka gości do spoczynku prosi;~Mówi do ucha stydliwej 942 V| Halina, co się odmieniło.~Tak spodziewanych od pola czekali,~Aby Halinie 943 IV| Szedł mój mąż z kosą na spoiną obronę~I już nie wrócił. - 944 III| waszym pługu chodziłbym spokojny,~Anibym zaznał trudnej z 945 IV| wybrać się musiemy.~Szczęścia spólnego wybiła godzina,~Pozna Halinę 946 V| Błogie się w serce cisnęło spomnienie.~Nie mogła mówić, bo w takowym 947 III| przekleństwo dobroczyńców goni. -~Sprawcie! Bóg za to niech będzie 948 IV| Uczyli pracy i bojaźni nieba;~Sprawiał się godnie, że go synem 949 III| i zniewolił oczy;~I tyle sprawił, że odtąd jedynie~Sercem 950 IV| rzeczy,~Jest Bóg, co ludzkie sprawy ma na pieczy.~Chwała mu 951 III| jedli;~Matka zaś oka nie spuści z Wiesława,~Dziwną w nim 952 III| skrytość się nie godzi".~ ~On spuścił oczy, wstydem się zapłonił,~ 953 IV| rządnością pomoc Boga.~Skrzeczy sroka na jaworze~Panna stroi się 954 III| próg chatki,~Bo czuła razem srom i miłość matki;~Za nią Bronika 955 IV| zabielają pola,~W schludnych stajenkach bydełko się chowa,~A [w] 956 III| radzi;~Sam je Stanisław do stajni prowadzi,~Rychłą wieczerzę 957 III| oku,~Wiesław twarz kryjąc stał kornie na boku.~Jan z Stanisławom 958 I| plemię,~W pustkach wsie stały a odłogiem ziemie;~Okólnych 959 IV| zabłysło mieszkanie.~Na stan jej niski wysoka jagoda,~ 960 V| gościniec wygodny,~Tam każą stanąć, bo choć wioska bliska,~ 961 V| A idąc dalej na zgórku stanęli.~Już tylko wioskę jedno 962 III| stał kornie na boku.~Jan z Stanisławom sam milczący siedział,~Gdy 963 III| oczy, wstydem się zapłonił,~Stanisławowi do nóg się ukłonił~I zaczął 964 IV| część chudoby dla niego stanowią;~Nie jest ci u nich gospodarstwo 965 IV| Oj! widzę, że godne~I starca drogi lica tak urodne".~ 966 IV| trwoga, kto pomni te czasy.~Starce i matki pokryły się w lasy;~ 967 III| A ty, niepomny, że mię starość gniecie,~Chcesz na przygody 968 II| za stół uciekała;~Wiesław staroście i matkom się kłania,~Słychać 969 V| ciekawi sąsiedzi,~Jako Bronika starszą siostrę ściska,~Nie znając 970 III| Prawda, że szczerze trzeba ze starszymi,~Oni porywczej młodości 971 IV| zbyteczny.~Zawsze też dobra i stateczna żona~Resztę wychowu w młodzieńcu 972 IV| wyszumieć, aż w troskach stateczny,~Jak jabłoń z czasem traci 973 V| Jednak ją dzielą zarosłe stawiska.~Przeto, nim wokół jadący 974 II| uciekaj, ptaszku luby!~Moje sto tysięcy!~Dogonię ja mojej 975 IV| kupują pierścienie;~Tam gdzie stodoły i bogate mienie,~Tam zalotnicy; 976 V| miedzy naprzeciwko chaty~Stoi krzyż Pański pochylony z 977 IV| prawie".~ ~Bacznie Halina, stojąca na boku,~Śledziła prawdy 978 II| cała,~Między teścine za stół uciekała;~Wiesław staroście 979 II| ja twe talary,~Moje serce stracę. -~ ~Grajcie skrzypki! bo 980 IV| Co tydzień wniesie, nie straci niedziela,~Bóg też rządności 981 III| mówicie,~Ale nie znacie, co to stracić dziécię;~Dla czego ojciec 982 V| owoce pokoju;~Chatkę i córkę stracili w potrzebie,~Dziś w nowej 983 IV| się sosny:~Byłci to widok straszny i żałosny,~Gdy ta ostatnia 984 I| myśli matki zatruwa jej strata.~ ~Gdy Moskwa polskie dobijała 985 V| siostrę ściska,~Nie znając straty, a czując, co zyska -~Tego 986 IV| że póki niemoc mię nie strawi,~Już mię Halina samą nie 987 I| człowieka.~A jeśli ziemia strawiła jej kości,~Swobodna dusza 988 IV| Skrzeczy sroka na jaworze~Panna stroi się w komorze.~ ~Otwierajcież! 989 II| Wymyślnym tańcom i przecudnym strojom,~Wreszcie i w tany sunąć 990 V| Ale Halina w jedną patrzy stronę;~Bijące łono, usta otworzone~ 991 II| teraz w pląsach przed druhną stroni,~A ona za nim poskocznie 992 II| sunąć nie zaszkodzi,~Bo choć strudzeni, widzę, żeście młodzi".~ ~ 993 I| walce z dymem znikła nasza strzecha;~Wtedy mi córka, jedyna 994 I| gdzie sierota przyjęta pod strzechę,~Tam z niebem bliższy Bóg 995 I| ciebie - Bronisława powie~Strzegę tej córki jakby oka w głowie.~ 996 IV| spoczynku prosi;~Mówi do ucha stydliwej Halinie:~"Niech się roznieci 997 IV| szczerości zatem, jak każe sumienie,~Takie Janowi czyni oświadczenie:~ ~" 998 II| strojom,~Wreszcie i w tany sunąć nie zaszkodzi,~Bo choć strudzeni, 999 V| Haliny twarz się uwesela,~Swawolna, więcej mówić się ośmiela.~ 1000 V| dzieli,~Z którego krzycząc swawolne pachołki~Spędzają na most