| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
| Andrzej Frycz Modrzewski O Poprawie Rzeczypospolitej: O Obyczajach. O Prawach. IntraText CT - Text |
1. Praw ten ma być warunek, aby wszytko ku, uczciwości a pospolitemu pożytkowi stanowiono tak, aby jednakie zapłaty cnotom a zasię też jednakie karania złościom ustanowione były. 2. A żadne wolności nie mają być tak wielce ważone, aby kto broniąc się niemi miał karania uchodzić, abo niejednakowo karania odnosić. Bo prawdziwa wolność należy w powściąganiu złych myśli i występków, nie w swowolności brojenia, co się komu podoba, ani w lekcejszym karaniu występnych. 3. Jeśliże dla jednakiego występku różność karania ma być zachowana, tedy ma być obracana nie na rozpuszczenie wodze złościom, ale na hamowanie. A przetoż mocarze, szlachta i osoby na urzędziech będące mają być ciężej karani, niźli ubóstwo, chłopstwo i ludzie od urzędów wolni; a jeszcze ciężej ci, którzy przeciwko urzędowi grzeszą, niźli ci, którzy przeciwko prostym osobom.
.................................................................................................................................
Jakoż tedy to prawo może być chwalone, które niejednako
wszytkiej rzeczypospolitej jest pożyteczne, które jednakie cnoty
niejednakiemi zapłatami nagradza; ani tejże złości, której
się różni jednako dopuszczają, nie jednakim karaniem karze, ale
jednym, nazbyt folgując, rozpuszcza wodze do występków, a na drugie
srogie karanie stanowiąc, odejmuje im moc bronić się od krzywdy?
Bo mówię (dając na przykład) o prawie, którym na jedne bardzo
srogiej a na drugie bardzo lekkie karanie za mężobójstwo jest
postanowione. Ale co o jednym prawie rzeczone, to się i o drugich im
podobnych niechaj rozumie. Trafiło się w niektórym powiecie, iż
dwaczłowieki, jeden prostego stanu a drugi szlacheckiego, oba bogaci rolej
mieli dosyć, ci srodze zranili jednego człowieka; acz nie tak
bogatego, jako sami, ale przedsię szlachcica. Onego ranionego wzięto
do balwierza, ale iż niektóre rany były w nim śmiertelne, przeto
w miesiąc abo we dwa umarł. Ci, którzy go z strony powinności
przyjacielskiej nawiedzali, abo też i ci, którzy na oglądanie ran od
urzędu przysłani byli, pytali, któremuby z onych dwu, co go bili,
większą w tym winę dawał? Odpowiedział, że
szlachcic swaru bitwy początkiem był, ale bijąc, oba mu zarówno
byli ciężcy, iż zgoła nie wiedział, od którego z nich
szkodliwsze rany podjął. Tedy oni pytając dokuczali mówiąc,
iż o rany oba oni, co bili, mają być karani, ale jeśli z
tych ran śmierć przyszła, tedy jeden z nich tylko o
głowę ma być obwinion, bo dwa o jedno zamordowanie wedle naszych
praw nie mogą być na gardle karani. Na to on raniony
odpowiedział, ze o swym zdrowiu zwątpił, ale na sumieniu swym,
które w rychłe ma sądu Bożego doznać, nie może tego u
siebie pewnie postanowić, na którego by wina o morderstwo kładziona
być miała, gdyż od tych ran, które oba jednako zadali, schodzi z
tego świata. Skoro tedy on ranny umarł, wnet poczęto szukać
onego prostego stanu człowieka, a gdy postawień przed
sędzią, winę mu dano, a potym go ścięto. Bo statut
jest, iż człowiek prostego stanu, jeśliby szlachcica (któryby
przyczyny z siebie najścia nie dał) zabił, albo ochromił,
albo srodze ranił, da gardło. To tedy jest karanie, które prostego
stanu mężobójca za występek już podjął - lecz on
szlachcic jeszcze żyw i mieszka między ludźmi; powiedają,
że z osiadłości ma być do sędziego pozwan, a wedle
postępku prawa polskiego albo za rany albo za głowę
pieniężną winą ma być karan. Izali dla Boga! ta sprawa
nie jest takowa, która dwu rzeczypośpolitych potrzebuje dla tych dwojga
rodzajów ludzi, a tak daleko od siebie oddalonych, iż z jednej do drugiej
przystęp żądny nie może być, że też jedna od
drugiej pomocy nie potrzebuje tak, że się ich obywatele między
sobą ani pojmują, ani się znają; naostatek że też
ani wody, ani powietrza, ani słońca nie mają wspólnego? Bo to,
co jest u nas w obyczaju, iż oboje ludzie, mieszkające w jednej
rzeczypospolitej, dla jednej przyczyny jedne ścinają a drugim
folgują, aza nie poszło na dziw? Nie trzeba w tej rzeczypospolitej, w
której takie prawa panują, spodziewać onego końca, ku któremu
ludzkie zgromadzenia bywają: aby wszyscy obywatele spokojnie a
szczęśliwie żyć mogli; w której tenże jest żywota
twego i śmierci twej pan, a ty bojąc się śmierci, musisz
szkody i sromoty albo łajanie od niego cierpieć; w tejże
rzeczypospolitej jemu jest żart a jakoby igrzysko zabić ciebie, a
tobie to za główny występek poczytają, jeśli go zabijesz
albo ranisz. Aleśmy o tym indzie mówili i jeszcze będziemy.
.....................................................................................
Któż tedy nie baczy, że ta wolność z wielką ludu
prostego, a niemężnego niewolą jest złączona? Lecz i
niewola i wolność zbytnia .przemierzła jest; jako zaś oboja
rzecz mierna do długości trwała jest i do mniemania u ludzi
bardzo dobra: tę sprawę dawają historykowie, iż jako
perskie panowanie dla niewoli, tak ateńskie dla zbytnej wolności
zaginęło. U nas pospolity człowiek niewolstwem nad miarę
jest uciężon, a szlachta zasię nazbyt z wielkiej wolności
buja. Czegóż się tedy dobrego mamy spodziewać z tego rzeczy
sobie bardzo przeciwnych używania albo przywłaszczania? Niech u
siebie rozważy każdy, kto chce, obyczaje tych ludzi, u których w
sercu przywileje i tytuły świebody moc wzięły. Wiele ich,
którzy z nienawiści ludzi, a drudzy z przyrodzonej okrutności, niektórzy
acz z przyrodzenia dobrzy i skromni, ale towarzystwem złych ludzi
zarażeni, wiele złego wyrządzają ludziom podlejszego stanu,
cnocie ich jawnie zajźrąc, a sprawy ich dobrze uczynione
niepobożnie sromocąc i szpecąc. A o onych co mam mówić,
którzy swowolnie mężobójstwa broją - atoli od tego artykułu
są pobudzeni, który i krzywdy i mężobójstwa lekuczko
karząc, przekłada bogate nad ubogie, szlachtę nad miejski i
chłopski stan, to jest: ludzi nad psy, jako więc pospolicie tej
wolności obronicielowie i rozumiejąc i mawiają? Ile tedy jest
szlachciców, tyle jest nad podlejszym stanem królów, i owszem, ile
możniejszych, tyle nad chudzinami królów. Bo żaden król i owszem
żaden tyran mię może mieć większej mocy, jedno nad
żywotem i śmiercią czyją; która moc iż przez nasze
prawa jest zawikłale dana możniejszym, tedy to na inszym miejscu
szerzej okażemy. Nic tedy nie jest rzeczypospolitej szkodliwszego, jako
praw a karania różność wedle różności
występujących. Bo jednym a jednakim głosem prawo ma do wszytkich
mówić, jednym a jednakim panowaniem ma wszytkim panować tak w
rozkazowaniu jako w zabranianiu, jednym a jednakim sposobem o pożytkach i
o trudnościach i krzywdach wszytkich wobec stanowić i radzić
trzeba. A którzy takim prawom służą, ci za prawdziwie wolne mają
być rozumiani, jako on, który, aby długo mógł być wolnym,
pragnął tego, aby był niewolnikiem praw.
..............................
A przeto jeśliżeby jaką różność karania
stanowić miano, tedyby więcej ci mieli być karani, którzy
są na wysokich urzędziech, niż podlejszego stanu ludzie;
srożej bogaci, niż ubodzy, srożej szlachcicy, niźli
miejskiego albo chłopskiego stanu, srożej ci, co są na
urzędziech, niźli ci, co bez urzędu - bo oni będąc i
rozumem i bogactwy od Boga lepiej obdarzeni więcej przyczyn mają,
które je od występków odwodzą, a przeto ich występek
cięższy jest. ................................