| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] tluszczem 1 tluszczu 1 tna 1 to 480 toba 5 tobie 7 toby 1 | Frequency [« »] 884 nie 879 z 588 do 480 to 462 ze 294 a 274 jak | Wiktor Gomulicki Wspomnienia Niebieskiego Mundurka IntraText - Concordances to |
Part
1 Aut | dowiadywała się z niej, jak to szkoła polska wyglądała, 2 ZeSt | srebrzystą tasiemką.~- Co to, tatusiu?... Od czego to?... 3 ZeSt | to, tatusiu?... Od czego to?... Skąd się to tam wzięło?.. 4 ZeSt | Od czego to?... Skąd się to tam wzięło?.. Ojciec wziął 5 ZeSt | rzekł drżącym głosem:~- To jest kołnierz od mojego 6 ZeSt | się najmłodszy synek, - To tatuś był w wojsku?...~- 7 ZeSt | wystąpili z opozycją.~- To być nie może! Żadna szkoła 8 ZeSt | pomiędzy rokiem 1860 a 1870, to jest wówczas, gdy wasz ojciec 9 ZeSt | nadzwyczajnym zajęciem...~- To musiały być ładne mundury?... - 10 ZeSt | wojsko francuskie używa.~- To musiały być "kiepy"! - wyrwał 11 ZeSt | kołnierz umiał mówić!...~- To co?... To co, tatusiu?... - 12 ZeSt | umiał mówić!...~- To co?... To co, tatusiu?... - wykrzyknęli 13 ZeSt | wszyscy trzej chłopcy.~- To opowiedziałby wam swoje 14 ZeSt | siedli i słuchali...~- No, to wam je opowiem. Albo lepiej - 15 I | wstają do pracy, czynią to tylko ci, co muszą: rzemieślnicy, 16 I | dendele!...~Dzwonek odzywa się to głośniej, bardzo głośno 17 I | gniewem i niecierpliwością; to znów ciszej, nawet zupełnie 18 I | senne służące.~- Kasiu! czy to ju drugi raz dzwonili?~- 19 I | zawsze o tej porze unosi się to prosta jak obelisk, to maczugowato 20 I | się to prosta jak obelisk, to maczugowato u góry rozszerzająca 21 I | góry rozszerzająca się, to rozpryśnięta jak fontanna, 22 I | rozpryśnięta jak fontanna, to spiralnie skręcona, to wreszcie 23 I | to spiralnie skręcona, to wreszcie jakby przełamana 24 I | Słyszałeś dzwonek?~- Aha!~- To ci dopiero był zły!~- Iii... 25 I | przemodlili i przemyśleli?...~To pewne, że widuje się niekiedy 26 II | tu jest pierwsza klasa?~- To ci dopiero głupi! Stoi przed 27 II | wybębnia mu pięścią marsza to na jednej, to na drugiej 28 II | pięścią marsza to na jednej, to na drugiej łopatce.~Znaleźli 29 II | rżnął scyzorykiem, gdyż za to "biją".~- A jak wejdzie 30 II | połączoną z szacunkiem.~- Musi to być jakaś "starsza osoba" - 31 II | żeby się prosto trzymali. To znów wskakuje na katedrę, 32 II | gotowością do bójki. Tamci to niby nowozaciężni rekruci; 33 II | już proch wąchali. Znać to po ich twarzach, po mundurkach 34 II | znamienne "wicherki"...~Są to - drugoroczni.~Każdy z nich 35 II | nie czapkami wołając, że to... motyle, które nakryć, 36 II | pierwszego dnia przedstawia się to wszystko przestraszająco. 37 II | malec odgaduje od razu, że to o nim mowa.~Zwraca się w 38 II | lekcja - potem druga. Ale są to lekcje tylko z nazwiska. 39 II | chwila coś je przerywa: to przychodzi nowy uczeń; to 40 II | to przychodzi nowy uczeń; to stolarz wnosi nową ławkę; 41 II | stolarz wnosi nową ławkę; to któryś z nauczycieli wypukuje 42 II | się do całego kwadransa; to przybywa stróż szkolny z 43 II | z kartką od inspektora; to matka jednego z "knotów" 44 II | sekundę, gdyż punktualność to ich obowiązek, obowiązki 45 II | lubić! - odpowiada tamten.~- To przyjdź do mnie. Mam cały 46 II | połę.~- A co mi dasz za to? - dopytuje malec nie uważając 47 II | prawdziwa.~- Eeee!... Taka to nie bardzo odskakuje. ~Kozłowski, 48 II | zupełne ogłupienie.~- Jak nie, to nie! - przemawia wreszcie 49 II | błyszczącymi poczciwie oczyma.~To Piotruś, który od wyjścia 50 II | tak - wybucha wreszcie - to... będę twoim przyjacielem!~- 51 III | III. "Zabacuł"~- To zrobił z pewnością Zabacuł!~- 52 III | Powiedzcie Zabacułowi, że klasa to nie stajnia.~- Hej, Zabacuł! 53 III | Zabacuł.~Rozumie się, że to przezwisko nie powstało 54 III | wraca?~Nikt nie umiał na to odpowiedzieć.~Dopiero w 55 III | francuskich. Profesora nadzwyczaj to drażniło. W zniecierpliwieniu 56 III | którego matka była madamą, to znaczy utrzymywała dwuklasową 57 III | Szabasiński, do doskonałości. To trzeba wymawiać inaczej: 58 III | odważnie:~- Panu prosorowi to łatwo, bo pan prosor ma 59 III | denn das: "sabba-szulem?" To po żydowsku musi być oder 60 III | panie, tak! gadaj sara, so to znaczy?~Studencik, rozkaz 61 III | rozkaz spełniając, zapiał:~- To znaczy, panie prosorze, 62 III | Klasa - ryczała.~Od owego to dnia Księżopolczyk został 63 III | rozwinięty umysł - wszystko to były objawy groźnej, nurtującej 64 III | odczytywać listę kolegów. Była to jego najmilsza rozrywka. 65 III | najmilsza rozrywka. Słuchając, to uśmiechał się, to mrugał 66 III | Słuchając, to uśmiechał się, to mrugał powiekami, to wzdychał 67 III | się, to mrugał powiekami, to wzdychał głęboko.~Raz szepnął, 68 III | jakby tylko do siebie:~- To dobre chłopaki...~Potem 69 IV | osobą po profesorze.~On to przynosi i odnosi wielki 70 IV | kręte, którymi nawet i na to miejsce wcisnąć się umieją 71 IV | zrobiono Sprężyckiego. Był to wybór zupełnie naturalny, 72 IV | nikogo wskazywać nie można... To tajemnica kancelaryjna... 73 IV | profesor Żebrowski. Było to tym dziwniejsze i tym bardziej 74 IV | klasy, żeby im pokazać, jak to się tańczy "polkę-ułankę". 75 IV | zajął... Ślimacki.~Klasa to niby maleńka respublika; 76 IV | maleńka respublika; prymus to jakby tej respubliki prezydent. 77 IV | prymusem stało się widoczne, że to nie jest "prezydent z wyborów", 78 IV | zabłysły jak u tygrysa.~- Kto to powiedział? - zagrzmiał 79 IV | kolegi nie wydali.~Mimo to nazajutrz, zaraz po pauzie, 80 IV | Zwierzchność zarzucała mu to naganne sprawowanie się 81 IV | sprawowanie się poza szkołą, to karygodne palenie tytuniu, 82 IV | karygodne palenie tytuniu, to wałęsanie się w godzinach 83 IV | Za nas i za was!~Nie były to czcze pogróżki - w parze 84 IV | grubych kijów", ale za to z pękami mocnych, giętych 85 IV | mieszkania wyruszać. Nie popsuło to wszakże humoru i zadowolenia 86 IV | przestrachem uciekają.~I to wszakże nie zamąciło jego 87 IV | najbliższego domu. Liczył na to, że "tyłami", przez drugą 88 IV | Mieszkowskim na czele...~Tam to właśnie, w tej pustej sieni, 89 IV | wykrzykiwane sentencje:~- To za długi ozór!~- To za szpiegostwo!~- 90 IV | sentencje:~- To za długi ozór!~- To za szpiegostwo!~- To za 91 IV | To za szpiegostwo!~- To za donosicielstwo!~- To 92 IV | To za donosicielstwo!~- To za intrygi u inspektora! 93 IV | na wąskich wargach, a za to z nienaturalnymi na bladych 94 V | co sypiał w trumnie~Był to poczciwy, nieco rozlazły 95 V | szyków mu nie popsuło.~Za to w zwykłej rozmowie płynnym 96 V | nie miałbym... a... pójść!~To, że jego ojciec był prostym 97 V | Wojtek! - zagadywali - to ty wiesz, jak się robi szafę?~- 98 V | kręcili głowami z podziwu.~- To ci dopiero... - powtarzali, 99 V | im metodą poglądową: jak to powstają stoły, łóżka, szafy...~ 100 V | nadzwyczajnym zajęciem. To wszystko było dla nich takie 101 V | I ty zgadzasz się na to?~- A... nie.~- Pewnie wolisz 102 V | dwuznacznie.~- A... trudno to będzie. Mój "tatko" nie 103 V | pomstuje...~Nie brzmiało to zachęcająco - na tytuł " 104 V | westchnienie.~Lampka jasno to miejsce oświecała - chłopiec 105 V | Przecież jeżeli umarł, to nie mógł jęczeć...~- Ani 106 V | przyjaźnie...~Ale ten ruch i to skinienie jeszcze bardziej 107 V | Umarłeś ty... czy nie?~Na to zaś głos z trumny:~- A po 108 V | Ani mi się śniło. Czym to głupi... a?... Poczekajcie - 109 V | Poczekajcie - wstanę, to wam wszystko... a... opowiem.~ 110 V | chłopcu za łóżko.~Wynikało to z koniecznej potrzeby. Mieszkanie 111 V | mniejsza jeszcze kuchenka - to wszystko. A rodzina składała 112 V | trumnie.~Jemu wydawało się to zupełnie naturalne i zrozumieć 113 VI | Zagadnienie VI-te".~Jest to Welinowicz, pierwszy w klasie 114 VI | niego tytułami. Proszą go o to jak o łaskę największą. 115 VI | formie wydany?~Wszystko to odnosiło się do pewnego 116 VI | kaligrafii jestem pierwszy.~- To i cóż! - krzyczał tamten, 117 VI | ludzie pisali brzydko! Za to każdy kancelista "sztychuje" 118 VI | dokończonym tytułem.~Wszystko to zostało spełnione z pogodnym 119 VI | przejęte ciekawością, czynią to bardzo ostrożnie, aby pracującemu 120 VI | pragnienia. Wyciąga rękę to na prawo, to na lewo, bierze 121 VI | Wyciąga rękę to na prawo, to na lewo, bierze najbliższy 122 VI | okazuje lekceważenie.~- Cóż to jest kaligrafia! - szydzi 123 VI | pięknie nawet dużego "A", choć to najłatwiejsza litera w alfabecie. 124 VI | Zając, pies, myśliwy - to wszystko, na co zdobyć się 125 VI | plecami wesoło sobie skacze; to znów pies i zając biegną 126 VI | sobie z oplatanej butelki; to wreszcie pies stoi wyprężony 127 VI | niższym cokolwiek, ale za to - praktyczniejszym.~Są to 128 VI | to - praktyczniejszym.~Są to nie tyle artyści, co majsterkowie, 129 VI | względem nóg, wynagrodził go za to zwiększoną zręcznością ręki. 130 VI | temperowaniem". Mozolna to czynność i wymagająca specjalnego 131 VI | hamburyzowanego" stanowi to, że atrament nigdy z niego 132 VI | guma strzelająca". Piękna to rzecz i przez znawców wysoko 133 VI | dni poświęcić trzeba na to niemiłe żucie, aby z twardej, 134 VII | przelewa się rytmicznie, to słabnąc, to podnosząc się, 135 VII | rytmicznie, to słabnąc, to podnosząc się, z teatralną 136 VII | wypełniające izbę szkolną. To tchnienie, pod którego działaniem 137 VII | milczącej zadumie...~Napełnia go to dziwnym, obcym mu dotąd 138 VII | Karpiński, Osiński, Dmochowski to jego bożyszcza.~Każdy poeta 139 VII | pewien stały tytuł. Krasicki to "książę poetów"; Naruszewicz - " 140 VII | różana jutrzenko!~Jużeś to w chatki mojej zajrzała 141 VII | wad poprawić - przechodzi to wszakże jego możność.~Jeden 142 VII | pogwizdująca co kilka chwil to tu, to tam, jakby drażniąc 143 VII | pogwizdująca co kilka chwil to tu, to tam, jakby drażniąc się 144 VII | Tysiąca i jednej nocy...~W tej to pustelni Dembowski wyciągnął 145 VII | Dembowski - podobało ci się to? Gadaj!~Ale Sprężycki nie 146 VII | starannie nową sapieżankę.~- Cóż to za poeta ten tam Krasicki! 147 VII | serca", "śpiewaku Justyny", to jak Bozię kocham, język 148 VII | spokojniejszy, uśmiechnął się na to "filozoficznie".~- Dlaczego 149 VII | rzekł:~- Widzisz, Bronek, to tak jest. Czy ty lubisz 150 VII | od innych wyborniejsze, to - pytam cię, Bronek - czy 151 VII | Jeżeli szkoda owoców dobrych, to czyż nie większa szkoda 152 VII | szkoda dobrych wierszów? Czyż to obok Mickiewicza nikt już 153 VII | różana jutrzenko!..." Jaki to śliczny początek! Pamiętasz 154 VII | wierszów, które... jak by to powiedzieć?... świdrem wkręcają 155 VII | ten dzień jesienny, kiedy to była taka mgła paskudna 156 VII | taka mgła paskudna i kiedy to Effenberger wyrzucił za 157 VIII | w tece.~Kucharzewski - to olbrzym klasowy, z szeroką 158 VIII | otworzył - śmieje się.~- To być nie może... - mówi grubym 159 VIII | ci tłumaczyć i basta!~- To dla mnie za trudne; ja nie 160 VIII | trudne; ja nie wiem, jak to będzie po~francusku.~- Bien. 161 VIII | rybko, panie święty, któż to był Mojżesz? - dopytuje 162 VIII | Dalej "ani w ząb".~- To już wiemy - zauważa ksiądz. - 163 VIII | Filistyńczyki?~Prymus raportuje:~- A to, proszę księdza prefekta, 164 VIII | wiem o tym, rybko. Ale cóż to ma do Kucharzewskiego?~- 165 VIII | zostawić go nie można. Bo i to uważ, panie święty, że gdyby 166 VIII | cieszą się uznaniem. Za to Hefajstos tryumfuje: podczas 167 VIII | Wbiwszy już sobie w głowę to zdanie, znów pochyla się, 168 VIII | powiedzieć:~"Ej, rzucę ja to wszystko... do kąpieli pójdę, 169 VIII | crinis... crinis...~Co chwila to zagląda do książki, to się 170 VIII | chwila to zagląda do książki, to się od niej oddala kiwając 171 VIII | Ignis... ignis... ignis...~To już umiem. A tamte?~Przypomina 172 VIII | mogę.~- Widzisz... jest na to sposób. Nauczył mnie go 173 VIII | akademik z Warszawy.~- Jakiż to sposób?~- Ułożono z tych 174 VIII | śmiechu.~- Wiesz, Wrono, że to paradne! Powtórz no początek.~ 175 VIII | bestią regułą?~- Przecież to łatwe. .~- Ale ba!~- Jeśli 176 VIII | i wdzięczności. Wszakże to tylko dzięki Wrońskiemu 177 VIII | pierwszego spojrzenia poznaje, że to przyjaciele. Ale mały Pilades 178 VIII | Kucharzewska, patrząc na to, uśmiecha się i łzy ociera.~... 179 IX | pułtuskiej pochodzi ze wsi. Są to synowie obywateli ziemskich, 180 IX | się zawsze nuda.~Inni za to, choć im często brakuje 181 IX | bochny chleba razowego. To wszystko oddają "pod rachunkiem" 182 IX | tak zwaną "skrzynkę". Jest to kufer drewniany na kłódkę 183 IX | nerwy, żeby się bezkarnie w to malowidło wpatrywać. Są 184 IX | Gdy jest samolub, czyni to wówczas dopiero, gdy towarzysze 185 IX | Mieszka. Ma szynkę i placek.~- To nic, ale Wicek przywiózł 186 IX | policzkami:~- Co do chronologii, to już ty się, głupi, nie bój! 187 IX | tróję z minusem.~- O rety! to tyleż co dwója. Że też to 188 IX | to tyleż co dwója. Że też to tego diablego minusa skasować 189 IX | pensjonarzom "wiktu".~Jednak w to gorące, czerwcowe popołudnie 190 IX | dziwy z tą bajką wyprawia. To ją śpiewa na nutę krakowiaka, 191 IX | śpiewa na nutę krakowiaka, to deklamuje tonem na przemian 192 IX | szkolnej.~Co pewien czas to ten, to inny z nauczycieli 193 IX | Co pewien czas to ten, to inny z nauczycieli zachodzą 194 IX | dymem tytuniowym. Czynią to głównie dla stwierdzenia 195 IX | chłopcy ubiegają się za nimi, to podobno dlatego tylko, że 196 IX | pies przed kijem. Ale że to był owoc zakazany, więc 197 IX | dowcip chłopców wysila się na to, żeby dozorcy szkolnemu 198 IX | Nic złego?... Ha, ha... A to co?~Wysuwa długi nos, zaczyna 199 IX | posądza?~- Paliliście... A to nie można... nie można...~- 200 IX | nie można...~- I cóż to paliliśmy podług pana profesora?~- 201 IX | pana profesora?~- Ooo!... to już bagatela. Może gelb 202 IX | Święty Pafnucy!... A cóż to się stało?~- Chłopczyki 203 IX | palili... Tak nie można... I to już po raz drugi...~Kochana 204 IX | A wedle owego dymu... to pan prefesor "powsiadł" 205 IX | że - trociczki.~- Eeee... to tylko tak bez delikatność!~ 206 IX | bytności swej pozostawić. Czyni to szybko, "księgę" zamyka 207 IX | czytają tylko osoby starsze, i to w liczbie bardzo ograniczonej. 208 IX | Sue i - Pawła de Kock.~Za to w każdej bez wyjątku stancji 209 X | błękitnej przepadną - ach! to okropne! Mieszkańcom Pułtuska 210 X | się jej nie widzi. Któż to, jeśli nie ona, w chłodne 211 X | nie z jej nurtów, pochodzi to mnóstwo ryb, którymi w dnie 212 X | powierzchni wody. Rybacy nazywają to miejsce "kotliną" - i w 213 X | że koło zatrzymał - ale to złudzenie. On tylko wskoczył 214 X | śmietanką i rogalikami.~Jest to jego wieniec wawrzynowy - 215 X | jednak adepci, uzdolnieni to w tym, to w owym kierunku.~ 216 X | adepci, uzdolnieni to w tym, to w owym kierunku.~Jeden umie 217 X | nienawidzi tchórzów, zżyma się na to, niecierpliwi i gotów by 218 X | usłuchać rozkazu, choć go to "naprzód" przeraża - ale 219 X | Tym razem szło mu ciężej. To wypływa, to zanurza się, 220 X | szło mu ciężej. To wypływa, to zanurza się, daje się unosić 221 X | zaczęły gorączkowo krążyć to w tę, to w ową stronę, upatrując 222 X | gorączkowo krążyć to w tę, to w ową stronę, upatrując 223 X | kolegów bez czucia.~Ale było to tylko przemijające omdlenie. 224 X | na moim miejscu zrobiłby to samo.~Inspektor oświadczył, 225 X | dla twojej matki będzie to honor, pociecha...~Wspomnienie 226 X | rozrzewniło siłacza.~- Ha, to już niech będzie ten tam 227 X | tam medal!... - Ale żeby to nie kosztowało... - dodał, 228 X | swego syna. Okazało się to połączone z niemałymi trudnościami. 229 X | niezawodnie wspominają.~Stało się to w środku zimy, zima zaś 230 X | łzami. Lutek i Władek byli to synowie Grąbczewskiego - 231 X | pod lodem, powinna była w to miejsce przynieść ciała 232 X | Gdzie Władek?...~Władek był to brat młodszy.~W tejże chwili 233 XI | głosy, zapachy, wszystko to dostrzega, odczuwa - wszystkim 234 XI | nigdy się nie nauczę!~Mimo to znów wraca do książki - 235 XI | Ba, nie wpuszczą...~- To i cóż! Będzie dosyć tego, 236 XI | się nie spodziewając.~Jest to "poczciwości" chłopiec, 237 XI | Bonusiem był od początku, i to przezwisko z dziwną trafnością 238 XI | krzyczy, dostrzegłszy to, Izdebski. - Mów zaraz, 239 XI | gniewnym mruknięciu:~- Zetrzyj to wszystko! Bonuś ściera.~- 240 XI | wreszcie - zdejmij no ze mnie to paskudztwo.~Sprężycki wychodzi 241 XI | nogi kolegów - jednocześnie to tu, to tam rzuca niespokojne, 242 XI | kolegów - jednocześnie to tu, to tam rzuca niespokojne, pytające 243 XI | urzędowym. Prymus raportuje:~- A to, proszę pana inspektora, " 244 XI | chrabąszczów.~- Kto śmiał to zrobić? kto? - piorunuje 245 XI | piorunuje srogi zwierzchnik.~- To pewnie ci z pierwszej... - 246 XI | nie! - poprawia go drugi - to tamci z czwartej. Oni tak 247 XI | stawia nową hipotezę:~- To najpewniej te chłopaki z 248 XI | uciszają się na chwilę - ale po to tylko, aby tym swobodniej 249 XI | miną niewinną zauważa:~- To nie robak, panie prosorze, 250 XI | nie robak, panie prosorze, to chrabąszcz!~- Krabonsz jest 251 XI | Sprężycki nie ustępuje.~- To dopiero! - dziwi się. - 252 XI | się. - Pan prosor mówi, że to robak, a pan psor Salamonowicz 253 XI | uczył nas, że robaki i owady to zupełnie co innego. Więc 254 XI | będą na katedrze. Wszystko to ma na celu zyskanie na czasie 255 XI | Chrabąszcze nie dadzą!~- Jak to nie dadzą? Czyście zwariowali?~- 256 XI | uprzykrzonych owadów.~Już to nie jest lekcja, lecz jakaś 257 XI | na domiar szczęścia, była to środa, w środy zaś i w soboty 258 XI | towarzyszą wybuchy śmiechu... To jakiś figlarz strachliwemu 259 XII | oczarował i - ujarzmił. To, czego nie mogli dokonać: 260 XII | uwagi godne rzeczy.~Jest to już fatalnością pedagogów, 261 XII | wyjątki z niego przytacza.~Za to o romantycznych poetach 262 XII | nikogo:~- Słowacki wyraziłby to nieskończenie lepiej. Ale 263 XII | się od zapytania:~- Który to poeta, panie profesorze?~ 264 XII | Żył... umarł... napisał to i to... Nigdy zaś: Żyje... 265 XII | umarł... napisał to i to... Nigdy zaś: Żyje... mieszka 266 XII | pisze lub pisać zamierza to i owo...~Profesor rzucił 267 XII | i zrozumieć. Gdy im się to nie udaje, zwieszają głowy 268 XII | prawie na głos mówi:~Bodaj to szkolna wiara i nadzieja 269 XII | być podobnym."~Wyraziwszy to głębokie przekonanie, Sprężycki 270 XII | wystający kamień uderzy.~"Więc to poeta?" - myśli chłopiec 271 XII | oczyma ciskającymi pioruny.~To uczucie trwa tylko chwilę. 272 XIII | butelkami; w głębi - łóżko.~Cóż to za chłopczyna, blady jak 273 XIII | chory go dosłyszał.~- Czy to ty, Bronek? - odzywa się 274 XIII | Sprężyckiego.~A jednak on to jest we własnej postaci. 275 XIII | Zasmuca się nagle. Zauważył to przyjaciel, śpieszy z pociechą:~- 276 XIII | przyleciały?~- A jakże. Wczoraj to się nawet czubiły z wróblami 277 XIII | powiedział, że ten, kto to zrobił, byłby dobrym krawcem 278 XIII | kartoflami.~Sprężyckiego to wszystko bawi i smuci. Kiedyż 279 XIII | szkodzi światło?~- Ech, to tylko matka uparła się, 280 XIII | zamkniesz. Zresztą już ja to jakoś wykręcę.~Dembowski 281 XIII | na chorągwi żałobnej. Ale to głupstwo! Odstąp, proszę 282 XIII | zachwycony Sprężycki - ale ja to już znam. Pamiętasz, czytaliśmy 283 XIII | Rinaldo zawołał: - Towarzysze! to pismo obiecuje wam wolność 284 XIII | postąpią. I ja bym uczynił to samo, będąc na miejscu Altaverda.~ 285 XIII | drugie popsute, ale my na to poradzimy. Za sceną będzie 286 XIII | wziąć ślepej latarki?...~- To prawda!... - zamyślił się 287 XIII | Niepodobna brać ze sobą łopaty. To byłaby śmieszność zabijająca.~ 288 XIII | całej nie jest znane - cóż to za rozkosz dla trzecioklasistów! 289 XIII | została przyrządzona. Cóż to był za okropny jad! - włosy 290 XIII | własny język, ale im się to nie udało. Przy posługiwaniu 291 XIII | coś głęboko wzruszyło i że to wzruszenie ukryć pragnie. 292 XIII | wrażenie przyjemne. Jest to tłuścioch starannie i czysto 293 XIII | Patrz, kochanku: takim to strasznym narzędziem chcieli " 294 XIII | mu usłyszana wiadomość.~"To mnie mieli naprawdę nogę 295 XIII | zaprószyło wtenczas... kiedyś to stał przy oknie... pamiętasz?~- 296 XIII | dwie nogi ocalały.~- Jak to dwie?~- Jedna twoja, druga 297 XIII | wygadujesz! Jakże mógłbyś to zrobić?~- Alboż to co trudnego? 298 XIII | mógłbyś to zrobić?~- Alboż to co trudnego? Poszedłbym 299 XIII | nogę urwać... A jak nie, to już bym sobie w inny sposób 300 XIII | zrobił, co mówisz, byłby to wielki grzech. I byłoby 301 XIII | wielki grzech. I byłoby to także wielkie głupstwo.~ 302 XIV | Neposa - naprawdę zaś po to, żeby raz u tego, to znów 303 XIV | po to, żeby raz u tego, to znów u innego ojca łyknąć 304 XIV | zaopatrzyć się w tabakę, które to rzeczy zakonnicy posiadają 305 XIV | w Polsce pozostał.~Gdyby to było prawdą, musiałby liczyć 306 XIV | Ha, może i liczy...~Jest to staruszek zgarbiony, z niezmiernie 307 XIV | wystawnym obiadem...~Wówczas to w niejednym synku zagrodowego 308 XIV | szkoła od klasztoru.~Ileż to razy, gdy w klasie choćby 309 XIV | trosze i podczas lekcyj.~To biedne pompisko, do niemożliwości 310 XIV | nieboszczyków.~- Ja... jak to, proszę pana?~Wiadomo, że 311 XIV | pić tej wody okropnej.~Ale to postanowienie długo nie 312 XIV | nieboszczykach wiedzą i że to nikomu apetytu do wody nie 313 XIV | Kłamiecie!~Odepchnięto ich. To ten, to ów zagląda w otwór 314 XIV | Odepchnięto ich. To ten, to ów zagląda w otwór i stwierdza 315 XIV | wypływał jednak.~I byłoby to trwało Bóg wie jak długo, 316 XIV | kamiennych w zupełnym milczeniu, to wodząc oczyma po drzewach 317 XIV | oczyma po drzewach i niebie, to z głową zwieszoną w ziemię 318 XIV | z dołu zapytanie:~- Cóż to, panie święty, Jaśka nie 319 XIV | o rozgrzeszenie.~Uczynił to zaraz nazajutrz. Poczciwy 320 XIV | tylko pół kwarty gruszek, i to mączystych.~Gdy już chłopiec 321 XIV | soczystą sapieżankę.~- Zjesz to jutro. A pamiętaj, rybko, 322 XIV | księdza Siennickiego.~Jest to oczywiście miejsce przed 323 XIV | średniowiecznego mnicha - ascety. Jest to również jedyny ksiądz, do 324 XIV | przerywając odmawiane pacierze. To go straszniejszym jeszcze 325 XIV | łatwowierni uczniowie. Bajki to są godne śmiechu. Jedno 326 XIV | ale... przywykł już na to nie zważać. I oto przychodzi 327 XIV | nadziwić dość nie może.~Śliczny to zakątek, choć zupełnie dziki. 328 XIV | dwóch kamieniach opartej. To ławka. Na ławce w nieładzie 329 XIV | niż sobie~wyobrażał, za to bardziej smutnego.~- Katolik 330 XIV | rozchmurzyła się cokolwiek. Budzi to w nim otuchę.~Suchy, twardy 331 XIV | proszę księdza dobrodzieja, to...~- To co?~- To takich, 332 XIV | księdza dobrodzieja, to...~- To co?~- To takich, jak tutejsze, 333 XIV | dobrodzieja, to...~- To co?~- To takich, jak tutejsze, nigdziem 334 XIV | Zakonnik westchnął.~- To prawda, moje dziecko. Ale 335 XIV | której mówił zakonnik. Cóż by to było za szczęście, gdyby 336 XIV | go na wolność. Zrobiłby to samo i z kanarkami swej 337 XIV | lub kot nie pożarł, jak to się przytrafiło kanarkowi 338 XIV | ziarno, i wydało ci się to czymś nadzwyczajnym. Dowiedzże 339 XIV | Przyjrzyj się - objaśnia - jest to święty Franciszek z Asyżu. 340 XIV | ludzie, dla których spokój to więcej niż pieniądze. On 341 XIV | ta moja samotnia... A gdy to się stanie, wówczas, wierz 342 XV | wiecznosti wozzwał... Czy ty to rozumiesz, Bronek?~- Ja???... - 343 XV | czemuż - zapłakał Sprężycki - to właśnie na popis mi zadał?~ 344 XV | Sprężycki. - Nawet wiem, skąd to poszło. Na imieniny matki 345 XV | Powiedz mi, Bronek, co to znaczy po moskiewsku frantik?~ 346 XV | Franciszek. Pewnie uważają to imię za obelgę.~- Kpię sobie 347 XV | kiedy on mnie nienawidzi, to i ja jego nienawidzić będę.~ 348 XV | co mam go lubić? Jak zły, to porównywa każdego z nas 349 XV | kotem (skot), a jak dobry, to mówi o całej klasie: "źrebięta" ( 350 XV | Do swidanja).~- Albo to jego mleko! - dodał od siebie 351 XV | tylko stopniu wpływała na to jego narodowość oraz wykładany 352 XV | być nie mogąc. Gryzło go to i jeszcze dzikszym czyniło. 353 XV | nauczyciela uczeń, bez względu na to, czy siedział w pierwszej, 354 XV | nie uczył się, uważając to za rzecz zbyteczną. I w 355 XV | Jastrebow zasypiał. A gdy to się stało, natychmiast czytającemu 356 XV | głowę przybysza.~- A czego to pan uczeń od nich chcą? 357 XV | uczeń od nich chcą? Czy to pan uczeń nie wie, że tera 358 XV | przyjść rozkazał.~- Ha, to niech pan uczeń do nich 359 XV | niegdyś) na zielono - on to miał być owym ogrodem.~Wszedł 360 XV | ust podnosił. Musiało zaś to podnoszenie już nieraz się 361 XV | zwrócił stronę. Ale nie trwało to długo. Po chwili znów dojrzał 362 XVI | ukręcił? Nie głupim!~- Jest na to sposób... - zauważa nieśmiało 363 XVI | podrwiwa znów Sitkiewicz. - To tak będzie jak z nieboszczykiem 364 XVI | drogę wejdzie.~- I któż to widział? - zauważa sceptycznie 365 XVI | jak z mgły.~- A czyż mgła to nie ciało? ~Stronnicy Petrykowskiego 366 XVI | jest ciałem! Ha, ha, ha!... To pewnie człowiek składa się 367 XVI | dla których ciałem jest to tylko, co ich boli, gdy 368 XVI | spokojnie i z wielką powagą - to nie może odnosić się do 369 XVI | Kozłowskiego!~Wszyscy wiedzą, że to rękojmia wystarczająca. 370 XVI | nieco ironicznie:~- A czy to pan Kuszkowski myśli, że 371 XVI | pójść na cmentarz w nocy to już największa sztuka?...~- 372 XVI | Kucharzewski - ale chory.~- No, to ja pana Kuszkowskiego przekonam, 373 XVI | Kucharzewski niepotrzebny, bo to zrobi Radzicki - a zrobi 374 XVI | mnie jutro na podwórze, to pokażę wam skok, jakiegoście 375 XVI | mistrzowskich kozłów. Udając, że ich to mało obchodzi, pytają:~- 376 XVI | obchodzi, pytają:~- Jakiż to będzie skok?~- Z huśtawki.~- 377 XVI | więc dokażę.~- Nie bardzo w to wierzymy.~- Przyjdźcie, 378 XVI | wierzymy.~- Przyjdźcie, to zobaczycie.~Kuszkowski zdjął 379 XVI | bohaterska trójka.~- Czemu to jednak - zauważa surowy 380 XVI | najmniejszemu szajgecowi...~- To prawda - przytwierdza Kuszkowski - 381 XVI | Dembowskiego.~- O jakiejże to sztuce myślisz, biedaku? - 382 XVI | niebieskie mundurki, czyni to dlatego jedynie, aby spełnić 383 XVI | na cmentarz. Potwierdzasz to?~- Potwierdzam.~- Zobowiązanie 384 XVI | I sam nie wiesz, jak się to stało, ale wrzeszczysz na 385 XVI | przyniosło. Dobrze jeszcze, że to się stało blisko brzegu 386 XVI | stchórzył i uciekł? No, to chodźcie ze mną stąd, zaraz, 387 XVI | słuchaczów. - Bohater, co?~A na to, z najdalszego kloca, gruby, 388 XVI | głos odpowiada:~- Wariat!~To przemówił milczący dotąd 389 XVI | że go kurcz chwycił, a to kręciły nim wiry, co tam 390 XVI | całej szkole - dziesięciu. I to się powtarza corocznie. 391 XVI | dziesięciomiesięcznego, i to nauczyć się nie tylko na 392 XVI | nagrodę. Zdaje mi się, że to niezgorsza sztuka!~- Daj 393 XVI | niezmierną ironią.~- A jeszcze i to wiedzieć trzeba, że go nikt 394 XVI | swoim. Tamten dawny prymus to aż zachorował z zazdrości. 395 XVI | nie potrzebuje - co ma, to własną zasługą zdobył. Nawet 396 XVI | zły na niego jak pies za to, że go naśladuje, wargę 397 XVI | wypina - musiał przyznać, że to najtęższa głowa z całej 398 XVI | jak nie zamkniesz gęby, to sobie pójdę, ale pamiętaj, 399 XVI | Zastanówmy się bowiem panowie: co to jest bohaterstwo?~Odchrząknął 400 XVI | panowie, bohaterstwo jest to taki czyn, który z trudem 401 XVI | brał ich na serio. Niech to nikogo nie obraża, ale nie 402 XVI | Sprężycki! - wyrwał się ktoś.~- To jeszcze nie wiadomo... - 403 XVI | pytanie zasadnicze: jak nazwać to, co uczynił ten wasz schorowany, 404 XVI | godzi się powiedzieć, że to było żakostwo, fanfaronada, 405 XVI | zgodzilibyście się, panowie, nazwać to - bohaterstwem?~- Tak! tak!... 406 XVI | tak!... Nie inaczej... To bohaterstwo!... Prawdziwe 407 XVI | nazwaliśmy bohaterstwem, to jaka nazwa należy się jego 408 XVII | Twierdzono przeważnie, że to była kara za zbytnią surowość. 409 XVII | dobrych: nagród i pochwał?~I to nie!~Ten groźny zwierzchnik, 410 XVII | promocji i nagród, że gdyby to od niego wyłącznie zależało, 411 XVII | Niebieskie mundurki zastały już to przezwisko przez poprzedników 412 XVII | spotulniał kulawy Szymon. Był to objaw zupełnie naturalny. 413 XVII | inspektora?~W zwykłym czasie była to ręka dzwoniąca, bijąca i 414 XVII | jeśli chcecie! A jak nie, to nie!... Pal was licho!... 415 XVII | Nauczyciel twierdził, że to nieprawda; między uczniami 416 XVII | który stamtąd przybywa.~To "coś" przedstawiało się 417 XVII | Wiśnickiego z Radomia.~Piękny to był dzień i na długo utrwalił 418 XVII | surowych...~Ów bohater, co to przebywał kiedyś blisko 419 XVII | mówiłem?... Ten Wiśnicki to będzie drugi Neron...~Dla 420 XVII | i przed tą okropnością. To nawet stało się powodem, 421 XVII | przemowy pożegnalnej.~Była to przemowa surowa i oschła, 422 XVII | miększym, czulszym. Wyglądało to tak, jakby kto basem odśpiewywał 423 XVII | dziwnie brzmiało w jego ustach to słowo!...) przechowa się 424 XVII | gdy będziemy się kochali, to już tam wszystko z resztą 425 XVII | pan rektor Wiśnicki!~Był to głos Kozłowskiego, który 426 XVII | dlaczego?~- Dlatego, że to sprawiłoby przykrość - tamtemu.~- 427 XVII | niż gdy nań dążyli.~I był to pierwszy tryumf "polityki" 428 XVII | niekiedy "knotom":~- Oho! żeby to było za Ma deja, to by ci 429 XVII | żeby to było za Ma deja, to by ci się nie upiekło. " 430 XVII | ma kulawego Szymka. Ten to ci dopiero miał ciężką rękę!~ 431 XVII | bójkami połączonej, więcej za to szczerego śmiechu i spokojnego 432 XVII | moje dzieci, że wam zimno, to niech Jan dołoży drzewa 433 XVII | nauk przyrodniczych.~Były to jedyne lekcje, na które 434 XVII | ciekawego do pokazania: to roślinę niezwykłą, to ptaka 435 XVII | pokazania: to roślinę niezwykłą, to ptaka wypchanego, to żywą 436 XVII | niezwykłą, to ptaka wypchanego, to żywą rybkę w wodzie, to 437 XVII | to żywą rybkę w wodzie, to gada zakonserwowanego w 438 XVII | samodzielnego zbierania.~Był to doskonały pedagog - rozumiejący, 439 XVII | pedagog - rozumiejący, że to nie szkoła uczy, lecz uczniowie 440 XVII | czuwał nad uczniami - czynił to wszakże w taki sposób, że 441 XVII | palący papierosy czynią to podczas pauzy w miejscu 442 XVII | Żaden nie wiedział, czy to żart, czy rzecz poważna. 443 XVII | przyznać musieli sami, że to obrzydliwość.~Około starego 444 XVII | spoglądając, rzekł:~- Kiedy tak, to idźże, moje dziecko, i pomóż 445 XVII | mu... ~Chłopiec myśli, że to żart i z miejsca się nie 446 XVII | udaje, że ich nie słyszy.~To znów zdarzały się ciężkie 447 XVII | się, że nie powiedzą, kto to zrobił...~- Ha, cóż ja na 448 XVII | zrobił...~- Ha, cóż ja na to poradzę!~- Więc ja przyszedłem 449 XVII | powiedzieć panu rektorowi, że to wybił Dobrosielski...~Rektor 450 XVII | Baranowski aż podskakuje.~- To dopiero kłamczuch!... Dam 451 XVII | Dam ja jemu!... Niech mi to w żywe oczy powtórzy!...~- 452 XVII | Trzeba, żeby on ci powiedział to w oczy. Zadzwonię na Jana, 453 XVII | tu przyprowadził.~Mówiąc to, sięga po dzwonek.~- Panie 454 XVII | wysiłkiem wykrztusza:~- Ha, to już wolę... już wolę odwołać!~- 455 XVIII| cięgiem patrz... A jakby co, to przez żadnych ceregielów, 456 XVIII| niedorzeczne są jego obawy!~To nie "knoty" przyszli, nie 457 XVIII| otrząsacze robaczywych gruszek. To raczyła nawiedzić ogród 458 XVIII| również wzdychają.~Drażni to Kozłowskiego. Jego żywy 459 XVIII| wszelkiej płaczliwości.~- Cóż to? - woła głosem rześkim, 460 XVIII| przyszli na rekolekcje? Czy to jutro koniec świata?~- Nie, 461 XVIII| wykrzykuje Kozioł - jeśli to wam humory zakwasza, można 462 XVIII| Osa, mów wyraźniej. Jakaż to uzda?~- Bieda.~Sprężycki 463 XVIII| wąsy już się sypią.~- Czy to znaczy, że nie masz pieniędzy? - 464 XVIII| naiwnie.~- Ano tak...~- To poproś swego ojca, żeby 465 XVIII| urzędnikiem... Głównie chodzi mi o to, żeby jak najwięcej umieć, 466 XVIII| śmiać.~- Nie śmiejcie się. To dobry kawałek chleba.~- 467 XVIII| serem!~- Albo ze szperką!~- To ty będziesz "wytryniarz"? - 468 XVIII| jasna, rzadka szczecinka.~- To się wie, że mam głos - żartuje - 469 XVIII| obiad. Człowiek jest głodny, to do niczego, a jak się naje, 470 XVIII| dalej się kształcić?~- Co to, to nie! Mam już tej nauki 471 XVIII| się kształcić?~- Co to, to nie! Mam już tej nauki po 472 XVIII| Obrałeś już sobie zawód?~- To się wie!~- Jaki?~- Zostanę 473 XVIII| płacili?~- Z początku nic.~- To niewiele...~- Ale potem 474 XVIII| Kręcą głowami z podziwu.~- To jeszcze głupstwo... - uśmiecha 475 XVIII| okazał się wszakże na to za tłusty. Według powszechnego 476 XVIII| przeje" i patent.~Szczerze to martwiło jego przyjaciela 477 XVIII| sztuk ostatniego poradzić na to nie mogła.~...Wszyscy obecni 478 XVIII| Zapomnieliśmy o Sprężyckim...~- To prawda - podejmują inni. - 479 XVIII| mogę dziś o tym powiedzieć? To rzeczy tak dalekie!....~- 480 XVIII| koniec.~- Pi, pi, pi... co mu to się roi! - dziwi się Kozłowski.~-