| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
| Zygmunt Krasinski Nie-Boska Komedia IntraText CT - Text |
Od baszt Świętej Trójcy do wszystkich szczytów skał, po prawej, po lewej, z tyłu i na przodzie leży mgła śnieżysta, blada, niewzruszona, milcząca, mara oceanu , który niegdyś miał brzegi swoje, gdzie te wierzchołki czarne, ostre, szarpane, i głębokości swoje, gdzie dolina, której nie widać, i słońce, które jeszcze się nie wydobyło. -
Na wyspie granitowej, nagiej, stoją wieże zamku, wbite w skałę pracą dawnych ludzi i zrosłe ze skałą jak pierś ludzka z grzbietem u Centaura . - Ponad nimi sztandar się wznosi, najwyższy i sam jeden wśród szarych błękitów. -
Powoli śpiące obszary budzić się zaczną - w górze słychać szumy wiatrów - z dołu promienie się cisną - i kra z chmur pędzi po tym morzu z wyziewów. -
Wtedy inne głosy, głosy ludzkie, przyrnieszają
się do.tej znikomej burzy i niesione na mglistych bałwanach
roztrącą się o stopy zamku. -
Widna przepaść wśród obszarów, co pękły nad nią. -
Czarno tam w jej głębi, od głów ludzlcich czarno - dolina cała zarzucona głowami ludzkimi, jako dno morza głazami.
Słońce ze wzgórzów na skały wstępuje - w złocie unoszą się, w złocie roztapiają się chmury, a im bardziej níkną, tym lepiej słychać wrzaski, tym lepiej dojrzeć można tłumy płynące u dołu. -
Z gór podniosły się mgły - i konają teraz po nicościach błękitu. - Dolina Świętej Trójcy obsypana światłem migającej broni i lud ciągnie zewsząd do niej, jak do równiny Ostatniego Sądu. -
Katedra w zamku Świętej Trójcy.
-
Panowie, Senatorzy, Dygnitarze siedzą po obu
stronach, każdy pod posągiem jakiego króla lub rycerza - za
posągami tłumy szlachty - przed wielkim ołtarzem w
głębi Arcybiskup w krześle złoconym, z
mieczem na kolanach - za ołtarzem Chór kapłanów - Mąż
stoi w progu przez chwilę, potem zaczyna iść powoli ku Arcybiskupowi
ze sztandarem w ręku.
CHÓR KAPŁANÓW
Ostatnie sługi Twoje, w ostatnim kościele Syna Twego, błagamy
Cię za czcią ojców naszych.
- Od nieprzyjaciół wyratuj nas, Panie!
PIERWSZY HRABIA
Patrz, z jaką dumą spogląda na wszystkich. -
DRUGI HRABIA
Myśli, że świat podbił. -
TRZECI HRABIA
A on się tylko nocą przedarł przez obóz
chłopów. -
PIERWSZY HRABIA
Sto trupów położył, a dwieście
swoich stracił. -
DRUGI
HRABIA
Nie dajmy, by go wodzem obrali.
MĄŻ
klęka przed Arcybiskupem
U stóp twoich składam zdobycz moją. -
ARCYBISKUP
Przypasz miecz ten, błogosławiony niegdyś ręką
świętego Floriana. -
GŁOSY
Niech żyje hr. Henryk - niech żyje!
ARCYBISKUP
I przyjm ze znakiem Krzyża Św. dowództwo w tym zamku, ostatnim
państwie naszym - wolą wszystkich mianuję cię wodzem. -
GŁOSY
Niech żyje - niech żyje! -
GŁOS
JEDEN
Nie pozwalam! -
INNE
GŁOSY
Precz - precz - za drzwi! - Niech żyje Henryk! -
MĄŻ
Jeśli kto ma co do zarzucenia mnie, niechaj wystąpi, wśród
tłumu się nie kryje. -
Chwila milczenia.
Ojcze, szablę tę biorę i niech mi Bóg zrządzi zgon
prędki, zawczesny, jeśli nią ocalić was nie zdołam. -
CHÓR
KAPŁANÓW
Daj mu siłę - daj mu Ducha Świętego, Panie! - Od
nieprzyjaciół wyratuj nas, Panie!
MĄŻ
Teraz przysięgnijcie wszyscy, że chcecie bronić wiary i czci
przodków waszych - że głód i pragnienie umorzy was do śmierci,
ale nie do hańby - nie do poddania sig - nie do ustąpienia
choćby jednego z praw Boga waszego lub waszych. -
GŁOSY
Przysięgamy.
Arcybiskup klęka i krzyż wznosi. Wszyscy klękają.
CHÓR
Krzywoprzysiężca gniewem Twoim niech obarczon będzie! -
Bojaźliwy gniewem Twoim niech obarczon będzie!- Zdrajca gniewem Twoim niech obarczon będzie! -
GŁOSY
Przysięgamy. -
MĄŻ dobywa
miecza
Teraz obiecuję wam sławę - u Boga wyproście zwycięstwo. -
Otoczony tłumem wychodzi.
*
Jeden z dziedzińców Świętej Trójcy - Mąż - Hrabiowie - Barony - Książęta - księża - szlachta.
HRABIA na stronę odprowadza Męża.
Jakże - wszystko stracone? -
MĄŻ
Nie wszystko - chyba że wam serca zabraknie przed czasem. -
HRABIA
Przed jakim czasem? -
MĄŻ
Przed śmiercią. -
BARON odprowadza go w inszą
stronę
Hrabio, podobno widziałeś się z tym okropnym człowiekiem? -
Będzież on miał litości choć trochę nad nami,
kiedy się dostaniem w ręce jego? -
MĄŻ
Zaprawdę ci mówię, że o takiej litości żaden z ojców
twoich nie słyszał - zowie się szubienica. -
BARON
Trza się bronić jak można. -
MĄŻ
Co książę mówi? -
KSIĄŻĘ
Parę słów na boku. - (odchodzi z nim) - To
wszystko dobre dla gminu, ale między nami oczywistym jest, że
się oprzeć nie zdołamy. -
MĄŻ
Cóż więc pozostaje? -
KSIĄŻĘ
Obrano cię wodzem, a zatem do ciebie należy rozpocząć
układy. -
MĄŻ
Ciszej - ciszej! -
KSIĄŻĘ
Dlaczego? -
MĄŻ
Boś, mości książę, już na śmierć
zasłużył. -
Odwraca się do tłumu
Kto wspomni o poddaniu się, ten śmiercią karanym będzie. -
BARON, HRABIA,
KSIĄŻĘ razem
Kto wspomni o poddaniu się, ten śmiercią karanym będzie. -
WSZYSCY
Śmiercią - śmiercią - vivat!
Wychodzą.
*
Krużganek na szczycie wieży. - Mąż - Jakub.
MĄŻ
Gdzie syn mój?
JAKUB
W wieży północnej usiadł na progu starego więzienia i
śpiewa proroctwa. -
MĄŻ
Najmocniej osadź basztę Eleonory - sam nie ruszaj się
stamtąd i co kilka minut patrzaj lunetą na obóz buntowników. -
JAKUB
Warto by, tak mi Panie Boże dopomóż, dla zachęty rozdać
naszym po szklance wódki. -
MĄŻ
Jeśli potrzeba, każ otworzyć nawet piwnice naszych hrabiów i
książąt. -
Jakub wychodzi. Mąż
wchodzi kilkoma schodami wyżej, pod sam sztandar, na płaski taras.
-
Całym wzrokiem oczu moich, całą nienawiścią serca
obejmuję was, wrogi.
- Teraz już nie marnym głosem, nie mdłym
natchnieniem będę walczył z wami, ale żelazem i
ludźmi, którzy mnie się poddali. -
Jakże tu dobrze być panem, być władzą - choćby z
łoża śmierci spoglądać na cudze wole, skupione
naokoło siebie, i na was, przeciwników moich, zanurzonych w
przepaści, krzyczących z jej głębi ku mnie, jak
potępieni wołają ku niebu. -
Dni kilka jeszcze, a może mnie i tych wszystkich nędzarzy, co
zapomnieli o wielkich ojcach swoich, nie będzie - ale bądź co
bądź - dni kilka jeszcze pozostało - użyję ich
rozkoszy mej kwoli - panować będę - walczyć będę
- żyć będę.- To moja pieśń ostatnia! -
Nad skałami zachodzi słońce w długiej, czarnej trumnie z
wyziewów. - Krew promienista zewsząd leje
się na dolinę.- Znaki wieszcze zgonu mojego, pozdrawiam was
szczerszym, otwartszym sercem, niż kiedykolwiek wprzódy
witałem obietnice wesela, ułudy, miłości. -
Bo nie podłą pracą, nie podstępem, nie przemysłem
doszedłem końca życzeń moich - ale nagle,. znienacka, tak, jakom marzył zawżdy.
I teraz tu stoję na pograniczach snu wiecznego wodzem
tych wszystkich, co mi wczoraj jeszcze równymi byli. -
*
Komnata w zamku oświecona pochodniami - Orcio siedzi na łożu - Mąż wchodzi i składa broń na stole.
MĄŻ
Sto ludzi zostawić na szańcach - reszta niech odpocznie po tak długiej bitwie. -
GŁOS ZA DRZWIAMI
Tak mi, Panie Boże, dopomóż! -
MĄŻ
Zapewne słyszałeś wystrzały, odgłosy naszej wycieczki
- ale bądź dobrej myśli, dziecię
moje, nie przepadniemy jeszcze ni dzisiaj, ni jutro. -
ORCIO
Słyszałem, ale to nie tknęło mi serca - huk przeleciał
i nie ma go więcej - co innego w dreszcz mnie wprawia, ojcze. -
MĄŻ
Lękałeś się o mnie? -
ORCIO
Nie - bo wiem, że twoja godzina nie nadeszła jeszcze. -
MĄŻ
Sami jesteśmy - ciężar spadł mi z duszy na dzisiaj - bo tam
w dolinie leżą ciała pobitych wrogów. - Opowiedz mi wszystkie myśli
twoje - będę ich słuchał jak dawniej w domu naszym. -
ORCIO
Za mną, za mną, ojcze - tam straszny sąd co noc się
powtarza. -
Idzie ku drzwiom skrytym w murze i otwiera je.
MĄŻ
Gdzie idziesz? - Kto ci pokazał to przejście? - Tam lochy wiecznie
ciemne, tam gniją dawnych ofiar kości. -
ORCIO
Gdzie oko twoje, zwyczajne słońcu, niedowidzi - tam duch mój
stąpać umie. - Ciemności, idźcie do ciemności! -
Zstępuje.
*
Lochy podziemne - kraty żelazne, kajdany, narzędzia do tortur, połamane, leżące na ziemi - Mąż z pochodnią u stóp głazu, na którym Orcio stoi.
MĄŻ
Zejdź, błagam cię, zejdź do mnie. -
ORCIO
Czy nie słyszysz ich głosów, czy nie widzisz ich kształtów? -
MĄŻ
Milczenie grobów - a światło pochodni na kilka stóp tylko
rozświeca przed nami. -
ORCIO
Coraz już bliżej - coraz już widniej - idą spod ciasnych
sklepień jeden po drugim i tam zasiadają w
głębi. -
MĄŻ
W szaleństwie twoim potępienie moje - szalejesz, dziecię - i siły moje niszczysz, kiedy mi ich tyle potrzeba. -
ORCIO
Widzę duchem blade ich postacie, poważne, kupiące się na
sąd straszny. - Oskarżony już nadchodzi i
jako mgła płynie. -
CHÓR GŁOSÓW
Siłą nam daną - za męki nasze, my, niegdyś przykuci,
smagani, dręczeni, żelazem rwani,
trucizną pojeni, przywaleni cegłami i źwirem, dręczmy i
sądźmy, sądźmy i potępiajmy- a kary szatan się
podejmie. -
MĄŻ
Co widzisz ? -
ORCIO
Oskarżony - oskarżony - ot, załamał dłonie. -
MĄŻ
Kto on jest? -
ORCIO
Ojcze - ojcze! -
GŁOS
JEDEN
Na tobie się kończy ród przeklęty - w tobie ostatnim zebrał
wszystkie siły swoje i wszystkie namiętności swe, i całą
dumę swoją, by skonać. -
CHÓR
GŁOSÓW
Za to, żeś nic nie kochał, nic nie czcił prócz siebie,
prócz siebie i myśli twych, potępion jesteś - potępion na
wieki. -
MĄŻ
Nic dojrzeć nie mogę, a słyszę spod ziemi, nad ziemią,
po bokach westchnienia i żale, wyroki i groźby. -
ORCIO
On teraz podniósł głowę, jako ty, ojcze, kiedy się gniewasz
- i odparł dumnym słowem, jako ty, ojcze, kiedy pogardzasz. -
CHÓR
GŁOSÓW
Daremno - daremno - ratunku nie ma dla niego ni na ziemi, ni w niebie.
GŁOS
JEDEN
Dni kilka jeszcze chwały ziemskiej, znikomej, której mnie i braci moich
pozbawili naddziady twoje - a potem zaginiesz ty i bracia twoi - i pogrzeb wasz
jest bez dzwonów żałoby - bez łkania przyjaciół i krewnych
- jako nasz był kiedyś na tej samej skale boleści . -
MĄŻ
Znam ja was, podłe duchy, marne ogniki, latające wśród ogromów
anielskich. -
Idzie kilka kroków naprzód.
ORCIO
Ojcze, nie zapuszczaj się w głąb - na Chrystusa imię
święte zaklinam cię, ojcze! -
MĄŻ
wraca
Powiedz, powiedz, kogo widzisz? -
ORCIO
To postać -
MĄŻ
Czyja?
ORCIO
To drugi ty jesteś - cały blady - spętany - oni teraz
męczą ciebie - słyszę jęki twoje. (pada na kolana) - Przebacz mi, ojcze - matka
pośród nocy przyszła i kazała...
Mdleje.
MĄŻ chwyta go w objęcia
Tego nie dostawało. - Ha! dziecię
własne przywiodło mnie do progu piekła! - Mario! nieubłagany duchu! - Boże! i
Ty, druga Maryjo, do której modliłem się tyle! -
Tam poczyna się nieskończoność mąk i ciemności. -
Nazad! - Muszę jeszcze walczyć z ludźmi - potem wieczna walka. -
Ucieka z synem. .
CHÓR GŁOSÓW w oddali
Za to, żeś nic nie kochał, nic nie czcił prócz siebie,
prócz siebie i myśli twych, potępion
jesteś - potępion na wieki. -
*
Sala w zamku Świętej Trójcy - Mąż - kobiety, dzieci, kilku starców i hrabiów klęczących u stóp jego - Ojciec Chrzestny stoi w środku sala - tłum w. głębi - zbroje zawieszone, gotyckie filary, ozdoby, okna.
MĄŻ
Nie - przez syna mego - przez żonę nieboszczkę moją, nie -
jeszcze raz mówię - nie! -
GŁOSY KOBIECE
Zlituj się - głód pali wnętrzności nasze i dzieci naszych- dniem i nocą strach nas pożera. -
GŁOSY
MĘŻCZYZN
Jeszcze pora - słuchaj posła - nie odsyłaj posła. -
OJCIEC CHRZESTNY
Całe życie moje obywatelskim było i nie zważam na twoje
wyrzuty, Henryku. - Jeślim
się podjął urzędu poselskiego, który w tej chwili
sprawuję, to że znam wiek mój i cenić
umiem całą wartość jego. - Pankracy jest reprezentantem
obywatelem, że tak rzekę...
MĄŻ
Precz z oczu moich, stary! -
Na stronie do Jakuba
Przyprowadź tu oddział naszych. -
Jakub wychodzi - kobiety powstają i płaczą - mężczyźni się oddalają o kilka kroków
BARON
Zgubiłeś nas, hrabio. -
DRUGI
Wypowiadamy ci posłuszeństwo. -
KSIĄŻĘ
Sami ułożymy z tym zacnym obywatelem warunki poddania zamku. -
OJCIEC CHRZESTNY
Wielki mąż, który mnie przysłał, obiecuje wam życie,
bylebyście przyłączyli się do niego i
uznali dążenie wieku. -
KILKA GŁOSÓW
Uznajemy - uznajemy. -
MĄŻ
Kiedyście mnie wezwali, przysiągłem zginąć na tych
murach - dotrzymam - i wy wszyscy zginiecie wraz ze mną. -
Ha! chce się wam żyć jeszcze!
Ha! zapytajcie ojców waszych, po co gnębili i
panowali! -
Do Hrabiego
A ty, czemu uciskałeś poddanych? -
Do drugiego
A ty, czemu przepędziłeś wiek młody na kartach i
podróżach daleko od Ojczyzny? -
Do innego
Ty się podliłeś wyższym, gardziłeś niższymi.
-
Do jednej z kobiet
Dlaczegożeś dzieci nie wychowała sobie na obrońców- na
rycerzy? - Teraz by ci się zdały na coś. - Aleś
kochała Żydów, adwokatów - proś ich o życie teraz.
Staje i wyciąga ramiona.
Czego się tak śpieszycie do hańby - co
was tak nęci, by upodlić wasze ostatnie chwile? - Naprzód
raczej ze mną, naprzód, Mości Panowie, tam, gdzie kule i bagnety -
nie tam, gdzie szubienica i kat milczący, z powrozem w dłoni na
szyje wasze. -
KILKA GŁOSÓW
Dobrze mówi - na bagnety! -
INNE GŁOSY
Kawałka chleba już nie ma. -
KOBIECE
GŁOSY
Dzieci nasze, dzieci wasze! -
WIELE
GŁOSÓW
Poddać się trzeba - układy - układy! -
OJCIEC CHRZESTNY
Obiecuję wam całość, że tak rzekę,
nietykalność osób i ciał waszych. -
MĄŻ
Przybliża się do Ojca Chrzestnego
i chwyta go za piersi.
Święta osobo posła, idź skryć siwą
głowę pod namioty przechrztów i szewców, bym ją krwią
twoją własną nie zmazał. -
Wchodzi oddział zbrojnych z Jakubem.
Na cel mi wziąć to czoło zorane zmarszczkami marnej nauki - na
cel tę czapkę wolności, drżącą od tchnienia
słów moich, na tej głowie bez mózgu.
Ojciec Chrzestny się wymyka.
WSZYSCY razem
Związać go - wydać Pankracemu! -
MĄŻ
Chwila jeszcze, mości panowie! -
Chodzi od jednego żołnierza do drugiego.
Z tobą, zda mi się, wdzierałem się na góry za dzikim
zwierzem - pamiętasz, wyrwałem cię z przepaści.
Do innych
Z wami rozbiłem się na skałach Dunaju - Hieronimie, Krzysztofie,
byliście ze mną na Czarnym Morzu. -
Do innych
Wam odbudowałem chaty zgorzałe. -
Do innych
Wyście uciekli do mnie od złego pana. - A teraz mówcie - pójdziecie
za mną czy zostawicie mnie samego, ze śmiechem na ustach, żem
wpośród tylu ludzi jednego człowieka nie znalazł? -
WSZYSCY
Niech żyje hr. Henryk - niech żyje!
MĄŻ
Rozdać im, co zostało wędliny i wódki - a potem na mury! -
WSZYSCY
ŻOŁNIERZE
Wódki - mięsa - a potem na mury!
MĄŻ
Idź z nimi, a za godzinę bądź gotów do walki. -
JAKUB
Tak mi, Panie Boże, dopomóż! -
GŁOSY KOBIECE
Przeklinamy cię za niewiniątka nasze! -
INNE GŁOSY
Za ojców naszych! -
INNE GŁOSY
Za żony nasze! -
MĄŻ
A ja was za podłość waszą. -
Wychodzi.
*
Okopy Świętej Trójcy - trupy naokoło - działa potrzaskane- broń leżąca na ziemi - tu i ówdzie biegną żołnierze - Mąż oparty o szaniec, Jakub przy nim.
MĄŻ szablę chowając do
pochwy
Nie ma rozkoszy, jak grać w niebezpieczeństwo i wygrywać
zawżdy, a kiedy nadejdzie przegrać - to raz jeden tylko. -
JAKUB
Ostatnimi naszymi nabojami skropieni odstąpili, ale tam w dole się
gromadzą i niedługo wrócą do szturmu - darmo, nikt losu
przeznaczonego nie uszedł, od kiedy świat
światem. -
MĄŻ
Nie ma już więcej kartaczy? -
JAKUB
Ani kul, ani lotek , ani śrutu - wszystko się przebiera nareszcie. -
MĄŻ
A więc syna mi przyprowadź, bym go raz jeszcze uściskał. -Jakub
odchodzi.
Dym bitwy zamglił oczy moje - zda mi się, jakby dolina wzdymała
się i opadała nazad - skały w sto kątów łamią
się i krzyżują - dziwnym szykiem także ciągną
myśli moje. -
Siada na murze.
Człowiekiem być nie warto - aniołem nie warto. - Pierwszy z
archaniołów po kilku wiekach, talk jak my po kilku latach bytu, uczuł
nudę w sercu swoim i zapragnął potężniejszych
sił. - Trza być Bogiem lub nicością. -
Jakub przychodzi z Orciem.
Weź kilku naszych, obejdź sale zamkowe i pędź do murów
wszystkich, co spotkasz. -
JAKUB
Bankierów i hrabiów, i książąt. -
Odchodzi
MĄŻ
Chodź, synu - połóż tu rękę swoją na dłoni
mojej - czołem ust moich się dotknij - czoło matki twojej
niegdyś było takiej samej bieli i miękkości. -
ORCIO
Słyszałem głos jej dzisiaj, nim zerwali się męże
twoi do broni - słowa jej płynęły tak lekko jak wonie, i
mówiła- "Dziś wieczorem zasiądziesz przy mnie." -
MĄŻ
Czy wspomniała choćby imię moje? -
ORCIO
Mówiła - "Dziś wieczorem czekam na syna mego." -
MĄŻ na
stronie
U końca drogi czyż opadnie mnie siła? - Nie daj tego, Boże!
- Za jedną chwilę odwagi masz mnie więźniem twoim przez
wieczność całą. -
Głośno
O synu, przebacz, żem ci dał życie - rozstajemy się - czy
wiesz, na jak długo? -
ORCIO
Weź mnie i nie puszczaj - nie puszczaj - ja cię pociągnę za
sobą. -
MĄŻ
Różne drogi nasze - ty zapomnisz o mnie wśród chórów anielskich, ty
kropli rosy nie rzucisz mi z góry.
- O Jerzy- Jerzy! - O synu
mój! -
ORCIO
Co za krzyki - drżę cały - coraz
groźniej - coraz bliżej - huk dział i strzelb się rozlega -
godzina ostatnia, przepowiedziana, ciągnie ku nam. -
MĄŻ
Spieszaj, spieszaj, Jakubie! -
Orszak Hrabiów i Książąt przechodzi przez dolny dziedziniec - Jakub z żołnierzami idzie za nim.
GŁOS JEDEN
Daliście odłamki broni i bić się
każecie. -
GŁOS DRUGI
Henryku, ulituj się! -
TRZECI
Nie gnaj nas słabych, zgłodniałych, ku murom! -
INNE GŁOSY
Gdzie nas pędzą - gdzie? -
MĄŻ do nich
Na śmierć. -
Do syna
Tym uściskiem chciałbym się z tobą połączyć
na wieki- ale trza mi w inszą stronę.
Orcio pada trafiony kulą.
GŁOS W GÓRZE
Do mnie, do mnie, duchu czysty - do mnie, synu mój! -
MĄŻ
Hej! do mnie, ludzie moi! -
Dobywa szabli i przykłada do ust leżącego.
Klinga szklanna jak wprzódy - oddech i życie uleciały razem. -
Hej! tu - naprzód - już się wdarli na
długość szabli mojej - nazad, w przepaść, syny
wolności!
Zamieszanie i bitwa.
*
Insza strona okopów - słychać odgłosy walki - Jakub rozciągnięty na murze - Mąż nadbiega, krwią oblany.
MĄŻ
Cóż ci jest, mój wierny, mój stary? -
JAKUB
Niech ci czart odpłaci w piekle upór twój i męki moje.- Tak mi, Panie
Boże, dopomóż! -
Umiera
MĄŻ rzucając
pałasz
Niepotrzebnyś mí dłużej - wyginęli moi, a tamci klęcząc
wyciągają ramiona ku zwycięzcom i bełkocą o
miłosierdzie.
Spoziera naokoło
Nie nadchodzą jeszcze w tę stronę - jeszcze czas - odpocznijmy
chwilę. - Ha! już się wdarli na
wieżę północną - ludzie nowi się wdarli na
wieżę północną - i patrzą, czy gdzie nie odkryją
hrabiego Henryka. - Jestem tu - jestem - ale wy mnie sądzić nie
będziecie. - Ja się już wybrałem w drogę - ja
stąpam ku sądowi Boga.
Staje na odłamku baszty, wiszącym nad samą
przepaścią.
Widzę ją całą czarną, obszarami ciemności
płynącą do mnie, wieczność moją bez brzegów, bez
wysep, bez końca, a pośrodku jej Bóg. jak słońce, co się wiecznie pali - wiecznie
jaśnieje - a nic nie oświeca.
Krokiem dalej się posuwa.
Biegną, zobaczyli mnie - Jezus Maryja! - Poezjo, bądź mi
przeklęta, jako ja sam będę na wieki! - Ramiona, idźcie i
przerzynajcie te wały!
Skacze w przepaść.
*
Dziedziniec zamkowy - Pankracy - Leonard - Bianchetti na czele tłumów - przed nimi przechodzą Hrabiowie, Książęta, z żonami i dziećmi, w łańcuchach.
PANKRACY
Twoje imię? -
HRABIA
Krzysztof na Volsagunie. -
PANKRACY
Ostatni raz go wymówiłeś - a twoje? -
KSIĄŻĘ
Władysław, pan Czarnolasu. -
PANKRACY
Ostatni raz go wymówiłeś - a twoje? -
BARON
Aleksander z Godalberg. -
PANKRACY
Wymazane spośród żyjących - idź! -
BIANCHETTI do
Leonarda
Dwa miesiące nas trzymali, a nędzny rząd armat i lada jakie
parapety.
LEONARD
Czy dużo ich tam jeszcze? -
PANKRACY
Oddaję ci wszystkich - niech ich krew płynie dla przykładu
świata - a kto z was mi powie, gdzie Henryk, temu daruję życie. -
RÓŻNE GŁOSY
Zniknął przy samym końcu. -
OJCIEC CHRZESTNY
Staję teraz jako pośrednik między
tobą a niewolnikami twoimi - tymi przezacnego rodu obywatelami, którzy,
wielki człowiecze, klucze zamku Świętej Trójcy złożyli
w ręce twoje. -
PANKRACY
Pośredników nie znam tam, gdzie zwyciężyłem siłą
własną. - Sam dopilnujesz ich śmierci. -
OJCIEC CHRZESTNY
Całe życie moje obywatelskim było, czego są dowody
niemałe, a jeślim się połączył
z wami, to nie na to, bym własnych braci szlachtę...
PANKRACY
Wziąć starego doktrynera - precz, w jedną drogę z nimi! -
Żołnierze otaczają Ojca
Chrzestnego i niewolników.
Gdzie Henryk? - Czy kto z was nie widział go żywym lub umarłym?
- Wór pełny złota za Henryka - choćby za trupa jego! -
Oddział zbrojnych schodzi z murów,
A wy nie widzieliście Henryka?
NACZELNIK ODDZIAŁU
Obywatelu wodzu, udałem się za rozkazem generała Bianchetti ku
stronie zachodniej szańców zaraz na początku wejścia naszego do
fortecy i na trzecim zakręcie bastionu ujrzałem człowieka
rannego i stojącego bez broni przy ciele drugie,
go - kazałem podwoić kroku, by schwytać - ale nim
zdążyliśmy, ów człowiek zeszedł trochę
niżej, stanął na głazie chwiejącym się i
patrzał chwilę obłąkanym wzrokiem - potem
wyciągnął ręce jak pływacz, który ma dać nurka. i pchnął się z całej siły naprzód -
słyszeliśmy wszyscy odgłos ciała spadającego po
urwiskach - a oto szabla znaleziona kilka kroków dalej. -
PANKRACY biorąc szablę
Ślady krwi na rękojeści - poniżej herb jego domu. To pałasz hrabiego Henryka - on
jeden spośród was dotrzymał słowa. - Za to chwała
jemu, gilotyna wam.
Generale Bianchetti, zatrudnij się zburzeniem
wartowni i dopełnieniem wyroku.-
Leonardzie! -
Wstępuje na basztę z Leonardem.
LEONARD
Po tylu nocach bezsennych powinien byś odpocząć, mistrzu -
znać strudzenie ná rysach twoich.
PANKRACY
Nie czas mi jeszcze zasnąć, dziecię, bo dopiero połowa pracy dojdzie końca swojego z ich ostatnim
westchnieniem .- Patrz na te obszary - na te ogromy, które stoją w poprzek
między mną a myślą moją - trza zaludnić te
puszcze - przedrążyć te skały - połączyć te
jeziora - wydzielić grunt każdemu, by we dwójnasób tyle życia
się urodziło na tych równinach, ile śmierci teraz na nich
leży. - Inaczej dzieło zniszczenia odkupionym nie jest. -
LEONARD
Bóg Wolności sił nam podda. -
PANKRACY
Co mówisz o Bogu - ślisko tu od krwi ludzkiej. -
Czyjaż to krew? - Za nami dziedzińce zamkowe
- sami jesteśmy, a zda mi się, jakoby tu był ktoś trzeci. -
LEONARD
Chyba to ciało przebite. -
PANKRACY
Ciało jego powiernika - ciało martwe - ale tu duch czyjś, panuje
- a ta czapka - ten sam herb na niej - dalej, patrz, kamień wystający
nad przepaścią - na tym miejscu serce jego pękło. -
LEONARD
Bledniesz, mistrzu. -
PANKRACY
Czy widzisz tam - wysoko - wysoko? -
LEONARD
Nad ostrym szczytem widzę chmurę pochyłą, na której dogasają
promienie słońca. -
PANKRACY
Znak straszny pali się na niej. -
LEONARD
Chyba cię myli wzrok. -
PANKRACY
Milion ludu słuchało mnie przed chwalą - gdzie jest lud mój? -
LEONARD
Słyszysz ich okrzyki - wołają ciebie - czekają na ciebie. -
PANKRACY
Plotły kobiety i dzieci, że się tak zjawić ma, lecz dopiero
w ostatni dzień. -
LEONARD
Kto? -
PANKRACY
Jak słup śnieżnej jasności stoi ponad przepaściami -
oburącz wsparty na krzyżu, jak na szabli mściciel. - Ze splecionych piorunów korona cierniowa.
LEONARD
Co się z tobą dzieje? co tobie jest? -
PANKRACY
Od błyskawicy tego wzroku chyba mrze, kto żyw. -
LEONARD
Coraz to bardziej rumieniec zbiega ci z twarzy - chodźmy stąd -
chodźmy - czy słyszysz mnie? -
PANKRACY
Połóż mi dłonie na oczach - zadław mi pięściami
źrenice - oddziel mnie od tego spojrzenia, co mnie rozkłada w proch.
-
LEONARD
Czy dobrze tak? -
PANKRACY
Nędzne ręce twe - jak u ducha, bez
kości i mięsa - przejrzyste jak woda - przejrzyste jak szkło -
przejrzyste jak powietrze. Widzę wciąż! -
LEONARD
Oprzyj się na mnie. -
PANKRACY
Daj mi choć odrobinę ciemności! -
LEONARD
O mistrzu mój! -
PANKRACY
Ciemności - ciemności! -
LEONARD
Hej! obywatele - hej! bracia
- demokraty, na pomoc!- Hej! ratunku - pomocy -
ratunku! -
PANKRACY
Galilae vicisti!
Stacza się w objęcia Leonarda i kona.