| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] tluszcza 1 tluszcze 1 tnie 1 to 690 toba 11 tobie 26 tobiez 1 | Frequency [« »] 1358 a 789 ze 720 co 690 to 685 po 604 jak 587 bylo | Józef Ignacy Kraszewski Stara Basn IntraText - Concordances to |
Tom, Rozdzial
1 1, 1 | coś sam do siebie. Byłali to poranna modlitwa?~Na ostatek 2 1, 1 | wstrzymały strzały. No, nic to! Jedna strzała polańska - 3 1, 1 | Podróżni wciąż biegli brzegiem, to szybciej, to wolniej - dwa 4 1, 1 | biegli brzegiem, to szybciej, to wolniej - dwa razy konie 5 1, 1 | szerzej rozlewały się wody - to ściskały wśród parowu. Mieniały 6 1, 1 | żółtawą ławą leżał piasek, to kępiasta trzęsawica, którą 7 1, 1 | grzywę - nie troszcząc się o to. Rozpatrywał się wciąż po 8 1, 1 | całą okrwawił.~Ujrzawszy to chłopak uląkł się i krzyknął.~- 9 1, 1 | się i krzyknął.~- Co ci to, Gerda? Czyś ty mężczyzna? 10 1, 1 | okładać hubą. Stary patrzał na to obojętnym okiem.~W milczeniu 11 1, 1 | trzecia... i wrzaskliwie to podlatywały, to przysiadały 12 1, 1 | wrzaskliwie to podlatywały, to przysiadały się przy nich... 13 1, 1 | co gadać będą, zda się to zawsze, ale udawaj, że ci 14 1, 1 | patrząc na przybyszów i coraz to się ku nim targały. Nie 15 1, 1 | Zdrów bywaj, Hengo. Cóżeście to znowu tak daleko w nasze 16 1, 1 | sobie zadumał.~- Zda się to przecie, co ja wożę - mówił 17 1, 1 | Winedy daleko...~- Albo to kości, rogu i kamienia nie 18 1, 1 | żadna nie stąpi.~- Nic by to nie było - ciągnął dalej, 19 1, 1 | i rozśmiał się.~- Próżna to obawa - rzekł - nikt o napaściach 20 1, 1 | mówić nie trzeba. A gdzież to na świecie niewiast się 21 1, 1 | zgody - nie pogniewamy się o to.~- O gościnę prosić nie 22 1, 2 | ukazywać mnóstwo.~Rzadkością to było, ażeby w taką lasów 23 1, 2 | szepnęła wylękła. - Możnaż to wiedzieć, co on z sobą niesie? 24 1, 2 | uroki rzucić może?~- Ten ci to sam, Hengo znad Łaby, co 25 1, 2 | sam, Hengo znad Łaby, co to naszyjniki przywoził i szpilki, 26 1, 2 | odparła Wiszowa - gorsi to ludzie od tych, co z nożami 27 1, 2 | choroba omija i smutek.~To mówiąc na ławie przysiadł, 28 1, 2 | też i obcy uczynił.~Trwało to chwilę... gość już był uroczyście 29 1, 2 | go ku sobie.~- Ale, cóż to?... Wy sami tylko - odezwał 30 1, 2 | dziewczęta, jak woda na jeziorze, to się ode drzwi na izbę posuwały, 31 1, 2 | drzwi na izbę posuwały, to cofały nagle, jakby do komory 32 1, 2 | słońca świeciło.~- Lepsze to - zawołał śmiejąc się Hengo - 33 1, 2 | zrobić potrafi, kto umie.~Gdy to mówił, a męski sprzęt ów 34 1, 2 | wlepiała z kolei w pierścienie, to w cudzoziemca, to nimi wodziła 35 1, 2 | pierścienie, to w cudzoziemca, to nimi wodziła po sio-strach 36 1, 2 | ku dziewczynie.~- Niech to będzie mój gościniec za 37 1, 2 | skupiły się około niej, aby to cudo oglądać. Szybko pobiegły 38 1, 2 | Niemcem położyła.~- Weź to! - rzekł Wisz - nam się 39 1, 2 | który miał pod suknią. Nim to jednak uczynił, splunął 40 1, 2 | Chłopaki szeptały między sobą; to biorąc ostrożnie z ławy 41 1, 2 | z ławy siekierki i noże, to je z żalem nazad składając. 42 1, 2 | nie widział w życiu. Był to świecący krzyż z uszkiem 43 1, 2 | zwrócił na siebie...~- A to co jest? - zapytał stary 44 1, 2 | pochwycił skwapliwie.~- A! to - zawołał zmieszany - to 45 1, 2 | to - zawołał zmieszany - to jest znak... dla ludzi innej 46 1, 2 | znowu chwila milczenia. To schowane tak szybko godło 47 1, 2 | nim ukrył.~- Trudno się to oprzeć - odezwał się gospodarz - 48 1, 2 | my kmiecie ważyć się na to musimy. Nie wyjdzie z domu 49 1, 2 | Staremu Wiszowi by się to zdało - zawołał - i przystało.~- 50 1, 2 | wojnę iść już nie myślę, na to są chłopcy dorosłe, a doma - 51 1, 2 | chowają - ano i do grobu to wziąć nie szkodzi... wszak 52 1, 2 | brać łatwo, ale co dać za to? Nie bardzośmy zapaśni.~- 53 1, 2 | kilka tak liczono skóry i to, co na stole leżało, ważono 54 1, 2 | ujmowano i dodawano.~Wisz, to Niemiec trzęśli głową. Jeden, 55 1, 2 | Niemiec trzęśli głową. Jeden, to drugi coś ustępował, jeden 56 1, 2 | ustępował, jeden narzucał, to drugi... Szło to powoli, 57 1, 2 | narzucał, to drugi... Szło to powoli, niekiedy przestankami 58 1, 2 | odezwał się gospodarz - ileśmy to wam dać musieli, a wiele 59 1, 2 | bierzemy. We dwie garście się to zmieści. Czaru wasze ma 60 1, 2 | towar do dworu. Niezdrowo to przedzierać się lasami. 61 1, 2 | przedzierać się lasami. A to, co ja wożę, tego ziemia 62 1, 2 | zwierzem, którego u was pełno, to zabawka, bursztyn samo wyrzuca 63 1, 2 | starych siedzib na nowe, albo to im tam ziemi brakło? Tak 64 1, 2 | nieśmiertelnego nic nie pożre.~To mówiąc młoty swe z poszanowaniem 65 1, 2 | kołacza i chleba.~Wszystko to na stół zniesiono, a Wisz 66 1, 2 | po śmierci żałują.~Mówił to właśnie patrząc na psy swoje, 67 1, 3 | ludźmi czyni, co chce... To srogi człek - jemu się w 68 1, 3 | Niemiec zmilczał.~- Wasz ci to kneź, nie obcy - rzekł po 69 1, 3 | bronią - mówił stary. - My to wiemy, póty naszej woli, 70 1, 3 | rozniosą.~I westchnął.~- Pan to jest mocny, ten, co na grodzie 71 1, 3 | słyszę... Jeżeli jedzie kto, to chyba kneziowscy słudzy, 72 1, 3 | odznaczał kneziowego sługę. Był to barczysty chłop, z włosami 73 1, 3 | Odwrócił się do Niemca. - Wam to na rękę, bo was pewnie i 74 1, 3 | Wisz. - Pięciu ich, nie tak to straszna rzecz, moi chłopcy 75 1, 3 | się skierowały.~- Kogóż to z sobą prowadzicie, stary? - 76 1, 3 | ano, zobaczymy...~Gdy to mówił, dwóch pachołków skoczyło 77 1, 3 | ozwał się smerda - wy to już wiedzieć powinniście, 78 1, 3 | stara - zawołał - a gdzież to niewiastki i córki wasze? 79 1, 3 | rozochoconych. - Oj! szkodaż to, szkoda, żeśmy ich po drodze 80 1, 3 | gospodarz zgodził się na to, a Niemiec wysunął zaraz 81 1, 3 | śmiechem wtórowali. Trwało to aż do nocy, wniesiono łuczywo 82 1, 3 | kneziowskiej drużyny. Wszak ci to ona was i ziemi broni.~- 83 1, 3 | was i ziemi broni.~- Cóż to? Na wojnę myślicie? - rzekł 84 1, 3 | Smerda się zamyślił.~-- To was na sznurze powlokę do 85 1, 3 | się znoszą... Nam dojadło to... My nic nie wiemy, co 86 1, 3 | co się u nich dzieje. Po to ja tam ciebie ślę... Usta 87 1, 3 | obcych, porzucić was, ciężka to dola. Myślałem - z wami 88 1, 3 | wszyscy niewolnikami. Gorzki to chleb, co go w pętach jeść 89 1, 4 | gęste opary, poruszały się to blednąc to szarzejąc. Rosa 90 1, 4 | poruszały się to blednąc to szarzejąc. Rosa kroplista, 91 1, 4 | i Sambor czuwali.~Jadąc to samym rzeki brzegiem, to 92 1, 4 | to samym rzeki brzegiem, to się spinając nieco ku górze - 93 1, 4 | kamienia się przechadzał. Było to prastare uroczysko, gdzie 94 1, 4 | się od tej ofiary.~- Co to za mogiła? - zapytał Sambora.~- 95 1, 4 | wolał, niż go stracić... był to kołacz domowy!~Słońce jak 96 1, 4 | się coraz zbliżało. Cichy to był i stłumiony śpiew, drżącym 97 1, 4 | pieśniami idę od chaty do chaty.~To mówiąc miejsce, na którym 98 1, 4 | pieśń? - zawołał smerda. - To babska rzecz.~- A wojna... 99 1, 4 | Eh-e - rzekł - nie te to czasy!~- Nie te święte czasy, 100 1, 4 | uderzył w struny.~- Dłuższa to pieśń, od Chorbackich Gór - 101 1, 4 | siadł pod górą, co zobaczy, to pochłonie, co pochwyci, 102 1, 4 | pochłonie, co pochwyci, to pożera. Kiedy z głodu ryczy 103 1, 4 | Sambor i pachołcy.~- Cóż ci to, stary? - zapytał smerda.~-- 104 1, 5 | budowli, szopy i chaty.~- To kneziów gród! - z dumą zawołał 105 1, 5 | przykładając.~- A kogożeś to pojmał na drodze? - zawołał 106 1, 5 | głos gruby i schrypły. - To nie swój?~- Znad Łaby, Niemiec, 107 1, 5 | szkodliwym nie był, zawsze to swoja krew... i Leszek...~ 108 1, 5 | opierając się na dłoni, to spoglądając na Hengę, to 109 1, 5 | to spoglądając na Hengę, to na ogień, przy którym zioła 110 1, 5 | kmieciom... Są różne sposoby...~To mówiąc jakby mimowolnie 111 1, 5 | przerwała siedząca - na to nie czas jest jeszcze. Nie 112 1, 5 | i innym...~- Jeżeli się to synowcowi dostało, a cóż 113 1, 5 | śmiechy i wykrzyki.~- Tam się to kneź weseli - mówił pachołek - 114 1, 5 | na Sambora.~- Cóż wasi na to? - zapytał.~- Ja nie wiem - 115 1, 5 | jak sam sobie nie da rady, to Niemców sprowadzi.~Położył 116 1, 5 | Sambor.~- Najwięcej tym, że to krew ta sama, a on swojej 117 1, 5 | nich następowała cisza, to niby śpiewy nucone półgłosem. 118 1, 5 | głośniejszy śmiech wywoływał to skomlenie dziwne. Nad jeziorem 119 1, 5 | popatrzał ku górze.~- E! to nasi goście codzienni - 120 1, 6 | a smerda spostrzegłszy to, rzekł doń z uśmiechem:~- 121 1, 6 | z uśmiechem:~- Wszystko to kmiecie, żupany, starszyzna. 122 1, 6 | starszyzna. Kneź ich poi, to im się po miodzie wyrywa 123 1, 6 | dłoni ustawało... wszystko to razem pomieszane we wrzawę 124 1, 6 | księżycem masę czarną. Była to kupa ludzi, związana rękami, 125 1, 6 | precz z tym gnojem!~Mówiąc to dopijał miodu z kubka, który 126 1, 6 | wytłumaczyć, co się stało, co to byli za ludzie i dlaczego 127 1, 6 | Psubraty... Wszystko się to samo za gardło wzięło i 128 1, 6 | gębę. Podziękowawszy za to poczęstowanie już chciał 129 1, 6 | trupy, a krucy krakając to leciały na jezioro, to wracały 130 1, 6 | krakając to leciały na jezioro, to wracały na wieżę, gdzie 131 1, 6 | dworem niewieścim. Twarze to były smutne i choć niedawno 132 1, 6 | jej dziewek zdałoby się to wszystko, śmiejąc się nakazał 133 1, 6 | Grafowi powiedzcie, że my to od niego za podarek dla 134 1, 6 | przyjmujemy... niech on wam za to płaci... Nie macie tu czego 135 1, 6 | rozlegały się dokoła...~Były to rodziny kmieci i władyków, 136 1, 6 | rwąc z głowy.~Trupy - byli to ich ojcowie i mężowie... 137 1, 6 | bezsilnej złości. Trwało to dosyć długo, aż dwu czy 138 1, 6 | śmierci...~Jeszcze mówił to, gdy spod tynu, gdzie gęsto 139 1, 6 | cofnęli się, zobaczywszy to ciało u nóg swoich, i poszli 140 1, 6 | nie wstrzymała, gdyby nie to, że tu tak wesoło... Powiedzcie - 141 1, 6 | coście widzieli.~Hengo to na niego spozierał, to na 142 1, 6 | Hengo to na niego spozierał, to na zamek i wieżę, to na 143 1, 6 | spozierał, to na zamek i wieżę, to na swoje konie, którym sakwy 144 1, 6 | z tego nieznanego kraju.~To mówiąc i zapewniwszy się, 145 1, 6 | podnosiło się coraz wyżej, to krwią okrywając, to bladością.~ 146 1, 6 | wyżej, to krwią okrywając, to bladością.~Kończył Gerda 147 1, 6 | Pora - rzekł - co ma być, to się stanie... Wiec zwołać 148 1, 6 | miru naszego potrzeba - to zrobię - a ty, Dziwo - milcz!~ 149 1, 7 | głos Wisza wywołał. Była to osada z błędnych ludzi złożona, 150 1, 7 | moja chata nie spodziewała. To mówiąc, z poszanowaniem, 151 1, 7 | w izbie byli.~- Jużeście to zgadli - odezwał się stary - 152 1, 7 | nam gorzej się dzieje.~- To róbmy tak, aby lepiej było - 153 1, 7 | osądzicie sami, czy się to bez jaja wylęgło.~Kneź i 154 1, 7 | komory, ani dzieci. Mamyż my to tak cierpieć i po niewieściemu 155 1, 7 | hej! dawno bo należało na to gniazdo osie iść i nogami 156 1, 7 | zawołał stary - a rękom to nie tak łatwo. Twardo siedzi 157 1, 7 | tak łatwo. Twardo siedzi to gniazdo, do stołba przylepłe.~- 158 1, 7 | za praszczurów naszych. To pewna, że lud, co go stawił, 159 1, 7 | Kogo wołać i kędy? Wiecie to dobrze, że Chwostek ma swoich 160 1, 7 | odezwał się Wisz. - Wiem ci to dobrze, że nie zbywa Chwostkowi 161 1, 7 | z nimi pobratani; ale i to wiem, Domanie, że własny 162 1, 7 | trzymać będą.~- Na wiecu się to obradzi lepiej - odezwał 163 1, 7 | popatrzeli.~- Uroczysko to w głębi lasów, bezpieczne, 164 1, 7 | i Doman zgodzili się na to zawczasu. Na wici czasu 165 1, 7 | potrafię, gdzie indziej po to idźcie - odparł kneź.~- 166 1, 7 | starość pociecha żadna, a ma to zostać bezkarnym?~Kneź milczał 167 1, 7 | Kneziu - rzekł Wisz - trudna to sprawa, wiemy o tym, ale 168 1, 7 | niego z w a m i nie pójdę... To kmieca sprawa... jam kneź! 169 1, 7 | wasze jęki, próżne. Nie on, to dzieci was zabiorą w niewolę; 170 1, 7 | zabiorą w niewolę; nie on, to ja bym was uczył, co kmieć, 171 1, 8 | powiedzieć.~Poszanowanie to dla Piastuna, który choć 172 1, 8 | szeroko mówić począł, jak to dawniej w mirach bywało, 173 1, 8 | rozrodzonych kneziątek... i jak na to ratunku skorego było potrzeba.~ 174 1, 8 | czasach... Słyszeliście to od ojców waszych, a ojcowie 175 1, 8 | aż do Gór Czarnych. Był to czas szczęśliwy, gdyśmy 176 1, 8 | wszelkich kneziów... Dawne to czasy... Od morza przypadli 177 1, 8 | niełatwy, i zmiana. Ciężką to sprawę poruszacie, jakbyście 178 1, 8 | wnet zamilkli wszyscy. Był to znany kneziowski sługa, 179 1, 8 | ja komu winien?... Albo to ja taki zły, jak mówią?... 180 1, 8 | popijając z kubka.~- Skądże to wiesz, że ci ludzie tak 181 1, 8 | zapytał Piast.~- Z oczów im to patrzy! oho! - mówił karzeł - 182 1, 8 | kneziowie jak się wezmą za ręce, to dopiero ład będzie u nas!... 183 1, 8 | gościny i od mowy odpadła.~To mówiąc dopił piwa, kubek 184 1, 8 | Tamten, co z progu zszedł, to stary Ziemba... nieprawdaż? 185 1, 8 | nadto opił i... zdechł... ~To mówiąc rozśmiał się Znosek, 186 1, 8 | pastwę mu odebrano. Była to wina pastuszków, którzy 187 1, 8 | się także.~- Co będzie, to będzie, jechać trzeba i 188 1, 8 | chwilę i wnet na nowo żałobne to zawodzenie, które za złą 189 1, 9 | sąd wiozę i powrozy! Tyś to wiece śmiał zwoływać?~- 190 1, 9 | gniewem do smerdy - tobież to przystało napadać na swoich 191 1, 9 | już wszyscy spocząć. Drogo to był kupiony odpoczynek.~ 192 1, 9 | wzlecieć do ojców i braci.~Noc to była bezsenna i łzawa... 193 1, 9 | nóg ich leżąca niewiasta, to koń, który się rwał, na 194 1, 9 | ulatującego w górę.~Była też to chwila, w której odganiać 195 1, 9 | którym bielizna płonęła, to znowu osłaniały je dym i 196 1, 9 | cichym głosem...~I trwało to noc całą do dnia białego 197 1, 9 | Słuchaj, Ludek - rzekł - albo to pora, albo nie, mówić o 198 1, 9 | ni wiele, ale co rzekł, to strzymał, choćby krwią przyszło 199 1, 9 | zabić mała rzecz, ale on to nie swoją uczynił wolę... 200 1, 9 | nie chce znać... Nienowa to rzecz bogom się ślubowała... 201 1, 9 | rzecz bogom się ślubowała... To nie jest niewiasta do dzieci, 202 1, 9 | rzekł - niejednej się to dziwce śni, a jak ją weźmie 203 1, 9 | Ej! - zawołał - takie to braterstwo wasze? Dać mi 204 1, 9 | ale ją muszę mieć, a nie to nie...~Ludkowi się brew 205 1, 9 | niecierpliwie powtarzając: - A nie, to nie!~- Więc nie! - wybuchnął 206 1, 9 | zechcecie dać po dobrej woli, to ją kiedyś wezmę siłą... - 207 1, 9 | Żywia stojąca za siostrą to na nią, to na brata ciekawymi 208 1, 9 | stojąca za siostrą to na nią, to na brata ciekawymi rzucała 209 1, 10 | stary stał na straży.~Był to przeddzień Kupały, na który 210 1, 10 | jaki los spotkał Wisza za to, że pierwszy ich na wiec 211 1, 10 | ogromną, jakby stworzoną na to, aby w niej pszczoły dzikie 212 1, 10 | Niekiedy nastawiał ucha, to znów z pośpiechem wielkim 213 1, 10 | ku niej niespokojnie. Był to Znosek.~Drapanie się mimo 214 1, 10 | spoglądając w jego głębie, to ku lasowi, w którego gąszczach 215 1, 10 | ulęknąć i nie przybyć? Możeli to być? Ani ci nawet, co zwoływali? 216 1, 10 | ci pierwsi być powinni!~To mówiąc z konia się zsunął 217 1, 10 | o pomstę krwawą. Gdy się to działo, Doman odstąpił precz 218 1, 10 | posadzili. Wisza nam za to ubito, że śmiał wiec zwoływać!~ 219 1, 10 | braci, a co złego, kiedy nam to pokój kupuje? Mruczenie 220 1, 10 | Myszkami zwano, bo wielu z nich to imię nosiło... ci się podnieśli, 221 1, 10 | czynić zostało, tylko iść i to plugastwo w gnieździe wydusić - 222 1, 10 | synowie będą lepsi.~- Na to ich właśnie Niemcy zaprawiają 223 1, 10 | ściskając powtarzali:~- Iść na to gniazdo plugawe i wydusić... - 224 1, 10 | gdyby natychmiast spełnić to chcieli, ale wielka część 225 1, 10 | było wielkie chwilami, tłum to się zbijał w jedną stronę, 226 1, 10 | się zbijał w jedną stronę, to w drugą ciskał gromadząc 227 1, 10 | głosy dolatywały jak fale: to szybsze, to silniejsze, 228 1, 10 | dolatywały jak fale: to szybsze, to silniejsze, widać było, 229 1, 10 | się i rozchodzono... Jeden to drugi stawał na wyższym 230 1, 10 | na nas?...~- Nie patrz! To czary... dąb święty... kto 231 1, 10 | i co jego wzrok może?~- To nie duch, ino zwierz! Albo 232 1, 10 | dziurze człek miał robić...~- To zwierz.~- Spłoszyć go!... - 233 1, 10 | świecą... ja je widzę...~To mówiąc chwycił łuk parobczak, 234 1, 10 | jeśli ranny tylko i żyw, to ci się z dziupli bronić 235 1, 10 | rozdartą, ozór wywalony.~Jakoś to tak było niezrozumiałym, 236 1, 10 | powyciągały... A jaki by to był wiec bez wieszczka? 237 1, 10 | wiec bez wieszczka? A co by to za rada bez pamięci na stare 238 1, 10 | wybrali dwunastu... Krew to ze krwi wszak naszej, kości 239 1, 10 | starca nie wiedząc, co by to znaczyć miało...~- Toś i 240 1, 11 | Jastrząb niósł się ciągle to zniżając nad ziemię, to 241 1, 11 | to zniżając nad ziemię, to podnosząc w obłoki; nagle 242 1, 11 | czy trzy miesiące? Któż to wiedzieć może... Żywia ze 243 1, 11 | pojechał na łowy... czy to Ludkowe psy słychać?... - 244 1, 11 | ale ochryple i smętne. - To Jaruha - ozwała się Dziwa.~- 245 1, 11 | się Dziwa.~- Gdzież się to ona tędy wlecze?...~Zamilkły. 246 1, 11 | dobry! - zawołała.~- Gdzie to się wleczesz, Jaruho? - 247 1, 11 | Chłopcy się popiją, poszaleją, to mnie może wezmą za młodą 248 1, 11 | popłukały... a nie deszcze, łzy to były... łzy!~I kiwała głową 249 1, 11 | się z nią zaczęła.~- Dłoń to biała, nienamulona... wielka 250 1, 11 | wiesz, co mówisz. ~- A któż to wie, co mówi? - szepnęła 251 1, 11 | ciemno zrobi... hej! hej! to mnie który pocałuje i uściśnie... 252 1, 11 | daleko... w biały dzień to nic, ale nocką iść, a z 253 1, 11 | młodość mi powraca... tak na to długo czekać trzeba...~Zaczęta 254 1, 11 | Dobrzeście mnie posiliły...~Gdy to mówiła, niespokojnym okiem 255 1, 11 | nie macie się czego bać... to znajomy! Ale gdzieś musiał 256 1, 11 | poczęła ją macać.~- A coś to się ze żbikiem całował? - 257 1, 11 | ścinając syczał.~- Juści to i wilka kulawego, gdy poprosi, 258 1, 11 | Teraz mów - rzekła - gdzieś to się tak podrapał? - Chodziłem 259 1, 11 | od razu starym urodziła?~To mówiąc wstała Jaruha.~- 260 1, 11 | ludzka strzała... jakiego na to ziela trzeba... i oko... 261 2, 12 | domowym palił się ognisku. Był to ogień, którego z domu nikomu 262 2, 12 | milczące, bez pieśni. Były to Dziwa i Żywia; obie jeszcze 263 2, 12 | straszne rzeczy... wieleż to dziewcząt przepada w lesie!... 264 2, 12 | miłość zsyłał i wesele. Był to dzień ślubowin niebieskich 265 2, 12 | Czego oczy nie widzą, to serce czuje, a gdy serce 266 2, 12 | słuchał i nie rozumiał. To, co mówiła, tak się nie 267 2, 12 | Bylem ją na koniu miał, to moja, nie wyrwie mi się, 268 2, 12 | Zwano ją wiedźmą, Jaruhą. To ta sama była, która w lesie 269 2, 12 | popatrzała na niego.~- Cóżeś to ty spał tak długo? - zabełkotała.~- 270 2, 12 | A co się stać miało? To, co się zawsze na Kupałę 271 2, 12 | porwali, ponieśli... Albo to na Kupałę nowina! albo to 272 2, 12 | to na Kupałę nowina! albo to co złego?... Co się młodość 273 2, 12 | Dobrze tak! harda była! Ja to wiem, ja to wiem, czego 274 2, 12 | harda była! Ja to wiem, ja to wiem, czego się chciało... 275 2, 12 | podał rączkę, jak zechcesz, to ci młodą wyswatam... taka 276 2, 12 | dostały.~Jeszcze spór trwał o to, kto winien, że dziewki 277 2, 12 | szeptał patrząc na konia. Był to koń Domana; po sierści jego 278 2, 12 | Dziewczyna siedziała zamyślona, to ręką wodząc po czole, to 279 2, 12 | to ręką wodząc po czole, to coś szepcząc sama do siebie 280 2, 12 | co kochało...~Uroczyste to było pożegnanie, do którego 281 2, 13 | ścięły się i zazgrzytały. To znów uśmiechał się niby. 282 2, 13 | Spuścił głowę Duży, jakby go to wyznanie zbyt wiele kosztowało. 283 2, 13 | ręku, myślała długo.~- Kto to może wiedzieć - rzekła - 284 2, 13 | wiedzieć - rzekła - albo to ja tam była, gdy mu krew 285 2, 13 | ano, jeszcze żyję...~- A to ja wam krew zamówiłam, proszę 286 2, 13 | do roboty macie. Nie ja, to bracia pójdą i ludzie. Bylem 287 2, 13 | czele gromady, aby mu się to nie stało, co Wiszowi... 288 2, 13 | będę miał. Nie utai się to... własna czeladź mnie zdradzi... 289 2, 13 | się czoło choremu. - Cóż to się dzieje? - mruknął.~- 290 2, 13 | zbierają, radzą... a wszystko to tylko, aby jednego ze swoich 291 2, 13 | a o skarby na zamku. My to wiemy. Ano, omylą się, bo 292 2, 13 | pójdą wszystkie z nami, bo to ich sprawa, pojednają się... 293 2, 13 | dawno przewidział, ku czemu to idzie, i czuł, że Bumir 294 2, 13 | musiałby czekać do rana. Na to nie było sposobu. Pilno 295 2, 13 | w pokoju. Powiedzcie mu to koniecznie, ja przed nocą 296 2, 13 | wrota były zaparte. Pomimo to Znosek się dostał do zagrody. 297 2, 13 | dostał do zagrody. Jak? - to było jego tajemnicą. Wśliznąwszy 298 2, 13 | niej i wyrwawszy z niej to, co zębami chwycił, upadł 299 2, 13 | przydały . Nie obwiniano jej o to, że się przybłędzie ulitowała 300 2, 14 | iskry dobywały się z niego to wolniej, to żywiej i szły 301 2, 14 | się z niego to wolniej, to żywiej i szły ku górze, 302 2, 14 | aż pod strop i dach. Była to czarna, okopcona postać 303 2, 14 | ale zabitym... nie! nie! to być nie powinno i nie będzie - 304 2, 14 | teraz nie wiedziała, jak się to stało, aniby umiała wytłumaczyć, 305 2, 14 | umiała wytłumaczyć, skąd na to wzięła odwagę i siłę, zmilczała 306 2, 14 | starsze okazywały. Wszystko to przetrwała milcząca, spokojna, 307 2, 14 | tu nie pragnęła, przyszło to samo, gdy uczuły wszystkie 308 2, 14 | niej i rzekł cicho:~- Kneź to jest miłościwy... chce, 309 2, 14 | uczynić ci nic złego...~To mówiąc stara dobywała suche 310 2, 14 | karły i olbrzymy, wszystko to razem wirowało jakby przed 311 2, 14 | twarzą.~Dziwa wpatrzyła się w to oblicze dzikie, wykrzywione, 312 2, 14 | nauczy się wróżyć inaczej!~Na to nie było odpowiedzi, zasłona 313 2, 14 | ich więcej targając się na to, co nie jedne Polany szanują... 314 2, 14 | prędko, bijąc się w pośpiechu to o jedną, to o drugą ścianę 315 2, 14 | w pośpiechu to o jedną, to o drugą ścianę częstokołu. 316 2, 14 | wykrzykiwać począł, rozległo się to daleko. Posłyszeli ludzie, 317 2, 14 | zemstą kipiała.~- Wszystkie to plemię w pień niech wytną - 318 2, 14 | knezia leciało kruków stado, to wzbijając się do góry, to 319 2, 14 | to wzbijając się do góry, to opadając na dół, jakby kołpaki 320 2, 15 | dumała, powołując do siebie to sługi, to podskarbiego, 321 2, 15 | powołując do siebie to sługi, to podskarbiego, to służące. 322 2, 15 | sługi, to podskarbiego, to służące. Niekiedy z siedzenia 323 2, 15 | niespokojna, szła do okna, to do drzwi, a słała pytać, 324 2, 15 | blada pani.~- Wiedziałam ja to dawno, mówiłam dawno - rzekła - 325 2, 15 | ile może, ale zbrojnych; to tłuszcza dzika, bezbronna, 326 2, 15 | wrzasku wiele. Ano plemię to zuchwałe raz przetrzebić 327 2, 15 | i rogów mu przytrzeć. Na to się Sasi zdadzą. Jutro w 328 2, 15 | wzrokiem z obu stron wszystko to niemal powiedziano, co na 329 2, 15 | damy! Mówimy ci - porzućcie to lepiej, a idźcie z nami 330 2, 15 | się śmiać ze złości. Było to jego zwyczajem. Białe zęby 331 2, 15 | wy? - krzyknął. - Wyście to mnie tu posadzili, gdzie 332 2, 15 | obrócić się nie damy. Wam to smakuje, co się u nich dzieje, 333 2, 15 | co się u nich dzieje, bo to naród łupieski, a kędy wojna, 334 2, 15 | się, gdy nas napadają - to mus, a nikogo nie napastujemy, 335 2, 15 | przechadzał, czasem o słup oparł, to znów chodził. - Co więcej? - 336 2, 15 | z nimi się wąchasz. My to wiemy, my wiemy!~I rękę 337 2, 15 | gorączce nikt nie zważał na to, aż Myszko, obejrzawszy 338 2, 15 | zastęp, odezwał się:~- Cóż to ma znaczyć? Czy i nas myślisz 339 2, 15 | Wiązać ich! Dyby i pęta - to moja odpowiedź.~Lecz nim 340 2, 15 | za bary. Jęli się mocować to w jedną, to w drugą zataczając 341 2, 15 | się mocować to w jedną, to w drugą zataczając stronę. 342 2, 15 | nim gniotąc go. Działo się to przeciw drzwi samych, które 343 2, 15 | Zabraliście się z nami do wojny, to ją będziecie mieli!~Wtem 344 2, 15 | swych wnet wieszać chciał za to, że go nie bronili w czas 345 2, 15 | słuchać było. Inaczej by się to skończyło. Poprosić ich 346 2, 15 | jestem, ale prędzej bym to plemię zdradliwe pożyła. 347 2, 15 | Chwostek słuchał.~- Mów, jak to uczynić; ty masz rozum niemiecki. 348 2, 15 | zamruczał. - Mów, jak to czynić.~Blada twarz kneźny 349 2, 15 | nim Brunhilda.~- Zostaw to mnie - odezwała się. - Miłoszowi 350 2, 15 | trzeba oddać i wmówić weń to, że oczy mu wzięto bez naszego 351 2, 15 | podejść i gładko wziąć, zostaw to mnie.~Pogładziła go pod 352 2, 15 | nie masz się co trwożyć.~To mówiąc, zostawiwszy Chwostka 353 2, 15 | się była zwykła, bo jej to pochlebiało.~Mucha z Niemcem 354 2, 15 | oczy tobie.~A z czyjegoż to uczyniono rozkazu? - zaśmiał 355 2, 15 | i wy siedzieć będziecie.~To mówiąc zbliżała się ku niemu 356 2, 15 | wygłodzonego. Kneźna rachowała na to, że go swym głosem i słowem 357 2, 15 | słuchał i milczał, a milczenie to niepokoiło ją, bo dozwalało 358 2, 15 | starała się wmówić w niego, że to nieszczęście stało się bez 359 2, 15 | milczał jeszcze.~- Powiesz mu to? - spytała~- Odniosę mu 360 2, 16 | je pospędzać i bić, ale to ich nie potrafiło zmusić 361 2, 16 | kruki z wieży. Stado ich to zlatywało z murów, okrążało 362 2, 16 | murów, okrążało grodzisko, to znów obsiadało wieżycę.~ 363 2, 16 | przyprowadzono do dworu. Był to pastuch od kneziowskiego 364 2, 16 | głowę rozbił pięścią - jak to się niejeden raz zdarzało - 365 2, 16 | Pobiegła straż otworzyć - oni to jechali w istocie, a z nimi 366 2, 16 | zakrzyczał - spójrzcie na to dziecko moje! Zabił jedno, 367 2, 16 | przez żonę, począł zaraz, co to się po ziemi działo, jako 368 2, 16 | targał.~- Co się stało, to moja sprawa - zawołał wyczekawszy - 369 2, 16 | Mściwój stawiąc kubek - dość to już tego picia, mnie już 370 2, 16 | Zdrada! - zawołał. - To nie miód, to jad! To trucizna. 371 2, 16 | zawołał. - To nie miód, to jad! To trucizna. Tak miód 372 2, 16 | To nie miód, to jad! To trucizna. Tak miód nie pali - 373 2, 16 | tak w piersiach nie burzy, to jad! To jad!~Młodsi chwycili 374 2, 16 | piersiach nie burzy, to jad! To jad!~Młodsi chwycili się 375 2, 16 | siedząc na ławie patrzali na to widowisko - milczący. Chwost 376 2, 16 | powtórzył mu jeszcze:~- Wywlec to ścierwo precz! a żywo! Co 377 2, 17 | Miłosz ręce załamując. - Na to wam przyszło, byście od 378 2, 17 | oręż przepasywał i chodził, to Leszka ściskając, kładąc 379 2, 17 | kładąc mu ręce na ramiona, to wydając rozkazy.~Krótkiego 380 2, 17 | jezdnych spotkali. Byli to kmiecie zbrojni. Postrzegłszy 381 2, 17 | innego rodu, a z zemstą idę!~To mówiąc koniem wyminął zastępującego 382 2, 17 | Niemców, spalą i spustoszą, to cała wasza będzie wygrana... 383 2, 17 | milczał, oczyma rzucając to na Miłosza siedzącego z 384 2, 17 | siedzącego z głową spuszczoną, to na Bumira, to na Myszków.~ 385 2, 17 | spuszczoną, to na Bumira, to na Myszków.~Starszy z krwawą 386 2, 17 | a co starszyzna uradzi, to przewiedzie.~Pozostali więc 387 2, 17 | Niektórym się zdało, że za sobą to mówił, i poczęli wołać: - 388 2, 17 | tysiączników, setników stanówcie, to pierwsza rzecz!~Znowu było 389 2, 17 | bezpiecznym miejscu. Były to stare wyobrażenia bogów 390 2, 17 | potrząsnął.~- Będzie na to czas - rzekł krótko i stanowczo - 391 2, 17 | ich teraz nie podnoszę.~To mówiąc i popatrzywszy z 392 2, 17 | i dwu swych braci.~- Ich to krew - rzekł wskazując na 393 2, 17 | lesie... Jeżeli się nam to nie powiedzie, czas będzie 394 2, 17 | złożyła z radości. - Możeż to być? - spytała.~- Tak jest, 395 2, 18 | Wyrządzić im krzywdę było to narazić się na zemstę i 396 2, 18 | znowu na kłodzie.~- Cóż to robicie tu, Jaruho? - spytał 397 2, 18 | spytał smerda.~- Alboś to ślepy, przemierzły włóczęgo? - 398 2, 18 | smerda stał strwożony.~- Cóż to za ziele zbierasz? - zapytał 399 2, 18 | ziela? - poczęła baba - to nie wasza sprawa... lubczyk 400 2, 18 | ziele niosę... Jeśli chce, to mu jemioły dam na szczęście... 401 2, 18 | do stojącego Chwostka~- To Jaruha, miłościwy panie - 402 2, 18 | trząść tak zaczęły, jakby to rozkazanie usłyszała.~Smerda 403 2, 18 | dajcie u siebie spocząć.~To mówiąc bacznie się rozglądał 404 2, 18 | prosicie, chodźcie. Wiecie to, że u nas się jej i wrogowi 405 2, 18 | nie badał więcej.~Należało to do praw gościnności, aby 406 2, 18 | człowieka więcej nie dobywać nad to, co on sam chciał dobrowolnie 407 2, 18 | Koszyczków spokojnie.~- My to stąd dalej trochę siedzimy - 408 2, 18 | miłości dla was uczyniłem to, bo nie miłuję was, ale 409 2, 18 | zawołają, pójdę i ja...~Mówiąc to ustąpił mu z drogi, a Chwostek 410 2, 19 | nadchodził. Przyjezdni, jak to z sukni ich poznać było 411 2, 19 | złego stać nie może.~Było to tym dziwniejszym, że w okolicy 412 2, 19 | obyczaju stoję. Dzikimi nas za to zowią, a my dzikimi zowiemy 413 2, 19 | panować wielki...~- Cóż to się dzieje? - spytał gość.~- 414 2, 19 | nie chcemy.~Gość się na to uśmiechnął.~- Czy wiarę 415 2, 19 | mój, ale co dobrym mają, to od nich wziąć się godzi.~- 416 2, 19 | oręż, co zabija - zbójeckie to dobro, jeśli świecidła, 417 2, 19 | płochymi czynią - trucizna to. Mamy ziemię swą, co nas 418 2, 19 | spytał Piastun - święte to rzeczy są, ale jakżeby przez 419 2, 19 | harmonia wszystkich sił, to prawo niezbłagane kolei, 420 2, 19 | zwarty nie pragnął nic nad to, aby się mógł w swych kręgach 421 2, 19 | Piastun zapytał ich, jakie to były słowa, które wymawiali, 422 2, 19 | składając ręce - a jakże to być może? Wrogów? a więc 423 2, 19 | dopiero zapytał młodszy o to, co się w kraju działo. 424 2, 19 | szerzej i panowali...~- Prawdą to jest - dodał starszy z gości - 425 2, 19 | Zapytał Piastun, którzy by to byli kneziowie ci rozumni, 426 2, 19 | Morawie i w Czechach się to działo i że Polanie także 427 2, 19 | tak mówić począł:~- Wiara to jest jedna, co cały obejmuje 428 2, 19 | obejmuje świat, a gdy się to stanie, bo idzie z potęgą 429 2, 19 | zawołał Piastun - dziw to wielki!~Uśmiechnęli się 430 2, 19 | męczono? - zapytał.~- Uczynił to dobrowolnie dlatego, aby 431 2, 19 | Największym zaś cudem było to, że owi rybacy, cieśle, 432 2, 19 | podróżni zapytać, co by to znaczyło, gdy na drugim 433 2, 19 | zapytali goście - czy to pożary, wzniecone przez 434 2, 19 | przez nieprzyjaciela?~- Nie. To wici ogniste - rzekł Piastun - 435 2, 19 | ogniste - rzekł Piastun - to zapowiedź wojny... W tej 436 2, 19 | zatrzymali jutro... Dzień to jedynego dziecka mojego, 437 2, 19 | wiódł Krwawa Szyja.~- Dobra to wróżba dla was, gospodarzu 438 2, 19 | niemiecką niewolą. Znak to, że dziecko doczeka powrotu 439 2, 19 | oddawano ich naówczas, jak się to dzieje u wielu jeszcze plemion 440 2, 19 | mam dać, dozwólcie, abym to uczynił, jak u nas we zwyczaju, 441 2, 19 | widzieć spokojną i szczęśliwą.~To mówiąc w wodę umoczył palce 442 2, 19 | nią położył. Usłyszawszy to piękne imię, wszyscy uradowali 443 2, 19 | swe dziedzictwo... Wojna to nie miesiąca jednego, ale 444 2, 19 | wszyscy, słuchali.~Pieśń to była tak stara, że ją już 445 2, 19 | nasze podanie mówi, iż się to powraca z nawiązką, byle 446 2, 20 | ofiarne, i wiedzieli, jak to czynić, albowiem pradziada 447 2, 20 | piecu u niego, nie w jednym, to w drugim, paliło się zawsze, 448 2, 20 | zabawy dzieci. Wszystko to, począwszy od czarnych do 449 2, 20 | na niektórych z nich, jak to zwyczaj na Pomorzu, urabiał 450 2, 20 | zamkniętymi oczyma mógł to zrobić, tak mu palce szły 451 2, 20 | wziąć nie chciał, choćby mu to było łatwo przyszło, bo 452 2, 20 | powiedział - a rzekł wreszcie co, to tak krótkim słowem, a tak 453 2, 20 | nie było potrzeba, tylko to słowo rozpleść i rozgnieść, 454 2, 20 | on wcale nie zważał na to.~Tego dnia - a było to wprzódy, 455 2, 20 | na to.~Tego dnia - a było to wprzódy, niżeli się miry 456 2, 20 | pod wierzbą starą.~Drzewo to nie wiadomo dlaczego z dawna 457 2, 20 | dawały. Mirsz przecie na to nie zważał i siadał w niej 458 2, 20 | już szedł do łodzi.~- Tak to idziecie do chramu bez obiaty? - 459 2, 20 | ręką odtrącił.~- Postawcie to ode mnie - rzekł i głową 460 2, 20 | ciebie i pokazać, że żyję. Po to tu przyszedłem tylko.~- 461 2, 20 | Dziwo - rzekł - życie to takie jak śmierć, a bogi 462 2, 20 | zarumieniło się mocno.~- Nie może to być - szepnęła cicho - nie 463 2, 20 | jakby bez myśli:~- Nie może to być! Nie może!~Gdy tak rozmawiali 464 2, 20 | do tego człowieka, może to, że go zabiła. Sama nie 465 2, 20 | zemsty i krwi. Miałem prawo to, pomsty na braciach, na 466 2, 20 | zawołał - wiedziałem ja to dobrze. Śmiejąc się Doman 467 2, 20 | wszystkie one jednakowe, kwitnie to, póki młode, a na starość 468 2, 20 | czy żupanem nie był, na to chata, aby gościom się otwierała. 469 2, 20 | zawoła, a w istocie coraz to na młodego żupana z ukosa.~- 470 2, 20 | śledziła go oczyma. Ojciec to widział, zżymnął się, zmilczał. 471 2, 20 | ręku, krzno na ramionach, to ja, pani żupanowa! Kłaniajcie 472 2, 20 | na niego, jak popatrzę, to mnie musi wziąć. Hej, dziewanno, 473 2, 20 | Znam wszystko, a nawet i to, że ci się hożego, jak ty, 474 2, 20 | do północy, a ludzie, jak to zwykle bywa w burzę, kamiennym 475 2, 20 | Wizunie stary, będzieli to lek czy trucizna? Inną biorę, 476 2, 20 | muszę. Jak z wojny powrócę, to ci przyślę swaty. Ojcum 477 2, 20 | załamanymi i płakała coraz to fartuszkiem ocierając łzy. 478 2, 21 | zostaną... - mówiła.~Na to nadszedł Chwostek.~- Czemu 479 2, 21 | odezwała się Brunhilda - to zapowiedź wojny. Jutro może 480 2, 21 | serca dodają.~- Hej! hej! to czerń, nie wojaki, licha 481 2, 21 | licha drużyna, od sochy to i od radła.. motłoch...~ 482 2, 21 | szereg cały napastników, to na grodzie okrzyk zwycięski.~ 483 2, 21 | chcieli - rzekł Myszko. - Cóż to? Stara wilcza swoboda wam 484 2, 21 | Myszkowie się śmieli.~- Alboż to oszczepów nie mamy? - rzekł 485 2, 21 | do nas iść niedaleko...~- To z tymi my na oszczepyśmy 486 2, 21 | co potruł i pozabijał... To mówiąc szyję odsłonił i 487 2, 21 | ludzi potłukli?~- Albo to jego krew? - zapytał Myszko 488 2, 21 | który był do słowa prędki - to jego mienie, nie posoka... 489 2, 21 | się.~- A jutro powiecie to nam! wszystkim Leszkom po 490 2, 21 | pod klątwą, pod świętą.~To mówiąc ziemi garść pochwycił 491 2, 21 | drugiemu w duszy wyrzucało to nieszczęście... Pepełek 492 2, 21 | Szeptali długo, Chwostek to chodził, to padał w kąt 493 2, 21 | długo, Chwostek to chodził, to padał w kąt na skórę, to 494 2, 21 | to padał w kąt na skórę, to do okna szedł i patrzał 495 2, 21 | słomie, nie gniewali się za to, leżeli przynajmniej.~Wybranym 496 2, 21 | miskach przyniosły. Była to kasza jakaś, ledwie ciepłą 497 2, 21 | i wrócił na górę.~Ludzie to byli niepotrzebni, których 498 2, 21 | sobie rzucono obelżywymi, to znowu milczano długo.~Trzeciego 499 2, 21 | pająk olbrzymi. Nie mogło to być nic innego jak duch.~ 500 2, 21 | grobowa śmierci. Niektórym to oczekiwanie dojadło, końca