Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Alphabetical    [«  »]
hulanek 1
hule 1
i 4603
ich 425
ida 18
idac 11
idaca 2
Frequency    [«  »]
454 ja
445 o
427 u
425 ich
383 ale
379 od
360 nim
Józef Ignacy Kraszewski
Stara Basn

IntraText - Concordances

ich

    Tom,  Rozdzial
1 1, 1 | zamruczał starszy - oni ich nie zatruwają. Obawiałem 2 1, 1 | zatruwają. Obawiałem się, aby ich tam więcej nie było. Znać 3 1, 1 | oni nas tam zowią, choć my ich język rozumiemy... Słuchaj, 4 1, 1 | wilgotniejsze otaczało ich powietrze - cień zalegał 5 1, 1 | na świecie niewiast się o ich wolę pytają? Gdzie się inaczej 6 1, 2 | starym bez zamka żadnego, bo ich nigdy nie zawierano. Z sieni 7 1, 2 | nazad składając. W oczach ich łatwo czytać było, że się 8 1, 2 | poszeptał mu na ucho... wyszło ich zaraz dwu z izby. Wisz na 9 1, 2 | lśniącym, a gdy Niemiec palcami ich próbować zaczął, nic mu 10 1, 2 | Rozmawiali powoli, słuchano ich pilnie.~- A jeśli wam tak 11 1, 2 | młoty po mogiłach i już ich prawie nie widać. Nie zdał 12 1, 2 | i powiązane mocno. Ujął ich kilka w rękę pokazując Niemcowi.~- 13 1, 3 | chcę: ni jego, ani całego ich Leszków plemienia.~- Wyście 14 1, 3 | górze zielona łąka wiodła ich ku lasom. Stary wśród zasieków 15 1, 3 | na starego gospodarza, że ich spokój zakłócił. Mignęły 16 1, 3 | zrywając się przed nimi, aby ich łajać, przeprowadzając dalej. 17 1, 3 | podnosił głowę ku barciom, bo ich tu pełno było na drzewach, 18 1, 3 | Smerda pański! Bodaj ich razem obu pioruny ze skóry 19 1, 3 | mruknął Wisz. - Pięciu ich, nie tak to straszna rzecz, 20 1, 3 | moi chłopcy powiązaliby ich na skinienie, ale u stołba 21 1, 3 | ale u stołba znajdzie się ich dziesięć razy tyle, gdyby 22 1, 3 | dworu. Tu Jaga pokłonami ich witając zapraszała. Wisz 23 1, 3 | liczka.~- I dlatego wam ich nie pokażą - wtrącił gospodarz. - 24 1, 3 | A Jaga dodała:~- Nie ma ich od rana. Poszły w las wszystkie 25 1, 3 | szkodaż to, szkoda, żeśmy ich po drodze nie spotkali. 26 1, 3 | szepnął mu do ucha:~- Ja się ich nie boję, nic mi nie zrobią - 27 1, 3 | cofnęli się w głąb - opuściła ich wesołość. A tuż i smerda 28 1, 3 | poszli do spoczynku. Wisz ich zaprowadził do obszernej 29 1, 3 | Leszka nas spętają, albo my ich wyżeniem i wydusim.~Ano - 30 1, 4 | jechali w milczeniu. Konie ich same prawie torowały sobie 31 1, 4 | duchy mu usta zamknęły, aby ich tajemnic nie zdradził.~Dalej 32 1, 4 | wrót staniecie, pozdrówcie ich tam od tego, co dziś ich 33 1, 4 | ich tam od tego, co dziś ich pożegnał.~- Wy z Wiszowej 34 1, 4 | znad Łaby i Dniepru? Wy ich nie znacie. O białych i 35 1, 4 | gwiazdy patrzały, puszcza ich widziała ciemna; księżyc, 36 1, 5 | słuchać nauczę... Znam ja ich, stara, wilcza swoboda wije 37 1, 5 | kmieciami nieustanne spory, ale ich po trosze kneź wytrzebi, 38 1, 5 | się jakieś smażyły, a woń ich ostra izbę napełniała.~- 39 1, 5 | dawna się burzą, ale już ich wielu nie stało. Ubywa co 40 1, 5 | dzień... Nie boim się ani ich, ani nikogo, grad mocny, 41 1, 5 | a mój pan miłościwy umie ich pożyć. Mów mi o dzieciach... 42 1, 5 | o dzieciach... Widziałeś ich obu?~- Na me własne oczy - 43 1, 5 | spokój wkrótce, naówczas ich zawołamy... A! ja ich nie 44 1, 5 | naówczas ich zawołamy... A! ja ich nie widziałam tak dawno - 45 1, 5 | dawno - dodała - odebrano mi ich dla wojennego rzemiosła, 46 1, 5 | lat! Tyle lat... Widziałeś ich obu? - powtórzyła.~- Niejeden 47 1, 5 | wyjdzie cały... Po trochu ich wytrzebi, reszta cicho siedzieć 48 1, 5 | krakaniem kruków. Czarna ich gromada podlatywała nad 49 1, 6 | żupany, starszyzna. Kneź ich poi, to im się po miodzie 50 1, 6 | podwórza z trupów, odzierali ich prędko z sukni, obrywali 51 1, 6 | kmiecie bujali... trzeba ich okiełznać było... Powiedz, 52 1, 6 | było... Powiedz, że się ich nie boję, że się bez pomocy 53 1, 6 | wydusił już dosyć i do reszty ich wymorduję...~Jakby coś sobie 54 1, 6 | dwornia śmiejąc się pokazywała ich palcami.~- Tak im wszystkim 55 1, 6 | mnie, że dziękuję... Pomocy ich ja potrzebować nie będę, 56 1, 6 | im zatkać niełatwo... Ja ich znam... Wracaj rychło, oddaj 57 1, 6 | z głowy.~Trupy - byli to ich ojcowie i mężowie... Bracia 58 1, 6 | się do niego odezwać, ale ich uprzedził:~- Za co mnie 59 1, 6 | Co ja wam winien?... Jam ich ręką nie tknął, jam żadnego 60 1, 6 | głowy całe... Jam nie winien ich śmierci...~Jeszcze mówił 61 1, 6 | a wkrótce później cała ich gromada, krzycząc, nazad 62 1, 6 | Obejrzał się naprzód, czy ich kto z czeladzi nie podsłuchuje.~- 63 1, 6 | piorunami i ulewą z noclegu ich spędziła. Hengo też śpieszył 64 1, 6 | kmiecie pijani, jak nagie ich trupy do jeziora rzucano, 65 1, 7 | wymruczeli przez zęby. Spojrzenia ich rzucane na Wisza kose były, 66 1, 7 | rozrodziły i poswatały, a jest ich siła, że my nie sami... 67 1, 7 | myśliwiec był wielki. Obsiadło ich dokoła. Młodzież też, czeladź, 68 1, 7 | porostów, którymi puszcza ich okryła.~W dali już dym widać 69 1, 7 | kilkakroć wywoływać straże, nim ich nareszcie wpuszczono. Wrota 70 1, 7 | podróżnych zawarczeć i obwąchać ich dokoła. Nierychło zjawił 71 1, 7 | Mrucząc jednak powiódł ich za sobą. Wieczorny zmierzch 72 1, 7 | co widzieć dozwalały.~Gdy ich do świetlicy wpuszczono, 73 1, 7 | stali długo wprzód, nim oczy ich oswoiły się z mrokiem i 74 1, 7 | było. Staruszek zaprosił ich do izby osobnej, gdzie dla 75 1, 8 | zabrakło. Było już w obyczaju ich, aby się zbytnio o dostatki 76 1, 8 | troszczyć. Nie rosły też one w ich rękach. Znano ubogą, 77 1, 8 | starych w podwórzu, i słuchano ich a uczono od nich przeszłości. 78 1, 8 | nie przyszedł i nie siadł ich słuchać, a miał ten zwyczaj, 79 1, 8 | naówczas średnich, liczył ich sobie poza czterdzieści, 80 1, 8 | je przed gośćmi, ale ci ich nie tknęli. Wisz tedy pierwszy 81 1, 8 | poruszył.~- Nie chcemy się ich zbywać - odrzekł - ale tego 82 1, 8 | z nimi skryć? Jak głowy ich osłonić?... Chwostek na 83 1, 8 | objeżdża kmieci i na wiec ich zwołuje.~- Kto doniósł?~- 84 1, 8 | jesteście potrzebne. W las ich prowadź, Dziwa. Wrócicie, 85 1, 8 | ludzi rozstawił tak, aby ich widać nie było ani przygotowań 86 1, 9 | bronionej zagrodzie, ścigając ich tylko łajaniem i krzykami.~ 87 1, 9 | włosy rwą z głowy, słyszysz ich jęki... otwórz powieki. 88 1, 9 | synowie powstrzymując, ale ich odtrąciła z lekka; przystąpiły 89 1, 9 | siedzące zwłoki i u nóg ich leżąca niewiasta, to koń, 90 1, 9 | zczerniałe zwłoki i u stóp ich wyciągniętego trupa, na 91 1, 9 | poszedł z nimi przeprowadzając ich ku zagrodzie.~Na pół drogi 92 1, 9 | służyć i duchom, a czy przeto ich słuchać?~- Ja przykazać 93 1, 10 | Wisza za to, że pierwszy ich na wiec powołał. Śmierć 94 1, 10 | smutnymi. Ze trzech liczba ich rosła do dziesięciu, do 95 1, 10 | dziś, byle skinęli, bronić ich będą. Ziemię nam zniszczą 96 1, 10 | synowie będą lepsi.~- Na to ich właśnie Niemcy zaprawiają 97 1, 10 | zwolenników Chwostka, aby ich na sztych nie wydali... 98 1, 10 | a wówczas z Myszków i ich druhów nie zostałoby jednej 99 1, 10 | uczynią... O Łado...~Wybrali ich, wybrali dwunastu... Cieszyli 100 1, 10 | nie chcieli... dwunastu ich wybrali i mieli... Dwunastu... 101 1, 10 | nami. I spędzili dwunastu z ich grodów. Znowu kmieci zrobili 102 2, 12 | smolne łuczywa dymiły w ich rękach, a ogień się jeszcze 103 2, 12 | ogniska i przykłaskiwano ich skokom, kiedy niekiedy krzyk 104 2, 12 | wypełznął z krzaków, wyminął ich i niespokojny, rzuciwszy 105 2, 12 | działo, oni mu też - jak ich już powracających, z lasu 106 2, 13 | wychylających się na pole.~Było ich czterech. Jeden przodem 107 2, 13 | wszystkie z nami, bo to ich sprawa, pojednają się... 108 2, 14 | ludzi stały tu od wieków, że ich niegdyś była tu moc wielka, 109 2, 14 | Teraz tu tylko pozostało ich kilka, sczerniałych, osiadłych 110 2, 14 | Widać było po sukniach, ich barwie i kroju, że ludzie 111 2, 14 | świetle ognia mogła dojrzeć ich twarze. Zwiędłe były, smutne 112 2, 14 | więcej jeszcze, białe ich oczy nie widzą i nie patrzą... 113 2, 14 | i zażalonych, nie róbcie ich więcej targając się na to, 114 2, 15 | się spać nie śmieli, nużby ich nie zastał na nogach i pogotowiu, 115 2, 15 | tylko Sasi im radę dadzą. Ty ich sam nie zmożesz ze swymi 116 2, 15 | zmożesz ze swymi smerdami, ich tu siła. Zdrajcy wszyscy 117 2, 15 | dworze mowy ludzi, nałamał do ich obyczaju, a choć w nim natura 118 2, 15 | dzika, bezbronna, rozpędzi ich garść Sasów.~Hadon podparł 119 2, 15 | odsieczą w czas. Ja się ich na grodzie nie boję. Znam 120 2, 15 | odgrażają się i krzyczą. Gdy się ich siła zbierze, gotowi by 121 2, 15 | brwi namarszczył.~- Puścić ich tu - zawołał na smerdę - 122 2, 15 | u pasa. Chwost zmierzył ich i policzył oczyma, którzy 123 2, 15 | miał ząb, nie znalazł, bo ich gromada na zamek puścić 124 2, 15 | puścić nie chciała, a kneź ich najmilej by był powitał, 125 2, 15 | gniewny odpowiadał wręcz, że ich precz odepchnie.~Tak czasem 126 2, 15 | odparł Myszko - a czuć ich trzeba będzie. Jeszcze my 127 2, 15 | jakby nie słuchał, oczyma ich liczył. - Co więcej? - zapytał.~- 128 2, 15 | się pozarzynali, i trupy ich jak psów do jeziora kazał 129 2, 15 | krzyknął do smerdy:~- Wiązać ich! Dyby i pęta - to moja odpowiedź.~ 130 2, 15 | posunęła się w obronie ich, wołając i krzycząc żałośliwie. 131 2, 15 | potrafiła kmieciów odciąć od ich koni i czeladzi, tak że 132 2, 15 | się znaleźli i dosiedli ich, Myszko skrwawiony pięść 133 2, 15 | wielkim.~Chwostek szalał, że ich puszczono, że się im wybić 134 2, 15 | dali z grodu. Smerdowie ich tuż na placu smagać poczęli 135 2, 15 | przypadając do niektórych własną ich siekł ręką.~Nierychło się 136 2, 15 | się to skończyło. Poprosić ich było uprzejmie do izby, 137 2, 15 | u wrót stanęła; zająłbyś ich jak ryby w matnię. I lepiej 138 2, 15 | jeszcze, lepiej jeszcze wodzić ich było obietnicami, udać powolność, 139 2, 15 | rozumnych ludzi, na zamek ich prosić. Nasza sprawa, ich 140 2, 15 | ich prosić. Nasza sprawa, ich wszystkich sprawa. Nie stanie 141 2, 15 | Zagniewają się pewnie; ukołysz ich pięknymi słowy, niech ino 142 2, 16 | policzyć z siłami. Było ich na grodzisku dosyć, przy 143 2, 16 | pospędzać i bić, ale to ich nie potrafiło zmusić do 144 2, 16 | odpowiadały kruki z wieży. Stado ich to zlatywało z murów, okrążało 145 2, 16 | już w łożnicy, nie śmiano ich budzić i czekać z nim musiano 146 2, 16 | tego dnia do nocy wyglądano ich na próżno.~Ślepy Leszek 147 2, 16 | żal, rozpacz na nowo serca ich chwyciła. Oboje rodzice 148 2, 16 | nieszczęście stało się bez ich woli, że nie kazał nikt, 149 2, 16 | istocie, a z nimi synowie ich i rodzina, głów kilkanaście.~ 150 2, 16 | Mucha powrócił i przybycie ich obiecywał donosząc, że po 151 2, 16 | Chwostek sam wyszedł na ich spotkanie i u mostu kołpaka 152 2, 16 | Ze czcią wielką wiedziono ich milczących - bo się znać 153 2, 16 | prosto do świetlicy, gdzie ich na okrytych ławach posadzono, 154 2, 16 | zabijali po lasach, stada ich zagarniali, niewiastom gwałty 155 2, 16 | palcem na ciała.~- Czeladź ich powiązać - z trupami precz! 156 2, 16 | nich nie potrzeba, zakopać ich w ziemię.~Smerda stał niemy, 157 2, 16 | głęboki dół wybrać, aby ich psy nie wywlekły, bo się 158 2, 16 | starców i ledwie rozkwitłe ich dzieci ludzie kneziowscy 159 2, 16 | wywlekać zaczęli. Czaszki ich biły o podłogę, o słupy, 160 2, 16 | pomagać. Tymczasem czeladź ich chwytano, wiązano i do szopy 161 2, 16 | myśleć było. Zagrzebano ich w dole jak zdechłe zwierzęta, 162 2, 17 | zawczasu postrzegłszy, co ich czeka, rzucił się na ziemię, 163 2, 17 | jednego na świecie. Chwost ich z żoną potruł przy biesiadzie, 164 2, 17 | na ziemi ległszy, wieźć ich nie chciał. Próżno go Żuła 165 2, 17 | stał Bumir; nie wszystkich ich pewni byli Myszkowie i znać 166 2, 17 | drzewcach osadzone. Wyniesienie ich z miejsca tego oznaczało 167 2, 17 | przyjdę... i wiem, dlaczego ich teraz nie podnoszę.~To mówiąc 168 2, 17 | sobą i dwu swych braci.~- Ich to krew - rzekł wskazując 169 2, 17 | cicho - i będzie cicho. Znam ich, że krzykuny , a do roboty 170 2, 18 | na kłodzie.~Obawiał się ich kneź, ale i smerda się ich 171 2, 18 | ich kneź, ale i smerda się ich lękał. Wyrządzić im krzywdę 172 2, 18 | w jakimś strachu, który ich ogarniał mimowolnie.~Cisza 173 2, 18 | Chwostek zadrżał.~- Ilu tam ich? - zawołał popędliwie - 174 2, 18 | odezwała się baba - a kopa ich może być... Ostatnie słowa 175 2, 18 | Głubie i wpadlibyście w ich ręce. Siedzą tam już trzy 176 2, 18 | Siedzą tam już trzy dni, jest ich dużo. zbrojni, a milczą 177 2, 18 | zbrojni, a milczą tak, że ich o trzy kroki nie słychać...~- 178 2, 18 | na staje od obozu chodzi ich kilku...~Rozmowa ta jeszcze 179 2, 18 | gałęzie. Zmiarkowali łatwo, że ich opasywano. Chwostowi twarz 180 2, 18 | kołpaku Chwostka utkwiło ich kilka. Smerda miał rękę 181 2, 18 | na prawo i lewo, gęsto ich głowy przezierały z gęstwiny.~ 182 2, 18 | było się rozeznać, gdzie ich ta szalona ucieczka zagnała. 183 2, 18 | przelękły tylko, jaki los ich czeka.~Długi czas słowa 184 2, 18 | jęczenie tylko konia uszów ich dochodziło. Obawiając się, 185 2, 18 | Obawiając się, aby ono ich nie zdradziło, smerda wrócił 186 2, 18 | przyczajeni, w ciągłej obawie, czy ich ludzie rozbiegłszy się nie 187 2, 18 | jeść w milczeniu. Ośmielił ich nareszcie spokój dworu, 188 2, 18 | wyniesiono miodu. Śmiechy ich i krzyki dolatywały do uszu 189 2, 18 | Piastun odetchnął lżej, gdy ich nie stało.~ 190 2, 19 | spędzano z pastwisk, aby ich nie zajęli kmiecie, których 191 2, 19 | Przyjezdni, jak to z sukni ich poznać było łatwo, z daleka 192 2, 19 | jakby niemieckiego ubranie ich znamionowało. Oba niestarzy 193 2, 19 | węzełki przywiązane były do ich koni.~Zmęczone całodziennym 194 2, 19 | całodziennym pochodem wierzchowce ich, jak skoro stanęli, wyciągnęły 195 2, 19 | obyczaju...~Mówiąc, starzec ich ciągle ręką w podwórze zapraszał. 196 2, 19 | aby zabrać konie. Piastun ich wiódł do przedsieni i świetlicy, 197 2, 19 | chlebem rozłamać. Posadził ich na pierwszym miejscu i skinął 198 2, 19 | godzinie spodziewać się ich nie mógł.~Z wielką ciekawością 199 2, 19 | niemieckim. A gdyby przez ich kraj płynęło błogosławieństwo 200 2, 19 | mężczyznami siadać.~A gdy ich starzec do jedzenia zapraszał, 201 2, 19 | My czary odganiamy, ale ich nie czynimy. Zwyczajem jest 202 2, 19 | sobą. Piastun uprzejmie ich do jedzenia zapraszał. Widać 203 2, 19 | potem w pogaństwie, które ich otaczało. Tłumy jednak przywiązane 204 2, 19 | usiedli.~Piastun zapytał ich, jakie to były słowa, które 205 2, 19 | narodowi zawsze potrzeba; mają ich i inne narody naszej mowy, 206 2, 19 | nimi.~Wieczór piękny z izby ich potem wyzwał, poszli usiąść 207 2, 19 | znowu. Piastun zagadnął ich o wiarę nową, której ciekaw 208 2, 19 | inne pytał lub możliwości ich zaprzeczał; tak się rozmowa 209 2, 19 | słowa" odezwali, powitano ich jak braci, dając im miejsce 210 2, 19 | ziemian. Najczęściej oddawano ich naówczas, jak się to dzieje 211 2, 19 | przecie choćby głodem weźmiemy ich...~- Tak - odezwał się Ścibor - 212 2, 19 | się Ścibor - ale z rodu ich pozostał Miłosz z synem, 213 2, 19 | ale z Niemcy, którzy w ich obronie staną...~- Miłosza, 214 2, 19 | miejsce poczestne i szukano ich dokoła, nigdzie ich znaleźć 215 2, 19 | szukano ich dokoła, nigdzie ich znaleźć nie było można. 216 2, 19 | i dziadów, i pradziadów ich, kędy się od wieków chowali, 217 2, 19 | nie spodziewali, mieliśmy ich więcej, niż kiedykolwiek 218 2, 20 | zdunami byli wszyscy. Aże się ich rozrodziło wielu, a nie 219 2, 20 | robić i dla kogo, i pokrywy ich były do wyboru, a na niektórych 220 2, 20 | stary potracił dawno, a miał ich razem dwie, po których już 221 2, 20 | chacie u siebie i nikomu ich nie dawał. Mówili nawet 222 2, 20 | nas sprowadzi.~- Odpędzimy ich!~- Jak wam pola zniszczą, 223 2, 20 | zdało - bąknął Misz. - Aleć ich nie dajecie darmo?~- Czasem - 224 2, 20 | u Polan pieniądze, choć ich nie robiono. Z dawna przywozili 225 2, 20 | ze starym do chaty, gdzie ich stół biało nakryty czekał. 226 2, 20 | Nie było tu nikogo oprócz ich dwojga; chłopak pochwycił 227 2, 20 | podnosiła.~- Ojciec mówi, że ich ma sześć! - poczęła w duchu 228 2, 20 | odpędzili z grochem, tobym wam ich przysłał.~- A wiele żon 229 2, 21 | do zamku się prosili. Tu ich puścić nie chciano, wyszedł 230 2, 21 | kłody odwalać a prowadzić ich do wnętrza, zdyszany, radując 231 2, 21 | stos każę zażegnać, bo się ich nie boję.~Kneźna padła mu 232 2, 21 | zapalić! Niech znają, że ich się nie zlęknę!...~Na kamieniach 233 2, 21 | mają? - zawołał - chcesz ich teraz wyprawić, aby pochwyciła 234 2, 21 | wami...~Po jednemu wzięła ich za głowy i pocałowała.~Chwost 235 2, 21 | tu synowie tamtych, co ich potopiono w jeziorze, a 236 2, 21 | Myszkami byli... czereda ich cała. Stoją murem i patrzą 237 2, 21 | odepchnięci i cisną się na ich miejsce drudzy, po zabitych 238 2, 21 | Wzdrygnęli się idący.~- Ostatni z ich rodu! - zawołał Myszko. - 239 2, 21 | zawołał Myszko. - Zgładził ich, aby po nim nikt nie został... 240 2, 21 | w nim zgorzały, a duchy ich ze skargą do ojców pójść 241 2, 21 | po ziemi, ażby nie zgniły ich ciała. Tu stos jakby naumyślnie 242 2, 21 | Mściwoja i Zaboja, potem ich dzieci, i przyszedłszy na 243 2, 21 | leżeli dwaj ojcowie, u stóp ich przy sobie dzieci.~Rozżarzone 244 2, 21 | stołbem i z nimi? Ogniem ich nie pożyć, bo kamień mu 245 2, 21 | co na niej...~- Głodem ich jednym weźmiemy, ludzi nie 246 2, 21 | posiedzim dłużej... póki ich nie wymorzym do szczętu... 247 2, 21 | ludzi się zamknęło, tym głód ich prędzej wydusi... Gromad 248 2, 21 | z Leszkami trzymali i do ich krwi należeli. Nie poszli 249 2, 21 | strzałach - mówił Bumir - ich dziesięciu na waszych stu 250 2, 21 | waszych stu stanie.~- Ale też ich stu nie przyjdzie zza Łaby 251 2, 21 | Pewnie nie - zawołał Bumir - ich dziesięciu zwołają sobie 252 2, 21 | karków i mruczeli. Widać ich było leżących na ziemi, 253 2, 21 | straż wybierać, dzielił ich tak jakoś po swej woli i 254 2, 21 | jakoś, snem ciężkim, który ich rzucał, z którego jakby 255 2, 21 | słuchając oddechu, policzył ich i wrócił na górę.~Ludzie 256 2, 21 | nie dosięgnął, choć ciągle ich próbowano. Śpiewano pieśni 257 2, 21 | wiele, a było obyczajem ich przyjmować i karmić.~Obłąkanym 258 2, 21 | miazgę gruchocząc. Dwoje ich tylko, Mucha i smerda, leżący 259 3, 22 | Myszka wybrać - rzekł jeden z ich drużyny - Myszka z krwawą 260 3, 22 | krzyczeć zaczęto - nie chcemy ich! Mścić się będą! Precz z 261 3, 22 | jego byli na grodzie, skąd ich w czas matka przez jezioro 262 3, 22 | wtargną z nimi prędko, bo ich długo prosić nie trzeba. 263 3, 22 | połapawszy niewolnika, zwykł był ich do sochy zaprzęgać i orać 264 3, 22 | trzeba jednego, a swata się ich czterdziestu... za każdego 265 3, 22 | na pewno spodziewali, że ich jednym okrzykną głosem, 266 3, 22 | gdzie sięgało "słowo", ich obyczaje, ład, zakony, prawa 267 3, 22 | a gdy się pokłócą, ten ich jedna jak matka dzieci przy 268 3, 22 | ludźmi w gaju, aby nocą ich nie zdradziły ogniska i 269 3, 23 | podpełznąwszy widzieli ich nawet, ale sił obliczyć 270 3, 23 | postanowił ciągnąć cicho, aby ich na noclegowisku napaść śpiących.~ 271 3, 23 | gnali za sobą. Na czele ich stali kneziowie Leszek i 272 3, 23 | dysząc bezsilni... a kto by ich napadł wówczas, tylko by 273 3, 23 | niebie nie było i noc okryła ich chmurna.~Szli tak długo, 274 3, 23 | nieprzyjaciela policzyć. A było ich tyle, że rachować przestał, 275 3, 23 | braci rodzonych. Chciwość ich ciągnęła i zwierzęca dzikość.~ 276 3, 23 | miejscu bezpiecznym. Osłaniała ich puszcza, jezioro i błota 277 3, 23 | drodze. Nie opodal od obozu ich widać było skupioną gromadę 278 3, 23 | Pomorcy, którzy najbliżej ich leżeli, cale się niczego 279 3, 23 | odpoczywających rzucili, starać się ich osaczyć dokoła jak zwierza 280 3, 23 | tylko strony od pola zająć ich nie było można, bo by zawczasu 281 3, 23 | jeńców podkradła i pęta ich poprzerzynała. Oni też mieli 282 3, 23 | się nawała wielka, zagnała ich na pobojowisko i trupy, 283 3, 23 | pierzchali tak szybko, dogonić ich najmniejszej nie było nadziei.~ 284 3, 23 | służyły do mordowania, łyka ich przygotowane - do wiązania 285 3, 23 | nie sycząc nawet, choć ich powrozami do krwi pokrępowano, 286 3, 23 | O! ten ci to jest, który ich tu pewnie prowadził wypatrzywszy 287 3, 23 | biesiadowano znów do nocy.~Ta gdy ich zaskoczyła, nie czas już 288 3, 23 | zdano jeńców pomorskich, aby ich odprowadzili i jako niewolników 289 3, 23 | biczami smagając poczęła ich zmuszać do wstawania z ziemi. 290 3, 23 | zmuszona do pochodu. Pędzono ich pieszo, otoczywszy konnymi, 291 3, 23 | pobranym zbójom, obrzucać ich przekleństwy i razami. Pozostających 292 3, 24 | niewolnice... U bogatych ich bywa wiele, a tobie to co 293 3, 24 | bez stosu i pogrzebu! Mnie ich szkoda... gród pusty! Trawa 294 3, 24 | jaki tam los czeka i ile ich tam jest?~W przeddzień wesela 295 3, 24 | opowiadać i okupić. Dopiero ich przepuszczono, gdy podarki 296 3, 24 | podarki dali. Doman wiele ich wiózł z sobą, a gdy z krasnej 297 3, 24 | obeszli dokoła i ojciec ich trzykroć ziarnem obsypał, 298 3, 24 | były u brzegów, pierwsi, co ich dopadli, pozajmowali i zamiast 299 3, 24 | siekąc konie i ścigając ich zapalczywie. Drudzy już 300 3, 24 | było zajęte. Wśród tłumu ich dwóch młodych dowódców widać 301 3, 24 | Po strojach za Niemców ich wziąć było można i Niemcami 302 3, 24 | wrotach wołali:~- Wiodą ich! prowadzą!~Niektórzy biegli 303 3, 24 | języka. Lękali się może, aby ich znowu nie zaskoczono, ale 304 3, 25 | przyszły, choć skarby chramu ich nęciły.~Na ostrowiu ludu 305 3, 25 | nad ranem, nad ranem coś ich nastraszyło.~Bogunki i wodnice 306 3, 25 | jeziora, wiatr zadął i pędził ich precz... Ruszyli się, zawyli 307 3, 25 | Poszli, poszli - już ich nie ma, ale któż wie, czy 308 3, 25 | na Lednicę po skarby, ale ich spłoszył goniec, który od 309 3, 25 | niewiastami teracie, u was jest ich zawsze dosyć! E? wszakże 310 3, 25 | ślubowała niejedna, a mało to ich poszło od tego ognia w chramie 311 3, 25 | do chramu okup dać! Wizun ich ma dosyć na posługę...~Doman 312 3, 25 | przez płomienie, a woda ich żadna nie gasi. Królewicz 313 3, 26 | Ludzie nie wiedzieli, gdzie ich szukać. Raz się wdarli od 314 3, 26 | lewej granicy, gdzie się ich nie spodziano.~A starszyzna 315 3, 26 | Myszków ku nim i w gościnę ich do wspólnego ogniska zaprosił.~ 316 3, 26 | ubogi!~Jakby trwoga jakaś ich ogarnęła, zdało im się, 317 3, 26 | dopłynąć. Drudzy o Pomorców, ich siły, o Leszków i o Niemców 318 3, 26 | tych, co nas nękają, do ich gniazda, i wydusić tam to 319 3, 26 | obozem leżeli wiecujący; było ich tego dnia dosyć i coraz 320 3, 26 | gdyż nie wiedział, dlaczego ich ścigano, i o ojca a siebie 321 3, 26 | to ktoś sam lub w kilku ich szło po lasach za Piastunem, 322 3, 26 | się kneziowi...~Ujrzawszy ich, ręce załamał stary.~Jesteśmy 323 3, 26 | coś po cichu. Tłum miał ich za jakichś wróżbitów z daleka.~ 324 3, 26 | łamiąc a czując, że się ich swobodne, ciche życie~kończyło, 325 3, 26 | nie postrzeżeni. Kazano ich szukać wszędzie, lecz nikt 326 3, 26 | pospieszyli kmiecie z darami, aby ich krwi pan wstydu nie miał. 327 3, 27 | bardzo. Lękali się ci, co do ich rodu należeli, aby ich nie 328 3, 27 | do ich rodu należeli, aby ich nie wytępiono i zemsty nad 329 3, 27 | uczyniła dziecinnym, bawiło się ich dwoje pod dębami starymi 330 3, 27 | Raz jeden tylko wpuścić ich kazał, powiedział, że do 331 3, 27 | chodząca na wałach ujrzała ich szybkim krokiem wychodzących 332 3, 27 | niecierpliwie domagali się, aby ich dla rozmowy do Miłosza wpuszczono. 333 3, 27 | się nieco podniósł, gdy ich zobaczył, ale nie wyszedł 334 3, 27 | przed nim stanęli, ręką ich powitał i czekał.~Natenczas 335 3, 27 | nieco.~Stary też patrzał na ich twarze młode, kwitnące, 336 3, 27 | młode, kwitnące, na oczy ich jasne, i gniew a żal opanowały 337 3, 27 | wyciągnął ku młodym i, ukazując ich, wołać począł głosem zmienionym:~- 338 3, 27 | pomścił synów moich... Krew ich żąda waszej... Jeden z was 339 3, 27 | ludziom nadbiegającym ręką ich wskazując: - Związać ich!... 340 3, 27 | ich wskazując: - Związać ich!... Do ciemnicy!~W mgnieniu 341 3, 27 | młodszego, drudzy za ręce ich już chwytali.~Powstał krzyk 342 3, 27 | Leszków trzymał sercem z ich sprawą. Niewolniczo posłuszny, 343 3, 27 | się nad nimi, niewiasty ich do wozów sobie wprzęgając, 344 3, 27 | nieszczęśliwych zrodzeni właśni ich potomkowie nie zwyciężyli 345 3, 27 | Obrowi zdusić obu i trupy ich wyrzucić za wrota. Co chwilę 346 3, 27 | się na gród targną, głowy ich natychmiast spadną. Mimo 347 3, 27 | młodych kneziów, i wypuścił ich z ciemnicy.~Ciżba zdziczała 348 3, 27 | kilku ludziom, porwawszy ich, czaszki o pnie dębów podruzgotał, 349 3, 27 | i nieszczęściem, jakiego ich zuchwalstwo stało się przyczyną.~ 350 3, 27 | i inni Leszkowie, krewni ich, którzy im towarzyszyli, 351 3, 27 | im towarzyszyli, opuścili ich i znikli.~Zrozumieli, że 352 3, 27 | ciała poszarpali... kości ich wiatr poroznosi i pamięć 353 3, 27 | wiatr poroznosi i pamięć ich wsiąknie w ziemię...~ 354 3, 28 | wybierano, rozproszonego ich niewolnika, w poprzednich 355 3, 28 | się do swoich, prowadząc ich potem tym bezpieczniej, 356 3, 28 | Polanom sprzyja, że potem w ich obozie ujęty został w niewolę 357 3, 28 | porządek i tu zaprowadzili, ano ich precz wyrzuciliście i natomiast 358 3, 28 | z nimi powinien, a wziąć ich stronę i drugich namawiać, 359 3, 28 | się na osobności, tak aby ich nie podsłuchano. Dobek starostę 360 3, 28 | będzie ręką prawą, panem na ich dworze, że pozyszcze bogactwa 361 3, 28 | bogactwa wielkie, weźmie ich krewną za żonę, byle stale 362 3, 28 | obozu opowiedzieli - wziął ich jakiś starszy i do młodych 363 3, 28 | zdrajcą, podesłanym, aby ich siły obliczył i dał o nich 364 3, 28 | niewdzięcznością naród się ich ojcu wypłacił za tyle dobrodziejstw, 365 3, 28 | ochronili, przez co dziad ich, Miłosz, zginął, że zostali 366 3, 28 | mógł przeciągnąć, na stronę ich przeszli, Klodwig powtórzył 367 3, 28 | drugiej strony. Weźmiemy ich w kleszcze, aby nic nie 368 3, 28 | teraz było, bo wojewodowie i ich tysiącznicy sami każdego 369 3, 28 | zastępstwie. Sporządzono ich mnogość wielką z kory lipowej 370 3, 28 | sprzyjam. Przepatrzyłem ich zbroje, ludzi i wojsko. 371 3, 29 | puszczy.~Byli to Leszkowie i ich siły.~Nie spodziewali się 372 3, 29 | przeciw sobie i pierwsze ich kupy z lasów wychodzące, 373 3, 29 | nich! następujcie!... Niech ich noga stąd nie ujdzie. Łado! 374 3, 29 | dolinie resztką wody, dzielił ich we dwa zastępy. Ścibor i 375 3, 29 | gdyż już drudzy, depcząc ich i biegnąc po nich, nową 376 3, 29 | się im zajadle. Siekły go ich miecze, nie mogąc zadać 377 3, 29 | okrążyli Leszków i murem ich opasywali.~Buta i wściekłość 378 3, 29 | zająwszy wzgórza, ściskały ich coraz ciaśniej. Droga swobodna 379 3, 29 | Leszkowie z obawy, aby ich nie pochwycono, już przodem 380 3, 29 | wszech stron obejmowali ich Polanie.~Niewolnika brać 381 3, 29 | wzgórza; kupy otaczające ich, podnosząc zbroczone dłonie, 382 3, 29 | Ludek, Sambor, a wszystkich ich tam ciągnęła Dziwa, którą 383 3, 29 | nad powierzchnią jeziora ich główki wyskakiwały niknąć, 384 3, 29 | się zbliżali, jak białe ich ręce nad wodą zbierały warkocze, 385 3, 29 | zdało im się, że śpiew ich słyszeli, a przypłynąwszy 386 3, 29 | i zwycięsko. - Pobiliśmy ich! - zawołał Doman powstając 387 3, 29 | prowadząc za sobą...~- Gdyśmy ich zewsząd objęli i ścisnęli 388 3, 29 | nie pomogło... czaszki ich pękały jak orzechy, krew 389 3, 30 | ciągnąć nie chciał. Zostawiono ich w pokoju, krew swej krwi 390 3, 30 | pozdrawiając nikogo. Nikt też ich słowem ni ręką nie witał. 391 3, 30 | Czterej wojewodowie zmierzyli ich oczyma srogimi, ale Bumir 392 3, 30 | nam też wszystkim, co do ich rodu należym, mir dajcie..~ 393 3, 30 | rzekł - i przywiedźcie ich.~Z tym odeszli Leszkowie 394 3, 30 | wojewodom.~- Widzieliście ich - rzekł - zgodę nam przynoszą, 395 3, 30 | przeciw Leszkom, zemsty się ich na sobie obawiając. Piastun 396 3, 30 | gromadnie w milczeniu.~Z dala ich już ujrzawszy Piastun wojewodów 397 3, 30 | Piastuna.~Ten ujrzawszy ich powstał z ula, na którym 398 3, 30 | na którym siedział, witać ich idąc. Zdumieni, poczęli 399 3, 30 | i przypomniano, wszyscy ich uprzejmie witając cieszyli 400 3, 30 | milczeli. Inaczej ród by się ich wyrzekł cały.~Żywili też 401 3, 30 | dopiero postrzeżono, ich brakło. Frasunek był wielki. 402 3, Dop| nieprzebitą mgłą okryte, nie zna ich nikt, nikt o nich nie wspomina. 403 3, Dop| widocznie się istnienia ich domyślać każą, na tych samych 404 3, Dop| ognisku znajdując wszystko, co ich życie stanowi. Zupełnie 405 3, Dop| stanowi. Zupełnie zgodne z tym ich charakterem w przeszłości 406 3, Dop| grecki Maurycy) rozpytywał ich o narodzie i gdzie sobie 407 3, Dop| postanowił przeszkodzić ich pochodowi do kraju. Oni 408 3, Dop| przypasywać mieczów, ponieważ kraj ich nie zna żelaza i dozwala 409 3, Dop| gościnnym przyjęciem zaszczycił ich, samych jednych spomiędzy 410 3, Dop| zetknęli, a podziwiając ich wzrost i dorodność ciała, 411 3, Dop| dorodność ciała, odesłał ich do Heraklei".~W tak idealnym 412 3, Dop| organizacja gmin i połączenie ich z sobą rodzajem federacji, 413 3, Dop| dozwalało im zgodnie z ich naturą wyrabiać się i tworzyć 414 3, Dop| formie mało pojętnej i do ich natury nie zastosowanej 415 3, Dop| zjawiskiem. Wanda zwycięża ich potęgą niewieściego, dziewiczego 416 3, Dop| wdzięku. Rytogar, nie mogąc ich skłonić do bitwy, z rozpaczy, 417 3, Dop| trudny, dla uniknięcia więc ich "po długich sporach (Długosz) 418 3, Dop| męża zaczęła na zgładzenie ich ze świata. Długosz umieścił 419 3, Dop| Zakazuje oprócz tego ciała ich chować, sam zaś dalej wiedzie 420 3, Dop| nałożone dla odstraszenia ich ogniska. Popiel chroni się 421 3, Dop| się do chaty Piasta. Tu ich gościnnie przyjęto sądkiem 422 3, Dop| stare, a zarazem zaciera ich pierwotną prostotę.~Skuba, 423 3, Dop| pierwszego wejrzenia na cały ich ciąg przekonać łatwo, nader 424 3, Dop| składa. Usiłowanie połączenia ich z jakąś chronologią, z dziejami 425 3, Dop| następstwo wypadków.~Leszkowie i ich panowanie, rząd gminowładny


IntraText® (V89) Copyright 1996-2007 EuloTech SRL