| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] siarczyscie 1 siarczystym 1 siateczkowatymi 1 sie 818 siebie 30 siecze 1 siedliska 1 | Frequency [« »] ----- 1261 i 921 w 818 sie 799 na 635 z 481 nie | Stefan Zeromski Opowiadania IntraText - Concordances sie |
Part
501 5 | wchodziłem do biura, kłaniałem się panu Ignacemu i czekałem. 502 5 | jego czołem przerzedziły się już znacznie - nie od nawału 503 5 | zapewne, nie na znak nawet, że się żyło, lecz tak oto - z biedy - " 504 5 | był pan Ignacy, egzaltował się jak guwernantka.~Kancelaryjkę 505 5 | przepierzenie, poza którym mieściło się prywatne mienie "naczelnika". 506 5 | wobec opisu których pióro się wzdryga. Pan Ignacy był 507 5 | do pługa. Nie wiem, czy się kiedy czesała lub myła - 508 5 | jakiego tak usilnie domagają się socjologowie i statystycy 509 5 | o niczym, co nie tyczyło się bezpośrednio jej dzieci. 510 5 | najdziwaczniejszych fasonów, suszyła się na sznurku mokra bielizna - 511 5 | nawet Boruch Kwiat podjął się po wielkich targach przerobić 512 5 | dłubał w nosie.~- Staś, ucz się! Staś, ucz się! Staś, ucz 513 5 | Staś, ucz się! Staś, ucz się! Staś, ucz się! - powtarzała 514 5 | Staś, ucz się! Staś, ucz się! - powtarzała machinalnie, 515 5 | nadziei...~...Zdziwiłem się bardzo, gdy wszedłszy pewnego 516 5 | wreszcie głowę i obejrzał się na mnie przez ramię - poznałem, 517 5 | jest? - mówiłem pochylając się nad nim. - A nic... - odpowiedział 518 5 | Gdzie dzieci?~Podniósł się leniwo po tym pytaniu, podszedł 519 5 | Ramiona jego kurczowo dźwigały się do góry, jakby się przeciągał. 520 5 | dźwigały się do góry, jakby się przeciągał. Potem odwrócił 521 5 | przeciągał. Potem odwrócił się do mnie, spojrzał wzrokiem 522 5 | dopędzają ogary - zbliżył się i zaczął mówić cicho, zeskrobując 523 5 | I umilkł uśmiechnąwszy się głupio. Zajrzałem mu w oczy, 524 5 | mogłem... nie poważyłem się na kradzież; na owinięcie 525 5 | A wreszcie, za czymże się miałem rozpadać, kto na 526 5 | Rosa była, chłód. Położyłem się pod lasem: leżę, a w głowie 527 5 | bez czapki, lecę, ludzi się pytam. - Szosą, powiadają, 528 5 | nie ma! Dopiero zda mi się spojrzeć na bok - idą boczną 529 5 | chleba i szła do mnie. Tom się jej u nóg włóczył, po trzewikach 530 5 | jak pies zębami. Rozległ się płacz dziki, okrutny, jakiś 531 5 | nie wiem kiedy znalazłem się na siodle. Nie śmiałem i 532 5 | jakże niezmiernie czułem się szczęśliwym tą odrobiną 533 6 | zgniłozielony upłaz wzgórza, zsuwało się słońce pławiąc się w miedzianym 534 6 | zsuwało się słońce pławiąc się w miedzianym blasku, podobnym 535 6 | zabarwiając szkarłatem, wrzynały się między fałdy szarych kłębów 536 6 | niedawnej nawałnicy, mieniły się rude plamy jak kawałki szyb 537 6 | płynęła struga rozlewając się w zatoki, bagna, płanie 538 6 | Nieruchoma czerwona woda świeciła się teraz spod wielkich liści 539 6 | Dawniejszy młody dziedzic taplał się po nich z wyżłem za kaczkami 540 6 | z dziedzictwa nie oparł się aż w Warszawie, gdzie teraz 541 6 | dziury kopać precz, póki się nie wybierze miejsca na 542 6 | sadzawkę wybierać niżej, aż ich się kilkanaście uzbiera; wtedy 543 6 | Do wywożenia torfu najął się zaraz Walek Gibała, bezrolny 544 6 | za fornala, ale u nowego się nie utrzymał. Nowy dziedzic 545 6 | niepodobna było zgłaszać się nawet gdziekolwiek do służby. 546 6 | wiór, sczerniał, zgarbił się, zesłabł. Baba - jak baba, 547 6 | Baba - jak baba, u kumoszki się pożywi, grzybów, malin, 548 6 | kopanie na łące, obojgu aż się oczy zaświeciły. Sam rządca 549 6 | na pole. Robota pali im się w rękach. Mają dwoje wielkich 550 6 | przeskakują, szla wrzyna mu się w kark i ramiona, wyciskając 551 6 | kopiejek od kubika wydało się znienacka za wiele. Zwąchał, 552 6 | wiele. Zwąchał, że nie każdy się złakomi od świtu do nocy 553 6 | namysłu do takiej roboty się kwapią; po dwadzieścia kopiejek - 554 6 | taki czas nie zarobi, dwór się swoimi ludźmi przy młockarniach 555 6 | poszedł do karczmy i schlał się ze złości jak bydlę. Na 556 6 | sczerniały i rozpływają się w pomroce szarej, na wodach 557 6 | po porębach czerwienią się tylko jeszcze gdzieniegdzie 558 6 | punktów świecących odbijają się małe i nikłe promyki, wpadając 559 6 | niezupełna, wibrują w nich, łamią się, drżą przez mgnienie oka 560 6 | zupełnie.~W nizinie zsiada się już mrok gęsty i pociąga 561 6 | ledwo-ledwo widzialne, czołgają się smugami, kłębami okręcają 562 6 | smugami, kłębami okręcają się dokoła zarośli, dygocą i 563 6 | kształty widoczne zdają się rozsypywać w proch i nicość, 564 6 | i nicość, kiedy rozlewa się nad powierzchnią gruntu 565 6 | ogarnia. Włosy jeżą jej się na głowie i mrowie przechodzi 566 6 | zabiegają z tyłu, cofają się, czają i znowu ławą suną 567 6 | piersiach. Wtedy przypomina jej się jej dziecko. Od południa 568 6 | Płacze tam pewno, zachłysta się, łka... Matka słyszy ten 569 6 | na pustkowiu. Rozlega on się w jej uszach, nęka jakieś 570 6 | zniewala ją do skupienia się, zaczepiania myślami o tę 571 6 | baba zamierza uciec: tylko się na bałyku zsunąć w wąwozik, 572 6 | zagonach, na przełaj. Schylając się i napełniając taczki leci 573 6 | ciepło i zaduch izby - spina się do kolebki... Zbije ją Walek, 574 6 | Skoro jednak Walek wynurzy się ze mgły, ogarnia ją lęk 575 6 | ją lęk jego pięści. Znowu się modli pokornie, aczkolwiek 576 6 | szelkę od taczek, zbliżył się do żony i wskazał ruchem 577 6 | naśladując chłopa.~Mgły wspięły się wysoko, zawlekły szuwary 578 6 | jednostajne, kadłuby zginają się ku ziemi...~Kółka taczek 579 6 | rozcieńczonego wodą mleka kołyszą się między wzgórzami czarnymi. 580 6 | głębinie niebios roznieciła się gwiazda wieczorna, płonie 581 7 | kościołka...~Zaledwie rozpocznie się "prymaria", wstępuję na 582 7 | tablic pamiątkowych i zdaje się, pogrążony w zadumie głębokiej, 583 7 | razy podmuch wiatru wzmoże się, gałęzie sosen, grabów z 584 7 | różowawe pąki kasztanów kiwają się, niby zatopione w modlitwie, 585 7 | Wówczas spada, poślizgnąwszy się na gzemsie okna, szatanwiatr. 586 7 | okna, szatanwiatr. Rozbije się śmiertelnie na kamieniach, 587 7 | bić głową o ściany, wić się w spazmach, łkając dzikim, 588 7 | porą ubranie jego składa się z dziwnie długiej zgrzebnej 589 7 | paskiem. Spod koszuli wymykają się spodnie sięgające do kostek. 590 7 | dziwnej śmierci namedytowały się już ciotki i kumoszki, naszeptały 591 7 | Królowo nieba"... a że, jak mi się otwarcie przyznał, nie był " 592 7 | figlarnie powiekami, nachylił mi się do ucha pan Wiewiórski i 593 7 | dobrodziej widzi, nicpoń, zalecał się także do nieboszczki Sroczanki... 594 7 | jedną ręką. Chłopak zbliżył się ku organom. Oczy miał przysłonięte 595 7 | podniósł głowę, wyprostował się, zbladł jak płótno, rękoma 596 7 | jak płótno, rękoma uczepił się balustrady chóru i zaśpiewał...~ 597 7 | zaśpiewał...~Głos jego wznosił się i jakby zaokrąglał, aż wreszcie 598 7 | zaokrąglał, aż wreszcie rozlał się pieśnią szeroką.~Pierwszy 599 7 | obczyzną wzrokiem odkrył się nagle krajobraz rodzinny...~ 600 7 | śpiewał już, ale oddawał się szalonemu szczęściu, bezmiernej 601 7 | młodości - chwilami kołysała się ta pieśń w miłosnym wzruszeniu, 602 7 | miłosnym wzruszeniu, jak się kołysze łan żytni pod wiatru 603 7 | łkań.~Melodia znana stała się czymś nowym, oryginalnie 604 7 | koszuli i jak szalony rzucił się ku drzwiom...~ 605 8 | kamaszów naszych przeniosły się do dziedziny wspomnień, 606 8 | Nareszcie wymknęliśmy się Prusakom na daleką odległość, 607 8 | poście, nie rozbierając się z przemokłych i gnijących 608 8 | po bohatersku, zbudziłem się pierwszy, gdy mnie dym zakrztusił. 609 8 | posłaniu i przez sen zacząłem się orientować: płomienie raziły 610 8 | raziły mi oczy... Zerwałem się i jąłem ciągnąć za włosy 611 8 | Dym jak z komina tłoczył się do naszej sieni z drzwi 612 8 | izby sąsiedniej, paliły się zabudowania folwarczne, 613 8 | zabudowania folwarczne, rozlegał się trzask, łoskot. Ten i ów 614 8 | przypasałem bagnet i zaczaiłem się przy oknie.~Głuchy trzask 615 8 | Głuchy trzask rozlegał się raz po raz: wybijano ich 616 8 | krwawego światła wdzierającymi się przez serca okiennic, i 617 8 | serca okiennic, i dusząc się w dymie doszedłem do jakiejś 618 8 | oknami. Za bzem ciągnęła się błotnista droga, do której 619 8 | rzadka porosła. Zaczaiłem się w krzakach, wietrząc Niemców 620 8 | Niemców jak pies. Zdawało mi się, że z tej strony nie ma 621 8 | ogniste wiechcie palącej się strzechy - popełznę między 622 8 | środek drogi i zgiąwszy się w. pałąk zamierzałem dopełznąć 623 8 | słup, zdrętwiałem... Gdyby się wstrzymali, uciekłbym był 624 8 | pałasz, mignął nim, pochylił się na łeb konia i wolno zleciał 625 8 | Wtedym poczuł, jakby mi się czaszka rozłupywała, w czole 626 8 | ręką, dwa palce wsunęły się w jamę. Krew, szeroką strugą 627 8 | Odgarnąłem ją z oczu, dźwignąłem się na kolana, odnalazłem omackiem 628 8 | omackiem sztucer i kiwając się zacząłem go nabijać, nabijać, 629 8 | nabijać, nabijać...~Zdawało mi się, żem nabił, przyłożyłem 630 9 | kątach sali, doczekałem się nawet skutku "robienia oka", 631 9 | porywanie pakunków, deptanie się wzajem po odciskach, tłumne 632 9 | trzeciej, w którym umieścił się blondynek student. Kolega 633 9 | kurczowo i powieki zsuwały się na jego zamglone oczy.~- 634 9 | Boga kocham! przekonasz się, do wszystkich diabłów!... 635 9 | spotniałą szybą przesuwały się pasy iskier jak rozpalone 636 9 | o ziemię. Dymy te wlokły się po małych krzakach rosnących 637 9 | że na ten rdzeń nawija się cieniutka niteczka nadziei, 638 9 | jest źle, jak wolno posuwa się dlań pociąg, jaki on zmęczony, 639 9 | wyzdrowieje ojciec, może się wszystko ułoży...~I nagle - 640 9 | wargi zbielały i zatrzęsły się, szeroko rozwarte oczy z 641 9 | grożącym palcem wyciągała się ku niemu, jakby wiatr zawołał: - 642 9 | wiatr zawołał: - Strzeż się!~Nitka nadziei pękła i naga, 643 9 | serce jak miecz nagi.~Gdybym się był wówczas do niego zbliżył 644 9 | ręki. Wolałem przyglądać mu się z pilną i nienasyconą ciekawością 645 10| brył gliny, zwieszających się nad nią z groźbą i szyderstwem - 646 10| szyderstwem - to znowu dźwigała się hardo aż na szczyt wzgórza, 647 10| ich zarysów. Pola okrywały się już ciemnoszmaragdowym puchem 648 10| puchem ozimin, dobywających się cieniutkimi źdźbłami, co 649 10| smugą słońca. Wtedy wydawało się, że ziemia przeciąga się 650 10| się, że ziemia przeciąga się strudzona, że uśmiecha się 651 10| się strudzona, że uśmiecha się i oddaje tej bezmiernej, 652 10| w głębi wąwozu, tuliła się wieś. Białe chatynki stały 653 10| drugiej szedł, zataczając się, szary, postarzały płotek 654 10| trawniku pod lipą rozłożyła się niemal cała gromada: chłopi 655 10| baby i dziewczyny skupiły się opodal i z pobożnym wyrazem 656 10| twarzy słuchały, wpatrując się w Wicka Dziabasa, co siedział 657 10| róg trzy-mał - wszystkim się zdawało, że Woj-ski wciąż 658 11| poprzek krajobrazu, który się u stóp jego roztwierał. 659 11| roztwierał. Po lewej ręce wznosił się szczyt Hochetzel, na prawo 660 11| smugi i kępami ciągnęły się lasy, zbiegające po falistych 661 11| gdzieniegdzie ukazywała się nisko, między drzewami. 662 11| na strzemionach, wsłuchał się bacznie w ciszę górską, 663 11| bowiem że Rudolf błąkał się teraz po lasach i górach 664 11| wóz kupiecki przekradać się może w ustronnej dolinie 665 11| na szczyt przełęczy. Wiła się tam ścieżynka, przez kozy 666 11| krawędzi, aby stamtąd rzucić się z dzikim szumem na oślep, 667 11| Műrtschensteinu wałęsał się w tych miejscach. Właśnie 668 11| dwoma tygodniami zdarzył mu się wypadek niezwykły. Pewnego 669 11| rana, toteż nie wychylając się na świat wcale wysłał kilku 670 11| szmery i szepty. Zerwał się prędko, usiadł na posłaniu 671 11| w ołowiane ramy, sączyło się do stancji tak mało chmurnego 672 11| rysy swego gościa. Domyślił się wszakże, co to znaczy. Ulubieniec 673 11| rękach z ziemi. Zaśmiał się radośnie na całe gardło, 674 11| zachwytem, nagle rzuciła się skokiem na niego, złożywszy 675 11| ujął w porę i zamierzył się do ogłuszenia mocnym ciosem, 676 11| spojrzenie. Spojrzenie to zdawało się przebijać go na wskroś jak 677 11| do tej dziewki. Odwrócił się od niej i wahał przez chwilę. 678 11| ruch spode łba i trzęsła się jeszcze bardziej, jakby 679 11| piasku ścieżki i kołyszące się gałęzie krzewin, w których 680 11| na dzień ten wstyd zdawał się rozjątrzać, jak nieczysta 681 11| zostawiona rana. Następnie stała się z Rudolfem von Speerbach 682 11| pragnienie, dniem i nocą tułał się po puszczy. Codziennie zajeżdżał 683 11| szalonego potoku, który się wydziera z kamiennego więzienia - 684 11| nasłuchiwał, czy nie odezwą się klekotki krów albo granie 685 11| za pomocą którego zwołują się pastusi. Tu i owdzie roztwierały 686 11| Tu i owdzie roztwierały się na szczytach małe łysiny 687 11| potworów. Wszystkie trzęsły się w oparze wstającym z nich 688 11| Perć nierówna i gubiąca się w trawach skręciła na jednym 689 11| zupełnie. Rudolf schyliwszy się na szyję konia wjechał w 690 11| uliczkę. Słońce przelewało się tam przez gaj liści i białymi, 691 11| do wnętrza. Rudolf zsunął się z konia, podszedł zza węgła 692 11| pusta. Kupka węgli tliła się na środku gładko ubitego 693 11| chwilę Rudolf przypatrywał się dziadkowi. Zdjęty chęcią 694 11| izby nie ma czegoś, co by się do zrabowania nadawało, 695 11| przestając śpiewać zbliżył się do drzwi. Wtedy baron zobaczył 696 11| przenikliwe oczy świeciły się jak diamenty w jego obwisłych 697 11| śpiewać, szybko zbliżył się do rycerza i ostro go zapytał:~- 698 11| chłopie podły, ośmieliłeś się zbójem nazwać! -wrzasnął 699 11| tylko podatek, który ci się należy, ale także kradniesz 700 11| rozetnę na dwoje, gdybyś mi się sprzeciwiać zamierzał.~Wtem 701 11| Wtem stary pustelnik wyrwał się z rąk siłacza, dźwignął 702 11| Rycerz tyłem wycofał się z izby i usiłował wskoczyć 703 11| śmiertelna jak wilk rzuciła się na niego, kiedy starzec 704 11| dziad idąc za nim. - Wróć się natychmiast i uczyń pokutę, 705 11| allemańskiego rycerstwa. Posunął się o krok ku niemu i wyciągnął 706 11| rzekł Rudolf rzucając mu się do nóg i całując jego stopy.~- 707 11| Recho.~Gdy słońce wzbiło się nad wysokie szczyty, pustelnik 708 12| jestestwie przebywał. Nieraz mi się wydaje, że go wcale nie 709 12| bronią na ramieniu, nachyla się nad burzliwą, kipiącą wieczyście 710 12| świętego Franciszka i przegląda się w jego czystej powierzchni, 711 12| co śmiga w dół i snuje się po kamieniach. Tamten wysłuchał, 712 12| inaczej - niechże oni zajmują się tymi pośmiertnymi raków 713 12| cienkim obciągnięty tak się świetnie nadaje do wciągania 714 12| brzeg przerzucone splatają się między sobą. Chmiel je obwija, 715 12| zatajona kędyś kukułka bawi się w chowanego z rozbawioną, 716 12| Czarne cienie jodeł kołyszą się rytmicznym tanem na wiosennej 717 12| tajnego schowania, gdzie się kukułka ukryła. Dzwonny 718 12| Dzwonny szmer ponika wyrywa się z łożyska, chcąc się do 719 12| wyrywa się z łożyska, chcąc się do zabawy przyłączyć, lecz 720 12| Migocą tam w słońcu, mienią się, połyskują, błyszcząobraz 721 12| tamte wody!...~Zaznajomiłem się był dobrze w ciągu wielu 722 12| żywymi tej leśnej Nidy, co się z czystych potoków w bujną 723 12| lodowatym ogarnięciem, gdym się w jej czarne głębie ufnie 724 12| tajnikach chodził. Znałem się wówczas na obyczajach i 725 12| nagrodę otrzymał, a sam rozpił się, na dziada zeszedł i w przydrożnym 726 12| domku, kołysko moich - żal się Boże! - poezji... Otoczona 727 12| otworzył. Zgniły i zapadły się drzwi w podłodze, prowadzące 728 12| epopeją w wapienną bryłę się zmienił i stał niejako podwaliną 729 12| Szczyt moich cierpień zrównał się z tą górą. 1863"w Nie było 730 12| tego oświadczenia, które się stało osnową pewnej krwawej 731 12| uwiecznienia naszych, co się tylko dato, co było w naszej 732 12| Strożecki i później czynił, co się tylko dało, co było w jego 733 12| w nieme i martwe wapno się zamieni, tak samo jako chwała 734 12| bujnych woniejąc, pchać się będą, jak zawsze na wiosnę, 735 12| obrazowo i porównawczo mierzy się w mej wyobraźni, w mej sile 736 12| którzy niegdyś wdzierali się na te góry i przemierzali 737 12| przemierzali wielkie lasy, poili się tym samym jedlanym szumem, 738 12| spłaszczonymi koronami chwiejące się za wiatrem tam i sam - obwieszone 739 12| zamierała nuta lasowa, wyrywało się z puszczy wycie wilka albo 740 12| ów tajnią czucia korzył się przed niemymi wielkodrzewami. 741 12| brzmieniu tym, podnoszącym się z milczenia i odchodzącym 742 12| wierzył, że w boru tym tai się, kryje i oddycha wiatrem 743 12| przychodzień. Lubiłem marzyć, jako się skrada tymi samymi co ja 744 12| kunich na ramieniu przemyka się leśnymi ścieżkami, które 745 12| ludzie waleczni spotykali się z ludźmi z polan i równin 746 12| Witali las radośnie, gdy się z góry najwyższej spadem 747 12| niedosięgłym, obłok biały piął się ku szczytowi wyniosłemu, 748 12| szczytowi wyniosłemu, radowało się bezsłownie serce ich - serce 749 12| Srogi lud leśny nic ważył się napastować tych bezbronnych 750 12| Kielcach i Tarżku stały się ostojami i siedzibami władzy 751 12| podniesieni siedlisko, stali się dobroczyńcami leśnej ziemi. 752 12| wyrąbią polany, gdzie bielą się Bieliny, ciągną się Porąbki 753 12| bielą się Bieliny, ciągną się Porąbki i wgryzą się w samą 754 12| ciągną się Porąbki i wgryzą się w samą Łysicę i Krajno, 755 12| gdzie synowie boru snuli się na wzór zwierząt, tropiąc 756 12| jakimkolwiek towarem ośmielili się ciągnąć korzenistym, piaszczystym 757 12| co migoce w słońcu, mieni się, połyskuje i błyszczy, a 758 12| zatajona kędyś kukułka zabawia się w chowanego. ~Domki ich 759 12| Owocześni przybysze nie lękali się niczyje j napaści, gdyż 760 12| posiadali nic zgoła, co by się dało zrabować. Pustelnicy 761 12| życie ostre wstrzymując się po lat kilka, w największe 762 12| ziemi, gdzie morze w ląd się wlewa obok Santa Margherita 763 12| Katarzyny - i gdzie wychylały się ponad mur wysoki kwitnące 764 12| czatuje na krzyżowych i wałęsa się wokoło domostw. Mór w złe 765 12| Mór w złe czasy wlecze się kolejami dróg, choć mu je 766 12| swoja, skrycie ciągnie się wsiami, koleinami, co teraz 767 12| koleinami, co teraz wdarły się aż pod szczyt Radostowej 768 12| przełęcz Kamienia, co rozsiadły się, jak Klonów lub Psary, na 769 12| kościołku stłoczoną - chowali się jeden za drugiego i kryli 770 12| a Nieśmiertelny -zmiłuj się nad nami!" - gdy ją ze siebie 771 12| Świętej Katarzyny! Prosili się po chłopsku, nisko, u kolan 772 12| prosimy..."~Nie wyprosili się od wojny! Przyszła sroga 773 12| nawet bury Moskal nie ważył się tykać. Lecz obroniła się 774 12| się tykać. Lecz obroniła się dzika strona swymi wyrwami, 775 13| doskonały pojazd wydostał się na szosę radzymińską, na 776 13| wzdłuż traktu ciągnęły się ciemne znaki schronów ziemnych 777 13| łąkę, automobil zarznął się w rozmiękłe od ulewy pastwisko 778 13| wzór samochodu, w topiel się zanurzamy. Nieskończone 779 13| szczękaliśmy zębami. Wkrótce ukazał się Radzymin ze zgliszczami 780 13| Z Radzymina posunęliśmy się już żywiej do Wyszkowa. 781 13| żywiej do Wyszkowa. Zbliżając się do tego miasteczka, spostrzegliśmy 782 13| Trzeba było przeprawić się za rzekę przez most kolejowy, 783 13| takich przemarzlaków budzą się niezdrowe i surowo zakazane 784 13| kanonika Mieczkowskiego, same się gościnnie otwarły, gdy zameldowano 785 13| tak doskonały, poczułem się oto nagle jego prawowitym 786 13| niepokaźnym Wyszkowie. Nasycając się niezrównanym gorącem i zatapiając 787 13| Marchlewskiego, Petzold, zwracał się do mnie z prośbą o prawo 788 13| Marchlewskiego, poczułem się, jak powiadam, prawowitym 789 13| cienie w kajdanach widywało się na zbiorowej fotografii " 790 13| jego jurysdykcji i cieszę się świadomością, iż nigdy nie 791 13| trzej mężowie, gotujący się w cichym domu ustronnego 792 13| w cichy ogród, dziwiłem się, ile to w tym zaciszu w 793 13| krótkiego czasu dokonało się przemian. Ludzie, o których 794 13| wcale, iż sami wdrapują się na tę samą wyniosłość, wyślizganą 795 13| którzy w tych izbach mienili się rządem polskim? Czy ich 796 13| zgłodniałych, żądnych obłowienia się i so1dackiej rozpusty. W 797 13| Zachodzi pytanie, jakim się to mogło stać sposobem, 798 13| i skarbów sztuki? Jakim się to stało sposobem, że zarówno 799 13| 1901) mieszkańców błąkało się wśród naszych wsi i miasteczek, 800 13| bez roli, które na miliony się liczą w samym tylko Królestwie, 801 13| ponad śnieg bielsze. Śmiano się z głosów tych. I oto teraz 802 13| krwi młodzieńczej, miało się nam objawiać nowe prawo, 803 13| Niech wasze ręce składają się do modlitwy, albowiem ci 804 13| bój za ojczyznę. Opasali się pasem żołnierskim nędzarze, 805 13| brzmi nasza mowa, jeden się podniósł krzyk: niech żyje 806 13| nagroda za przelaną krew mu się należy, lecz oddanie wszystkiego, 807 13| ojczyźnie. Należy podźwignąć się z lenistwa ducha. Ta sama 808 13| Musimy teraz na tę krew się powoływać, wzywając naród 809 13| chwila, kiedy Polska może się wydźwignąć z pęt odwiecznych! 810 13| dla samych siebie - stało się tryumfem warstwy bogaczów, 811 13| gdy pokój stanie, powinien się rozlegać od krańca do krańca 812 13| nauki udzielał. I odwraca się od nas Kaszuba. Nie jesteśmy 813 13| strzałów, rozlegających się za Bugiem, dr Julian Marchlewski, 814 13| czapkę z piór, Został ci się ino sznur...~Jak w wielu 815 13| niedoszły władca mylił się zasadniczo. Złotego rogu 816 13| cudzoziemskiego żołdactwa, ten się wyzuł z ojczyzny. Nie może 817 13| życia, od której rozradują się kości pradziadów, dziadów 818 13| dziadów i ojców, rozraduje się młoda krew, co za tej burzy