| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
| Szymon Szymonowic Sielanki IntraText CT - Text |
Powiedz nam, Morson - wszak to za pochwałę dają,
Kiedy się młodzi ludzie o rzeczach pytają -
Co za pieśni śpiewano, kiedy za Damona
Sąsiadka nasza, Fillis, była poślubiona?
Boś ty tam był, a nam się być tam nie zdarzyło,
A mam-li prawdę zeznać: i żal komuś było.
Dobrze tak na leniwe, a teraz kto inny
Tak grzeczną dziewkę uniósł do cudzej dziedziny.
Tak to bywa, postronni lepsze szczęście mają;
Na cudzym lepsze zboże, dawno powiadają.
Barzo też przebieracie; wszak się wam kłaniano,
A ledwie, iż tak rzekę, do ręku nie tkano.
Czego Bóg nie obiecał, otrzymać niesnadnie,
Często od samej gęby i łyżka odpadnie.
Trudno na Boga składać, Bóg do gotowego.
Głupi, dopiero kiedy nie masz, chce dobrego.
Bóg przecie nie opuści; czas wszystko przyniesie.
Niejedna, powiadają, rózga rośnie w lesie.
Co nie szukać, nie szukać! Niech ślinki połyka,
Kto zaspał: a kto odniósł, niech ma i wykrzyka!
Nie na tośmy zaczęli, abyś nas strofował,
Raczej byś to na inszy czas i miejsce schował.
Ale o pieśni prosim, bo je wysławiano
Aż nazbyt, w czym podobno nas też przegarzano.
Było o co przegarzać; i ode mnie macie
Toż odnieść, i próżno się o pieśniach pytacie.
Jeśli nam pannę wzięto, co czynić nie miano,
Pieśni nie dla jednego wesela składano,
Ale aby po wszystkich biesiadach latały.
Muzy cichej muzyki nigdy mieć nie chciały.
Być-że tam sobie było: źle się rachujecie
Z rozumem; doma siedząc wszystko wiedzieć chcecie.
Widzisz tę na mnie tajstrę szychem wyszywaną?
Widzisz i tę maczugę woskiem napuszczaną?
Oboje-ć to daruję, jedno nas tym daruj.
Słońca, mówią, i ognia używać nie żałuj.
Byście się jedno na tej kupi nie sparzyli!
Kiedyście już tak mocno na nie zaważyli,
Ja-ć wezmę upominki i podobro z zyskiem
Będę lepszym, a wy się uweselcie piskiem.
Już ty jedno zaczynaj nie bawiąc się siła.
Jako wiecie, biesiada niemała tam była.
Gości wiele, sąsiedzi wszyscy z okolicy
I postronnych niemało; któż wszystkich wyliczy?
Picia, jedzenia wielki dostatek dawano,
W muzyki rozmaite na przemiany grano:
To w fletnie, to w piszczałki, to w gęśle podgorskie;
Były regały, były i skrzypice włoskie.
Potym pito za zdrowie małżeństwa przyszłego,
Każdy pełnił, a jeden doglądał drugiego,
Mieniąc Cyprydę, mieniąc jej pięknego syna:
Cyprydę i miłości dawcę - Kupidyna.
A wtym czterej śpiewaków wynidzie w pośrodek:
Stanie się pomilczenie i jednemu przodek
Inszy dadzą; on zacznie o małym Kupidzie,
Także o matce jego, nadobnej Cyprydzie.
Toż wtóry, toż i trzeci, toż i czwarty za nim,
Aż się wszyscy obeszli jednakim śpiewanim.
Cnej Wenery dziecinę, gdy miód z dzieni kradła,
Pczółka nielutościwa w paluszek ujadła,
Aż mu rączka opuchła. Od bólu krzyczało
Niebożątko i z płaczem do matki bieżało.
A depcąc nóżką w ziemię: „Moja matko droga!
Od jakiego robaczka, jaka rana sroga!”
A Wenus rośmiawszy się: „Mój synu kochany!
I tyś maluchny, ale czynisz wielkie rany”.
Kiedym spał, piękna Wenus widzieć mi się dała,
A Kupida, chłopię swe, za rączkę trzymała,
Mówiąc do mnie: ,”Pasterzu, na-ć to z ręku moich
Chłopiątko, naucz mi go, proszę, piosnek swoich”.
A ja głupi, niemądry mniemając, że miało
Być co z niego, bo mi się chłopię rzeskie zdało,
Jąłem go uczyć i grać przed nim proste pieśni,
Jakie pasterze grają i faunowie leśni;
Jako niegdy wynalazł Pan piszczałkę krzywą,
Jako Minerwa surmę i dudkę krzykliwą,
Merkury wdzięczną lutnią, Apollo cytarę.
Tegom go uczył, alem puszczał próżną parę,
Bo on tego nie słuchał; ale swych chytrości
Używał, a przede mną śpiewał o miłości:
Co matka jego robi, jakie on sam strzela
Strzałki i jako miesza z frasunki wesela.
I takem do frymarku przyszedł misternego:
Czegom Kupida uczył, zapomniałem tego;
A czego mię Kupido nauczył, to miewam
W pamięci i dziś tylko o miłości śpiewam.
Chłopię małe po gaju na ptaszki strzelało
I tam Kupida między chróściną ujrzało
Na trzmielowej gałęzi: rączki mu zadrżały
Od chęci, bowiem się mu zdał być ptak niemały.
Pocznie kuszę napinać, bełciki gotuje,
A Kupido z krzaczka na krzaczek przelatuje.
Potym rozgniewawszy się, kiedy nic nie wskorał,
Szedł do starca, który tam niedaleko orał.
I jął się przed nim skarżyć, bo strzelać od niego
Nawykł był i ukazał mu ptaka onego.
A starzec, rośmiawszy się i trzasnąwszy głową,
Rzecze: „Nie baw się, dziecię, źwierzyną takową
Ani jej goń; i owszem, uciekaj, bo mściwy
To ptak jest i dotądeś, niebożę, szczęśliwy,
Póki go nie ułapisz, pókiś jeszcze mały,
Ale gdy lata twoje będą dorastały,
Ten, co teraz ucieka, co przed tobą stroni,
Sam ci na głowie siędzie i sam cię ugoni”.
Wołała po ulicach Kupida zbiegłego
Piękna Wenus: „Widział kto kędy chłopca mego?
Uciekł mi. Kto mi o nim powie, udaruję;
Kto o nim powie, tego Wenus pocałuje.
A kto mi go przywiedzie, nie tylko całować,
no Ale go może Wenus czym lepszym czestować.
Znaczny jest, rozeznasz go między stem: nie biały,
Ale jakoby słońcem wszystek przepalały.
Oczki ostre, ogniste, zła myśl, słodkie słowa;
Insze na sercu nosi, insze mówi mowa.
Słówka jego miód, ale złe serce, gniewliwe,
Nieubłagane, gdy się zwaśni, i zdradliwe.
Nic prawdy, chytre chłopię, śmieje się i dąsa,
Igra i nie folguje, żartuje i kąsa.
Włoski ma kędzierzawe i pogląda śmiele,
Twarzyczka uporniuchna i wstydu niewiele.
Ręczynki ma króciuchne, lecz nimi szeroko
Zasiąga i pod ziemię przenika głęboko.
Nagie i gołe ciałko, ale, myśl kudłata,
Skrzydełkami jako ptak to tam, to sam lata
Do panien, do otroków, a na sercach siada.
Łuczek ma, a na łuczek strzałeczkę przykłada.
Strzałka jego maluchna, lecz cięciwka tęga;
Kiedy strzeli, i nieba samego dosięga.
Sajdaczek złoty, a w nim strzałki gęsto tkane,
Którymi i mnie samej nie raz zadał ranę.
Wszystko jad, wszystko żądło. Nagorsza u niego
Maluchna pochodniczka, którą i samego
Febusa nie raz pali. Jeśli-ć się do ręki
Dostanie, wiedź, nie folguj i prowadź przez dzięki.
Jeśliby płakał, strzeż się; płacz jego fałszywy.
Śmiał-li-by się, wiedź przedsię; i śmiech nieprawdziwy. J
Chciał-li-by cię całować, nie daj się, bo zdrady "
Pełno w tym i nagorsze w uściech jego jady.
Mówił-li-by: «Cokolwiek broni mam przy sobie,
' Pobierz ode mnie, a ja to daruję tobie».
Nie bierz ani się tykaj; niepewne u niego
Upominki i pełne ognia szkodliwego”.
Tu koniec był, a wszyscy znowu wypijali,
Pannie i panicowi szczęścia winszowali.
Pannie dobrego męża, żony panicowi;
A pieśni sykulskiemu niegdy pasterzowi
Przyznawali, który lub pod Etną się bawił,
Lubo nad Syrakuzą spokojny wiek trawił,
Śpiewał łagodne pieśni, a stada mu zatym
Mnożyły się i słynął pasterzem bogatym.
Bierz tajstrę i maczugę, mój Morsonie drogi,
A jeśli-ć się nawiedzić trafi tamte progi,
Powiedz Fillidzie, że się nazbyt ukwapiła.
Ukwapiona rzecz nigdy z pożytkiem nie była.