| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
| Szymon Szymonowic Sielanki IntraText CT - Text |
Piękna była Helena, co się Parysowi
Dała unieść, naszego cechu pasterzowi.
I ta pewnie Helenę urodą celuje,
Co teraz nadobnego pasterza całuje.
Jeszcze tu nie masz z czego chełpić się, mój panie!
Marna rzecz, powiadają, samo całowanie.
Marna rzecz całowanie, ale z tej marności
Są też swoje przysmaki, są swoje słodkości.
Splunę ja te przysmaki i umyję wodą,
Gdzieś się ust moich dotknął tą kosmatą brodą.
Płóczesz usteczka swoje, płócz, moje kochanie,
A umywszy, mnie znowu daj pocałowanie.
Co czynisz? Zadusisz mię! Złe z tobą kuńsztować,
Krowy by tobie, a nie panienki całować.
Nie bądź harda! Jako sen prędko z oczu ginie,
Tak prędko twoja młodość i uroda minie.
Nie wiesz, że z słodkich jagód rozynki bywają?
I różej, chociaj uschnie, przedsię używają.
Pódźmy tu pod te lipy, przechodźmy się z sobą,
Trzeba mi kilka pięknych słów rozmówić z tobą.
Nie pójdę! I wczoram cię także usłuchała,
Alem się na twych pięknych słowiech oszukała.
Więc tu pod tym jaworem posiedzimy sobie,
A ja co na piszczałce zagram k woli tobie.
Sam sobie graj, sam wesół bądź, jako-ć się widzi,
Ucho moje muzyką szkodliwą się brzydzi.
Dzieweczka acześ piękna, acześ urodziwa,
Pamiętaj, że Wenus jest bogini gniewliwa.
Daj szczęsna Wenus była! Ja jej nic nie czynię,
Ona inszym panuje, mam ja swą boginię.
Nie mów przeciw Wenerze, by cię nie chlusnęła
Abo w nieoddziergnione sidło nie pojęła.
Niech chluśnie, jako raczy; mam, kto mię ratuje:
Dyjanna, co się wiekiem moim opiekuje.
Czemu mię szarpasz, jako inszą zapaśnicę?
Ani się mnie dotykaj, bo-ć podrapię lice!
Nie bądź tak zła, nie znikniesz przedsię przed miłością'
Żadna dziewka nie znikła przed jej wielmożnością.
Zniknę i Bóg mi tego dopomoże; a ty
Zaniechaj mię, a indzie gotuj sobie swaty.
Kto gardzi, gardzą też nim i barzo się boję,
Że przyjdziesz na gorszego za tę hardość twję
Co mi służą, mam z łaski bożej niejednego;
Chęć moja nie przystała jeszcze do żadnego.
I ja w tej liczbie jestem, i jam jeden z wiela,
Co bym cię za wiecznego chciał mieć przyjaciela.
Cóż czynić? Teraz sobie na wolności żyję,
Szedszy za mąż, jakobym w jarzmo dała szyję.
Nie niewola w małżeństwie, ale myśl beśpieczna,
Ale uciechy miłe, ale zgoda wieczna.
Tak to z przodku cukrują, a potym przewodzą
Nad nami i niektórzy żony za łeb wodzą.
Żartujesz? Wy nad nami raczej przewodzicie,
Bo wy, żonki, kogóż się na świecie boicie?
A Lucyna (bez czego zabawy małżeńskie
Nie bywają) co czyni? I połogi ciężkie?
Na kożdy raz swoje się lekarstwo najduje:
Jest Dyjanna, co w takiej potrzebie ratuje.
Strach jest rodzić, a któraż w tej dobie nie zbladła?
Która z siły i zwykłej barwiczki nie spadła?
Wszystko za laty ginie, ale tę nagrodzą
Szkodę dziateczki miłe, gdy się na świat rodzą.
Jeślibym za cię poszła, jeśli nie żartujesz,
Co za oprawę, co za wiano obiecujesz?
Gdy ja twój, wszystko twoje; ile będziesz śmiała
Zacenić, tyle będziesz zapisano miała.
Teraz się mowa mówi; gdy przydzie o ślubie
Mówić, podobno się ktoś po głowie zadłubie.
Bóg śluby wiąże, Bogu oddam śluby moje
I tobie; jedno ty chciej skłonić serce swoje.
Kto się chce żenić, domu i dostatku trzeba.
Zła miłość, powiadają, bez soli, bez chleba.
I dom, i wszystko będzie, wszystko pilność sprawi;
W małżeństwie, powiadają, sam Bóg błogosławi.
Jedynaczkam u ojca, u ojca starego,
Trzeba się mu ukłonić, trzeba łaski jego.
Mam za to, że nie wzgardzi moim przedsięwzięciem,
Boby mię tu rad kożdy miał w domu swym zięciem.
Sam się chwalisz, znać, że masz niedobre sąsiady.
A wielkie obietnice omylają rady.
Więc ty, jako rozumiesz, podaj lepszą radę;
I przyjaciela poślę, i sam w dom przyjadę.
Wprzód ja zmacam i wzmiankę uczynię o tobie.
Po tym dam znać, jakobyś miał postąpić sobie.
Długoż mam tego czekać? Kto miłej nowiny
Czeka, dni idą rokiem, miesiącem godziny.
Kto czeka, doczeka się; a kto nagle kwapi,
Abo w oczy poszczuje, abo nie ułapi.
Kto czas ma, czasu czeka, czas tylko upuszcza;
Zły ptak, co nie ugania, gorszy, co upuszcza.
Kto myśli o czym, łacno wszystkiemu dogodzi.
Co czynisz? Nie macaj mię, kędy się nie godzi!
Wszak to już piersi moje, wszakeś i ty moja.
Jako ociec pozwoli, twoja i nie twoja.
Proszę cię, nie czyń mi już żadnej wątpliwości.
Nie czynię, ale trzeba wszędzie ućciwości.
Dajże mi na to rękę, że mi strzymasz słowo.
Strzymam, bodajem tak dziś do dom doszła zdrowo.
Niestetyż, jako ja tu barzo tęsknić muszę!
Fortel na to: czynić co i bawić tym duszę.
Trudno co czynić, kiedy umysł rozerwany.
Wżdyć nam jeszcze oświtnie jutro dzień zarany.
Tu li jutro pożeniesz czy na inszą stronę?
Gdzie ty będziesz pasł, tam i ja swoje przyżonę.
Dajże mi na dobrą noc pięknie się obłapić.
Nie baw mię, słońce siada, trzeba mi się kwapić.
Naści ten pierścioneczek, upominek mały.
Jutro się tu, dalibóg, zabawim dzień cały.
Dajże mi ten wianeczek przewiędły na poły.
Wianek przewiędły i ktoś nie barzo wesoły.
Odchodzisz, me kochanie, a mnie tu zostawiasz?
Puść mi rękę, próżno mię na ten czas zabawiasz.
Badźże łaskawa, a tu wracaj mi się zdrowa!
Ona za bydłem poszła, a Dafnis przy chęci
Został nieborak, jako gdy kto od pamięci
Odejdzie, wszystek zmilknie, stoi jako wryty,
Zastrzał mając na sercu miłości niezbyty.
Potym poszedł do koszar, a już bydło była
Pilna czeladka wszystko na noc wydoiła.