| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] dniem 5 dniu 1 dno 5 do 426 dobic 1 dobiegalo 1 dobiegaly 1 | Frequency [« »] 646 nie 604 z 467 ze 426 do 348 a 328 to 290 ale | Henryk Sienkiewicz Nowele IntraText - Concordances do |
Nowela
1 Janko| lepiej. W tydzień wyszła baba do roboty. Chłopak ledwo zipał, 2 Janko| jakim takim zdrowiu doszedł do dziesiątego roku życia.~ 3 Janko| nie mieli co włożyć ani do pieca, ani do garnka; latem 4 Janko| włożyć ani do pieca, ani do garnka; latem chodził w 5 Janko| zadzierając jak ptak głowę do góry. Matka, biedna komornica, 6 Janko| było co jeść, za bedłkami do boru. Że go tam kiedy wilk 7 Janko| rozmowie z ludźmi palec do gęby wkładający. Nie obiecywali 8 Janko| się z niego pociechy, bo i do roboty był ladaco. Nie wiadomo, 9 Janko| myślał. Pójdzie, bywało, do boru za bydłem albo z dwojakami 10 Janko| wieś gra. Jak posłali go do roboty, żeby gnój rozrzucał, 11 Janko| nawet słyszał granie... Do kościoła matka nie mogła 12 Janko| Ale przecież chłopak nie do karczmy chodził, tylko pod 13 Janko| ciemności: - Nie pójdzieszże ty do domu, utrapieńcze?~Więc 14 Janko| na swoich bosych nogach do domu, a za nim biegł w ciemnościach 15 Janko| Grał jednak na nich od rana do wieczora, choć tyle za to 16 Janko| wchodził ukośnie przez okno do kredensu, odbijając je w 17 Janko| kwadrat zbliżał się powoli do skrzypiec i w końcu oświetlił 18 Janko| skrzypcami z głową zadartą do góry. Ale błyskawica zgasła, 19 Janko| i ledwo na nogach stoi? Do więzienia ją posłać czy 20 Janko| ale musiała go zanieść do domu... Na drugi dzień nie 21 Janko| Nazajutrz powrócili państwo do dworu z Włoch wraz z panną 22 1 | Blücher", płynący z Hamburga do New Yorku.~Od czterech dni 23 1 | się i prostowali w takt do śpiewu, a wołania ich mieszały 24 1 | naczyniami, pouwiązywanymi do pasa; kilku młodych ludzi 25 1 | się wzdłuż od dzioba aż do pomostu, chwytając z trudnością 26 1 | była jego córką. Jechali do Ameryki i przed chwilą po 27 1 | ciskające grzywę piany aż do burt statku. Nie mówili 28 1 | burt statku. Nie mówili do siebie nic, bo nie śmieli. 29 1 | tyle razy przytulała się do niego silniej, wykrzykując 30 1 | sobie z głowy wybij. Ni jemu do ciebie, ni tobie do niego. 31 1 | jemu do ciebie, ni tobie do niego. Ty jedziesz panią 32 1 | nadmorskich, którzy jechali do Ameryki szukać szczęścia, 33 1 | dodał, jakby mówiąc sam do siebie:~- Wola Boża!...~ 34 1 | rozmyślał, dlaczego jechał do Ameryki, i jak się to stało, 35 1 | Wawrzon nie chciał dać. Poszli do sądu. Sprawa przewlokła 36 1 | sądu. Sprawa przewlokła siç do wyroku. Poszkodowany gospodarz 37 1 | a jego za opór skazali do aresztu. Toporek wił się 38 1 | sprzężaj potrzebne były do roboty. Opóźnił się ze zwózką, 39 1 | Niemca dłonią w dłoń uderzył, do świętego Michała się wyprzedał, 40 1 | wziął i oto płynął teraz do Ameryki.~Ale podróż nie 41 1 | cisnęli się z naczyniami do kucharza rozdającego strawę, 42 1 | Dziecinne obawy, choć się do nich nie przyznawał, ściskały 43 1 | niedługo przed wyjazdem, poszła do studni, do żurawianej, w 44 1 | wyjazdem, poszła do studni, do żurawianej, w Lipińcach 45 1 | że Smolak znowu szepce do niej drgającym głosem:~- 46 1 | śniegi spaść musiały? Czy do boru z siekierą pojechał, 47 1 | goręcej, za czym tęskni do tego leci. Wawrzon i Marysia 48 1 | dziewczyna wznosząc oczy jakby do pacierza...~Tymczasem ściemniło 49 1 | Wawrzon z Marysią zeszli także do wspólnej sali pod pokładem. 50 1 | przepierzeniami, podobniejsze były do nor ciemnych niż do łóżek, 51 1 | były do nor ciemnych niż do łóżek, a i cała sala robiła 52 1 | świst piszczałek i od czasu do czasu głuche tupotanie majtków 53 1 | prawo, w lewo i od chmur aż do dna morskiego. Chwilami 54 1 | spokojniejsze, czystsze. Z zewnątrz do wtóru im wyła burza.~Nagle 55 1 | Upłynęło znów kilka godzin; do ciemnej sali przez górne 56 1 | pomieścić. Niemiec, który do Ameryki namawiał, mówił 57 1 | było już piąty dzień jechać do drugiego brzegu, jeśli w 58 1 | panie, a prędko dobijewa do przewozu?~O dziwo! Majtek 59 1 | Was?~- Prędko dobijewa do lądu, wielmożny panie?~- 60 1 | ujrzawszy ich uśmiechał się do Marysi przyjaźnie. Oni też 61 1 | a gdy statek zbliżył się do tego przedmiotu, rozpoznali, 62 1 | rzekła:~- Pewnikiem dobijewa do lądu.~Duch lepszy wstąpił 63 1 | patrzał, patrzał, a potem do dziewczyny:~- Maryś!~- O 64 1 | Parobka się z drzewem rano do miasta pośle. Chwała Najwyższemu, 65 1 | sama nie wiedziała, czemu do głowy przyszła jej piosenka, 66 1 | od kwarantanny przyleciał do okrętu mały statek. Czterech 67 1 | odbyło, okręt zbliżył się tak do miasta, że już widać było 68 1 | mniejsze, na koniec dotarł do warfów i zsunął się w wąski 69 1 | mostek położony od burt do brzegu płynęła ich ciżba 70 1 | przez tłum, zbliżyli się do otwartej burty, znaleźli 71 1 | i straszno. Modlili się do Boga, by ich przeprowadził 72 1 | mniejszych i większych gromadach do miasta. Powoli bulwark opustoszał 73 1 | zrobiła się cisza. Od czasu do czasu~tylko ciemne kominy 74 1 | nad głowę, bo przemokli do koszuli. Ach! komisarz nie 75 1 | miłosierdzia nad nami!~- Wróćwa do Lipiniec...~- Idź się utop...~- 76 1 | obudowane place podobne są do sadzawek napełnionych gęstą, 77 1 | brazylijskie, celem namawiania do kolonizacji równika i dostarczania 78 1 | chce lub nie może pójść do tak zwanych, "workinghousów", 79 1 | się przy tym od centa aż do pięciu za każde wybite oko. 80 1 | irlandzkie wyciągają ręce do lepiej ubranego przechodnia, 81 1 | się gdzie jaki kartofel i do tego szukania wraca co chwila 82 1 | nawet, czego chce; chodził do portu dźwigać pakunki i 83 1 | oczy; chciał się z siekierą do budowy doków przyczepić, 84 1 | robotnik, który nie pojmuje, co do niego mówią!? Gdzie wetknął 85 1 | mówią!? Gdzie wetknął ręce, do czego chciał się wziąć, 86 1 | kosztur by mu tylko wziąć do ręki, stanąć pod krzyżem 87 1 | to jest, czego mu trzeba, do czego się dusza w nim chłopska 88 1 | rodzinnego nieba zwiesza, a do czego jak serce przywrze, 89 1 | ani słowem nie ozwało się do drugiego. Żyli jakby w urazie 90 1 | Później też wzięto ich do szpitali i nie wiadomo, 91 1 | oboje z ojcem, udać się do kościoła polskiego do Hoboken. 92 1 | się do kościoła polskiego do Hoboken. Ksiądz by przynajmniej 93 1 | Nauczył się już chodzić do portu i wyławiać kawałki 94 1 | trafiało się znaleźć i co do zjedzenia, jakie resztki 95 1 | fali; może było w nich i co do zjedzenia, ale jako lżejsze, 96 1 | lżejsze, nie przypływały do brzegu, więc ich nie mógł 97 1 | ten sposób przyciągali je do siebie; on, że sznura nie 98 1 | zjadając, co mu się zdatne do zjedzenia wydało. O tym, 99 1 | się uśmiechnąć. Wracając do domu spotkał wielki wóz 100 1 | kartoflami, który w drodze do portu ugrzązł w wyboju i 101 1 | wydaje; więc chłop wracając do domu mruczał cicho:~- A 102 1 | roboty. Najęto ją nawet do jednego boardinghousu do 103 1 | do jednego boardinghousu do pomywania garnków i zamiatania, 104 1 | nieszczęśliwsza od Wawrzona, gdyż do głodu, do tych wszystkich 105 1 | Wawrzona, gdyż do głodu, do tych wszystkich utrapień, 106 1 | utrapień, jakie znosiła, do tego przekonania, że nie 107 1 | ani ratunku, ani jutra, do strasznej tęsknoty za Lipińcami 108 1 | przyjechał, to przygarnieli ją do piersi? powieli: "Chudzątko 109 1 | wołał: "Maryś! pójdziewa do księdza, boś mi miła!" Ona 110 1 | jak i wówczas, gdy on ją do tańca z kąta na środek izby 111 1 | się też zdało, że spływają do piersi i tam ją duszą. Czuła 112 1 | wyczerpanie, brakło jej siły nawet do rozmyślań; ale zresztą cierpiała 113 1 | błagalnie, starała się dać do zrozumienia, że już wydali 114 1 | Tymczasem Wawrzon zdążał do domu z tym dobrym uczuciem, 115 1 | Chwilkę stał, potem rzekł do dziewczyny krótko:~- Pójdź!~ 116 1 | mniej byli przyzwyczajeni do widoków nędzy. Dokąd mogli 117 1 | dok. Wysokie rusztowania do zapuszczania palów wysuwały 118 1 | budowie. Marysia doszedłszy do kupy belek siadła na niej, 119 1 | widnokręgu okręty płynące do portu zdawały się iść jakby 120 1 | ukochaniem i swaty już posłał do innej chałupy. Przecie by 121 1 | wysokiej górze,~Spuścił się do Maryś po jedwabnym sznurze;~ 122 1 | robotnicy zaczęli wracać do domów, tylko ich dwoje nie 123 1 | cały czas nie odezwał się do dziewczyny ani słowem, dopiero 124 1 | desek, za nią zaś taran do zabijania pali. Na tej platformie, 125 1 | osiemnaście lat i to przywiązanie do życia, tę bojaźń śmierci, 126 1 | niej dusza wzdrygnęła się do głębin na myśl, że jutro 127 1 | usta przyciskała błagalnie do tych rąk, które ją spychały 128 1 | dwie ręce wyciągają się do niej. Na Boga! To Jaśko 129 1 | jego rąk i przytuliwszy do nich swoje biedne usta wyszeptała:~- 130 1 | spływają po promieniach, aż do niej, szeleszcząc skrzydełkami, 131 1 | ale przyłożywszy jej rękę do ust poczuł, że oddycha. 132 1 | pomoście, podniósł oczy do nieba i łzy dwoma strumieniami 133 1 | atmosfery izby. Wracała naprawdę do życia, bo siadłszy na deskach, 134 1 | było, i poszli nad wodą, aż do głównych doków. Wstąpiły 135 1 | nich nowe siły. Doszedłszy do budynku celniczego, skręcili 136 1 | widziało, żeby koniecznie iść do miasta. Po drodze spotykali 137 1 | ładownych wozów ciągnących do portu. Na Water-street ruch 138 1 | ludzie i szli pośpiesznie do codziennych zatrudnień. 139 1 | ludzka uśmiechająca się do nich przyjaźnie w Nowym 140 1 | pierwsza, przypadła zaraz do nóg starego pana, objęła 141 1 | Wawrzon rzucił się plackiem do nóg jegomości, potem począł 142 1 | nie wasz business - mówił do nich po angielsku - idźcie 143 1 | nich po angielsku - idźcie do swego businessu!~Po czym 144 1 | swego businessu!~Po czym do Wawrzona i Marysi:~- Nie 145 1 | chodźcie za mną.~Wprowadził ich do najbliższego bar-roomu; 146 1 | bar-roomu; tam wszedłszy do osobnego pokoju zamknął 147 1 | chłopakiem. Oni znowu zaczęli mu do nóg padać, od czego bronił 148 1 | wodą.~- Wiliam! - rzekł do chłopca - każ im dać jeść.~ 149 1 | gniewliwie, zwrócił się nagle do Marysi :~- Ile masz lat, 150 1 | schyliła mu się pokornie do nóg.~Starego pana dym znowu 151 1 | kazał im się zaraz wziąć do jedzenia, a gdy odrzekli, 152 1 | wymyślał mu, a gdy doszło do tego, jak Wawrzon chciał 153 1 | cię ze skóry odarł!~Potem do Marysi:~- Pójdź tu, dziewczyno!~ 154 1 | jakiś, potem dodał, jakby do siebie:~- Czterdzieści kilka 155 1 | domu garść ziemi pod głowę do trumny.~- Yes, father! - 156 1 | potem zaczął mówić, jakby do siebie:~- Choćby ich wysłać 157 1 | koszt wielki, a przy tym do czego wrócą? Sprzedali, 158 1 | pracy popróbować. Wysłać ich do jakiej osady, dziewczyna 159 1 | Następnie rzekł wprost już do Wawrzona:~- Słyszałeś ty 160 1 | chłopu najlepiej na rolę. Do Radomia wysłać by was, do 161 1 | Do Radomia wysłać by was, do Illinois, hm! tam już o 162 1 | w Teksasie także daleko. Do Borowiny byłoby najlepiej, 163 1 | kolej, bo mogę. Pojedziecie do miasta Little-Rock, potem 164 1 | Słuchaj, dziecko! - rzekł do Marysi - oto tu masz moją 165 1 | nie zgub! Chodźcie teraz do mnie.~Po drodze kupił im 166 1 | a wreszeie zaprowadził do siebie i ugościł. Był to 167 1 | się okrutnie. Wieczorem do panny Jenny przyszło kilka 168 1 | tak jasne włosy, że im się do nóg ciągle schyla i po rękach 169 1 | rozpamiętywał i od czasu do czasu widocznie dym z cygara 170 1 | i dziewczyna jechali już do Little-Rock. Chłop czuł 171 1 | wyprowadziła, tak i Jaśka do Ameryki sprowadzi i nad 172 1 | obojgiem czuwać będzie, i do Lipiniec wrócić im pozwoli.~ 173 1 | głuchą już nocą przybyli do Little-Rock.~Stąd mieli 174 1 | mieli się wypytać o drogę do Borowiny.~Porzucamy ich 175 1 | za akr, pójdzie na place do sprzedania w cenie mniej 176 1 | zapomnienie to było jednak łatwe do wybaczenia przy businessie 177 1 | leżała w głuchej pustyni, do której trzeba się było dostawać 178 1 | którzy od dawna wzdychali do życia, jakie chłop z chłopów 179 1 | niewiast i dzieci wyruszyło do Arkansas. Nazwa "Bloody-Arkansas", 180 1 | Little-Rock, ale z Little-Rock do Claresville, najbliższej 181 1 | trochę dalej niż z Warszawy do Krakowa, a co gorsza, trzeba 182 1 | Ale nie było nic innego do roboty, więc zaraz drugiego 183 1 | Miła Kasieńko,~Pójdźwa do boru,~Do boru, do ciemnego."~ ~ 184 1 | Kasieńko,~Pójdźwa do boru,~Do boru, do ciemnego."~ ~Tabor 185 1 | Pójdźwa do boru,~Do boru, do ciemnego."~ ~Tabor stał 186 1 | czasem kościół i szkoła. Ale do tego było jeszcze daleko; 187 1 | podchodziły czasem dość blisko do wozów, skutkiem czego często 188 1 | którym mniej pilno było do dachu nad głową, a więcej 189 1 | osadników, że nie wiadomo było, do czego rąk przyłożyć: czy 190 1 | rozmierzyć i wskazać każdemu, co do niego należy, ale zobaczywszy 191 1 | niby po narzędzia miernicze do Clarcsville, nie pokazali 192 1 | się zapewne całą gromadą do wycięcia lasu i oczyściwszy 193 1 | osadnicy poczęli się kłócić. Do tysiącznych sporów o działki, 194 1 | sierdzisz. Co ci za business do mnie.~- Czego mnie faliszujesz? 195 1 | gwałtowniejsze. Przychodziło do bitew, w których towarzysze 196 1 | grajek poczynał wygrywać nie do tańca, ale rozmaite pieśni, 197 1 | córkę Marysię. Dostawszy się do Arkansas mieli w Borowinie 198 1 | Clarcsville, i trochę porządków do roli. Tam gryzła ich straszna 199 1 | dzisiejszego oderwać. Chłop od rana do wieczora bór ciął, wióry 200 1 | o lada co przyskakiwali do siebie z pięściami, w tym 201 1 | co się święci, i od czasu do czasu odzywał się:~- Moja 202 1 | niego chrapał, iż ledwo do taboru uciekł. Osadnicy 203 1 | Kłótnie o działki wzrastały do tego stopnia, że do ran 204 1 | wzrastały do tego stopnia, że do ran i krwi w bitwach przychodziło. 205 1 | kto ma wychodzić na stróżę do bydła; owce poczęły ginąć. 206 1 | przy duszy, na wóz siadał i do Clarcsville odjeżdżał. Ale 207 1 | nie mieli o czym wracać do dawnych siedzib. Ci załamywali 208 1 | głodu zamrzyj" mówił chłop do chłopa. A las szumiał, jakby 209 1 | wieczora przyszedł Wawrzon do Marysi i rzekł:~- Widzęć, 210 1 | niebieskie jak chaber oczy do góry ku gwiazdom i w blaskach 211 1 | niedola przyciśnie, niech się do niego zgłosi, a on ją poratuje 212 1 | wstać. Dziewczyna poszła do lasu, nazbierała mchu, wysłała 213 1 | chłop - już śmierć idzie do mnie przez bory; zostaniesz 214 1 | nie zostawił: gdybym cię do ślubu błogosławił, lepiej 215 1 | to wołać wielkimi głosami do nieba o ratunek. Pewnej 216 1 | jeszcze z Teksasu, mieli do niego ufność wielką, bo 217 1 | wziął karabin i poszedł do lasu.~Noc już zapadła, gdy 218 1 | podawały skry i ogień od drzewa do drzewa. Niebo zaczerwieniło 219 1 | strzyma.~Potem zbliżywszy się do Marysi rzekł:~- Musisz być 220 1 | atmosferą, przyczynił się do spędzenia chmur, ale prócz 221 1 | deszeze. Przyczynia się do tego i parowanie wód, które 222 1 | osadę pragnąc się dostać do Clarcsville, ale powrócili 223 1 | narzucał, i zobowiązać się do wdzięczności, bo zapłaty 224 1 | stary zemrze? Przyjdziesz do mnie, przyjdziesz sama, 225 1 | twój Jaśko: chcę tego!~Co do Wawrzona, Orlik zdawał się 226 1 | ślubowała, to wróci z nią choćby do Lipiniec, było dla niej 227 1 | goryczą, nie pociechą. Wrócić do Lipiniec, gdzie był Jaśko, 228 1 | Orlik poszedł jak zwykle do boru, w taborze rozległ 229 1 | Woda dochodziła im zaledwie do kolan, ale wzbierała szybko. 230 1 | starym ojcu podnosiła ręce do nieba, wzywając je na ratunek; 231 1 | płynęli. Orlik od czasu do czasu odpychał pnie, gałęzie 232 1 | wiosłować i odwrócił się do Marysi:~- Mojaś ty teraz, 233 1 | mogli, a ciebie niech Orlik do starego pana do Nowego Jorku 234 1 | niech Orlik do starego pana do Nowego Jorku odprowadzi. 235 1 | na drogę ci da i wrócisz do Lipiniec. Ja już nie wrócę. 236 1 | gorączki zdało mu się, że do niej wracał. Ot, widzi mu 237 1 | chodzi za pługiem. On ręce do niego z wagonu wyciąga. 238 1 | całuje, i czołgając się do krzyża obejmuje go rękoma: 239 1 | Biedna Marysiu, nie wróci on do ciebie! Jemu za dobrze w 240 1 | głosem pacierze, naokół aż do ostatnich krańców horyzontu 241 1 | zniknął jej z oczu. Płynął do łodzi po ratunek dla niej. 242 1 | jeszcze by z prądem dopłynął do tratwy, ale on nawet o tym 243 1 | ręce przeniosły Marysię do czółna, ale Orlika w tym 244 1 | dobrych ludzi pojechała do Nowego Jorku.~A pieniędzy 245 1 | niebieskich oczach, podobniejszą do cienia niż do człowieka 246 1 | podobniejszą do cienia niż do człowieka i żebrzącą łzami 247 1 | zostanie? Nigdy! Pójdzie oto do portu, do niemieckich doków 248 1 | Nigdy! Pójdzie oto do portu, do niemieckich doków podejmować 249 1 | przejdzie Niemcy i wróci do Lipiniec. Tam jej Jaśko. 250 1 | umrze blisko niego.~Poszła do portu i czołgała się u nóg 251 1 | lepszy statek odchodzący do Europy i schować się gdzieś 252 1 | przychodziła codziennie do portu wyglądać Jaśka. Ludzie 253 1 | Ludzie przyzwyczaili się do niej i obdarzali czasem 254 1 | jednak razu nie przyszła do portu i odtąd nie widziano 255 Latar| okrętów idących z New Yorku do Panamy. Zatoka Moskitów 256 Latar| chcąc się dostać z dołu do ognisk na szczyt wieży, 257 Latar| niebieskich oczu, nie należał do ludzi Południa. Twarz jego 258 Latar| jedwabny szmat, podobny do strzępu starej chorągwi. 259 Latar| który jeśli nie wejdzie do portu, to zatonie... Jeśli 260 Latar| olbrzymich ognisk, podobny z dołu do małego, czarnego punkciku. 261 Latar| a który jednak zawinął do portu. Obrazy tej burzy 262 Latar| myśli w przeciwstawieniu do cichej przyszłości, jaka 263 Latar| vomito". Wreszcie przybył do Aspinwall - i tu miał być 264 Latar| poczynała być coraz podobniejsza do rezygnacji. Dawny spokój 265 Latar| zmienił się w skłonność do roztkliwiania się, i ten 266 Latar| powodu. Prócz tego od czasu do czasu tłukła go najstraszliwsza 267 Latar| szarych ptaków podobnych do wróbli, śniegi na górach 268 Latar| zasłyszana jakaś nuta, podobna do słyszanej niegdyś... Na 269 Latar| rzeczywistość przemawiała do niego nieprzepartymi dowodami;~ 270 Latar| ciemności i rycząc szły aż do stóp wysepki, a wówczas 271 Latar| głośniej, podobna czasem do huku armat, to do szumu 272 Latar| czasem do huku armat, to do szumu olbrzymich lasów, 273 Latar| szumu olbrzymich lasów, to do dalekiego, zmąconego gwaru 274 Latar| zielonych latarek pouwieszanych do masztów okrętowych. Zielone 275 Latar| lewo. Skawiński zeszedł do swej izby. Burza poczęła 276 Latar| utrudzonego starca jakby do snu.~II~Zaczęły płynąć godziny, 277 Latar| życiu uczą stosować wszystko do siebie. .Wszystko, z czym 278 Latar| nawet jego zajęcia. Dzień do dnia staje się podobny jak 279 Latar| jedne za drugimi, podobne do łańcucha mew lub albatrosów. 280 Latar| wiózł podróżnych i towary do Aspinwall, ciągnąc za sobą 281 Latar| latami domki były podobne do gniazd mew, łodzie do żuków, 282 Latar| podobne do gniazd mew, łodzie do żuków, a ludzie poruszali 283 Latar| było całe międzymorze aż do Pacyfiku, pokryte najbujniejszą 284 Latar| żywność i wodę, przybiła do wysepki, schodził z wieży 285 Latar| myślą, że nie opuści wieży do śmierci, i po prostu zapomniał, 286 Latar| wielki, że prawie podobny do pół-śmierci.~III~Ale nadeszło 287 Latar| ujrzał książki: wziął jedną do ręki, spojrzał i położył 288 Latar| wiedział, że należy ono do wielkiego poety, którego 289 Latar| ale tak przywykł wówczas do karabina, że i do ręki nie 290 Latar| wówczas do karabina, że i do ręki nie brał książek. W 291 Latar| dziewiątym roku wyjechał do Ameryki i w awanturniczym 292 Latar| Litery poczęły mu skakać do oczu; w piersi coś urwało 293 Latar| ludem!~Jak mnie, dziecko, do zdrowia powróciłaś cudem~( 294 Latar| powiekę~I zaraz mogłem pieszo do Twych świątyń progu~Iść, 295 Latar| tymczasem ta mowa przyszła sama do niego - przepłynęła ocean 296 Latar| zleciało z wierzchu latarni aż do niego. Potem przybyło ich 297 Latar| przenoś duszę moją utęsknioną ~Do tych pagórków leśnych, do 298 Latar| Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych... .~ 299 Latar| jego duszę i przeniosła "do tych pól, malowanych zbożem 300 Latar| drugiemu podaje głos z chaty do chaty; wraz i żurawie krzyczą 301 Latar| statku idącego z Aspinwall do New Yorku. Biedak stracił 302 Latar| morzach, by się nad nim znęcać do woli. Toteż stary przez 303 Latar| książkę, którą od czasu do czasu przyciskał ręką, jakby 304 Sach | miasta pierwszy raz zjechał do niego cyrk tancerek, minstreli 305 Sach | rozpoczęła się emigracja do wideł, w których też w mgnieniu 306 Sach | założenia uniwersytetu, do czego i rząd stanowy musiałby 307 Sach | wieczora ludność spieszyła oto do cyrku, raz dlatego, że po 308 Sach | że cyrki nie zjeżdżają do lada mieściny, przybycie 309 Sach | piętnastu laty, w przejeździe do Santa Fe, znalazł na Planos 310 Sach | filistry z Antylopy cisnęli się do cyrku, aby importowanym 311 Sach | wszystkie przejścia od góry do dołu. W cyrku widno jak 312 Sach | nie zdołano przeprowadzić do niego rur gazowych, to natomiast 313 Sach | szeregach przy wejściu z areny do stajen. Przez te szeregi 314 Sach | jej widokiem, pochyla się do ucha młodego grocernika 315 Sach | sachem! przebiega z ust do ust między widzami. Na błaznów, 316 Sach | wykutą z miedzi, podobną do głowy orła, a w tej twarzy 317 Sach | zresztą uzbrojony jest od stóp do głów. Na głowie jego chwieją 318 Sach | za pasem ma topór i nóż do skalpowania, w ręku tylko 319 Sach | długi drąg, który służy do chwytania równowagi podczas 320 Sach | oto dyrektor zbliża się do wodza i mówi do niego, jakby 321 Sach | zbliża się do wodza i mówi do niego, jakby chciał go ułagodzić 322 Sach | Tymczasem sachem zbliża się do drugiego końca drutu - staje - 323 Sach | polować z duchami ojców do Srebrnych Gór. Topory ich 324 Sach | dalekich i wrzuciły ogień do Chiavatty. Bladzi wojownicy 325 Sach | się zrywać szmery podobne do nagłych powiewów wichru. 326 Sach | bez odpowiedzi cisnęło się do głów. Co zrobi ten wściekły 327 Ozyr | durniów.~Ozyrys zwrócił się do drugiego ducha:~- Mów ty 328 Ozyr | Jastrzębiooki, podnosząc do góry swój opatrznościowy 329 Ozyr | Widzę, że obie macie do niego prawo, więc chętnie 330 Ozyr | który tajnym okólnikiem do gubernatorów zabronił mi 331 Ozyr | od wczesnej młodości aż do ostatniej chwili jego ziemskiej 332 Ozyr | jak wstąpiwszy następnie do urzędu, zapisał się niebawem 333 Ozyr | urzędu, zapisał się niebawem do działaczy państwowych i 334 Ozyr | podniósł po raz trzeci palec do góry i rzekł z powagą:~- 335 Ozyr | państwo musi być od podstaw do szczytu przebudowane, a 336 Ozyr | uśmiechem i zwróciwszy się do Psunabudesa, począł mówić 337 Ozyr | wyrok następujący:~...Wróć do życia i wróć na ziemię. 338 Ozyr | życia i wróć na ziemię. Bądź do końca świata ministrem Faraonów 339 Ozyr | obrócił Psunabudesa twarzą do niebieskich schodów i nagłym 340 Ozyr | Ekscelencji, albowiem aż do bram nieba jęły dochodzić 341 Legen| wszyscy i poczęli bić z dział do wichrów i fal spienionych, 342 Legen| pian, żeglarze walczyli do upadłego.~Chwilami sił im 343 Legen| spoczynku znów zrywali się do walki.~Na koniec ręce im 344 Legen| zaślepieni! Nie z dział wam bić do burzy, nie fale chłostać, 345 Legen| spodu.~I pracowali od rana do nocy, w trudzie i pocie 346 Bajka| i nie kochasz mnie.~- Co do mego głosu, odzywam się 347 Bajka| takim, jaki mi Bóg dał, a co do mych uczuć, za cóż ja mam 348 Zpami| przecie zadania od czwartej do ósmej, a potem od dziewiątej 349 Zpami| ósmej, a potem od dziewiątej do dwunastej, i sam nie szedłem 350 Zpami| dwunastej, i sam nie szedłem do łóżka, nimem się nie przekonał, 351 Zpami| lampę i zasiadał na nowo do stolika. Gdym go łajał - 352 Zpami| tak już przyzwyczaiłem się do tych nocnych siedzeń, do 353 Zpami| do tych nocnych siedzeń, do blasku lampki i do mruczenia 354 Zpami| siedzeń, do blasku lampki i do mruczenia koniugacyj, że 355 Zpami| na to. Dziecko tyle miało do roboty, tyle do wyuczenia 356 Zpami| tyle miało do roboty, tyle do wyuczenia się na pamięć, 357 Zpami| wyuczenia się na pamięć, tyle do napisania co dzień, że z 358 Zpami| gdym mu pakował książki do tornistra i gdym widział, 359 Zpami| i ślepo był przywiązany do matki, że zaś mu powiedziano, 360 Zpami| nikomu nie przychodziło do głowy, dlaczego płakał, 361 Zpami| głowy, dlaczego płakał, do jakiej strasznej poczuwał 362 Zpami| odpowiedzialności. Ba! co komu było do tego? Miał polski akcent, 363 Zpami| widziałem dziecko idące do szkoły i wracające z niej 364 Zpami| guwerner, potem gdy wszedł do drugiej klasy, jako korepetytor, 365 Zpami| więc czas przywiązać się do niego. Zresztą czemu bym 366 Zpami| prywatny nauczyciel, a do tego człowiek chory, ona 367 Zpami| musi w końcu przyczepić się do czegoś, jak przyczepia się 368 Zpami| falą - więc moje przywarło do niej. Co ja na to poradzę? 369 Zpami| wdowieństwie, więc... musiało do tego przyjść. Ale to nie 370 Zpami| się w pewnej skłonności do egzaltacji uczuć i poglądów. 371 Zpami| poglądów. Należeli oboje do tego rodzaju istot nerwowych, 372 Zpami| kochających, które zdolne są do największych poświęceń, 373 Zpami| ubóstwem, jednakże w porównaniu do dawnych czasów - miernością. 374 Zpami| nie był tępy, ale. należał do tego rodzaju dzieci, których 375 Zpami| nie zgaduję, przybiegał do mnie z pyszną minką i zarzuciwszy 376 Zpami| ręce na szyję, mówił niby do ucha, ale bardzo głośno:~- 377 Zpami| celujące, gwarzył na wpół do mnie, na wpół do siebie 378 Zpami| na wpół do mnie, na wpół do siebie samego:~- Na Boże 379 Zpami| Boże Narodzenie pojedziemy do Zalesina: śnieg będzie padał - 380 Zpami| Michasia z klasy drugiej do pierwszej; ale on te przedmioty, 381 Zpami| wypłakawszy się, siadał następnie do lekcji, cichy bywał i niby 382 Zpami| energii, z jaką zabierał się do zadań, było coś rozpaczliwego 383 Zpami| po ciemku wynosił lampę do przedpokoju, tam ją zapalał 384 Zpami| tam ją zapalał i zasiadał do roboty. Zanim go na tym 385 Zpami| rady, jak wstać, zawołać go do pokoju i przerobić z nim 386 Zpami| prócz głębokiej nienawiści do nauczycieli i całej ich 387 Zpami| gryzł i martwił. I tak do zmartwień, którymi karmiły 388 Zpami| chłopiec szedł za tą powagą, do której rwało mu się serce, 389 Zpami| udawać, że słucha i bierze do serca słowa przeciwne; musiał 390 Zpami| musiał udawać od .rana do wieczora i żyć w tym męczącym 391 Zpami| przyrzucały jeszcze wagi do brzemienia.~"Bóg Cię obdarzył, 392 Zpami| świat z wrodzoną łatwością do języków i że nie umiał się 393 Zpami| Świętych dają stopnie, a do Bożego Narodzenia może Pan 394 Zpami| rutynę szkolną, że przywyknie do wszystkiego, że wprawi się 395 Zpami| czasu będzie potrzebował do nauki. Gdyby nie to, dawno 396 Zpami| to, dawno bym był pisał do pani Marii i przedstawił 397 Zpami| zwariuje ze szczęścia. Napisał do matki list zaczynający się 398 Zpami| Wypadek przyczynił się jeszcze do powiększenia niepowodzeń. 399 Zpami| chłopiec, który był niezdolny do najmniejszego kłamstwa, 400 Zpami| uwagą, że zachęcam chłopca do lenistwa. Kosztowało mnie 401 Zpami| Chciałem mu nie pozwolić iść do szkoły, ale mówił, że mu 402 Zpami| we własne siły; doszedł do przekonania, że wysiłki 403 Zpami| Zalesia, który czasem pisywał do niego, człowiek bardzo przychylny, 404 Zpami| zbliżało się szybko, i co do cenzury nie można się było 405 Zpami| było już łudzić. Napisałem do pani Marii, chcąc ją o tym 406 Zpami| łzy. Mnie także było pilno do Zalesina, bom już prawie 407 Zpami| zrobił się prawie podobny do jakiegoś obrazu. Żal było 408 Zpami| Widziałem tylko, że poszedł do okna, stanął w nim i bezmyślnie, 409 Zpami| prawie zupełnie. Zabrałem się do układania rzeczy w kuferek, 410 Zpami| i położyłem natychmiast do łóżka, a rozbierając patrzyłem 411 Zpami| Porwałem go na ręce i zaniosłem do łóżka; ciało jego parzyło 412 Zpami| rozmiary. Posłałem depeszę do pani Marii i na drugi dzień 413 Zpami| ramieniu i cała dusza wybiegła do oczu, utkwionych we mnie, 414 Zpami| szron oddechu, i wbiegła do pokoju dziecka. Kłamałem. 415 Zpami| w końcu stał się podobny do szeptu zegarka. Chwila jeszcze, 416 Zpami| które przyłożył mu doktór do ust, przesłaniało się jeszcze 417 Zpami| coraz mocniej, wyszedłem do przedpokoju i położywszy 418 Zpami| się zerwałem, wbiegła sama do przedpokoju, ogarniając 419 Zpami| umarł!~Pobiegłem co tchu do łóżka chłopca. Tak jest. 420 Zpami| zszedł mi na przygotowaniach do pogrzebu, które były dla 421 Zpami| pogrzebowej, przywykłej do takich widoków, i przechodziła 422 Zpami| Włożyliśmy w końcu ciało do trumny i ustawili na katafalku, 423 Zpami| Delikatny jego profil, zwrócony do sufitu, uśmiechał się łagodnie, 424 Zpami| światłem; wszyscy zbliżali się do niego z szacunkiem i pewną 425 Zpami| i mówić choćby po polsku do małych aniołków ze skrzydełkami 426 Zpami| Tak szepcąc zbliżali się do szeregu świateł i odmawiali "