Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Alphabetical    [«  »]
tlusto 1
tlustymi 1
tluszczem 1
to 328
toba 7
tobie 11
toc 2
Frequency    [«  »]
467 ze
426 do
348 a
328 to
290 ale
242 jak
217 co
Henryk Sienkiewicz
Nowele

IntraText - Concordances

to

    Nowela
1 Janko| JANKO MUZYKANT~Przyszło to na świat wątłe, słabe. Kumy, 2 Janko| pocieszać:~- Dajta - powiada - to zapalę nad wami gromnicę, 3 Janko| powiada druga - a chłopaka to zara trza ochrzcić; on i 4 Janko| zjadł, zmiłowanie Boże.~Był to chłopak nierozgarnięty bardzo 5 Janko| ladaco. Nie wiadomo, skąd się to takie ulęgło, ale na jedną 6 Janko| rzecz był tylko łapczywy, to jest na granie. Wszędzie 7 Janko| albo z dwojakami na jagody, to się wróci bez jagód i mówi 8 Janko| grlało". Oj! Oj!~A matka na to:~- Zagram ci ja, zagram! 9 Janko| roboty, żeby gnój rozrzucał, to mu nawet wiatr grał w widłach.~ 10 Janko| pamiątkę. Ale na co się to zdało! Nazywali go ludzie " 11 Janko| koguty piały po zapłociach, to on spać nie mógł, tylko 12 Janko| zaśpiewają słodkim głosem, to dziecku oczy tak mgłą zachodzą, 13 Janko| Słychać było tupanie butów, to znów głosy dziewczyn: "Czegóż?" 14 Janko| słuchał!...~Co by on za to dał, gdyby mógł mieć takie 15 Janko| mógł słyszeć skrzypki, czy to na dożynkach, czy na weselu 16 Janko| dożynkach, czy na weselu jakim, to już dla niego było wielkie 17 Janko| do wieczora, choć tyle za to odbierał szturchańców, że 18 Janko| jabłko niedojrzałe. Ale taka to już była jego natura. Dzieciaczyna 19 Janko| oczy, bo mu się zdawało, że to niedostępna jakaś dla niego 20 Janko| której niegodzien tknąć, że to jakieś jego najdroższe ukochanie. 21 Janko| ustami patrzył i patrzył. To strach zatrzymywał go na 22 Janko| zatrzymywał go na miejscu, to jakaś nieprzezwyciężona 23 Janko| śpiewać i pogwizdywać cicho, to głośniej: "Idź! pójdź! weź!" 24 Janko| i co go stójka rózgą, to on - "Matulu! matulu!!", 25 Janko| któż tak dzieci bije? Toż to małe i słabe, i zawsze było 26 Janko| przez otwarte okno. Był to wieczór, więc dziewczęta 27 Janko| pays que l'Italie.~- I co to za lud artystów. On est 28 1 | zwrócony dziobem ku zachodowi, to wspinał się pracowicie na 29 1 | się pracowicie na fale, to zapadał w głąb, jakby tonął; 30 1 | już nie zobaczą, ale mimo to wesołość nie schodziła im 31 1 | na pierwszy rzut oka by to odgadł: chłopi polscy.~Chłop 32 1 | niż dziwiła; stary Toporek to samo. Szczęściem dla nich 33 1 | stary.~- Kiej Niemcy wleźli, to i Jaśko by wlazł - odparła 34 1 | też kolonię ma...~- Ma, to w Lipińcach.~Marysia nie 35 1 | że co komu przeznaczone, to go nie minie, i westchnęła 36 1 | Ameryce się rozmawiać?~- Albo to nie mówili, że tam naszego 37 1 | Czego?~- Dziwować się, to się i dziwować, ale zawdyk 38 1 | jechał do Ameryki, i jak się to stało, że jechał. Jak się 39 1 | ile by kto strzymał". Żyd to wiedział od swojego synowca. 40 1 | tyle, że parobka mógłby za to utrzymać. Mali się na zatracenie 41 1 | Bożej. Przy tym wszystko to, co widział, co go otaczało, 42 1 | przeciągle ligawka... A to Jaśko Smolak, koniucha, 43 1 | czupryną, a co jej mówił, to wspominała jakby granie 44 1 | się twój tatulo uparli, to i ja zadatek dworski oddam, 45 1 | obrócę; co się z tobą stanie, to stanie się i ze mną; jedno 46 1 | więc wierzyła, że co rzekł, to i spełni. Ot, chciałaby 47 1 | przytrząśnięty.~Hej! gdzie to ona teraz była, gdzie 48 1 | przecie drzewo ich rodzime to nie ta strona, w którą jechali, 49 1 | serca przedtem nie czuły, to teraz uczuły. Wawrzon zdjął 50 1 | wiedział, jak ma Marysi to, co mu się zdawało, powiedzieć; 51 1 | ozwały się dziwne szmery. Był to niby ciężki oddech jakiejś 52 1 | słysząc takie gwary mówią, że to burza zwołuje z piekieł 53 1 | zaczęło dziwić.~- Czemu to Niemcy tak dziś cicho siedzą? - 54 1 | jak zwykle Wawrzon - musi to u nich święto jakie albo 55 1 | głosów poczęło pytać:~- Co to jest? Co to jest?~Ale nie 56 1 | pytać:~- Co to jest? Co to jest?~Ale nie było odpowiedzi. 57 1 | i Marysi zdawało się, że to już przychodzi ciemność 58 1 | Zdawało się wszystkim, że to już koniec.~Po chwili wszedł 59 1 | zatracenie nie podawał, czy to nie grzech dla katolika 60 1 | Kaszuba... wasz Bruder, ale to dawno!... Jetzt ich bin 61 1 | Jetzt ich bin Deutsch...~To rzekłszy, podniósł koniec 62 1 | przedmiotu, rozpoznali, że to była wielka czerwona beczka, 63 1 | pasy przyciągać.~Widząc to wszystko Marysia rzekła:~- 64 1 | przeraźliwie, jakby z radości.~- Co to jest? - spytał Wawrzon.~- 65 1 | pognasz, świnię pognasz, to i sprzedasz. Narodu tu widać 66 1 | zbiórkę. Kiej dziedzictwo to dziedzictwo. Parobka się 67 1 | młodym śpiewały:~ ~Cóżeś to za pan?~Cóżeś to za pan?~ 68 1 | Cóżeś to za pan?~Cóżeś to za pan?~Cała twoja sukiencyja~ 69 1 | agentów kolejowych: wszystko to krzyczało wniebogłosy, popychało, 70 1 | oszukać, więc też Wawrzon to uczynił. Za to, co miał, 71 1 | też Wawrzon to uczynił. Za to, co miał, dostał czterdzieści 72 1 | dolarów srebrem. Nim wszystko to się odbyło, okręt zbliżył 73 1 | Dziwne jakieś wydawało się im to miasto, takie gwarne, hałaśliwe, 74 1 | narodu, jakie dziwne twarze; to czarne, to oliwkowe, to 75 1 | dziwne twarze; to czarne, to oliwkowe, to czerwonawe. 76 1 | to czarne, to oliwkowe, to czerwonawe. Właśnie tam, 77 1 | nieład i nędzę ludzką.~W tej to dzielnicy znajdują się " 78 1 | społeczeństw europejskich, to mieszkańcy owych zaułków 79 1 | jęczmiennej zastępuje łóżko.~To wszystko. Stary Wawrzon 80 1 | jest i wynędzniała. Ta sama to niby Marysia, ale jej rumiane 81 1 | znowu oczy. Przy tym co to za robotnik, który nie pojmuje, 82 1 | dzieci wygnały go z chałupy, to... kosztur by mu tylko wziąć 83 1 | o tym wszystkim myślał, to czuł, że go nie tylko Bóg 84 1 | straszniej, że nie wiedział, co to jest, czego mu trzeba, do 85 1 | czego jak serce przywrze, to się nie oderwie, a oderwie 86 1 | oderwie, a oderwie się, to się krwawi. Chłop czuł, 87 1 | coraz ciemniej, bo choć to było w południe, ale mgła 88 1 | szukał, czego nie zgubił, to chwilami zapomniał o swej 89 1 | wreszcie nad wodę, a że to była pora "lunchu", więc 90 1 | półtora dnia nie jadła, to się uraduje. Pan Bóg je 91 1 | wozu spadło. Nie jedliśwa, to będziewa jedli. Pan Bóg 92 1 | Wawrzon przynosił rano drzewa, to napaliła w piecyku, przyniosła 93 1 | pijani majtkowie. Przez to próżnowanie była jeszcze 94 1 | a choćby i przyjechał, to przygarnieli do piersi? 95 1 | dziadowa córko!" Jakież to teraz jej wiano, Łachmany. 96 1 | tak, jak dziś dokuczał, to płomienie sycząc, strzelając 97 1 | bo się wstydam!" Gdy jej to czasem przypominały płomienie, 98 1 | przypominały płomienie, to łzy zalewały jej twarz; 99 1 | Marysia w mniemaniu, że to ojciec, nie podniosła głowy, 100 1 | ozwał się:~- Look here!~Był to właściciel rudery, w której 101 1 | pozostały jak dawniej, wargi za to miała zsiniałe, oczy wpadłe 102 1 | jakby się zbudził ze snu.~- To je rzuć.~- Dyć się przydadzą.~- 103 1 | powtórzył jeszcze: "Kiej tak, to niech tak będzie!" - potem 104 1 | jeśli kto przyśle swaty, to chyba śmierć.~Ponieważ była 105 1 | dalsze śpiewanie:~ ~Zaboczył to Jaśko na wysokiej górze,~ 106 1 | wypływały na pełnię i z nich to właśnie dochodziło śpiewanie. 107 1 | opuścił, dola skapiała, to niech cię choć śmierć przytuli. 108 1 | miała osiemnaście lat i to przywiązanie do życia, 109 1 | spychały w przepaść. Ale jego to wszystko zdawało się tylko 110 1 | mogła znikąd nadejść, bo to był sam koniec portu, na 111 1 | nowojorska; na koniec - co to się z nią dzieje? Widzi 112 1 | wyciągają się do niej. Na Boga! To Jaśko tam stoi, Jaśko wyciąga 113 1 | jeśli słońce ogrzeje , to się obudzi; inaczej nie.~ 114 1 | nocnej walki i wilgoci, była to twarz po prostu anielska: 115 1 | Uczuł raz na zawsze, że to dziecko - to teraz źrenica 116 1 | zawsze, że to dziecko - to teraz źrenica oczu jego 117 1 | poszli. Ale widocznie jakiś to dzień miał być wyjątkowy 118 1 | solone mięso. Tłumaczyło się to po prostu tym, że któryś 119 1 | Wawrzon z Marysią tlumaczyli to sobie jeszcze prościej. 120 1 | przyjaźnie w Nowym Jorku to był dziw, czary jakieś, 121 1 | kawał nieba złapał.~Toć to pan... i swój pan. On z 122 1 | nogach go całuje.~W Ameryce to niebywała rzecz! Ale stary 123 1 | się na gapiów gniewać.~- To nie wasz business - mówił 124 1 | Gdy jedli, radowało go to widocznie bardzo. Potem 125 1 | Biedę przeszliście. Ale to jest dobry kraj, tylko trzeba 126 1 | Czterdzieści kilka lat tu siedzę, to się i o kraju zapomniało. 127 1 | gdzie jego ojcowie żyli... To mój syn - rzekł ukazując 128 1 | musi być. Co tu padnie, to dla dawnych progów stracone. 129 1 | we dwoje; zechcą wrócić, to i starego zabiorą.~Następnie 130 1 | stepach w Nebrasce, ale to daleko. Kolej drogo kosztuje. 131 1 | darmo, a co dam w rękę, to schowacie na gospodarstwo.~ 132 1 | Borowina w Arkansas. Jest to piękny kraj i ciepły, a 133 1 | na świecie i bez opieki, to mnie poszukaj. Tyś biedne 134 1 | do siebie i ugościł. Był to cały dom dobrych ludzi, 135 1 | czasem się gniewał, mówił to po angielsku, to po polsku, 136 1 | mówił to po angielsku, to po polsku, rozmawiał z Marysią 137 1 | jej pościel. Ach! jacyż to dobrzy ludzie byli, ale 138 1 | przez okna wagonu. Było to zupełnie inaczej niż w Nowym 139 1 | ducha. Wawrzon spoglądał na to wszystko, kręcił głową i 140 1 | potrzebnego na budowę; zapomnienie to było jednak łatwe do wybaczenia 141 1 | Nazwa "Bloody-Arkansas", to jest "krwawy", nie odstraszała 142 1 | i drugi Mazur spoglądał to na własne pięście, to na 143 1 | spoglądał to na własne pięście, to na siekierę, to na owe dęby 144 1 | pięście, to na siekierę, to na owe dęby mające po kilkanaście 145 1 | dopiero imać się pługa, to praca na całe lata.~Ale 146 1 | jeleni i bawołów; była to bowiem pora wiosennych wędrówek 147 1 | drzewa, były rzadsze. Wówczas to, jak bór arkansaski borem, 148 1 | działka leży, jak odmierzyć to, co na niego wypada. Osadnicy 149 1 | głowy pana Grünmańskiego, to była jego tajemnica, dość 150 1 | południowych i odwrotnie. Wówczas to można było usłyszeć ową 151 1 | Illinois, gdzie spojrzysz, to je rajbrod, a co karem milkę 152 1 | co karem milkę ujedziesz, to city. Pójdziesz na fermę, 153 1 | fermę, dom chcesz stawiać, to nie potrzebujesz lasu gryźć, 154 1 | czego tykasz? Tam byłem syr, to i tu będę syr, a ty coś 155 1 | się, nurtowała nienawiść. To małe społeczeństwo, rzucone 156 1 | lepiej się im działo. Co bór, to nie bruk nowojorski, a przy 157 1 | włosów jak chaber z żyta i że to najładniejsza dziewczyna, 158 1 | kiejby królewna. Komu zechcę, to dam, ale byle komu nie 159 1 | się żółta ściana domostwa; to jednak, co zrobiono, było 160 1 | Teksas tlumaczyli mu, to musiał być bawół, ale on 161 1 | się coraz widoczniejszą, to że nim słońce wzejdzie, 162 1 | był ci On nam miłosierny, to i teraz nas nie opuści.~ 163 1 | co się tam z nimi działo, to już trudno powiedzieć. Wokoło 164 1 | chodzić. Dwa dni nie zważał na to, trzeciego nie mógł wstać. 165 1 | myśliwiec z Teksasu, który to słyszał, zaraz rzucił się 166 1 | ludzie na puszczy zaczęli to przeklinać, to wołać wielkimi 167 1 | puszczy zaczęli to przeklinać, to wołać wielkimi głosami do 168 1 | potem rzekł głośno:~- Ano, to weźmiewa się za bary.~Ludzie 169 1 | niego ufność wielką, bo to był myśliwiec nawet w Teksasie 170 1 | w Teksasie sławny. Chłop to był istotnie w stepach zdziczały 171 1 | karabin wyszedł na pustynię, to po parę miesięcy w domu 172 1 | granicy Meksyku rozbijał, ale to nie było prawdą. Przynosił 173 1 | chmur, ale prócz tego była to pora wiosenna, w czasie 174 1 | ręki Marysinej żądał.~- Czy to ja jedna w świecie? - wypraszała 175 1 | lała i nad nim, i nad sobą. To, że jej Orlik obiecywał, 176 1 | obiecywał, byle mu ślubowała, to wróci z nią choćby do Lipiniec, 177 1 | uderzeniem. Znać było, że to nie zwykły zalew deszczowy, 178 1 | dopływy musiały wylać. Była to topiel, rwanie drzew z korzeniami, 179 1 | oboje z Wawrzonem uczynili to, co im kazano, jakaś postać 180 1 | z gałęzi na tratwę.~Był to Orlik.~- Maryś! - rzekł - 181 1 | widać na widnokręgu. Za to cała okolica wyglądała jak 182 1 | Nacierpiałem się niemało, to mi odpuści grzechy moje. 183 1 | Nowego Jorku odprowadzi. To dobry pan, on zlituje się 184 1 | od stron rodzinnych... Co to? Granica. Biedne chłopskie 185 1 | Jedźcie dalej! Boże, Boże! a to już i pola, i grusze Maćkowe... 186 1 | było nią kierować. Może to jednak były i wiry, kręcące 187 1 | odbijała się w wodzie.~- To łódź z Clarcsville! - mówił 188 1 | Water-Street w Nowym Jorku. To Marysia szła szukać pomocy 189 1 | Złotopolski w domu?~- Kto to jest?~- Wiekowy pan. - Tu 190 1 | zabrali, a jeśli się zmiłują, to o żebranym chlebie przejdzie 191 1 | zapomniał, jeśli odepchnie, to chociaż umrze blisko niego.~ 192 1 | jeśli zaraz nie pojedzie, to niedługo umrze, jak pomarli 193 1 | wysileniem i z myślą, że to chyba już ostatni raz, bo 194 1 | wodę nie wrzucą, a wrzucą, to i cóż? Jedno jej, jak umierać, 195 Latar| wieści. Ponieważ stało się to wśród burzy, przypuszczano, 196 Latar| przez bałwan. Przypuszczenie to było tym prawdopodobniejsze, 197 Latar| rezydującego w Panamie, a był to kłopot niemały, raz z tego 198 Latar| zapala światło. Nie byłaby to wielka robota, gdyby nie 199 Latar| wielka robota, gdyby nie to, że chcąc się dostać z dołu 200 Latar| raizy dziennie. W ogóle jest to życie klasztorne, a nawet 201 Latar| jeszcze tegoż samego dnia. Był to człowiek już stary, lat 202 Latar| wojny karlistowskiej; trzeci to legia francuska; czwarty 203 Latar| czytać.~- Hm! Skawiński? To jest wasze nazwisko?... 204 Latar| widzicie, przeszedłem. Miejsce to jest jedno z takich, jakie 205 Latar| tu już będziesz siedział, to jest twój port. Ach, Sir! 206 Latar| jest twój port. Ach, Sir! to od was tylko zależy. Drugi 207 Latar| jeśli nie wejdzie do portu, to zatonie... Jeśli chcecie 208 Latar| tylko, gdy go pytano, czyja to miała być ręka, ukazywał 209 Latar| polarną i odpowiadał, że to idzie stamtąd... Rzeczywiście, 210 Latar| raz setny pierwszy. Był to w swoim rodzaju szczególniejszy 211 Latar| grama.~Było w nim jeszcze i to dziwnego, że po tylu zawodach 212 Latar| nie tułać się. Co prawda, to i należało mu się takie 213 Latar| że pytał sam siebie, czy to prawda, i nie śmiał odpowiedzieć: 214 Latar| podobna czasem do huku armat, to do szumu olbrzymich lasów, 215 Latar| szumu olbrzymich lasów, to do dalekiego, zmąconego 216 Latar| okrętowych. Zielone owe punkciki to wznosiły się wysoko, to 217 Latar| to wznosiły się wysoko, to zapadały w dół, to chwiały 218 Latar| wysoko, to zapadały w dół, to chwiały się na prawo i na 219 Latar| nieskończoność morska może tak wołać, to być może, że gdy się człowiek 220 Latar| jeśli się na nie godzą, to po pewnym czasie opuszczają 221 Latar| określonych kształtów. Niebo - to jeden ogół, woda - to drugi, 222 Latar| to jeden ogół, woda - to drugi, a wśród tych nieskończoności 223 Latar| samotna dusza ludzka! Jest to życie, w którym myśl jest 224 Latar| szarawy pióropusz dymu. To parowiec z New Yorku wiózł 225 Latar| pomyślał, że będzie trwały, to mu już niczego nie brakło. 226 Latar| budują domy dla inwalidów, to dlaczegóżby Bóg nie miał 227 Latar| przyswoiły się wkrótce, że gdy to czynił potem, to otaczała 228 Latar| że gdy to czynił potem, to otaczała go prawdziwa burza 229 Latar| była nostalgia, ale właśnie to, że przeszła i ona nawet 230 Latar| mewy, odpływy i przypływy, to jakaś wielka - jedność i 231 Latar| książka była polska. Co to miało znaczyć?! Kto mu mógł 232 Latar| wśród jego samotności, była to dla niego jakaś nadzwyczajność, 233 Latar| własnego serca. Spojrzał: były to wiersze. Na wierzchu stał 234 Latar| spodem zaś imię autora. Imię to nie było Skawińskiemu obce; 235 Latar| uroczystego. Jakoż była to chwila wielkiego spokoju 236 Latar| ukochaną, oddaloną za to, że się już tak zestarzał, 237 Latar| i basetli: "U-ha! U-ha!" To ułany krzeszą ognia podkówkami, 238 Latar| Rzekłbyś: zupełnie ocean. Ale to łąki: rychło czekać, jak 239 Latar| jutrzejszej bitwie. Hej! to i pójdzie, jak pójdą inni, 240 Latar| Hej, stary! wstawajcie. Co to wam? Stary otwiera oczy 241 Latar| strażnik portowy.~- Co to? - pyta Johns - chórzyście?~- 242 Sach | indyjska zwana Chiavatta. Była to stolica Czarnych Wężów, 243 Sach | najuroczystszymi traktatami; ale cóż to mogło obchodzić kolonistów 244 Sach | wdzięczność na swój sposób, to jest zdzierając im skalpy 245 Sach | śmierci." Jeżeli gdzie, to w Antylopie ten sachem mógł 246 Sach | sami nie wiedząc, dlaczego to robią. Godzina ósma wieczór. 247 Sach | ciemne kontury budowli. Jest to świeżo wzniesiona szopa 248 Sach | przeprowadzić do niego rur gazowych, to natomiast olbrzymi żyrandol, 249 Sach | muślinu, wstążek i tiulu. Jest to tancerka Lina. Rozpoczynają 250 Sach | blaskiem całą arenę. W tym to blasku ukaże się straszliwy 251 Sach | Czarnych Wężów. Ale cóż to?... Wchodzi nie sachem, 252 Sach | zapomniał? Wydawało się to nieprawdopodobnym. Otoczenie 253 Sach | myślą o niej więcej niż na to business pozwala. Przede" 254 Sach | Słychać krótki pomruk ciżby: "To on! to on!" - i potem cisza. 255 Sach | krótki pomruk ciżby: "To on! to on!" - i potem cisza. Syczy 256 Sach | okrzyk wojenny. Herr Gott! to okrzyk Czarnych Wężów. Ci, 257 Sach | Chiavattę, pamiętają dobrze to straszne wycie - i co dziwniejsza, 258 Sach | po niemiecku. Ale łatwo to zrozumieć. Pewno zapomniał 259 Sach | Czarnych Wężów. Zresztą nikt na to nie zważa. Wszyscy słuchają 260 Sach | wzmaga się i potężnieje. Jest to pół śpiew, pół jakieś wołanie 261 Sach | się jeden okrzyk. Ale cóż to? Z areny wołają: stój! stój.... 262 Sach | spada z piersi widzów. Więc to wszystko było w programie, 263 Sach | wszystko było w programie, więc to była sztuka dyrektora? efekt? 264 Ozyr | przekupki z Memfis?.~A na to tak odpowiedział pierwszy 265 Ozyr | panie, przytoczę ci na to tysiączne dowody, których 266 Ozyr | wiekuiste siedlisko dla łotrów.~To mówiąc chwyciła za rękę 267 Ozyr | udzielić głosu. Jakaż więc na to jest rada? Oto zawołam Mądrości, 268 Ozyr | zadowoleniem i rzekła:~- Ach, to Jego Ekscelencja, który 269 Ozyr | ograniczał.~- Czy nie sądzisz, że to szelmostwa - przerwał 270 Ozyr | tak - rzekł Sprawiedliwy - to trzeba dorzucić i na szalę 271 Ozyr | postarał się przede wszystkim o to, by te reformy nie były 272 Ozyr | jaka szkoda dla Egiptu, to łatwo pojmie nie tylko tak 273 Ozyr | rozbójnikami.~- Chwała Bogu, to jest chwała mnie samemu! - 274 Ozyr | przynajmniej wątpliwości, że to łajdactwa czystej wody!~- 275 Ozyr | rządził mądrze i uczciwie, to zyskałby na tym Egipt, zyskałby 276 Ozyr | To rzekłszy obrócił Psunabudesa 277 Legen| długa droga świetlista.~- To pyszny statek! - mówili 278 Legen| niektórzy majtkowie.~- Nic to! płyniemy z falą! - odpowiadała 279 Bajka| cię kochać?~- Mniejsza o to. Wiem tylko, że mam prawo 280 Bajka| milczenia.~- Co ma być, to będzie... - mówi wreszcie 281 Bajka| tak rozumować?~Usłyszawszy to sęp podnosi głowę i rzecze 282 Bajka| wielką dumą:~- Prostaku, to chyba nie wiesz, że ja przez 283 Bajka| mówi sokół. - Ha! to w takim razie nadzieja moja 284 Zpami| a Bóg jeden wie, co by to był za cios dla pani Marii, 285 Zpami| konno, ale nie było czasu na to. Dziecko tyle miało do roboty, 286 Zpami| Michaś nie dość pracuje! Było to dziecko średnich zdolności, 287 Zpami| będzie jeszcze się źle uczył, to może dobić - więc chłopak 288 Zpami| niepowodzenia, starał się pocieszać, to już moja rzecz. Sam napracowałem 289 Zpami| przywarło do niej. Co ja na to poradzę? A wreszcie co jej 290 Zpami| poradzę? A wreszcie co jej to szkodzi? Nie chcę od niej 291 Zpami| musiało do tego przyjść. Ale to nie miłość we mnie, to prędzej 292 Zpami| Ale to nie miłość we mnie, to prędzej moja religia.~Michaś 293 Zpami| że patrzę na nią. Były to też same delikatne rysy, 294 Zpami| burze rozwiały fortunę, a to, co zostało, nie jest wprawdzie 295 Zpami| zapłacić za żal i gorycz, to doprawdy powiedziałbym razem 296 Zpami| chłopcem mieliśmy jeden cel, a to: nie zmartwić jej, pokazać 297 Zpami| Piątkę! naprawdę piątkę!~Były to dla nas obydwóch szczęśliwe 298 Zpami| i wyobrażając sobie, co to będzie, jeśli dostanie wszystkie 299 Zpami| władało dostatecznie. Na to już nic nie mogłem poradzić 300 Zpami| jakim zawołał:~- Panie, więc to naprawdę nie bajka? bo...~- 301 Zpami| młodości; dla niego wszystko to, co składa się na nieszczęście: 302 Zpami| utrata nadziei, wszystko to poczęło się w jedenastym 303 Zpami| zrobić? cóż mógł poradzić na to, że nie przyszedł na świat 304 Zpami| potrzebował do nauki. Gdyby nie to, dawno bym był pisał do 305 Zpami| zadaniem jego życia. Ale .to był krótki blask szczęścia. 306 Zpami| fatalny akcent polski zburzył to, co wybudowała usilność, 307 Zpami| nie odrobili go. Owickiemu to uszło, bo, jako prymusa, 308 Zpami| zapomniał na równi z nim, ale na to nie pozwalał honor szkolny. 309 Zpami| lenistwa. Kosztowało mnie to niemało-zmartwienia, ale 310 Zpami| stanowcza opinia, że był to chłopiec przesiąknięty " 311 Zpami| przedstawiał sobie, co na to powie matka, jaki to będzie 312 Zpami| na to powie matka, jaki to będzie dla niej ból, jak 313 Zpami| będzie dla niej ból, jak to może podkopać jej wątłe 314 Zpami| wyrozumieć. Sprawiło mu to widoczną ulgę, bo się wypłakał 315 Zpami| znów publiczną naganę. Było to już przed samymi świętami, 316 Zpami| Byłbym nawet kontent, gdyby to było zobojętnienie, alem 317 Zpami| sennie: "Ja myślę, panie, że to się na nic nie zdało." Bałem 318 Zpami| więc cenzura zawiodła i to oczekiwanie. Ostatnia publiczna 319 Zpami| opinii niemieckich profesorów to tylko dziecko dobrze się 320 Zpami| Dopiero gdym zwrócił na to jej uwagę, rzekła:~- Prawda. 321 Zpami| przemawiał w języku wykładowym, to znów odmieniał rozmaite 322 Zpami| ciszy wieczornej słyszał to dziecko jedenastoletnie, 323 Zpami| Wrażenie robiły te słowa. Była to Wigilia Bożego Narodzenia. 324 Zpami| się, a myśmy drżeli, by to nie była noc śmierci.~Przez 325 Zpami| wołać Loli i matki, ale to krótko trwało. Szybki jego 326 Zpami| było lepiej. Nad ranem, że to już czwartą noc spędzałem 327 Zpami| Herr Inspektor" przyszedł, to on by się już nie zerwał, 328 Zpami| na zawsze...~Dziś, gdy to piszę, upłynęło już od tego


IntraText® (V89) Copyright 1996-2007 EuloTech SRL