Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Stanislaw Przybyszewski
Nad Morzem

IntraText - Concordances

(Hapax - words occurring once)
1897-kokos | kolac-pelny | piane-sinym | siost-wtlac | wtuli-zywot

     Rapsod
1 3 | Kristianiafjord i Playa dela Mera 1897/1898~ ~ 2 3 | Kristianiafjord i Playa dela Mera 1897/1898~ ~ 3 2 | niewolników w niechybną zgubę, aby tylko mogli rozpostrzeć 4 2 | ramionami, z płomienie j ącymi włosami, co jak ognista 5 1 | słońce.~Z posępnym lśnieniem agatów i orytów zlewała się smętna 6 1 | nieprzebrane skarby: czarne agaty z białymi żyłkami, zielone 7 1 | Twych kroków jak gasnące akordy harfy, jeszcze gra muzyka 8 1 | niezliczone stado białych albatrosów.~Po wszystkich krajach stali 9 2 | bezsiły nad jego przestworzem albo zbiły się w chmurę i siadły 10 1 | przez morze, jak przewiewa "Anioł Pański" dalekich dzwonów 11 1 | kiedyś zdobiły półksiężyc Artemidy, czyste i słodkie jak Twoje 12 1 | niepojęte rozkosze raju.~Asyryjskim Hakumim odebrano podstępem 13 2 | winnice, czarne moczary i bagna porosły olbrzymim liściem 14 1 | z naszego świata.~ Alem bał się, o Panie, stanąć przed 15 1 | nienawidziłem je i co dzień silniej bałem się jego zemsty.~Rok cały 16 2 | wiecznego miasta, kiedy hordy barbarów rzucały pochodnie we wspaniałe 17 2 | tak spływa potop pijanych barw, gdy na niebie noc milczenie 18 3 | nad igraszką, jaką morze bawiło swego syna.~Nagle stała 19 3 | Czułem, że gdy powstanę, będą jak gwiazdy płomienieć nade 20 1 | kapłanów i czarowników, beryle, co umarłych wskrzeszają, 21 3 | Morze wygładziło się jak bezchmurne niebo.~I spostrzegłem naraz, 22 2 | a wzrok bezgraniczny i bezcielesny we wszechświatach tonie, -~ 23 3 | mogłem się błąkać po jego bezdrożach. -~I jednej ciemnej nocy 24 2 | A w tym pożarze wodnych bezdroży widzę Cię z wyciągniętymi 25 2 | źródła mej potęgi spływała bezgraniczna łaska w Twoją duszę, 26 2 | ziemi nie dotyka, a wzrok bezgraniczny i bezcielesny we wszechświatach 27 3 | strumienie ognistych warów na bezkresy lodowe. Błyskiem piorunu 28 2 | kształt gasnących strun, -~o bezmiernej jasności, kiedy niebo ziemi 29 1 | nitki topniejącego śniegu po bezmiernych obszarach lodu, wtedy rozwinęła 30 2 | ołowianym całunem smutku i beznadziei, i wtłaczało się w duszę 31 2 | między swe białe pióra i w beznadziejnym smutku czekała śmierci.~ 32 2 | zmęczony patrzałem na mój bezpłodny trud.~ wreszcie nadeszła 33 2 | zadumaniu patrzały w słoneczność bezprzestrzennych dali.~A gdym kąpał moje 34 2 | lękałaś się ciemności w bezsennych nocach, całe miasta z ziemią 35 2 | pełne łkającej tęsknoty, bezsilne i żarliwe jak rozmodlona 36 2 | skrzydła, raz jeszcze opadła bezsilnie na ostrej rafie skały, wtuliła 37 3 | morza stoczyła, wgryzał się bezsilnym drżeniem słaby płomień latarni 38 2 | oceanem, zawisły niebem bezsiły nad jego przestworzem albo 39 2 | rozpostartymi skrzydły mkną przez bezsłoneczne dale, -~o zamarłych miastach, 40 3 | Odtąd gasła nasza miłość i bezwładniała w ciągłych zapasach z obłąkaną 41 3 | ciemnej, jesiennej nocy zwisła bezwładnie w mych objęciach, zawrzało 42 1 | gdyby niezliczone stado białych albatrosów.~Po wszystkich 43 1 | nieprzebrane skarby: czarne agaty z białymi żyłkami, zielone hiacynty 44 3 | święte serce morza poczyna bić i znowu wyrzuca wrzące lawy 45 1 | głuchej ciszy słyszałem bicie Twego serca jak kołatanie 46 2 | piersi, niosłem Cię, moje biedne dziecię, i szukałem miejsca, 47 3 | serca.~Takim błędnym kołem biegły me myśli, gdym chodził i 48 2 | zatrzymywała gwiazdy w ich biegu, odczuwała najtajniejsze 49 2 | moja roztaczała od jednego bieguna ziemi do drugiego, budowałem 50 3 | nad morzem uczułem nagle bijące serce wkoło siebie, czułem, 51 3 | nad nimi córka królewska, biła je i kłuła te oczy kochanka, 52 2 | szumem stalowych skrzydeł biło me serce, gdy me wojska 53 Mod| jak dwie łzy spłynęły w blady uśmiech, co tlał na Twych 54 2 | włosy zmrok morza jaśnieniem bladych gwiazd przeświecały, spadła 55 1 | trawiona, chwieje się w bladym jaśnieniu Twych włosów.~ 56 2 | głaszcze me włosy, Twe usta błądzą wieczorną tęgą po mym czole, 57 1 | patrzałem.~Teraz staje, teraz błądzi niepewną nogą pc ogniem 58 2 | Och, przemów do mnie!~Błądziłem po wszystkich morzach, a 59 2 | spędziliśmy długie dni szczęścia, błądziliśmy wśród skał po wąskich a 60 1 | odpadło, rąk rozpaczą i błaganiem krzyczących. Widziałem oczy 61 3 | obłędów7. Ja jedyny mogłem się błąkać po jego bezdrożach. -~I 62 1 | spętane skrzydła, mój wzrok błąkał się po księżycem oblanych 63 1 | wynoszono na taras, oczy moje błąkały się w błędnym przerażeniu 64 1 | a przed mym majestatem blakł wszelki blask i wszelka 65 1 | rozszarpał, gdy ręce Twe w błędnej zadumie błądziły po strunach 66 2 | rozwiałaś się jak opary mgieł w błękicie brzasku,~Znikłaś, zagasłaś, 67 2 | spojrzenie.~Powiędły róże, drżą w błękitniejących całunach nocy, które brzask 68 2 | świetle, gdym roztapiał dale w błękitnych mgłach zmroku, gdym zmęczony 69 3 | chłodem wznosi się cisza ku błękitom, a jako dreszcz wieczności 70 2 | niebie i zatonęłaś w świtach błękitu.~Po wszystkich morzach Cię 71 1 | echo wieczności, i coraz bliżej... Czułem, jak się cofałem 72 2 | się nieprzedartym gąszczem bluszczu.~Ale nadaremnie wyczerpywała 73 3 | nas krzyczały bezgłośnie błyskawice.~Ale w odmęcie naszego szczęścia, 74 Mod| skroń wieńczy, tak krwawymi błyski, jak teraz, kiedym Cię już 75 3 | warów na bezkresy lodowe. Błyskiem piorunu zamienia się śnieg 76 3 | się pobliża, z lśniących błysków wyplata dusza na rozchwiei 77 2 | chciała, w nocy wielkiego cudu błysnąłem jak słońcem, piorunem słowa, 78 2 | zalewa: jak diamentowy szron błyszczy w żarze południa biała piana 79 3 | domu rodzinnym, o gnieździe bocianim, które kiedyś uplotłem na 80 1 | SłońceSzatanie, pozwól bodaj, że śledzie u łoża mego, 81 2 | Bogu, oczy Twe szukały tego Boga, którym oddychałaś w woni 82 1 | Bezgraniczne szczęście i bogactwa bez miary sypało szczodrą 83 1 | rozkwitła ziemia w pysznym bogactwie.~Zemsta moja stępiała, a 84 1 | nad ziemią, a nawet nad bogami dają.~Całą ziemię poszarpano 85 2 | w tęczach nocy polarnej, bogatą przepychem klejnotu, co 86 2 | światłem gasnącego słońca tka bogaty przepych mych dumań, a w 87 1 | ziemi rzuciłem pod me stopy, bogom się odgrażałem, strącałem 88 2 | blade ręce ku nieznanemu Bogu, oczy Twe szukały tego Boga, 89 1 | wszystkich krajach stali bojownicy moi, których słońce w pustyni 90 2 | wspaniałe świątynie, a przy mym boku jechałaś na koniu w stal 91 2 | Tobie i o mnie, straszny ból moich mrocznych przeznaczeń.~ 92 1 | rozkwita w wielki kwiat boleści. A śmieje się dziko, śmieje 93 3 | wyciąga długie, drżące ręce w bolesnej tęsknocie. Wdzieram się 94 1 | mnie, nade mną, w sobie, boś odtąd się stała ojczyzną 95 2 | nieśmiertelne piły w świętej ciszy boskości niepokalane piękno wszechświata.~ 96 2 | Cię fale senną pieszczotą, brały Cię i niosły ku nieznanym 97 1 | Twego serca jak kołatanie u bram wieczności.~Czułem, że muszę 98 1 | mego w spienionym szale bramy pałacu mego i przyczołgało 99 2 | było, tylko jakieś słabe, brudne jaśnienie rozczołgało się 100 2 | deszcz. Cały dzień jęczał na brudnych szybach okien, jęczał, łkał 101 1 | rzeki przerzynały sinymi bruzdami moje kraje, a trzy morza 102 2 | błękitniejących całunach nocy, które brzask rozwiewa, a z krzaku głogu 103 2 | co echem dalekich snów na brzegach przebrzmiewały.~A gdy wszystkie 104 2 | w czasie przypływu morze brzegi zalewa: jak diamentowy szron 105 2 | Cię i niosły ku nieznanym brzegom.~Jak we śnie szłaś na morzu, 106 1 | błyskawic, zniszczeniem brzemiennych.~Nieskończone godziny spędziłem 107 1 | przezroczyste, a głos mój brzmiał obco i głucho, coraz silniejszym 108 1 | kawały święty wóz, na~ jeżony brzytwami, paliłem stosami wokół miasta 109 2 | wchłaniać w swe głębie ogniem buchające wary.~A w tym pożarze wodnych 110 1 | coraz silniejszym płomieniem buchała tęsknota za dniem, za drgającym 111 1 | groby, którem dla ojców mych budował.~Najpotężniejszych mocarzy 112 2 | bieguna ziemi do drugiego, budowałem piramidy i sprowadzałem 113 3 | stęsknione serce do snu, a budząc się wznosiłem się wraz z 114 3 | gwiazdy, a głos jej - wszak to był głos morza, który kiedyś 115 3 | całowałem święte rany.~I odtąd byliśmy zawsze razem.~Wokół nas 116 3 | powiedzieć, jakby czekała, bym ja jej coś powiedział, ale 117 2 | miasta z ziemią zrównałem, byś mogła widzieć moje zwycięskie 118 1 | miękką rozkoszą kwitnącego bzu w rosie się rozpływa.~Siedzę 119 1 | tchnienie Twego ciała...~Z całego świata spędziłem czarowników 120 1 | które serce moje pieściło, całowało i tuliło, słowa, których 121 3 | moje serce, tuliły je i całowały.~Na chwilę zadrgały jej 122 2 | drżą w błękitniejących całunach nocy, które brzask rozwiewa, 123 2 | się nad głową ołowianym całunem smutku i beznadziei, i wtłaczało 124 1 | rozkoszy szczepią, głuche chalcedony, co wieczną młodością śmiertelnych 125 2 | brzegu, nad którym stoi moja chata.~Och, na tym brzegu spędziliśmy 126 3 | olbrzymie bałwany na naszą chatę. Oczy nasze spotkały się 127 1 | Nigdy go już ujrzeć nie chcę!~I wzięłaś moją głowę w 128 1 | obłęd me myśli chłonie...~Chciałbym Cię widzieć, jak idziesz 129 3 | wścieklej, jakby je z posadami chciało na brzeg wyrzucić.~W obłędnym 130 1 | i .rozpaczy, gdyby krwi chciwa hiena, słyszałem jego przekleństwa, 131 3 | gazela, oczy jej wpiły się chciwie w duszę, pełne lęku i 132 3 | zmrok, i piję, chłonę w chciwym pragnieniu moje wielkie 133 2 | mnie!~I przemów do mnie!~Chętnie słuchałem, kiedy na tarasie 134 1 | ostrym promieniem wilgotny chłód onyksów, zielonawa roztęcz 135 3 | widnokręgach nieba, kojącym chłodem wznosi się cisza ku błękitom, 136 3 | potopy rzek, jezior i oceanów chłoną pożar wszechświata.~I znowu 137 1 | Tobie, choć obłęd me myśli chłonie...~Chciałbym Cię widzieć, 138 1 | radością znosił naród wszystkie chłosty, plagi i męczarnie, bo otóż 139 3 | zwaliło, a w czarne kłęby chmur, które noc na szał morza 140 1 | głuchy rozgwar; jak czarna chmura kłębi się pode mną gniew 141 2 | przestworzem albo zbiły się w chmurę i siadły na dzikich skałach 142 2 | gwiazdy wdzierają się w chmurną noc i rozpryskują błyszczący 143 1 | szczęśliwy. Byłem szczęśliwy, chociaż czułem, że zagłada nade 144 3 | kołem biegły me myśli, gdym chodził i szukał.~A stojąc znowu 145 1 | ścianach kazał wyżłobić, a chorzał od zimnego blasku kosztownych 146 1 | odebrano podstępem i przemocą chryzolity, co szały koją, rozpędzają 147 3 | ziejące zemstą, oczy Jana Chrzciciela. Z rozkoszą tygrysicy pastwiła 148 1 | której się święta ofiara chrztu dopełniła.~Bo byłaś tak 149 Mod| harfach ciężką zadumę o chwilach rozkoszy, co jak poszum 150 1 | szum - wzmaga się i opada; chwilami słyszę go gdyby zbłąkane 151 1 | przypominało i unicestwiło chytrą moc mego słońca.~I wysłałem 152 3 | miłość i bezwładniała w ciągłych zapasach z obłąkaną zazdrością 153 2 | stal okutym, kiedym w świat ciągnął, by grób święty moją krwią 154 2 | surm i rogów mosiężnych ciągnęły na wojnę; długie godziny 155 1 | muśnie - było, jak gdyby ciche perły deszczu jesiennego 156 2 | zamarłych miastach, których cichego zmroku nie mąci światło 157 1 | wysusza, przyszłaś do mnie tak cicho i tak smutnie, jak noc, 158 Mod| która w ciemnej pomroce cichymi rękoma przędziesz mi na 159 3 | Dreszcze przebiegały po mym ciele; serce moje straszną trwogą 160 2 | zmroku nie mąci światło ni ciemność, o miastach bez cieni, co 161 1 | zemsty.~Rok cały spędziłem w ciemnym grobie pałacu.~Nigdy nie 162 3 | morza rzucają skały posępne cienie, co w głuchej ciszy strzegą 163 3 | jak staje się ciałem, jak ciepła krew w nim krążyć poczyna.~ 164 3 | dawno już prześniło się cierpienie. Tylko morze zostanie i 165 1 | ziemia uginała się pod ich ciężarem, a na ich srebrnych tarczach 166 2 | wykwitają na nagich gałęziach ciężkie kiście złotego kwiecia, 167 3 | z płomiennych kryształów ciosane, kielichy orchidei w olbrzymie 168 2 | siedzieliśmy zadumani i cisi, śniliśmy snem nie z tego 169 1 | rozpasane burze w przedwieczne cisze kołyszą.~Z nieznanych krajów 170 1 | szłaś coraz wolniej i coraz ciszej, płynęłaś jak najskrytsze 171 1 | przerażeniu patrzałem na olbrzymi cmentarz szkieletów na krzyż rozciągniętych.~ 172 3 | zimowe wieczory.~Parowiec cofał się, by nowym zapędem szturmować 173 1 | bliżej... Czułem, jak się cofałem w tajemnej trwodze, jak 174 3 | kochałem.~O, ten cud nad cudami. Słowo, co morzem się stało.~ 175 1 | błędnym szale poiło się jego cudem i w krzyczącym uniesieniu 176 2 | oazach, jaką płaczą wysmukłe cyprysy nad zapadłymi grobami; z 177 2 | upojenie pieśni i tęsknota cytr i harf, kiedy słyszę Twój 178 2 | srebrnymi drążkami ze strun cytry rozpłakaną pieśń tęsknoty, 179 2 | tęsknotą spowitej, w gasnących czarach zapadłego słońca widziałem 180 1 | oczy głodnych tygrysów: czarny onyks, który wszelkie otchłanie 181 2 | zaczarowanych ogrodach wśród czarnych palm, jak błędny ognik świętojańskich 182 1 | ale na próżno kreślili czarodziejskie znaki, na próżno palili 183 2 | wzroku, co w mojej duszy czarownym kwieciem się rozmaił.~O, 184 Mod| słońce zapadło, odkąd koiłaś czarownymi pieśniami smutek mej duszy, 185 1 | dzikie raje, wśpiewałaś obce czary, słowa obłędu i upojenia, 186 2 | piją pragnienie w mej krwi.~Czasem widzę Cię na spienionej 187 1 | kochałem Cię jako wspomnienie czegoś, com dawno zapomniał, com 188 2 | jedno wielkie pragnienie czeka swego: "Stań się!"~I długo 189 2 | się ma dusza, w mrocznych czeluściach wykwitają na nagich gałęziach 190 2 | lasy, trzciny i sitowia, a czeluście i urwiska pokryły się nieprzedartym 191 2 | żelazne tęcze rozwiesiła nad czelustną przepaścią, góry poprzewiercała, 192 1 | jeziora, bujne pastwiska czerwieniały spalone gdyby jedna zgangrenowana 193 1 | zbliżają się chmury, pełne czerwonych błyskawic, zniszczeniem 194 2 | kiedy słyszę Twój głos, gdy czerwonym światłem gasnącego słońca 195 1 | żyłkami, zielone hiacynty z czerwonymi pręgami i ciemne jak otchłań 196 2 | przekwitł ostatni dźwięk, wtedy czołgało się morze do Twych stóp, 197 1 | najtajniesze echo Twego głosu, czuć niepojętą pieszczotę Twej 198 2 | ogarnął mnie niepokój, bom czuł, że jeszcze jedno wielkie 199 2 | coraz silniejsze fale, czuła, jak śmierć się zbliża, 200 1 | żądzy konała tęsknota.~Bo czułaś walkę w mym sercu. Za każdym 201 1 | i w strasznej trwodze czuwałem nad Tobą, by mi Cię słońce 202 2 | wszelką tęsknotę, - ale czymże mi ta wszechpotężna ręka 203 1 | zdobiły półksiężyc Artemidy, czyste i słodkie jak Twoje serce.~ 204 2 | śpią w martwej jak lustro, czystej pomroce, -~o milczących 205 1 | promieniały szafiry swą dziewiczą czystość.~A w rozszalałym rozmęcie 206 1 | szmaragdy, z których przyszłość czytały, szmaragdy, co w sercu płomienie 207 Mod| pieczęcie wszelkich tajemnic i czytasz runy ukrytych sił, a po 208 1 | ziemią, a nawet nad bogami dają.~Całą ziemię poszarpano 209 3 | huk maszyn, w wycie trąb dających sygnały. Naraz drgnąłem...~ 210 1 | która by się mojej porównać dała i nie było potęgi, która 211 2 | Twoja mojej się zrównała.~Dałem Ci moc i piękno, i byłaś 212 2 | słoneczność bezprzestrzennych dali.~A gdym kąpał moje dzieło 213 1 | choć wiedziałem, że słońce dałoby się przebłagać. Nie szedłem 214 1 | krew moją się wświeci, a dam Ci całe moje państwo, rozniosę 215 1 | się nie ruszył.~I jak na dany znak padł krzyżem cały mój 216 1 | wieczną młodością śmiertelnych darzą.~A potem znowu kamienie 217 1 | zapadłe światy. Twoje morza od dawna zamarły i lśnią posępną 218 3 | morze wypogodziło się do dawnej piękności i słonecznego 219 1 | ogniem przesyconej ziemi dech w piersiach zapiera, a gwiazdy 220 3 | Kristianiafjord i Playa dela Mera 1897/1898~ ~ 221 1 | swego.~Po wszystkich morzach dęły się białe żagle mych okrętów, 222 2 | jesienią. Cały dzień padał deszcz. Cały dzień jęczał na brudnych 223 1 | było, jak gdyby ciche perły deszczu jesiennego w ciemnej nocy 224 2 | się w Twe włosy i jakby diadem ukuty ze światła księżyca 225 2 | miesiąc na Twej głowie, i w diamentowym dżdżu ścieka na ziemię przez 226 1 | przywiozły moje okręty olbrzymie diamenty, pyszne i czarne jak skamieniałe 227 1 | bez miary sypało szczodrą dłonią na syna swego.~Po wszystkich 228 1 | czasami rozpacz żłobiła długą, upiorną ręką głębokie bruzdy 229 1 | miłosnym.~ wreszcie po długich dniach trwającej rozpaczy 230 2 | Wszystko tylko snem, jednym długim snem.~Widziałem, jak w brzasku 231 3 | szronem pokryte szyby.~A im dłużej szukałem, tym szersze kręgi 232 1 | wreszcie po długich dniach trwającej rozpaczy znalazłem 233 1 | najpotężniejszych magów, patrzałem dniami całymi, oczy krwią mi 234 3 | pytaniem, jakim się krwawi dogorywająca gazela, oczy jej wpiły się 235 3 | czeluści, jakaś gwiazda dogorywała niby tlący się wiór:~To 236 1 | ostatecznego staczają się w dół. A trzask i łoskot i grzmot 237 1 | rozerwał powietrze od góry do dołu, bo nie mógł znaleźć dość 238 3 | jesiennych nocy. Myślałem o domu rodzinnym, o gnieździe bocianim, 239 3 | ziemia!~I znowu stacza noc dookoła wiecznie cichych, śniegiem 240 3 | niezliczonym tłumem ludzi.~Dopatrywałem się jej w każdej kobiecie; 241 1 | się święta ofiara chrztu dopełniła.~Bo byłaś tak przezroczystą 242 3 | roztoczach jego mgieł.~Teraz dopiero pojąłem, że od samego początku 243 1 | dołu, bo nie mógł znaleźć dość miejsca. Tylko ja, ja sam 244 1 | powiozły nas Twe okręty, dotarliśmy do granic świata. I tu na 245 2 | jasności, kiedy niebo ziemi nie dotyka, a wzrok bezgraniczny i 246 2 | gdyby dwa olbrzymie kratery, drą w strzępy ciemną noc i leją 247 2 | niewolnica strącała srebrnymi drążkami ze strun cytry rozpłakaną 248 3 | cisza ku błękitom, a jako dreszcz wieczności rozświeca się 249 3 | kurczach przedśmiertnych.~Dreszcze przebiegały po mym ciele; 250 3 | jego szybkie, gorączkowe drgania wokół mej twarzy niby trzepotanie 251 3 | toni swe blade sny, niby drgnienie wieczności prześliznęła 252 3 | barwy, czuję tylko, jak drobne, błagalne ręce ujęły w drżących 253 1 | kawały, by znaleźć rzadkie a drogie kamienie, wszystkie morza 254 3 | przeskakiwało z jednej fali na drugą, staczało się z jednej głębi 255 2 | RAPSOD DRUGI~A otóż nadeszła godzina, 256 2 | spojrzenie.~Powiędły róże, drżą w błękitniejących całunach 257 1 | najciemniejszym kącie komnaty, drżąc z przestrachu i lęku, a 258 2 | niemym przerażeniu patrzała drżąca mewa na coraz nowe, coraz 259 3 | Dusza moja wyciąga długie, drżące ręce w bolesnej tęsknocie. 260 3 | drobne, błagalne ręce ujęły w drżących pieszczotach moje serce, 261 3 | cichą modlitwą na wodę, drżącymi palcami trąca o fale gdyby 262 3 | stoczyła, wgryzał się bezsilnym drżeniem słaby płomień latarni morskiej.~ 263 2 | przed sobą zwiędłe liście drzew, gwizdał w zeschłej trawie, 264 2 | w powietrzu, wiatr ciął drzewa i łamał ich zmarzłe korony, 265 2 | dalach.~Widziałem Cię, jak dumałaś nad brzegiem morza, rozwiana 266 2 | tka bogaty przepych mych dumań, a w me sny wplata pałające 267 3 | stodoły, zamajaczyły mi tęskne dumy, które mi stara piastunka 268 3 | namiętnym uścisku naszych dusz zapomnieliśmy o piękności 269 3 | tęczowa wokół tych oczu, tych dwu gwiazd płomienistych. Na 270 1 | moje wpijają, jak ręce jej dyszą na mej szyi w bolesnym upojeniu.~ 271 Mod| jeszcze rwą się z krwi mojej dyszące ręce ku szczęściu, które 272 1 | ametystów. W pyszne świetlane dytyramby diamentów wślizgiwał się 273 1 | wszelki odgłos głuszyłaś dywanami, w których nogi tonęły.~ 274 2 | głowie, i w diamentowym dżdżu ścieka na ziemię przez jedwab 275 1 | fale, a noc tak ciemna i dżdżysta.~Zamykam oczy i słucham.~ 276 2 | niosłem Cię, moje biedne dziecię, i szukałem miejsca, w którym 277 3 | mną, krew mojej krwi, moje dziecko, siostra i oblubienica moja:~ 278 2 | dali.~A gdym kąpał moje dzieło w białym świetle, gdym roztapiał 279 1 | chłodne jak ręce umierających dziewic, a kojące jak szerokie liście 280 1 | rękoma.~Więc wziąłem na okręt dziewicę z tego kraju, bladą, jak 281 1 | jasną, tak jasną, jak twarz dziewicy, konającej w upojeniu miłosnym.~ 282 2 | grzebieniem, wybiegły w niebo dziewicze lasy olbrzymich palm i kokosów.~ 283 1 | pomroce, jak się idzie w dziewiczych lasach moich krajów pod 284 1 | zimnych ścian, naraz dziki kwiat w radosnym krzyku 285 2 | się w chmurę i siadły na dzikich skałach i w smutnym zadumaniu 286 1 | kończy, wkroczyliśmy w jakiś dziwny kraj.~Blask słońca tam nie 287 2 | rozwiesiłem niebo cudu i dziwów, a nagą ziemię w raj zamieniłem.~ 288 2 | daremnie tworzyłem nowe cuda i dziwy - wszystko daremnie.~Widziałem 289 1 | zimowych. Nie słyszy się wtedy dźwięku, ale czuje się dzwony w 290 1 | wtedy dźwięku, ale czuje się dzwony w sercu, jak łopot skrzydeł 291 2 | cichych pieśniach fal, co echem dalekich snów na brzegach 292 3 | je, świetliste białą łuną elektrycznych lamp, a często w pomroku 293 3 | już nie znosiło na swych falach, niszczyło tysiące pancerników, 294 2 | chmury, leją się po niebie falami ognia i kołyszą się na nim 295 3 | opadła na poduszkę i znikła w fałdach jedwabnych szalów.~W ścisku, 296 1 | tańczyła z hiacyntami rozpasane fanfary światła, o obcych gwiazdach 297 3 | ogrody. Na niebie wichrzą się fantastyczne paprocie, liście palm, jak 298 1 | płoną jak krwawe rumieńce febry, które rozwścieklone serce 299 1 | nikniesz w lesie olbrzymich filarów mego pałacu. Och, widzieć 300 1 | dźwięki Twej harfy krwawiły fioletową roztęcz łkających ametystów.~ 301 1 | smętna a bolesna toń światła fioletowych ametystów. W pyszne świetlane 302 3 | wąskie czółno tańczyło jak fryga po toniach. Ponad ziejące 303 2 | czeluściach wykwitają na nagich gałęziach ciężkie kiście złotego kwiecia, 304 1 | Twoje serce.~ Kapłankom Galów wydarto ich święte szmaragdy, 305 3 | szczytów fal w bezdenne gardziele wirów i lotem strzały wzlatywało 306 2 | zmroku, gdym zmęczony dniem gasił światła i otulał ziemię 307 2 | zmieniałem noc na dzień, gasiłem światło i na nowo je wzniecałem, 308 Mod| w głębiach snu mi jawy gasisz, w bezbrzeżne dale odsuwasz 309 3 | niemocą w ciemną noc.~Odtąd gasła nasza miłość i bezwładniała 310 2 | widziałem Twe czarne oczy, jak gasły w oddali, a jaśniejąca toń 311 2 | święte cuda spełniały.~Już gasną gwiazdy, budzi się morze, 312 2 | gdy czerwonym światłem gasnącego słońca tka bogaty przepych 313 2 | wspomnień szczęścia, jak gasnący dźwięk zerwanych strun - 314 2 | pokryły się nieprzedartym gąszczem bluszczu.~Ale nadaremnie 315 3 | się krwawi dogorywająca gazela, oczy jej wpiły się chciwie 316 3 | mgły, jakie się widzi wokół gazowych latarni, gdy się na nie 317 3 | Mógłbym może wyzdrowieć, gdybym mógł zabić, unicestwić dwoje 318 3 | często śniło swe błędne sny gdzieś w roztoczach jego mgieł.~ 319 3 | jednym zamachem rozerwało gęstą noc i gdyby piorun wpadło 320 1 | któreś jeszcze niedawno w gęsty mrok promieniła, i słyszę 321 1 | lasach moich krajów pod gęstymi splotami lian i rozłożystymi 322 3 | niebo, wgryza się w jego głąb tysiącem purpurowych języków; 323 2 | mrocznych dalach, a przez gładką toń wlokłaś za sobą jaśniejącą 324 2 | półsenne oczy. Twa łkająca ręka głaszcze me włosy, Twe usta błądzą 325 3 | lodowce ziemi, olbrzymie głazy lodu, wreszcie tam, gdzie 326 2 | skały i stworzyła urodzajną glebę, byłem mądrą opatrznością, 327 3 | drugą, staczało się z jednej głębi do drugiej, jak kropla rosy 328 3 | zostanie, co z ciemnych głębin jego tajemnic w płomiennych 329 1 | żłobiła długą, upiorną ręką głębokie bruzdy w mej duszy, ale 330 1 | gdyby się cała wieczność głębokim westchnieniem po niebie 331 1 | rozwścieczonego słońca szłaś ku mnie z głęboko na piersi spuszczoną głową, 332 3 | gołębicy, przepływający ponad globem.~Ale nie dostrzegłem cienia.~ 333 1 | i wściekłością jak oczy głodnych tygrysów: czarny onyks, 334 1 | nieszczęsny, jak ryczał z głodu i .rozpaczy, gdyby krwi 335 2 | brzask rozwiewa, a z krzaku głogu opadły liście, jak dźwięki 336 2 | z pokory i strachu przed głosem wieczności, -~ale czym mi 337 1 | w błędnym przerażeniu po głowach trupich mego ludu, obciągniętych 338 2 | krąg światła wokół Twej głowy.~W takim świętym blasku 339 1 | nędzarza jad rozkoszy szczepią, głuche chalcedony, co wieczną młodością 340 1 | głos mój brzmiał obco i głucho, coraz silniejszym płomieniem 341 1 | i... Ale otóż słyszę głuchy rozgwar; jak czarna chmura 342 1 | palm, co wszelkie światło głuszą.~Z kraju wiecznych cieni 343 1 | zasłoniłaś okna, a wszelki odgłos głuszyłaś dywanami, w których nogi 344 3 | miejsca, gdzie by sobie nowe gniazdo usłać mogła.~Tysiące mil 345 3 | Myślałem o domu rodzinnym, o gnieździe bocianim, które kiedyś uplotłem 346 2 | kołysankę.~W niebieskiej godzinie, bólem i tęsknotą spowitej, 347 3 | brzegiem...~Przyszła jak gołębica burzą w dalekie strony zagnana, 348 3 | lśniącym śniegu cień mej gołębicy, przepływający ponad globem.~ 349 1 | nie rzekłaś, czułem tylko gorący pocałunek, co w drżącym 350 2 | zwaliłem lodowce w morze, gorącym strumieniom utorowałem drogi 351 1 | Twe ciało paliło się jak w gorączce, a na skroniach nabrzmiała 352 3 | naraz uczułem jego szybkie, gorączkowe drgania wokół mej twarzy 353 1 | jak oczy Twe głębiej i goręcej się w me serce wchłaniały, 354 2 | brzegu czułem w mej dłoni gorejącą Twą rękę, słyszałem Twój 355 1 | gasnące akordy harfy, jeszcze gra muzyka Twych ruchów niespożytą 356 3 | wiry morza. Naprzeciw mnie grało dwóch podróżnych w karty, 357 2 | życie i piękność, w twardym granicie haftowała tkankę najdelikatniejszych 358 1 | szerokie liście nenufarów.~Z Grecji przysłano niebieskie szafiry, 359 2 | kiedym w świat ciągnął, by grób święty moją krwią odkupić.~ 360 2 | wiatrem poszarpaną pieśń nad grobem dziecka w mroźnym styczniowym 361 1 | cały spędziłem w ciemnym grobie pałacu.~Nigdy nie mówiłaś 362 3 | w głuchej ciszy strzegą grobu zapadłych słońc.~Już wspina 363 1 | sterczały groźną pychą ku niebu groby, którem dla ojców mych budował.~ 364 1 | ciemnych Twych komnatach gromadziły się niesłychane skarby: 365 1 | bieg ukończył, sterczały groźną pychą ku niebu groby, którem 366 2 | me serce, gdy me wojska w groźnych rytmach surm i rogów mosiężnych 367 1 | gdyby słabo sklejone pudełka gruchoce, tak nie szaleje Samum, 368 2 | na małą trumienkę spadały grudy ziemi, spadały i jęczały 369 2 | przeżyłem rozkosze raju, grzałem się w blasku, jaki królewska 370 3 | zaszumiały: siedziałem na grzbiecie ogromnego ptaka, co rwał 371 3 | wzlatywało znów na pieniste ich grzebienie.~Krzyczałem z zachwytu nad 372 2 | złomy sterczały najeżonym grzebieniem, wybiegły w niebo dziewicze 373 1 | kłębi się pode mną gniew i grzech życia, a lejąc się gdyby 374 1 | kraj.~Blask słońca tam nie grzeje, a słońce stoi nieruchomo 375 1 | dół. A trzask i łoskot i grzmot stał się ciałem, rozerwał 376 3 | morze znowu ciskało z hukiem grzmotów olbrzymie bałwany na naszą 377 2 | widzę Cię na spienionej grzywie fal, gdy w czasie przypływu 378 3 | moją bije, jak o pierś moją gwałtownie się tłucze.~I serce rosło - 379 1 | rozpalonych płytach, jeszcze jeden gwałtowny wysiłek: stała się tak białą, 380 1 | fanfary światła, o obcych gwiazdach śniły szmaragdy, a w niebieskim 381 Mod| jeszcze lśni me serce nad gwiazdami, któreś w me życie rozsiała, 382 2 | toń mego życia rozpościera gwiaździstą jaśń Twych złotych splotów!~ 383 2 | diamentowy pył w połamaną falę gwieździstych promieni i z wolna rozkwita 384 2 | sobą zwiędłe liście drzew, gwizdał w zeschłej trawie, osiadł 385 3 | mi wrastało. Krzyczałem, gwizdałem, by strach zagłuszyć, ale 386 2 | piękność, w twardym granicie haftowała tkankę najdelikatniejszych 387 2 | pogasły, gdy ostatnie blaski haftowały złote szlaki nad szczytami 388 1 | rozkosze raju.~Asyryjskim Hakumim odebrano podstępem i przemocą 389 1 | mnie w księgę śmierci i hańby wiecznej, ale pozwól, że 390 2 | pieśni i tęsknota cytr i harf, kiedy słyszę Twój głos, 391 1 | kołysały.~I słyszę, jak Twa harfa jęczy, widzę jaśniejące 392 Mod| przędziesz mi na zaczarowanych harfach ciężką zadumę o chwilach 393 1 | wykrzykiwało słońce radosne hejnały.~I nic nie było pod słońcem, 394 1 | ich srebrnych tarczach i hełmach wykrzykiwało słońce radosne 395 1 | roztęcz topazów tańczyła z hiacyntami rozpasane fanfary światła, 396 1 | białymi żyłkami, zielone hiacynty z czerwonymi pręgami i ciemne 397 1 | rozpaczy, gdyby krwi chciwa hiena, słyszałem jego przekleństwa, 398 2 | wiecznego miasta, kiedy hordy barbarów rzucały pochodnie 399 1 | zagrzmiały trąby niezliczonych hufców, to ziemia uginała się pod 400 2 | mrokach. Słyszę Twój głos w huku burzy i w rozkołysanej tęsknocie 401 1 | wiecznej pomroce, jak się idzie w dziewiczych lasach moich 402 3 | wbiła w nie ostrą, złotą igłę. Dwie nitki krwi trysnęły 403 3 | Krzyczałem z zachwytu nad igraszką, jaką morze bawiło swego 404 3 | szronem pokryte szyby.~A im dłużej szukałem, tym szersze 405 1 | słońce stworzyć miałem.~Z Indii przywiozły moje okręty olbrzymie 406 3 | dwóch podróżnych w karty, inni spali wokół na ławkach; 407 1 | stały się obce i dumały o innych światach, oczy Twe zbladły 408 3 | jakby wszelkie życie w Irwożnej pokorze zamilkło.~I kląkłem 409 Mod| słońcach, co w morzu tonąc, iskrzą się na zachodzie krwawą 410 3 | dusza na rozchwiei wodnej iskrzącą tkaninę snów, a w przeczuciu 411 2 | wyciągniętymi ramionami, z płomienie j ącymi włosami, co jak ognista 412 1 | cichym krokiem przez rozstępu jacy się szereg moich wodzów.~ 413 1 | oryty, co w sercu nędzarza jad rozkoszy szczepią, głuche 414 1 | wściekłością zdychających jaguarów, żądnych msty i mordu, a 415 2 | wokół Twego czoła, a naraz, jakbyś się roztopiła w zorzach 416 2 | raju, grzałem się w blasku, jaki królewska korona moja roztaczała 417 3 | wokół nich tęczowe mgły, jakie się widzi wokół gazowych 418 3 | Oczy nasze spotkały się w jakiejś strasznej, rozpacznej niemocy. 419 3 | Spojrzała na mnie pytaniem, jakim się krwawi dogorywająca 420 1 | się kończy, wkroczyliśmy w jakiś dziwny kraj.~Blask słońca 421 1 | rozwartym łonem w niebo:~Jam Twoja! Weź, przytul, zabij!~ 422 3 | pięście ziejące zemstą, oczy Jana Chrzciciela. Z rozkoszą 423 1 | pręgami i ciemne jak otchłań jantary, co moc nad ziemią, a nawet 424 2 | rozpościera gwiaździstą jaśń Twych złotych splotów!~O, 425 1 | przyszły, noce krótkie i jasne jak wzrok tygrysa, co swą 426 1 | dalekich dzwonów w śniegiem jaśniejących wieczorach zimowych. Nie 427 1 | trawiona, chwieje się w bladym jaśnieniu Twych włosów.~I kochałem 428 Mod| jeszcze nie płomieniała jasność, co Twą skroń wieńczy, tak 429 2 | gasnących strun, -~o bezmiernej jasności, kiedy niebo ziemi nie dotyka, 430 1 | piękność w mym sercu.~A w Twych jasnych włosach chwieje się czarna 431 2 | ale wciąż Cię widzę, na jawie i we śnie, w słonecznych 432 Mod| przemieniasz, w głębiach snu mi jawy gasisz, w bezbrzeżne dale 433 2 | świątynie, a przy mym boku jechałaś na koniu w stal okutym, 434 2 | spadały grudy ziemi, spadały i jęczały ostatnią kołysankę.~W niebieskiej 435 1 | I słyszę, jak Twa harfa jęczy, widzę jaśniejące mgły, 436 3 | twarze, wsłuchiwałem się w jednostajny huk maszyn, w wycie trąb 437 2 | dżdżu ścieka na ziemię przez jedwab Twych włosów.~A zamyślona, 438 1 | głębiach mego pałacu, ciężkim jedwabiem zasłoniłaś okna, a wszelki 439 1 | wieczność.~Kochałem Cię - Ciebie jedyną - i w strasznej trwodze 440 3 | morza zlewały się straszne jęki rozbitków, piekielny trzask 441 1 | I padłaś do nóg mych i jękłaś:~Idź, idź w słońce! Pozwól, 442 2 | zapadało raz słońce późną jesienią. Cały dzień padał deszcz. 443 2 | wszechpotężna ręka ludzkości, jeśli czuję Twą białą, wąską dłoń, 444 1 | znaleźliśmy żadnego, bo to jest kraj cieni i mroku. Ziemia 445 1 | łzach się rozkrapla.~Sam jestem na świecie. Sam jedyny. 446 3 | wytryśnie jako płomień, jeżeli serce jej jeszcze żądnym 447 1 | w kawały święty wóz, na~ jeżony brzytwami, paliłem stosami 448 3 | głąb tysiącem purpurowych języków; nad morzem, co z niebem 449 1 | pochłania i moje dziś i moje jutro, moją rozpacz i... i... 450 3 | przez rzeki i góry szła za jutrznią wieczorną, za gwiazdą, co 451 1 | siedziałaś w najciemniejszym kącie komnaty, drżąc z przestrachu 452 3 | zapasach z burzą, ostrym kadłubem rozrzynał olbrzymie bałwany, 453 1 | perły i myrhę w olbrzymich kadziach. Patrzałem w metalowe zwierciadła, 454 3 | spienionych wałów, a o szyby okien kajuty biły pijane fale z głuchym 455 2 | bezprzestrzennych dali.~A gdym kąpał moje dzieło w białym świetle, 456 2 | blask zadumanych gwiazd, kąpałem Cię w świetlistych roztoczach 457 1 | słodkie jak Twoje serce.~ Kapłankom Galów wydarto ich święte 458 1 | się kleiła jeszcze krew kapłanów i czarowników, beryle, co 459 1 | kiedy góry piasku na moje karawany ciska lub całe piaskiem 460 2 | wszechświata, jego tętnem i karmą.~Byłem słońcem, a wokół 461 3 | grało dwóch podróżnych w karty, inni spali wokół na ławkach; 462 2 | kocham Cię, jaśniejącą w kaskadach światła, rozkwitłą w tęczach 463 1 | kwiatach, którem Ci na ścianach kazał wyżłobić, a chorzał od zimnego 464 1 | nad moim ludem.~Tysiące kazałem wbić na krzyż i poiłem się 465 3 | Dopatrywałem się jej w każdej kobiecie; zdawało mi się, 466 1 | rozgałęzia się w krzew, wrasta w każdy mój nerw, ssie rozkosz z 467 2 | wolna z uroczyskami morza, kędy się święte cuda spełniały.~ 468 3 | korona, gdyby w ogniu stojąca kępa koralowa, na całym wschodzie 469 2 | co z szeroko rozwartym kielichem pije tęczę niebieską - zapomnienie!~ 470 3 | co z jego dna wykwita i z kielichów gwiazd na powrót do dna 471 3 | płomiennych kryształów ciosane, kielichy orchidei w olbrzymie kiście 472 1 | nie mącił, a żadna noc nie kiełznała Twego tęsknotą rozpalonego 473 1 | ssie rozkosz z mego bólu, kipi radością nad niemocą, 474 1 | znowu wre mi w uszach gdyby kipiący war zatorów. I nie wiem, 475 2 | morze.~I chwilę stoi morze w kipiącym potopie płomieni, zarzuca 476 Mod| oplatam snów mych czarnym kirem, a w ręce Twoje kładę me 477 3 | głębią rozwiesza żałobne kiry i słyszę, słyszę świętą 478 Mod| czarnym kirem, a w ręce Twoje kładę me serce - me serce...~ 479 3 | Irwożnej pokorze zamilkło.~I kląkłem przy niej, całowałem jej 480 1 | jak wzrok tygrysa, co swą klatkę rozszarpał, gdy ręce Twe 481 1 | rozgwar; jak czarna chmura kłębi się pode mną gniew i grzech 482 2 | poranku. Suche zawieje śniegu kłębiły się w powietrzu, wiatr ciął 483 3 | się zwaliło, a w czarne kłęby chmur, które noc na szał 484 1 | kamienie, na których się kleiła jeszcze krew kapłanów i 485 2 | polarnej, bogatą przepychem klejnotu, co Twe czoło opasał.~Ale 486 1 | przezroczystą i powiewną, jak kłosy złotych zbóż w drgającym 487 3 | córka królewska, biła je i kłuła te oczy kochanka, które 488 1 | słońcu, co za morzem zemstę knuło.~Och, jak wtedy za słońcem 489 3 | Dopatrywałem się jej w każdej kobiecie; zdawało mi się, że widzę 490 3 | Spostrzegłem drobną twarz kobiety, nieruchomo ku mnie zwróconą, 491 3 | nie ukochało, z jaką mnie kocha.~Bo moja dusza, toć to morze 492 2 | czym ja byłem na niebie.~Kochającymi rękoma sypałem na Ciebie 493 1 | przytul, zabij!~Od tego czasu kochałaś mnie.~Miłość Twa była biała 494 1 | jak ręce Twe mocniej mnie kochały, jak oczy Twe głębiej i 495 3 | biła je i kłuła te oczy kochanka, które nią wzgardziły. Poiła 496 Mod| razy słońce zapadło, odkąd koiłaś czarownymi pieśniami smutek 497 1 | przemocą chryzolity, co szały koją, rozpędzają nocne widma, 498 1 | umierających dziewic, a kojące jak szerokie liście nenufarów.~ 499 3 | dogorywa na widnokręgach nieba, kojącym chłodem wznosi się cisza 500 2 | dziewicze lasy olbrzymich palm i kokosów.~Po nagich ścianach skał


1897-kokos | kolac-pelny | piane-sinym | siost-wtlac | wtuli-zywot

IntraText® (V89) Copyright 1996-2007 EuloTech SRL