|
Przystępując do rozwinięcia
naszych pojęć o sztuce, uważamy za niepotrzebne sięgać
do zdań estetyków, uważamy za zbyteczne zbijać różnorodne
sądy i wyroki estetyczne, nie myślimy również, że
wypowiadamy coś zupełnie nowego, ale stojąc na czele pisma,
któremu się charakter nadaje, trzeba wytknąć zasadniczy
kierunek, w jakim się pismo prowadzi.
Sztuka w naszym pojęciu nie jest ani
"piękno", ani ein Teil der Erkenntniss, jak ją
Schopenhauer nazywa, nie uznajemy również żadnej z tych bezlicznych
formułek, jakie estetycy stawiali, począwszy od Platona , aż do
starczych niedorzeczności Tołstoja -
sztuka jest odtworzeniem tego, co jest
wiecznym, niezależnym od wszelkich zmian lub przypadkowości,
niezawisłym ani od czasu, ani od przestrzeni, a więc;
odtworzeniem istotności, tj. duszy. I to
duszy, czy się we wszechświecie, czy w ludzkości, czy w
pojedynczym indywiduum przejawia.
Sztuka zatem jest odtworzeniem życia
duszy we wszystkich jej przejawach, niezależnie od tego, czy
są dobre lub złe, brzydkie lub piękne.
To właśnie stanowi zasadniczy punkt
naszej estetyki. Sztuka wczorajsza była na usługach tak zwanej
moralności. Nawet najpotężniejsi artyści z małymi
wyjątkami nie byli w stanie śledzić przejawów duszy oderwanych
od tak zmiennych pojęć, jak pojęcia moralne lub społeczne;
zawsze potrzebowali dla dziel swych płaszczyka moralno-narodowego. Sztuka
w naszym pojęciu nie zna przypadkowego rozklasyfikowania objawów duszy na
dobre lub złe, nie zna żadnych zasad czy to moralnych, czy
społecznych: dla artysty w naszym pojęciu są wszelkie przejawy
duszy równomierne, nie zapatruje on się na ich wartość
przypadkową, nie liczy się z ich przypadkowym złym lub dobrym
oddziaływaniem, czy to na człowieka lub społeczeństwo,
tylko odważa je wedle potęgi, z jaką się
przejawiają.
A więc substrat naszej sztuki istnieje
dla nas jedynie tylko ze strony swej energii, zupełnie niezależnie od
tego, czy jest dobrem lub złem, pięknem czy brzydotą, czystością
czy harmonią, rozpasaniem, zbrodnią czy cnotą.
Artysta odtwarza zatem życie duszy we
wszystkich przejawach; nic go nie obchodzą ani prawa społeczne, ani
etyczne, nie zna przypadkowych odgraniczeni nazw i formułek, żadnych
z tych koryt, odnóg i łożysk, w jakie społeczeństwo
olbrzymi strumień duszy wepchnęło i go osłabiło. Artysta
zna tylko - powtarzam - potęgę, z jaką dusza na zewnątrz
wybucha.
Sztuka jest objawieniem duszy we wszystkich
jej stanach, śledzi ją na wszystkich drogach, wybiega za nią we
wieczność i wszechprzestrzeń, wgłębia się z
nią w praiły bytu i sięga w tęczowe szczyty.
Sztuka nie ma żadnego celu, jest celem
sama w sobie, jest absolutem, bo jest odbiciem absolutu - duszy.
A ponieważ jest absolutem, więc nie
może być ujętą w żadne karby, nie może być
na usługach jakiejśkolwiek idei, jest panią,
praźródłem, z którego całe życie się
wyłoniło.
Sztuka stoi nad życiem, wnika w
istotę wszechrzeczy, czyta zwykłemu człowiekowi ukryte runy,
obejmuje wszechrzecz od jednej wieczności do drugiej, nie zna ni granic,
ni praw, zna tylko jedną odwieczną ciągłość i
potęgę bytu duszy, kojarzy duszę człowieka z duszą
wszechnatury, a duszę jednostki uważa za przejaw tamtej.
Sztuka tendencyjna, sztuka pouczająca,
sztuka-rozrywka, sztuka-patriotyzm, sztuka mająca jakiś cel moralny
lub społeczny przestaje być sztuką, a staje się biblia
paupeium dla ludzi, którzy nie umieją myśleć lub są zbyt
mało wykształceni, by móc przeczytać odnośne podręczniki
- a dla takich ludzi potrzebni są nauczyciele wędrowni, a nie sztuka.
Działać na społeczeństwo
pouczająco albo moralnie, rozbudzać w nim patriotyzm lub
społeczne instynkta za pomocą sztuki, znaczy poniżać
ją, spychać z wyżyn absolutu do nędznej przypadkowości
życia, a artysta, który to robi, niegodny jest miana artysty.
Sztuka demokratyczna, sztuka dla ludu,
jeszcze niżej stoi. Sztuka dla ludu to wstrętne i płaskie
banalizowanie środków, jakimi się artysta posługuje, to
plebejuszowskie udostępnienie tego, co z natury rzeczy jest trudno
dostępnym.
Dla ludu chleba potrzeba, nie sztuki, a jak
będzie miał chleb, to sam sobie drogę znajdzie.
Zwlekać sztukę z jej
piedestału, włóczyć ją po wszystkich rynkach i ulicach to
rzecz świętokradcza.
Tak pojęta sztuka staje się
najwyższą religią, a kapłanem jej jest artysta. Jest on
osobisty tylko wewnętrzną potęgą, z jaką stany duszy
odtwarza, poza tym jest kosmiczną, metafizyczną siłą, przez
jaką się absolut i wieczność przejawia.
Był on pierwszym prorokiem, który
wszelką przyszłość odsłaniał, a
tłomaczył runy zapleśniałej przeszłości, był
magiem, co przenikał najgłębsze tajemnice, obejmował tajne
związki wszechświatów, przeczuwał i odkrywał ich wzajemne
na siebie działanie, a z wiedzy tej tworzył sobie moc, co gwiazdy na
niebie w ich biegu zastanawiała, był wielkim mędrcem, który wiedział
najtajniejsze przyczyny i tworzył nowe, nigdy nie przeczuwane syntezy:
artysta ten, to ipse philosophus, daemon, Deus et omnia .
Artysta nie jest sługą ani
kierownikiem, nie należy ani do narodu, ani do świata, nie
służy żadnej idei ani żadnemu społeczeństwu.
Artysta stoi ponad życiem, ponad
światem, jest Panem Panów, nie kiełznany żadnym prawem, nie
ograniczany żadną siłą ludzką.
Jest on zarówno święty i czysty,
czy odtwarza największe zbrodnie, odkrywa najwstrętniejsze brudy, gdy
oczy w niebo wbija i światłość Boga przenika.
Bo nie zna on praw i ograniczeń, jakie
objawy duszy ludzkiej w to lub owo koryto wpychają, zna on tylko jedynie
potęgę tych przejawów, równie silną w cnocie czy w zbrodni, w
rozpuście czy w skupieniu modlitwy.
Artysta, który chce pouczać
"ubogich w duchu", chce być ich kierownikiem, niechaj raczej
zostanie agitatorem albo założy olbrzymie falansterie, o jakich
Fourieru marzył, bo królestwo ubogich w duchu - to chleb, a nie sztuka.
Artysta, który nagina się do
wymagań poszczególnego społeczeństwa, pochlebia mu, podaje mu
przeżuty i lekki do strawienia obrok (zapomniałem, że mówię
o artyście, zacząłem mówić o pokornym wole roboczym).
Artysta, który pragnie poklasku, a
skarży się na małe uznanie tłumu, stoi jeszcze w
przedsionku sztuki, nie czuje się jeszcze panem, który łask nie
żebrze, tylko hojną ręka je na tłum rzuca i nie pragnie
podzięki - tej pragnie tylko plebejusz w duchu, tej pragną tylko
dorobkiewicze.
Artysta, który się skarży, że
rozrzucając skarby swego ducha kala swą duszę przez
zetknięcie się z tłumem, przeszedł święty próg,
ale się myli. Człowiek nie uznający żadnych praw,
stojący ponad tłumem, ponad światem, kalać się nie
może.
Naród to cząstka wieczności i w nim
tkwią korzenie artysty, z niego, z ziemi rodzinnej ciągnie artysta
najżywotniejszą swą siłę. W narodzie tkwi artysta, ale
nie w jego polityce, nie w jego zewnętrznych przemianach, tylko w tym, co
jest w narodzie wiecznym: jego odrębności od wszystkich innych
narodów, rzeczy niezmiennej i odwiecznej: rasie.
Dlatego jest głupią
niedorzecznością zarzucać artyście w naszym pojęciu
beznarodowość, bo w nim najsilniej przejawia się
"istotny", wewnętrzny duch narodu, on jest tym mistycznym Królem-Duchem, chwałą i
wniebowstąpieniem narodu.
Niedorzecznością jest zarzucać
artyście "mglistą mistyczność". Sztuka w naszym
pojęciu jest metafizyczną, tworzy nowe syntezy, dociera jądra
wszechrzeczy, wnika we wszystkie tajnie i głębie - a są jeszcze
ludzie, dla których to jest mistyką (coś w kształcie spirytyzmu
- he, he...).
I raz jeszcze powtarzam na wszystkie
możliwe zarzuty, które nas spotkać mogą:
Nie znamy żadnych praw, ani moralnych,
ani społecznych, nie znamy żadnych względów, każdy przejaw
duszy jest dla nas czystym, świętym, głębią i
tajemnicą, skoro jest potężny.
Kilka jeszcze szczegółów,
dotyczących technicznej strony redakcji.
Zamieniając "Życie" na
dwutygodnik, nie zmieniliśmy warunków prenumeraty. Współpracownicy
nie mogą i nie powinni dawać za bezcen swoich utworów i
wytwarzać w ten sposób niegodną i nieuczciwą konkurencję, a
czytającą publiczność trzeba do tego przyzwyczaić,
że może i powinna zapłacić za utwory literackie choćby
tysiączną część tego, co płaci za obrazy,
rzeźby lub teatr.
Staraniem naszym, ideałem redakcyjnym
będzie dawać takie utwory, które zapłodnią czy to nową
myślą, czy nową formą najmłodszą generację
artystów, postawić pismo na takiej wyżynie, aby nikt nie
potrzebował sięgać po informacje natury czysto artystycznej do
innych pism. I aby to osiągnąć, związaliśmy z redakcją
naszą najwybitniejsze siły krytyczne za granicą by pismo nasze
nie dawało informacyj, jak to często w polskich pismach bywa, z
dziesiątej ręki od ludzi mało albo tylko powierzchownie z
poszczególnymi literaturami obznajomionych, ale informacyj źródłowych
od ludzi, którzy od lat. całych literaturę śledzą i w niej
żyją.
Usunęliśmy dział
społeczny. Był on zawsze z natury rzeczy balastem, bo kwestyj
społecznych nie rozwiązuje się kilku artykułami, a przy tym
zatraca się charakter pisma, bo dział społeczny redagowany przez
kogokolwiekbądź zawsze jest stronnym i stał dotychczas w
jaskrawej sprzeczności z działem artystycznym.
A naszym ideałem jest pismo jednolite,
bezwzględne, nie wahające się ani na jedną, ani na
drugą stronę.
Zresztą sądzimy, że
usunięcie tego działu nikomu przykrości nie sprawi, bo dla ludzi
poważnie sprawy społeczne traktujących dział ten tak czy
tak zupełnie nie wystarczał, i tak czy tak byli zmuszeni
sięgać do innych pism, a "Życie" nie chce być
organem dla ludzi leniwych, chcących się orientować
pobieżnymi artykułami.
Taka popularyzacja poważnej nauki
przynosi według doświadczeń jak najgorsze rezultaty.
To jest
nasze wyznanie wiary.
Pismo
nasze nie jest przeznaczone dla tych, którzy w sztuce szukają pożytku
mydlarza, co po całotygodniowej pracy szuka w niedzielę rozrywki i
zbudowania w dziele artysty - a ile, ile tysięcy mamy tych mydlarzy - nie
przeznaczone dla 'dzieci i ludzi chorujących na uwiąd starczy - ani
dla ludzi nie umiejących czytać,
ale dla
artystów - niestety tak ich mało - i dla ludzi, dla których sztuka sama w
sobie jest celem.
I w
nadziei, że w narodzie posiadającym tak wysoką kulturę, tak
piękną a królewską tradycję znajdzie się tysiąc
wytwornej arystokracji ducha, szukającej w sztuce czegoś innego jak
spopularyzowanego podręcznika historii lub wykładów z dziedziny
społecznej i etycznej, w tej melancholijnej i pełnej rezygnacji
nadziei rozpoczynamy trzeci rocznik "Życia".
Śpiewano
nam msze żałobne od samego początku, "Życie"
pogrześć się nie dało, a dziś silniejsze niż kiedykolwiek,
materialnie zabezpieczone będzie nadal pielęgnowało
święty Znicz Sztuki dla Sztuki.
|