| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] hurbie 1 hurtem 1 hymnem 1 i 7478 í 4 i-trudniej 1 ich 230 | Frequency [« »] ----- ----- ----- 7478 i 3974 sie 3537 z 3534 w | Eliza Orzeszkowa Nad Niemnem IntraText - Concordances i |
Tom, Rozdzial
1 1, I | I~Dzień był letni i świąteczny. 2 1, I | I~Dzień był letni i świąteczny. Wszystko na 3 1, I | pachniało, śpiewało. Ciepło i radość lały się z błękitnego 4 1, I | lały się z błękitnego nieba i złotego słońca; radość i 5 1, I | i złotego słońca; radość i upojenie tryskały znad pól 6 1, I | zielonym zbożem; radość i złota swoboda śpiewały chórem 7 1, I | swoboda śpiewały chórem ptaków i owadów nad równiną w gorącym 8 1, I | okrywających je bukietach iglastych i liściastych drzew.~Z jednej 9 1, I | ciemniejącymi na nich borkami i gajami; z drugiej wysoki 10 1, I | obejmował równinę rozległą i gładką, z której gdzieniegdzie 11 1, I | grusze, stare, krzywe wierzby i samotne, słupiaste topole. 12 1, I | można było dwór obszerny i w niewielkiej od niego odległości 13 1, I | siedlisk ludzkich, większych i mniejszych, wychylających 14 1, I | swe profile z większych i mniejszych ogrodów. Nad 15 1, I | dachami, w powietrzu czystym i spokojnym wzbijały się proste 16 1, I | spokojnym wzbijały się proste i trochę tylko skłębione nici 17 1, I | złocistość słomy z błękitem nieba i zielonością drzew.~Równinę 18 1, I | przerzynały drogi białe i trochę zieleniejące od z 19 1, I | kamioły, różowe od dzięcieliny i smółek. Z obu stron każdej 20 1, I | pasem bielały bujne rumianki i wyższe od nich kwiaty marchewnika, 21 1, I | gwiazdkami świeciły brodawniki i kurze ślepoty, liliowe skabiozy 22 1, I | chwiały się całe lasy słabej i delikatnej mietlicy, kosmate 23 1, I | wysokich łodygach rumianością i zawadiacką postawą stwierdzając 24 1, I | morze roślin uprawnych. Żyto i pszenica miały kłosy jeszcze 25 1, I | łanach niskich jeszcze owsów i jęczmion.~Wśród tej wesołej 26 1, I | ich ciągnęło po drogach i miedzach. Gromadami na drogach, 27 1, I | głowy ubrane w czerwone i żółte chusty tworzyły nad 28 1, I | korowody żywych piwonii i słoneczników. Od tych gromad 29 1, I | Od tych gromad lały się i płynęły po łanach strumienie 30 1, I | to czasem rozmowy gwarne i krzykliwe, czasem śmiechy 31 1, I | głośne, których nutę porywały i przedłużały echa ze stron 32 1, I | ze stron obu: w borkach i gajach rosnących na wzgórzach 33 1, I | gajach rosnących na wzgórzach i w wielkim borze, który ciemnym 34 1, I | ludności moment święta: wesoły i wolny w słoneczny i wolny 35 1, I | wesoły i wolny w słoneczny i wolny dzień boży powrót 36 1, I | na równinie, z dala od tu i ówdzie jeszcze ciągnących 37 1, I | zboczyły znać z prostej drogi i chwilę jakąś przebyły w 38 1, I | leśnych roślin, które tylko co i dość długo zapewne zrywała. 39 1, I | która za każdym jej szerokim i zamaszystym krokiem kołysząc 40 1, I | posiadało szkielet tak rozrosły i silny, że pomimo chudości 41 1, I | ramiona jej były szerokie i wydawałyby się bardzo silnymi, 42 1, I | małe przygarbienie pleców i karku objawiające trochę 43 1, I | objawiające trochę znużenia i starości, gdyby także nie 44 1, I | kostek widać było dwie duże i płaskie stopy ubrane w grube 45 1, I | ubrane w grube pończochy i wielkie, kwieciste pantofle. 46 1, I | rzut oka starą, brzydką i przykrą, ale po bliższym 47 1, I | bliższym przyjrzeniu się uwagę i ciekawość budzić mogącą. 48 1, I | grubych zmarszczek, z wpadłymi i kościstymi policzkami, z 49 1, I | policzkami, z wyrazem goryczy i złośliwości nadawanym jej 50 1, I | nadawanym jej przez ostrość nosa i zaciśnięcie warg a wzmaganym 51 1, I | przez szczególną ognistość i przenikliwość oczu. Te oczy 52 1, I | pięknością, a teraz, wielkie i czarne, spod czarnych, szerokich 53 1, I | przenikliwe, ostre, urągliwe i płomienność nieustanną, 54 1, I | kołysały się u jej boków w tył i naprzód, białą, rozwiniętą 55 1, I | Wyglądała trochę na jedno i na drugie. Wysoka, choć 56 1, I | uwydatniając jej kształtną i silną, w ramionach szeroką, 57 1, I | zdradzała znajomość żurnalu mód i rękę biegłego krawca. W 58 1, I | wyprostowaniu jej kibici i w delikatności cery czuć 59 1, I | czuć było także manierę i cieplarnię. Ale w zamian 60 1, I | Ale w zamian ruchy jej i gesty sprzeczały się z całością 61 1, I | osoby trochą popędliwości i jakby przybranej rubaszności, 62 1, I | czarnym jak heban warkoczem i twarz śniadą, z purpurowymi 63 1, I | śniadą, z purpurowymi usty i wielkimi, szarymi oczami 64 1, I | ramię, a ręce jej dość duże i opalone zdradzały nader 65 1, I | nadawał jej wyraz śmiałości i dumy. W ogóle ta panna czy 66 1, I | piękności kobiecej zdrowej i silnej, lecz dumnej i chmurnej. 67 1, I | zdrowej i silnej, lecz dumnej i chmurnej. Pogody, jaką nadaje 68 1, I | rezygnacja, w tej młodej i świeżej, ale niespokojnej 69 1, I | świeżej, ale niespokojnej i zamyślonej twarzy nie było, 70 1, I | zniweczoną, napełnia długa i swobodna kąpiel w kipiącym 71 1, I | jej w twarz falę dzikiej i przenikliwej woni, którą 72 1, I | do chwili wciągała pełnym i długim oddechem swej silnej, 73 1, I | Rozkosz, którą uczuwała wtedy, i upał słońca, w którym nurzała 74 1, I | policzki; zarazem surowe jej i zamyślone, choć pełne purpurowej 75 1, I | rozchyliły się w młodym i szczerym śmiechu. Śmiała 76 1, I | która idąc wciąż prędko i wielkimi stopy swymi z wysoka 77 1, I | wielkimi stopy swymi z wysoka i mocno o ziemię uderzając, 78 1, I | jeszcze głośniej nos utarła i gniewnie do siebie zamruczała:~- 79 1, I | wiem dobrze o wszystkim i z przeszłością oswoiłam 80 1, I | kościoła wracałam, tak jak i teraz, a śpieszyłam bardzo, 81 1, I | bardzo, bo Emilka była chorą i goście mieli na obiad przyjechać... 82 1, I | taki, ot, słomkowy zdjęłam i dla ochłody machałam nim 83 1, I | Zdyszała się, stanęła znowu i zaczęła kaszlać. Kaszel 84 1, I | jednak zwracała nań uwagi i zaraz idąc znowu opowiadała 85 1, I | Jedni zaczęli uciekać i biec tak prędko, jakby ich 86 1, I | popadali pośród dróg na kolana i nuż żegnać się, czołami 87 1, I | Cholera! - krzyczą - ot i już bieży, nam na zgubienie!" " 88 1, I | nie co innego! Cholera, i koniec! Wielka taka, że 89 1, I | dostaje, w zielonej sukni i złotą łopatą macha!" Ta 90 1, I | kościele z powodu gorąca i nie mając gdzie podziać, 91 1, I | podziać, położyłam go na ławce i przez całe nabożeństwo na 92 1, I | chrząkała, nos ucierała i chwilę szła milcząc.~- I 93 1, I | i chwilę szła milcząc.~- I cóż się stało potem? - zapytała 94 1, I | wtedy wracał też z kościoła, i Bohatyrowicze, którzy mnie 95 1, I | Korczyńskiego...Nie uwierzyli i do dzisiejszego dnia nie 96 1, I | zieloną suknię miała na sobie i złotą łopatą machała morowe 97 1, I | ludzka głupota to wielki i wieczny kamień. Większy 98 1, I | to wiem, bo był czas, że i sama tak uderzyłam się o 99 1, I | beczki. Justyna policzki i usta topiąc w dzwonkach, 100 1, I | w dzwonkach, paprociach i gwoździkach zauważyła:~- 101 1, I | na tyle, sama to wiem, a i wtedy już niewiele lepiej 102 1, I | zrobisz co takiego, abyś i sama prędko na cholerę wyglądać 103 1, I | A cóż ja takiego zrobić i co przeciw temu poradzić 104 1, I | mogę?~Zamyśliły się obie i mimo woli zwolniły kroku, 105 1, I | wyrzeka pewno, że nie wracam, i zaczyna dostawać migreny 106 1, I | chorowaniem.~Marta kiwnęła głową i machnęła ręką.~- A pewno - 107 1, I | porosłego gęstą pszenicą. Biała i sucha kurzawa owiała je 108 1, I | błyszczącą uprzężą okryte konie, i dwu siedzących w faetonie 109 1, I | zawołał:~- Święte panny: Marto i Justyno, módlcie się za 110 1, I | Marta z rozżarzonymi oczami i machając ku powozowi swą 111 1, I | śmiechu, widocznie basowy i ochrypły głos Marty przedrzeźniającego. 112 1, I | do domu odprawić, a sam i w cudzym faetonie poparadować, 113 1, I | cudzym faetonie poparadować, i u nas cudzy obiad zjeść... 114 1, I | spojrzała na nią przenikliwie i ciszej trochę rzekła:~- 115 1, I | chwyciła. ~Po czole, ustach i nawet ramionach Justyny 116 1, I | zrozumiałam położenie ojca i swoje, dawno, dawno... ale 117 1, I | oswoić się z nim nie mogę i nigdy, nigdy z nim się nie 118 1, I | desperuje z początku, a potem i godzi się z takim losem, 119 1, I | Spowiadałam się już z tego i raz nawet absolucji od księdza 120 1, I | Czemu nie robisz tak jak i inne panny? Z łaski wuja 121 1, I | inne panny? Z łaski wuja i wujenki korzystaj, strój 122 1, I | a może którego złapiesz i za mąż wyjdziesz... ha? 123 1, I | odpowiadała. Szła prosto i równym krokiem jak wprzódy, 124 1, I | wprzódy, tylko w rozpalonych i zamyślonych jej oczach błysnęły 125 1, I | melancholiczka jesteś... i dumna jak księżniczka. Od 126 1, I | procencików ubierasz siebie i ojca, trzewiki nawet oszczędzasz, 127 1, I | boso chodzisz, kapelusza i rękawiczek nie nosisz...~- 128 1, I | łamię sobie głowę, aby mnie i ojcu tych kilku własnych 129 1, I | Ale boso czasem chodzę i kapeluszów ani żadnych drogich 130 1, I | nie tylko dlatego...~- To i dlaczegóż? no, dlaczegóż? - 131 1, I | panna.~- Dlatego - z nagłym i silnym rumieńcem odparła 132 1, I | odechciało mi się ich strojów i zabaw, ich poezji i ich 133 1, I | strojów i zabaw, ich poezji i ich miłości... Żyję tak, 134 1, I | niż oni, po swojemu robię i nikogo to obchodzić nie 135 1, I | przypatrywała się jej przenikliwie i z uwagą.~- A wszystko to - 136 1, I | otwartymi ramionami spotkają i do familii swojej wprowadzą... 137 1, I | familii swojej wprowadzą... bo i tak przecie krewną im przychodzisz... 138 1, I | nadając im wyraz znudzenia i goryczy. Wtem na drodze 139 1, I | wprzódy. Nie był to głuchy i do cichego grzmotu podobny 140 1, I | faetonu, ale klekotliwe trochę i z lekkim skrzypieniem połączone 141 1, I | mniejsza, opadła prędko i dwie kobiety obejrzawszy 142 1, I | woza rozesłany, pasiasty i barwisty, na domowych, wiejskich 143 1, I | gniady z białymi nogami i białą łatką na czole. Oplatała 144 1, I | ciemnej chustce na plecach i wielkim czepcu na głowie, 145 1, I | kwitły rumieńcami twarzy i jaskrawymi barwami ubrań. 146 1, I | siedziały w różnych postawach i kierunkach, twarzami, bokami 147 1, I | kierunkach, twarzami, bokami i plecami ku sobie zwrócone, 148 1, I | chustki z głów pospadały i tworzyły na plecach kapiszony 149 1, I | u wszystkich nad uszami i przy skroniach zwieszały 150 1, I | we włosy pąsowe, liliowe i żółte kwiaty. Wóz trząsł 151 1, I | kwiaty. Wóz trząsł nimi i silne ich kibicie chwiał 152 1, I | się wzajem swych ramion i sukien śmiejąc się i gadając 153 1, I | ramion i sukien śmiejąc się i gadając głośno i wszystkie 154 1, I | śmiejąc się i gadając głośno i wszystkie razem. W tym gwarnym 155 1, I | trzydziestoletni, wysoki i tak zgrabny, jakby go matka 156 1, I | matka natura z lubością i wielkim staraniem na łonie 157 1, I | gorące jej żary letnie i d2ikie polne powiewy nadały 158 1, I | temu ciału taką harmonię i siłę, że trzęsący się i 159 1, I | i siłę, że trzęsący się i podskakujący wóz nie mógł 160 1, I | na chwilę jego prostych i wyniosłych linii. Od ogorzałej 161 1, I | odbijały złociste, bujne wąsy i jasnozłote włosy opadające 162 1, I | ogorzałych rękach trzymając lejce i nie odwracając twarzy ku 163 1, I | wesoło na zapytania ich i przycinki, czasem męski 164 1, I | śmiechów dziewcząt.~Marta i Justyna zatrzymały się u 165 1, I | robaczków osypywał im suknie i głowy. Marta w kierunku 166 1, I | machnęła swą białą chustką i niezwykle u niej przyjaznym 167 1, I | od reszty twarzy, gładkie i pogodne.~- Dobry wieczór! - 168 1, I | przechylając się przez drabinę wozu i białymi zęban1i błyskając, 169 1, I | po raz drugi zdjął czapkę i spojrzenie jego z wysoka 170 1, I | błękitne były jak turkusy i że w tej chwili przeleciała 171 1, I | znowu ku drodze zwrócił i poruszywszy lejcami zawołał 172 1, I | Justyna z zaciekawieniem i figlarnością w oczach, z 173 1, I | uśmiechu ustami poskoczyła i gestem wesołym, który by 174 1, I | kobiety swoją więź gałęzi i kwiatów. Na wozie wybuchnęły 175 1, I | woźnica nie obejrzał się i nie zapytał o przyczynę 176 1, I | Bohatyrowicz na pięknego i dzielnego chłopaka wyrósł... 177 1, I | wszystkich... kiedyś... dobrze i z bliska...~Zamyśliła się, 178 1, I | Bohatyrowicze u nas we dworze bywali i do stołu z nami siadali... 179 1, I | ojciec tego Janka, Jerzy, i stryj jego, ten Anzelm Bohatyrowicz, 180 1, I | teraz podobno schorowany i melancholikiem jakimś stał 181 1, I | sobie, bywało, do fortepianu i akordy biorę, a Anzelm za 182 1, I | a Anzelm za mną stanie i śpiewa: "Bywaj, dziewczę, 183 1, I | gwar u nas, jakie życie i moje, i wszystkich... A 184 1, I | nas, jakie życie i moje, i wszystkich... A teraz wszystko 185 1, I | turkotu kół wzniósł się czysty i silny głos męski z całej 186 1, I | szeroko otwartymi oczami i rozchylonymi w uśmiechu 187 1, I | po polach swą rozgłośną i smętną nutę:~Ty pójdziesz 188 1, I | Słowo honoru! - nagle i najgłębszym swym basem zawołała 189 1, I | swym basem zawołała Marta - i my kiedyś z Anzelmem śpiewaliśmy 190 1, I | znajdują się piękne głosy i śpiewacy z nich zawołani... 191 1, I | śpiewacy z nich zawołani... I ten Anzelm kiedyś, gdzie 192 1, I | ubranego w słomiany kapelusz i stojącego na dwu wielkich 193 1, I | dziewczyny utkwiła, wspomnienia i rozczulenia jakieś pracowały 194 1, I | Ramiona rozkrzyżowała i grubym, ochrypłym głosem 195 1, I | jaki koniec! - powtórzyła i wnet szerszymi jeszcze jak 196 1, I | jeszcze jak wprzódy krokami i mocniej ramionami rozmachując 197 1, I | pomiędzy szare domostwa i gęste ogrody wsi długim 198 1, I | falach swych błękit nieba i ciemny bór odbijając płynął 199 1, II | dziedzińca rosły wysokie i grube jawory otoczone niższą 200 1, II | bzów, akacji, buldeneżów i jeszcze niższą jaśminów, 201 1, II | niższą jaśminów, spirei i krzaczastych róż. Dokoła 202 1, II | sztachet topole, kasztany i lipy ścianą gęstej zieloności 203 1, II | dróg okalających trawnik i rosnące śród niego potężne 204 1, II | niego potężne grupy drzew i krzewów stał dom drewniany 205 1, II | powojami, z wielkim gankiem i długim rzędem okien mających 206 1, II | żelazne kanapki, krzesła i stoliki. Naprzeciw gospodarskich 207 1, II | dziedzińca widzialną była i sama rzeka, szeroka, w tym 208 1, II | mieściły się znaczne dostatki i wrzało życie ludne, szerokie, 209 1, II | miejsca tego w porządku i całości. Jakaś ręka gorliwa 210 1, II | całości. Jakaś ręka gorliwa i pracowita zajmowała się 211 1, II | choć połatane, stały prosto i dobrze strzegły dziedzińca 212 1, II | dobrze strzegły dziedzińca i ogrodu. Stare również gospodarskie 213 1, II | miejscach nowe strzechy i nowe pomiędzy drewnianymi 214 1, II | kamieni. Stary dom niskim był i widocznie z każdym rokiem 215 1, II | lecz z dachem gontowym i jasnymi szybami okien nie 216 1, II | Rzadkich, kosztownych kwiatów i roślin nie było tu nigdzie, 217 1, II | pokrzywy, łopuchy, osty i chrzany, a stare drzewa 218 1, II | chrzany, a stare drzewa i dawno znać zasadzone, bo 219 1, II | krzewy wyglądały świeżo i zdrowo. Dworowi temu, w 220 1, II | widocznie wciąż się coś psuło i naprawianym było, w którym 221 1, II | nic od dawna nie dodawano i nie wznoszono, ale tylko 222 1, II | ale tylko to, co już stało i rosło, przechowywano, porządek, 223 1, II | przechowywano, porządek, czystość i dbałość nadawały pozór dostatku 224 1, II | nadawały pozór dostatku i prawie wspaniałości. Wielkość 225 1, II | nawet starość niskiego domu i niejaka dziwaczność gotyckich 226 1, II | sadzili te ogromne drzewa i żyli w tym stuletnim domu, 227 1, II | z sobą ludzkie rozkosze i rozpacze, grzechy i - prochy.~ 228 1, II | rozkosze i rozpacze, grzechy i - prochy.~Wnętrze domu posiadało 229 1, II | domu posiadało te same, co i dwór cały, cechy dawnego 230 1, II | chronionego przez czujne i niestrudzone starania od 231 1, II | rozpadnięcia się w łachmany i próchno. W obszernych, niskich 232 1, II | próchno. W obszernych, niskich i dobrze oświetlonych sieniach 233 1, II | umieszczone ogromne rogi łosiów i jeleni; pomiędzy nimi wisiały 234 1, II | przetykanego czerwienią kalinowych i jarzębinowych jagód; naprzeciw 235 1, II | sprzęty, które, jak z kształtu i gatunku ich wnosić było 236 1, II | dwudziestu przeszło laty i kosztowały wiele; teraz 237 1, II | ukazywały się na nich tu i ówdzie niewprawną ręką wiejskiego 238 1, II | rzemieślnika dokonane sklejenia i naprawy, a drogą materię, 239 1, II | zastąpiła zupełnie tania i pospolita. Obicia na ścianach, 240 1, II | Obicia na ścianach, tak jak i sprzęty, niegdyś kosztowne 241 1, II | sprzęty, niegdyś kosztowne i piękne, a teraz postarzałe 242 1, II | piękne, a teraz postarzałe i spłowiałe, błyskały jeszcze 243 1, II | spłowiałe, błyskały jeszcze tu i ówdzie złoconymi bukietami 244 1, II | ówdzie złoconymi bukietami i arabeskami, zakrywało je 245 1, II | kopii ze sławnych obrazów i kilkanaście rodzinnych portretów 246 1, II | Podłogi były tam woskowane i błyszczące, niskie sufity 247 1, II | błyszczące, niskie sufity białe i czyste, drzwi staroświeckie, 248 1, II | brązowymi klamkami, dywany duże i spłowiałe, w rogu salonu 249 1, II | nic tu nie przybyło, ale i nic nie ubyło, a to, co 250 1, II | a to, co brudził, łamał i rozdzierał czas, ktoś ciągle 251 1, II | ciągle oczyszczał, zszywał i naprawiał. Sprawiało to 252 1, II | pokoju, którego okno, jak i okna salonu, wychodziło 253 1, II | tu było miękkie, ozdobne i wbrew temu, co działo się 254 1, II | połyskiwała kryształowymi i porcelanowymi cackami; na 255 1, II | książki, stały zgrabne koszyki i pudełka z przyborami do 256 1, II | napełniająca. Była ona duszną i pełną zmieszanych zapachów 257 1, II | zmieszanych zapachów perfum i lekarstw; ponieważ zaś okno 258 1, II | lekarstw; ponieważ zaś okno i drzwi od przyległych pokojów 259 1, II | oklejone papierem w kwiatki i napełnione wonią olejków 260 1, II | napełnione wonią olejków i trucizn. W rogu tego pokoju 261 1, II | mającą w kształtach swych i ruchach wiele delikatnego 262 1, II | znać zupełnie piękną, a i dziś jeszcze pomimo przywiędnięcia 263 1, II | jeszcze pomimo przywiędnięcia i zbytecznej chudości uderzającą 264 1, II | ani jednego siwego włosa, i jakkolwiek kibić jej i cera 265 1, II | i jakkolwiek kibić jej i cera zdradzały do niedołęstwa 266 1, II | drobne jej wargi były pąsowe i świeże jak u młodziutkiej 267 1, II | Rączki drobne, tak chude i delikatne, że prawie przezroczyste, 268 1, II | posiadały kolor listka róży i połysk politury. Z wyrazem 269 1, II | rezygnacji splatała je ona i opuszczała na suknię albo 270 1, II | obawę przed wszelkim żywszym i choćby odrobinę energiczniejszym 271 1, II | odziedziczonego przezeń po ojcach i dziadach Korczyna. ~Naprzeciw 272 1, II | była ona zarówno szczupłą i delikatną, słodką i cierpiącą; 273 1, II | szczupłą i delikatną, słodką i cierpiącą; tak samo jak 274 1, II | samo jak tamta splatała i opuszczała ręce, takie same 275 1, II | taki sam miała głos smutny i osłabiony. Tylko zamiast 276 1, II | jej składał się z taniej i wcale nieozdobnej sukienki, 277 1, II | sukienki, z grubego obuwia i z cieniutkiej, batystowej, 278 1, II | zakrywając połowę jej brody, uszy i część włosów małymi kończykami 279 1, II | węzła sterczała nad ogromnym i widocznie przyprawnym, bo 280 1, II | uśmiechała się błękitnymi oczami i przywiędłymi usty. Uśmiechała 281 1, II | zwracając się ku jednemu i drugiemu, przy czym szyja 282 1, II | przy czym szyja jej, biała i okrągła, czyniła ruchy łabędzia 283 1, II | uwagą, bo z uszanowaniem i rozkoszą, wtórując im przymilonymi 284 1, II | miodowymi spojrzeniami i cieniutkimi wykrzyknikami. 285 1, II | nie zwracał się do niej i nawet na nią nie patrzał. 286 1, II | głównie zabawiać ją usiłował i ona też więcej i czulej 287 1, II | usiłował i ona też więcej i czulej na niego niż na drugiego 288 1, II | niemłody, w bardzo starannym i modnym ubraniu, z przodem 289 1, II | wygoloną, że aż na policzkach i brodzie błyszczącą. Brzydką 290 1, II | tę twarz oświecała wielka i nigdy, zda się, nie ustająca 291 1, II | każdemu darował bo stara i zła; ale druga.... ho, ho, 292 1, II | zawołała pani Emilia.~- I bez kapelusza - dodał Kirło.~- 293 1, II | cienką, wykwintnie ubraną i głowę okrytą czarnymi, z 294 1, II | Od chwili, gdy wszedł tu i zamienił z panią domu pierwsze 295 1, II | Prawda, że Kirło mówił ciągle i prawie sam jeden. Pani Emilia 296 1, II | szczególniej ta... bez kapelusza i rękawiczek?~- Była to zapewne 297 1, II | Panna z pięknej familii i z edukacją... - z wielkim 298 1, II | No, a jak powiem jej imię i nazwisko, to co będzie? - 299 1, II | usposobieniem gościa swego i nawet przyjemną rozrywkę 300 1, II | cicha, trochę filuternie i zalotnie. Ale nic wyrazić 301 1, II | cieniutkiej, brudnej chustki mała i zwiędła jej twarz okryła 302 1, II | niewinne oczy zmąciły się i nabrały wyrazu trwogi połączonej 303 1, II | ręce ku obronie wzniosła i cofając się, odwracając, 304 1, II | usiłowała pokryć zmieszanie swe i wzruszenie, bełkotała:~- 305 1, II | jednak nie tylko wygadywał i żartował, ale brał się do 306 1, II | żartował, ale brał się do czynu i czyniąc gest taki, jakby 307 1, II | ale z dziwnie miodowym i upojonym wyrazem w oczach, 308 1, II | poruszyła się na szezlongu i wołać zaczęła:~- Panie Bolesławie! 309 1, II | kiedy indziej sobie na niego i bardzo zęby zaostrzył. No, 310 1, II | Ale nie! - zawołał nagle i z komiczną desperacją zwracając 311 1, II | Dobrze, dobrze - śmiejąc się i podając mu rękę wołała pani 312 1, II | swej dużej, kościstej dłoni i z miną smakosza przyglądał 313 1, II | malusienieczka rączka!- wymówił i złożył na niej długi pocałunek, 314 1, II | pocałunek, w którym cześć i galanteria mieszały się 315 1, II | pani Emilii; cofnęła rękę i z większym jeszcze ożywieniem, 316 1, II | oczach, upomniała się o imię i nazwisko gracji.~- Była 317 1, II | Była to - wzdychając i wydymając wargi zadeklamował 318 1, II | Ale wmieszał się w nie i głos męski, który przemówił:~- 319 1, II | ból głowy, ale grzeczna i słodka zawsze, gościowi 320 1, II | przypatrzył... a raz tylko, i to śród drogi, cukierek 321 1, II | odpowiedział zapytany - i winszuję sobie, żem w tej 322 1, II | wypadku najlepszym sąsiadem i przyjacielem naszym.~- Ja, 323 1, II | zawsze najlepszym z ludzi i tylko... zapoznanym.~- W 324 1, II | ukłonił się z galanterią i wdzięcznością, ale dodał:~- 325 1, II | tylko o gospodarstwie swoim i o interesach...~Przerwała 326 1, II | interesach...~Przerwała i zwróciła się do Teresy Plińskiej, 327 1, II | Tereniu, daj mi trochę wody i proszek bromowy, bo czuję 328 1, II | Teresa poskoczyła ku toalecie i w mgnieniu oka podała towarzyszce 329 1, II | dwu okrągłych opłatkach i tłumacząc się jakby z czynności, 330 1, II | proszek. Miała tyle powabu i gracji przy połykaniu lekarstwa, 331 1, II | naprawdę; ręką dotykała piersi i gardła, w których czuła 332 1, II | migreny? prawda? Mój Boże! i mnie także zaczyna głowa 333 1, II | nie wraca...~Z żywością i gracją podlotka Teresa biegła 334 1, II | szeroko otworzyły się one i do gabinetu wszedł mężczyzna 335 1, II | twarzą, pomarszczonym czołem i wielkimi, ciemnymi oczami, 336 1, II | nie można było nad troskę i prawie ponure zamyślenie. 337 1, II | także uściskiem objął białą i gładką jak atłas, wypielęgnowaną 338 1, II | jak atłas, wypielęgnowaną i wychudłą rękę Różyca. Teraz 339 1, II | powierzchowność jego arystokratyczną i jeszcze piękną, choć wyniszczoną 340 1, II | piękną, choć wyniszczoną i cierpiącą. Wysoki był i 341 1, II | i cierpiącą. Wysoki był i bardzo cienki, na małej 342 1, II | bardzo cienki, na małej i zgrabnej głowie fryzował 343 1, II | jego, o rysach prawidłowych i delikatnych, skórze białej 344 1, II | delikatnych, skórze białej i gładkiej jak welinowy papier, 345 1, II | drgania przebiegające czoło i brwi. Od pierwszego rzutu 346 1, II | fizyczną może słabość łagodnego i z systemem nerwowym chorym. 347 1, II | każdy z nich urodził się i żył na innej planecie. Jedną 348 1, II | długiego wąsa usiadł przy oknie i patrząc na żonę rzekł:~- 349 1, II | zaczynam być o to niespokojną i zapewne dlatego czuję już 350 1, II | odpowiedziała pani Emilia i z cicha, zwolna uwiadomiła 351 1, II | się w szkole agronomicznej i córki będącej na jednej 352 1, II | Zacierając kościste ręce i mile uśmiechając się rozpoczął:~- 353 1, II | pociągając wciąż wąsa i posępnymi swymi oczami na 354 1, II | dla nas święta nie ma. I owszem, kiedy oficjaliści 355 1, II | owszem, kiedy oficjaliści i parobcy świętują, najbardziej 356 1, II | głodem nie zamorzyli koni i bydła albo dworu z dymem 357 1, II | została, czynił ją obojętną i trochę rubaszną.~- Ale co 358 1, II | pięknie... Jeżeli zbiór i zwózka pójdą pomyślnie...~- 359 1, II | ślicznego Korczynka - zachęcony i do żartobliwego humoru swego 360 1, II | Korczyński podniósł głowę i z urągliwym wyrazem swych 361 1, II | dobrodzieja mówiła mu, jakie były i pewno jeszcze na ten rok 362 1, II | się, ale wnet zatarł ręce i w śmiech uderzył:~- Jak 363 1, II | Ale mnie z tym dobrze i jej także... Bo i cóż, panie 364 1, II | dobrze i jej także... Bo i cóż, panie dobrodzieju, 365 1, II | Korczyński uśmiechnął się i zwrócił twarz w stronę, 366 1, II | toaletowego octu, ryżowego pudru i rezedowej perfumy. Pociągnął 367 1, II | perfumy. Pociągnął wąsa i zwracając się do żony rzekł:~- 368 1, II | dotknęła dłonią piersi i gardła, umilkła. ~I wszyscy 369 1, II | piersi i gardła, umilkła. ~I wszyscy przez chwilę milczeli. 370 1, II | błyskały w cieniu ciekawie i jakoś drwiąco. W tej chwili 371 1, II | słyszeć się dały pluski wody i przeciągłe, basowe wołania. 372 1, II | basowe wołania. Korczyński i Różyc jednocześnie spojrzeli 373 1, II | obijały się o bór ciemny i wywoływały w nim głośne 374 1, II | ludzie różni, pojedynczo i gromadnie, w szarych i białych 375 1, II | pojedynczo i gromadnie, w szarych i białych ubraniach; gdzieniegdzie, 376 1, II | jak czara nalana błękitem i złotem. ~- Piękna miejscowość - 377 1, II | święta...~Różyc zdjął binokle i długą swą atłasową rękę 378 1, II | rękę powiódł po zmiętym i drgającym czole.~- Mnie 379 1, II | święto. Są zdrowi, silni i jakimkolwiek jest ich życie, 380 1, II | którym człowiek pracuje, i o... skutki. , Jeżeli co 381 1, II | o mur uderzać się musisz i myśleć, że wszystko, cokolwiek 382 1, II | zda się...~Machnął ręką i umilkł. Różyc cierpiącymi 383 1, II | na ogorzałe, zorane czoło i w dół spuszczone wąsy obywatela.~- 384 1, II | podniosły się na twarz gościa i utonęły w niej wejrzeniem 385 1, II | niej wejrzeniem głębokim i przejmującym.~- Jak pań 386 1, II | Jak pań myśli?... - zaczął i zawahał się z dalszym mówieniem. 387 1, II | którzy pieniędzy nie marnują i jak woły pracują, zdołają... 388 1, II | patrzał ciągle w twarz gościa i koniec wąsa do ust włożywszy 389 1, II | z silnym drganiem czoła i brwi odpowiedział:~- Osobiście 390 1, II | trochę więcej...~Światowemu i do wszystkiego przyzwyczajonemu 391 1, II | więc opowiadać o finansowym i gospodarskim stanie średnich 392 1, II | czasu do czasu, zręcznie i grzecznie, tłumił nerwowe 393 1, II | Pan zawsze pocieszyć i rozweselić mię musisz... 394 1, II | wiatr szumiał w klonach i mieszały się z nim fruwania 395 1, II | domu ktoś z wielką precyzją i umiejętnością grał jakąś 396 1, II | umiejętnością grał jakąś wielką i trudną kompozycję muzyczną.~ 397 1, II | Kirle te skomplikowane i pracowicie wywoływane tony 398 1, II | stwierdzając porządek ich i czystość. Przyrządzała sałaty 399 1, II | czystość. Przyrządzała sałaty i kompoty, przynosiła butelki 400 1, II | szuflady kredensowej szafy i urządzając, ustawiając, 401 1, II | chłopak, przyodziany porządnie i żwawy, ale niedorosły i 402 1, II | i żwawy, ale niedorosły i ślepo tylko rozkazy jej 403 1, II | Cztery wiorsty uszła dziś tam i na powrót, nie odpoczywała 404 1, II | Chrząkała, kaszlała, gderała i napędzała małego lokaja, 405 1, II | pomimo ciężkości chodu swego i pedantycznej dokładności, 406 1, II | na dziesięć osób nakrytym i wszystko do obiadu przygotowanym. 407 1, II | Plińska, w ręce klasnęła i z wybuchem radości zawołała:~- 408 1, II | pani już tu, panno Marto! i wszystko do obiadu przygotowane! 409 1, II | była bardzo niespokojną.~- I niepotrzebnie! - ofuknęła 410 1, II | panna - niech swoich robótek i swojego słabego zdrowia 411 1, II | o wszystko niespokojna. I teraz dostała globusu, i 412 1, II | I teraz dostała globusu, i zaczęła już dostawać migreny...~- 413 1, II | chwała Bogu! - zupełnie serio i nawet z rzetelną dla Nieba 414 1, II | W domu, tam, z gośćmi i żoną... Znowu gniewał się, 415 1, II | Znowu gniewał się, że pani i Justynka piechotą poszłyście 416 1, II | wstrzymywała się z całej siły, i nagła myśl jakaś piorunem, 417 1, II | Głośno splasnęla rękami i do okna poskoczyła.~- A 418 1, II | powiedzieć, kto przyjedzie?~I szczupłymi ramionami swymi 419 1, II | objąć usiłowała grubą kibić i cienką, żółtą szyję towarzyszki. 420 1, II | krzyknęła. -Toż Widzio i Leonia powinni już od godziny 421 1, II | zamruczała Marta. - Może i matka zapomniała także... 422 1, II | Co im w głowie? Romanse i apteka... Wieczna głupota!... 423 1, II | grzebieniem sterczącą trzęsła i pęk kluczów głośno dzwonił 424 1, II | wychyliła, a potem, z cienkim i uszczęśliwionym chichotem, 425 1, II | dziewczęcym krokiem przez sienie i salon pobiegła. W głębi 426 1, II | Emilü otworzyły się głośno i zjawił się w nich Kirło 427 1, II | nich Kirło śmiejący się i ciągnący za sobą kogoś bardzo 428 1, II | wzrostu, ale tuszy dobrej i w środku figury szczególniej 429 1, II | zmieszania dobrodusznością i błękitne jak turkusy oczy 430 1, II | patrzały z wyrazem wstydu i zalęknienia. To zmieszanie 431 1, II | zalęknienia. To zmieszanie i zalęknienie źródło swe mieć 432 1, II | Jedną ręką trzymając smyczek i zarazem powstrzymując od 433 1, II | szlafroka, drugą ten białowłosy i łagodny starzec przyciskał 434 1, II | usiłował wciąż cofać się i ramię swe z dłoni Kirły 435 1, II | Puść mię pan ..., - szeptał i wykrzykiwał głośno - jakże 436 1, II | przepraszam! Litwy... a może i Europy... Zaniedbany ubiór 437 1, II | zdumieniem na tę scenę patrzał i nie tylko nie śmiał się, 438 1, II | znać z dobrym humorem Kirły i jego objawami, spoglądał 439 1, II | spoglądał przez okno na klony i rzekę; panie, Emilia i Teresa, 440 1, II | klony i rzekę; panie, Emilia i Teresa, śmiały się: pierwsza 441 1, II | śmiały się: pierwsza cichutko i z niejakim zawstydzeniem, 442 1, II | zawstydzeniem, druga głośniej i z rozkoszą. Kirło, zachęcony 443 1, II | zważając, z komicznymi gestami i minami dalej prawić zaczynał:~- 444 1, II | panie, zawsze nie ubrani i nie umyci...~Wtem zza pleców 445 1, II | pleców szamoczącego się i już widocznie udręczonego 446 1, II | uwydatniającej jej silną i zgrabną kibić. Wyprostowaną 447 1, II | kibić. Wyprostowaną była i głowę otoczoną czarnym warkoczem 448 1, II | się teraz prawie czarnymi i w twarz Kirły cisnęły płomienie 449 1, II | otwartym drzwiom salonu i zawołała głośno:~- Mars! 450 1, II | umie on warować, aportować i przez kij skakać. Zawołałam 451 1, II | trochę drżał, usta zbladły i z oczu znowu trysnęły płomienie. 452 1, II | płomienie. Powoli jednak i łagodnie ujęła ramię starca.~- 453 1, II | wyprostowana, z podniesioną głową i bladym, lecz nie zmąconym 454 1, II | siwowłosego, trochę przygarbionego i skrzypce swe do piersi przyciskającego 455 1, II | zmieszał się ani na chwilę i z nowym śmiechem szeptał 456 1, II | od czego rumieniła się i najmilszym uśmiechem rozjaśniała 457 1, II | Korczyński motał wąs na palec i parę razy, do siebie więcej 458 1, II | usposobieniu do chorób nerwowych i trudności znalezienia na 459 1, II | zaspokaja potrzebę wrażeń i daje zapomnienie... o wszystkim...~ 460 1, II | życia nie zatruwały mu ducha i ciała?...~- Bywają też ludzie, 461 1, II | wszystkie swoje marzenia i od zbytku tego szczęścia 462 1, II | otworzyły się z łoskotem i zjawiła się w nich na oka 463 1, II | grubym, ochrypłym głosem i wnet jak wicher rzuciła 464 1, II | oczach wionęły końce mantyli i zamigotały czerwone róże 465 1, II | krokami przesadził pokój i zniknął. Pani Emilia bardzo 466 1, II | podała żądane przedmioty i do przywdziania ich dopomogła. 467 1, II | wysmukły, złotowłosy chłopak i niedorosła, zgrabna panienka. 468 1, II | panienka. Wybuchły pocałunki i zapytania; głosy zmieszały 469 1, II | odprowadzenia pani do pokoju.~Różyc i Kirło z roztargnieniem przypatrywali 470 1, II | oryginalna...~Wzruszył ramionami i usta wydął.~- Gusta są różne - 471 1, II | flegmatycznie odparł młody pan i malutką piłką począł bardzo 472 1, II | przy tym jak księżniczka i zła jak szerszeń.~- Zauważyłem 473 1, II | drgnienie to udzieliło się czołu i przebiegło skórę czaszki, 474 1, II | czaszki, aż pod przerzedzonymi i ufryzowanymi włosami. Zupełnie 475 1, II | wcale przyzwoity człowiek i podobno nie bez talentu... 476 1, II | Cóż więc?~- No... on i panna Justyna...~- Romans? - 477 1, II | Romans? - dorzucił pan.~- I jaki! - wybuchnął Kirło.~- 478 1, II | Dlaczego nie pobrali się? Ależ i mowy o tym być nie mogło... 479 1, II | nie mogło... Familia... i on sam...~Dłużej rozmawiać 480 1, II | ganku wchodziło już do sieni i zaraz wejść miało do salonu.~ 481 1, II | wschodach niegdyś politurowanych i ozdobnych, dziś tylko czystych 482 1, II | ozdobnych, dziś tylko czystych i całych, Justyna wprowadziła 483 1, II | do Ignacego Orzelskiego i był zarazem sypialnią nocujących 484 1, II | Justyna opuściła ramię ojca i wyjąwszy mu z rąk skrzypce 485 1, II | pudle. Czyniąc to, z cicha i trochę szorstko rzekła:~- 486 1, II | żarty z siebie...~Urwała i uczyniła ręką gest zniechęcenia.~- 487 1, II | przedstawiałam... Nic nie pomaga... i... nic nie pomoże!...~Wzięła 488 1, II | dzbanek stojący w kącie pokoju i zaczęła zeń wodę do miednicy 489 1, II | Stary w rozwartym szlafroku i zupełnym pod nim negliżu 490 1, II | pokoju, zakłopotany trochę i z jednostajnym wciąż, dobrodusznym 491 1, II | zawiesiła ręcznik obok miednicy i na jednym ze stołów ustawiła 492 1, II | zbliżył się do skrzypiec i już je z pudła wyjmować 493 1, II | zaczął. Justyna delikatnie i powoli instrument znowu 494 1, II | Dobrze... dobrze... bo już i głodny jestem... A nie wiesz 495 1, II | Nie wiem - odpowiedziała i ułożyła obok lusterka wszystkie 496 1, II | przybory do golenia się i czesania służące.~- Wszystko 497 1, II | Stary nie ruszał się i z ukosa na skrzypce spoglądał.~- 498 1, II | chrząknęła... czchnęła i na dół poleciała... a mnie 499 1, II | troszkę szynki zjadłem i grałem sobie... Szynki w 500 1, II | roku doskonale urządziła... i sucharki jej zawsze doskonałe...