| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] gniotla 1 gniotly 1 gnój 1 go 375 godach 2 godami 1 godla 1 | Frequency [« »] 383 tego 382 przed 382 sobie 375 go 374 ku 363 u 355 te | Eliza Orzeszkowa Nad Niemnem IntraText - Concordances go |
Tom, Rozdzial
1 1, I | błyszczący... prawda, że go też dobrze spłaszczyłam, 2 1, I | gdzie podziać, położyłam go na ławce i przez całe nabożeństwo 3 1, I | do nas nie przyjedzie, że go ten pan Różyc do siebie 4 1, I | Zapewne Różyc zaprosił go do swego powozu; wolał więc 5 1, I | turkotały wcale, a ciągnące go dobrym truchtem koniki stąpały 6 1, I | gwar głosów. Napełniało go towarzystwo liczne. Na słomie 7 1, I | wysoki i tak zgrabny, jakby go matka natura z lubością 8 1, I | chłopaka wyrósł... znałam go dzieckiem... Znałam ich 9 1, II | niezmierne bogactwo napełniającej go roślinności, sama nawet 10 1, II | tej gotowalni zaleciały go zmieszane zapachy toaletowego 11 1, II | dalszym mówieniem. Ogarnęła go widoczna, a dziwna w tak 12 1, II | ust włożywszy przygryzać go zaczął. Widocznym było, 13 1, II | niewiele; może też obchodził go on niewiele.~- Któż to może 14 1, II | krajał, a Marta wkładała go do serwet, kiedy z dalszych 15 1, II | się przeważnej sile, która go naprzód pociągała, usiłował 16 1, II | szlafroku... ~Ale Kirło wciągnął go do pokoju, przy czym do 17 1, II | krótkim gestem wskazała go Kirle. ~- Oto jest Mars - 18 1, II | przez kij skakać. Zawołałam go tu dla zabawy pana!~Głos 19 1, II | gderał stary.- A któż go oczyścił? Ty sama! Czyż 20 1, II | klucz w zamku, schowała go do kieszeni i wyszła.~Drugi 21 1, III| pokoleń wnikają, uchroniły go od zarazków unoszących się 22 1, III| żył, ale losy odrzuciły go bardzo daleko i po kilku 23 1, III| miał środków i zatrzymując go na hipotece Korczyna, ten 24 1, III| kark nisko pochylał. Coś go dręczyło, bo koniec długiego 25 1, III| wkładał i w zamyśleniu zębami go przygryzał. Po długim szukaniu 26 1, III| człowiek przebędzie, sto upałów go spali i sto strachów po 27 1, III| wydawał wtedy, więc tańczącym go nie widziała; w zamian kilka 28 1, III| dla których wielu nazywało go prawie szaleńcem, a także 29 1, III| czynność najwięcej zmęczyła go i zgryzła. Od ludzi, którzy 30 1, III| położenia niewzględność. Ubodło go to znać do żywego, bo odpowiadając 31 1, III| częstymi przestankami czytać go zaczął. Był to list brata 32 1, III| bratczysko radzi... Jak ja go dawno nie widziałem! Co 33 1, III| szczebiotu, lecz powstrzymania go tylko na chwilę, bo mały 34 1, III| całym Korczynie słychać go było. Kiedy go do nauki 35 1, III| Korczynie słychać go było. Kiedy go do nauki napędzano, krzyczał: " 36 1, III| zaszywał się w takie kąty, że go wynaleźć było trudno, a 37 1, III| czterdzieści włók gorsze go i lepszego gruntu zasłaniały 38 1, IV | od tak dawna, że zmienić go było nie podobna bez uchybienia 39 1, IV | szczebiotu podtrzymując go rzucanymi czasem słowami 40 1, IV | Zaczynam wątpić, czy go posiadam - z pozorną niedbałością, 41 1, IV | swego tym z gości, którzy go jeszcze nie znali, przedstawionym; 42 1, IV | wiedząc więc, kim był ten, kto go teraz z widocznym połączeniem 43 1, IV | ufryzowanymi włosami. Coś go dręczyło i jakby zamierzał 44 1, IV | prośbą, aby przedstawił go on matce swojej. ~Hrabia 45 1, IV | znajduje on w rozwijaniu go, odkąd mieszka w domu, o 46 1, IV | niego szepcąc uprowadziła go na stronę. Niektóre z pań 47 1, IV | pozie, że od ogarniającej go płachty światła postać jego 48 1, IV | rozrywek i nudzi się w domu; ja go więc we wszystkim z największą 49 1, IV | a tą czarodziejką, która go różdżką swoją dotknęła, 50 1, IV | sztuk pięknych. Ona słuchała go wciąż w nieruchomej postawie, 51 1, IV | wschodami rozdzielającymi go z ogrodem zawahała się i 52 1, V | zagniewanym nie widziała go nigdy. Jakimikolwiek były 53 1, V | Jakimikolwiek były otaczające go okoliczności, cokolwiek 54 1, V | uparcie, a potem coraz słabiej go powtarzał. W tych dwóch 55 1, V | Andrzejowa co parę dni wzywała go do Osowieca; Darzecka przyjeżdżała 56 1, V | głośne, że w całym domu go słyszano, gdy zapytywał: " 57 1, V | spojrzenia i zaczepki tego drugie go, wykwintnego pana, z wychudłym 58 1, V | się po jej twarzy; wzięła go w rękę i ostrożnie obejrzała 59 1, V | ostrożnie obejrzała napełniające go młode ziarna.~Liliowy motyl 60 1, V | wyleciał nad zboże; ścigała go wzrokiem, póki nie zniknął. 61 1, V | wskazywał owies, przerzynającą go zieloną drogę i szarzejącą 62 1, V | wielkiego nieszczęścia. Żonka go porzuciła, a on to sobie 63 1, V | taki zawzięty rybak, że go z Niemna ani ściągnąć... 64 1, V | która w tej chwili wcale go nie słuchając głowę podała 65 1, V | stryju znalazł się i za ramię go pochwycił.~- Stryjaszku! 66 1, V | po imieniu synowca nieco go rozpogodziły.~- Owszem - 67 1, V | ta krótka rozmowa zajęła go i ożywiła lub też sposób 68 1, V | dawno minionego pociągał go ku niej - postąpił krok 69 1, V | rumatyzmu albo innej choroby go nabawi. A bywają i insze 70 1, V | Wolę Bożą szemrał za to, że go bezczynnym i niepożytecznym 71 1, V | niepożytecznym uczyniła; jak gryzł go i przestraszał los tego 72 1, V | przyjeżdżał... nasza mama tobie go wyswatała.., Może nie mówiłaś, 73 1, V | drogę przybywającemu, ale on go końcem buta odtrącił i z 74 1, V | malw Elżusia i chwytając go za połę surduta energicznie 75 1, VI | podrygujących nogach, gdyby go wielka i silna dziewczyna 76 1, VI | już na tym świecie wcale go nie ma.~Bezbarwne i bezzębne 77 1, VI | zrobię...~Chciała zawrócić go ku bramie zagrody, ale on 78 1, VI | roztarganą kosą, wprowadziła go do zagrody, której dom, 79 1, VI | już szczytem boru i tak go światłem swym przenikała, 80 1, VI | historię tę opowiadać. Trzeba go tylko pięknie poprosić... 81 1, VI | walczyć zaczynał z ogarniającą go chęcią mówienia o czymś, 82 1, VI | chęcią mówienia o czymś, co go do milczenia raczej skłaniało. 83 1, VI | opowiadania bojąc się splątać go albo część jego uronić. ~- 84 2, I | do syna rzekła i za rękę go wziąwszy do bawialnego pokoju 85 2, I | odpowiedziała:~- Przywiązałam go do kanapy i kazałam uczyć 86 2, I | latając... Dziś z rana gardło go bolało. A nie widziałaś, 87 2, I | i mówił Rózi, że gardło go coraz gorzej boli.~- Masz 88 2, I | się Kirłowa.- Poszłabym go szukać, ale czasu nie mam...~ 89 2, I | Kupcy na widok przybywające go grzecznie oświadczyli, że 90 2, I | gorączkowe błyski. Ona słuchała go ze zdziwieniem i ciszej 91 2, I | przestankami, bo znużenie ogarniać go już zaczynało, mówić jej 92 2, I | Gdybyś wiedział wszystko: jak go wychowywali i jak pierwszą 93 2, I | sama starałam się wyręczać go we wszystkim i kłopoty od 94 2, I | wszystko na świecie obchodzić go przestawało, ale Kirłowa 95 2, I | niegrzecznie przyjmować go... nie podobna! bo i za 96 2, I | stracił, ani ona przestała go słuchać z ciekawością w 97 2, II | doktor tu przyszedł... my go przyprowadzimy... Czyż ciocia 98 2, II | zląkł się i tak prędko wieźć go kazał, że konie, powiadam 99 2, II | doktorem porozmawiać! Już go Widzio tu prowadzi !~W salonie 100 2, II | ale w tej chwili miękki i go korny, mówić zaczął:~- Kotku 101 2, II | już na pozór nie łączyło go z żoną, Benedykt dowiedziawszy 102 2, II | tak sztywny, że można by go wziąść za chodzący posąg, 103 2, II | ubolewanie nad tym, że niepokoić go musi upomnieniem się o dług 104 2, II | filuterności, lecz zgasił go natychmiast gruby cień troski.~- 105 2, II | się w ten sposób, że można go było wziąść za siadający 106 2, II | śniadania, na które zapraszał go Benedykt, wymawiając się 107 2, II | Czy podobna wymagać, aby go te rzeczy... te małe i niziutkie 108 2, II | Natura artystyczna! Nudzi go to, co posiada, pragnie 109 2, II | trochę z wujem i na ganek go przeprowadzić?~Młody człowiek, 110 2, II | nieśmiałość wstrzymywało go od mówienia. Powieki miał 111 2, II | małym, pokornym...~Boleć go to musiało istotnie, bo 112 2, II | Głęboko w zamian dziwiło go i oburzało to, co syn jego 113 2, II | pytając wcale, za co lubi go i szanuje; był wdzięcznym 114 2, II | trzyma... Zresztą szanuję go istotnie...~- Za co? - bystro 115 2, II | rzeczy, które dawniej wcale go nie raziły, a teraz kłuły 116 2, II | na koniu ojca. Uwielbiał go on wtedy więcej jeszcze 117 2, II | gniewnego zamyślenia obudził go głos tajemniczo i jakby 118 2, II | gestami ręki i głowy przyzywał go ku sobie. Witold paru skokami 119 2, II | Witold i widać było, że go znowu coś w serce ukłuło. 120 2, II | powiódł i na struny spuścić go miał, a Justyna, cierpliwa, 121 2, II | szukała wtóru. Znalazła go wkrótce; spod palców jej 122 2, II | jakby z upojenia, w które go zbliżenie się do sąsiadki 123 2, II | admiratorem, nad skłonieniem go ku krokowi temu pracuje., 124 2, II | wiersze. Wyobraźnia ujrzała go klęczącego przed nią i z 125 2, III| One też to były, które go uczyniły złotym; ich to 126 2, III| bez tego brud zjada, że go dopatrzyć nie ma komu!" 127 2, III| ruch taki, jakby odtrącić go chciała, z nogi na nogę 128 2, III| Daremnie tym razem odtrącała go łokciem: silnie, żelazną 129 2, III| mały, a Anzelm chory, aż go, owszem, procesować musieli...~- 130 2, III| Kruk z rodu złodziej! Bodaj go marnie zabito, chama tego! 131 2, III| cichy był jak otaczająca go tutaj cisza i od wschodu 132 2, III| prawie nieruchomą słuchał go z uwagą i ciekawością rzadko 133 2, III| twarzy stryja widzę, że go jutro chandra schwyci. A 134 2, III| chandra schwyci. A kiedy go już ta pochmurność napadnie, 135 2, III| tę nazwę noszący, że sień go rozdziela z obszerną świetlicą. 136 2, III| owszem, z pośmiewiskiem go wspominają. Z. Mułu ziemskiego 137 2, IV | i Cecylii i napełniające go nieprzebite, różnymi odcieniami 138 2, IV | nijakiej strony zobaczyć go nie można - rzekł Jan. - 139 2, IV | fantastycznego. Wziąść by go można było za bajecznego 140 2, IV | Od dzieciństwa durniem go nazywali, ojciec nawet często 141 2, IV | nazywali, ojciec nawet często go bił za nierozgarniętość 142 2, IV | nawet ziółko uczepić się go nie chce. A jednakowoż był 143 2, IV | od góry do dołu zdeptały go ludzkie i końskie nogi i 144 2, IV | pamiętam, że zobaczyłem go jeszcze, jak obok pana Andrzeja 145 2, IV | za łzami wprzódy zobaczyć go nie mogłem, bo wtenczas 146 2, IV | stryja za rękę, do chaty go zawiódł i światło rozniecił. 147 2, IV | szeptali, pytali, nawet go za ręce i odzież targali, 148 2, IV | nim biegłem, ale dopędzić go nie mogłem, bo już i zmęczony 149 2, IV | czuł się jak w raju, albo go pozostawić na barkach krewnych, 150 2, IV | możności takiego życia, za winę go jej nie poczytywał. Tak 151 2, IV | zdarzało się czasem. Ona go nie widziała, lecz on ją 152 2, IV | śpiewał...~Owszem, widziała go, pieśń, którą śpiewał, słyszała 153 2, IV | wybornie, że potem spotkawszy go orzącego w polu poznała 154 2, IV | niemu wzrok podniosła i już go przez kilka sekund nie spuszczała. 155 2, IV | uwolnił od czepiających się go kolców i błyskawicznie prędko 156 2, IV | błyskawicznie prędko do ust go przycisnął. Justyna tego 157 2, IV | inszym był kiedyś, a potem go coś odmieniło... nie wiadomo 158 2, IV | nie zatrutym długo bronić go nie potrzebowała.~- Pewno! 159 2, IV | stała pod topolą upewniając go, że nie przelękła się, nie 160 2, V | wyjrzał. Justyna wzięła go w ręce i ułaskawione, łagodne 161 2, V | pod jego ciężarem. Rzuciła go na stół i teraz wszystkie 162 2, V | Pierwszy raz zobaczyła go bez czapki. Czoło miał białą 163 2, V | Antolka podbiegła i w rękę go pocałowała.~- Jeszcze dziś 164 2, V | niedźwiedzia przemoże, za nos go wodzić może. Widać, że mnie 165 2, V | czwartego!~Justyna zapytywała go o rozległość i ludność okolic, 166 2, V | przeciągu pół godziny zastawiły go wszystkim zapewne, na co 167 2, V | rękach podniósł i kroić go zaczął, na spodzie bochna 168 2, V | wszyscy dokoła podługowate go stołu zasiedli nabierając 169 2, V | krzesła zrywała, aby biec go nastawiać. Ale właśnie w 170 2, V | życie narażali, ale tym, co go nie utracą, takie rzeczy 171 2, V | ukochanej kobiecie dręczyły go ciągle.~- Nie zaskórną, 172 2, V | uciechy mając...~Cieszyło go teraz wiele rzeczy: domek 173 2, V | powiększył; dorodny i szanujący go chłopak; łagodna i gospodarna 174 2, V | czym przeszkody stawić lub go do czego przymuszać, ale 175 2, V | wymawiane:~- Ho, ho! znajdę ja go! znajdę bałamutnika tego, 176 2, V | tylko za nim, ramieniem go podtrzymując, ukazała się 177 2, V | się naprzód, że i zawrócić go do chaty nie zdołałam...~ 178 2, V | jemu dwadzieścia, kiedy go pan Dominik Korczyński, 179 2, V | mógł. Justyna zaś słuchała go ze wzniesionym ku niemu 180 2, V | nagła wyrosły tam, gdzie go wprzód nie było, ni to drzewniana 181 2, V | głodu gryźć począł, i tak go śmierć od, mrozu pod samym 182 2, V | objęła i usiłując ku drzwiom go zwrócić mówiła:~- Chodźmy 183 2, V | nie wypada...~Jan objął go nagle, okręcił się z nim 184 2, V | śmiechem w oba policzki go pocałował.~- Każdy młody 185 2, V | już raz dnia tego widziała go w coraz innej postaci. Naprzód 186 2, V | Witolda. Pierwszy spostrzegł go Jan:~- Ot i pan Witold z 187 2, V | notatkami i cyframi dosięgnąć by go nie mogły. Jednak w sąsiedniej 188 2, V | Powiedziała, że tylko co widziała go pływającego po Niemnie z 189 2, V | boskiego wezwał !"~Całując go w rękę w twarz mu patrzała. 190 2, V | głośno sarknął. - Nigdy go w domu nie ma... nigdy przy 191 2, V | to jedno jeszcze mogłoby go ze wszystkich jego nieszczęść 192 2, V | jego?... czyją? czy ty go naprawdę widujesz... znasz? 193 3, I | poznać było można, że wzniósł go był przed kilkudziesięciu 194 3, I | czy kiedykolwiek jeszcze go zobaczy - złośliwi utrzymywali, 195 3, I | zarzuciła na szyję męża, mocno go pocałowała, a wnet z uścisku 196 3, I | wyśpiewywaną przez przebiegającą go rzeczkę, rozmyślać nad świeżo 197 3, I | szacunek rzetelny i onieśmielał go do niej układ jej pomimo 198 3, I | zdawała się nie słyszeć go lub nie rozumieć. Na koniec 199 3, I | bratową pomówić. Zapytała go: co by jej dziecku miał 200 3, I | za rękę prowadzi pilnie go strzegąc od widoku i poznania 201 3, I | Benedykt doradza oddanie go do szkół publicznych. Wtedy 202 3, I | opłacani nauczyciele uczą go mnóstwa rzeczy, a z czasem, 203 3, I | estetycznego piękna otaczać go nie przestanie. Ten zbytek 204 3, I | już następne życie chronić go będą od wszelkich nawet 205 3, I | jego ofierze, jeżeli ona go się zrzeknie? Kto myślą 206 3, I | dłoń wyciągnął. Widziała go wyraźnie, z doskonałą wypukłością 207 3, I | zdolność nad pospolity poziom go wynosząca, jakaś niby iskra 208 3, I | soczewce, tak wszystko, co go najbliżej otaczało, starania 209 3, I | wiele wiadomość, że malował go człowiek majętny, z bytem 210 3, I | na drugą stronę gaszącej go powodzi. Ta myśl panowała 211 3, I | kilka gorączkowo niemal go zajmowały. Teraz szedł tam 212 3, I | letnim ubraniu, które czyniło go podobnym do obrazka z żurnalu 213 3, I | ale głośno nie wymówiła go jeszcze ani razu. Po wielekroć 214 3, I | Zygmunta, przedstawiająca go w tej, jeszcze porze życia, 215 3, I | spoglądał, każdy wziąść by go musiał za turystę zwiedzającego 216 3, I | zniechęcenia, które gniotły go od dawna. Oglądał się dokoła 217 3, I | kiedykolwiek... Dziś nie. Znudziła go swoją wieczną czułością 218 3, I | Przewidywanie to truje go po prostu, odbiera mu chęć 219 3, I | poszukiwań tych zachęcał go także mąż ciotki, Darzecki, 220 3, I | otyłym. Myśl ta wprawiała go w rozpacz. Otyłość jest 221 3, I | Gotowi byli jeszcze zapytywać go o co albo prosić, jak się 222 3, I | przypadkowo, przelotnie i niewiele go to wszystko obchodziło.~ 223 3, I | gwałtowną potrzebę czegoś, co by go rozerwało, pocieszyło, silnym 224 3, I | jedyny piedestał, który mógł go umieścić wysoko... Dziś 225 3, I | Gdyby świat zewnętrzny oblał go jakimś wielkim bogactwem 226 3, I | chwilą śniadanie uczyniło go nieco ciężkim. Ten kucharz - 227 3, I | tyje! Co chwilę porywała go złość lub rozpacz, jednak 228 3, I | Osowcach Zygmunt malować go zaczął, lecz dotąd nie skończył, 229 3, I | Wie on dobrze, że pani go kocha, kocha, kocha, a nie 230 3, I | sposobem mogłem nie spostrzec go na stole?...~Młoda kobieta 231 3, I | znowu i ramionami objąć go próbowała, ale on twarzą 232 3, I | dwoma laty przecież widziała go zakochanym w Klotyldzie. 233 3, I | towarzystwie parę razy spostrzegła go była w parku. A teraz te 234 3, I | się, że o wszystkim, co go z Justyną wiązało, zapomniał. 235 3, II | syna takim wzrokiem, jakby go ujrzał nad brzegiem przepaści. 236 3, II | aż nadto nasypało się im go do garnków z przeszłości, 237 3, II | pośpiechem, jakby się lękał, aby go ktokolwiek w zajęciu tego 238 3, II | zadowoleniem, że można by go było posądzić o szczycenie 239 3, II | opowiadania, które krążyły go okolicy od przybycia do 240 3, II | teraz, co prawda, ale gdyby go odrestaurować, urządzić... 241 3, II | energiczna do gospodarstwa go zachęci i pieszczotami, 242 3, II | użycia chwalby zirytował go nieco. Kirło zresztą irytował 243 3, II | Kirło zresztą irytował go zawsze. Podniósłszy więc 244 3, II | pokiwać nie chce, no, to już go mam za...~Wtem przypomniał 245 3, II | pustą jamę patrzała, czym go zapełnić nie wiedząc, w 246 3, II | teraz i z tym procesem, co go z panem Korczyńskim zaprowadził, 247 3, II | się do zydla, musztrując go przy tym i niby wyśmiewając, 248 3, II | jeszcze ani skosztował, tak go Elżusia ustawicznie pędzała 249 3, II | zgryzota będzie, że dziś go w domu nie ma! Po siano 250 3, II | narzeczonemu i do musztry go układać! Lękliwa była, łagodna 251 3, II | przywdział i tam, gdzie go serce ciągnęło, pośpieszył. 252 3, II | Justyna nie zrozumiałaby go może albo obojętnie słuchałaby 253 3, II | całował, kilka razy w czoło go pocałowała i łagodnym ruchem 254 3, II | łagodnym ruchem pociągnąwszy go ku obok stojącemu krzesłu 255 3, II | W dzieciństwie pieściła go więcej jak córkę, hałasować 256 3, II | okna podszedł i nie opuścił go dopóty, dopóki odjeżdżający 257 3, II | kilka minut potem widać go było z fuzją na ramieniu, 258 3, II | rozjątrzył Benedykta. Jątrzył go zawsze i coraz bardziej. 259 3, II | skrytość coraz więcej raniącym go przyczynom przypisywał. 260 3, II | stargać do reszty łączący go z ojcem węzeł. Upadł tylko 261 3, II | powierzył i który uwiadamiał go, że strona przeciwna w podaniu 262 3, II | wpółciemnym korytarzyku oblały go fale muzyki Orzelskiego; 263 3, II | dość często. Zamieszkiwała go wtedy Marta; teraz wiedział 264 3, II | widoczek zaczął.~- Znasz go od dawna, kuzynie - obojętnie 265 3, II | rozkazującym gestem usunęła go od siebie i dalej mówiła:~- 266 3, II | To jest romans... pełno go we francuskich książkach... 267 3, II | francuskich książkach... pełno go i w życiu... O, znam go, 268 3, II | go i w życiu... O, znam go, znam go od dawna. Był on 269 3, II | życiu... O, znam go, znam go od dawna. Był on przekleństwem 270 3, II | odbierał... Spostrzegałam go i potem pomiędzy ludźmi, 271 3, II | Korczyna do Osowiec zajmowały go buntownicze myśli i że pod 272 3, II | wieczny smutek, kiedy uniknąć go można, przyrastać do zapadłego 273 3, II | nie przypuszcza nawet, aby go ktokolwiek o materialistyczne 274 3, II | wyższych wrażeń, a otacza go sama pospolitość i monotonia. 275 3, II | zgadnąć, czy pani Andrzejowa go słuchała. Odpowiedź jego 276 3, II | życia z nim, podnoszenia go, pocieszania, oświecania...~ 277 3, II | miłości dla syna? Czyżby go kochać przestawała? Pierś 278 3, III| okazać i nie dopuścić, aby go za pierwszego lepszego uważano. 279 3, III| przyszedłszy w szlafroku go znalazł. W szlafroku sobie 280 3, III| niedopalony papieros i zdeptała go wielką stopą w prunelowy 281 3, III| uczynił poruszenie, które go ze zbitej w ścisk kampanii 282 3, III| głosem tak donośnym, że go za oknami i aż w ogrodzie 283 3, III| mirtowy wianek i delikatnie go w wyciągniętym ku państwu 284 3, III| laur być panienką i jakże go nie żałować! Trzeba go oblać 285 3, III| jakże go nie żałować! Trzeba go oblać rzewnymi łzami, bo 286 3, III| ogniście w oba policzki go pocałował.~- Przepraszam... - 287 3, III| zachowywał. Fabian zaś, chociaż go zwyczaj do wypowiadania 288 3, III| poznać, że potajemnie dręczył go dolegliwy frasunek. Mniej 289 3, III| legnie. Ale zakrzyczeli go inni.~- Co masz czuprynę 290 3, III| czarnego źrebca, ze stajni go wyprowadziwszy, ze wszystkich 291 3, III| szybszego chodu napędzała go wielką gałęzią.~- Jezu! - 292 3, III| najlepszego konia skaleczył, więc go dziś sama do konowała zaprowadziła, 293 3, III| nawet w swoim przeciwku, ale go tam szarańcza weselna opadła 294 3, III| przeciwka wskoczyła. Dopóty go hrabią, mrukiem, gardzicielem 295 3, III| uśmiechem szedł tam, dokąd go Elżusia z jednej strony, 296 3, III| Zobaczył Martę, która zobaczyła go także i kilka jeszcze szerokich 297 3, III| toni wspomnień, w którą go pogrążył widok tej kobiety, 298 3, III| papieros na ziemię rzucił, nogą go zadeptał i ze Starzyńską 299 3, III| ramieniu mu składając głośno go upominała:~- Bardzo słusznie! 300 3, III| Julek i pośpiesznie na ręce go schwycił. W tańcach Julek 301 3, III| mrugając, jakby pocieszał go i upewniał, że zaraz to 302 3, III| Tymczasem Władysław czy, jak go tam nazywano, Ładyś Osipowicz, 303 3, III| zresztą, pannom, które go kilka razy zaczepiły, oburkliwie 304 3, III| matkę przemocą do tańca go ciągnącą naprzód prosił, 305 3, III| mu też nie dokuczał ani go nie niepokoił; ludzi było 306 3, III| pierwszym roku...~Witold go u ściany na stołku sadzał 307 3, III| krakowiakiem, ale tańczyć go nie zaraz zaczęto, bo nie 308 3, III| ale jak przestał, to już go nikt nie prześcignie, nawet 309 3, III| starszy drużbant chciał go naśladować, ale nie mógł, 310 3, III| rozmawiającą opodal parę go rzuciła. Trzęsła się przy 311 3, III| swego szukać i znalazła go z drugiej strony gumna na 312 3, III| rękach prawie ze stołka go podniosła.~- Chodźmy do 313 3, III| dwoje sobie ostać...~Objęła go ramieniem, tuliła do siebie 314 3, III| przytulając w zeschłą rękę go całowała, a drogą ku swojej 315 3, III| Nigdy prawie nie widywano go takim pędem biegającego 316 3, III| prawie miejscu, w którym go tak często Elżusia i Antolka 317 3, III| Koledzy nie pożałują,~Jeszcze go końmi stratują!~Jeden woła: 318 3, III| ukłonami do wnętrza domu go zapraszał.~- Z przyczyny 319 3, III| życie zadekretował - przebił go ktoś inny.~- W jednym gnieździe 320 3, III| ciele siekł!...~- Jakby go język od dobrego słowa bolał...~- 321 3, III| przez to nad otaczającymi go postaciami i głowami górując, 322 3, III| siedzenia swego, ale otoczono go jeszcze ściślej, a Fabian 323 3, III| ściślej, a Fabian i za ramię go pochwycił.~- Bóg mię ubij 324 3, III| młodego słuchacza swego i, jak go nazwali, sędzi się zwracając, 325 3, III| chleba szukać, bo tu już go dla nich nie wystarczy. 326 3, III| mądry zrobi się głupi, gdy go bieda złupi, a każdemu już 327 3, IV | perfum i lekarstw, napełniły go obrazy niezmierzonych lodowców, 328 3, IV | ciemnym punkcie salonu, tak że go wcale widać nie było, i 329 3, IV | przycisku list brata i czytał go, zastanawiał się nad zawartymi 330 3, IV | dzisiejszego tak był podobnym? Coś go wtedy pocieszyło, podźwignęło... 331 3, IV | pokusy i rady gdzie indziej go wabiące odepchnąwszy wziął 332 3, IV | biurku liście Dominika, jakby go ku niemu ostatnie wyrazy 333 3, IV | do powszedniej, palącej go rzeczywistości, opowiadał 334 3, IV | powtarzał prośby, z którymi go tu przysłano, skargi i obwinienia, 335 3, IV | tajemnicze. Czy przejmujące go z kolei uczucia były wstydem, 336 3, IV | ludzką w nich budził... jak go wspominają! Ale ty o tym 337 3, IV | chłopak, ten mały - jak go dotąd jeszcze w myśli swej 338 3, IV | że po wielekroć uderzały go były i niepokoiły jakieś 339 3, IV | że ku tej męce popychała go, tak jak niezawodnie ku 340 3, IV | mgnieniu oka za ramiona go pochwycił.~- Wariacie! dziecko! 341 3, IV | na rękach prawie podnieść go usiłowaliśmy, dobro nasze 342 3, IV | Ale powracająca fala znowu go błękitem i ogniem oblała:~- 343 3, IV | i natury tej siły, która go tak dziwnie wśród rozmowy 344 3, IV | słowy. Natura nie stworzyła go milczącym i skrytym. Był 345 3, IV | potem strasznie uciszyło go życie. Sto przyczyn na sto 346 3, IV | gdy spory i kłótnie różnić go z ludźmi poczęły, gdy zrazu 347 3, IV | Ja i Andrzej lubiliśmy go bardzo. Dominika tylko nudziła 348 3, IV | syna wypływając ogarniała go, podnosiła, prawie upajała. 349 3, IV | stanął, błękitny świt ukazał go tak wyprostowanym, rześkim, 350 3, IV | okolicy się nie ukazał. Z dala go tylko potem widziano po 351 3, IV | swań kończyła napełniać go skarbami, które z sobą uwieźć 352 3, IV | nadbiegł, mocno strofować go zaczęła. Potem Giecołdowa, 353 3, IV | się mnóstwo wzywających go głosów. Wszyscy na koniec 354 3, IV | woli szukały fartucha, ale go przy świątecznej sukni nie 355 3, IV | świecie nie tkwiła, to i mnie go nie ominąć...~- Tedy i ja 356 3, IV | wskazanym kierunku, kiedy go głos stryja zatrzymał.~- 357 3, IV | usiłował, ale nie mógł, takie go niecierpliwości paliły i 358 3, IV | niecierpliwości paliły i tak go coś z miejsca podrywało.~- 359 3, V | czymś przekonywać i o coś go błagać.~W niespełna godzinę 360 3, V | zaciekawioną poprosił, aby go matce swojej oznajmiła. 361 3, V | przybyciu miłego sąsiada prosić go do buduaru kazała, a sama 362 3, V | oświadcza się dlatego, że to by go zanadto wzruszyło i zdenerwowało, 363 3, V | wiedziała, usprawiedliwiać go usiłując. Chorował bardzo 364 3, V | doprawdy, on nie winien, że go ten wielki świat do tego 365 3, V | ale dotąd nie mógł. Chyba go kobieta, którą pokochał, 366 3, V | wpływów trzeba było na to, aby go do tego kroku nakłonić; 367 3, V | palcu nie mam. Wczoraj mu go oddałam. Serce, ręka i przyszłość 368 3, V | człowieku, ha? Naprawdę kochasz go?~Znowu jakby elektryczna 369 3, V | Podniosła głowę.~- Kocham go z całego serca i jak w to, 370 3, V | więcej niż on... niż oni go posiadają... ~Wzruszenie 371 3, V | zdoła.~Pochyliła się w ręce go całując. On głowę jej do 372 3, V | do nich prowadził... ale go nie posłuchałam, nie poszłam... 373 3, V | się do niego, w ramiona go całowała, płakała, aż zakaszlała 374 3, V | szczekaniem. Ale pogładziła go Justyna i pies lisi swój 375 3, V | i zrazu trwoga uczyniła go jakby martwym, a wszystką