| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] omotana 1 omyle 1 omylka 1 on 310 ona 242 one 40 onegdaj 2 | Frequency [« »] 345 mnie 327 bardzo 324 teraz 310 on 308 która 308 tej 307 przy | Eliza Orzeszkowa Nad Niemnem IntraText - Concordances on |
Tom, Rozdzial
1 1, I | wieczny kamień. Większy on jeszcze od ludzkiej złości. 2 1, I | obiad zaprosi...~- Nie głupi on! - odpowiedziała Marta. - 3 1, I | miejsca do siedzenia: kierował on końmi stojąc u samego brzegu 4 1, I | proszę pani, szłyśmy... a on nas napędził, tośmy mu kazały, 5 1, I | nie "jesteś". Dlaczego on śpiewa "jesteś"? Przerabia 6 1, II | małymi oczami opowiadał on, że z panem Różycem z kościoła 7 1, II | można? pan zawsze żartuje...~On jednak nie tylko wygadywał 8 1, II | Mąż pani...~- Mąż mój! On zajęty... nietowarzyski... 9 1, II | powstali. Ręka, którą im on dla powitanie podawał, wielką 10 1, II | niewiele; może też obchodził go on niewiele.~- Któż to może 11 1, II | wygaduje! Pan Różyc... gdzieżby on tam mógł... taki wielki 12 1, II | rzekła - wybornie umie on warować, aportować i przez 13 1, II | blondynka... Cóż więc?~- No... on i panna Justyna...~- Romans? - 14 1, II | nie mogło... Familia... i on sam...~Dłużej rozmawiać 15 1, III| gdy synów swych wysłał on po skończeniu przez nich 16 1, III| przyszłości przewidywał on i rozumiał; rozumiał, że 17 1, III| dostrzeganych widnokręgów, których on sam w młodości swej zażywał. 18 1, III| poznała i pokochała. Był on wtedy młodzieńcem zgrabnym, 19 1, III| drugiego inaczej. Wiele on tam, ten brat, zapomniał; 20 1, III| się? Cóż? życie! Biedny on taki jak i ja!"~Odkładał 21 1, III| Julkiem dziś pływałem... on złowił szczupaka... .wie 22 1, III| w którym znowu stoczył on z żoną krótką, ale dla niego 23 1, III| niemu wyciągnęła.~Gdyby on był wtedy pochwycił ją w 24 1, III| by zadość nie mógł... Ale on znowu tylko ukłonił się 25 1, IV | nie pragnęli ich wcale. On unikał wydatków i przeszkód 26 1, IV | tych stronach bogactwo. On miał ruchy i mowę człowieka 27 1, IV | mniej więcej w takim, jak i on, położeniu będący i podobny 28 1, IV | artystę.~Istotnie, opowiadał on w tej chwili dwom towarzyszom 29 1, IV | śmiechem zawołał Różyc.~- Quand on a mangé un million, on se 30 1, IV | Quand on a mangé un million, on se sent un siécle sur le 31 1, IV | Odpowiedziałbym, że stoi on pod tymi wszystkimi względami 32 1, IV | myślisz o tym niż Zygmuś... on tak był wychowany... zresztą... 33 1, IV | szkolny, student tak jak i on, syn jednego z obecnych 34 1, IV | prośbą, aby przedstawił go on matce swojej. ~Hrabia podążył 35 1, IV | przeszkodach, jakie znajduje on w rozwijaniu go, odkąd mieszka 36 1, IV | zakochaną w nim bez pamięci, a on ma bardzo minę człowieka 37 1, IV | zupełnego upojenia starego, ale on wymawiał się i jeden kieliszek 38 1, IV | pośrodku ganku siedział on na żelaznym krzesełku w 39 1, IV | takiego dobrego człowieka, jak on, chyba na tym podłym świecie 40 1, IV | gracją ruchów nachylił się on do samego prawie ucha sąsiadki. ~- 41 1, IV | chwaląc odegraną kompozycję. On prostował się, promieniał.~- 42 1, IV | istotnie muzyki słuchał on był stojąc w pozie jakby 43 1, IV | do głębi całą jej istotę. On w jej bladej i zamyślonej 44 1, IV | fortepian zapytał: dlaczego, gdy on do Korczyna przyjeżdża, 45 1, IV | francuszczyzną zaczął: ~- On... on rewien... tużur...~- 46 1, IV | francuszczyzną zaczął: ~- On... on rewien... tużur...~- A ses 47 1, IV | ku niemu rozżalone oczy. On na nią nie patrzał. Oczekując 48 1, V | mu spotykało, zachowywał on zawsze wraz z niezmąconą 49 1, V | Niewidzialny cielesnym oczom, jest on zawsze duchowi memu obecny. 50 1, V | płacze pożegnań, kiedy on dla kształcenia talentu 51 1, V | wiedziała, że "tacy ludzie, jak on, z takimi, jak ona, dziewczętami 52 1, V | Pewno o stryju Anzelmie, bo on kiedyś dobrze znał pannę 53 1, V | ptaszka nie widzi, jednakowoż on śpiewać zaczyna, kiedy ono 54 1, V | zabronić nie może, bo choć on w niskim krzaku mieszka, 55 1, V | uśmiechem zapytała Justyna.~On zmieszał się znowu, odwrócił 56 1, V | nieszczęścia. Żonka go porzuciła, a on to sobie tak wziął do serca, 57 1, V | niej człowieka. Nie był on dla niej całkiem nie znanym. 58 1, V | pleców, mniej staro wyglądał on niż z daleka. Z twarzy jego 59 1, V | niedołęstwo moje, bo wiele on podtenczas biedy przecierpiał, 60 1, V | maku podobną? Widać, że on sam nieraz zapytywał siebie 61 1, V | się rzekł Jan.~- Częściej on przyniesie niźli ja - podnosząc 62 1, V | drogę przybywającemu, ale on go końcem buta odtrącił 63 1, V | wygramy, czy przegramy, ale on tymczasem naje się kłopotów 64 1, V | to. Dobra kozie brzoza. On arystokrat i w złotnych 65 1, V | Bóg kotwica moja, a kogo on ma w swojej obronie, ten 66 1, V | i głośniej zanucił:~Tam on rozkoszy użyje,~Krwi jak 67 1, V | nieprzyjemności, które on mówił o panu Korczyńskim?~ 68 1, VI | Pacenki nigdzie nie ma. On już po babulkę nie przyjedzie! 69 1, VI | babulkę nie przyjedzie! on już umarł i babulka umarła! 70 1, VI | babulki nie dam. Gdzie on jest? Chodźmy, Jadwiśku, 71 1, VI | rzekła - bardzo dziękuję. On zawsze panu Anzelmu wierzy; 72 1, VI | go ku bramie zagrody, ale on uśmiechał się i z widoczną 73 1, VI | kręty, puszysty szlak łąki. On to zdradzał tajemnicę przyrody 74 1, VI | stromą górę nie potrzebował on wschodów. Wysoka i kształtna 75 1, VI | kilka wieków. Składał się on z sześciokątnego, grubego 76 1, VI | poważnym i surowym. Ale on prośbę wyczytał z jej oczu. 77 1, VI | kondycja ich była nierówna, bo on był ciemnej twarzy i bardzo 78 1, VI | nie mogli. Lepiej mówiąc, on zrąbywał drzewa, oprawiał 79 1, VI | rybę, doiła bawolicę, którą on rychło sobie obłaskawił, 80 1, VI | gdy wieczór przyszedł i on położył się pod dębem, z 81 1, VI | senliwym mężem śpiewała, on, choć senliwy, pieścił się 82 1, VI | nazywany. Zapalczywy był on myśliwiec i właśnie w tej 83 1, VI | gołębie, jedno przy drugim. On opierał się na toporze w 84 1, VI | Umie ją stary Jakub, ale on już jest tak jak prawie 85 1, VI | wymówiła gorącym szeptem.~On cofnął ramię, w tył się 86 2, I | wcale nie mówię, że jest on nieuczciwym! czy coś podobnego. 87 2, I | wady, wiesz o tym dobrze. I on je ma... Nie są to nawet 88 2, I | przyzwyczajeniami jakżeby on mógł tak wielkiej pracy 89 2, I | stanowczo nie chcę; bo on by nie podołał i wyniknęłaby 90 2, I | umysłów. Nie rozrósł się on na kształt dębu szeroko 91 2, I | pary uspokoić się mogło. On miał pozór nauczyciela, 92 2, I | którym przesuwały się powoli. On więcej niż kiedy miał pozór 93 2, II | Doktor wasz głupi... co on tam takiego w moim kaszlu 94 2, II | mówię ci, że troszkę... A on popatrzył na mnie i powiada, 95 2, II | doktorem i pogadaj!" A żeby on choć przez trzy dni ust 96 2, II | wytwornie ubrany, chodził on po salonie krokiem mierzonym, 97 2, II | płynną i monotonną wyrażał on Korczyńskiemu głębokie swe 98 2, II | powstając, wmieszał się on do ich rozmowy. ~- Może 99 2, II | wymienionym rację przyznawał - sam on tylko wiedzieć mógł o tym, 100 2, II | wykwintnych, wzniosłych; pragnie on także wrażeń, duchowego 101 2, II | lasach; o zyskach, które on sam spodziewa się osiągnąć 102 2, II | kapitalistów miejskich, z którym on sam posiada niejakie stosunki 103 2, II | zdolnościach. Zabrał się on mianowicie do rozkopywania 104 2, II | zarzucił znowu Benedykt - on podobno i nic nie maluje 105 2, II | widoków piękna... Gdzież on to wszystko tu znaleźć może? 106 2, II | parobkami etc., etc. czuje się on przygnębionym, obniżonym, 107 2, II | ojca wzrok podniósł, był on pełen żalu i dręczącego 108 2, II | inaczej niż z innymi, ależ on prawie los nas wszystkich 109 2, II | koniu ojca. Uwielbiał go on wtedy więcej jeszcze niż 110 2, II | się przy nim, a wtedy i on grubym szeptem mówić zaczął:~- 111 2, II | mu ją bardzo chłodno, ale on z głębokim prawie ukłonem 112 2, II | przekonaną, że kochał się on w niej od dawna, stale, 113 2, II | upragnieniem wpatrzyły się w niego; on zaś z odpowiednią okoliczności 114 2, III| letnich skwarach spotniał on tą złotą lawą, która sokiem 115 2, III| dwa gołębie, ale wdowcem on był, gromadę wielką w chacie 116 2, III| Antolka! Może nieprawda, że on tak mówił? Ot, jaki on! 117 2, III| że on tak mówił? Ot, jaki on! Bo to drugi odepchnąłby, 118 2, III| to drugi odepchnąłby, a on przygarnął, na rękach ją 119 2, III| sobie rośnie!" Ot, jaki on! Antolka, może nieprawdę 120 2, III| odpowiedziała:~- Lepszego jak on to już prawie na całym świecie 121 2, III| hulamy razem, a częściej on co ciężkiego zrobi jak ja...~ 122 2, III| na powitanie wyciągnęła. On tę rękę w obie dłonie pochwycił 123 2, III| ręce rzekł ciszej.~- Bo to on prawdę mówi - wmieszała 124 2, III| napełnionego stojąc, wpatrywał się on w Justynę z takim wytężeniem, 125 2, III| nic...nic...~Umilkła, lecz on chciwie jeszcze słuchał 126 2, III| Bo to, widzi panienka, on pierwszy śpiewak w okolicy, 127 2, III| swojej nie porzucaj!" A on jak ofuknie: "Ja mówi - 128 2, III| dotrzymał. A kiedy tak, to on jest prawie łajdak, i do 129 2, III| gdzie obaczę!" Ot, jaki on! do mnie przyrodził się... 130 2, III| skłonny Adam, nie uległ. On także na widok szkody zbożu 131 2, III| zagadała matka Jana - on i sam krzywdy ludziom robić 132 2, III| zabito, chama tego! bodaj on na psa zszedł! ~Adam na 133 2, III| walor człowieka w tym, co on we środku ma...~Zrozumieli 134 2, III| raczej domyślił się, kim on był, i mimowolnym, instynktowym 135 2, III| odpowiedziała dziewczyna. On podłużnymi, z szarą źrenicą 136 2, III| taki jest obojętny, jakby on tylko był człowiekiem z 137 2, III| światłości jest, ile jej on zostawił. Gdzie tam! i tyle 138 2, III| za nim wieczną tęsknotę. On tu siał, on oświecał, on 139 2, III| wieczną tęsknotę. On tu siał, on oświecał, on ten ogień, 140 2, III| On tu siał, on oświecał, on ten ogień, o którym pan 141 2, III| sercach ludzkich podtrzymywał, on za niego i młodą głowę swoją 142 2, III| dziesiątki, Istotnie, był on w nich skąpany, wzrósł wśród 143 2, IV | stary grobowiec.~- Schowany on jest przed światem i z nijakiej 144 2, IV | liście swe utracą, zamajaczy on przed oczami tego, kto tędy 145 2, IV | zębów ukazującym, witał on wszystko, cokolwiek na niebie 146 2, IV | nierozgarniętość i w familii był on zawsze ostatnim. Toteż przyrósł 147 2, IV | całych dniach lamentował, jak on bez Niemna wyżyje i traf! 148 2, IV | nocą, latem i zimą pusty on stoi i żadne nawet ziółko 149 2, IV | spojrzałem. Jezu drogi! jak on wyglądał! Twarz miał czarną 150 2, IV | za ręce i odzież targali, on nic. Raptem na mnie spojrzał 151 2, IV | wiem czemu, zrozumiałem, że on mnie każe do dworu korczyńskiego 152 2, IV | rozlegał się coraz głośniej. On szedł z nisko pochyloną 153 2, IV | padłszy głośno zawyłem. On stał pomiędzy kominem, na 154 2, IV | szeleściły pod jej stopami. On szelest ten usłyszał, twarz 155 2, IV | przemknęła jej myśl, że był on od niej wielowzględnie wyższym? 156 2, IV | od niej szczuplejsza.~Ale on, choć nie pojmował możności 157 2, IV | pozatykać nie można... gadali, a on dziwił się i przez ciekawość 158 2, IV | Ona go nie widziała, lecz on ją widywał to w kościele, 159 2, IV | dzwonem w nim uderzało. Czyż on wie, dlaczego tak było? 160 2, IV | ciągłe wojny idą i żeby on dobry był, toby już dawno 161 2, IV | zaprowadzenia porządku dopomógł. Ale on i gadać z nami nie chce, 162 2, IV | w okno patrzy...~Stryj i on sam zatargów i procesów, 163 2, IV | kiedy stryj był chory, a on jeszcze mały i nie bardzo 164 2, IV | przyrody. Jednak wywierał on znać na nią wrażenie mimowolnej 165 2, IV | i na dnie jego usiadła. On szybkim ruchem zgarnął jej 166 2, IV | Oprócz tego wydawał się on jej i samą dobrocią. Pod 167 2, IV | tej chwili zalotną. Ale on do tych opadłych, falistych 168 2, V | słuchać o tym nie chciał, ale on ambicjant, więc sam nie 169 2, V | że na Mogiłę z Justyną on popłynie, a teraz dwojga 170 2, V | żeby ktokolwiek, choćby i on, wszystko to wiedzieć i 171 2, V | dziady i przeddziady jego, a on sam urodził się, wyrósł 172 2, V | do błaznów nie chodzę". On zawsze myśli, że pan Anzelm 173 2, V | się tyczy dziadunia, to on pewno do mnie należy... - 174 2, V | ani nigdzie nie ma, bo on już dawno z tym światem 175 2, V | Nadmiar bym chciał, żeby on przy pani opowiedział jedną 176 2, V | kiedy tu Francuzi byli... On dużo ciekawych historii 177 2, V | od kolan dopiero wyrastał on z tego śniegu, zupełnie 178 2, V | jeszcze:~- Takim sposobem on do swego rodzinnego zaciszka 179 2, V | pozornie nieruchomy, stał się on w dole wstęgą na dwie podłużne 180 2, V | i bogactwa zostały, jaki on dobry, jaki nieszczęśliwy! 181 2, V | sobie za młodu pozwolił. On sam już to zrozumiał i żenić 182 2, V | tam morfiny wyratować, a on podobno dobry dla niej i 183 2, V | widujesz... znasz? Czy to on sam tobie mówił... o mnie 184 2, V | pięknie, poetycznie, ale on sam gnój na pole wywozi 185 2, V | położył się z jego bratem. Ale on znów z innej beczki zaczynał. 186 2, V | zaczęła:~- Cóż tam z nim? jak on wygląda? czy zupełnie wyzdrowiał? 187 3, I | przewyższający ten, który on posiadał, a stanowiący dziedzictwo 188 3, I | żony mniej zdolnym nie był. On, zakochany w niej i wybornie 189 3, I | Andrzej, choć innymi niż on sposoby, ofiarę z życia 190 3, I | dotkliwie już jednak uczuwać on zaczynał ciernie ogólnego 191 3, I | postanowi. Dla bratowej miał on szacunek rzetelny i onieśmielał 192 3, I | tego należącej; że jest on fizycznie za mało na wiek 193 3, I | kształcą się prości szeregowcy; on, wzorem ojca, stać się powinien 194 3, I | natchnionych przez nie czynów. On, przy jej boku, pod jej 195 3, I | o sobie, ale i o tym, co on na ziemi najbardziej kochał 196 3, I | wielkiego artysty, o której on słuchał z rozkoszą, każdy 197 3, I | skupiało na nim, i tak z kolei on własne swoje myśli i rojenia 198 3, I | roboty, z którą popisywał się on publicznie. Ale ani on sam, 199 3, I | się on publicznie. Ale ani on sam, ani jego matka o sztuczności 200 3, I | geniuszu i pracy. Będzie on, wspólnie z garstką wybranych, 201 3, I | przechadzek jej syna; rozpoczął on był w nim archeologiczne 202 3, I | jedno wesołe spojrzenie; on zaś szedł obok niej mierzonym 203 3, I | biegiem puściła się ku domowi. On nie oglądając się i kroku 204 3, I | dwudziestopięcioletnim młodzieńcem przebywał on w stolicy sztuki malarskiej, 205 3, I | o zrąb kolumny, ukazywał on twarz młodzieńczą, z rysami 206 3, I | małżeństwa już jej nie kocha! Czy on naprawdę kogokolwiek i cokolwiek 207 3, I | upewnić siebie, że posiada on nie tylko to, co poczytywała 208 3, I | zaświtał. Dlaczego? Nie byłżeby on naprawdę artystą?~Spokojną 209 3, I | znowu! Rzecz dziwna od czego on tyć może? Nudzi się, martwi 210 3, I | ale może i ku niemu, a on wolał o wiele zejść im z 211 3, I | mu nie dlatego, aby miał on względem ludzi tego rodzaju 212 3, I | bo obłoki bywają piękne i on czasem grze ich świateł 213 3, I | najpewniej też wcale innego niż on gatunku. Że ród ludzki rozłamał 214 3, I | ludzie, i tę, do której on i jemu podobni należeli, 215 3, I | naprawdę jest to dusza artysty. On był pewny, tak pewny, jak 216 3, I | Wprawdzie nie obdarzył on ją dzisiaj ani jednym serdecznym 217 3, I | którą zresztą okazywał on jej teraz prawie zawsze, 218 3, I | rzuciłaby się mu na szyję. Ale on nie spostrzegając czy udając, 219 3, I | jest bardzo niedobry. Wie on dobrze, że pani go kocha, 220 3, I | śpiewu Klotyldy, rozpoczął on był małżeństwem uwieńczone 221 3, I | zdziwienia odpowiedziała.~- Skąd on się wziął tutaj? - książkę 222 3, I | objąć go próbowała, ale on twarzą zwracając się ku 223 3, I | niepowrotny, nie przestawał on być dla niej natchnieniem 224 3, I | do Korczyna? Kochałżeby on naprawdę Justynę, a miłość 225 3, II | jakiegoś czasu okazywał on Justynie uprzejmość z nadskakiwaniem 226 3, II | bardzo zacna matrona... a on dwadzieścia dwa lata miał, 227 3, II | ubliżać nie chcę... może on jest i najlepszym człowiekiem... 228 3, II | świata! Gdyby nie tacy, jak on, świat by już był daleko... 229 3, II | zlękłaby się również, choć on jest arystokrat. Ale on 230 3, II | on jest arystokrat. Ale on sobie, a ona sobie. U ojca 231 3, II | się świadczyć, aby miał on sobie bardzo od gęby odejmować.~ 232 3, II | zadarty nosek podnosząc. On zaś, milczący, pokorny, 233 3, II | miodu łyżką wkładała, a on za każdym razem czerwoną 234 3, II | a raczej ona szeptała, on zaś z pokornym wzrokiem 235 3, II | przewodzić by nie pozwolił. On także jeździł po siano na 236 3, II | wrócić miał ledwie nazajutrz. On, Michał, najprędzej swoje 237 3, II | prowadzący się kawalerowie. Choć on w tej okolicy nie mieszka, 238 3, II | takiego Benedykta, jakim on był w młodości i jakim, 239 3, II | kuzynie, idź stąd!~Ale on tuż przed nią stanął.~- 240 3, II | zawstydzały ją i mieszały. On z tego jej zmieszania, z 241 3, II | Chciała mu przerwać, ale on, roznamiętniony i nadziei 242 3, II | zaciśnięte zęby wymówiła:~- On, ona i trzecia! Zupełnie 243 3, II | go, znam go od dawna. Był on przekleństwem mego dzieciństwa, 244 3, II | kobiecą, z którą rozstał się on przed godziną, a która długo 245 3, II | bardzo przyjemne. Zresztą, on może jeszcze kiedyś i bardzo 246 3, II | czy nie jesteś idealistą?~On! ależ naturalnie! Uważa 247 3, II | ależ naturalnie! Uważa się on za idealistę i nie przypuszcza 248 3, II | kamedułą zostać nie może. Jest on człowiekiem cywilizowanym 249 3, II | zgodzi się na to, czego on pragnie i dla podtrzymania 250 3, II | możesz z tego samego co on źródła czerpać siłę, męstwo, 251 3, II | ust jej syna spadły, bo on tej burzy, która jej głos 252 3, II | przeraźliwie jakoś i groźnie.~Ale i on także miał w sobie trochę 253 3, II | gdzieniegdzie zbałwaniony, podobnym on był do rzeki krwi, po której 254 3, II | drżącymi usty szeptała.~Ale on, złotawą glorią owinięty, 255 3, III| sobie upatruje. A jakże! On by może na to wesele i nie 256 3, III| oczekiwali, czy wypowie on orację albo jej nie wypowie, 257 3, III| bo od dzisiejszego dnia on zniknie i nie powróci więcej 258 3, III| małżeńskie córze swej wyprawiał, on rękami zatrząsł i z wybuchającą 259 3, III| słyszę, syna ludzkiego on ma, wilkiem na ludzi nie 260 3, III| ludzi nie patrzącego. Może on pośrednikiem między ojcem 261 3, III| zamiarowi burzył się i buntował. On nikogo prosić o nic nie 262 3, III| upokorzyć się nie wstyd, bo on biedzie w oczy nie pluje, 263 3, III| dużą, ciemną rękę, którą on powolnym ruchem ujął i w 264 3, III| warga trząść się zaczęły, on głową zwolna kołysał.~- 265 3, III| trzy lata... - mówiła.~A on, w skupionej jakby i osłupiałej 266 3, III| Nie my jedne starzejemy...~On także wyrwał się z toni 267 3, III| Jaśmont! Owszem, gdzież on przepadł? Panie Jaś-mont! 268 3, III| małżeństwo układali. Może on i dla inszej przyczyny pokazuje 269 3, III| odpychał, powraca. Widać, że i on taki sam będzie pogrążony 270 3, III| i prawie drżący... Potem on gestem namiętnej radości 271 3, III| miarkować mogła, o czym on zamyśla. Więc szybko wzrokiem 272 3, III| współubolewania i tajemne śmiechy Ale on na zostawiane za sobą miny 273 3, III| na ramię Jana spłynęła. On po raz pierwszy kibić jej 274 3, III| zawołała w tłumie Starzyńska.~On zaś w tym miejscu, gdzie 275 3, III| kawalerskiego stanu kosztował. On zaś na Jadwigę spoglądając 276 3, III| oparła i kaszlała... Tedy i on nucenie przerwawszy ucha 277 3, III| zawczasu odtrąciła, boby on może przez to uleczonym 278 3, III| nas większa siła. Jednego on z nami rzemiosła człowiek 279 3, III| kontraktów uiszczając się. On mrze na pieniądze, bo ma 280 3, III| przewodnika nam nie stało. Krótko on żył na świecie, ale wiele 281 3, III| szkodników i złodziejów on nas wyzywał. Może to nie 282 3, IV | mijając jedno z okien wchodził on w słup księżycowego światła, 283 3, IV | pokój ten był pustynią a on jedynym jej mieszkańcem. 284 3, IV | rachunkowe książki padały... On coś wtedy postanawiał, i 285 3, IV | zawsze odzywał się pierwszy, on zaś odpowiadał czasem po 286 3, IV | spotykanym człowieku, że wcale on dla niego nie istnieje. 287 3, IV | brata. Trzech ich było, on jeden pozostał. Cóż? Wszędzie 288 3, IV | wtenczas to wszystko kochało, a on pokusy i rady gdzie indziej 289 3, IV | wysmukły, młody człowiek. Znowu on! tylko dorosły teraz i tak 290 3, IV | złość i przemoc, widział on w ludzkim zrównaniu się 291 3, IV | kąpieli cierpienia, w której on sam nurzał się od tak dawna; 292 3, IV | dniami, lata za latami - on milczał. Z czasem i z samym 293 3, IV | nim samym. Zmienił się zaś on nie od razu, nie nagle, 294 3, IV | się mu po sercu.~- Może on? może dla niego... przez 295 3, IV | zmarszczkę ściekały. Myślał on, że bez zaprzeczenia samemu 296 3, IV | nudziła trochę jego gadanina. On był z nas na te rzeczy zawsze 297 3, IV | Rękę do niego wyciągnęła, on z uszanowaniem ją pocałował.~- 298 3, IV | odeszła? Może widziała, że on tak długo z Domuntówną rozmawia, 299 3, IV | się przed nimi widok. Był on wspaniałym i olśniewająco 300 3, V | wyjechania z nim za granicę. On z żoną za parę miesięcy 301 3, V | była, to była, ale żałuje on jej teraz i wyratował z 302 3, V | zabolał. Ależ doprawdy, on nie winien, że go ten wielki 303 3, V | Justynko, wiedziała, jaki on dla nas dobry! Inny na jego 304 3, V | chciał ubogich krewnych, a on przyjacielem jest, prawie 305 3, V | niego całą gromadą, a jak on nas przyjmował!... O przysmaki 306 3, V | jeszcze trochę więcej niż on... niż oni go posiadają... ~ 307 3, V | Różyc harbuza dostał... on, Różyc, dziedzic Wołowszczyzny, 308 3, V | Pochyliła się w ręce go całując. On głowę jej do piersi przycisnął.~ 309 3, V | Justyna odejść chciała, on rękę jej, którą ona wnet 310 3, V | uszom jakby nie dowierzając.~On miotał się i, szczerze przerażony,