| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] i 7478 í 4 i-trudniej 1 ich 230 ida 3 idac 12 idaca 4 | Frequency [« »] 238 domu 232 ani 232 az 230 ich 220 potem 219 justyna 218 wszystko | Eliza Orzeszkowa Nad Niemnem IntraText - Concordances ich |
Tom, Rozdzial
1 1, I | także byli weseli; mnóstwo ich ciągnęło po drogach i miedzach. 2 1, I | borków. Było to przyczyną ich spóźnienia się, tym więcej 3 1, I | i biec tak prędko, jakby ich diabeł ganił, drudzy popadali 4 1, I | dawno już odechciało mi się ich strojów i zabaw, ich poezji 5 1, I | się ich strojów i zabaw, ich poezji i ich miłości... 6 1, I | strojów i zabaw, ich poezji i ich miłości... Żyję tak, jak 7 1, I | Wóz trząsł nimi i silne ich kibicie chwiał wciąż w kierunki 8 1, I | odpowiadał wesoło na zapytania ich i przycinki, czasem męski 9 1, I | ale tylko zwalniając nieco ich biegu odpowiedział zagadnięty.~ 10 1, I | znałam go dzieckiem... Znałam ich kiedyś wszystkich... kiedyś... 11 1, II | jak z kształtu i gatunku ich wnosić było można, kupionymi 12 1, II | pielęgnowane, że paznokcie ich posiadały kolor listka róży 13 1, II | cukier dla synogarlicy. Słów ich słuchała więcej niż z wytężoną 14 1, II | która także wydawała się ich przybyciem bardzo zadowoloną. 15 1, II | ogorzałego pana domu, dwie ich postacie przedstawiły sprzeczność 16 1, II | silni i jakimkolwiek jest ich życie, żyć chcą...~- Może 17 1, II | nakryciami stwierdzając porządek ich i czystość. Przyrządzała 18 1, II | przedmioty i do przywdziania ich dopomogła. Potem zaczęła 19 1, II | jedno z okien domu. Mało ich ona obchodziła. Nagle Różyc 20 1, III| zgodzie, a teraz do życia ich wpłynął pierwiastek, który 21 1, III| uprawiał. Skądinąd łączyło ich niejakie podobieństwo położeń; 22 1, III| zniknął ze świata, a wnet po ich zniknięciu jedno z korczyńskich 23 1, III| chcąc nie chcąc, włóczyć ich po sądach... a zawsze, dalibóg, 24 1, III| znałem się, a wyrzekłem się ich nie dla hulanki i nie dla 25 1, III| mu zbytnią srogość i dla ich położenia niewzględność. 26 1, III| zapomniał; o dawnej przyjaźni ich przecież pamiętał. Może 27 1, III| Ciocia Marta dała mnie ich dużo, dużo, i ciasteczka 28 1, III| z rana i jak zwykle oba ich głosy przez dzień cały huczały 29 1, III| rodzinne podobieństwo, że głosy ich stawały się z latami coraz 30 1, III| jakie zmiany w pożyciu ich zajść by mogły; kto wie, 31 1, III| przysłowiem, bo nie używał ich zawsze, ale czasem, gdy 32 1, IV | przyczyn różnych, nie pragnęli ich wcale. On unikał wydatków 33 1, IV | eleganckimi. Chód i ruchy ich zdradzały, że takie ceremonialne 34 1, IV | swych i krewnych częstując ich tam cygarami. W jednym z 35 1, IV | popatrzali. W spojrzeniach ich, oprócz zwiększonej uwagi, 36 1, IV | choć widać było, że barwę ich i blaski przez długie lata 37 1, IV | doświadczała uczuć, nikt ich nie spostrzegał i nie odgadywał. 38 1, IV | salonu dolatywały z rozmowy ich niektóre słowa, rzec by 39 1, IV | głowy, i nic więcej! Jak się ich człowiek na noc naczyta, 40 1, IV | rozerwą, jeżeli nie przyjmę ich tak, jak tego żądają... 41 1, IV | Benedykt.~- Napłodziło się ich u nas jak robactwa w mokre 42 1, IV | babula Maksymowa dobrze ich tam dopilnuje...~Za plecami 43 1, IV | oczy. Wtem, jakby wtór do ich radości, rozległy się w 44 1, IV | ona oczy i ani razu już ich nie podniosła. Był to wzrok 45 1, V | troszkę głupi. A siostrę ich, Elżunię, panienka widziała...~ 46 1, V | panami oczu nie wypieka... ja ich dwadzieścia lat nie widziałem 47 1, V | stanąwszy słuchał przez chwilę ich rozmowy.~- Czy panienka 48 1, V | sił swoich nie zna, dopóki ich w potrzebie... - zaczął 49 1, VI | ludzi nie rozpoznaje, tylko ich wszystkich za pomarłych 50 1, VI | wrót podwórka. Właściciele ich słuchali wymownego sąsiada 51 1, VI | przepaścią. Powoli przecież żółte ich tło usiewać zaczynała roślinność 52 1, VI | ale w tej głębi nie było ich prawie. Krynica warczała, 53 1, VI | ze szkieletowej długości ich członków, z okaleczeń, którymi 54 1, VI | którymi czas zatarł rysy ich twarzy, po znać można było 55 1, VI | kochali się oni? Czy świat ich rozłączał, a połączyła mogiła? 56 1, VI | może przeddziadek, bo w ich familii wszyscy długo żyją. ~ 57 1, VI | było poznać i z mówienia ich, i z ubioru, że przyszli 58 1, VI | było. Kiedy spotykający ich podczas ludzie pytali ich 59 1, VI | ich podczas ludzie pytali ich o nazwisko, odpowiadali, 60 1, VI | chodziły głosy, że kondycja ich była nierówna, bo on był 61 1, VI | piękność. Ale jak tam było z ich początkiem wszystko jedno, 62 1, VI | zresztą kto miał. Chaty ich nazywały się numy i były 63 1, VI | najmniej ludzie doścignąć ich mogą, a najlepiej im będzie 64 1, VI | jego rozkoszy nachodziły ich takie potrzeby i strachy, 65 1, VI | się w podłuż rzeki, a z ich kominów, by z kościelnych 66 1, VI | od drugiego, a od kolorów ich szat i drogocenności siodeł 67 1, VI | co z tego będzie? A król ich zapytuje: ~"Czy żywie jeszcze 68 2, I | macierzyńskim, ale właścicielka ich głośno przeżuwając i różowe 69 2, I | przybyli kupcy. ~Jednokonny ich wózek stał przy bramie; 70 2, I | tym była żywą, że uniknąć ich nie mogła wtedy nawet, kiedy 71 2, I | Korczyńskiej... Niewiele ich zwykle smażę, ale lepszych 72 2, I | kształcić pragnęła i do szkół ich oddała marząc sobie, że 73 2, I | na ganku stojąc z daleka ich spostrzegła. Wiedziała, 74 2, I | połowie dzieląc się zbiorami z ich właścicielką. Po prostu, 75 2, I | Nieraz już Kirłowa widziała ich idących w tamtą stronę. 76 2, I | bezwiednie prawie ciągnęła ich tam wewnętrzna jakaś siła 77 2, I | i myśli. Teraz postacie ich i profile, blisko ku sobie 78 2, II | szyderską kobietą, która ich tu całowała, na ręku swym 79 2, II | chorowali, a ona doglądała ich znowu, leczyła, ůrżąc o 80 2, II | mierzonymi kroki, ale nad ich sztywnymi postaciami, rogi 81 2, II | powstając, wmieszał się on do ich rozmowy. ~- Może byś ty, 82 2, II | skojarzyła małżeństwo pomiędzy ich najstarszą siostrą a swym 83 2, II | do-brze. Jednak równowaga ich trochę w ostatnich czasach 84 2, II | na żądanie szwagra stopę ich podniósł, że za wielkie 85 2, II | Benedykta uszczęśliwiać. Słuchał ich z trochę posępnym, a trochę 86 2, II | mniej może na pływające po ich powierzchni i obecność małej 87 2, II | jakby jej ciężar wspólnych ich sił wymagał, z głowami ku 88 2, II | tłumaczącego zagadkę swego życia i ich rozłączenia. Przerzuciła 89 2, II | lubiła, ale nie znała nazw ich ani dziejów.Teraz każdą 90 2, III| które go uczyniły złotym; ich to ręce w mgliste dnie jesieni 91 2, III| błękitna kopuła oblewała ich zgięte plecy, a gorący ten 92 2, III| nieba skraplając się na ich twarzach spadał na ziemię 93 2, III| chustkę miała na głowie. Na ich zagonie stał wóz zaprzężony 94 2, III| których pracowali, były jedyną ich własnością, ale dlatego, 95 2, III| ostrych kolców ścierni; spod ich rąk niekiedy wznosił się 96 2, III| czasem kroków od pochylonych ich głów, zrywał się ptak spłoszony 97 2, III| Jana i Cecylii pod dachem ich parę wieczornych godzin 98 2, III| ten, z którego uszyte były ich kaftany, ale modnie skrojonej 99 2, III| piekące kochanie zaprowadzi ich do ołtarza, przed którym 100 2, III| Powietrze huczało od gwaru ich głosów, od ryku krów, meczenia 101 2, III| ludzkie głosy i kroki wcale ich nie płoszyły. Tylko w nierozwikłanej 102 2, III| uwagi nad niezupełnie dobrym ich hodowaniem. Tu gałęzie nie 103 2, III| śpią na wieki, ale uczucia ich i myśli krążyć nie przestają 104 2, III| strzały ślizgały się po ich głowach i twarzach. Witold 105 2, III| tajemnicy żadnej w rozmowie ich nie było. Mężczyzna trzymał 106 2, III| Przy tym powoli czytał ich tytuły: ~- Psalmy Kochanowskiego... 107 2, IV | jej czoła i nie zwijała ich z tyłu czaszki w węzeł tak 108 2, IV | krętym lotem prawie nad ich głowami przeleciał.~- Jaskółka! - 109 2, IV | się nad wodę. Szelestem ich skrzydeł spłoszona pszczoła 110 2, IV | przeszli, przejechali, i już ich widać nie było. Wieczór 111 2, IV | ani bardzo powoli, czapki ich karmazynowym kolorem świeciły, 112 2, IV | lasu piasek twardniał pod ich stopami; szli teraz po szeroko 113 2, IV | Z suchych, kolczastych ich splotów wychylały się żółte 114 2, IV | czarne szyszki pod stopami ich zatrzeszczały, kiciasty 115 2, IV | wawrzynów otrzymywałyżby ich kości dar wiecznego pod 116 2, IV | przerzynały jej ciemność, a listki ich, okrągłe, drobne, gęste, 117 2, IV | podniosła powieki, oczy ich po raz pierwszy, odkąd się 118 2, IV | Wtem stanęli. Przed stopami ich, bladożółtym pasem zieloność 119 2, IV | tylko żałuje, że wycieczka ich dłużej nie trwała.~- To 120 2, IV | znowu i lękliwie dotknął ich miękkiej, błyszczącej gęstwiny.~- 121 2, IV | ognistej barwy, Ze dwadzieścia ich było; wyglądały jak napowietrzne 122 2, IV | tędy; podczas i kilka lat ich nie widać, potem pokażą 123 2, IV | stojących raz jeszcze osypał ich chłodną rosą, zanim stanęli 124 2, V | a tak wąskie, że prawie ich widać nie było, otworzyły 125 2, V | wiecznym snem odpoczywa.~Dwóch ich tylko było i siostra, która 126 2, V | poszła, skąd też i matka ich pochodziła; a Jana matka 127 2, V | odzywając.~- Wszystkich ich pani po troszku na weselu 128 2, V | a może też udawała, że ich nie słyszy... Jan na mówiącą 129 2, V | rozpuścił, pokazałby, że ich niemało ma... ale nam, prostym 130 2, V | ludzi wciąż podsycane. Było ich ze dwadzieścia. W głębokim 131 2, V | bardzo powoli, powoli też ich odbicia kołysały się w ciemnej 132 2, V | ciemnej toni, a w blasku ich zaczerwienione profile ludzkich 133 2, V | wylatywały z wody. Może było ich tyle, ile ziarn piasku na 134 2, V | skrzydlatą zamieć, która ich głowy, odzież, czółna okrywała 135 2, V | podziw i uwielbienie, którymi ich piękność moja przejmowała. 136 2, V | zapytywał o nic; co się ich samych tyczyło. Wiecznie 137 2, V | pamiętam! Kiedyś tak byłam do ich mówienia przywykła, że i 138 2, V | przyczyny... przyczyny... Dwie ich były: raz, że królewna okrutnie 139 3, I | szczęściem promieniejącą, u końca ich wróciła wdową, w czarnych 140 3, I | zupełnej skądinąd zgodzie ich panował. Chciała, usiłowała, 141 3, I | czyniła nic, aby ku sobie ich pociągnąć. Owszem, osamotnienie, 142 3, I | żądanie jej w parę lat po ich pobraniu się gdzieś daleko 143 3, I | nosiło na sobie ślady pilnego ich czytania. Długie godziny, 144 3, I | nadwerężyła na zawsze panującej w ich stosunkach zgody i przyjacielskiej 145 3, I | i sympatię właścicielce ich okazując. Zamiary, które 146 3, I | powierzył, o wstawienie się ich i pomoc jak o łaskę największą 147 3, I | oczekiwał, ale zaraz po ich odjeździe w młodej kobiecie 148 3, I | i zachęty raz jeszcze w ich umysłach sztucznemu wydęciu 149 3, I | dla troskliwie śledzącego ich oka ani szczęśliwi, ani 150 3, I | wielkich miłości i czciła ich jak świętych; człowiek bez 151 3, I | starożytnicze księgi, a rysowane na ich kartach wykopaliska niejednokrotnie 152 3, I | się w stronę okopów. Na ich widok znużone przedtem oczy 153 3, I | piękne i on czasem grze ich świateł i barw przypatrywać 154 3, I | zawsze szpetni, a siermięgi ich czy kożuchy śmierdzą. Rozmawiać 155 3, I | nim, mieszać życie swoje z ich życiem ani mogła, ani chciała. 156 3, II | przechodziły mi przez głowę, tylko ich tak wyraźnie układać nie 157 3, II | wyda jej ojciec, mnóstwo ich w ojcowskiej zagrodzie hoduje...~ 158 3, II | części narzędzia i połączenia ich żywymi gestami pokazywał. 159 3, II | Cóż dopiero, kiedy się ich pieprzem karmi! - uśmiechnął 160 3, II | uśmiechnął się Witold.~- A kto ich tam, do diabła, chce pieprzem 161 3, II | nich pałaców i żywienie ich pasztetami... bo ja i sam 162 3, II | celu urzeczywistnienia się ich przez Kirłową czynionych, 163 3, II | tamtego świata przed oczami ich stanąć! Dawni znajomi! Ale... 164 3, II | poznaliby mnie teraz? Czy ja bym ich poznała? Wieczny smutek...~ 165 3, II | też panna Justyna do chaty ich przyjść zechce. "Idź i niby 166 3, II | Zresztą, nie ta jedna bieda ich gniecie. Fabiana twarz zmarkotniała 167 3, II | matczynego buduaru stanął i na ich klamce rękę położył. Stał 168 3, II | lecz obaj czuli, że to ich zetknięcie było zupełnie 169 3, II | zupełnie zewnętrznym, że dusze ich coraz więcej oddalały się 170 3, II | poetycznych słów! czy wy używając ich kłamiecie, czy nimi oszukujecie 171 3, II | buntownicze myśli i że pod ich wpływem powziął jakieś energiczne 172 3, II | je posiadałam, znam więc ich moc i wagę. Jesteś, Zygmuncie, 173 3, II | jakieś nierówności, ofiarą ich z pewnością jestem ja.~Plecami 174 3, III| było można granice zagród i ich domostwa. Teraz tylko wszystkie 175 3, III| wielce o to, aby odzienie ich było weselu przystojne, 176 3, III| tym względem nie krępowała ich żadna wcale moda ani żaden 177 3, III| bystro. Gdziekolwiek stanęła ich większa nieco gromada, tam 178 3, III| bardzo prędko uciszało ich, gasiło, z twarzy im wywabiało 179 3, III| tak samo jak rówieśnicy ich mężczyźni, najczęściej chude, 180 3, III| małym wyglądał przenosząc ich w zamian o wiele śmiałością 181 3, III| sąsiad weselnymi godami ich wzgardził. Tyle tylko uprosił 182 3, III| zauważyli, że obstąpiło ich kilku starszych bohatyrowickich 183 3, III| zaś, liczniejsi, którzy ich nie mieli, przed rozpoczęciem 184 3, III| której spoczywać miała ręka ich tancerki; wszyscy po przetańczeniu 185 3, III| często i gromko, że pod ich stopami tok odzywał się 186 3, III| trudnością. Na koniec dobrało się ich dwanaście, z pierwszym drużbantem 187 3, III| siedziała para ludzi. Rozmowy ich słyszeć nie mogła, ale w 188 3, III| płotka. Pomiędzy głowami ich spory kamień jakąś silną 189 3, III| stare wspomnienia, które ich ku sobie pociągnęły. Ale 190 3, III| łodziach i czółnach, nic ich nie mąciło; woda je srebrnie 191 3, III| poznać można było tylko z ich oczu ścigających szlaki 192 3, III| jestem!~Wtedy kilkunastu ich na raz mówić zaczęło, ale 193 3, III| Korczyński używał, po pas w biedę ich wtrącały i wielką gorzkością 194 3, III| uboższymi gardził, prawie ich za ludzi nie mając...~Tu 195 3, III| proszące głosy, aby wysłuchał ich i ratował. Pozostał więc, 196 3, III| werbował, ale nie zwerbował ich więcej jak dziesięciu. Ci 197 3, III| przez dwa lata jak krowy ich doił, aż na koniec terminu 198 3, III| swoich ścisnął. Ale wnet inni ich rozdzielili prośby swe przekładając. 199 3, III| wygrał, a tą karą, na którą ich sąd zadekretował, do reszty 200 3, III| zadekretował, do reszty ich nie zarzynał. Jeżeli zaś 201 3, III| prawie marnują się, bo ani ich ugnoić, ani jak potrzeba 202 3, III| zechciał przychylić się do ich próśb i żądań i inaczej 203 3, III| wszelakimi trudnościami ogólnego ich położenia. Jednemu Fabianowi 204 3, IV | dwu tych kobiet i twarze ich okrywały wyrazem cierpienia.~- 205 3, IV | już żadnego brata. Trzech ich było, on jeden pozostał. 206 3, IV | nagadali! Skarżą się, że dobro ich zagrabiłem, że ich ze skóry 207 3, IV | dobro ich zagrabiłem, że ich ze skóry obdzieram, prawda?~- 208 3, IV | winy w tym nie ma, tylko ich jednych?~Czy treść tych 209 3, IV | prawda, że nie wiedziałeś? O ich strapieniach, opuszczeniu, 210 3, IV | dosłyszał; zrozumiał tylko ich ironię i szał bólu zaświecił 211 3, IV | wyssałem piołunowych soków, ile ich trzeba, ażeby w głowie szumiały 212 3, IV | ziemi, że w ciemne i ciasne ich podziemia iść pragniemy 213 3, IV | przejmuje sam nawet brzęk ich łańcuchów... to zagrzebanie 214 3, IV | cząstki szczęścia, nie używał ich wcale. Z górnej, lotnej 215 3, IV | siły i na nic innego już mu ich nie stało. Żelazo nie czuje 216 3, IV | wszystkim pomarłym grobów ich zazdrościł... ~- Ale teraz 217 3, IV | przedmiotu z rozrzewnieniu ich zapomnieć i pozbyć się nie 218 3, IV | wielką jest, a w tym, że ich oszuści wyzyskują i do złego 219 3, IV | jadło, które według zwyczaju ich kosztem i staraniem zastawione 220 3, IV | czynność tę spełniali sami ich właściciele, z wyjątkiem 221 3, IV | mającego państwu młodym do domu ich, więc do jaśmontowskiej 222 3, IV | ze stryjem jego w bramie ich zagrody rozmawiającą. Ale 223 3, IV | wzrok w rozwartej u stóp ich kopalni klejnotów. Z nieba 224 3, IV | od stóp do głów oblewały ich blaski gorące i świetne. 225 3, IV | zbliżanie się wielkiej chwili ich życia. Tak nadlatujący z 226 3, IV | każdy rys i każde drgnienie ich twarzy ukazywały z wypukłością 227 3, IV | tak ciche, że nie słyszał ich nawet człowiek, który w 228 3, V | ja przy niej, w jej... w ich chacie zamieszkam sobie...~- 229 3, V | patrząc.~Potem spostrzegł ich wysoki, zgrabny, złotowłosy 230 3, V | trawę koszący. Spostrzegł ich i zrazu trwoga uczyniła