Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Alphabetical    [«  »]
jurasiu 1
justny 1
justymka 1
justyna 219
justynal 1
justynce 1
justyne 38
Frequency    [«  »]
232 az
230 ich
220 potem
219 justyna
218 wszystko
217 aby
209 nia
Eliza Orzeszkowa
Nad Niemnem

IntraText - Concordances

justyna

    Tom, Rozdzial
1 1, I | znowu głośno, jak z beczki. Justyna policzki i usta topiąc w 2 1, I | niejakim zdziwieniem zauważyła Justyna.~- A ty może myślałaś, że 3 1, I | wyglądać nie zaczęła...~Justyna ramionami wzruszyła.~- A 4 1, I | korzyści dla hultaja tego...~Justyna była widocznie zaniepokojoną. 5 1, I | czemu ty tak nie robisz?~Justyna nie odpowiadała. Szła prosto 6 1, I | porywczo prawie zawołała Justyna. - Ja ani kłamać, ani udawać 7 1, I | silnym rumieńcem odparła Justyna - że dawno już odechciało 8 1, I | Wieczna głupota ludzka!~Justyna ze wzrokiem w ziemię wbitym 9 1, I | poznać można było, że panna Justyna mówić nie chce o przedmiocie 10 1, I | śmiechów dziewcząt.~Marta i Justyna zatrzymały się u brzegu 11 1, I | zaczął toczyć się prędzej. Justyna z zaciekawieniem i figlarnością 12 1, I | zakwitniesz różą,~A ja kaliną.~Justyna z szeroko otwartymi oczami 13 1, I | sobie stare pieśni, błazen!~Justyna uwagi tej nie słyszała. 14 1, II | Benedykta Korczyńskiego, panna Justyna Orzelska.~Dwa cienkie wykrzyki 15 1, II | popędliwa...~- Panna Justyna...~- O, Justynka! ona tak 16 1, II | więc?~- No... on i panna Justyna...~- Romans? - dorzucił 17 1, II | tylko czystych i całych, Justyna wprowadziła ojca do górnej 18 1, II | nocujących tu czasem gości. Justyna opuściła ramię ojca i wyjąwszy 19 1, II | z pudła wyjmować zaczął. Justyna delikatnie i powoli instrument 20 1, II | pograł?~- A obiad? - zapytała Justyna.~- A prawda... obiad! Pewno 21 1, II | swej przybierać się zaczął. Justyna prędko i zręcznie czyściła 22 1, II | oczyszczony! - odpowiedziała Justyna.~- Oczyszczony... oczyszczony... - 23 1, II | i Justyny. W tym pokoju Justyna stanęła przed~otwartym oknem 24 1, II | dokoła łodzi koliste bruzdy. Justyna spostrzegła, że ten przewoźnik 25 1, IV | punktowi stołu, na którym Justyna, po francusku także, rozmawiała 26 1, IV | czternastoletniej córki gospodarstwa.~Justyna powstawszy z miejsca szybko 27 1, IV | żołądek, wyprostował się. Justyna wsunęła mu rękę pod ramię. 28 1, IV | ja to sam... pamiętam...~Justyna szła zwykłym swym równym 29 1, IV | rozmawiających, znajdowała się i Justyna. Ciemny i niekosztowny jej 30 1, IV | wszystko patrzali. Dziewczynkę Justyna przywiodła do grona panien 31 1, IV | oczami porozumiała się z Justyną, która wstała i zbliżyła 32 1, IV | przenikająca namiętność.~Justyna swój trudny i zawikłany 33 1, IV | uwerturka! - mówił - caca!...~Justyna powstała zwolna i odejść 34 1, IV | miłość mężulka... Panna Justyna... pierwsza miłość... a 35 1, IV | ludzi odgradzając sobą. Justyna spotkała się z tym wlepionym 36 1, IV | zarazem trwoga i żałość, bo Justyna widziała, jak szafirowe, 37 1, IV | parasolika, rękawiczek... Justyna śpiesznie zwróciła się ku 38 1, IV | pustym zupełnie salonie Justyna przed otwartymi drzwiami 39 1, IV | jeszcze i ze łzami w oczach Justyna szepnęła:~- Może pomóc... 40 1, V | V~Justyna bocznymi drzwiami wybiegła 41 1, V | samej ziemi kipiący szmer.~Justyna wypadkiem znalazła się na 42 1, V | przyszłej swojej postaci. Justyna pamiętała, jak stopniowo 43 1, V | kilka miesięcy lub rok cały, Justyna nie pamiętała, ale o jej 44 1, V | W tych dwóch miesiącach Justyna pamiętała każdy dzień i 45 1, V | ciemnej, świeżo zoranej ziemi. Justyna wyszła ze zbożowej puszczy 46 1, V | Ta sama ścieżka, którą Justyna zaszła w głąb równiny, 47 1, V | pługa do odejścia gotów. Justyna postąpiła parę kroków po 48 1, V | szarzejącą u jej końca okolicę. Justyna patrzała na żywe jego ruchy, 49 1, V | ciemnej, miałkiej ziemi. Justyna wąskim brzegiem żytniego 50 1, V | mimo woli odpowiedziała Justyna.~Uśmiech zniknął z jego 51 1, V | prawda - uśmiechnęła się Justyna - ale jeżeli kto na świecie 52 1, V | rosą wystąpił mu na czoło.~Justyna pogładziła konopiastą, gęstą 53 1, V | swego pamięta? - zapytała Justyna.~- Dlaczego nie? Czasu śmierci 54 1, V | żartobliwym uśmiechem zapytała Justyna.~On zmieszał się znowu, 55 1, V | Cerery.~- Kto to? - zapytała Justyna.~- To jest panna Domuntówna, 56 1, V | najbogatsza w okolicy aktorka...~Justyna szeroko oczy ze zdumienia 57 1, V | pieniądze jeszcze ma...~Justyna uśmiechnęła się. Spostrzegła 58 1, V | Przez bramę właśnie Justyna ujrzała część zagrody; teraz, 59 1, V | chwycił.~- Z Korczyna... panna Justyna. Stryj wie... ta, co to 60 1, V | którą śpiesznie podała mu Justyna. Wzrokiem twarz jej omijał, 61 1, V | niechęci. Spostrzegła to Justyna i ze zmieszaniem zaczęła:~- 62 1, V | wspomina - żywo odpowiedziała Justyna.~- Być nie może - zaprzeczył - 63 1, V | ciężko pracuje - wtrąciła Justyna.~Trochę urągliwy uśmiech 64 1, V | śmiecie i paskudztwo...~Justyna powiedziała mu, że słyszała 65 1, V | jego zębami i pazurami...~Justyna spuściła oczy. Było w nim 66 1, V | pochyloną ciągle głową przed Justyną stanęła. Widać było, że 67 1, V | bojaźliwością złączona, że Justyna ruchem zupełnie instynktownym 68 1, V | może zakręcił się wirem. Justyna patrząc na wiotką i zaledwie 69 1, V | drugie lato żąć będę...~Justyna zamyśliła się - o czym? 70 1, V | obchodzić mogą! - rzekł Anzelm.~Justyna wstała. Znać pierwszą jej 71 1, VI | powietrze stugłośnym rozgwarem. ~Justyna szeroko otwartymi oczami 72 1, VI | gałęzi liście dzikiej róży.~Justyna pomiędzy leszczyną stanęła 73 1, VI | złożono w jednej mogile. ~Justyna wpatrywała się w stary grobowiec 74 1, VI | urywane śpiewanie skrzypiec.~Justyna spojrzała w górę i wyobraźnia 75 2, I | winien jestem, że panna Justyna bardzo mi się podoba?~- 76 2, I | rzekła:~- Kuzynie! jeżeli Justyna tak bardzo ci się podoba, 77 2, I | takich amfibiach, jak panna Justyna, kochać się bardzo można, 78 2, I | tego nie będzie, mój drogi. Justyna nie da się zbałamucić Przeszła 79 2, I | naprawdę zajęty jesteś Justyną ! - zawołała.~- O ile jeszcze 80 2, II | południa brakowało, gdy Justyna z olśniewającej ulewy słonecznego 81 2, II | 127;sobą, z sali wybiegli. Justyna powolnym ruchem wzięła rękę 82 2, II | roślin, które przyniosła Justyna i na stole położyła.~- A 83 2, II | zgadnie - uśmiechnęła się Justyna.~Czy zgadywała? Wąskie jej 84 2, II | nie odrywając, Tym razem Justyna głowę nad więzią roślin 85 2, II | jeszcze wymówiła znowu:~- Justyna!~- Co, ciotko?~Stała teraz 86 2, II | długie i zawiłe kompozycje. Justyna akompaniowała mu wprawnie, 87 2, II | wnet oderwać się od ziemi. Justyna stawała się przeciwnie coraz 88 2, II | struny spuścić go miał, a Justyna, cierpliwa, bierna, ze spuszczonymi 89 2, II | zaprawiał oliwą i musztardą.~Justyna przy fortepianie pozostała. 90 2, II | oczka wilgotnymi czyniły. Justyna lekceważąco ramionami wzruszyła. 91 2, II | słowami z pokoju wyszła. Justyna u otwartego okna siedząc 92 2, II | i Cecylia!~Dwa te imiona Justyna prawie głośno wymówiła, 93 2, II | zapachem swym napełniała pokój. Justyna rozgarniać zaczęła splątane 94 2, II | szczęśliwymi dziećmi. Teraz Justyna pamięta całą lekcję wziętą 95 2, II | zamyślonym na ustach uśmiechem Justyna wyjęła z wielkiego bukietu 96 2, II | któż odgadnie? może z walką Justyna rozdarła na kilkanaście 97 2, III| policzkach zaśmiała się Justyna.~Można by myśleć, że twarz 98 2, III| jednym miejscu złożonych Justyna siedziała w zamyślonej postawie, 99 2, III| wyhaftowanym w drobne kwiaty Justyna podniosła twarz, zbladłą 100 2, III| Justyny.~Z ognistym rumieńcem Justyna pochylała się ku ziemi obok 101 2, III| baba, w białym czepku nad Justyną schylona, błyskając oczami 102 2, III| cha, cha!~W tej chwili Justyna, która pod dyrekcją starej 103 2, III| uśmiechem odpowiedziała Justyna.~- Oj, to źle! trzeba, żeby 104 2, III| wydzierały się z piersi Justyny. Justyna zaśmiała się tak głośno, 105 2, III| ramieniem znad ziemi podniesiona Justyna zobaczyła młodego krewnego 106 2, III| O, ciężko! - zawołała Justyna, gdy kamienne koło zaturkotało 107 2, III| innego - nie chcę.~- To panna Justyna myśli, że ludzie mogą ciężko 108 2, IV | ukazując je zapytała Justyna.~Ale zanim towarzysz jej 109 2, IV | Jaskółka! - zawołała Justyna.~- To jaskółcze gniazda - 110 2, IV | więcej na świecie - dodała Justyna, i zdawać się mogło, że 111 2, IV | wierzę - z powagą rzekła Justyna.~Uśmiechnął się znowu i 112 2, IV | błysnęła w powietrzu.~Jan i Justyna płynęli dalej. Jan mówił 113 2, IV | cichszym niż zwykle rzekł Jan.~Justyna usłuchała i zatrzymawszy 114 2, IV | sprawy nie zdawała, spytała Justyna.~- Bo długo chorym będąc 115 2, IV | straszne historie! - szepnęła Justyna.~Jan, jakby obecność jej 116 2, IV | smoły i cząbru, kiedy Jan i Justyna stanęli u Mogiły, na której 117 2, IV | godzina prawie minęła, a Justyna siedziała jeszcze na stoku 118 2, IV | się, wzrosła i dojrzała Justyna. Ani sztuka muzyczna, w 119 2, IV | Takiego momentu dzieckiem była Justyna i dlatego z tej mogiły uderzyły 120 2, IV | wyszepczą chyba niskie trawy...~Justyna podniosła głowę, bo usłyszała 121 2, IV | wzrokiem po drzewach wodząc. Justyna z odległości kilkudziesięciu 122 2, IV | ramię mu wsuwając rzekła Justyna.~- Chodźmy - powtórzył.~ 123 2, IV | czernic. Kilka minut milczeli. Justyna parę razy podnosiła wzrok 124 2, IV | spojrzenie rzucił w górę. Justyna w tej chwili ku niemu wzrok 125 2, IV | Nie szliśmy - potwierdziła Justyna.~Rozejrzał się dokoła.~- 126 2, IV | prędko do ust go przycisnął. Justyna tego spostrzec nie mogła, 127 2, IV | wiadomo tylko, co takiego!...~Justyna próbowała bronić krewnego 128 2, IV | przybierającą deszczową mgłą. Justyna znowu od głowy do stóp zadrżała.~- 129 2, IV | czarny, zmokły pies.~Kiedy Justyna stanęła na wybrzeżu, gwałtowny 130 2, IV | jednej z krętych ścieżek Justyna wstąpiła na górę i u połowy 131 2, IV | Chodźmy! - ochotnie powtórzyła Justyna.~Szereg lip na podwórku 132 2, V | Kiedyż prosiła... - szepnęła.~Justyna cienką jej kibić ramieniem 133 2, V | przyniosła.~- Poczekaj - zawołała Justyna i z lekka usunąwszy sama 134 2, V | garnki lepią! - odpowiedziała Justyna.~- Bardzo słusznie, tylko 135 2, V | królik spod pieca wyjrzał. Justyna wzięła go w ręce i ułaskawione, 136 2, V | A pan młody? - zapytała Justyna.~Dziewczęta znów zachichotały.~- 137 2, V | strojach mówić zaczęły. Justyna dopytywała się o cenę sukien, 138 2, V | zanosiły się obie od śmiechu. Justyna śmiała się także.~Kiedy 139 2, V | panny Justyny usłyszałem?~Justyna żywo ku drzwiczkom podbiegła.~- 140 2, V | wysoki próg przestąpił. Justyna w obie dłonie rękę jego 141 2, V | przeciwka i do bokówki. Justyna zawahała się, niepewna, 142 2, V | może. Widać, że mnie panna Justyna tak przemogła.~Potem sam 143 2, V | synowca, że na Mogiłę z Justyną on popłynie, a teraz dwojga 144 2, V | się jeszcze za czwartego!~Justyna zapytywała go o rozległość 145 2, V | pewnością! - zaśmiała się Justyna.~- A ja teraz już na siestrę 146 2, V | i może dla samej siebie Justyna z krzesła swego zsunęła 147 2, V | widowiska... czasowe mary...~Justyna blisko do niego przysunięta, 148 2, V | upadającego znajdująca się Justyna najprędzej znalazła się 149 2, V | od nich oderwać nie mógł. Justyna zaś słuchała go ze wzniesionym 150 2, V | jednych koszulach chodziły!~Justyna w opowiadanie starca wsłuchana 151 2, V | wracając zawołał:~- Może panna Justyna chce z bliska popatrzeć, 152 2, V | domu pora! - wstając rzekła Justyna.~- Ja panią odprowadzę, 153 2, V | topolę zejść - ozwał się Jan.~Justyna prędko zbiegła; Jan stryjowi 154 2, V | przestrzeni za dalekimi piaskami. Justyna czwarty już raz dnia tego 155 2, V | Niewiele przed północą Justyna bocznymi drzwiami do Korczyńskiego 156 2, V | dam francuskiego dworu.~Justyna weszła do ciemnej sali jadalnej, 157 2, V | Witold? - głośno zawołał.~Justyna w progu oświetlonego gabinetu 158 2, V | się nad rachunkową księgą.~Justyna zbliżyła się ku niemu.~- 159 2, V | górnej części domu prowadzące Justyna uchyliła po cichu drzwi 160 2, V | czarne paciorki błyszczały.~Justyna w milczeniu zbliżyła się 161 2, V | nieruchomo znowu leżała Justyna z warkoczem już splecionym 162 2, V | prawie pośpiechem zapytywała Justyna.~Rozgorzałe oczy Marty tkwiły 163 2, V | dłoniach swych tuląc szeptała Justyna. Ale ona zwracając ku niej 164 2, V | czysto? porządnie?~A gdy Justyna na wszystkie już pytania 165 2, V | chrypka.~- Ciotko - szepnęła Justyna - ty chora jesteś na prawdę 166 2, V | słodyczy oblekły się jej rysy.~Justyna wstała, chwilę jeszcze na 167 2, V | zwiastujące, tryumfalne krzyki, Justyna w coraz rozszerzającą się 168 3, I | znajdował nic, ale w zamian Justyna jak żywa stanęła mu przed 169 3, I | że o wszystkim, co go z Justyną wiązało, zapomniał. Teraz 170 3, II | korczyńskich polach, Witold i Justyna postępowali drogą z Bohatyrowicz 171 3, II | się żąć wcale dobrze?...~Justyna uśmiechając się pokazała 172 3, II | z jakim przed chwilą z Justyną rozmawiał. Ale pan Benedykt 173 3, II | do korczyńskiego salonu.~Justyna przez cały ciąg wieczerzy 174 3, II | przychodziło mu na myśl, że gdyby Justyna za mąż wychodziła, musiałby 175 3, II | trrraf! karki bym im skręcał!~Justyna parsknęła śmiechem.~- Zrób 176 3, II | łajała, rękami machała... Justyna przy świetle lampy u otwartego 177 3, II | przed zachodem słońca, gdy Justyna po parogodzinnym wtórowaniu 178 3, II | spróbować, czy też panna Justyna do chaty ich przyjść zechce. " 179 3, II | to będzie, jeżeli panna Justyna i pan Witold na moim weselu 180 3, II | Starzyński, Janka ojczym. Justyna tedy narzeczonego jej pozna.~- 181 3, II | zrzucała ze ścieżki, którą szła Justyna.~- Śmiecie u nas - tłumaczyła 182 3, II | Starzyński swatem, a panna Justyna pierwszą drużką do pary 183 3, II | śmiech Starzyńskiego.~Kiedy Justyna i Witold pod blednącym wieczornym 184 3, II | Przed kilku miesiącami Justyna nie zrozumiałaby go może 185 3, II | górze mieszkała nie tylko Justyna, ale także i Marta. Przez 186 3, II | prawo miłości! - zawołał.~Justyna szybko z krzesła powstała 187 3, II | szeptał:~- Czy podobna, aby Justyna, moja dawna, marząca, poetyczna 188 3, II | dawna, marząca, poetyczna Justyna, przywiązywała wagę do światowych 189 3, II | była do ożenienia się z Justyną i gdyby ona była teraz twoją 190 3, III| dobrze, że będzie nią panna Justyna Orzelska z Korczyna, pana 191 3, III| drużbów: Kazimierz Jaśmont z Justyną, Witold Korczyński z Antolką 192 3, III| Polkę grajcie!~Polki tej Justyna już nie tańczyła. Wypadkiem 193 3, III| uschłych ziół i kłosów. Justyna głowę ubraną w grona jarzębin 194 3, III| takimi wątpliwościami żyć...~Justyna cichych tych słów słuchała 195 3, III| wyginając się w strony obie.~Justyna niczym szczególnym nie wyróżniała 196 3, III| przechodzi - w zamyśleniu rzekła Justyna.~- U państwa każdą rzecz 197 3, III| zwieszały się tak nisko, że Justyna, aby pod nimi przebiec, 198 3, III| swojej powie: czy ta panna Justyna jest doprawdy taką dobrą 199 3, IV | opierając.~- Gdzie panna Justyna, stryjku? Tylko co tu była, 200 3, IV | poszła... bez pożegnania!~Justyna ruchem ręki ukazała mu roztaczający 201 3, IV | Cudności! - powtórzyła Justyna.~Spojrzeli na siebie i wnet 202 3, IV | srebrnie.~- Echo! - szepnęła Justyna.~- Z tego miejsca, gdzie 203 3, IV | Jan-ku! Jan-ku! Jan-ku!~Justyna na rozśpiewany bór patrzała, 204 3, V | cicho zapytał:~- A panna Justyna śpi?~Dziewczynka odpowiedziała, 205 3, V | bawiąc w Korczynie z Martą i Justyną w pokoju na górze mieszkała. 206 3, V | na wschodach ukazała się Justyna i szybko ku Kirłowej podbiegłszy 207 3, V | jeszcze czyjegoś... czyjegoś!~Justyna nie odpowiedziała nic, tylko 208 3, V | czarnej matczynej sukni. Justyna obok, a gospodarz domu naprzeciw 209 3, V | we dwoje giął się przed Justyną i tak mocno usta do ręki 210 3, V | Cóż, Justynko? mówże!~Justyna podniosła powieki; była 211 3, V | Kirłowej zwrócona kończyła Justyna - już by mnie przyjęcie 212 3, V | kiedy? jak? z kim? z kim?~Justyna powstała. Coś z krzesła 213 3, V | jakie zagadki serc ludzkich!~Justyna uśmiechała się.~- Zagadki 214 3, V | pomówić muszę... rozpytać się!~Justyna przeszła pustą salę jadalną 215 3, V | poprawność i sztywność utracił. Justyna odejść chciała, on rękę 216 3, V | głową białe jak mleko włosy.~Justyna z oczami jeszcze pełnymi 217 3, V | te... serenadkę skończę!~Justyna przy oknie usiadła, czekała, 218 3, V | jesieni.~Kiedy Benedykt i Justyna weszli do zagrody Anzelma 219 3, V | szczekaniem. Ale pogładziła go Justyna i pies lisi swój pyszczek


IntraText® (V89) Copyright 1996-2007 EuloTech SRL