| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] siano 4 siarczysta 1 siasc 1 sie 3974 siebie 169 siec 4 sieci 1 | Frequency [« »] ----- ----- 7478 i 3974 sie 3537 z 3534 w 2884 na | Eliza Orzeszkowa Nad Niemnem IntraText - Concordances sie |
Tom, Rozdzial
1 1, I | śpiewało. Ciepło i radość lały się z błękitnego nieba i złotego 2 1, I | strony widnokręgu wznosiły się niewielkie wzgórza z ciemniejącymi 3 1, I | brzegiem rzeki zginający się nieco w półkole sznur siedlisk 4 1, I | czystym i spokojnym wzbijały się proste i trochę tylko skłębione 5 1, I | kwiaty marchewnika, słały się w trawach fioletowe rohule, 6 1, I | koron miodowe wonie, chwiały się całe lasy słabej i delikatnej 7 1, I | kwiatem gęsto usiane, słały się na szerokich przestrzeniach 8 1, I | koniczyny; puchem też, zda się, ale drobniejszym, delikatniejszym, 9 1, I | słoneczników. Od tych gromad lały się i płynęły po łanach strumienie 10 1, I | ruchu ludzkim odbywającym się na urodzajnej równinie czuć 11 1, I | ruch znacznie już stawał się mniejszy, na równinie, z 12 1, I | ciągnących gromad, ukazały się dwie kobiety. Szły one z 13 1, I | przyczyną ich spóźnienia się, tym więcej że jedna z nich 14 1, I | zamaszystym krokiem kołysząc się wraz z długim ramieniem 15 1, I | były szerokie i wydawałyby się bardzo silnymi, gdyby nie 16 1, I | po bliższym przyjrzeniu się uwagę i ciekawość budzić 17 1, I | przenikliwość oczu. Te oczy zdawały się być jedynym bogactwem tej 18 1, I | kościste ręce, kołysały się u jej boków w tył i naprzód, 19 1, I | ruchy jej i gesty sprzeczały się z całością jej osoby trochą 20 1, I | parę wyglądająca wydawała się uosobieniem piękności kobiecej 21 1, I | prawie z miłością przyglądała się ona uzbieranej przed chwilą 22 1, I | purpurowej krwi usta rozchyliły się w młodym i szczerym śmiechu. 23 1, I | szczerym śmiechu. Śmiała się ze słów towarzyszki swej, 24 1, I | tak głośno; że aż rozległo się po polu; chustką trzymaną 25 1, I | znieruchomiała, uśmiechnęła się znowu.~- Co tam! Niech ciocia 26 1, I | z przeszłością oswoiłam się zupełnie... Przecież ciocia 27 1, I | Uf ! nie mogę...~Zdyszała się, stanęła znowu i zaczęła 28 1, I | chrypliwy, głośny, jakby dobywał się z głębi beczki. Mało jednak 29 1, I | było, ale ludzie lękali się, aby nie przyszła... Otóż, 30 1, I | dróg na kolana i nuż żegnać się, czołami bić o ziemię, pacierze 31 1, I | chwilę szła milcząc.~- I cóż się stało potem? - zapytała 32 1, I | że i sama tak uderzyłam się o swoją własną głupotę, 33 1, I | sześćdziesiąt? - ostro zaśmiała się Marta. - Zapewne, wyglądam 34 1, I | poradzić mogę?~Zamyśliły się obie i mimo woli zwolniły 35 1, I | spostrzegła starsza.~- No, wleczem się jak żółwie. Prędze, bo już 36 1, I | po Rigollot...~Zaśmiała się, lecz wnet spoważniała znowu.~- 37 1, I | za rozmawiającymi rozległ się turkot powozu; droga była 38 1, I | nich nawet przechylając się nieco ku nim zawołał:~- 39 1, I | Marto i Justyno, módlcie się za nami!~Marta z rozżarzonymi 40 1, I | odkrzyknęła: ~- A modliłam się, modliłam się, aby Bóg panu 41 1, I | A modliłam się, modliłam się, aby Bóg panu rozum przywrócić 42 1, I | odpowiedział z oddalającego się szybko powozu wybuch śmiechu, 43 1, I | przedrzeźniającego. Na twarz Justny wybił się wyraz silnie uczutej przykrości, 44 1, I | O papuńcię swego lękasz się, ha? Ten błazen wieczne 45 1, I | z tym safandułą...~Tu aż się za wklęsłe usta swoje wielką 46 1, I | dawno, dawno... ale oswoić się z nim nie mogę i nigdy, 47 1, I | mogę i nigdy, nigdy z nim się nie pogodzę...~Marta zaśmiała 48 1, I | pogodzę...~Marta zaśmiała się.~- Ot, lubię takie gadanie! 49 1, I | zrobisz? Musisz pogodzić się albo powiesisz się chyba 50 1, I | pogodzić się albo powiesisz się chyba czy utopisz się... 51 1, I | powiesisz się chyba czy utopisz się... Każdy desperuje z początku, 52 1, I | początku, a potem i godzi się z takim losem, jaki mu Bóg 53 1, I | nie wierzę. Spowiadałam się już z tego i raz nawet absolucji 54 1, I | Uf! nie mogę!~Zakaszlała się tak, że aż jej oczy łzami 55 1, I | łzami zaszły. Krztusząc się jeszcze, tymi załzawionymi 56 1, I | wujenki korzystaj, strój się, kiedy cię stroić chcą, 57 1, I | kiedy cię stroić chcą, baw się, gdy tylko zdarzy się okazja, 58 1, I | baw się, gdy tylko zdarzy się okazja, mizdrz się do kawalerów, 59 1, I | zdarzy się okazja, mizdrz się do kawalerów, a może którego 60 1, I | błysnęły łzy.~- Phi! - zaśmiała się Marta - melancholiczka jesteś... 61 1, I | błyskając oczami dopytywała się stara panna.~- Dlatego - 62 1, I | dawno już odechciało mi się ich strojów i zabaw, ich 63 1, I | powinno.~Marta przypatrywała się jej przenikliwie i z uwagą.~- 64 1, I | Gryząca troska przejrzała się w zwierciadle jej szarych, 65 1, I | skrzypieniem połączone toczenie się kół prostego woza. Kurzawa 66 1, I | woza. Kurzawa też podniosła się znacznie mniejsza, opadła 67 1, I | dwie kobiety obejrzawszy się ujrzały za sobą długi wóz 68 1, I | najlżejszego szelestu, zbliżenie się jego dałoby znać o sobie 69 1, I | znać o sobie przez unoszący się zeń wielki gwar głosów. 70 1, I | albo złociste rozwinęły się na błękitne albo różowe 71 1, I | przy skroniach zwieszały się albo sterczały wetknięte 72 1, I | ciemnymi rękami albo czepiały się wzajem swych ramion i sukien 73 1, I | ramion i sukien śmiejąc się i gadając głośno i wszystkie 74 1, I | najkorzystniejszym świetle wydać się współtowarzyszkom podróży. 75 1, I | harmonię i siłę, że trzęsący się i podskakujący wóz nie mógł 76 1, I | twarzy ku wiezionym przez się kobietom odpowiadał wesoło 77 1, I | Marta i Justyna zatrzymały się u brzegu drogi, w cieniu 78 1, I | najśmielsza znać, przechylając się przez drabinę wozu i białymi 79 1, I | W tej chwili wóz zrównał się ze stojącymi pod wierzbą 80 1, I | prędzej.~Wóz zaczął toczyć się prędzej. Justyna z zaciekawieniem 81 1, I | wykwintnemu oku mógł wydać się rubasznym, rzuciła na jadące 82 1, I | Ale woźnica nie obejrzał się i nie zapytał o przyczynę 83 1, I | na wozie gwaru. Zamyślił się o czymś tak bardzo, że aż 84 1, I | i z bliska...~Zamyśliła się, mówiła ciszej trochę niż 85 1, I | melancholikiem jakimś stał się... Jednakowoż jaki to był 86 1, I | znad wozu, który oddalił się o kilkadziesiąt kroków, 87 1, I | klekotliwego turkotu kół wzniósł się czysty i silny głos męski 88 1, I | pójdziesz drogą,~A ja łozami;~Ty się zmyjesz wodą, ty się zmyjesz 89 1, I | Ty się zmyjesz wodą, ty się zmyjesz wodą,~Ja mymi łzami...~- 90 1, I | Pomiędzy nimi często znajdują się piękne głosy i śpiewacy 91 1, I | gdzie tylko, bywało, obróci się... śpiewa.~Z daleka już, 92 1, I | już, z daleka od toczącego się wozu przypłynęła jedna jeszcze 93 1, I | wiejskimi dziewczętami wtoczył się pomiędzy szare domostwa 94 1, II | niski, ozdobiony wijącymi się po jego ścianach powojami, 95 1, II | gospodarskich zabudowań wznosiła się nad sztachetami gęsta zieloność 96 1, II | okrągłym łukiem skręcająca się za bór ciemny.~Nie był to 97 1, II | których niegdyś mieściły się znaczne dostatki i wrzało 98 1, II | szerokie, wesołe. Jak działo się tu teraz, aby o tym wiedzieć, 99 1, II | trzeba było dowiadywać się z bliska, ale co w oczy 100 1, II | gorliwa i pracowita zajmowała się wciąż jego podpieraniem, 101 1, II | oczyszczaniem. Sztachety psuły się tu po wielekroć, ale zawsze 102 1, II | każdym rokiem więcej wsuwał się w ziemię, lecz z dachem 103 1, II | którym jednak widocznie wciąż się coś psuło i naprawianym 104 1, II | starania od rozpadnięcia się w łachmany i próchno. W 105 1, II | teraz przecież ukazywały się na nich tu i ówdzie niewprawną 106 1, II | klonów Niemen, znajdowało się towarzystwo złożone z osób 107 1, II | i wbrew temu, co działo się w innych częściach domu, 108 1, II | wszystkimi szczegółami sprzeczała się atmosfera pokój ten napełniająca. 109 1, II | niepodobna, ale po przypatrzeniu się mająca z nią mnóstwo podobieństw. 110 1, II | mnóstwo podobieństw. Zdawałoby się, że każda z nich należała 111 1, II | Emilii ubiór jej składał się z taniej i wcale nieozdobnej 112 1, II | białobrudnej chustki wychylająca się twarzyczka, drobna, okrągła, 113 1, II | prawie miodowo uśmiechała się błękitnymi oczami i przywiędłymi 114 1, II | przywiędłymi usty. Uśmiechała się ona w ten sposób do dwu 115 1, II | mężczyzn, z kolei zwracając się ku jednemu i drugiemu, przy 116 1, II | bezpośrednio nie zwracał się do niej i nawet na nią nie 117 1, II | domu, która także wydawała się ich przybyciem bardzo zadowoloną. 118 1, II | nakrochmalonym, że wzdymał się mu na piersiach jak wklęsła 119 1, II | oświecała wielka i nigdy, zda się, nie ustająca wesołość. 120 1, II | dokoła twarzy.~Kirło śmiał się; małe, świdrujące jego oczki 121 1, II | komicznymi gestami tłumaczył się Kirło. - Nie była to wcale 122 1, II | dziewczyna, ale panna... co się nazywa panna... z pięknej 123 1, II | jak powiem - przekomarzał się Kirło - co mi za to będzie? 124 1, II | Chyba panna Teresa pozwoli się pocałować? co? No, panno 125 1, II | w nim znajdująca śmiała się z cicha, trochę filuternie 126 1, II | zwiędła jej twarz okryła się najjaskrawszym karminem; 127 1, II | błękitne, niewinne oczy zmąciły się i nabrały wyrazu trwogi 128 1, II | obronie wzniosła i cofając się, odwracając, rumieniąc, 129 1, II | wygadywał i żartował, ale brał się do czynu i czyniąc gest 130 1, II | niej żywością poruszyła się na szezlongu i wołać zaczęła:~- 131 1, II | bolą.~Kirło wyprostował się.~- Racja - wyrzekł z powagą - 132 1, II | komiczną desperacją zwracając się do pani domu - chyba pani 133 1, II | choć w rączkę pocałować się pozwoli!~- Dobrze, dobrze - 134 1, II | Dobrze, dobrze - śmiejąc się i podając mu rękę wołała 135 1, II | miną smakosza przyglądał się jej chwilę swymi błyszczącymi, 136 1, II | cześć i galanteria mieszały się z tajonym, niejako połykanym 137 1, II | niejako połykanym lubowaniem się przyjemnością innego wcale 138 1, II | błyskiem w oczach, upomniała się o imię i nazwisko gracji.~- 139 1, II | odpowiedziały. Ale wmieszał się w nie i głos męski, który 140 1, II | już, doprawdy, skąd jej się to wziąć mogło... Zawsze 141 1, II | widzi pani, jak dobrze się przypatrzył... a raz tylko, 142 1, II | binokle szybko zwróciły się ku niej.~- Pani mówi? - 143 1, II | niewłaściwość odezwania się swej towarzyszki, bo szybko 144 1, II | uznanie...~Kirło ukłonił się z galanterią i wdzięcznością, 145 1, II | komiczną żałością skarżył się Kirło.~- O, Marta... Ona 146 1, II | Przerwała i zwróciła się do Teresy Plińskiej, która 147 1, II | zachwyceniem przypatrywała się błyszczącym binoklom w cieniu 148 1, II | okrągłych opłatkach i tłumacząc się jakby z czynności, której 149 1, II | bardzo... szczególniej kiedy się czymś wzruszę... zmartwię...~ 150 1, II | cierpiąca kobieta. - Ja się tak lękam wiatru, ciągów, 151 1, II | Teresa podając ocet schyliła się też nad towarzyszką:~- Początek 152 1, II | o obiad... idź, dowiedz się, czy nakrywają do stołu. 153 1, II | drzwiom, gdy szeroko otworzyły się one i do gabinetu wszedł 154 1, II | zapewne, aby ukryć tworzącą się nad czołem łysinę; twarzą 155 1, II | gdyby każdy z nich urodził się i żył na innej planecie. 156 1, II | mieli wspólną: obaj wydawali się smutni. Korczyński wielką 157 1, II | miesiące syna kształcącego się w szkole agronomicznej i 158 1, II | ręce i mile uśmiechając się rozpoczął:~- Pan dobrodziej 159 1, II | trochę rubaszną.~- Ale co się tyczy tegorocznych urodzajów - 160 1, II | kilku miesięcy nie ruszył się z domu ani na krok, ale 161 1, II | oczu na sąsiada cieszącego się przyszłymi jego "tysiączkami" 162 1, II | na zboże?~Kirło zmieszał się, ale wnet zatarł ręce i 163 1, II | Korczyński uśmiechnął się i zwrócił twarz w stronę, 164 1, II | Pociągnął wąsa i zwracając się do żony rzekł:~- Może by 165 1, II | spłonęła rumieńcem. Zawstydziła się rubaszności męża okazanej 166 1, II | pokoju wszystkim zrobiło się duszno. Pani domu coraz 167 1, II | coraz bezwładniej chyliła się na swym szezlongu; Kirło 168 1, II | chwili kędyś z dołu słyszeć się dały pluski wody i przeciągłe, 169 1, II | krzykami, które obijały się o bór ciemny i wywoływały 170 1, II | czółenko kręto prześlizgiwało się pomiędzy płytami; w klonach 171 1, II | gwizdała wilga, zanosiła się od krzyku czeczotka. Świat 172 1, II | drgającym czole.~- Mnie się zdaje - rzekł - że oni zawsze 173 1, II | krok głową o mur uderzać się musisz i myśleć, że wszystko, 174 1, II | byś zrobił...na diabła zda się...~Machnął ręką i umilkł. 175 1, II | Korczyńskiego podniosły się na twarz gościa i utonęły 176 1, II | myśli?... - zaczął i zawahał się z dalszym mówieniem. Ogarnęła 177 1, II | widocznie nie dbał. Nie zajmował się tym bardzo żywo, może uważał 178 1, II | rogu pokoju, prowadziła się inna, znacznie cichsza rozmowa. 179 1, II | ma zabraknąć? - oburzył się Kirło. - Kiedy już tyle 180 1, II | błyszczące oczki jego wpiły się w delikatne policzki pani 181 1, II | a koścista ręka posuwała się zwolna ku jej ręce, która 182 1, II | szumiał w klonach i mieszały się z nim fruwania ptasich skrzydeł. 183 1, II | bo w głębi boru odzywały się nawoływania:~- Hu! ho! hej! 184 1, II | osłabione odległością słyszeć się dało granie na skrzypcach. 185 1, II | pamięć przywiodły. Uśmiechnął się filuternie, dłonią po kolanie 186 1, II | ciężko, lecz żwawo krzątała się Marta Korczyńska, która 187 1, II | grzebieniem, pilnie schylała się nad nakryciami stwierdzając 188 1, II | spełniała rzecz każdą, zwijała się tak prędko, że w niespełna 189 1, II | słabego zdrowia patrzy, a co się tyczy domu, to już do mnie 190 1, II | i żoną... Znowu gniewał się, że pani i Justynka piechotą 191 1, II | a jak odpoczną, lepiej się potem do gospodarstwa zdadzą... 192 1, II | krótko, bo wstrzymywała się z całej siły, i nagła myśl 193 1, II | myśl jakaś piorunem, zda się, uderzyła o całą jej istotę. 194 1, II | Alboż mało naczekałaś się jeszcze na nich? No, to 195 1, II | przyjedzie...~Zaczęła śmiać się tak, że aż łzy nabiegły 196 1, II | Ale ona gwałtownie wyrwała się z jej objęć.~- A dzieci! - 197 1, II | drzwiami sali jadalnej dało się słyszeć szybkie ze wschodów 198 1, II | zbieganie, potem szamotanie się jakieś, mocowanie, dwa głosy 199 1, II | z których jeden zdawał się o coś nalegać, a drugi od 200 1, II | uwagí, ale Teresa rzuciła się ku drzwiom í naprzód przez 201 1, II | pokoju pani Emilü otworzyły się głośno i zjawił się w nich 202 1, II | otworzyły się głośno i zjawił się w nich Kirło śmiejący się 203 1, II | się w nich Kirło śmiejący się i ciągnący za sobą kogoś 204 1, II | rumiane usta uśmiechały się teraz z pełną zmieszania 205 1, II | niestarannym, bo składającym się tylko z szerokiego, z kwiecistej 206 1, II | powstrzymując od rozchylania się poły szlafroka, drugą ten 207 1, II | skrzypce. Przy tym broniąc się przeważnej sile, która go 208 1, II | pociągała, usiłował wciąż cofać się i ramię swe z dłoni Kirły 209 1, II | nieznajomym człowieku wypraszał się í w celu wyrwania się nowe, 210 1, II | wypraszał się í w celu wyrwania się nowe, a coraz śmieszniejsze 211 1, II | patrzał i nie tylko nie śmiał się, lecz delikatne wargi jego 212 1, II | Emilia i Teresa, śmiały się: pierwsza cichutko i z niejakim 213 1, II | zagrać dla nas... Wymawia się, że nie ubrany... Co tam! 214 1, II | zza pleców szamoczącego się i już widocznie udręczonego 215 1, II | udręczonego starca wysunęła się młoda kobieta w czarnej 216 1, II | szare jej oczy wydawały się teraz prawie czarnymi i 217 1, II | nie spojrzawszy zwróciła się ku otwartym drzwiom salonu 218 1, II | Mars!~Na to wołanie zjawił się .w progu pies myśliwski, 219 1, II | Różyc.~Kirło nie zmieszał się ani na chwilę i z nowym 220 1, II | coś, od czego rumieniła się i najmilszym uśmiechem rozjaśniała 221 1, II | rzekła z cicha - mnie się zdaje, że jedynym lekarstwem 222 1, II | zbytku tego szczęścia stają się... nieszczęśliwymi... - 223 1, II | drzwi od salonu otworzyły się z łoskotem i zjawiła się 224 1, II | się z łoskotem i zjawiła się w nich na oka mgnienie wielka 225 1, II | wnet jak wicher rzuciła się w kierunku sieni.~W uszach 226 1, II | bardzo powoli podniosła się z szezlonga. ~- Tereniu, 227 1, II | Potem zaczęła sama owijać się ciepłym szalem, wsuwać na 228 1, II | zapytania; głosy zmieszały się. Słychać było huczenie Marty, 229 1, II | roztargnieniem przypatrywali się tej scenie przez jedno z 230 1, II | popatrzał. ~- Ej, nie zapalaj się pan tak prędko! - z wyraźnym 231 1, II | a drgnienie to udzieliło się czołu i przebiegło skórę 232 1, II | Kirło znowu filuternym stał się.~- Pamiętasz pan Zygmunta 233 1, II | Dlaczego nie pobrali się? Ależ i mowy o tym być nie 234 1, II | naprzeciw siebie otwierającymi się pokojami. Jeden z tych pokojów 235 1, II | drobnymi krokami zbliżył się do skrzypiec i już je z 236 1, II | miejscu złożyła.~- Trzeba się ubierać, ojcze! zaraz zawołają 237 1, II | wszystkie przybory do golenia się i czesania służące.~- Wszystko 238 1, II | ojcze...~Stary nie ruszał się i z ukosa na skrzypce spoglądał.~- 239 1, II | bo goście są... Pytałem się nawet panny Marty z samego 240 1, II | mnie już na dół nie chciało się schodzić... wypiłem więc 241 1, II | toalety swej przybierać się zaczął. Justyna prędko i 242 1, II | surdut ojca. Stary zachmurzył się.~- Otóż to - gderliwym tonem 243 1, II | albo co tam innego stanie się, Franek u mnie ani nosa 244 1, II | środku pokoju i zamyśliła się chwilę.~- Jak ja stąd wyjdę - 245 1, II | rannej przechadzki wplątały się zielone igły i młodziutkie 246 1, II | z zajęciem przypatrywał się podwodnej roślinności, która 247 1, II | która tu i ówdzie wybijała się na powierzchnię kępami okrągłych 248 1, II | chwili do chwili zatrzymywał się i podaniem ręki albo podłożeniem 249 1, II | wybuchnęła i pod same zda się obłoki wzniosła się pieśń 250 1, II | zda się obłoki wzniosła się pieśń męskiego, silnego 251 1, II | ręce załamała:~Zmienił się jej świat.~Czego ty płaczesz, 252 1, II | Głos śpiewającego oddalał się, oddalał się w głębokości 253 1, II | śpiewającego oddalał się, oddalał się w głębokości boru i przycichał, 254 1, II | natomiast z boru ozwały się powitalne czy wzywające 255 1, III| go od zarazków unoszących się zwykle nad stojącymi wodami. 256 1, III| ogłupienia, zezmysłowienia się, lenistwa i apatii. Organizmy 257 1, III| przeciw zarazkom broniły się, jak mogły. Mnóstwo uległo; 258 1, III| lub zdobyte siły oparła się zwycięsko. Do ostatnich 259 1, III| lub ścierki, zawieszają się ludzkie życia, to życie 260 1, III| życia, to życie nie wzbiło się bardzo wysoko, ale też i 261 1, III| nie mogąc przekształciły się w proste szczudła użyteczne 262 1, III| bagniskach bez obłocenia się i ugrzęźnięcia. Ale istnienie 263 1, III| na cały świat zaśmiałby się z tych dumnych, ufnych, 264 1, III| bliskiej przyszłości stać się miało, nie przewidywał; 265 1, III| jego synów, alboby uniósł się zgrozą i rozpaczą, alboby 266 1, III| i rozpaczą, alboby śmiał się na całe gardło krzycząc: " 267 1, III| praca niewolnicza stanie się pracą wolną i równiejszymi 268 1, III| równiejszymi działami rozpadnie się pomiędzy ludzi. Wtedy życie 269 1, III| oni być tak boga tymi, jak się to ze strony wydawać mogło. 270 1, III| dam napełniała krzątaniem się swym, ładem i dostatkiem, 271 1, III| wszystkich trzech ozwała się naraz krew żołnierz spod 272 1, III| społeczne zaszumiały, wzdęły się i wyrzucały w górę kipiące 273 1, III| skruchą zdjęte, pochylały się ku nizinom, gotowe do wynagrodzenia 274 1, III| korczyński na oścież roztworzył się przed nimi. Hej! byłoż tam 275 1, III| obszernym domu! rozlegałyż się tam gwary i krzyki płynąc 276 1, III| przebywając. Dominik wybierał się w świat dla rozpoczęcia 277 1, III| cichszy, więcej wahający się od innych, z braćmi jednak 278 1, III| chwilę swego życia. Krzątała się dwa razy więcej niż zwykle, 279 1, III| wraz z innymi spodziewała się i pragnęła i jak ptak zdjęty 280 1, III| domowego sukna, który śmiał się tak głośno, że aż się po 281 1, III| śmiał się tak głośno, że aż się po całym domu rozlegało, 282 1, III| wieczerzy siadał, rumienił się tak, że aż uszy stawały 283 1, III| bardzo szczególną połączył się z najstarszym Korczyńskim. 284 1, III| różnymi, gdyż odkąd poznali się z sobą, to jest odkąd bracia 285 1, III| upływie pewnego czasu wydawać się mogło snem napełnionymi 286 1, III| Kiedy Benedykt obudził się z tego snu swojej pierwszej 287 1, III| uroczysku tym znajdował się ów bór zaniemeński, który 288 1, III| rozległości i z którym łączyły się obszerne lasy do Andrzeja 289 1, III| je sosen i jodeł nazywało się ono Świerkowym; teraz powszechnie 290 1, III| bratu wypłacić to, co mu się według ojcowskiego rozporządzenia 291 1, III| po raz drugi po obudzeniu się ze snu młodości rozejrzał 292 1, III| ze snu młodości rozejrzał się dokoła, spostrzegł, że synem 293 1, III| skłonności bynajmniej by się tym spostrzeżeniem nie przeraził, 294 1, III| nie mogą: dla posuwania się wozu naprzód - wołów pokornych 295 1, III| ale stopniowo uspokajał się... Zrazu przyzwyczajeniami 296 1, III| Pochylił tedy karku i zajął się tylko wyjmowaniem kijów 297 1, III| kiedyś jego wiosek nauczyli się czytać, owocowe ogrody zasadzać, 298 1, III| zasadzać, u doktorów leczyć się, karczmy omijać... Lecz 299 1, III| mianowicie przed ożenieniem się z panną młodziutką, ładną, 300 1, III| zakochanym, zachciało mu się ogród korczyński wykwintnie 301 1, III| jawnie i absolutnie okazała się niemożność utrzymania nadal 302 1, III| powściągliwości. Powściągnął się od wszelkiego wierzgania 303 1, III| powoli, stopniowo przelewały się w grubą i ponurą, ale w 304 1, III| Nigdy z tym nie zwierzał się przed nikim, a raczej przed 305 1, III| jedną tylko osobą zwierzać się kiedyś chciał i próbował...~ 306 1, III| i śmiertelnego rozbicia się młodzieńczych jego ideałów, 307 1, III| usłyszał na koniec ożywający się w głębi cienistej altany 308 1, III| które przed ożenieniem się swym przedsięwziął był Benedykt. 309 1, III| zasępionych rysów; uchyliła się nieco, aby twarz swą odsunąć 310 1, III| gorącego jego oddechu.~- Takem się zmęczył, moja Emilciu - 311 1, III| odparła kobieta - czuję się bardzo zmęczona upałem.~- 312 1, III| przedtem znużeniem przechyliła się na poręcz ławki i wygodniej 313 1, III| przeszłoroczną jesień biłem się jak ryba w wodzie... Nie 314 1, III| jakimi ja ciągle ubijać się muszę. Ile mnie kosztuje 315 1, III| przykład to ciągłe prawowanie się z chłopami! Człowiek przecież 316 1, III| Człowiek przecież nie urodził się na tyrana i ludożercę... 317 1, III| dziura; tu zszyjesz, tam się rozporze - i Bóg jeszcze 318 1, III| chleb! - z cicha zaśmiała się Emilia.~Benedykt spojrzał 319 1, III| oczami.~- Czegóż śmiejesz się? Chleb! najpewniej o chleb 320 1, III| swoich szlafroczków obejść się nie możesz, a tak ironicznie 321 1, III| chlebie...~- Ja obchodzę się bez wielu rzeczy, które 322 1, III| miała sposobność zachwycić się jego gibkością i siłą, gdy 323 1, III| właśnie wybrał, że rozkochał się w niej z całą zapalczywością 324 1, III| prostu, przyszły mąż podobał się jej bardzo, była w nim zakochaną. 325 1, III| ciągłego ruchu rozrosły się mu kości i muskuły; pleczysty 326 1, III| brązowym. Ubiór jego składał się z wysokich butów i płóciennego 327 1, III| które na ścierniach czepiają się ludzkiej odzieży. Wprawdzie 328 1, III| form życia nigdy oswoić się z nimi nie mogło.~Dlaczego 329 1, III| Dlaczego człowiek ten stał się takim, jakim był teraz, 330 1, III| ochotę do życia. Objawiało się to w coraz wzrastającym 331 1, III| Przy tym tęskniła i czuła się coraz częściej napastowaną 332 1, III| płóciennym surducie zwrócił się do niej twarzą, popatrzał 333 1, III| aby przy tobie uspokoić się... odpocząć... Chciałem 334 1, III| odpocząć... Chciałem wygadać się przed tobą, rozpowiedzieć 335 1, III| o! nie pierwszy... Jest się już tak od dawna, ale dziś 336 1, III| dlaczego wiecznie czujesz się nieszczęśliwą, dlaczego? 337 1, III| moja koteczko?~Nie broniła się pieszczotom jego, ale delikatną 338 1, III| coraz więcej zasępiającą się twarz swą od jego twarzy 339 1, III| żalem zawołała:~- O! gdybyś się ty był tak nie zmienił, 340 1, III| zmienił, Benedykcie, gdybyś się tak nie zmienił! i ja... 341 1, III| jak dawniej... Ale tyś się tak zmienił... zmienił...~ 342 1, III| zmienił...~Zastanowił się chwilę nad tym, co powiedziała.~- 343 1, III| potwierdził - zmieniłem się istotnie... ~- I tak nadzwyczajnie - 344 1, III| Machnął ręką i zaśmiał się wpółwesoło, wpółgorzko.~- 345 1, III| chyba głupiec utrzymywać się może w roli Adonisa... Ale 346 1, III| niej energią wyprostowała się i z głębokim przekonaniem 347 1, III| Benedykcie, nigdy nie zgodzę się na to, aby życie wymagało 348 1, III| kto tak, jak ty, zanurzy się w samych materialnych interesach, 349 1, III| interesach, a wyrzeknie się wszelkiego piękna i wszelkiej 350 1, III| Więc oboje z tobą zanurzać się będziemy w poezji - przerwał 351 1, III| twarzy.~- Nie rozumiemy się i zrozumieć się nie możemy - 352 1, III| rozumiemy się i zrozumieć się nie możemy - ze smutną obojętnością 353 1, III| ciebie. Gospodarstwem zajmuje się Marta.., ty robisz to tylko, 354 1, III| przyzwyczajeń moich, ale wyrzekłbyś się raczej wszystkiego, zapomniałbyś 355 1, III| miłość, takiej spodziewałam się od ciebie i dawno już wiem, 356 1, III| ciebie i dawno już wiem, żem się zawiodła. Cierpiałam nad 357 1, III| Cierpiałam nad tym tak, że aż się zachwiało to biedne, słabe 358 1, III| moje. Na koniec zdobyłam się na rezygnację. Ale za to 359 1, III| mogę... I nuda... Ja nudzę się... Przecież książki i robótki 360 1, III| a choćbym chciała zająć się jeszcze czym innym, nie 361 1, III| żalem. Oczy jej napełniły się łzami, które przecież powściągnęła, 362 1, III| Ale po cóż o tym mówić? Ty się nie zmienisz i nic się nie 363 1, III| Ty się nie zmienisz i nic się nie zmieni. Gwiazdy losu 364 1, III| Po chwili wstał. Zdawać się mogło, że wysoka i silna 365 1, III| jego cięższą jeszcze stała się niż wprzódy. ~- Prawdę powiedziałaś - 366 1, III| rzekł - że nie rozumiemy się i zapewne nie zrozumiemy 367 1, III| i zapewne nie zrozumiemy się już nigdy... Nie jest to 368 1, III| tylko że dotąd łudziłem się jeszcze... Cóż robić? Niech 369 1, III| życia oderwanych znałem się, a wyrzekłem się ich nie 370 1, III| znałem się, a wyrzekłem się ich nie dla hulanki i nie 371 1, III| także trochę poezji, ale ty się na takiej nie znasz?... 372 1, III| należność robotnikom, naradzał się z ekonomem, głośny i żwawy 373 1, III| potem jeden z nich stawił się hardo zaprzeczając wszystkiemu, 374 1, III| krzyk jego na cały dwór się rozlegał. Ale i jeden z 375 1, III| sterczącymi wąsami, uniósł się także.~- Niechże nas sądy 376 1, III| bez procesu obdzierać się nie pozwolim...~- Podam - 377 1, III| ruszajcie! Zaraz! Jak nazywacie się? to jest... imiona wasze?~ 378 1, III| Fabian Bohatyrowicz! - jeżąc się i sierdzisto odkrzyknął 379 1, III| proces... a teraz... wynoście się... prędzej!~Ten, który nazwał 380 1, III| ochłonął, ale zachmurzył się jeszcze więcej. ~- Nieboszczyk 381 1, III| mruknął i szybko zwrócił się ku drzwiom domu. Na progu 382 1, III| Na progu stanął, zawahał się i przez ramię do odchodzących 383 1, III| ganku korczyńskim powtarzały się bardzo często, bo kilka 384 1, III| rybę. Tego dnia jednak czuł się więcej jeszcze niż zwykle 385 1, III| zgryzionym. Przyczyniła się do tego w znacznej części 386 1, III| przysypane przemieniają się w szczypawki, które przy 387 1, III| biurku, na którym paliła się lampa i leżały gospodarskie 388 1, III| w obie dłonie i pogrążał się długo w myślach ponurych. 389 1, III| żal ciebie, że tak męczysz się i gryziesz ze swoim gospodarstwem, 390 1, III| na rzeczy, tobym postarał się wydobyć cię z tego nieznośnego 391 1, III| idzie, a spekulacje udają się nie bardzo. Zawsze lepiej 392 1, III| stronie i jak ja męczył się, póki sobie tych różnych 393 1, III| człowiek poniewoli wiele nauczy się i wiele zapomni. Wszystko 394 1, III| sobą razem rośli, uczyli się, a potem... Ot, biedny Andrzej! 395 1, III| żeby nasze dzieci zapoznały się z sobą. Zastanów się nad 396 1, III| zapoznały się z sobą. Zastanów się nad tym, co ci doradzam, 397 1, III| że i ten także zmienił się bardzo. Życie! Od kilku 398 1, III| Kilka razy chciał sprzeczać się z nim listownie, ale na 399 1, III| A tak i sam uspokoję się, rdzę z siebie zetrę, i 400 1, III| pustyni żyję! Ani wygadać się przed kim, ani u kogo rady 401 1, III| miałbym blisko brata. Zmienił się? Cóż? życie! Biedny on taki 402 1, III| sensie twierdzącym. ~"Trzeba się tylko o wszystkie warunki 403 1, III| Wtem z trzaskiem otworzyły się drzwi i do gabinetu wpadło 404 1, III| wyszczebiotało: ~- Ciocia Marta pyta się tatka, czy tatko tu kolację 405 1, III| ciasteczka z malinami pieką się, ale jeszcze nie upieczone. 406 1, III| niedobre...~Korczyński pochylił się i usta dziecka pocałunkiem 407 1, III| paluszek wnet wyciągnął się w przestrzeń ku białym, 408 1, III| miękły i promieniały topiąc się w czystych, błyszczących, 409 1, III| by nie ucałowały śmiejące się i świeże usta jego syna. 410 1, III| dobrej woli, zaczynał uczyć się żarliwie, z książką zaszywał 411 1, III| żarliwie, z książką zaszywał się w takie kąty, że go wynaleźć 412 1, III| Myślał, patrzał i uśmiechać się zaczął.~- Oj, ty, nadziejo 413 1, III| wszystkiego, co chce... Jeść mi się zechciało diabelnie!~Tej 414 1, III| podobieństwo, że głosy ich stawały się z latami coraz grubsze i 415 1, III| kłopotliwej i drobiazgowej, której się oddawali z coraz ciaśniejszą 416 1, III| interesach. Korczyński zdziwił się i ucieszył. Zawsze jeszcze 417 1, III| Zawsze jeszcze spodziewał się trochę, że żona jego prędzej 418 1, III| przy tym czytać i zajmować się robótkami. Będzie więc sobie 419 1, III| nawet suknie.~- Spodziewam się - zakończyła - że nie zechcesz 420 1, III| Gdy skończyła, ukłonił się jej z tak wykwintną grzecznością, 421 1, III| Życzenie twoje starać się będę spełniać jak najakuratniej. 422 1, III| wytworna forma obejścia się, jaką dnia tego z nią przybrał, 423 1, III| Ale on znowu tylko ukłonił się jej bardzo grzecznie i jednej 424 1, III| jednej tylko z wyciągających się ku niemu rączek dotknął 425 1, III| palców. Ona też odwróciła się szybciej daleko, niżby się 426 1, III| się szybciej daleko, niżby się tego po jej osłabieniu spodziewać 427 1, III| silny mężczyzna zaśmiał się zrazu krótkim, nerwowym 428 1, III| żyła, z łóżka przenosząc się na szezlong i z szezlonga 429 1, III| widując i ani wiedząc, co się w dalszych pokojach domu 430 1, III| Światem zaś Benedykta stał się obszerniejszy od pokojów 431 1, III| sądami i bez sądów ujadał się coraz zacieklej. Z kilku 432 1, III| coraz więcej wydawały mu się obcymi i jałowymi. Wszystkie 433 1, III| dzieci. Nici tkaniny rwały się ciągle i uciekały w głąb 434 1, III| kiedykolwiek nie porwały się ze szczętem. Lękał się też 435 1, III| porwały się ze szczętem. Lękał się też wielu innych jeszcze 436 1, III| jeszcze rzeczy. Czasem zdawać się mogło, że zapominał mówić, 437 1, III| milczącym. Kiedy zaś rozgadał się, nie o wszystkim mówił jasno. 438 1, III| ale czasem, gdy zaciąwszy się w mowie i trochę jąkając 439 1, III| w mowie i trochę jąkając się zaczynał swoje: "To... tamto...'', 440 1, III| tamto...'', słuchaczom się zdawało, że mądry i filuterny 441 1, IV | gospodarskich pracach, ona lękała się ruchu, gwaru i wszelkiej 442 1, IV | dniu czerwca, zjeżdżała się do Korczyna znaczna ilość 443 1, IV | przyzwoitości i narażenia się na niechęć wielu osób.~W 444 1, IV | powolnym ruchem podniosła się wdowa po Andrzeju Korczyńskim, 445 1, IV | chwili, w której dowiedziała się, że jest wdową, nie zdjęła 446 1, IV | czystości i poświęcenia zdawały się od stóp do głowy przyoblekać 447 1, IV | zmarszczkami, które zbiegały się w drobne snopy około wielkich, 448 1, IV | wyglądający sąsiad ofiarował się na towarzysza siostrze pana 449 1, IV | poznała; comme quoi podobał się jej od razu, ale rodzice 450 1, IV | mieszkający długo zgodzić się nie chcieli, aby ona tak 451 1, IV | tam przyjechała, za synem się wstawiła i wszelkie przeciwności 452 1, IV | ale okolica nie podoba jej się bardzo, naturę ma monotonną 453 1, IV | wracając od Justyny zbiegały się w drodze ze spojrzeniami 454 1, IV | zaczęła. ~Tak utworzyły się cztery naczelne pary, za 455 1, IV | kobiecymi i męskimi znajdowały się takie, którym spracowanie 456 1, IV | licznego zebrania, czuli się i oni czy usiłowali okazać 457 1, IV | oni czy usiłowali okazać się wesołymi, a w dodatku jeszcze 458 1, IV | przymusu, ale panie krygowały się nieco, próbowały ruchów 459 1, IV | których najwyraźniej odbijało się piętno czasu i miejsca, 460 1, IV | patrzących na to osób uśmiechnęło się albo nawet za śmiało głośno. 461 1, IV | śmiało głośno. Krygował się, ramię jej do boku swego 462 1, IV | nieładzie już, posypała się młodzież płci obu pod przewodnictwem 463 1, IV | miejsca szybko przybliżyła się do ojca, który na ogólne 464 1, IV | starego znad talerza podniosły się na pochyloną twarz córki.~- 465 1, IV | naprzód żołądek, wyprostował się. Justyna wsunęła mu rękę 466 1, IV | odpowiedziała.~- Che, che! - zaśmiał się i filuternie na córkę spojrzał - 467 1, IV | dawne dzieje... przypominają się może? a? choć już żonaty... 468 1, IV | nakrycie dla niej znajdowało się na stole; nadzorowała przynoszenie 469 1, IV | kolana opuściła. Zgarbiła się przy tym i pochyliła głowę 470 1, IV | pochyliła głowę tak, że wydawała się skurczoną i jakby w sobie 471 1, IV | wilgotną mgłą. Nagle odezwał się za nią ostry dyszkant domowego 472 1, IV | salonu doszedłszy rozstawały się ze wzajemnymi ceremonialnymi 473 1, IV | ani na chwilę rozstawać się z nim nie chciała.~- Tu 474 1, IV | suis folle de toi! - tuląc się mu do boku i oczy ku niemu 475 1, IV | bratowa chciała kiedy wyrwać się z tego zakątka i czas jakiś 476 1, IV | zdrowie jej i humor wydawały się dziś doskonałymi i patrząc 477 1, IV | trochę ruchu i gwaru, stał się dla niej przyczyną wzmożonego 478 1, IV | zebrania śmiertelnie lękała się na ten dzień właśnie dostać 479 1, IV | przebywała dnie i budziła się nocami biorąc zdwojone dozy 480 1, IV | wczoraj jeszcze nikt by się w niej ani domyślił, z tym 481 1, IV | z jakim teraz zwróciła się ku dwom sąsiadkom, które 482 1, IV | potężne swe gałęzie zdawały się tłumnie tłoczyć i następować 483 1, IV | Mało sobie znani, zeszli się oni z sobą pociągnięci niby 484 1, IV | mówienia, wyróżniającego się lekkim cedzeniem sylab i 485 1, IV | najpiękniejszej natury znajdowały się według niego najpiękniejsze 486 1, IV | błyskawiczny uśmiech przemknął się po ustach.~- Pomyślałem 487 1, IV | lasse!~- Ale pan - zwrócił się do Różyca Zygmunt Korczyński - 488 1, IV | miałeś jeszcze czasu zmęczyć się tą głuchą i nudną pustynią, 489 1, IV | ambaras mój, jak wyraził się hrabia, granic nie ma i 490 1, IV | Różyca i Zygmunta wysunął się w tej chwili młodziutki, 491 1, IV | Korczyńskiego podobnych, zdawały się sypać iskry i tryskać płomienie. 492 1, IV | lekkim ukłonem, zwrócił się ku Różycowi.~- Przepraszam 493 1, IV | zaniedbane, i jak dowiedziałem się, że pan w nich sam zamieszkałeś, 494 1, IV | zamieszkałeś, ucieszyłem się nadzwyczajnie. Tak cieszyłem 495 1, IV | nadzwyczajnie. Tak cieszyłem się, doprawdy, że będę miał 496 1, IV | napastował, Różyc uśmiechnął się uprzejmie i po chwili wahania 497 1, IV | głębokie zdziwienie odbiło się na ruchliwej i wyrazistej 498 1, IV | naszych stronach jest... Mnie się zdaje, że jest bardzo źle 499 1, IV | powinniście ogromnie wziąść się do pracy i nad ziemią, i 500 1, IV | Naturalnie - prostując się i głowę podnosząc przerwał