| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] wzywalem 1 wzywany 1 y 3 z 3537 za 630 zá 1 za-chwia-nie 1 | Frequency [« »] ----- 7478 i 3974 sie 3537 z 3534 w 2884 na 2741 nie | Eliza Orzeszkowa Nad Niemnem IntraText - Concordances z |
Tom, Rozdzial
1 1, I | Ciepło i radość lały się z błękitnego nieba i złotego 2 1, I | iglastych i liściastych drzew.~Z jednej strony widnokręgu 3 1, I | wznosiły się niewielkie wzgórza z ciemniejącymi na nich borkami 4 1, I | na nich borkami i gajami; z drugiej wysoki brzeg Niemna, 5 1, I | piaszczystą ścianą wyrastający z zieloności ziemi a koroną 6 1, I | równinę rozległą i gładką, z której gdzieniegdzie tylko 7 1, I | świetnym tym tle w zmieszanych z dala zarysach rozpoznać 8 1, I | niego odległości na jednej z nim linü rozciągnięty szereg 9 1, I | dworków małych. Był to wraz z brzegiem rzeki zginający 10 1, I | wychylających ciemne swe profile z większych i mniejszych ogrodów. 11 1, I | mieszało złocistość słomy z błękitem nieba i zielonością 12 1, I | i trochę zieleniejące od z rzadka porastającej je trawy; 13 1, I | strumienie ku rzekom, przybiegały z pól miedze, całe błękitne 14 1, I | od dzięcieliny i smółek. Z obu stron każdej drogi szerokim 15 1, I | drobniejszym, delikatniejszym, z zielonością tak łagodną, 16 1, I | wolny dzień boży powrót z kościoła.~W porze, kiedy 17 1, I | się mniejszy, na równinie, z dala od tu i ówdzie jeszcze 18 1, I | się dwie kobiety. Szły one z tej samej strony, z której 19 1, I | one z tej samej strony, z której wracali inni, ale 20 1, I | inni, ale zboczyły znać z prostej drogi i chwilę jakąś 21 1, I | jakąś przebyły w jednym z rosnących na wzgórzach borków. 22 1, I | się, tym więcej że jedna z nich niosła ogromną więź 23 1, I | krokiem kołysząc się wraz z długim ramieniem powiewała 24 1, I | sporej wielkości chorągiew. Z dala to tylko widać było, 25 1, I | tylko widać było, że jedna z tych kobiet miała w ręku 26 1, I | szmatę białego płó1.na; z bliska uderzały one niezupełnie 27 1, I | powierzchownością. ~Kobieta z chustką była niezwykle wysoką, 28 1, I | miejscach staroświecką mantylę z długimi, co chwilę powiewającymi 29 1, I | ciemną, że prawie brązową, z czołem sfałdowanym w kilka 30 1, I | kilka grubych zmarszczek, z wpadłymi i kościstymi policzkami, 31 1, I | i kościstymi policzkami, z wyrazem goryczy i złośliwości 32 1, I | nieustanną, jakby wciąż z wnętrza podsycaną, a dziwną 33 1, I | chorągwią powiewając.~Kobietę z kwiatami trudno byłoby nazwać 34 1, I | byłoby nazwać od razu panną z wyższego towarzystwa albo 35 1, I | towarzystwa albo też dziewczyną z niższych warstw wiejskiej 36 1, I | jej i gesty sprzeczały się z całością jej osoby trochą 37 1, I | warkoczem i twarz śniadą, z purpurowymi usty i wielkimi, 38 1, I | towarzyszki swej wyrównać, z zajęciem, prawie z miłością 39 1, I | wyrównać, z zajęciem, prawie z miłością przyglądała się 40 1, I | prędko i wielkimi stopy swymi z wysoka i mocno o ziemię 41 1, I | wtedy, kiedy ojczulek twój z tą Francuzicą romansował...~ 42 1, I | wiem dobrze o wszystkim i z przeszłością oswoiłam się 43 1, I | Co tam! Jakże to było z tą cholerą?~Zaczęły iść 44 1, I | mówiła znowu:~- Ot, jak było. Z kościoła wracałam, tak jak 45 1, I | głośny, jakby dobywał się z głębi beczki. Mało jednak 46 1, I | kiedy mię chłopi wracający z kościoła zobaczyli tak lecącą 47 1, I | bo zdjąwszy w kościele z powodu gorąca i nie mając 48 1, I | jak raz wtedy wracał też z kościoła, i Bohatyrowicze, 49 1, I | którzy mnie kiedyś znali, z bliska nawet znali, perswadowali 50 1, I | tylko panna Marta Korczyńska z Korczyna, kuzynka pana Benedykta 51 1, I | kaszlała znowu głośno, jak z beczki. Justyna policzki 52 1, I | teraz czterdzieści osiem? - z niejakim zdziwieniem zauważyła 53 1, I | wiesz dlaczego?~- Wiem - z powagą odpowiedziała panna.~- 54 1, I | panna - biegnie po krople z bobrowej esencji albo po 55 1, I | Wujenka jest naprawdę biedna z tym ciągłym chorowaniem.~ 56 1, I | głowami czapki, a jeden z nich nawet przechylając 57 1, I | módlcie się za nami!~Marta z rozżarzonymi oczami i machając 58 1, I | Wykrzykowi temu odpowiedział z oddalającego się szybko 59 1, I | wieczne facecje wyprawia z tym safandułą...~Tu aż się 60 1, I | dawno... ale oswoić się z nim nie mogę i nigdy, nigdy 61 1, I | nie mogę i nigdy, nigdy z nim się nie pogodzę...~Marta 62 1, I | utopisz się... Każdy desperuje z początku, a potem i godzi 63 1, I | początku, a potem i godzi się z takim losem, jaki mu Bóg 64 1, I | wierzę. Spowiadałam się już z tego i raz nawet absolucji 65 1, I | Powiadam ci, że każdy z początku desperuje, a potem 66 1, I | robisz tak jak i inne panny? Z łaski wuja i wujenki korzystaj, 67 1, I | stara panna.~- Dlatego - z nagłym i silnym rumieńcem 68 1, I | przypatrywała się jej przenikliwie i z uwagą.~- A wszystko to - 69 1, I | poszło od tej historii twojej z Zygmusiem Korczyńskim... 70 1, I | boli jeszcze czasem?~- Nie.~Z krótkiej tej odpowiedzi 71 1, I | uprzedniego ożywienia zniknął z jej twarzy. Zmysły jej przestały 72 1, I | Zmysły jej przestały pić z kielicha rozkwitłej przyrody 73 1, I | ale klekotliwe trochę i z lekkim skrzypieniem połączone 74 1, I | napełniony słomą, którą z obu boków przytrzymywały 75 1, I | koników małych, tłustych, z których jeden był kasztanowaty 76 1, I | których jeden był kasztanowaty z konopiastą grzywą, a drugi 77 1, I | konopiastą grzywą, a drugi gniady z białymi nogami i białą łatką 78 1, I | łatką na czole. Oplatała je z rzadka uprząż z prostych, 79 1, I | Oplatała je z rzadka uprząż z prostych, grubych powrozów. 80 1, I | siedziało kilka kobiet, z których jedna tylko była 81 1, I | kwiaty w bukiecie. Jednym z nich w tym ścisku chustki 82 1, I | nich w tym ścisku chustki z głów pospadały i tworzyły 83 1, I | tworzyły na plecach kapiszony z muślinu albo perkalu; innym 84 1, I | postawę tę przybrał nie z konieczności, ale przez 85 1, I | zgrabny, jakby go matka natura z lubością i wielkim staraniem 86 1, I | męski śmiech swój łączył z chórem cienkich, piskliwych 87 1, I | odpowiedział zagadnięty.~Jedna z dziewczyn, najśmielsza znać, 88 1, I | potwierdziła dziewczyna z wozu - czy ja nie mam prawa 89 1, I | czapkę i spojrzenie jego z wysoka spłynęło na Justynę. 90 1, I | toczyć się prędzej. Justyna z zaciekawieniem i figlarnością 91 1, I | i figlarnością w oczach, z rozchylonymi w uśmiechu 92 1, I | rozsypane kwiaty, niektóre z nich wołały:~- Dziękujemy! 93 1, I | wszystkich... kiedyś... dobrze i z bliska...~Zamyśliła się, 94 1, I | dworze bywali i do stołu z nami siadali... mianowicie, 95 1, I | o kilkadziesiąt kroków, z towarzyszeniem klekotliwego 96 1, I | czysty i silny głos męski z całej szerokiej piersi śpiewający 97 1, I | różą,~A ja kaliną.~Justyna z szeroko otwartymi oczami 98 1, I | zawołała Marta - i my kiedyś z Anzelmem śpiewaliśmy ten 99 1, I | piękne głosy i śpiewacy z nich zawołani... I ten Anzelm 100 1, I | bywało, obróci się... śpiewa.~Z daleka już, z daleka od 101 1, I | śpiewa.~Z daleka już, z daleka od toczącego się 102 1, II | jego ścianach powojami, z wielkim gankiem i długim 103 1, II | starego znać, bo w aleje z grubych drzew wysadzanego, 104 1, II | Dalej widać było u jednego z krańców ogrodu przeświecający 105 1, II | złocisty brzeg Niemna, a z niektórych punktów dziedzińca 106 1, II | wielkopański, ale jeden z tych starych, szlacheckich 107 1, II | trzeba było dowiadywać się z bliska, ale co w oczy od 108 1, II | drewnianymi ścianami słupy z kamieni. Stary dom niskim 109 1, II | dom niskim był i widocznie z każdym rokiem więcej wsuwał 110 1, II | wsuwał się w ziemię, lecz z dachem gontowym i jasnymi 111 1, II | lecz nieubłaganie unosząca z sobą ludzkie rozkosze i 112 1, II | prowadziły do górnej części domu. Z tych sieni dwoje drzwi na 113 1, II | oścież rozwartych wiodło z jednej strony do obszernej 114 1, II | obszernej sali jadalnej, z drugiej - do wielkiego, 115 1, II | zapełniały sprzęty, które, jak z kształtu i gatunku ich wnosić 116 1, II | staroświeckich, ciężkich, z wytartą pozłotą ramach. 117 1, II | staroświeckie, ciężkie, z błyszczącymi brązowymi klamkami, 118 1, II | się towarzystwo złożone z osób czterech. Pokój ten 119 1, II | zgrabne koszyki i pudełka z przyborami do ręcznych robót. 120 1, II | oka wrażenie świetności.~Z tymi wszystkimi szczegółami 121 1, II | czarnej jedwabnej sukni, z kibicią zbyt szczupłą, ale 122 1, II | wiele delikatnego wdzięku, z twarzą kiedyś znać zupełnie 123 1, II | róży i połysk politury. Z wyrazem niemocy lub słodkiej 124 1, II | przypatrzeniu się mająca z nią mnóstwo podobieństw. 125 1, II | Zdawałoby się, że każda z nich należała do innego 126 1, II | Emilii ubiór jej składał się z taniej i wcale nieozdobnej 127 1, II | wcale nieozdobnej sukienki, z grubego obuwia i z cieniutkiej, 128 1, II | sukienki, z grubego obuwia i z cieniutkiej, batystowej, 129 1, II | ale niezbyt silnie, bo z owalnej ramy białobrudnej 130 1, II | ona w ten sposób do dwu z obu jej stron siedzących 131 1, II | stron siedzących mężczyzn, z kolei zwracając się ku jednemu 132 1, II | ich słuchała więcej niż z wytężoną uwagą, bo z uszanowaniem 133 1, II | niż z wytężoną uwagą, bo z uszanowaniem i rozkoszą, 134 1, II | wykrzyknikami. Jednak żaden z nich w tej chwili bezpośrednio 135 1, II | zadowoloną. Właściwie jeden z nich głównie zabawiać ją 136 1, II | starannym i modnym ubraniu, z przodem koszuli tak silnie 137 1, II | Kirło miał okrągłą łysinę z tyłu głowy, włosy rzadkie 138 1, II | twarz długą, kościstą, z małymi, błyszczącymi oczami, 139 1, II | nie ustająca wesołość. Z wesołym śmiechem, błyskając 140 1, II | oczami opowiadał on, że z panem Różycem z kościoła 141 1, II | opowiadał on, że z panem Różycem z kościoła do Korczyna jadąc 142 1, II | wyrażeniu nacisk kładąc z rubasznym śmiechem wołał:~- 143 1, II | chichocząc powtórzyła kobieta z brudną batystową chustką 144 1, II | nie odpowiadał. Światło z okna w ten sposób na niego 145 1, II | i głowę okrytą czarnymi, z lekka ufryzowanyni włosami; 146 1, II | gdy wszedł tu i zamienił z panią domu pierwsze słowo 147 1, II | prawie sam jeden. Pani Emilia z ożywieniem zapytywała: kim 148 1, II | Bolesławie!~- Doprawdy! - z uśmiechem pełnym rozkoszy 149 1, II | wcale nie mistyfikuję... - z komicznymi gestami tłumaczył 150 1, II | co się nazywa panna... z pięknej familii, z pięknego 151 1, II | panna... z pięknej familii, z pięknego domu, z piękną 152 1, II | familii, z pięknego domu, z piękną edukacją...~- Panna 153 1, II | piękną edukacją...~- Panna z pięknej familii i z edukacją... - 154 1, II | Panna z pięknej familii i z edukacją... - z wielkim 155 1, II | familii i z edukacją... - z wielkim już ożywieniem wołała 156 1, II | nazwisko, to co będzie? - ż przekorną filuterią pytał 157 1, II | pani domu oswojona znać z żartobliwym usposobieniem 158 1, II | nim znajdująca śmiała się z cicha, trochę filuternie 159 1, II | wyrazu trwogi połączonej z upojeniem. Wątłą swą kibić 160 1, II | odwracając, rumieniąc, z chichotem, którym usiłowała 161 1, II | opasać, ogoloną twarz swą z wpółdobrodusznym, a wpółzłośliwym 162 1, II | ku twarzy jej pochylał. Z chudych, bladych rąk swych 163 1, II | cała w tył odgięta, ale z dziwnie miodowym i upojonym 164 1, II | pan wyrabia!~Pani Emilia z niezwykłą u niej żywością 165 1, II | wyprostował się.~- Racja - wyrzekł z powagą - racja! Buziak kobiety, 166 1, II | Ale nie! - zawołał nagle i z komiczną desperacją zwracając 167 1, II | dużej, kościstej dłoni i z miną smakosza przyglądał 168 1, II | galanteria mieszały się z tajonym, niejako połykanym 169 1, II | pani Emilii; cofnęła rękę i z większym jeszcze ożywieniem, 170 1, II | większym jeszcze ożywieniem, z błyskiem w oczach, upomniała 171 1, II | cukierek ten widział...~Kobieta z obwiązaną twarzą wtrąciła:~- 172 1, II | domu naszym?~- Tak, pani - z wytwornym ukłonem odpowiedział 173 1, II | jestem zawsze najlepszym z ludzi i tylko... zapoznanym.~- 174 1, II | uznanie...~Kirło ukłonił się z galanterią i wdzięcznością, 175 1, II | przykład, nie uznaje mię...- z komiczną żałością skarżył 176 1, II | Plińskiej, która w tej chwili z zachwyceniem przypatrywała 177 1, II | Pani Emilia delikatnie, z wdziękiem ujęła jedną ręką 178 1, II | opłatkach i tłumacząc się jakby z czynności, której dokonać 179 1, II | rozkaże?~- O, nie, nie! - z żywym przeczeniem zawołała 180 1, II | cały nad nią schylony, z czułością szeptał:~- Cóż? 181 1, II | ta Marta nie wraca dotąd z kościoła... jestem niespokojna 182 1, II | Ach, ta Marta nie wraca...~Z żywością i gracją podlotka 183 1, II | wysoki, barczysty, siwiejący, z długim wąsem, ogorzałą twarzą, 184 1, II | może słabość łagodnego i z systemem nerwowym chorym. 185 1, II | wielką, jak gdyby każdy z nich urodził się i żył na 186 1, II | odpowiedziała pani Emilia i z cicha, zwolna uwiadomiła 187 1, II | córki będącej na jednej z pensji warszawskich. Mówiła, 188 1, II | usiłował zawiązać rozmowę z panem domu. Czynił to~nawet 189 1, II | panem domu. Czynił to~nawet z pewnym przymileniem, którym 190 1, II | koni i bydła albo dworu z dymem nie puścili...~Nie 191 1, II | miesięcy nie ruszył się z domu ani na krok, ale u 192 1, II | dobrodzieju, tysiączki będą z tego ślicznego Korczynka - 193 1, II | Korczyński podniósł głowę i z urągliwym wyrazem swych 194 1, II | siedzę po uszy... Ale mnie z tym dobrze i jej także... 195 1, II | drwiąco. W tej chwili kędyś z dołu słyszeć się dały pluski 196 1, II | uderzali nimi po wodzie, która z wielkim pluskiem tryskała 197 1, II | Zarazem ludzie ci rozmawiali z sobą długimi, basowymi krzykami, 198 1, II | ale inteligentnymi oczami z zajęciem spoglądał na ogorzałe, 199 1, II | zaczął i zawahał się z dalszym mówieniem. Ogarnęła 200 1, II | teraźniejszych czasach ci nawet z nas, którzy pieniędzy nie 201 1, II | pan mieszkałeś...~Różyc z niedbałym uśmiechem, choć 202 1, II | niedbałym uśmiechem, choć z silnym drganiem czoła i 203 1, II | zawołał Korczyński. - Pan z urodzenia byłeś wielkim 204 1, II | tłumił nerwowe poziewanie.~Z dala od okna, w przyciemnionym 205 1, II | niej o czymś półgłosem, z wyrazem ubolewania naprzód, 206 1, II | zwolna powracał uśmiech. Z wdzięcznym na sąsiada swego 207 1, II | chwili zajętego rozmową z Różycem. Potem szare, błyszczące 208 1, II | w klonach i mieszały się z nim fruwania ptasich skrzydeł. 209 1, II | Hop! hop!~Jednocześnie z wnętrza domu, ale z dala, 210 1, II | Jednocześnie z wnętrza domu, ale z dala, jakby znad sufitu, 211 1, II | górnej części domu ktoś z wielką precyzją i umiejętnością 212 1, II | kapelusz leżał na jednym z krzeseł, a głowa, z cienkim 213 1, II | jednym z krzeseł, a głowa, z cienkim warkoczykiem przymocowanym 214 1, II | warkoczykiem przymocowanym z tyłu wielkim grzebieniem, 215 1, II | kompoty, przynosiła butelki z winem, co chwilę wybiegała, 216 1, II | wybiegała, a powróciwszy, z brzękiem kluczy otwierała 217 1, II | pedantycznej dokładności, z jaką spełniała rzecz każdą, 218 1, II | wkładała go do serwet, kiedy z dalszych pokojów wbiegła 219 1, II | Plińska, w ręce klasnęła i z wybuchem radości zawołała:~- 220 1, II | zupełnie serio i nawet z rzetelną dla Nieba wdzięcznością 221 1, II | Benedykt w domu?~- W domu, tam, z gośćmi i żoną... Znowu gniewał 222 1, II | krótko, bo wstrzymywała się z całej siły, i nagła myśl 223 1, II | konkurentów do ciebie przyjedzie!- z gniewną ironią krzyknęła 224 1, II | szczupłymi ramionami swymi z dziecinną prawie pieszczotliwością 225 1, II | ona gwałtownie wyrwała się z jej objęć.~- A dzieci! - 226 1, II | nadjadą...~- A, prawda - z widocznym uczuciem rozczarowania 227 1, II | tylko nie jaki wypadek... bo z tymi kolejami żelaznymi 228 1, II | mocowanie, dwa głosy męskie, z których jeden zdawał się 229 1, II | głowę wychyliła, a potem, z cienkim i uszczęśliwionym 230 1, II | szczególniej wydatnie zaokrąglonej, z okrągłą, białymi jak mleko 231 1, II | mleko włosami okrytą głową, z okrągłą także, pulchną, 232 1, II | usta uśmiechały się teraz z pełną zmieszania dobrodusznością 233 1, II | jak turkusy oczy patrzały z wyrazem wstydu i zalęknienia. 234 1, II | bo składającym się tylko z szerokiego, z kwiecistej 235 1, II | się tylko z szerokiego, z kwiecistej materii sporządzonego 236 1, II | wciąż cofać się i ramię swe z dłoni Kirły wyrwać.~- Puść 237 1, II | Korczyński, oswojony znać z dobrym humorem Kirły i jego 238 1, II | się: pierwsza cichutko i z niejakim zawstydzeniem, 239 1, II | zawstydzeniem, druga głośniej i z rozkoszą. Kirło, zachęcony 240 1, II | mężczyzn już nie zważając, z komicznymi gestami i minami 241 1, II | płomienie gniewu. Na nikogo z obecnych nie spojrzawszy 242 1, II | trochę drżał, usta zbladły i z oczu znowu trysnęły płomienie. 243 1, II | rzekła.~Kiedy wyprostowana, z podniesioną głową i bladym, 244 1, II | zmieszał się ani na chwilę i z nowym śmiechem szeptał do 245 1, II | osamotnieniu zostawiać. Toteż z wyrazem współczucia zapytał 246 1, II | otrzymawszy twierdzącą odpowiedź z żywszą jeszcze sympatią 247 1, II | zawołała.~- Morfina - z niedbałym uśmiechem szepnął 248 1, II | skinęła.~- Nie - rzekła z cicha - mnie się zdaje, 249 1, II | nieszczęśliwymi... - z ledwie dostrzegalną ironią 250 1, II | od salonu otworzyły się z łoskotem i zjawiła się w 251 1, II | wybuchem jakiejś palnej materii z krzesła poderwany, dwoma 252 1, II | bardzo powoli podniosła się z szezlonga. ~- Tereniu, droga 253 1, II | do pokoju.~Różyc i Kirło z roztargnieniem przypatrywali 254 1, II | się tej scenie przez jedno z okien domu. Mało ich ona 255 1, II | mu po cienkich ustach.~- Z temperamentem dziewczyna... - 256 1, II | zapalaj się pan tak prędko! - z wyraźnym niezadowoleniem 257 1, II | wybuchnął Kirło.~- Już z żonatym?~- Ale gdzie tam! 258 1, II | mogli, bo towarzystwo całe z ganku wchodziło już do sieni 259 1, II | urządzonym był wąski korytarz z dwoma naprzeciw siebie otwierającymi 260 1, II | otwierającymi się pokojami. Jeden z tych pokojów należał do 261 1, II | ramię ojca i wyjąwszy mu z rąk skrzypce umieściła je 262 1, II | podługowatym pudle. Czyniąc to, z cicha i trochę szorstko 263 1, II | pozwalasz zawsze temu panu żarty z siebie...~Urwała i uczyniła 264 1, II | pokoju, zakłopotany trochę i z jednostajnym wciąż, dobrodusznym 265 1, II | się do skrzypiec i już je z pudła wyjmować zaczął. Justyna 266 1, II | Stary nie ruszał się i z ukosa na skrzypce spoglądał.~- 267 1, II | Pytałem się nawet panny Marty z samego rana, co tam na obiad 268 1, II | schodzić... wypiłem więc kawę z sucharkami, troszkę szynki 269 1, II | wioząca dwóch ludzi. Jeden z tych ludzi siedział na dnie 270 1, II | wodą pochylał tak, jakby z zajęciem przypatrywał się 271 1, II | wstrzymawszy nieco ruch wiosła z podniesioną twarzą patrzał 272 1, II | górę znacznie powolniej, z trudnością, z przygarbionymi 273 1, II | powolniej, z trudnością, z przygarbionymi trochę plecami 274 1, II | pochylonym karkiem. Pierwszy z tych dwu ludzi ubrany był 275 1, II | ludzi ubrany był w kurtę z siermięgowego sukna zielonymi 276 1, II | Ale zaledwie zniknęli, z boru wybuchnęła i pod same 277 1, II | i przycichał, natomiast z boru ozwały się powitalne 278 1, III| synami? nie mieliż zatem z prawa urodzenia, przysługującego 279 1, III| cały świat zaśmiałby się z tych dumnych, ufnych, takich 280 1, III| który kiedyś do jego głowy z wielkiego ogniska wniknął, 281 1, III| Wtedy życie jego synów wraz z życiem całego ogółu, przelane 282 1, III| przedstawienia i żarty sąsiadów z namarszczonym czołem odpowiadał:~- 283 1, III| ze strony wydawać mogło. Z obszaru posiadanej ziemi 284 1, III| nieco nad inne pracowitszy, z możliwie najmniejszą na 285 1, III| wrócił do rodzinnego domu z zamiarem użycia w nim niedługiego 286 1, III| wpłynął pierwiastek, który z nich uczynił trzy niby strzały 287 1, III| szwedzkie! Najognistszym z braci Korczyńskich był najstarszy, 288 1, III| wahający się od innych, z braćmi jednak pozostawał. 289 1, III| powietrzem chwili; wraz z innymi spodziewała się i 290 1, III| nieuczony, lecz silny i czysty. Z namiętnym i w owej porze 291 1, III| mówienia i do śpiewania miała z Anzelmem Bohatyrowiczem, 292 1, III| grubym obuwiu i surducie z domowego sukna, który śmiał 293 1, III| po całym domu rozlegało, z błękitnych oczu iskry sypał, 294 1, III| szczególną połączył się z najstarszym Korczyńskim. 295 1, III| szkołach wykształconym, z najbogatszą w okolicy dziedziczką 296 1, III| pomiędzy tymi ludźmi, tak z wielu względów różnymi, 297 1, III| gdyż odkąd poznali się z sobą, to jest odkąd bracia 298 1, III| wysmukły wtedy, szczupły, z twarzą przez długie przesiadywanie 299 1, III| swoim braci i sąsiadów; z poważnymi krewnymi, którzy 300 1, III| Kiedy Benedykt obudził się z tego snu swojej pierwszej 301 1, III| Andrzej Korczyński razem z przyjacielem swym, Jerzym 302 1, III| po ich zniknięciu jedno z korczyńskich uroczysk nazwę 303 1, III| dziesięciu włók rozległości i z którym łączyły się obszerne 304 1, III| sąsiadów jego należące. Dotąd z powodu porastających je 305 1, III| jedynym grobowcem najstarszego z braci Korczyńskich. innego 306 1, III| Pozostała po nim wdowa wraz z małym synem osiadła w posagowym 307 1, III| Były to długi konieczne, z natury rzeczy niejako, nie 308 1, III| rzeczy niejako, nie zaś z lekkomyślności i marnotrawstwa 309 1, III| Benedykt zrazu wierzgał i z nozdrzy ogień wyrzucał, 310 1, III| tylko wyjmowaniem kijów z kół swego własnego wozu. 311 1, III| wyjął dwa, wyrastało cztery. Z początku czynił to niezgrabnie 312 1, III| korzyści obiecywał sobie z tego na przyszłość, ale 313 1, III| mianowicie przed ożenieniem się z panną młodziutką, ładną, 314 1, III| metamorfoza przyszła mu z łatwością? Nigdy z tym nie 315 1, III| przyszła mu z łatwością? Nigdy z tym nie zwierzał się przed 316 1, III| srebrny głos żony. Altana z przezroczystej kraty wdzięcznie 317 1, III| gęsto opleciona była jedną z nielicznych pozostałości 318 1, III| przejdzie...~- Ja także z cicha odparła kobieta - 319 1, III| bardzo niepokoić może?- z ledwie dosłyszalną ironią 320 1, III| kłopotów i interesów...~Z większym niż przedtem znużeniem 321 1, III| podnóżku ułożyła.~- Jednakże - z trochę irytacji w głosie 322 1, III| kiedy przeszłej jesieni z powodu złych zbiorów nie 323 1, III| dostawszy pieniędzy piorunem z nimi do Wilna leciałem. 324 1, III| żony pocałował.~- Bieda z twoim złym zdrowiem! Prawda, 325 1, III| dzieci... a nawet - dodał z uśmiechem - pan Ignacy mógł 326 1, III| wśród okoliczności takich, z jakimi ja ciągle ubijać 327 1, III| to ciągłe prawowanie się z chłopami! Człowiek przecież 328 1, III| i Bóg jeszcze wie, co z nami będzie Więc muszę, 329 1, III| ścigając ruchy gałązek, z którymi wietrzyk jesienny 330 1, III| Benedykt podniósł głowę, z uwagą jej w twarz popatrzał, 331 1, III| ciebie, Emilciu, pochodzi to z nerwów... mnie zaś - no! 332 1, III| O, chleb chleb! chleb! - z cicha zaśmiała się Emilia.~ 333 1, III| zwolna wzrokiem obejmując. Z gry jej delikatnych rysów 334 1, III| że rozkochał się w niej z całą zapalczywością swej 335 1, III| zapalczywością swej natury, że życie z nią, z nią właśnie, uważał 336 1, III| natury, że życie z nią, z nią właśnie, uważał za jedyną 337 1, III| Ubiór jego składał się z wysokich butów i płóciennego 338 1, III| płóciennego surduta, a przynosił ż sobą ostry zapach tego znoju, 339 1, III| form życia nigdy oswoić się z nimi nie mogło.~Dlaczego 340 1, III| po powrocie wracały jej z naddatkiem wszystkie słabości 341 1, III| i duszy. Samo przejście z domu do ogrodowej altany 342 1, III| które zawsze przewidywała z daleka, spotykała z przestrachem 343 1, III| przewidywała z daleka, spotykała z przestrachem i usiłowała 344 1, III| jej twarzy przychylał i z miłosnym prawie spojrzeniem, 345 1, III| miłosnym prawie spojrzeniem, z prośbą, coraz ciszej i czulej 346 1, III| od jego twarzy oddalając z przejmującym żalem zawołała:~- 347 1, III| moje serce, charakter...~Z wyjątkową u niej energią 348 1, III| energią wyprostowała się i z głębokim przekonaniem rzekła:~- 349 1, III| poezji... wtedy.~- Więc oboje z tobą zanurzać się będziemy 350 1, III| sprzedadzą nam Korczyn i wraz z dziećmi pójdziemy w świat 351 1, III| abym jak bałwan jaki czytał z tobą romanse, słuchał rzępolenia 352 1, III| nie chcę... o nie! Każde z nas ma już teraz świat osobny... 353 1, III| wyprostowała ją zupełnie i z błyskiem w oczach przerwała:~- 354 1, III| które by uderzało razem z moim sercem? Mówisz zawsze, 355 1, III| bez gniewu, cicho i tylko z wielkim żalem. Oczy jej 356 1, III| przecież powściągnęła, i z ruchem zupełnego zniechęcenia 357 1, III| świecą. Moja jest ciemną. Z pociechą myślę, że jestem 358 1, III| powściąganego gniewu. Wyszedł z altany.~Długo potem Benedykt 359 1, III| robotnikom, naradzał się z ekonomem, głośny i żwawy 360 1, III| głośny i żwawy spór wiódł z dwoma Bohatyrowiczami, którzy 361 1, III| prosili zrazu, potem jeden z nich stawił się hardo zaprzeczając 362 1, III| się rozlegał. Ale i jeden z tych ludzi, średniego wzrostu, 363 1, III| ludzi, średniego wzrostu, z twarzą do rydza podobną 364 1, III| samego diabła, tylko mi z oczu ruszajcie! Zaraz! Jak 365 1, III| szczególniejszy jeszcze dźwięk głosu, z jakimi to imię i nazwisko 366 1, III| Korczyńskiego popatrzał i z cicha wymówił:~- Łaska pańska 367 1, III| nie tak pewno postępowałby z nami!~Słowa te ukłuły Korczyńskiego. 368 1, III| ponurych. Potem wyjął jeden z listów pod ciężkim przyciskiem 369 1, III| przyciskiem leżących i powoli, z uwagą, z częstymi przestankami 370 1, III| leżących i powoli, z uwagą, z częstymi przestankami czytać 371 1, III| postarał się wydobyć cię z tego nieznośnego położenia, 372 1, III| Jestem w bliskich stosunkach z jednym księciem, który teraz 373 1, III| Zawsze lepiej by ci było z taką pensją i czystym kapitałem, 374 1, III| kapitałem, który by tobie z Korczyna został, niż teraz. 375 1, III| sobie tych różnych głupstw z głowy nie wybił. Ale na 376 1, III| jednak tych czasów, kiedy my z sobą razem rośli, uczyli 377 1, III| nasze dzieci zapoznały się z sobą. Zastanów się nad tym, 378 1, III| listy od niego przychodzące z niesmakiem odczytywał. Kilka 379 1, III| razy chciał sprzeczać się z nim listownie, ale na długie 380 1, III| odczytywał. Cóż? życie! czego ono z ludźmi nie wyrabia? jednego 381 1, III| choć we dwoje... ale tak... z tym domowym jeszcze nieszczęściem, 382 1, III| tych wiecznych kłótni z ludźmi nie będzie. O, te 383 1, III| i sam uspokoję się, rdzę z siebie zetrę, i ludziom 384 1, III| bo jeżeli na zawsze... to z tęsknoty zdechnę..."~Wtem 385 1, III| tęsknoty zdechnę..."~Wtem z trzaskiem otworzyły się 386 1, III| dużo, dużo, i ciasteczka z malinami pieką się, ale 387 1, III| w nocy... na czółnach... z takimi ogniami... Czy tatko 388 1, III| Czy tatko kiedy łowił z rybakami jacicę? Julek mówił, 389 1, III| pływać i ryby łowić!... Ja z Julkiem dziś pływałem... 390 1, III| Niemnem?~- Aj, tateczku, my z ciocią Martą i z Justynką 391 1, III| tateczku, my z ciocią Martą i z Justynką w niedzielę do 392 1, III| pastuszków; ale czasem sam, z dobrej woli, zaczynał uczyć 393 1, III| zaczynał uczyć się żarliwie, z książką zaszywał się w takie 394 1, III| swoje patrzał teraz długo i z zamyśleniem głębokim. Myślał, 395 1, III| mały policzek. Korczyński z rozweseloną twarzą rzekł:~- 396 1, III| przeczącym.~Nazajutrz oboje z Martą wstali jak zwykle 397 1, III| wstali jak zwykle o piątej z rana i jak zwykle oba ich 398 1, III| całym dworze. Mieli oni z sobą oprócz innych i to 399 1, III| że głosy ich stawały się z latami coraz grubsze i krzykliwsze. 400 1, III| drobiazgowej, której się oddawali z coraz ciaśniejszą wyłącznością, 401 1, III| którym znowu stoczył on z żoną krótką, ale dla niego 402 1, III| osłabiona oznajmiła, że pomówić z nim chce o interesach. Korczyński 403 1, III| i gotowość do pomówienia z nią o interesach. Cicho, 404 1, III| dziesięć i dwanaście płacą z największą ochotą. Może 405 1, III| długiej mowy żony wysłuchał z uwagą, ze spuszczonymi oczami 406 1, III| skończyła, ukłonił się jej z tak wykwintną grzecznością, 407 1, III| nim siedziała nie kobieta, z którą pod jednym dachem 408 1, III| dlań kredytorka, i również z wyszukaną grzecznością odpowiedział:~- 409 1, III| obejścia się, jaką dnia tego z nią przybrał, tak ją ujęła, 410 1, III| Benedykta przypomniała, że z powłóczystym spojrzeniem 411 1, III| zaczął w jej "gniazdku" razem z nią czytając w trzech językach 412 1, III| grzecznie i jednej tylko z wyciągających się ku niemu 413 1, III| ku niemu rączek dotknął z lekka końcami swych palców. 414 1, III| mogącym, że aż na kanapę z łoskotem upadł i oczy sobie 415 1, III| uczęszczać. Za pieniądze, z zegarkową akuratnością otrzymywane 416 1, III| podawaczkę lekarstw. Tak żyła, z łóżka przenosząc się na 417 1, III| przenosząc się na szezlong i z szezlonga na łóżko, cicha, 418 1, III| tygodniami czasem nikogo z domowych nie widując i ani 419 1, III| kartofle i wyprzedawał je z zyskiem sąsiednim gorzelniom, 420 1, III| naprawiania i podtrzymywania, z sąsiadami o każdy pręt ziemi, 421 1, III| ujadał się coraz zacieklej. Z kilku tysięcy przez całą 422 1, III| procenty od posagu siostry i z największą już regularnością 423 1, III| Korczyński na polowanie z wyżłem i czytanie gazety, 424 1, III| na którym od lat tylu i z takim trudem tkał byt własny 425 1, IV | i zajęcia pana Benedykta z jednej strony, a z drugiej 426 1, IV | Benedykta z jednej strony, a z drugiej słabe zdrowie pani 427 1, IV | staroświeckimi naczyniami z porcelany i kryształu i 428 1, IV | dała znak wstania od stołu. Z najstarszego przy stole 429 1, IV | że jest wdową, nie zdjęła z siebie ani razu sukien żałobnych 430 1, IV | lękliwy nieledwie pośpiech, z którym gospodarz domu, gdy 431 1, IV | domu, gdy tylko powstała z miejsca, podawał jej ramię. ~ 432 1, IV | ramieniu sąsiada zza tłumu-osób z krzeseł powstających dojrzeć 433 1, IV | powstających dojrzeć usiłowała, z kim dwie dorosłe i dwie 434 1, IV | wysoki, sztywny siwiejący, z arystokratycznymi rysami 435 1, IV | domu i jego bratową szedł z panią Emilią, W ogóle na 436 1, IV | poruszając głową ubraną w kwiaty, z dziecinnymi prawie ruchami 437 1, IV | comme quoi przed dwoma laty z Zygmuntem do tej okolicy 438 1, IV | francusku także, rozmawiała z niemłodą i bardzo w tym 439 1, IV | wstawać od stołu zaczęto, z dziecinną prawie wesołością 440 1, IV | wyglądających, złożonych z kobiet i mężczyzn, których 441 1, IV | i twarze zdradzały walkę z losem dość ciężką. Byli 442 1, IV | narzeczony, blady blondyn z angielskimi bokobrodami 443 1, IV | gospodarstwa.~Justyna powstawszy z miejsca szybko przybliżyła 444 1, IV | i parę świeżych kwiatów, z lekka ramienia jego dotknęła.~- 445 1, IV | wypada...~Błękitne, wilgotne, z rozmarzonym wyrazem oczy 446 1, IV | zwykłym swym równym krokiem, z głową nieco podniesioną 447 1, IV | tylko paru lokajów, którzy, z gośćmi przybyli, pomagali 448 1, IV | tym świątecznie ubrana, z kolorową kokardą na szyi 449 1, IV | bo gdy wszyscy wyszli już z sali, ciężko na jedno z 450 1, IV | z sali, ciężko na jedno z krzeseł opadła i splecione 451 1, IV | Jak sprężyną podniesiona z krzesła wstała i dwoma szerokimi 452 1, IV | na chwilę rozstawać się z nim nie chciała.~- Tu fais 453 1, IV | fais des folies, Cfotilde - z cicha upomniał ją mąż.~- 454 1, IV | fotelom kończyła rozmowę z wysokim i sztywnym szwagrem 455 1, IV | szwagrem swego męża, który z galanterią zwracając ku 456 1, IV | chciała kiedy wyrwać się z tego zakątka i czas jakiś 457 1, IV | doskonałymi i patrząc na jej z lekka zarumienione policzki, 458 1, IV | przyjmowania gości uniemożebniło. Z tą obawą przebywała dnie 459 1, IV | wzmocniona i podniecona, z żywością ruchów, których 460 1, IV | się w niej ani domyślił, z tym samym rozpromienieniem 461 1, IV | rozpromienieniem oczu i uśmiechu, z jakim teraz zwróciła się 462 1, IV | obszerny i kilku wschodami z ogrodem rozdzielony ganek, 463 1, IV | ich tam cygarami. W jednym z rogów salonu, przy otwartym 464 1, IV | fortepianie, Różyc, młody hrabia z angielskimi bokobrodami 465 1, IV | sobie znani, zeszli się oni z sobą pociągnięci niby prawem 466 1, IV | różnic powierzchowności, z ubiorów swych, gwałtownie 467 1, IV | przywodzących żurnale mód, z postaw i ruchów, nic pod 468 1, IV | przymieszką francuskich wyrazów, z kobiecego prawie wydelikacenia 469 1, IV | najweselszym i w nim - jak o tym z ironicznym uśmiechem nadmienił - 470 1, IV | wątpić, czy go posiadam - z pozorną niedbałością, ale 471 1, IV | osypywać mu górną wargę, a z wielkich, piwnych oczu, 472 1, IV | iskry i tryskać płomienie. Z żywością i zapałem, które 473 1, IV | nieśmiałości i zmieszania, z rękami w tył założonymi 474 1, IV | obiecywałem sobie obszernie o tym z panem pomówić... że... że 475 1, IV | został przez ojca swego tym z gości, którzy go jeszcze 476 1, IV | kim był ten, kto go teraz z widocznym połączeniem żarliwości 477 1, IV | widocznym połączeniem żarliwości z nieśmiałością napastował, 478 1, IV | nie jestem już młodym! - z silnym drganiem czoła i 479 1, IV | le dos, n'est-ce pas? - z trochą koleżeńskiej poufałości 480 1, IV | ludem, aby...~- Widziu - z pewnym zakłopotaniem do 481 1, IV | podnosząc przerwał Witold, a z oczu posypały się mu iskry - 482 1, IV | względami jak najgorzej... - z niedbałym uśmiechem odparł 483 1, IV | prawo...~- Mój Widziu - z widocznym już znudzeniem 484 1, IV | piękną...~- I szanowną - z uśmiechem dorzucił hrabia. ~- 485 1, IV | mu przykrość, wnet jednak z odrodzoną żarliwością zwrócił 486 1, IV | przejmuje, kiedy przybywając z szerokiego świata widzimy, 487 1, IV | albo zrujnowane, ziemia z rąk waszych ucieka, lud 488 1, IV | podnieść... udoskonalić...~Z tymi słowami w sukurs Witoldowi 489 1, IV | tak jak i on, syn jednego z obecnych tu i w tej chwili 490 1, IV | ze sznurkiem od binokli, z drgającym, tak drgającym 491 1, IV | zwrócił się do Zygmunta z prośbą, aby przedstawił 492 1, IV | narzeczona; dwaj studenci, wraz z trzecim, który się do nich 493 1, IV | widział i podziwiał na jednej z wielkomiejskich wystaw obraz, 494 1, IV | stojącego przed nią Zygmunta z nieopisanym spojrzeniem 495 1, IV | zawodu gospodarza wiejskiego z natchnieniami i potrzebami 496 1, IV | już młodziutka jego żona i z zalotnymi minkami coś do 497 1, IV | uprowadziła go na stronę. Niektóre z pań siedzących na kanapie 498 1, IV | sobie młodą parę, oględnie i z cicha robiąc uwagi, że w 499 1, IV | nadzwyczajnych pieszczotach, z dala od kraju i tego kawałka 500 1, IV | i mowna sąsiadka, jedna z tych, których jedwabne suknie