Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Alphabetical    [«  »]
witam 2
witamy 2
witano 1
witold 130
witolda 25
witoldem 3
witoldka 1
Frequency    [«  »]
133 zycia
132 moja
132 wcale
130 witold
129 dzis
128 mozna
128 sam
Eliza Orzeszkowa
Nad Niemnem

IntraText - Concordances

witold

    Tom, Rozdzial
1 1, II | warszawskich. Mówiła, że Witold okazywał zawsze zamiłowanie 2 1, IV | Różyca hrabia.~Ale młodziutki Witold Korczyński na przerwy te 3 1, IV | głowę podnosząc przerwał Witold, a z oczu posypały się mu 4 1, IV | zstępować... dźwigać...~Witold zarumienił się jak zmieszana 5 1, IV | przerwał mu wykrzyknikiem:~- Witold ma słuszność, zupełną słuszność! 6 1, IV | Maksymowa czy żyje? - zapytał Witold.~- Żyje, zdrowiuteńka!~- 7 1, IV | którego oboje drżeli prawie, Witold Korczyński i Marynia Kirlanka 8 2, I | zza ramienia mu sterczącą, Witold Korczyński rozprawiał o 9 2, II | grzebień, wszystko to mówiła, Witold i Leonia prędko także i 10 2, II | biegła Leonia, a potem i Witold, który doktora w salonie 11 2, II | Dopadł do nich teraz i Witold.~- Ciotko! - zawołał - proszę 12 2, II | czołem do drzwi przyciśniętym Witold zawołał:~- Czy ciocia nie 13 2, II | Przed dwoma bowiem dniami Witold uprosił , aby przeszła 14 2, II | książką w ręku siedział Witold, ale nie czytał, tylko bystrym, 15 2, II | salonu, w której siedział Witold. Pierwszy raz, z siedzenia 16 2, II | inną stronę salonu i znowu Witold, którego oczy iskrzyły się 17 2, II | niego niezadowolenie.~- Witold! - od drzwi salonu zawołał - 18 2, II | Dlatego - z kolei wybuchnął Witold - że jest to pyszałek, sybaryta, 19 2, II | ojcze - z cicha poprawił Witold - ale nadskakującym, pokornym!~- 20 2, II | oczy ojca patrząc zapytał Witold.~Było to pytanie, którego 21 2, II | wybuchającym na nowo zapałem zaczął Witold. - To , mój ojcze, konsumentki, 22 2, II | literaturze i muzyce mówią...~- Witold! - zawołał Benedykt - nie 23 2, II | samą światową srokę...~- Witold!~- Tak, mój ojcze, na lalkę 24 2, II | kobieta i obywatelka...~- Witold!~- Tak, mój ojcze! Marnujecie 25 2, II | sroką, gęsią, papugą... ~- Witold! Milcz!~Tym razem wykrzyk 26 2, II | krokiem wyszedł z salonu. Witold pozostał jakby do miejsca 27 2, II | pacholęcych swych latach, Witold zachwycał się widokiem siedzącego 28 2, II | jakby trwożnie wołający:~- Witold! Witold!~Podniósł wzrok 29 2, II | trwożnie wołający:~- Witold! Witold!~Podniósł wzrok i zobaczył 30 2, II | Julek! A co? - zawołał Witold, którego chmurna twarz rozpogodziła 31 2, II | głowy przyzywał go ku sobie. Witold paru skokami znalazł się 32 2, II | szeptem mówić zaczął:~- Jeżeli Witold chce dziś na kiełby jechać, 33 2, II | mów głośno - zadyrygował Witold i widać było, że go znowu 34 2, II | ludzie.~- Chodźmy! - zawołał Witold.~- Chodźmy! - głośno już 35 2, II | gdzież Sargas? - zapytał Witold.~- Che, che, che! łódki 36 2, II | jakże! już my mówili, że Witold może przestanie do nas chodzić, 37 2, II | przyjacielem waszym - oburzył się Witold, ale tym razem wszelkie 38 2, III| wody wy ciągnął.~- Czemu Witold nigdy do nas nie zajdzie? - 39 2, III| miłego spotkania! ~- Widzi Witold - zaostrzonego wąsika pokręcając 40 2, III| ludzkie języki padł, że Witold nijak do Anzelma iść nie 41 2, III| swój gościowi ukazywał. Witold bacznie i z zajęciem oglądał 42 2, III| zarazem ostrożnym jakby ruchem Witold w obie swe dłonie wziął 43 2, III| raz ożyć?~- Nie - zawołał Witold - oni sami śpią na wieki, 44 2, III| wpatrzeni.~- Może być - zaczął Witold - że kiedykolwiek, gdy po 45 2, III| mówiącego wpatrując się przerwał Witold.~Zamyślony uśmiech przewinął 46 2, III| mówi! - porywczo zawołał Witold i płomienne rumieńce uderzyły 47 2, III| ich głowach i twarzach. Witold mówił jak. zwykle prędko 48 2, III| przystępu do okna; owszem, Witold przyklęknął na niej i do 49 2, III| Korczyński - głośno przeczytał Witold.~- Pan Tadeusz... Niech 50 2, III| wybiły się mu na policzki. Witold wpółklęcząc na niskiej ławie, 51 2, V | spostrzegł go Jan:~- Ot i pan Witold z Kaziukiem, Walentego synem, 52 2, V | z innym jakimś rybakiem Witold płynął istotnie, cały śnieżną 53 2, V | rachunkowej podniósł.~- Witold? - głośno zawołał.~Justyna 54 2, V | Nie wiesz czasem, gdzie... Witold?~Powiedziała, że tylko co 55 3, II | na korczyńskich polach, Witold i Justyna postępowali drogą 56 3, II | Czego? - ciekawie zapytał Witold~Ale ona spłonioną twarz 57 3, II | na kwiaty uśmiechnął się Witold. - Rzecz jest jednak godną 58 3, II | Trzeba wiedzieć - zaczął Witold - że ojciec utrzymuje Korczyn 59 3, II | nim było groźby i obelgi. Witold rękę podniósł do czoła.~- 60 3, II | krzyków pana domu słuchając. Witold szybko przebywając dziedziniec 61 3, II | spróbował przerwać Witold.~Ale Benedykt, jakby właśnie 62 3, II | przedtem przemówił znowu Witold i wyprostował się znad żniwiarki, 63 3, II | oznajomienie się z ludem, Witold mówił przez dobry kwadrans, 64 3, II | mój ojcze - żywo odrzucił Witold - samemu sobie chciej winę 65 3, II | Idylla! - popędliwie zawołał Witold. - Upewniam cię, mój ojcze, 66 3, II | rzeczywistością a sielanką.~Witold wpadł mu w mowę:~- Jeżeli 67 3, II | żyje...~- Albo - zaprzeczył Witold - za swoją gwiazdę i aby 68 3, II | drżącymi trochę usty zaczął Witold.~Ale Benedykt znowu jak 69 3, II | jeszcze niż wtedy, kiedy Witold pokorną jego względem wierzyciela 70 3, II | karmi! - uśmiechnął się Witold.~- A kto ich tam, do diabła, 71 3, II | Benedykt.~- Naprzód - zaczął Witold - nadto nasypało się 72 3, II | przerażonym głosem przerwać chciał Witold.~Ale Benedykt przerwać sobie 73 3, II | krokami ku domowi poszedł. Witold w bramie ogrodzenia stał 74 3, II | niej wiele, to pewno...~Witold, ze spuszczonymi powiekami 75 3, II | jeszcze nad talerzem, i Witold, który wciąż blady i smutny 76 3, II | ojcze - z cicha wymówił Witold - pocałuj mię... proszę!...~ 77 3, II | mi winy moje przebaczać?~Witold w dłoniach swoich ręce jego 78 3, II | krótkiej, dwuznacznej uwagi Witold może i nie dosłyszał. Ze 79 3, II | największą ochotą! - zawołał Witold - choć raz zobaczysz w Korczynie 80 3, II | już sobie przygotowuje!~Witold zamyślił się.~- Mamy o pozwolenie 81 3, II | razem, jak podsmalone? Czy i Witold tam był? Wieczne dziwy! 82 3, II | jeżeli panna Justyna i pan Witold na moim weselu będą.~Gdy 83 3, II | Drugim tym gościem był Witold, który od kilku już minut 84 3, II | nie mogło nad to, jak gdy Witold o zdrowie jej zapytał. Upatrywała 85 3, II | o Giecołdach zapomniała. Witold nachylił się do ucha kuzynki.~- 86 3, II | siana jeszcze nie zebrał.~Witold znowu figlarnie na ucho 87 3, II | Starzyńskiego.~Kiedy Justyna i Witold pod blednącym wieczornym 88 3, II | korczyńskim dworem mówił jej Witold, niewidzialną nicią łączy 89 3, II | wpółotwarte drzwi buduaru zajrzał Witold i o pozwolenie wejścia zapytał. 90 3, II | dobry kwadrans, po którym Witold prośbę, z którą tu przyszedł, 91 3, II | obywatelką będzie - przerwał Witold, jak tylko mógł najcierpliwiej; 92 3, II | zrezygnowanej wszystkiego, co mówił Witold, wysłuchała, i wtedy dopiero, 93 3, II | pokoju zobaczył syna.~- Witold! - zawołał - pięknieś postąpił! 94 3, II | pomysłami matkę męczyć?~Witold milczał. Ręce w tył założył, 95 3, II | tym się nie zgadzasz? co?~Witold milczał. W twarzy jego po 96 3, II | głowę włożył i wyszedł; Witold zaś stał długo na miejscu, 97 3, II | których Benedykt niegdyś, a Witold teraz żywe miał zamiłowanie, 98 3, II | rychłej śmierci objawiające, Witold zamknął się w niezłomnym 99 3, II | przerażonymi oczami patrzał, że Witold zrazu parsknął wesołym śmiechem, 100 3, II | stłumionym głosem odpowiedział Witold.~- Dlaczego? Raczże mi przynajmniej 101 3, II | nim sukcesję!~Tym razem Witold, bardzo blady, drżał cały, 102 3, III| Kazimierz Jaśmont z Justyną, Witold Korczyński z Antolką Jaśmontówną, 103 3, III| w czyjeś ramiona. Był to Witold, drugi po nim drużbant, 104 3, III| białej sukni z różową opaską. Witold, który sporej i zaciekawionej 105 3, III| wodząc... Naprzeciw niej Witold, posiadający tu znajomości 106 3, III| po kilka i kilkanaście. Witold w roli drugiego drużbanta 107 3, III| trzydziestym i pierwszym roku...~Witold go u ściany na stołku sadzał 108 3, III| mu nad wargami stawały. Witold Siemaszczankom, które trzymając 109 3, III| sąsiadem za ubłagalnika mamy!~Witold, zdziwiony zrazu, spoważniał 110 3, III| swojej pewność mieliśmy...~Witold, w swobodnej zrazu postawie 111 3, III| stawy w palcach trzeszczały. Witold pochylił się nagle i te 112 3, IV | uczynił, naprzód się podał.~- Witold!~Wejście syna było dla ojca 113 3, IV | błagam, ojcze - zawołał Witold - porzuć ten ton drwiący 114 3, IV | Nie, ojcze! - odparł Witold.~- Jak to? nie przekonałem 115 3, IV | czyjaż w tej sprawie wina?~Witold ręce w tył założył i śmiałymi 116 3, IV | Przebacz, ojcze - przerwał Witold - dlaczego oni ciemni jak 117 3, IV | zapytujemy - podchwycił Witold - tak, mój ojcze, całą siłą 118 3, IV | wsłuchiwał się w mowę syna. Witold bardzo blady, z drżącymi 119 3, IV | było bezdennego smutku, Witold nie dosłyszał; zrozumiał 120 3, IV | niego na krześle siedzący Witold, osłupiały, niemy, chciwymi 121 3, IV | niegdyś, przed wielu laty, Witold ramiona na szyję ojca zarzucił 122 3, IV | nas dzieliło! - zawołał Witold. - I w przywiązanie moje 123 3, IV | zegar wybił nocną godzinę, a Witold odpowiadając na coraz liczniejsze 124 3, IV | podniosło się na niebie, gdy Witold wbiegł do świetlicy Fabiana, 125 3, V | synowca z powagą upominał; Witold wybuchał, mówił prędko, 126 3, V | czteroletnie dziecko. Benedykt i Witold przez okno poznawszy Kirłową 127 3, V | i uroczystego wrażenia. Witold, który dnia tego po raz 128 3, V | impetem wbiegał z ogrodu Witold. Przed paru minutami niepostrzeżenie, 129 3, V | na górę do Marty frunęła. Witold zaś siostry wysłuchawszy 130 3, V | nie po głupiemu pieściłaś! Witold wiele ci winien, bo dobre,


IntraText® (V89) Copyright 1996-2007 EuloTech SRL