| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] wzywalem 1 wzywany 1 y 3 z 3537 za 630 zá 1 za-chwia-nie 1 | Frequency [« »] ----- 7478 i 3974 sie 3537 z 3534 w 2884 na 2741 nie | Eliza Orzeszkowa Nad Niemnem IntraText - Concordances z |
Tom, Rozdzial
501 1, IV | przerabiań.~Druga, łagodniejsza, z długą, mizerną twarzą na 502 1, IV | rozniesionymi zostały, ale tacę z likierami Kirło pochwycił 503 1, IV | likierami Kirło pochwycił z rąk służącego i na bocznym 504 1, IV | wina i najbardziej może z panującego dokoła towarzyskiego 505 1, IV | pobliżu. W pobliżu tacy z likierem znalazł się naprzód 506 1, IV | podążyło ku niej potem z ganku paru innych sąsiadów; 507 1, IV | sąsiadów; stanął też przy niej z opróżnionym kieliszkiem 508 1, IV | Dobrze, a który to?~-Drugi! - z dobrodusznym uśmiechem i 509 1, IV | panna Teresa... ot, tam, z gardłem obwiązanym siedzi 510 1, IV | może nie wiecie, jaki to z naszego muzyka bałamut i 511 1, IV | ho! Kiedyś był sławnym z tego... a i teraz jeszcze... 512 1, IV | czym innym mówić i żartować z kogo innego. Orzelski zaś 513 1, IV | napełniony, drobnym krokiem, z dobrodusznym wyrazem oczu 514 1, IV | zobaczyła swego ojca około tacy z likierami i usłyszała głośne 515 1, IV | nie przedstawiała cyfry, z którą by ktokolwiek dla 516 1, IV | ale dość żywej rozmowie z żoną, którą na koniec obok 517 1, IV | nieco do salonu dolatywały z rozmowy ich niektóre słowa, 518 1, IV | kręte nitki cygarowego dymu z cienkich warg wypuszczając 519 1, IV | kombinacjach. Niektórzy z sąsiadów żywszymi albo i 520 1, IV | ogorzali i zgrubiali, najmniej z pozoru do czynienia mieć 521 1, IV | do czynienia mieć mogący z jakimkolwiek drukiem, przy 522 1, IV | gęstych i ciemnych włosach. Z ramieniem położonym na stojącym 523 1, IV | miałeś, panie Benedykcie, z powodu gazet straszny sen 524 1, IV | myślę, zaraz i pójdą sobie z Panem Bogiem, objadłszy 525 1, IV | Wychodzę, zdaje się, na ganek, z wielkim ukontentowaniem, 526 1, IV | ukontentowaniem, aż tu, panie, patrzę, z tych pagórków, co to wiecie, 527 1, IV | Przyjmowałem jednych, aby mi dworu z dymem nie puścili... a teraz 528 1, IV | wykręcisz się i nie wywiercisz. Z tej strony ci w skórę i 529 1, IV | tej strony ci w skórę i z tamtej... także w skórę! 530 1, IV | pocieszenia odezwał się ktoś z obecnych.~- Prawdziwie typowy 531 1, IV | sen! - zawołał Darzecki z tak głośnym śmiechem, jakby 532 1, IV | dystynkcja zupełnie wyszła mu z głowy; ale zarazem szyję 533 1, IV | Jeszczem jednego procesu z chłopami o pastwisko nie 534 1, IV | Darzecki - jakże tam jest z tym twoim procesem, panie 535 1, IV | ale zobaczył kilka osób z przedpokoju do salonu wchodzących 536 1, IV | i pośpiesznie zerwał się z krzesła. W tej samej chwili 537 1, IV | W tej samej chwili jedna z pań na kanapie siedzących 538 1, IV | to wzięło! Już chyba lat z dziesięć nigdzie w sąsiedztwie 539 1, IV | progu salonu pan Benedykt z widocznym i szczególnym 540 1, IV | wzrostu, szczupła, prosta, z wdzięczną linią szyi i ramion, 541 1, IV | ramion, żona Kirły wyglądała z daleka na kobietę bardzo 542 1, IV | niezmiernie jasnej barwy, z tyłu głowy w prześliczny, 543 1, IV | ogromny warkocz upięte. Z bliska dopiero uderzał i 544 1, IV | zadziwiał kontrast, który z młodością kibici jej i warkoczy 545 1, IV | że od włosów ciemniejsza, z czołem przerzniętym kilku 546 1, IV | trzydziestoparoletniej, z natury wcale ładnej. Bardzo 547 1, IV | jakaś, prawie zlękniona, z niepokojem oglądająca się 548 1, IV | Kiedy pani Emilia powstawszy z kanapy i szeleszcząc suknią 549 1, IV | zebrań bardzo odwykła, a z odległych wspomnień wiedząc 550 1, IV | przyjaźnie, choć zawsze trochę z wysoka, oświadczała jej 551 1, IV | zawołała - a jakżebym ja sobie z gospodarstwem i interesami 552 1, IV | nauczyłam się i przywykłam. Ale z początku byłabym przepadła 553 1, IV | byłabym przepadła razem z dziećmi, gdyby pan Benedykt 554 1, IV | razy zabrzmiały nuty grube, z delikatnością kibici jej 555 1, IV | szeroko oczy otworzyła i z trudnością powściągnęła 556 1, IV | starszych odważyłam się wziąść z sobą, bo myślałam, że mi 557 1, IV | nią, zaraz przychodzi... Z małymi dziećmi to jak ze 558 1, IV | migreny i globusu. Jedna z tych pań, które ciągle ciche 559 1, IV | sprościała; o moja pani! a jaka z niej przed zamążpójściem 560 1, IV | panienka była!... Różycówna z domu przecież!~Kirło biegł 561 1, IV | domu przecież!~Kirło biegł z ganku na powitanie żony. 562 1, IV | dzieci ani wyciągnąć...~Ona, z podniesionym ku niemu wzrokiem, 563 1, IV | państwo nie widzieliście się z sobą?- żartobliwie ktoś 564 1, IV | ze strony zagadnął.~- A z tydzień już będzie, jak 565 1, IV | jak w domu nie byłem! - z zupełną swobodą odparł Kirło.~- 566 1, IV | ja go więc we wszystkim z największą ochotą wyręczam - 567 1, IV | przeraźliwie stukającym obuwiu, z wiszącymi u boków czerwonymi 568 1, IV | Niezupełnie jeszcze długa suknia z białego muślinu, różową 569 1, IV | jednak obok bombiastych i z mnóstwa fatałaszek złożonych 570 1, IV | pantofelkami takimi, że każdy z nich ozdabiać mógł jako 571 1, IV | przerwały; ale w zamian, z przeciwległego końca salonu 572 1, IV | młody i zgrabny chłopak, z dziecinną prawie radością 573 1, IV | należą...~-Ostatnie słowa z dumą wyrzekła.~- A stara 574 1, IV | przyjadę! nie raz, sto razy!~Z dziecinnym uszczęśliwieniem, 575 1, IV | uczuła, że dalsze rozmawianie z gośćmi stawało się dla niej 576 1, IV | sztuczne podniecenie, które z rana uczyniło ją żywą i 577 1, IV | Gasnącymi oczami porozumiała się z Justyną, która wstała i 578 1, IV | Orzelski, który po wysączeniu z kieliszka ostatniej kropli 579 1, IV | skrzypiec, ujął je teraz powoli; z lubością, jak najmilsze 580 1, IV | jak najmilsze dziecię, i z oczami rozkosznie przymrużonymi 581 1, IV | prostych, niskie i białe czoło, z którego w tej chwili zniknęły 582 1, IV | grę jego rysów ścierając z nich wszelki ślad pospolitości 583 1, IV | chwilą nie mógł rozstać się z talerzem i słodkie oczy 584 1, IV | oczy robił do starej panny z obwiązanym gardłem; ani 585 1, IV | zawikłany wtór wykonywała z precyzją i czystością świadczącą 586 1, IV | obojętna, trochę nawet sztywna, z twarzą, w której żaden rys 587 1, IV | świeży, promieniejący, z błyszczącymi oczami i lekkim 588 1, IV | binokle i na grającą patrzał z takim wyrazem, że prędko 589 1, IV | niektórzy słuchali jej z uwagą i przyjemnością, a 590 1, IV | przyjemnością, a niektórzy z pootwieranymi od zdziwienia 591 1, IV | kobieta w starej sukni byli z sobą dość blisko spokrewnionymi. 592 1, IV | dość blisko spokrewnionymi. Z właściwą sobie gracją ruchów 593 1, IV | ciebie?~Znów głową kiwnęła i z ciekawością na niego spojrzała.~- 594 1, IV | naprzód wpatrzyła się w niego z nieopisanym zdziwieniem, 595 1, IV | bałamucić? No, to spotykaj się z nią w swoim Wiedniu, ale 596 1, IV | się jeszcze czy co?~Znów z zamyśleniem odpowiedział:~- 597 1, IV | był stojąc w pozie jakby z przyzwyczajenia malowniczej. 598 1, IV | się i rozmarzonym. Teraz z niepewnym i przymuszonym 599 1, IV | mogła.~- Nie - odrzekła z cicha - nie, nie lubię już 600 1, IV | ale bledsza niż zwykle i z szybko podnoszącą się piersią. 601 1, IV | ją upajał i że zbliżenie z nim poruszało do głębi całą 602 1, IV | duże, w podłużnej oprawie i z piwną źrenicą. Zręcznym 603 1, IV | parę oczu utkwionych w nią z nieopisanym wyrazem. Były 604 1, IV | dokończyła żona Zygmunta i z niedbałym śmiechem dodała: - 605 1, IV | i zaśmiał się szczerze, z całego serca.~Ale na ustach 606 1, IV | rozwiniętą kobietę, do której z ożywioną i wzruszoną twarzą 607 1, IV | sobą. Justyna spotkała się z tym wlepionym w nią spojrzeniem, 608 1, IV | w nich wielkie, szklane, z całej znać siły wstrzymywane 609 1, IV | prawie rękawa sukni Justyny z cicha zapytywał:~- Czy zupełnie, 610 1, IV | przyjaciela swego, do brata?~Z trudnością odrywając oczy 611 1, IV | i nigdy - odpowiedziała z taką pewnością głosu, że 612 1, IV | ogrodzie, panie wstawały z kanap i fotelów, młodzież 613 1, IV | kanap i fotelów, młodzież z pierwszego hasła korzystając 614 1, IV | zasiadali. Pan Benedykt wraz z innymi gotował się do rozpoczęcia 615 1, IV | niż inne.~Pani Emilia wraz z innymi paniami zbliżała 616 1, IV | wyręczę... ~Po rozmowie swej z Zygmuntem, blada i zmieszana, 617 1, IV | blada i zmieszana, słów tych z doskonałą galanterią wymówionych 618 1, IV | wbiegł za nią Różyc i razem z nią zbliżył się do wieszadeł 619 1, IV | się do wieszadeł złożonych z rogów łosich i jelenich, 620 1, IV | zdjęcia płaszcza i na jednej z rąk swoich uczuła dotknięcie 621 1, IV | postać młodego pana, który z pełną pośpiechu usłużnością, 622 1, IV | ozdobny płaszcz pani domu, z krwistym rumieńcem na policzkach 623 1, IV | szkłami binokli pobłyskując, z koronkową chustką i parasolikiem 624 1, IV | spojrzało na nią ciekawie i z zadziwieniem, a Klotylda, 625 1, IV | ramieniu, męża swego zwieszona, z ironicznym uśmieszkiem na 626 1, IV | od głowy do stóp jednym z tych spojrzeń, które z namiętnych 627 1, IV | jednym z tych spojrzeń, które z namiętnych i wymownych oczu 628 1, IV | patrzał. Oczekując na zejście z ganku matki swej i gospodyni 629 1, IV | matki swej i gospodyni domu, z niecierpliwością w zaciśniętych 630 1, IV | zatrzymywała. Płaszczem owinięta, z głową koronkami gęsto omotaną, 631 1, IV | koronkami gęsto omotaną, z rozpiętym parasolikiem, 632 1, IV | wschodami rozdzielającymi go z ogrodem zawahała się i stanęła. 633 1, IV | będę mogła za nic zejść z tych wschodów...~Nikt się 634 1, IV | słabym zdrowiu. Kilku panów z pośpiechem pomoc swą ofiarowało, 635 1, IV | naprzód śliczną nóżkę i z lekkimi wykrzykami cofała 636 1, IV | paszczęki węża; walczyła z sobą tak, że aż okryła się 637 1, IV | rumieńcem wysilenia. Na koniec, z krótkim, nerwowym śmiechem, 638 1, IV | wschodów prędko, lekko, z wdziękiem. Powodzenie to 639 1, IV | równym i silnym krokiem, z ożywieniem rozmawiając. 640 1, IV | karty odrzucił Korczyński - z nudów zasiedziała się i 641 1, IV | sobą szybkie stąpanie i z cicha wymówione swe imię. 642 1, IV | ruchem gwałtownym rękę swą z dłoni jego wyrwała.~- Czego 643 1, IV | od samej siebie uciekała, z salonu wyszła.~W sali jadalnej 644 1, IV | ciemnej, kościstej ręki, która z niezmierną starannością 645 1, IV | rozbijającego się szkła wraz z piskliwym wykrzykiem kobiecym. 646 1, IV | robotą swoją zajęta, jeden z niesionych ku stołowi przedmiotów 647 1, IV | niesionych ku stołowi przedmiotów z rąk wypuściła.~- Wieczna 648 1, IV | niedola! - porywając się z miejsca i do bufetu przyskakując 649 1, V | bocznymi drzwiami wybiegła z domu i brzegiem warzywnych 650 1, V | kierunek przybrało? Dlaczego z gorącego snu pierwszej młodości 651 1, V | ale zarazem obrażona i z nie wyschłą dotąd kroplą 652 1, V | przełamywano dokoła niej z wyrzekaniami, których treść 653 1, V | coraz lepiej rozumiała, i z wysileniami, od których 654 1, V | zachowywał on zawsze wraz z niezmąconą pogodą dziecięcą 655 1, V | kiedy grał. Grał ciągle, z przerwami przez nieuchronne 656 1, V | grał, tym posuwiściej i z większym rozmarzeniem przybliżał 657 1, V | o których teraz jeszcze z podniesionymi powiekami 658 1, V | mogła, pozostało Justynie z czasu tego, kiedy jej matka 659 1, V | płakała, a o jej ojcu domowi z cichym śmiechem wiele pomiędzy 660 1, V | kobietę, chudą i zwinną, z włosami jak krucze pióra 661 1, V | wyjechał i Orzelski. Zabrał z sobą swoje skrzypce. Nie 662 1, V | gromady kredytorów siadała z matką do powozu. Pojechały 663 1, V | Pojechały do Korczyna. Z pamięci Justyny nigdy nie 664 1, V | wyszła rozmowa matki jej z Benedyktem Korczyńskim, 665 1, V | pan Benedykt przyjechał, z mnóstwem trudów interesy 666 1, V | Orzelskiego uregulował, małą sumkę z ogólnego rozbicia uratował 667 1, V | i owdowiałego ojca wraz z czternastoletnią córką do 668 1, V | Justyny powstała kobieta z majestatyczną postawą, z 669 1, V | z majestatyczną postawą, z głową wyniośle podniesioną 670 1, V | wychowania jej na jednym tylko z braci ciążyć nie powinien, 671 1, V | obecny. Często rozmawiam z nim w ciszy nocnej i błagam 672 1, V | której losem, wspólnie z tobą, zajmę się w jego zastępstwie.~ 673 1, V | i starannie. Na współkę z panem Benedyktem opłacała 674 1, V | wypieszczony, delikatny, z przepowiadaną mu przez wszystkich 675 1, V | przyszłością genialnego artysty... Z tym na wpół wykwintnym paniczem, 676 1, V | Prędko przecież pobladła, z gniewem w oczach wyprostowała 677 1, V | Pani Andrzejowej ubyło coś z jej majestatycznej postawy, 678 1, V | postanowieniem syna. Mogła ona z wielką dobrocią i hojnością 679 1, V | związkiem krwi połączoną z człowiekiem, którego w miarę 680 1, V | dziewczynę przymierzała z synem swoim, znalazła ją 681 1, V | kobiety wysoko urodzonej, z rozległymi koligacjami, 682 1, V | rozległymi koligacjami, z wychowaniem świetnym, jakiejś 683 1, V | gniewu i uniesienia, bo z krewną Andrzeja źle obejść 684 1, V | tacy ludzie, jak Zygmunt, z takimi, jak ty, dziewczętami 685 1, V | Darzecka przyjeżdżała sama i z szelestem jedwabnych sukien, 686 1, V | że wcale nie zgadza się z jego chęciami i gustami, 687 1, V | żenił się - nie wiedzieć z kim... Pan Benedykt wpadał 688 1, V | rozmówić się o tej sprawie z Zygmuntem. Rozmówił się 689 1, V | Rozmówił się i na zakończenie z chmurną żartobliwością rzekł: ~- 690 1, V | nadziei jakiejkolwiek, choćby z pospolitego metalu ukutej. 691 1, V | oczy i myślała o tym, co z nią jest i być może, zdawało 692 1, V | drugie go, wykwintnego pana, z wychudłym ciałem, chorobliwie 693 1, V | nadto, ale czyliż także z doświadczenia nie wiedziała, 694 1, V | że "tacy ludzie, jak on, z takimi, jak ona, dziewczętami 695 1, V | i znaczenie pośród tych, z którymi upływało jej życie? 696 1, V | Jednak uspokajała się powoli. Z szerokiej przestrzeni przylatywały 697 1, V | rozchyliwszy gęste łodygi zboża z zajęciem popatrzała na fioletowe 698 1, V | Gdy podnosiła głowę, jeden z kłosów szorstko przesunął 699 1, V | puszczy i pod gruszą stanęła. Z jednej strony w znacznej 700 1, V | szaro stąd wyglądającą wieś, z drugiej dość blisko stały 701 1, V | ciągnięty przez parę koni, z których jeden był kasztanowaty, 702 1, V | jeden był kasztanowaty, z konopiastą grzywą, drugi - 703 1, V | grzywą, drugi - gniady, z białą nogą i białą łatą 704 1, V | łatą na czole. Za pługiem, z rękami opartymi na wysoko 705 1, V | mu czoło nie zasłaniała z tyłu głowy jasnozłocistych 706 1, V | widocznego wysilenia; lejce z grubego sznura mocno z sobą 707 1, V | lejce z grubego sznura mocno z sobą połączone i wzdłuż 708 1, V | ziemi. Niewielkie konie z połyskującą szerścią szły 709 1, V | Prędkim ruchem czapkę zdjął z głowy, konie zatrzymał i 710 1, V | rozdzielającym ścianę żyta z płachtą zoranej ziemi.~- 711 1, V | teraz głośniej już, prędko i z widocznym pragnieniem okazania 712 1, V | mogła też nie spostrzec, że z błękitnych, roziskrzonych 713 1, V | czoło zaszło rumieńcem, z rumianych i ogorzałych policzków 714 1, V | bywałem... ociec mnie tam brał z sobą... ale już potem nigdy 715 1, V | żytniego łanu szła obok pługa z niejakim zdziwieniem na 716 1, V | Pomyślał może, że ona chce z niego żartować.~- Panienka 717 1, V | gospodarstwie?~Zmieszała się z kolei. Istotnie, bardzo 718 1, V | i zachwycenie. To i owo z rozmów toczonych dokoła 719 1, V | dokoła niej zapamiętała, ale z bliska pracom rolniczym 720 1, V | pozorna przynajmniej łatwość, z jaką młody rolnik pracę 721 1, V | jego dziwnie mieszały się z sobą i ruchliwie jedna przed 722 1, V | były stanęły, cmoknął i z promieniejącą twarzą zawołał:~- 723 1, V | Justyna.~Uśmiech zniknął z jego twarzy. Dłużej i śmielej 724 1, V | kryje. Jaż panienkę, choć z daleka, a często widuję...~ 725 1, V | i nie mógł dokończyć, bo z niejaką trudnością zawracał 726 1, V | mógł po ziemi, lejce zdjął z pleców i cmoknął na konie, 727 1, V | Żyje, chwała Bogu, ale ja z nią tak jak prawie nigdy 728 1, V | kilka lat nie tylko co, ale z łóżka podźwignąć się nie 729 1, V | trochę zmarszczył, ale zaraz z powracającą wesołością dokończył:~- 730 1, V | Jakież to żądania? - z żartobliwym uśmiechem zapytała 731 1, V | zdaje się, i wygnasz je z serca, i zapomnisz, a smętek 732 1, V | dwudziestoletnia, wysoka, z potężnymi rozmiarami ciała 733 1, V | się jej duże, bose nogi. Z dala już widać było bławatkowy 734 1, V | spojrzeniem powiódłszy po Justynie z szerokim uśmiechem pąsowych 735 1, V | panna Jadwiga i zgadła! - z cichym śmiechem odpowiedział.~ 736 1, V | Teraz ogromna dziewczyna z szafirowymi oczami i szeroko 737 1, V | przechodząc raz jeszcze z bliska spojrzała na niego. 738 1, V | i przodem poszła, a gdy z wielkim swym fartuchem pełnym 739 1, V | fartuchem pełnym zieleni, z bogato rozwiniętymi kształtami 740 1, V | piękności, to bynajmniej! - z widocznym niezadowoleniem 741 1, V | śpiesznie - pracowita i z dobrym sercem, to prawda! 742 1, V | śmiech powiedzieć, sama z parobkiem kosiła i orała... 743 1, V | jak pięćdziesiąt lat temu z dziadem pana Benedykta Korczyńskiego 744 1, V | chłopcy, bosi i w białych z grubego płótna ubraniach, 745 1, V | grubego płótna ubraniach, z niewielkiej przestrzeni 746 1, V | Adaś! a spóźniliście się z koniczyną, aá wstyd patrzeć! 747 1, V | Zaczepiony, nie odwracając się, z gniewem odkrzyknął:~- Ciągnij 748 1, V | o cudzy nie dbaj!~Jeden z młodszych chłopców grablami 749 1, V | dziś na nas i nie patrzy! Z miasta tylko co powrócił 750 1, V | lepiej nie zrobił! Znać dudka z czubka! - sarknął znowu 751 1, V | taki zawzięty rybak, że go z Niemna ani ściągnąć... Za 752 1, V | nastraszyło!...~Może jedno z tych nie spełnionych żądań, 753 1, V | czasu przedłużyć ją pragnąc. Z niepokojem patrzał na tę, 754 1, V | niepokojem patrzał na tę, tak mu z pozoru obcą kobietę, która 755 1, V | zagrody, ale który dziś i z bliska widziany powiał na 756 1, V | przebył białą drogę wieś z polem rozdzielającą, jednym 757 1, V | naprzód. ~Jan Bohatyrowicz z czapką w ręku i schyloną 758 1, V | była dość obszerną. Płot z niewysokich i gładko ociosanych 759 1, V | dobry mórg ziemi, na której z zielonej jak szmaragd łąki 760 1, V | Gdzieniegdzie te wysmukłe i z widoczną starannością piastowane 761 1, V | był, szary, słomą pokryty, z jednym kominem i słomianą 762 1, V | spore okna, a mały ganek z zębiasto wyrzeźbionym okapem 763 1, V | opłotku widać było świron ż wystającym i na kilku słupkach 764 1, V | lipami, ledwie widzialny z wysokiej góry, migotał wąski 765 1, V | migotał wąski pas Niemna z żółtą za nim ścianą i u 766 1, V | wzbijało się morze woni z przemagającym wszystkie 767 1, V | uderzający stanowiła kontrast z resztą ubrania. Starym być 768 1, V | rozmowę, którą prowadził z kimš niewidzialnym, za domem 769 1, V | Anzelmowi jeszcze ta mądrość z głowy nie wywietrzała, co 770 1, V | zgryźliwym. Grabiący trawę z jednostajną wciąż powolnością 771 1, V | niewielki, kudłaty pies z żółtą szerścią i wydłużonym 772 1, V | stajnią słomie, zerwał się i z głośnym szczekaniem ku ogrodowi 773 1, V | szczekaniem ku ogrodowi poskoczył. Z ogrodu na dziedziniec wbiegła 774 1, V | ściskał kapotę starego, który z rąk grable wypuścił.~- A 775 1, V | Pani jakaś? czego ona...~Z dłoni sobie daszek nad oczami 776 1, V | stryja za rękę chwycił.~- Z Korczyna... panna Justyna. 777 1, V | A toż co? - zawołał - z Korczyna... na co? po co? 778 1, V | widoczną. Wyrywając ręce swoje z jego dłoni, wpół z gniewem, 779 1, V | swoje z jego dłoni, wpół z gniewem, wpół ze zgryzotą 780 1, V | pod dwoma oknami stojąca, z wąskiej, na dwu słupkach 781 1, V | Tuż przed nią wyrastał z trawy szereg sztywnych malw, 782 1, V | różowymi makami brzęczały. Z tej ławki podniosła się 783 1, V | wysoka i kształtna kobieta, z głową czarnymi warkoczami 784 1, V | postawie, a szare jej oczy z dala już wpatrywały się 785 1, V | przeszłości jego, wspólnej z przeszłością Korczyńskich, 786 1, V | przeszłością Korczyńskich, z tą przeszłością, o której 787 1, V | człowiekiem tym i Martą. Z bliska, pomimo ruchów ociężałych 788 1, V | mniej staro wyglądał on niż z daleka. Z twarzy jego o 789 1, V | wyglądał on niż z daleka. Z twarzy jego o rysach ściągłych 790 1, V | twarz cierpiąca i zamyślona, z cerą od słońca trochę zaróżowioną, 791 1, V | słońca trochę zaróżowioną, z zapadłymi policzkami i spłowiałym 792 1, V | nie znanej sobie kobiety, z ukłonu, jaki jej oddał, 793 1, V | takiej promocji , ażeby kto z Korczyna moją ubogą chatę 794 1, V | zaprzeczył - pani tak tylko, z łaski swojej... Tyle lat... 795 1, V | Chłopak widocznie walczył z sobą.~- Kiedyż jeszcze koniom 796 1, V | upodobał. Wszystko to pochodzi z mego własnego sadzenia i 797 1, V | zaczął. Blade oczy, jego z wytężeniem w twarzy jej 798 1, V | może; dość, że zwalił mnie z nóg jak kłodę i dziewięć 799 1, V | minione swe cierpienia. Z tego, co opowiadał, i nawet 800 1, V | tego, co opowiadał, i nawet z wielu trwających jeszcze 801 1, V | można było odgadnąć jedną z tych strasznych chorób nerwowych, 802 1, V | człowieka prostego i tak ściśle z życiem natury spojonego, 803 1, V | Powolnym ruchem podniósł się z ławki i znowu czapki nieco 804 1, V | wiek i pochodzenie każdego z nich, tłumaczył sposoby 805 1, V | kiedy Jan wybiegł znowu z dziedzińca i o kilka kroków 806 1, V | źli sąsiedzi krzywdzili i z własności obdzierali, z 807 1, V | z własności obdzierali, z sieroctwa i dziecinnego 808 1, V | kiedy już dźwignął się z niemocy, ręce paliły się 809 1, V | rąk naszych: i ten płot z desek, i ten ganeczek, i 810 1, V | tym świecie użyje. Może z tego wszystkiego Janek, 811 1, V | żurnal mód przypominającym, z postawą z przyzwyczajenia 812 1, V | przypominającym, z postawą z przyzwyczajenia jakby malowniczo 813 1, V | jakby malowniczo ułożoną, z wyrazem wiecznego niezadowolenia 814 1, V | wykąpane w rzece otrząsały z siebie gęste krople wody 815 1, V | wody wesoło parskając. Jan z gniadej zeskoczył, a w minutę 816 1, V | zeskoczył, a w minutę potem z wnętrza stajni zawołał:~- 817 1, V | niosąc na ramieniu koromysło z dwoma pełnymi wiadrami. 818 1, V | dla utrzymania równowagi z dala od ciała trzymała. ~- 819 1, V | Weź kluczkę i wisień z drzewa nazdejmuj! prędzej 820 1, V | Dziewczynka śpiesznie wiadra z wodą na ganku postarzyła 821 1, V | ganku postarzyła i koromysło z ramienia zdjęła, po czym 822 1, V | ale już w trzewikach i z długą, u końca zakrzywioną 823 1, V | Przyrodnia jego siostra - z cicha rzekł Anzelm do Justyny - 824 1, V | rzekł Anzelm do Justyny - z jednej matki, nie z jednego 825 1, V | Justyny - z jednej matki, nie z jednego ojca... Jaśmontówna... 826 1, V | płotu cała głowa mężczyzny, z krótko ostrzyżonymi włosami, 827 1, V | kończyło się ogrodzenie z desek, nad niskim płotkiem, 828 1, V | w postawie zamyślonej, z podłużną i bladą twarzą 829 1, V | żadnej uwagi i powoli, ale z zajęciem zapytywał Justynę 830 1, V | gdyż ogrodem korczyńskim, z wyłącznością sobie właściwą, 831 1, V | A lękała się pracy!... - z cicha powtórzył.~Jan wbiegł 832 1, V | cicha powtórzył.~Jan wbiegł z dziedzińca, zupełnie już 833 1, V | już widać o wyprzężonych z pługa ulubieńców i współpracowników 834 1, V | domem stojącej prowadził. Z koszykiem pełnym wisien 835 1, V | koszykiem pełnym wisien w ręku i z pochyloną ciągle głową przed 836 1, V | taka dziecinna ciekawość, z taką dziecinną bojaźliwością 837 1, V | i te dwa ciężkie wiadra z wodą, które przed chwilą 838 1, V | na tak wysoką górę? - z cicha zapytała.~- Żeby nie! - 839 1, V | woda - wtrącił Anzelm - z góry po nią iść trzeba i 840 1, V | Ale - dodała prędko i z wzrastającym zawstydzeniem - 841 1, V | i cofającą drobne nóżki z niewymowną trwogą uczuwaną 842 1, V | uczuwaną przed zejściem z kilku wschodów.~- Żaden 843 1, V | zbliżała się do rozmawiających. Z dala już, wśród okrągłej 844 1, V | zuchwale zadarty nosek. Z dala też na powitanie głową 845 1, V | przyszłam, ale żeby panienkę z Korczyna zobaczyć... Panienka 846 1, V | najpuściejsza dziewczyna z całej okolicy...~- Bardzo 847 1, V | mówiłaś, że ładny?~I koszyk z wiśniami pod samą prawie 848 1, V | pełną garścią zaczerpnęła z koszyka czerwonych jagód 849 1, V | płotu zabrzmialł męski głos z gniewnym i groźnym akcentem 850 1, V | wysokie malwy. Żółty Mucyk z gwałtownym szczekaniem zabiegł 851 1, V | go końcem buta odtrącił i z fantazją w postawie wśród 852 1, V | wzrostu był, krępy, w surducie z grubego sukna i wysokich 853 1, V | sukna i wysokich butach, z twarzą bardzo podobną do 854 1, V | Anzelmowego gościa - zaczął z niejaką nadętością w głosie 855 1, V | przybyły i coraz prędzej, z coraz więcej błyszczącymi 856 1, V | jakby wczorajszego dnia z Panem Bogiem gadał. Ale 857 1, V | powiedzieć, że ten proces, który z Bohatyrowiczami ma, przeze 858 1, V | mieszka; a ja ubogi szlachcic, z niskiej chaty; ale bywa, 859 1, V | widocznie powściągał się z trudnością, teraz na ramieniu 860 1, V | głośniej powtórzył Jan, a z oczów jego tryskały takie 861 1, V | takie błyskawice gniewu i z całej siły tłumionej groźby, 862 1, V | przyśpiewując i pestki od wisien z ust wypluwając. Wtem nad 863 1, V | bardzo przeciągle zawołała.~Z daleka już ozwał się rozkazujący 864 1, V | niego wiedział, jak mówić i z każdym obchodzić się trzeba, 865 1, V | baraniej czapki blade oczy z niepokojem wznosił ku twarzy 866 1, V | niż była istotnie. Tak z nią stawało się zawsze, 867 1, V | pomimo zdrowia i siły, które z niej całej uderzały, należała 868 1, V | nagłym zamyśleniu głowie Jana z prośbą wymówiła: ~-Weźcie 869 1, V | prośbą wymówiła: ~-Weźcie mię z sobą!~Anzelm uważnie i ciekawie 870 1, VI | nieszeroką drogę, która okolicę z polem rozdzielała. Długi 871 1, VI | Długo rozciągnięta i wraz z brzegiem rzeki w półkole 872 1, VI | złotawej mgle utworzonej z lekkiej kurzawy na wskróś 873 1, VI | promieniami słońca przepojonej. Z dala można by mniemać, że 874 1, VI | pobliżu domów stojące świrny z wystającymi i na kilku słupkach 875 1, VI | albo i całkiem niskie płoty z desek, kołków lub wzdłuż 876 1, VI | otaczających je drzew. Jedne z domów tonęły prawie w rozłożystych 877 1, VI | istotnym chaosem zmieszanych z sobą uprawnych roślin. Wszędzie 878 1, VI | pachnące. ~Wszystko to związane z sobą było podwójną siecią 879 1, VI | urywały się, znikały i z gęstej zieleni wypływały 880 1, VI | ukazywały się jedna za drugą, z daleka i z bliska, samotne 881 1, VI | jedna za drugą, z daleka i z bliska, samotne lub ściśle 882 1, VI | którego rozsiane były, czyniło z nich jeden obraz rozległy 883 1, VI | warzywo, inne jeszcze szły z wiadrami wody na ramionach 884 1, VI | włokach położone wracały z pola, a idący za nimi mężczyźni, 885 1, VI | pokrzykiwali na konie, z daleka zamieniając się urywkami 886 1, VI | zamieniając się urywkami rozmów; z łąk albo od łanów pastewnych 887 1, VI | wyprowadzali na nocną paszę. Jedne z nich biegły luzem, na innych 888 1, VI | płóciennych ubraniach i z rozweselonymi twarzami pod 889 1, VI | szczekał lub bawiąc się z dziećmi wesoło skomlił jakiś 890 1, VI | czarne koty; butne koguty z płotów i gałęzi rzucały 891 1, VI | stada kaczek powracających z rzeki wylatywały zza góry 892 1, VI | rzeki wylatywały zza góry i z krzykiem padały na trawy. 893 1, VI | na chwilę i niejedna kosa z brzękiem wikłała się wśród 894 1, VI | ławie gwarząc spokojnie, z bezczynnie na kolana opuszczonymi 895 1, VI | natchnionego snycerza wykuta, z doskonale pięknymi liniami 896 1, VI | pracujący, w grubej odzieży, z grubymi rękami, z ciemną 897 1, VI | odzieży, z grubymi rękami, z ciemną ogorzałością na twarzach 898 1, VI | ogorzałością na twarzach i z potem na czołach - nie ponury 899 1, VI | powstał krzyk zmieszany z lamentem i śmiechem. Na 900 1, VI | ukazała się para ludzi, z których jeden był małym, 901 1, VI | dziewczyna; w różowym kaftanie i z kasztanowatymi włosami. 902 1, VI | bielszą od włosów staruszka, z rzadka rozsianych po żółtej 903 1, VI | czasem łagodnie, a czasem z wybuchającą energią przemawiając:~- 904 1, VI | Ale stary prostował się z całej siły i na perswazje 905 1, VI | chłopcy, bosi, gołogłowi, z minami wiejskich urwisów, 906 1, VI | kasztanowatych włosów podniosła, a z szafirowych jej oczu na 907 1, VI | Czy słowo uczciwości? - z niepokojem jeszcze pytał.~ 908 1, VI | niepokojem jeszcze pytał.~Anzelm z uroczystością w głosie odpowiedział:~- 909 1, VI | wieczerzę będzie i pierożki z wiśniami zrobię...~Chciała 910 1, VI | ale on uśmiechał się i z widoczną fantazją wyprostować 911 1, VI | wzdłuż spódnicy opuszczając, z szerokim uśmiechem przed 912 1, VI | Szafirowe jej oczy parę razy z ukosa ku Janowi zerknęły.~- 913 1, VI | było do celu wycieczki. Z grzecznym ukłonem i czapkę 914 1, VI | której dom, stary, ale z gankiem i czterema oknami, 915 1, VI | zwrócił się do Jana, który z kilku stolarskimi narzędziami 916 1, VI | stolarskimi narzędziami w ręku z dala i biernie na tę scenę 917 1, VI | gonią!~Parę pługów i bron z nie wyprzężonymi końmi stało 918 1, VI | Niektórzy odzywali się czasem z zapytaniem jakimś lub powątpiewaniem, 919 1, VI | ubogi, bosy i w siermiędze, z szerokim, pięknym czołem 920 1, VI | bujną, płową czupryną, ale z chłopska zarywającą mową, 921 1, VI | Anzelm kroku przyśpieszał. Z ruchów jego widać było, 922 1, VI | Korczyńskiego przynależy - zaczął z cicha - ale oni na każdą 923 1, VI | każdą garść ziemi aż mrą z chciwości...~Czapkę na czole 924 1, VI | komina, bez ganku, bez płotu, ż piędzią ogrodu, na którym 925 1, VI | rosło mizerne warzywo, i z jednym tylko ogromnym dębem, 926 1, VI | Zaduch, brud, nędza tchnęły z otwartej sionki, w której 927 1, VI | samego Ładysia, co tam stał z Fabianem i z chłopska mówił; 928 1, VI | co tam stał z Fabianem i z chłopska mówił; z chłopką 929 1, VI | Fabianem i z chłopska mówił; z chłopką ożeniony, czworo 930 1, VI | Anzelm opuścił okolicę i z drogi, która w tym miejscu 931 1, VI | Niemen. Było to tak, jakby z powierzchni ziemi oblanej 932 1, VI | dzikiego chmielu plączącego się z mnóstwem nierozwikłanych 933 1, VI | Wszystko to ze stron obu i z wielkiej wysokości ogromną 934 1, VI | olchy zdawały się drżeć z rozkoszy i biała kora srebrniała 935 1, VI | krzaczysty, liliowy dzięgiel z groniastych koron swych 936 1, VI | przyleciał rzeźwy powiew i z cichym szelestem strącił 937 1, VI | cichym szelestem strącił z głogowej gałęzi liście dzikiej 938 1, VI | nią przystanął Anzelm i z brodą opartą na dłoni przesuwał 939 1, VI | były teraz bardzo pogodne; z żartobliwym uśmiechem wymówił 940 1, VI | niewyraźne echo przynoszące mu z odległej młodości urywek 941 1, VI | wschodach. Szedł powoli, z przygarbionymi plecami i 942 1, VI | przygarbionymi plecami i z widoczną trudnością, ale 943 1, VI | zarośli lub ukazywała się z niej tylko głowa jego, małą 944 1, VI | brzeg Niemna; wtedy jeden z nich przystawał czasem i 945 1, VI | głowę; zatrzymała się i z ciekawością patrzała dokoła 946 1, VI | rozchodników. Kilka cienkich sosen, z szerokimi u góry koronami, 947 1, VI | koronami, i rozłożysta grusza, z gęstwiną drobnych liści, 948 1, VI | drobnych liści, wyrastały tam z ziemi okrytej rzadką trawą 949 1, VI | kilka wieków. Składał się on z sześciokątnego, grubego 950 1, VI | płaskie popiersie Marii, z tkwiącymi w nim siedmiu 951 1, VI | zamyśleniu na podstawach z drzewa lub gliny siedzące 952 1, VI | wypukłe figury świętych. Z chudości tych figur, ze 953 1, VI | szkieletowej długości ich członków, z okaleczeń, którymi czas 954 1, VI | nazwiska nie było tam żadnego. Z bezimiennego tego grobowca, 955 1, VI | patrzały na przepaść zieloną z warczącą w głębi krynicą, 956 1, VI | głowę nakrył i w milczeniu, z nasępionymi brwiami, pogrążył 957 1, VI | licznym pokoleniom, skoro z nich każde znalazło wśród 958 1, VI | wśród siebie kogoś, kto jej z powierzchni ziemi zniknąć 959 1, VI | było, że walczyć zaczynał z ogarniającą go chęcią mówienia 960 1, VI | kłody, spojrzał na Justynę i z cicha rzekł:~- Na co? dla 961 1, VI | Ale on prośbę wyczytał z jej oczu. Obejrzał się na 962 1, VI | mówił też wesoło i prawie z odcieniem filuterności. 963 1, VI | opowiadał ją drugiemu i tak ona z daleka, jak czeka przez 964 1, VI | położył na stronie i na jednym z wgłębień olbrzymiego kamienia 965 1, VI | tylko można było poznać i z mówienia ich, i z ubioru, 966 1, VI | poznać i z mówienia ich, i z ubioru, że przyszli z Polszczy. 967 1, VI | i z ubioru, że przyszli z Polszczy. Dla jakiej przyczyny 968 1, VI | czy milczała, wydawała z siebie pańską wspaniałość 969 1, VI | piękność. Ale jak tam było z ich początkiem wszystko 970 1, VI | kupić, dawał skóry zdarte z ubitych bobrów, niedźwiedzi, 971 1, VI | kłaniało się bałwanom i żyło z kilkoma żonami. Jan i Cecylia 972 1, VI | używał prawié, ale jak słowa z pacierza, ze starej gadki 973 1, VI | wyrzucić nie mógł. Teraz z widocznym naprężeniem rysów 974 1, VI | żadnego ludzkiego plemienia. Z tej strony rzeki i z tamtej 975 1, VI | plemienia. Z tej strony rzeki i z tamtej strony rzeki, na 976 1, VI | on położył się pod dębem, z oszczepem i łukiem napiętym 977 1, VI | śpiewając i grając na harfie. Z wysokiego domu pewno była, 978 1, VI | grała i śpiewała i ręce z początku miała takie białe, 979 1, VI | choć senliwy, pieścił się z jej włosami, a potem o wschodzie 980 1, VI | zna, nim jej w potrzebie z siebie nie dobędzie. Prawda 981 1, VI | robót i myślistw przynieśli z sobą albo różnym sposobem 982 1, VI | w rzekę zanurzyć, ażeby z niej wyłowić tyle ryb różnych, 983 1, VI | od upału i mozołu skóra z rąk i z nóg im złaziła, 984 1, VI | upału i mozołu skóra z rąk i z nóg im złaziła, a od wiatrów 985 1, VI | zbudowali widny i czysty, z którego też dym przez komin 986 1, VI | Poszli tedy do nich ludzie z różnych dalszych osad dowiedzieć 987 1, VI | okiem jednego Boga. Jeden z tych synów pojął sobie żonę 988 1, VI | dozgonną towarzyszkę aż z miasta Grodna, które podtenczas, 989 1, VI | mieszkające nierzadko mieszały się z sobą i nie wynikała z tego 990 1, VI | się z sobą i nie wynikała z tego nikomu żadna obraza 991 1, VI | swego końca idzie - wymówił z uśmiechem. - Ale - dodał - 992 1, VI | a panowie za największym z panów jechali, aż raptem 993 1, VI | rozstępowały się, jakoby jadącym z drogi ustępując. Król pojrzał 994 1, VI | szerokie otwory, krzyknął aż z zadziwienia i żartobliwie 995 1, VI | Aż tu wszyscy wyjechawszy z lasu stanęli oczom własnym 996 1, VI | wysokie domy lub też by słupy z pozwężanymi wierzchołkami, 997 1, VI | wyciągało się w podłuż rzeki, a z ich kominów, by z kościelnych 998 1, VI | rzeki, a z ich kominów, by z kościelnych kadzielnic, 999 1, VI | grzebało się w piasku lub z hałasem leciało nad rzekę, 1000 1, VI | po kilku siecie i niewody z rzucającymi się w nich rybami.