| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] wzywalem 1 wzywany 1 y 3 z 3537 za 630 zá 1 za-chwia-nie 1 | Frequency [« »] ----- 7478 i 3974 sie 3537 z 3534 w 2884 na 2741 nie | Eliza Orzeszkowa Nad Niemnem IntraText - Concordances z |
Tom, Rozdzial
2501 3, II | grono osób już zasiadało. Z wyjątkiem Kirły, który od 2502 3, II | niej umieściła się Teresa, z lewą ręką, w której czuła 2503 3, II | przy nim, wyprostowana, z ładną, żółtawą twarzyczką, 2504 3, II | wykrochmalonym przodem koszuli, z przymilonym uśmiechem na 2505 3, II | uśmiechem na kościstej twarzy, z rąk pan domu przyjąwszy 2506 3, II | umieścił się naprzeciw Justyny z takim pośpiechem, jakby 2507 3, II | okazywał on Justynie uprzejmość z nadskakiwaniem graniczącą, 2508 3, II | śledzić się zdawał. Przy tym z serwetą na szyi zawiązaną 2509 3, II | swojej żony tak często i z takim zadowoleniem, że można 2510 3, II | żyłę przeciąć, popłynęłaby z niej krew tak błękitna... 2511 3, II | przyjemna... przyjemna... z takiego, jak Teofil, rodu 2512 3, II | jaka parantela. fiu! fiu! z najpiększymi familiami... 2513 3, II | spostrzegłszy, że potrzebowała soli, z pośpiechem i przymileniem 2514 3, II | ją posunął. Potem omletu z konfiturami z półmiska nabierając 2515 3, II | Potem omletu z konfiturami z półmiska nabierając mówił 2516 3, II | Olszynki. Śmiech uspokoiwszy i z miną smakosza sącząc z kieliszka 2517 3, II | i z miną smakosza sącząc z kieliszka tanie francuskie 2518 3, II | mówiono, a co teraz Kirło z werwą okraszoną dowcipami 2519 3, II | sztosa, głośne przygody z najgłośniejszymi przedstawicielkami 2520 3, II | korczyńskim osoby niektóre z opowiadanych szczegółów 2521 3, II | już znały; innych słuchały z rozmaitymi wyrazami twarzy. 2522 3, II | rozmaitymi wyrazami twarzy. Z wyjątkiem przecież Benedykta, 2523 3, II | karafce rękę ona wyciąga, z pośpieszną, lecz i pełną 2524 3, II | balkony, wykrętasy... tylko że z drogi patrząc zdaje się, 2525 3, II | i wpółżartobliwie, wpół z rzetelną admiracją na Justynę 2526 3, II | robią...~- Benedykcie! - z cicha jęknęła pani Emilia.~- 2527 3, II | które wydzierały mu się z gardła, ale nie dokonał 2528 3, II | Emilia usiłowała podnieść się z krzesła, ale nie mogła. 2529 3, II | się stało?~Ale już Kirła z troskliwością i współczuciem 2530 3, II | domu ramię jej podając, a z drugiej podtrzymywała ją 2531 3, II | gorące usta.~- Mój ojcze - z cicha wymówił Witold - pocałuj 2532 3, II | końca wieczerzy wymówił, i z pocałunkiem ojcowskim wróciła 2533 3, II | drugiej uderzając prędko i z błyskającymi oczami mówił - 2534 3, II | śmiechem.~- Zrób to naprzód z kurczęciem – zawołała - 2535 3, II | uwierzę, że mógłbyś zrobić z Kirłą!~- Jak ojca kocham! - 2536 3, II | At - rzekł - niczego z kobietami pewnym być nie 2537 3, II | i ja chcę potańczyć!~- Z największą ochotą! - zawołał 2538 3, II | W godzinę potem Marta z trzaskiem otwierając drzwi 2539 3, II | awantury! Na wesele iść z nimi! Przymila się, obejmuje, 2540 3, II | prosi... "Idź, ciotko, z nami do Bohatyrowiczów na 2541 3, II | przepadnij! A to przyczepski z tego Widzia! Uf! nie mogę!...~ 2542 3, II | Bo też ciocia pójdzie z nami na to wesele - z filuterną 2543 3, II | pójdzie z nami na to wesele - z filuterną przekorą. rzekła.~- 2544 3, II | ludzi straszyć? jak upiór z tamtego świata przed oczami 2545 3, II | śmiałości iść do dworu, i z radą wystąpił, żebym koło 2546 3, II | Bardzo słusznie. Kto wspólnie z nami pracował, niech z nami 2547 3, II | wspólnie z nami pracował, niech z nami i zabawi się; kto naszej 2548 3, II | to smętliwie... A teraz i z tym procesem, co go z panem 2549 3, II | i z tym procesem, co go z panem Korczyńskim zaprowadził, 2550 3, II | ociec myśli, że przyjdzie z panem Korczyńskim pojednać 2551 3, II | weksele wyda. Na ten proces z panem Korczyńskim wielkie 2552 3, II | miejscami żółtą słomą połatana. Z drzew owocowych, oprócz 2553 3, II | zdziczałych grusz i jabłoni.~Ale z ławy stojącej pod wykrzywionymi 2554 3, II | kornecie, czyli białym czepcu z obfitym i sztywnym wygarnirowaniem, 2555 3, II | dobrodziejkę naprzód postąpić... z ukontentowaniem proszę!~ 2556 3, II | powtarzała:~- Proszę... z ukontentowaniem proszę!~ 2557 3, II | uzwyczajenia miałam. Giecołdówna z domu jestem; ociec mój na 2558 3, II | do nas!~Pod ścianą domu z ławy powstali znowu dwaj 2559 3, II | powstali znowu dwaj ludzie, z których jeden co najmniej 2560 3, II | zielonym jak trawa surducie, a z czerwoną, dobroduszną, śmiejącą 2561 3, II | równo okrzesanego krzaku z zasadzoną u wierzchu piwonią. 2562 3, II | szczupły, w czarnym surducie, z twarzą nieładną, ogorzałą, 2563 3, II | niedużym zydlu stała spora misa z pięknym, złotawym, tylko 2564 3, II | pięknym, złotawym, tylko co z plastrów wyciekłym miodem, 2565 3, II | ilekroć na nią spojrzał, z podziwu czy zakochania usta 2566 3, II | śpiewała - tak i ja... z dostatków takich na te małe 2567 3, II | dobiłam się!..~- Mruczydło z imości - sierdzisto przerwał 2568 3, II | wiodącej, prostować się zaczął, z ławy wstał i rękę na kłębie 2569 3, II | ścianą domu przypatrując się z daleka, aż nieprzezwyciężoną 2570 3, II | sobą wiedzie. Ale Fabian z uprzejmością niezmierną 2571 3, II | uprzejmością niezmierną i z szerokimi zarówno jak niskimi 2572 3, II | wykrzykiwał:~- Nic to! Nic to! Z ukontentowaniem witamy... 2573 3, II | ukontentowaniem witamy... z ukontentowaniem, spólnie 2574 3, II | ukontentowaniem, spólnie z pieskiem, witamy. A co to 2575 3, II | gładził istotnie, a Fabianowa z ławy powstawszy w rozwiewającej 2576 3, II | skrzypiącego drzewa dłużej! My z panem dobrodziejem nie od 2577 3, II | przybiegał do nas, a i potem z klas do mamy i papy przyjeżdżając 2578 3, II | urodziłam się... uzwyczajenia z początku nie miałam... bo 2579 3, II | Elżusia tymczasem, nieco z daleka, u węgła domu narzeczonemu 2580 3, II | razem czerwoną jej rękę z głośnym cmokaniem ust całował.~- 2581 3, II | raczej ona szeptała, on zaś z pokornym wzrokiem wszystkiemu, 2582 3, II | potakiwał.~Wtem u ogrodzenia z desek rozdzielającego zagrody 2583 3, II | powszedni, a tylko u Fabianostwa z powodu odwiedzin narzeczonego 2584 3, II | Czegoś się tak zarumieniła? - z filuterną przekorą szepnął.~ 2585 3, II | dwie mile stąd wspólnie z kilku sąsiadami dzierżawił, 2586 3, II | ciągnęło, pośpieszył. Może z drogi zobaczył ukochaną 2587 3, II | do sąsiadów wskakującą. Z podniesionym do góry wąsem 2588 3, II | głośny, do złudzenia wiernie z natury naśladowany śpiew 2589 3, II | elegant okolicy wynurzył się z gaju, a zmieszana Antolka 2590 3, II | przed chwilą rozmawiała z dziewczętami, ale odpowiedź 2591 3, II | parę minut na sapieżankę z drugiej strony ogrodzenia 2592 3, II | szeroko gałęzie rozkładającą z zamyśleniem popatrzała. 2593 3, II | Adasia zapytywał, który także z odległej, wydzierżawionej 2594 3, II | ostatnich słowach na Antolkę z ukosa spojrzał i z fantazją 2595 3, II | Antolkę z ukosa spojrzał i z fantazją poprawił u szyi 2596 3, II | zapomniał. Dokoła zydla z misą, która zamiast miodu 2597 3, II | toczyły rozmowę gwarną, z której najgłośniej wybijały 2598 3, II | koniczynę sieją, i pola z zielsk wszelkich ogałacają, 2599 3, II | drogach nie ścigałem, a co z tego! Tyle tylko, żem duszę 2600 3, II | a dzieci pięcioro. Co ja z synami zrobię, jak wszyscy 2601 3, II | żony, która już od dawna z twarzą na rękę opuszczoną 2602 3, II | języki nie padła.~Starzyński z basowym śmiechem zauważył, 2603 3, II | synów dziękować powinien. Z młodszych to nie wiadomo 2604 3, II | potem odchodzących gości z ukłonami i długimi przemówieniami 2605 3, II | będąc może być zacnym; kiedy z przymileniem i prawie uniżonością 2606 3, II | przy wzmiance o procesie z jego ojcem, którą nieuważnie 2607 3, II | nim było naturę pełną cech z sobą sprzecznych, którymi 2608 3, II | stanowiska poważanie i butna z własnej niezależności duma, 2609 3, II | pierwszą drużką do pary z panem Kazimierzem Jaśmontem, 2610 3, II | W chude ręce klasnęła i z ukontentowania jakieś niby 2611 3, II | sięgnąć mogła. Teraz idee z szerokiego świata, z dobrych 2612 3, II | idee z szerokiego świata, z dobrych serc i umysłowych 2613 3, II | umysłowych trudów ludzkich, z powszechnego oddechu ludzkości 2614 3, II | niewidzialną nicią łączy się z godziną, którą spędziła 2615 3, II | jestem! - odpowiedział z pokoju głos gruby, lecz 2616 3, II | kotlecika albo pierożków z czernicami? Gotowe już... 2617 3, II | wyprostowana, uroczysta, z tysiącem uśmieszków na twarzyczce 2618 3, II | kąsały, nie dokończyła, tylko z podskokiem na szyję starej 2619 3, II | wielkiej nogi swej przymierzała z uszczęśliwieniem, które 2620 3, II | koniec, znowu Leoni pierożki z czernicami ofiarowywała. 2621 3, II | ofiarowywała. Ale dziewczynka z lekkością metalowej turkawki 2622 3, II | pozwoliła na wesele pójść z nim, z ciocią i Justymką... 2623 3, II | pozwoliła na wesele pójść z nim, z ciocią i Justymką... poszedł... 2624 3, II | progu salonu rozminął się z synem, który pośrodku sieni 2625 3, II | rękę pochwycił.~- Buszmankę z ciebie zrobią, jak ojca 2626 3, II | dzisiejsza rozmowa matki z synem. Wczoraj już po wystąpieniu 2627 3, II | Benedykta położyła się do łóżka z biciem serca i duszeniem 2628 3, II | gardle. W nocy nagabywały ją z lekka żołądkowe kurcze, 2629 3, II | włóczkową robotę. Tuż przy niej, z ręką na chustce zawieszoną, 2630 3, II | bo kakao jej niesłużyło i z opowiadaniem o śnie dzisiejszym 2631 3, II | i zdenerwowaniu powoli, z uśmiechem cierpliwym i smutnym 2632 3, II | po którym Witold prośbę, z którą tu przyszedł, wypowiedział. 2633 3, II | Dokąd Leonia ma jechać? - z cicha i łagodnie zapytywała. - 2634 3, II | tak jestem osłabioną... z osłabienia mam szum w uszach...~ 2635 3, II | mię do mogiły, będziecie z nią postępować, jak się 2636 3, II | jednak powściągliwości, z jaką mówił, kilka jego wyrażeń 2637 3, II | pozwalając, a gdy dorósł, z lubością nieraz przypatrywała 2638 3, II | przecież słowo gniewu lub urazy z ust jej nie wyszło; z wyrazem 2639 3, II | urazy z ust jej nie wyszło; z wyrazem męczennicy na las 2640 3, II | Na nieszczęście, Teresa, z ręką obezwładnioną i zębami, 2641 3, II | niemożnością przychodzenia im z pomocą, płacz od czasu do 2642 3, II | zdawało, do Teresy szepnęła i z głębokim wyrzutem samej 2643 3, II | należy także sprzeczanie się z babami i sprowadzanie im 2644 3, II | głosem wymówił młody człowiek z krzesła powoli wstając i 2645 3, II | syna drażniło.~Nie zaraz i z widoczną niechęcią syn odpowiedział:~- 2646 3, II | może zaszkodzić. Ty pewno i z tym się nie zgadzasz? co?~ 2647 3, II | mnie nawet godnym rozmowy z sobą?~Nie podnosząc powiek 2648 3, II | szlakiem ciągnącej się za bramą z oczu mu nie zniknął. Niespokojny, 2649 3, II | nad czymś namyślający się, z czymś wewnętrznie walczący, 2650 3, II | najgłębszym milczeniu i z najwyższym przerażeniem 2651 3, II | minut potem widać go było z fuzją na ramieniu, z czarnym 2652 3, II | było z fuzją na ramieniu, z czarnym Marsem i książką 2653 3, II | Marsem i książką wyglądającą z kieszeni surduta idącego 2654 3, II | smutek. Ten smutek niemal z każdym dniem wzmagać się 2655 3, II | się zdawał. Stosunki jego z synem były na pozór dobre, 2656 3, II | milczeniu o wszystkim, co z najpowszedniejszymi sprawami 2657 3, II | codziennych i obojętnych z ojcem rozmawiał, śpiesznie 2658 3, II | także przyszłości nie mówił z nim nigdy. Ilekroć przewidywał, 2659 3, II | prawie wcale nie widywali się z sobą; i inne, w których 2660 3, II | których nie szukając się z pozoru spotykali się jednak 2661 3, II | porywczych słowach wybuchającym z drugiej rozdrażnieniem. 2662 3, II | rozdrażnieniem. Jednego z dni takich całą może godzinę 2663 3, II | naukowe książki Witolda, z których młody człowiek czerpał 2664 3, II | trzy tygodnie wyjedziesz z Korczyna... trzeba przecież, 2665 3, II | dobrze, jaki mam kłopot z tym długiem Darzeckich... 2666 3, II | siedział za granicą, ciągnął z niej, ile sam chciał... 2667 3, II | bardzo blady, drżał cały, a z oczu sypały się mu iskry. 2668 3, II | odchodzącym ojcem poskoczyć i z ust rzucić w zamian otrzymanej 2669 3, II | stargać do reszty łączący go z ojcem węzeł. Upadł tylko 2670 3, II | obydwóch gorzkim warem płynęły z jednej strony przebyte, 2671 3, II | jednej strony przebyte, a z drugiej widziane i odczute 2672 3, II | skończeniu żniw, Benedykt z sąsiedniego miasteczka do 2673 3, II | powracający siedział na bryczce z tak raźną i wypogodzoną 2674 3, II | odjeżdżający od ganku i nieco z boku w cieniu jaworów zatrzymujący 2675 3, II | koczykiem przybyły Zygmunt. Z parokonnej, trzęsącej, na 2676 3, II | czapkę na krzesło rzucił i z kieszeni surduta list jakiś 2677 3, II | któremu prowadzenie procesu z Bohatyrowiczami powierzył 2678 3, II | pozostaje przy nim wraz z przyznaną mu przez pierwszą 2679 3, II | starania o wyegzekwowanie z bohatyrowickiej okolicy 2680 3, II | Dziś wieczorem poczta z miasteczka odchodzi; umyślnego 2681 3, II | listu przybierał się długo i z niechęcią. Dziś przecież 2682 3, II | biurkiem siedział, papier z szuflady dostawał i ręce 2683 3, II | żurnalowy i trochę sztywny, z kapeluszem w ręku przez 2684 3, II | pani Emilii, po wschodach z sieni na górę prowadzących 2685 3, II | przecież zobaczył starą pannę z kluczami i dziewką folwarczną 2686 3, II | salon zupełnie pustym; z góry dochodziły dźwięki 2687 3, II | trzymała - jakaś biała chustka z wyhaftowaną już jedną literą - 2688 3, II | wyhaftowaną już jedną literą - z rąk jej na stół upadła. 2689 3, II | w nią jeszcze uparciej i z żartobliwą pieszczotliwością 2690 3, II | swoim usiadła, obojętna z pozoru, ale ze ściągniętymi 2691 3, II | dawna, kuzynie - obojętnie i z oczami na robotę spuszczonymi 2692 3, II | zachwycającymi scenami natury...~Tu z wielkim istotnie wdziękiem 2693 3, II | spokojnych ustach i spłynął z nich na kibić, której świeże 2694 3, II | opowiadanie przerywając z rumieńcami wytryskującymi 2695 3, II | trochę świszczący. Ona ręce z robotą na kolana opuściła 2696 3, II | zawołał.~Justyna szybko z krzesła powstała i dalej 2697 3, II | Przy ostatnich słowach z rozgorzałymi oczami obie 2698 3, II | ironiczne drgnienia. Ręce swe z dłoni jego wysuwając zapytała:~- 2699 3, II | ramiona u piersi krzyżując z podniesioną, trochę pobladłą 2700 3, II | brzegowi rzeki biegłam... z myślą, że śmierć jest lepszą 2701 3, II | Justyno! Justyno! - z nowym wybuchem rzucił się 2702 3, II | od ciebie, wypędzała mię z domu, kiedy przyjeżdżałeś... 2703 3, II | zawstydzały ją i mieszały. On z tego jej zmieszania, z samych 2704 3, II | On z tego jej zmieszania, z samych nawet wspomnień o 2705 3, II | nawet wspomnień o przebytych z jego przyczyny cierpieniach 2706 3, II | prawie, pieszczotliwie i z rozmarzeniem jej szeptał:~- 2707 3, II | świata?...~Tchu mu zabrakło; z roziskrzonym wzrokiem i 2708 3, II | cofnęła się o parę kroków i z twarzą tak prawie białą, 2709 3, II | czytywaliśmy razem!...~Nagle z wybuchającym uniesieniem 2710 3, II | przestałabym w tej chwili... z gniewu, z obrazy, z ohydy...~ 2711 3, II | tej chwili... z gniewu, z obrazy, z ohydy...~Teraz, 2712 3, II | chwili... z gniewu, z obrazy, z ohydy...~Teraz, gdy drżała 2713 3, II | nie wydała się Zygmuntowi. Z zachwyceniem, z żądzą, ale 2714 3, II | Zygmuntowi. Z zachwyceniem, z żądzą, ale zarazem i z urazą 2715 3, II | z żądzą, ale zarazem i z urazą na nią patrzał.~- 2716 3, II | Zygmunt stał przed nią z pochyloną twarzą i zaciśniętymi 2717 3, II | rezonowania i rozróżniania pozorów z prawdą tobie, kuzynie, obowiązaną 2718 3, II | stanowczo i raz na zawsze, że z uczuć, które miałam kiedyś 2719 3, II | może zarazem coś i ktoś z tobą żadnego związku nie 2720 3, II | od niej nie mogący, wziął z krzesła kapelusz, oddał 2721 3, II | krzesła kapelusz, oddał jej z dala ceremonialny ukłon 2722 3, II | ceremonialny ukłon i wyszedł z pokoju.~Było już po zachodzie 2723 3, II | jego koczyk wtoczył się z turkotem pod kryty i brukowany 2724 3, II | trzymała książkę. Na jednym z fotelów otaczających wielki 2725 3, II | otaczających wielki stół z książkami i dziennikami 2726 3, II | fortepianie. Jednocześnie z zaturkotaniem kół u podjazdu 2727 3, II | dole wielkiego domu, grało z biegłością utalentowanej 2728 3, II | można było, że w drodze z Korczyna do Osowiec zajmowały 2729 3, II | także w ten piękny wieczór z Korczyna wracając postanowiłem 2730 3, II | bardzo poważnie, pomówić dziś z mamą o rzeczach mających 2731 3, II | jednym przedmiocie mówić z sobą pragniemy.~- Wątpię - 2732 3, II | do matki pieszczotliwie, z przymileniem i, schyliwszy 2733 3, II | łzy i tęsknoty zgasiły, z niewysłowionym wyrazem powściąganej 2734 3, II | sobie postawie, ręki matki z dłoni nie wypuszczając mówić 2735 3, II | nie dotykała jej stopa i z którego przychodziły do 2736 3, II | i nie chciał mieszać się z szarym tłumem? Czy to jest 2737 3, II | mamo?~- Tak - odszepnęła.~Z powstrzymywaną ciągle czułością, 2738 3, II | tę także duszę kobiecą, z którą rozstał się on przed 2739 3, II | nieudolnościach. Po chwili z namysłem mówić zaczęła:~- 2740 3, II | spełniania trudnych...~Prędko z krzesła wstając mowę jej 2741 3, II | Znowu też pieszczotliwie, z wdziękiem, z odcieniem rzewności 2742 3, II | pieszczotliwie, z wdziękiem, z odcieniem rzewności i poetyczności, 2743 3, II | dziedziczną jej własnością, i aby z nim razem za granicę wyjechała. 2744 3, II | sprzedaży Osowiec w połączeniu z tym, co Klotylda posiada 2745 3, II | najprędzej wynurzyli się z tego morza pospolitości, 2746 3, II | powszechnych złych humorów. Z lekka żartować zaczął:~- 2747 3, II | mamo, i to dawno... jeszcze z ojcem. Nie znasz więc różnicy 2748 3, II | smaku i rozumu!...~Milczała. Z głową podniesioną i spuszczonymi 2749 3, II | uczynię tego nigdy.~Porwał się z krzesła.~- Dlaczego? dlaczego?~ 2750 3, II | zaszczepione w niego wraz z cywilizacją: potrzeby uciech 2751 3, II | zmartwienia i tęsknoty, ale z samej nudy...~Unosił się. 2752 3, II | mniej żurnalowo niż zwykle. Z rękami w kieszeniach surduta 2753 3, II | wpółżałosnej mowy, głosem, który z dziwną trudnością wychodził 2754 3, II | dziwną trudnością wychodził z jej piersi, zauważyła:~- 2755 3, II | i nieustanne paplanie...~Z żywością mu przerwała:~- 2756 3, II | nierówności, ofiarą ich z pewnością jestem ja.~Plecami 2757 3, II | wszystko, co kiedykolwiek nas z sobą łączyło, co kiedykolwiek 2758 3, II | cię była do ożenienia się z Justyną i gdyby ona była 2759 3, II | Zapytań tych, wysłuchał z trochę gorzkim, a trochę 2760 3, II | lekceważącym uśmiechem, po czym z rękami w kieszeniach i podniesionymi 2761 3, II | hożą dziewkę niż na pannę z dobrego towarzystwa... Już 2762 3, II | został, następnie, że żadnej z tych dwóch kobiet prawdziwie 2763 3, II | Jak tchórz uciekniesz z szeregów zwyciężonych... 2764 3, II | skrzydłach przelatującym z róży na różę? Czy tu ziemia 2765 3, II | drżeć zaczął powściąganymi z całej siły łzami.~- A ja 2766 3, II | właśnie soki tej ziemi, z której i ty powstałeś, jej 2767 3, II | rozkładał i prawie jednocześnie z nią mówił:~- Ależ ja tego 2768 3, II | znam... ja, ma chére maman, z tymi światłami, cieniami, 2769 3, II | przywykłem... Nie możnaż z cywilizowanego człowieka 2770 3, II | przedzierzgnąć się na barbarzyńcę z powodu... z powodu soków 2771 3, II | barbarzyńcę z powodu... z powodu soków ziemi, z którymi 2772 3, II | z powodu soków ziemi, z którymi się do czynienia 2773 3, II | znasz dobrze. Czy nie możesz z tego samego co on źródła 2774 3, II | jesteś, posiadał sztukę życia z nim, podnoszenia go, pocieszania, 2775 3, II | zbiorowiska, przestawać z nim, pracować nad nim nie 2776 3, II | wzniecił ten jeden wyraz z obojętnie wzgardliwych ust 2777 3, II | stając przed nią, jakby z milczenia jej chciał korzystać, 2778 3, II | sokami wykarmiony zostałem, z nią przez tyle lat pobytu 2779 3, II | Boże! Boże! - kilka razy z cicha wymówiła, a potem 2780 3, II | i ku oknu ją wyciągając, z trudem, zdławionym głosem 2781 3, II | idź na mogiłę ojca! Może z niej... może tam...~- Mogiła! - 2782 3, II | wyjdź stąd! - nagle głos z piersi wydobywając zawołała. - 2783 3, II | Nie dokończyła, tylko z wysoko podniesioną głową 2784 3, II | drzwi.~- Ależ pójdę! pójdę! z mamą o tych rzeczach rozmawiać 2785 3, II | wspaniała kobieta, która z twarzą jak opłatek białą 2786 3, II | chcąc może zatrzymać to, co z niego ulatywało. Czuła, 2787 3, II | ulatywało. Czuła, że wraz z zanikaniem jej miłości i 2788 3, II | same korzenie jej życia. Z postawy jej, ruchów rąk 2789 3, II | cierpienia, zda się, wywlekając z niej duszę. Wtem oczy jej 2790 3, II | oczy jakimś przypomnieniem. Z miejsca, na którym stała, 2791 3, II | okręciła się na miejscu i z jękiem na ziemię upadła. 2792 3, II | którymi sobie zasłoniła czoło, z głuchym stukiem o posadzkę 2793 3, II | znów tak cichy, jak gdyby z konającej piersi wychodził:~- 2794 3, II | czerwonością nieba długo z twarzą przy ziemi leżała, 2795 3, II | ciemnej gęstwinie włosów, z krwawiącą się plamą na czole, 2796 3, II | gdy ukochany zdejmował z jej skroni welon oblubienicy. 2797 3, II | przestrzeni rozdzielającej ją z zawieszonym pod niebem zjawiskiem.~- 2798 3, II | Zdało się jej tylko, że z mglistych obsłon wydobyte, 2799 3, III| pogodny, ale rozległa równina, z jednej strony w lesiste 2800 3, III| strony w lesiste pagórki, a z drugiej w półkoliste koryto 2801 3, III| natury, omdlewającej zwolna i z wdziękiem. Na spasionych 2802 3, III| ścierniska żółtość swoją mieszały z ciemną szarością zoranej 2803 3, III| traw, świeża zżętej słomy i z drzew ulatniającej się żywicy, 2804 3, III| szybko posuwające się pługi, z cichym chrzęstem po zoranej 2805 3, III| równo, w prostych liniach, z wyprostowanymi postaciami 2806 3, III| wiły się nikłe dymy, nad z rzadka rozsianymi oraczami 2807 3, III| zapładniających ogni wywabiło ono z szaty ziemi świetne jej 2808 3, III| zarzucało na wszystko płaszcz z bladego złota, lecz nigdzie 2809 3, III| roślinności, śród którego z bliska tylko i ułamkowo 2810 3, III| przedziwnie wybujałych, z niesłychanym gwałtem wzdymających 2811 3, III| i coraz innych kartach. Z wysokiej, szerokolistnej, 2812 3, III| śnieżnymi koronami krwawników, z ciemną czerwienią końskich 2813 3, III| czerwienią końskich szczawiów, z zaroślami psich języczków, 2814 3, III| zdziczałe spireje, ogołocone z kwiatów malwy, przekwitłe 2815 3, III| deszczach, nie podnosił się z ziemi; w przejrzystym więc 2816 3, III| powietrzu, za ogrodami, z których zdjęto owsy, konopie 2817 3, III| posiadał bez liku, a gdyby i z głodu miał mrzeć nazajutrz, 2818 3, III| glebie siedzących Zaniewicz i z zaniemeńskich Obuchowców 2819 3, III| także przyjechali Osipowicze z Tołoczek, po włosach jak 2820 3, III| się dający, i Łozowiccy z Soroczyc, hardo w górę podnoszący 2821 3, III| podnoszący wąsa, mali a zwinni, z rodzinnej zgody znani, bo 2822 3, III| przeddziadów; a byli tu także z piaszczystych Glindzicz 2823 3, III| Glindzicz ubodzy Maciejewscy i z najbliższych Samostrzelnik 2824 3, III| cztery stanąć mogące, a z Siemaszek przybyli, jak 2825 3, III| szczuplejszymi były przybyłe z dwoma braćmi dwie Siemaszczanki, 2826 3, III| białe paski. Był tam jeszcze z dorosłymi dziećmi stary 2827 3, III| stary Koroza, dawno już z zagrodowca na właściciela 2828 3, III| osobnego folwarczku wyszły; i z wyszukanym imieniem Albin 2829 3, III| imieniem Albin Jaśmont, ekonom z Osowiec, który z rotowym 2830 3, III| ekonom z Osowiec, który z rotowym śmiechem o młodym 2831 3, III| Giecołd, mały dzierżawca z zapadłymi policzkami i zbiedzoną 2832 3, III| sterczącym kwiatami kapeluszu i z długim ogonem u wełnianej 2833 3, III| ogonem u wełnianej sukni z bryczki wysiadając wysoko 2834 3, III| papierosa zapaliła i tak już z zapalonym papierosem, oczy 2835 3, III| palcu, a u szyi szpilka z błyszczącym szkiełkiem u 2836 3, III| tużurki mieszały się tutaj z surdutami z białego płótna, 2837 3, III| mieszały się tutaj z surdutami z białego płótna, obok szarych 2838 3, III| samodziałowych jaśniały ubrania z kanarkowej dymki, wśród 2839 3, III| i po kolana wysokie buty z wpuszczonymi w nie spodniami 2840 3, III| cichości i nisko, ale lud z tą ziemią jak z matką spojony 2841 3, III| ale lud z tą ziemią jak z matką spojony i wszystkie 2842 3, III| w obfitym pocie skąpany, z grubą skórą na twarzach 2843 3, III| na twarzach i rękach, ale z gładkimi i prostymi plecy, 2844 3, III| tam zdawać się mogło, że z ziemi wyrastał las dębów. 2845 3, III| brzmiała wówczas, gdy Rej z Nagłowic nad kuflem piwa 2846 3, III| zawsze jak las obfite i z fantazją mającą pozór dumy 2847 3, III| prędko uciszało ich, gasiło, z twarzy im wywabiało rumieńce, 2848 3, III| staroświeckich mantylach z szerokimi kołnierzami u 2849 3, III| wcale przybyłym gościom, z których bardzo nieliczni 2850 3, III| brakowało jeszcze jednej z najważniejszych osób asysty, 2851 3, III| człowiek! bogaty, przystojny i z tęgą głową, musiał przecież 2852 3, III| piękne kunie hoduje, a potem z zyskiem sprzedaje. Toteż 2853 3, III| chce mu się Domuntównie z bliskości w oczy popatrzyć. 2854 3, III| końce. Podobno Domuntówna z kim innym już tak jak prawie 2855 3, III| same do garści nie lecą, z pługiem i kosą sam chodzi, 2856 3, III| Zaniewski za interesem do niego z rana przyszedłszy w szlafroku 2857 3, III| nią panna Justyna Orzelska z Korczyna, pana Korczyńskiego 2858 3, III| zapłacić i że pochodził z własnego chowu właściciela), 2859 3, III| drugą nieustannie zdejmował z głowy granatową czapeczkę, 2860 3, III| odrzucone włosy. Jednemu z młodszych synów Fabiana 2861 3, III| Muzyka!~Na ten okrzyk z tłumu wypadli trzej młodzi, 2862 3, III| muzykanci porwali je i z nimi do domu wbiegli. Ku 2863 3, III| była jak u Anzelma i Jana, z mniej tylko gładko otynkowanymi 2864 3, III| mógł się domyśleć, że łóżka z wysokimi pościelami, komody 2865 3, III| wyniesionymi zostały dla uczynienia z niej sali jadalnej. Pod 2866 3, III| teraz trzy długie stoły z desek naprędce zbite, białym 2867 3, III| swatowie. Elżusia, w sukni z białego muślinu i z kawałkiem 2868 3, III| sukni z białego muślinu i z kawałkiem tiulu, który jej 2869 3, III| drużbów: Kazimierz Jaśmont z Justyną, Witold Korczyński 2870 3, III| Justyną, Witold Korczyński z Antolką Jaśmontówną, Jan 2871 3, III| Jaśmontówną, Jan Bohatyrowicz z Marylką Zaniewszczanką, 2872 3, III| Obuchowiczówną, Władysław Osipowicz z Cecylką Staniewską i Michał 2873 3, III| Staniewską i Michał Bohatyrowicz z Albertą Starzyńską. U drzwi, 2874 3, III| wysokiej i cienkiej figury z dumą dzierżawczyni na wszystkich 2875 3, III| przerwanie ulubionej znać, lecz z uroczystością momentu niezgodnej 2876 3, III| drużbanta uczynionego. Nikt z obecnych głośno nie przyznałby 2877 3, III| się do tego, ale wszyscy z niepokojem oczekiwali, czy 2878 3, III| podaną mu przez nią rękę z niskim ukłonem i w same 2879 3, III| inni w znak potwierdzenia z cicha cmoknęli, głowami 2880 3, III| Oto jest wianek uwity nie z pereł ani z diamentów, ale 2881 3, III| wianek uwity nie z pereł ani z diamentów, ale z zielonej 2882 3, III| pereł ani z diamentów, ale z zielonej mirty, znak panieński, 2883 3, III| napełnioną mirtem teraz wziął z niej mały mirtowy wianek 2884 3, III| głowę.~Tu Elżusia zaczęła z cicha chlipać i z wielką 2885 3, III| zaczęła z cicha chlipać i z wielką trudnością z kieszeni 2886 3, III| chlipać i z wielką trudnością z kieszeni ślubnej sukni wydobywać 2887 3, III| chustkę do nosa. Ale drużbant z oczami w nią wlepionymi 2888 3, III| oddechów słychać nie było, z takim wytężeniem oczekiwali 2889 3, III| wianek, w którym jasny kwiat z ciemnym się przemienia, 2890 3, III| dnia weselnego rozdać...~Z niskim ukłonem tacę z mirtem 2891 3, III| Z niskim ukłonem tacę z mirtem Justynie podawał, 2892 3, III| niej cienką, białą chustkę, z pięknie wyhaftowanymi jego 2893 3, III| wielka, różowa, piegowata, z szerokim czołem i zawiesistym 2894 3, III| bym nie był, jak jestem z tej pamiątki rączkami pani 2895 3, III| przygotowanej - wymówił z niskim ukłonem, lecz w tejże 2896 3, III| że aż biała rękawiczka z chrzęstem pękła, odpowiadać 2897 3, III| stukiem na kolana upadł, lecz z powodu twardego i szerokiego 2898 3, III| błogosławieństwie ojcowskim z nosem do góry sterczeć?~ 2899 3, III| zmarnuje, a dbający i umiejętny z lada czego uczyni co dobrego. 2900 3, III| ostatnim ojcowskim słowem i z gruntu serca powiedziawszy 2901 3, III| nikt dosłyszeć nie mógł, i z kolei błogosławiący młodą 2902 3, III| oknem, w mozaice mnóstwa z zewnątrz napełniających 2903 3, III| się zżółkła, chuda twarz z ogromnymi, ciemnymi okularami 2904 3, III| drużbant przed tą ściśliwą falą z rozpostartymi ramionami 2905 3, III| proszę! Druga panna drużka z drugim panem drużbantem. 2906 3, III| drużbantem. Trzecia panna drużka z trzecim panem drużbantem... 2907 3, III| krzykami, parskaniem koni i z gęstego tumanu kurzawy, 2908 3, III| ciasnoty miejsca, partiami z pary dziesiątków osób składanymi. 2909 3, III| który co chwilę chustką z oblicza, z łysiny i z karku 2910 3, III| chwilę chustką z oblicza, z łysiny i z karku ocierał. 2911 3, III| chustką z oblicza, z łysiny i z karku ocierał. Jednak pomimo 2912 3, III| ojcach rodzin. Ci i owi z cicha albo też głośno i 2913 3, III| cicha albo też głośno i z rozmachem opowiadali znajomym 2914 3, III| rozmachem opowiadali znajomym z innych okolic przybyłym 2915 3, III| okolic przybyłym o procesie z panem Korczyńskim przegranym 2916 3, III| Korczyńskim przegranym i o ciężkim z tej przyczyny strapieniu; 2917 3, III| nieubłagliwy sąsiad na karkach im z egzekucją siędzie, a kiedy 2918 3, III| najszumniejsi i najweselsi z biesiadników Fabianowi winszowali, 2919 3, III| wyprawiał, on rękami zatrząsł i z wybuchającą już alteracją 2920 3, III| jedna głowa na karku! Ale co z tego! Trzy dni wesela, a 2921 3, III| Strzałkowski, w długim surducie z samodziału do siermięgi 2922 3, III| do siermięgi podobnym i z myślącymi oczami śród steranej 2923 3, III| tłumaczył się na wpół z gniewem, na wpół z płaczem - 2924 3, III| wpół z gniewem, na wpół z płaczem - nikt złego nie 2925 3, III| Naprzód, państwo młodzi z asystą długo za obiadem 2926 3, III| oczekując i wypatrując, a z nikim oprócz Domuntów prawie 2927 3, III| prawie i mówić nie chcąc. Z Domuntami widać i dawniej 2928 3, III| ale teraz to już przyjaźń z nimi zawierał i przed nowymi 2929 3, III| złoty zegarek co kilka minut z kieszeni kamizelki wyjmując, 2930 3, III| naprzód wysunąwszy podjętym z ziemi drewienkiem począł 2931 3, III| swym kanarkowym ubraniu i z ręką na kłębie opartą Michał 2932 3, III| opartą Michał Bohatyrowicz, z wąsami w górę zbliżyli się 2933 3, III| zbliżyli się Łozowiccy, a z nimi razem stanął Staniewski 2934 3, III| rozwarły się wrota gumna, z ciemnej głębi jego wybuchnęła 2935 3, III| słupy rozdzielające zasieki z tokiem do młócki przeznaczonym 2936 3, III| muzykanci, instrumentów swych z przeciągłymi piskami i huczeniami 2937 3, III| i huczeniami próbujący; z boku pomiędzy słupami wąskie 2938 3, III| otwartym powietrzu stali, gdy z pola na drogę skręciły i 2939 3, III| jeszcze na żniwa sprawionym, z rozczochraną kosą na plecach, 2940 3, III| Nu! nu! - wołała, gałęzią z lekka po bokach konia uderzając 2941 3, III| konia uderzając i jednej z gromadek pytanie rzuciła:~- 2942 3, III| rzuciła:~- Czy moje bracia z Siemaszek przyjechali?~Pierwszemu 2943 3, III| drużbantowi zaś ledwie oczy z głowy nie wyskakiwały, tak 2944 3, III| zna! Ot, gdybym tego konia z bliskości mógł obejrzeć, 2945 3, III| w przymioty jej budząc. Z bliskości jednak ani na 2946 3, III| konia popatrzeć nie mógł, bo z drogi na węższą ścieżkę 2947 3, III| zagrody wiodącą skręciła. Ktoś z dala ku niej zawołał pytając: 2948 3, III| przy dziaduniu siedzieć. Z podniesioną głową i wytężonym 2949 3, III| puścili się za stryjeczną, i z dala widać było, jak przyjacielsko 2950 3, III| było, jak przyjacielsko z dziewczyną za ręce się ściskali, 2951 3, III| koniec znowu ścisnąwszy się z braćmi za ręce, kulawego 2952 3, III| popędziła. Domuntowie zaś z odkrytymi czuprynami biegiem 2953 3, III| wracali, czapkami machając i z dala wołając:~- Przyjdzie! 2954 3, III| zegarek spojrzał, a potem z kieszeni tużurka skórzaną 2955 3, III| tej samej prawie chwili, z innej już strony, bo od 2956 3, III| wysoka, w czarnej mantyli, z wysokim grzebieniem nad 2957 3, III| znacznie niższa, w białej sukni z różową opaską. Witold, który 2958 3, III| zaciekawionej gromadce młodzieży z ożywieniem prawił o użyźnianiu 2959 3, III| Fabianowa, którą dziewczęta z wielkim krzykiem z gumna 2960 3, III| dziewczęta z wielkim krzykiem z gumna wywołały, i menuetowe 2961 3, III| swoją suknią jaśniejąca i z pomocą męża jako też kilku 2962 3, III| hałasowali, aż zgodził się pójść z nimi na godzinkę, na jedną 2963 3, III| szedł tam, dokąd go Elżusia z jednej strony, a Franuś 2964 3, III| jednej strony, a Franuś z drugiej pod ramiona wiedli. 2965 3, III| jeszcze otulając się kapotą, z oczami w jeden punkt wlepionymi, 2966 3, III| czarnej spódnicy i mantyli, z liliową kokardą u szyi, 2967 3, III| przygarbiona, jak ciężki słup, z podaną naprzód małą, żółtą, 2968 3, III| stanęła. Rozswawolona gromadka z panną młodą na czele swego 2969 3, III| ona także zaczęła:~- Góra z górą... góra z górą...~I 2970 3, III| zaczęła:~- Góra z górą... góra z górą...~I wyciągnęła ku 2971 3, III| kontemplacji pogrążony, oczu z niej nie spuszczając zaczął:~- 2972 3, III| starzejemy...~On także wyrwał się z toni wspomnień, w którą 2973 3, III| ze swoich rąk wypuścił i z uśmiechem zażartował:~- 2974 3, III| kiedyś znali i ku niej szli z powitaniem. Każdy jej przypominał, 2975 3, III| kędyś daleko i na zawsze z okolicy wywędrował; trzeci, 2976 3, III| wywędrował; trzeci, najstarszy, z cicha coś prawił o swoim 2977 3, III| ubrana Starzyńska i wpół z płaczem, wpół ze śmiechem 2978 3, III| poufałość. O! ona wiedziała, jak z tymi ludźmi mówić i mówić 2979 3, III| Marynię Kirlankę zaznajamiał z Siemaszczankami, które trzymając 2980 3, III| pod ręce nową znajomość z widoczną radością zawiązywały. 2981 3, III| stryjecznymi Jadwigi rozmawiał i z rozmowy tej widać zadowolonym 2982 3, III| tańca zaprosił; Elżusia zaś z ukontentowaniem z ławki 2983 3, III| Elżusia zaś z ukontentowaniem z ławki poskoczyła i rękę 2984 3, III| Kirlanka dostała się jednemu z młodych Siemaszków, a małe 2985 3, III| się uwagą, że Domuntowie z dzbankami po wodę poszli. 2986 3, III| coraz inaczej. Niektórzy z kawalerów mieli na rękach 2987 3, III| tańczy. Istotnie, tancerz był z niego ochotny i zgrabny, 2988 3, III| poruszali się gibko, raźnie, z wielką na boki współtancerzy 2989 3, III| zwracał, wyprostował się i z gniewu zaczerwieniony donośnie 2990 3, III| była błysnęła, zgasła, a z przeciwnej strony rozchichotany 2991 3, III| przyśpieszonym krokiem, jedni z mężczyzn w balansach szeroko 2992 3, III| jego figury, jakby kajdany z nóg pozrzucali, w tak siarczystą 2993 3, III| żałośnie przytulając, wyszedł z gumna i już nie ukazał się 2994 3, III| i u skroni rozpostarte, z ramieniem do objęcia błękitnookiej 2995 3, III| trochę tylko mętnego światła, z zasieków bił zapach uschłych 2996 3, III| zdawała sobie jasną sprawę z przyczyn głębokiego wzruszenia, 2997 3, III| czasem chwila, w której z dna duszy ludzkiej podnosi 2998 3, III| nigdy. Ku niej one przybyły. Z gorzkiego morza cierpień 2999 3, III| błękitne oczy utkwione w nią z tajoną, nieśmiałą tkliwością. 3000 3, III| upalny dzień lipcowy sierp z jego ręki przyjęła, i szybkie