Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Alphabetical    [«  »]
voilá 1
voir 1
vous 1
w 3534
wabiac 1
wabiace 1
wabil 1
Frequency    [«  »]
7478 i
3974 sie
3537 z
3534 w
2884 na
2741 nie
1743 ze
Eliza Orzeszkowa
Nad Niemnem

IntraText - Concordances

w

1-500 | 501-1000 | 1001-1500 | 1501-2000 | 2001-2500 | 2501-3000 | 3001-3500 | 3501-3534

     Tom, Rozdzial
1 1, I | ptaków i owadów nad równiną w gorącym powietrzu, nad niewielkimi 2 1, I | nad niewielkimi wzgórzami, w okrywających je bukietach 3 1, I | słupiaste topole. Dnia tego w słońcu ta piaszczysta ściana 4 1, I | purpurową wstęgą tkwiącą w niej warstwą czerwonego 5 1, I | marglu. Na świetnym tym tle w zmieszanych z dala zarysach 6 1, I | można było dwór obszerny i w niewielkiej od niego odległości 7 1, I | rzeki zginający się nieco w półkole sznur siedlisk ludzkich, 8 1, I | Nad niektórymi dachami, w powietrzu czystym i spokojnym 9 1, I | kwiaty marchewnika, słały się w trawach fioletowe rohule, 10 1, I | roślinności dzikiej cicho w cichej pogodzie stało morze 11 1, I | kobiety, których głowy ubrane w czerwone i żółte chusty 12 1, I | płacze niemowląt u piersi w chustach niesionych, czasem 13 1, I | przedłużały echa ze stron obu: w borkach i gajach rosnących 14 1, I | rosnących na wzgórzach i w wielkim borze, który ciemnym 15 1, I | obłokami błękitów nieba. W tym ruchu ludzkim odbywającym 16 1, I | moment święta: wesoły i wolny w słoneczny i wolny dzień 17 1, I | boży powrót z kościoła.~W porze, kiedy ten ruch znacznie 18 1, I | i chwilę jakąś przebyły w jednym z rosnących na wzgórzach 19 1, I | zamiast kwiatów trzymała w ręku niepospolitej wielkości 20 1, I | jedna z tych kobiet miała w ręku pęk roślin, a druga 21 1, I | kości łopatek podnoszące w dwu miejscach staroświecką 22 1, I | tej mantyli zaopatrzonej w płócienny kołnierz miała 23 1, I | duże i płaskie stopy ubrane w grube pończochy i wielkie, 24 1, I | brązową, z czołem sfałdowanym w kilka grubych zmarszczek, 25 1, I | dziwną przy tej sczerniałej, w dłoni czasu czy losu zgniecionej 26 1, I | kołysały się u jej boków w tył i naprzód, białą, rozwiniętą 27 1, I | swojej niższa, ubraną była w czarną wełnianą suknię, 28 1, I | uwydatniając jej kształtną i silną, w ramionach szeroką, a w pasie 29 1, I | w ramionach szeroką, a w pasie cienką kibić zdradzała 30 1, I | i rękę biegłego krawca. W wyprostowaniu jej kibici 31 1, I | wyprostowaniu jej kibici i w delikatności cery czuć było 32 1, I | manierę i cieplarnię. Ale w zamian ruchy jej i gesty 33 1, I | uderzało tym więcej, że sposób, w jaki trzymała swą odkrytą 34 1, I | wyraz śmiałości i dumy. W ogóle ta panna czy ta dziewczyna 35 1, I | szczęście lub rezygnacja, w tej młodej i świeżej, ale 36 1, I | długa i swobodna kąpiel w kipiącym zdroju przyrody.~ 37 1, I | Wszystko to rzucało jej w twarz falę dzikiej i przenikliwej 38 1, I | uczuwała wtedy, i upał słońca, w którym nurzała swą odkrytą 39 1, I | krwi usta rozchyliły się w młodym i szczerym śmiechu. 40 1, I | przerywanym głosem ciągnęła w borku jeszcze rozpoczęte 41 1, I | Ot, tu, powiadam ci, w tym samym miejscu, pomiędzy 42 1, I | Jeszcześ wtedy nie była w Korczynie, jeszcze mała 43 1, I | po polu; chustką trzymaną w ręku jeszcze głośniej nos 44 1, I | wtedy grasowała po świecie; w naszych stronach jej jeszcze 45 1, I | że głową nieba dostaje, w zielonej sukni i złotą łopatą 46 1, I | spłaszczyłam, bo zdjąwszy w kościele z powodu gorąca 47 1, I | Justyna policzki i usta topiąc w dzwonkach, paprociach i 48 1, I | to samo. Nikt nie uwierzy w to, czego sam nie doświadczył. 49 1, I | powyrastały, słowo honoru!~W tej chwili za rozmawiającymi 50 1, I | turkot powozu; droga była w tym miejscu wąską, zeszły 51 1, I | przezroczystym, że rozpoznać w niej było można zgrabny 52 1, I | konie, i dwu siedzących w faetonie mężczyzn. Widziały 53 1, I | do domu odprawić, a sam i w cudzym faetonie poparadować, 54 1, I | pachnąca więź, którą trzymała w ręku, zajmować przestała.~- 55 1, I | ludzkie były robotą Pana Boga, w to ani trochę nie wierzę. 56 1, I | krokiem jak wprzódy, tylko w rozpalonych i zamyślonych 57 1, I | ludzka!~Justyna ze wzrokiem w ziemię wbitym milczała.~- 58 1, I | Gryząca troska przejrzała się w zwierciadle jej szarych, 59 1, I | wspomnienia czy wstręty opuściły w dół końce pąsowych warg 60 1, I | jedna tylko była niemłoda, w ciemnej chustce na plecach 61 1, I | tak ciasno, że siedziały w różnych postawach i kierunkach, 62 1, I | zwrócone, ściśnięte jak kwiaty w bukiecie. Jednym z nich 63 1, I | bukiecie. Jednym z nich w tym ścisku chustki z głów 64 1, I | ich kibicie chwiał wciąż w kierunki różne; chwytały 65 1, I | głośno i wszystkie razem. W tym gwarnym ogródku było 66 1, I | przez zalotność, dlatego aby w najkorzystniejszym świetle 67 1, I | taśmą oszytej. Niedbale w ogorzałych rękach trzymając 68 1, I | zatrzymały się u brzegu drogi, w cieniu wierzby, której kwiat 69 1, I | im suknie i głowy. Marta w kierunku jadących machnęła 70 1, I | powinien! Bardzo słusznie!~W tej chwili wóz zrównał się 71 1, I | wysoka spłynęło na Justynę. W tym szybkim spojrzeniu dostrzec 72 1, I | błękitne były jak turkusy i że w tej chwili przeleciała w 73 1, I | w tej chwili przeleciała w nich błyskawica. Ale wnet 74 1, I | zaciekawieniem i figlarnością w oczach, z rozchylonymi w 75 1, I | w oczach, z rozchylonymi w uśmiechu ustami poskoczyła 76 1, I | jej oczy nieruchomo tkwiły w dalekim punkcie przestrzeni. 77 1, I | otwartymi oczami i rozchylonymi w uśmiechu usty słuchała pieśni, 78 1, I | stojący wysoki mężczyzna w znacznym już od dwóch kobiet 79 1, I | księdzem, a ja będę księdzem~W białym klasztorze...~- Ot - 80 1, I | Ot - sarknęła Marta - w pieśni jest "będziesz" nie " 81 1, I | Gorący płomień przemknął w jej oczach.~- Pyszny głos! - 82 1, I | wysokiego słupa ubranego w słomiany kapelusz i stojącego 83 1, I | stojącego na dwu wielkich nogach w kwiecistych pantoflach. 84 1, I | kwiecistych pantoflach. Wzrok w twarzy młodej dziewczyny 85 1, I | rozczulenia jakieś pracowały w jej chrypliwie oddychającej 86 1, I | para, złączona para~Leży w tym grobie!~- Ot, jaki koniec! - 87 1, I | wysokiej góry, u której stóp w falach swych błękit nieba 88 1, II | II~W korczyńskim dworze na rozległym 89 1, II | oleandrowymi drzewami rosnącymi w drewnianych wazonach stały 90 1, II | zieloność starego znać, bo w aleje z grubych drzew wysadzanego, 91 1, II | przez zieloność ów wysoki, w słońcu złocisty brzeg Niemna, 92 1, II | była i sama rzeka, szeroka, w tym miejscu okrągłym łukiem 93 1, II | starych, szlacheckich dworów, w których niegdyś mieściły 94 1, II | dowiadywać się z bliska, ale co w oczy od razu wpadało, to 95 1, II | zachowanie miejsca tego w porządku i całości. Jakaś 96 1, II | budynki miały silne podpory, a w wielu miejscach nowe strzechy 97 1, II | rokiem więcej wsuwał się w ziemię, lecz z dachem gontowym 98 1, II | i zdrowo. Dworowi temu, w którym jednak widocznie 99 1, II | psuło i naprawianym było, w którym widocznie także nic 100 1, II | te ogromne drzewa i żyli w tym stuletnim domu, o tej 101 1, II | starania od rozpadnięcia się w łachmany i próchno. W obszernych, 102 1, II | się w łachmany i próchno. W obszernych, niskich i dobrze 103 1, II | arabeskami, zakrywało je zresztą w znacznej części kilka pięknych 104 1, II | kilkanaście rodzinnych portretów w staroświeckich, ciężkich, 105 1, II | dywany duże i spłowiałe, w rogu salonu piękny fortepian, 106 1, II | wiodącą przemianę bogactwa w nędzę.~W przyległym wielkiemu 107 1, II | przemianę bogactwa w nędzę.~W przyległym wielkiemu salonowi 108 1, II | wbrew temu, co działo się w innych częściach domu, dość 109 1, II | apteczne oklejone papierem w kwiatki i napełnione wonią 110 1, II | wonią olejków i trucizn. W rogu tego pokoju na pąsowym 111 1, II | postawie siedziała kobieta w czarnej jedwabnej sukni, 112 1, II | zbyt szczupłą, ale mającą w kształtach swych i ruchach 113 1, II | usty. Uśmiechała się ona w ten sposób do dwu z obu 114 1, II | wykrzyknikami. Jednak żaden z nich w tej chwili bezpośrednio 115 1, II | Średniego wzrostu, niemłody, w bardzo starannym i modnym 116 1, II | odpowiadał. Światło z okna w ten sposób na niego padało, 117 1, II | twarz całkiem pozostawała w cieniu, a widać było tylko 118 1, II | kim były gracje spotkane w polu, a szczególniej ta... 119 1, II | nie, to nie !~Wykwintny, w cieniu siedzący mężczyzna 120 1, II | nawet przyjemną rozrywkę w nim znajdująca śmiała się 121 1, II | której ona uczynioną została. W owalnej ramie cieniutkiej, 122 1, II | upojeniem. Wątłą swą kibić w szarym staniku odrzuciła 123 1, II | tarczę sobie czyniąc, cała w tył odgięta, ale z dziwnie 124 1, II | miodowym i upojonym wyrazem w oczach, wołała:~- Oj ! oj ! 125 1, II | pani domu - chyba pani choć w rączkę pocałować się pozwoli!~- 126 1, II | na niej długi pocałunek, w którym cześć i galanteria 127 1, II | jeszcze ożywieniem, z błyskiem w oczach, upomniała się o 128 1, II | odpowiedziały. Ale wmieszał się w nie i głos męski, który 129 1, II | przyłożyła do czoła; może w tej chwili uczuła ból głowy, 130 1, II | miała lat czternaście, a w tym wieku już przyzwyczajenia, 131 1, II | którego binokle połyskiwały w cieniu, wymówił:~- Piękna 132 1, II | krótkiej chwili dodał:~- Jest w jej powierzchowności jakaś 133 1, II | przyjemność widzieć pana w domu naszym?~- Tak, pani - 134 1, II | i winszuję sobie, żem w tej pustej okolicy znalazł 135 1, II | oświecił...~- Pan Kirło jest w każdym wypadku najlepszym 136 1, II | i tylko... zapoznanym.~- W domu naszym przynajmniej 137 1, II | Teresy Plińskiej, która w tej chwili z zachwyceniem 138 1, II | się błyszczącym binoklom w cieniu siedzącego gościa.~- 139 1, II | poskoczyła ku toalecie i w mgnieniu oka podała towarzyszce 140 1, II | drugą proszek zamknięty w dwu okrągłych opłatkach 141 1, II | jej ma wyćwiczona tancerka w przybieraniu zalotnej pozy. 142 1, II | dotykała piersi i gardła, w których czuła nieznośne 143 1, II | wielkimi, ciemnymi oczami, w których na pierwsze wejrzenie 144 1, II | ostatni witając pana domu w świetle okna stanął, dokładnie 145 1, II | pierwszego rzutu oka poznać w nim można było człowieka 146 1, II | ciemną ręką pociągając w dół długiego wąsa usiadł 147 1, II | miesiące syna kształcącego się w szkole agronomicznej i córki 148 1, II | okazywał zawsze zamiłowanie w gospodarstwie wiejskim - 149 1, II | zdrowiu wychowaniem jej w domu pokierować nie mogła... 150 1, II | Pan dobrodziej nawet w święto około gospodarstwa 151 1, II | ale wnet zatarł ręce i w śmiech uderzył:~- Jak Boga 152 1, II | uśmiechnął się i zwrócił twarz w stronę, w której stała gotowalnia 153 1, II | zwrócił twarz w stronę, w której stała gotowalnia 154 1, II | Korczyński, - Musisz chorować w takiej zadusze siedząc. ~ 155 1, II | milczeli. Czuć było, że w zadusze tego pokoju wszystkim 156 1, II | binokle Różyca błyskały w cieniu ciekawie i jakoś 157 1, II | ciekawie i jakoś drwiąco. W tej chwili kędyś z dołu 158 1, II | Różyc jednocześnie spojrzeli w okno. Za oknem, za przezroczystą 159 1, II | Niemnie płynęły tratwy, w mowie miejscowej płytami 160 1, II | brzeg rzeki płynęły złote w słońcu, a stojący u sterów 161 1, II | stojący u sterów płytnicy, w białej odzieży, silni jak 162 1, II | wielkim pluskiem tryskała w perlistych kaskadach. Zarazem 163 1, II | bór ciemny i wywoływały w nim głośne echa. Po przeciwległym 164 1, II | pojedynczo i gromadnie, w szarych i białych ubraniach; 165 1, II | punktami przelatywały rybitwy; w jednym miejscu rybackie 166 1, II | prześlizgiwało się pomiędzy płytami; w klonach szczebiotały szczygły, 167 1, II | czeczotka. Świat cały stał w cudnej pogodzie jak czara 168 1, II | Piękna miejscowość - rzekł w zamyśleniu Różyc.~Korczyński 169 1, II | ogorzałe, zorane czoło i w dół spuszczone wąsy obywatela.~- 170 1, II | na twarz gościa i utonęły w niej wejrzeniem głębokim 171 1, II | Ogarnęła go widoczna, a dziwna w tak silnym człowieku nieśmiałość.~- 172 1, II | myśli? - zaczął znowu - czy w teraźniejszych czasach ci 173 1, II | błyskały przelatującymi w nich iskrami; patrzał ciągle 174 1, II | iskrami; patrzał ciągle w twarz gościa i koniec wąsa 175 1, II | poziewanie.~Z dala od okna, w przyciemnionym nieco rogu 176 1, II | rzucił na pana domu, bardzo w tej chwili zajętego rozmową 177 1, II | błyszczące oczki jego wpiły się w delikatne policzki pani 178 1, II | ciężkie rudle wciąż uderzały w wodę wywołując pluski perlistych 179 1, II | kaskad; lekki wiatr szumiał w klonach i mieszały się z 180 1, II | przeciwległym wybrzeżu, w ciemnym borze, ludność wiejska 181 1, II | pewno poziomki lub zioła, bo w głębi boru odzywały się 182 1, II | rozpoznać można było, że w górnej części domu ktoś 183 1, II | szczelnie je za sobą zamykając.~W jadalnej sali, dokoła długiego 184 1, II | wszystko, pantofla mi wyszytymi w czerwone róże głośno klapała 185 1, II | o podłogę. Dopomagał jej w tym gospodarskim zajęciu 186 1, II | zwijała się tak prędko, że w niespełna kwadrans stół 187 1, II | jadalnej sali Teresa Plińska, w ręce klasnęła i z wybuchem 188 1, II | pani Emilii.~- A Benedykt w domu?~- W domu, tam, z gośćmi 189 1, II | A Benedykt w domu?~- W domu, tam, z gośćmi i żoną... 190 1, II | poszłyście do kościoła. Mówił, że w święto konie nie zajęte...~- 191 1, II | trochę, dobrodusznie jej w twarz patrzała. - Co też 192 1, II | dzieciach zapomniała... Co im w głowie? Romanse i apteka... 193 1, II | pęk kluczów głośno dzwonił w jej ręku. ~W tejże chwili 194 1, II | głośno dzwonił w jej ręku. ~W tejże chwili za przymkniętymi 195 1, II | brzęknęła, na koniec, dalej już, w głębi domu, wybuchnął głośny 196 1, II | Kirły... Marta, zapatrzona w szlak drogi zza rozwartej 197 1, II | sienie i salon pobiegła. W głębi salonu drzwi od pokoju 198 1, II | się głośno i zjawił się w nich Kirło śmiejący się 199 1, II | kogoś bardzo pociesznie w samej rzeczy wyglądającego. 200 1, II | wzrostu, ale tuszy dobrej i w środku figury szczególniej 201 1, II | źródło swe mieć musiało w ubiorze bardzo niestarannym, 202 1, II | jakże można? przy damach... w szlafroku... ~Ale Kirło 203 1, II | człowieku wypraszał się í w celu wyrwania się nowe, 204 1, II | wysunęła się młoda kobieta w czarnej sukni wybornie uwydatniającej 205 1, II | teraz prawie czarnymi i w twarz Kirły cisnęły płomienie 206 1, II | Na to wołanie zjawił się .w progu pies myśliwski, ulubieniec 207 1, II | rozjaśniała jej okrągła, rumiana, w owalną ramę chusteczki ujęta 208 1, II | gospodynię domu nie mógł długo w osamotnieniu zostawiać. 209 1, II | z łoskotem i zjawiła się w nich na oka mgnienie wielka 210 1, II | wnet jak wicher rzuciła się w kierunku sieni.~W uszach 211 1, II | rzuciła się w kierunku sieni.~W uszach obecnych zabrzmiał 212 1, II | ogromną radością nabrzmiały, a w oczach wionęły końce mantyli 213 1, II | chustkę na głowę... ~Teresa w kilku fertycznych poskokach 214 1, II | śmiechem.~- Oho! wpadła panu w oczko, co? Nieszpetna, co 215 1, II | świdrującymi oczkami uważnie mu w twarz popatrzał. ~- Ej, 216 1, II | rąk skrzypce umieściła je w stojącym na stole podługowatym 217 1, II | Wzięła dzbanek stojący w kącie pokoju i zaczęła zeń 218 1, II | miednicy nalewać. Stary w rozwartym szlafroku i zupełnym 219 1, II | i grałem sobie... Szynki w tym roku doskonale urządziła... 220 1, II | jej zawsze doskonałe... w ustach topnieją... caca!~ 221 1, II | Do czego to podobne, aby w takim domu... nie było komu 222 1, II | odpowiadając zakręciła mały klucz w zamku, schowała go do kieszeni 223 1, II | mieszkanie Marty i Justyny. W tym pokoju Justyna stanęła 224 1, II | gęstwinę czarnych włosów, w które podczas rannej przechadzki 225 1, II | nad którymi czasem tylko w olśniewającej światłości 226 1, II | wodnych lilii. Drugi, wysoki, w stojącej postawie rozgarniał 227 1, II | którego szczytu stała ona w otwartym oknie. Potem, gdy 228 1, II | wybrzeże stanął i znowu w tym samym kierunku spojrzał; 229 1, II | tych dwu ludzi ubrany był w kurtę z siermięgowego sukna 230 1, II | oddalał się, oddalał się w głębokości boru i przycichał, 231 1, III| Korczyński należał do niewielkiej w jego pokoleniu liczby ludzi, 232 1, III| Zawdzięczał to czasom, w których upłynęła młodość 233 1, III| ogniska. Ogniskiem tym, w samym sercu prowincji roznieconym, 234 1, III| ale często jak krynica w łono ziemi w grunt wielu 235 1, III| jak krynica w łono ziemi w grunt wielu pokoleń wnikają, 236 1, III| na którym rosną, wsiąkają w siebie rozkładające lub 237 1, III| liczba uzbrojona do walki w odziedziczone lub zdobyte 238 1, III| i miało skrzydła, które w atmosferze gnijącej do niczego 239 1, III| mogąc przekształciły się w proste szczudła użyteczne 240 1, III| istnienie takich szczudeł w pewnych warunkach gruntu 241 1, III| dzieciństwo swe spędzili w atmosferze wolnej od zgniłych 242 1, III| zdolnością ojca. Wielkie wrażenie w całej okolicy i nawet w 243 1, III| w całej okolicy i nawet w całym powiecie wywołał postępek 244 1, III| przysługującego im stanu, położenia w świecie - punktu wyjścia 245 1, III| wzruszała ramionami. Gdyby wtedy w cieniu bliskiej przyszłości 246 1, III| nie był i wszystkiego, co w bliskiej przyszłości stać 247 1, III| życiem całego ogółu, przelane w formę nową, zapotrzebuje 248 1, III| widnokręgów, których on sam w młodości swej zażywał. Może 249 1, III| wszelki wypadek!~Na koniec w te starania byłego ucznia 250 1, III| równej wartości folwark. W całości swej stanowiło to 251 1, III| bogatymi uczynić nie mogła. W myśli swej Korczyński przeznaczał 252 1, III| średniego brata, Dominika, który w dalekim, wielkim mieście 253 1, III| do swego Korczyna wrócił w roku 1861. Matki nie miał 254 1, III| laty; siostra była zamężną. W zamiar, mniej niż o dwie 255 1, III| rodzinnego domu z zamiarem użycia w nim niedługiego odpoczynku. 256 1, III| odpoczynku. Oprócz tego znalazł w domu krewną swoją, od dzieciństwa 257 1, III| lat dwadzieścia cztery i w pełnym znaczeniu tego wyrazu 258 1, III| bracia byli ze sobą zawsze w przyjaźni i zgodzie, a teraz 259 1, III| i Samosierry, to zaś, co w okoleniu najbliższym zadrzemało 260 1, III| przez sen niekiedy płakało, w nich uderzone dzwonem czasu 261 1, III| skrzydłach fantazji wleciało w wysoko gorejące płomię. 262 1, III| wzdęły się i wyrzucały w górę kipiące kaskady; w 263 1, III| w górę kipiące kaskady; w martwej atmosferze wichry 264 1, III| wtedy, było ruchu i tłumu w tym niskim, obszernym domu! 265 1, III| tam gwary i krzyki płynąc w dal po falach tej rzeki! 266 1, III| Brzmiałyż tam i huczały, w głębiach tego boru i na 267 1, III| dawnego czasu, od owego czasu, w którym powstały gęsto w 268 1, III| w którym powstały gęsto w pobliżu Niemna rozsiane 269 1, III| gospodarstwie własnym stale prawie w rodzinnym gnieździe przebywając. 270 1, III| przebywając. Dominik wybierał się w świat dla rozpoczęcia życia 271 1, III| i czysty. Z namiętnym i w owej porze rozmarzonym wyrazem 272 1, III| Bohatyrowiczem, przystojnym chłopcem w grubym obuwiu i surducie 273 1, III| tak, że uszy stawały mu w ogniu jak czerwone maki. 274 1, III| ta przyjaźń wobec różnic w wykształceniu i przyzwyczajeniach 275 1, III| był synem obywatelskim, w dostatkach wzrosłym, w szkołach 276 1, III| w dostatkach wzrosłym, w szkołach wykształconym, 277 1, III| wykształconym, z najbogatszą w okolicy dziedziczką ożenionym, 278 1, III| dwudziestu morgów przestrzeni, w szkole żadnej nie był, ziemię 279 1, III| odkąd bracia Korczyńscy w niskich drzwiach pochylając 280 1, III| długie rozmowy wychodzili w szerokie pola, razem szli 281 1, III| podobny, przyjmował i gościł w domu swoim braci i sąsiadów; 282 1, III| uroczysk nazwę swą zmieniło. W uroczysku tym znajdował 283 1, III| powiedzieć; lecz utrwalona w okolicznej mowie była ona 284 1, III| wraz z małym synem osiadła w posagowym majątku swoim 285 1, III| przysłał bratu wieść, w tych dalekich stronach zdołał 286 1, III| urodzajów na te kije, które w koła gospodarstw wszelkich 287 1, III| osie, a konie po golenie w gęstym błocie grzęzną. W 288 1, III| w gęstym błocie grzęzną. W takim położeniu rumaki, 289 1, III| pobudzany wytężał słuch w przestrzeń i oczami wodził 290 1, III| zostały do bajek, i do takich w dodatku bajek, którymi dzieci 291 1, III| nieprzyjemności. Tak na przykład: raz w pierwszych jeszcze latach 292 1, III| dobrze mu znane wzbudziły w nim chęć, aby mieszkańcy 293 1, III| wyjechał do najbliższego miasta w celu przeprowadzenia dość 294 1, III| doradziła mu zmianę istniejącej w Korczynie rasy bydła na 295 1, III| ładną, pięknie wychowaną i w której serdecznie był zakochanym, 296 1, III| lata potem były istotnie w Korczynie cudne trawniki 297 1, III| szczętu zrujnowanym. Ale w naturze jego, zapalczywej 298 1, III| stopniowo przelewały się w grubą i ponurą, ale w równym 299 1, III| się w grubą i ponurą, ale w równym i cierpliwym stąpaniu 300 1, III| długiego wąsa do ust. wkładał i w zamyśleniu zębami go przygryzał. 301 1, III| na koniec ożywający się w głębi cienistej altany łagodny 302 1, III| trzydziestoletnia brunetka w białym negliżu, w postawie 303 1, III| brunetka w białym negliżu, w postawie objawiającej znudzenie 304 1, III| Jednakże - z trochę irytacji w głosie zaczął znowu Benedykt - 305 1, III| życia chyba nie zapomnę, w jakim byłem strachu, kiedy 306 1, III| jesień biłem się jak ryba w wodzie... Nie daj Boże takiej 307 1, III| zapalenie oskrzeli... i sama w domu byłam... jak pustelnica...~ 308 1, III| miesiące prawie nie byłem w domu, a przez ten czas ty 309 1, III| karka, a wielkie wąsy tak mu w dół zwisły, że klap surduta 310 1, III| Dłonie o kolana opierał i w ziemię patrzał. Pani Emilia 311 1, III| podniósł głowę, z uwagą jej w twarz popatrzał, ręką potem 312 1, III| Milczał. Ładna brunetka w białym negliżu milczała 313 1, III| poznać można było, że czyniła w tej chwili bolesne dla siebie 314 1, III| tańczącym go nie widziała; w zamian kilka razy miała 315 1, III| wybrał, że rozkochał się w niej z całą zapalczywością 316 1, III| tylu innych... O tym, że w Korczynie, który uchodził 317 1, III| prawie nie myślała, bo w domu rodziców swych wśród 318 1, III| podobał się jej bardzo, była w nim zakochaną. Czemuż więc 319 1, III| parę zmarszczek, a teraz, w czasie żniw, było ono wilgotnym 320 1, III| czyniły smutną i - chorą. W tym odludnym i cichym Korczynie, 321 1, III| życia. Objawiało się to w coraz wzrastającym jej wstręcie 322 1, III| wzmocniona, odrodzona. Ale w kilka miesięcy po powrocie 323 1, III| ani miłego nie znajdowała w widoku nieba, ziemi i wszystkiego, 324 1, III| trzydziestoletnia brunetka w milczeniu to wszystko wspominała 325 1, III| zmęczony i zgryziony mężczyzna w długich butach i płóciennym 326 1, III| niej twarzą, popatrzał jej w oczy i w zgrubiałe swe ręce 327 1, III| popatrzał jej w oczy i w zgrubiałe swe ręce biorąc 328 1, III| pierwszy już raz zauważyłem to w tobie, o! nie pierwszy... 329 1, III| duszko, życie zmienia ludzi. W takich, uważasz, okolicznościach 330 1, III| głupiec utrzymywać się może w roli Adonisa... Ale jeżeli 331 1, III| tak, jak ty, zanurzy się w samych materialnych interesach, 332 1, III| tobą zanurzać się będziemy w poezji - przerwał mężczyzna - 333 1, III| wraz z dziećmi pójdziemy w świat o kiju...~Mówił to 334 1, III| niedostatku dotąd, chwała Bogu, w domu naszym nie ma. Pracy 335 1, III| zupełnie i z błyskiem w oczach przerwała:~- Wyliczyłeś 336 1, III| nie mam. Cóż ja mam? Żyję w tym kącie jak zakonnica, 337 1, III| obowiązków życia. Może i w tym jest także trochę poezji, 338 1, III| robić? Niech jeszcze i to...~W głosie jego słychać było 339 1, III| altany.~Długo potem Benedykt w gabinecie swoim i na ganku 340 1, III| prosić o zwrot swych koni w jego zbożu pochwyconych. 341 1, III| zgryzła. Od ludzi, którzy w płóciennych kapotach stali 342 1, III| nazwisko wymówionymi zostały, w gniewie swym najmniejszej 343 1, III| Nieboszczyk pan Andrzej żył w innych czasach mruknął i 344 1, III| szlachecka trzymały Korczyn w oblężeniu formalnym i gdyby 345 1, III| drobnych rybek rozszarpałoby w mgnieniu oka większą 346 1, III| Przyczyniła się do tego w znacznej części owa rozmowa 347 1, III| znacznej części owa rozmowa w altanie, a w pewnym też 348 1, III| owa rozmowa w altanie, a w pewnym też stopniu jakieś 349 1, III| przysypane przemieniają się w szczypawki, które przy lada 350 1, III| przy lada poruszeniu kąsają w serce.~W gabinecie swym 351 1, III| poruszeniu kąsają w serce.~W gabinecie swym przy biurku, 352 1, III| rachunkowe, wziął głowę w obie dłonie i pogrążał się 353 1, III| dłonie i pogrążał się długo w myślach ponurych. Potem 354 1, III| tego nieznośnego położenia, w jakim wy wszyscy postawiliście 355 1, III| tobie miejsce zarządzającego w j e d n y c h wielkich tutejszych 356 1, III| tutejszych majątkach. Jestem w bliskich stosunkach z jednym 357 1, III| twojej familii, mieszkanie w pałacu, pojazd i sześć koni 358 1, III| Ja wiem, że tobie to wbić w głowę nie będzie łatwo; 359 1, III| uczciwie żyję (temuż to i w spekulacjach szczęścia nie 360 1, III| Chciałbym, żebyś ty żył w tej samej stronie, co ja, 361 1, III| Człowiek rdzewieje tylko, duszę w sobie gasi. Gdyby to choć 362 1, III| jutro napisze do Dominika w sensie twierdzącym. ~"Trzeba 363 1, III| choć raz na trzy lata, w te strony przyjechać, bo 364 1, III| przynieść każe, czy będzie jadł w stołowym pokoju, czy kurczęta 365 1, III| paluszek wnet wyciągnął się w przestrzeń ku białym, małym 366 1, III| o! jakie motylki... ale w ogrodzie ładniejsze... Julek 367 1, III| łowić jacicę... wie tatko, w nocy... na czółnach... z 368 1, III| Widziu! - zaczął Korczyński w twarz małego syna patrząc 369 1, III| ciocią Martą i z Justynką w niedzielę do lasu sobie 370 1, III| i promieniały topiąc się w czystych, błyszczących, 371 1, III| jakich mało; nie tylko w całym domu, ale i w całym 372 1, III| tylko w całym domu, ale i w całym Korczynie słychać 373 1, III| parobkowskich dzieci czy w pole do żeńców albo pastuszków; 374 1, III| z książką zaszywał się w takie kąty, że go wynaleźć 375 1, III| nocy jeszcze bratu odpisał w sensie przeczącym.~Nazajutrz 376 1, III| wyłącznością, oboje mieli w życiu swym jakiś pierwiastek, 377 1, III| pierwiastek, który obudzał w nich częste rozjątrzenia. 378 1, III| u Korczyńskiego od dnia, w którym znowu stoczył on 379 1, III| później weźmie jakiś udział w jego myślach i zajęciach, 380 1, III| nawet sumę otrzymywać w dwóch albo trzech ratach. 381 1, III| połowę swoich dochodów i w wypłacie drugiej połowy 382 1, III| pieniądze te musi posiadać w swym ręku i do swego rozporządzenia, 383 1, III| gniazdko, to jest te pokoje, w których najwięcej przesiadywać 384 1, III| różnicy żadnej, a mnie, w moim smutnym życiu, przyniesie 385 1, III| on był wtedy pochwycił w objęcia i okrył gorącymi 386 1, III| jeżdżenia za interesami, a w wykwintnym i modnym ubraniu 387 1, III| ubraniu przesiadywać zaczął w jej "gniazdku" razem z nią 388 1, III| gniazdku" razem z nią czytając w trzech językach powieści 389 1, III| długimi godzinami miłośnie w oczy jej patrząc - kto wie, 390 1, III| kto wie, jakie zmiany w pożyciu ich zajść by mogły; 391 1, III| błękitnym, a gabinet białym w polne kwiatki. Tu ustawiła 392 1, III| widując i ani wiedząc, co się w dalszych pokojach domu dziać 393 1, III| spasioną trawkę i każdą w lesie zrąbaną gałąź przed 394 1, III| żony. Potem płacił za syna w szkołach i za córkę na warszawskiej 395 1, III| rwały się ciągle i uciekały w głąb pasma; chwytał je, 396 1, III| czasem, gdy zaciąwszy się w mowie i trochę jąkając się 397 1, III| filuterny błysk przelatywał mu w piwnych, posępnych źrenicach...~ 398 1, IV | unikał wydatków i przeszkód w gospodarskich pracach, ona 399 1, IV | krewnych i sąsiadów; raz w rok, na imieniny pani domu 400 1, IV | imieniny pani domu przypadające w ostatnim dniu czerwca, zjeżdżała 401 1, IV | się na niechęć wielu osób.~W wielkiej jadalnej sali około 402 1, IV | zastawie bogate połyski. Jak w całym dworze, tak i tutaj 403 1, IV | ludzkie, ale jak ogólnie w okolicy tej wiedziano, wszelka 404 1, IV | wydarzonej straszliwej chwili, w której dowiedziała się, 405 1, IV | razu sukien żałobnych i w posagowym swoim majątku, 406 1, IV | zmarszczkami, które zbiegały się w drobne snopy około wielkich, 407 1, IV | wyniosłości i skromności, w którym przemagała wyniosłość. 408 1, IV | gadatliwej i zanadto bogato w aksamit i brylanty strojnej 409 1, IV | arystokratycznymi rysami twarzy, który w czasie obiadu płynnie i 410 1, IV | bratową szedł z panią Emilią, W ogóle na rodzinie Darzeckich 411 1, IV | Darzeckich znać było niepospolite w tych stronach bogactwo. 412 1, IV | poruszając głową ubraną w kwiaty, z dziecinnymi prawie 413 1, IV | od razu, ale rodzice jej w odległych stąd stronach 414 1, IV | rozmawiała z niemłodą i bardzo w tym towarzystwie osamotnioną 415 1, IV | od Justyny zbiegały się w drodze ze spojrzeniami siedzącego 416 1, IV | Obaj spoglądali często w jedną stronę, co na cienkie 417 1, IV | szczebiocząc, gestykulując, często w twarz męża wlepiając długie 418 1, IV | Korczyńskiego, mniej więcej w takim, jak i on, położeniu 419 1, IV | życia. Kobiety tam były w podstarzałych materiach 420 1, IV | usiłowali okazać się wesołymi, a w dodatku jeszcze eleganckimi. 421 1, IV | chusteczką, a prowadził w ten sposób, że kilka patrzących 422 1, IV | żartu i śmiechu. Na koniec, w nieładzie już, posypała 423 1, IV | swą głowę, ubraną tylko w czarny warkocz i parę świeżych 424 1, IV | Poszli za innymi, lecz w znacznej od innych odległości.~- 425 1, IV | ciebie jeszcze fiu! fiu! w głowie! Słyszałem dziś, 426 1, IV | Benedyktowej, że ten Różyc w tobie... te... a i Zygmuś 427 1, IV | nieco podniesioną i patrzyła w ziemię; można by myśleć, 428 1, IV | słów ojca nie słyszała.~W sali jadalnej pozostało 429 1, IV | gośćmi przybyli, pomagali w usługiwaniu przy stole jedynemu 430 1, IV | usługiwaniu przy stole jedynemu w tym domu lokajczykowi. Pozostała 431 1, IV | Pozostała tam także Marta, w dniu tym świątecznie ubrana, 432 1, IV | przed tym dniem, zupełnie w domu wyjątkowym, panna Marta 433 1, IV | wydawała się skurczoną i jakby w sobie zwiniętą. Spod schylonego 434 1, IV | wodziła po długim stole i w nieładzie około niego stojących 435 1, IV | niej swą delikatną, bladą, w wąską ramę siwiejących bokobrodów 436 1, IV | i czas jakiś przepędzić w uroczej Szwajcarii, zdrowie 437 1, IV | dzieci na wakacje, mieszając w zwykły tryb jej życia trochę 438 1, IV | mającego wkrótce nastąpić w domu jej zebrania śmiertelnie 439 1, IV | do dzisiejszego ranka, w którym przy bardzo starannym 440 1, IV | wczoraj jeszcze nikt by się w niej ani domyślił, z tym 441 1, IV | wysoka ściana zieloności, w której klony, wiązy, lipy 442 1, IV | klony, wiązy, lipy i jawory w nierozwikłany chaos mieszając 443 1, IV | częstując ich tam cygarami. W jednym z rogów salonu, przy 444 1, IV | przy tym u tego ostatniego w układzie włosów, wyrazie 445 1, IV | Istotnie, opowiadał on w tej chwili dwom towarzyszom 446 1, IV | paroletnim pobycie swym w Monachium, który więcej 447 1, IV | kilkoletnie studia odbyte w szkołach sztuk pięknych, 448 1, IV | naprzód, a potem trochę w paryskiej i düsseldorfskiej . 449 1, IV | według niego najpiękniejsze w świecie kobiety. Różyc znowu 450 1, IV | znowu najdłużej mieszkał w Wiedniu, to miasto znajdował 451 1, IV | znajdował najweselszym i w nim - jak o tym z ironicznym 452 1, IV | wzajemnie na siebie popatrzali. W spojrzeniach ich, oprócz 453 1, IV | Pomyślałem sobie właśnie w tej chwili - więcej jeszcze 454 1, IV | miesięcy dopiero mieszkając w swoich tutejszych majątkach. 455 1, IV | Różyca i Zygmunta wysunął się w tej chwili młodziutki, dwudziestoletni 456 1, IV | dwudziestoletni chłopak, w którym na pierwszy rzut 457 1, IV | nieśmiałości i zmieszania, z rękami w tył założonymi i lekkim 458 1, IV | wprowadzić pan zamierza w swojej Wołowszczyźnie. Słyszałem, 459 1, IV | dowiedziałem się, że pan w nich sam zamieszkałeś, ucieszyłem 460 1, IV | wprowadzeniu reform czy ulepszeń w Wołowszczyźnie dotąd nie 461 1, IV | Od dwóch lat nie byłem w domu, bo w przeszłym roku 462 1, IV | lat nie byłem w domu, bo w przeszłym roku ojciec pozwolił 463 1, IV | na praktyce agronomicznej w pewnych wielkich i wzorowo 464 1, IV | dobrach... Teraz skończyłem W szkole kurs drugi i mam 465 1, IV | wiedząc dobrze skądinąd, jak w naszych stronach jest... 466 1, IV | gdybym cię zapytał: jak w twoich Osowcach stoi lud 467 1, IV | Ale spytaj się swego ojca, w jakie położenie popadł był 468 1, IV | udoskonalić...~Z tymi słowami w sukurs Witoldowi przybywał 469 1, IV | jednego z obecnych tu i w tej chwili na ganku siedzących 470 1, IV | zwolna ku punktowi salonu, w którym znajdowała się jego 471 1, IV | zmierzając ku fotelowi, na którym w gronie pań, ale milcząca 472 1, IV | syna, podniosła powieki i w twarzy stojącego przed nią 473 1, IV | przeszkodach, jakie znajduje on w rozwijaniu go, odkąd mieszka 474 1, IV | rozwijaniu go, odkąd mieszka w domu, o trudności połączenia 475 1, IV | z cicha robiąc uwagi, że w tym małżeństwie czułość 476 1, IV | wychowana, wydaje się zakochaną w nim bez pamięci, a on ma 477 1, IV | zaczyna, że wychowała syna w nadzwyczajnych pieszczotach, 478 1, IV | tym sądziła. Głową ubraną w dziwne~jakieś pióra powoli 479 1, IV | ojca, to ja wiem, bo i mnie w tym samym czasie, co i pani 480 1, IV | służącego i na bocznym stole w salonie postawił. Kościste 481 1, IV | błyszczały, najjowialniejszy w świecie uśmiech otwierał 482 1, IV | otwierał wąskie usta. Był w tej chwili upostaciowaniem 483 1, IV | dokoła towarzyskiego gwaru. W dwóch palcach jednej ręki 484 1, IV | wszystkich, którzy się znajdowali w pobliżu. W pobliżu tacy 485 1, IV | się znajdowali w pobliżu. W pobliżu tacy z likierem 486 1, IV | opróżnionym kieliszkiem w ręku stary Orzelski. ~A 487 1, IV | kogo innego. Orzelski zaś w dwóch palcach trzymając 488 1, IV | albumami i ilustracjami w zniszczonych oprawach.~W 489 1, IV | w zniszczonych oprawach.~W gronie tym złożonym ze starszych 490 1, IV | ubrała się niewłaściwie i w ubraniu tym, a także ze 491 1, IV | może nie doświadczała, ale w toczących się rozmowach 492 1, IV | nowych książkach i słynnych w tej chwili kompozycjach 493 1, IV | nieruchomym wzrokiem patrzała w przestrzeń, można było zgadnąć, 494 1, IV | jej na oczy i usta czyniąc w tej chwili twarz jej daleko 495 1, IV | dość pospolitej igraszce, i w poczuciu bezsilności własnej 496 1, IV | smutku. Ale jakichkolwiek w tej chwili doświadczała 497 1, IV | zupełnie; dwaj ludzie, którzy w czasie obiadu szturmowali 498 1, IV | nieznacznie wysunął się w kierunku sali jadalnej. 499 1, IV | kwieciście mówił o różnych w gazetach wyczytanych przewidywaniach 500 1, IV | sprzeczki. Gospodarz domu w rozmowie tej najmniejszy


1-500 | 501-1000 | 1001-1500 | 1501-2000 | 2001-2500 | 2501-3000 | 3001-3500 | 3501-3534

IntraText® (V89) Copyright 1996-2007 EuloTech SRL