Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Alphabetical    [«  »]
voilá 1
voir 1
vous 1
w 3534
wabiac 1
wabiace 1
wabil 1
Frequency    [«  »]
7478 i
3974 sie
3537 z
3534 w
2884 na
2741 nie
1743 ze
Eliza Orzeszkowa
Nad Niemnem

IntraText - Concordances

w

1-500 | 501-1000 | 1001-1500 | 1501-2000 | 2001-2500 | 2501-3000 | 3001-3500 | 3501-3534

     Tom, Rozdzial
501 1, IV | on na żelaznym krzesełku w takiej pozie, że od ogarniającej 502 1, IV | postać jego odcinała się w pełni swych silnych i ciężkich 503 1, IV | i wszystkie białe nitki w gęstych i ciemnych włosach. 504 1, IV | bawiąc się kieliszkiem, w którym łamał się promień 505 1, IV | zarazem długiego wąsa mocno w dół pociągnął.~- Nie jestem 506 1, IV | dom pełen oficerów... Ja w strachu! Zniszczą Korczyn, 507 1, IV | karmię, poję, zapraszam, w oczy patrzę, czy kontenci... 508 1, IV | ogród zdeptawszy, ale resztę w całości zostawiając... Już 509 1, IV | filuternym błyskiem przebiegł mu w piwnych źrenicach.~- Cóż? 510 1, IV | wywiercisz. Z tej strony ci w skórę i z tamtej... także 511 1, IV | skórę i z tamtej... także w skórę! O Jezus, Maria! Obudziłem 512 1, IV | Maria! Obudziłem się cały w potach i nazajutrz chodziłem 513 1, IV | głośnym śmiechem, jakby w tej chwili zwykła dystynkcja 514 1, IV | dotąd triumfująco sobie w górę ulatujące ciężko jakoś 515 1, IV | ziemi. ~- Co tam! - zaczął w kącie ganku jakiś widocznie 516 1, IV | się ich u nas jak robactwa w mokre lato! - zauważył ktoś 517 1, IV | dziesięcin wygonu ... ktoś w nich wmówił, że one do nich 518 1, IV | Wnieśli do sądu... i w pierwszej instancji przegrali... 519 1, IV | pośpiesznie zerwał się z krzesła. W tej samej chwili jedna z 520 1, IV | rękę do czoła podniosła. ~- W imię Ojca... - cicho do 521 1, IV | chyba lat z dziesięć nigdzie w sąsiedztwie nie bywa! Ależ 522 1, IV | zmieniła, o, moja pani!~W progu salonu pan Benedykt 523 1, IV | młodszych od niej chłopców w szkolnych ubiorach. Średniego 524 1, IV | jasnej barwy, z tyłu głowy w prześliczny, ogromny warkocz 525 1, IV | tego i owego...~Teraz, gdy w zapale mówić zaczęła głośno, 526 1, IV | zapale mówić zaczęła głośno, w głosie jej parę razy zabrzmiały 527 1, IV | zgrabną swą kibić pochyliła w trochę niezgrabnym ukłonie 528 1, IV | ja, moja pani, mogę tak w każdej chwili zostawiać 529 1, IV | każdej chwili zostawiać w domu dzieci? Troje starszych 530 1, IV | wpychała koronki chusteczki w parskające śmiechem usta; 531 1, IV | do czoła i gardła, jakby w tej chwili dostawać zaczynała 532 1, IV | jak to dobrze, że choć raz w świat się wybrałaś! - wołał, 533 1, IV | tydzień już będzie, jak w domu nie byłem! - z zupełną 534 1, IV | potrzebuje rozrywek i nudzi się w domu; ja go więc we wszystkim 535 1, IV | witać dzieci. Dwaj chłopcy, w gimnazjalnych bluzach i 536 1, IV | śliczną musiała wydawać się w domu i matce, i córce; tu 537 1, IV | ukazujące się małe stopy w skórzanych, grubych bucikach 538 1, IV | wił się po spływających w dół jej ramionach; ręce 539 1, IV | Francuzka nauczycielka pomagała w rozpatrywaniu ilustracji, 540 1, IV | niej nie przerwały; ale w zamian, z przeciwległego 541 1, IV | dziecinną prawie radością w ładnych, lecz już trochę 542 1, IV | jasnych włosów i ukazując w śmiechu rząd śnieżnych zębów.~- 543 1, IV | Maryniu! Dwa lata nie byłem w domu... Jak ty od tego czasu 544 1, IV | To co i dawniej: mamie w gospodarstwie pomagam, młodszą 545 1, IV | Kirlanka patrzali sobie w oczy. Wtem, jakby wtór do 546 1, IV | ich radości, rozległy się w salonie naprzód fortepianowe 547 1, IV | zmieniał się i przetwarzał. W miarę rozwijania się i potężnienia 548 1, IV | i białe czoło, z którego w tej chwili zniknęły wszystkie 549 1, IV | strun skrzypiec lejąc się w jego piersi co chwilę zmieniały 550 1, IV | pospolitości i głupoty. W tym natchnionym artyście 551 1, IV | nawet sztywna, z twarzą, w której żaden rys ani razu 552 1, IV | przygasły. Raz jednak odbiło się w nim wrażenie przykre. Naprzeciw 553 1, IV | upłyniony kwadrans zaszła w nim dziwna zmiana. Opuścił 554 1, IV | welinowych policzkach. Stanął w drzwiach, pociągnął w dół 555 1, IV | Stanął w drzwiach, pociągnął w dół binokle i na grającą 556 1, IV | ogarnia, rozbiera i niejako w posiadanie swe obejmuje 557 1, IV | potrzebując mówić odpoczywała. W chwili, kiedy skrzypce i 558 1, IV | i ta spracowana kobieta w starej sukni byli z sobą 559 1, IV | i naprzód wpatrzyła się w niego z nieopisanym zdziwieniem, 560 1, IV | No, to spotykaj się z nią w swoim Wiedniu, ale u mnie 561 1, IV | odpowiedział:~- Może...~Ale w tej chwili nie mógł znać 562 1, IV | kobieta i takiego coś ma w sobie... te szare oczy przy 563 1, IV | jesteś; kuzynku... a dziś w dodatku i upiłeś się jeszcze 564 1, IV | muzyki słuchał on był stojąc w pozie jakby z przyzwyczajenia 565 1, IV | zmiennym jest! - zawołał - Ale w tobie zaszłą zmianę przypisuję 566 1, IV | muzycznych, których grę słyszał w wielkich europejskich miastach. 567 1, IV | niepospolite znawstwo muzyki i w ogóle sztuk pięknych. Ona 568 1, IV | pięknych. Ona słuchała go wciąż w nieruchomej postawie, kiedy 569 1, IV | głębi całą jej istotę. On w jej bladej i zamyślonej 570 1, IV | wszystkich Korczyńskich duże, w podłużnej oprawie i z piwną 571 1, IV | półobrotu, że sobą od kilku w pobliżu stojących osób odgrodził 572 1, IV | Odpowiedziała, że czasem wuja w gospodarstwie wyręcza; a 573 1, IV | sobą pogardzać zaczynam!~W głosie jego było tyle goryczy 574 1, IV | dalej, ale urwała nagle, bo w drugim końcu salonu ujrzała 575 1, IV | ujrzała parę oczu utkwionych w nią z nieopisanym wyrazem. 576 1, IV | jakby, oczy swe wlepiając w wysoką i pysznie rozwiniętą 577 1, IV | spotkała się z tym wlepionym w nią spojrzeniem, które zdawało 578 1, IV | i mglić się, stanęły w nich wielkie, szklane, z 579 1, IV | dotkliwie udręczonego dziecka. W tej chwili Zygmunt Korczyński 580 1, IV | i usunął się na stronę.~W salonie zrobiło się trochę 581 1, IV | Przechadzka po ogrodzie, w którym i wiatr powiewał, 582 1, IV | swoją ścigał jej rękę i w twarzy jej zatapiał takie 583 1, IV | nie dosłyszała; może szum w uszach i ogień w głowie 584 1, IV | może szum w uszach i ogień w głowie uczuła, bo spąsowiała 585 1, IV | rumieńcem na policzkach i obrazą w oczach do salonu powróciła. 586 1, IV | koronkową chustką i parasolikiem w rękach szedł Różyc. Zapewne 587 1, IV | rękach szedł Różyc. Zapewne w towarzystwie tym zauważono 588 1, IV | tylko co jeszcze przyjmować w siebie zaczęło truciznę 589 1, IV | gniew i pogarda ustępowały w nim prędko przed smutkiem 590 1, IV | domu, z niecierpliwością w zaciśniętych wargach, wzrok 591 1, IV | spełnionych marzeń topił w gęstwinie ogrodu. U brzegu 592 1, IV | słabe zdrowie miała!...~W pustym zupełnie salonie 593 1, IV | towarzystwo rozsypujące się w różne strony ogrodu, 594 1, IV | chcesz?~Słowa plątały się jej w ustach i głos zamierał w 595 1, IV | w ustach i głos zamierał w gardle.~- Duszy twojej chcę, 596 1, IV | bolesna ironia mignęła jej w oczach. - Czy myślisz, że 597 1, IV | uciekała, z salonu wyszła.~W sali jadalnej zobaczyła 598 1, IV | głośno sapiąc pogrążoną była w układaniu na kryształowych 599 1, IV | szerokie, zgarbione plecy i w tysiąc zmarszczek pogiętą 600 1, IV | Drżąca jeszcze i ze łzami w oczach Justyna szepnęła:~- 601 1, IV | przed nią dziewczyny. Ale w tej chwili u końca sali 602 1, IV | fertyczna, która tu niby Marcie w zajęciach jej pomagała, 603 1, V | warzywnych ogrodów szła w kierunku pola. Wkrótce też 604 1, V | jeszcze zielone, ale już w bujne kłosy wypływające 605 1, V | tajemniczego i pociągającego w tej ścieżce utopionej na 606 1, V | zabudowań dworskich biegła w głąb równiny, biała i twardo 607 1, V | skracając zwracała się ona w różne kierunki; zdawało 608 1, V | swych samotna i cicha, a w dole wrząca życiem niewidzialnym, 609 1, V | świegotów zlewających się w nieustanny, przy samej ziemi 610 1, V | wyschłą dotąd kroplą goryczy w sercu? W tłumnym nieładzie 611 1, V | kroplą goryczy w sercu? W tłumnym nieładzie odłamy 612 1, V | zawsze takim, jakim stał się w ostatnich dziesięciu latach, 613 1, V | zmysłowe jego usta układały się w wyraz lubości, ilekroć zobaczył 614 1, V | opuściła, a prawie jednocześnie w podróż, która długo trwać 615 1, V | wiedziała dokladnie i jasno, bo w przeraźliwym rozstroju domowym 616 1, V | nią bardzo nie ukrywał. W zamian pamiętnym był dla 617 1, V | pamiętnym był dla niej dzień, w którym pośród krzyczącej, 618 1, V | Benedyktem Korczyńskim, w której kobieta od dawna 619 1, V | zaopiekowanie się jej córką w razie jej rychłej zapewne 620 1, V | spuszczonymi powiekami, w wiecznie czarnym, wdowim 621 1, V | ciążyć nie powinien, że ona, w imię Andrzeja, prosi o danie 622 1, V | Andrzeja, prosi o danie jej w nim udział. Gdy wymawiała 623 1, V | jak niezachwianie chowam w mym sercu miłość i wierność 624 1, V | Często rozmawiam z nim w ciszy nocnej i błagam Boga, 625 1, V | bywa! Dziś mu powiem, że w rodzinie jego jest biedna 626 1, V | wspólnie z tobą, zajmę się w jego zastępstwie.~Zajęła 627 1, V | znacznie zmalałych i powoli w ruinę upadających Osowiec.~ 628 1, V | sześć lat od niej starszy, w domu, przy drogo opłacanych 629 1, V | talentu swego odjeżdżał w dalekie kraje, rozłączenia 630 1, V | wspominając stanęła śród ścieżki i w dłoniach ukryła twarz, do 631 1, V | przecież pobladła, z gniewem w oczach wyprostowała się 632 1, V | coraz słabiej go powtarzał. W tych dwóch miesiącach Justyna 633 1, V | połączoną z człowiekiem, którego w miarę upływającego czasu 634 1, V | tal: malutką i położeniem w świecie, i wychowaniem, 635 1, V | gabinetu brata. Wdał się też w sprawę i sam arystokratycznie 636 1, V | kim... Pan Benedykt wpadał w gniewy tak głośne, że w 637 1, V | w gniewy tak głośne, że w całym domu go słyszano, 638 1, V | dwóch latach spędzonych w ogniskach sztuk pięknych, 639 1, V | sztuk pięknych, przeważnie w Monachium, wrócił żonaty. ~ 640 1, V | zrazu, który wtrącił w rozpacz, a potem policzkiem, 641 1, V | okrutniej jeszcze zranioną w niej została niżeli miłość. 642 1, V | wlokących się godzin i .dni; że w niej i dokoła niej nie ma 643 1, V | zdawało się jej, że patrzy w jakąś bezmierną pustkę, 644 1, V | człowiek ten chce znowu w tej pustce rozpalić płomię, 645 1, V | Sto głosów zdawało się w niej wołać: Nie! A jednak 646 1, V | niej wołać: Nie! A jednak w nudzie i bezcelowości życia 647 1, V | się zá rozpaloną głowę, w gardle uczuła dławienie 648 1, V | Zza łez widziała wpatrzone w nią litościwie szafirowe 649 1, V | zbożem, rozłożystą i całą w słońcu stojącą gruszę polną; 650 1, V | po jej twarzy; wzięła go w rękę i ostrożnie obejrzała 651 1, V | się pośród złotych liści. W tej samej chwili, za zbożem, 652 1, V | Hej, kasztan, hej, hej!~A w minutę potem po raz drugi:~- 653 1, V | Wolniej, gniada wolniej!~W wołaniu tym rozchodzącym 654 1, V | rozległo się gwizdanie, w którym wyraźnie rozpoznać 655 1, V | urywał się wąski korytarzyk i w prostej, długo ze stron 656 1, V | stanęła. Z jednej strony w znacznej odległości widać 657 1, V | którą Justyna zaszła w głąb równiny, przerwana 658 1, V | puszystą zieloność grochu znowu w owsie przepadała.~Od jednego 659 1, V | wysoki i zgrabny człowiek, w białym płóciennym surducie, 660 1, V | lemiesz głęboko pogrążał się w rolę, po żelaznej, błyszczącej 661 1, V | przepływały strumienie ciemnej, w miałki piasek rozsypującej 662 1, V | szerścią szły równo i raźnie, a w niejakiej od nich odległości 663 1, V | zdając się zaglądać im w oczy, tu i ówdzie skakało 664 1, V | zmieszaniem na twarzy i w postawie. Usta mu otworzyły 665 1, V | jeszcze:~- I ja też kiedyś w Korczynie bywałem... ociec 666 1, V | lemiesz głęboko rył się w pulchną rolę, a po błyszczącej 667 1, V | nią szybkie spojrzenie, w którym błysnęło trochę niedowierzania 668 1, V | obrazy i plony budziły w niej często ciekawość i 669 1, V | przypatrywała się nigdy. W tej chwili dziwiła pozorna 670 1, V | wyrazach głową rzucił raźnie, w górę spojrzał i znowu w 671 1, V | w górę spojrzał i znowu w uśmiechu, ale tym razem 672 1, V | wąsem błysnęły. Widocznie, w poczuciu siły własnej i 673 1, V | uczuł się dumnym i wesołym. W ogóle w postawie, mowie 674 1, V | dumnym i wesołym. W ogóle w postawie, mowie i całym 675 1, V | męska dojrzała siła. Znać w nim też było wielką żywość 676 1, V | grzecznym i przystojnym. W tej chwili przecież żywość 677 1, V | bym śmierci spodziewał się w tym momencie niż panienkę 678 1, V | na tym balu i wolałam iść w pole - żywo też i zupełnie 679 1, V | człowieka wygada czasem, co się w sercu kryje. Jaż panienkę, 680 1, V | głowę pochylając, spojrzał w twarz idącej obok niego 681 1, V | i rumiane jego policzki w ogniu stanęły. Odwrócił 682 1, V | zabronić nie może, bo choć on w niskim krzaku mieszka, ale 683 1, V | okazać. Dla mnie zaś nic w gospodarstwie nie ma nad 684 1, V | przepadał...~Przewrócił pług w ten sposób, aby bokiem sunąć 685 1, V | będąc. Najadłem się też w czasie niemało biedy, a 686 1, V | czasie niemało biedy, a w czasie i ludzie niemało 687 1, V | nich ostają...~Spojrzał w górę i zamyślił się, ale 688 1, V | górę i zamyślił się, ale w tej chwili w owsie zaszumiało 689 1, V | zamyślił się, ale w tej chwili w owsie zaszumiało i o kilka 690 1, V | jaskraworóżowym kaftanem. W dużej płachcie przymocowanej 691 1, V | zaświeciły, rozbłysły i w twarzy Jana jak w tęczy 692 1, V | rozbłysły i w twarzy Jana jak w tęczy utkwiły. Kiwnęła ku 693 1, V | panna Jadwiga co takiego w fartuszku niesie?~- Ziele 694 1, V | że na słońce spojrzał, to w oczach pociemniało!~- Może 695 1, V | porównać do ogromnej, silnej i w sile swojej ponętnej Cerery.~- 696 1, V | Domuntówna, najbogatsza w okolicy aktorka...~Justyna 697 1, V | przez mgnienie oka zatopiła w twarzy Jana:~- Piękna panna! - 698 1, V | Po wojnie ożenił się, już w późnym wieku, i doświadczył 699 1, V | owsa trzej chłopcy, bosi i w białych z grubego płótna 700 1, V | i zgarniali ściętą trawę w małe kopice. Jan uśmiechnął 701 1, V | sarknął znowu kosarz.~- W ojca wrodził się - zauważył 702 1, V | najwięcej teraz to gryzie, że mu w jesieni do wojska trzeba 703 1, V | dworu..,~Zdjął czapkę i w wahającej się postawie na 704 1, V | pozoru obcą kobietę, która w tej chwili wcale go nie 705 1, V | zachwycone oczy wlepiając w obraz tylko co ujrzany. 706 1, V | Jan Bohatyrowicz z czapką w ręku i schyloną w ukłonie 707 1, V | czapką w ręku i schyloną w ukłonie głową stał u bramy 708 1, V | stare wiśnie stały, całe w potopie czerwonych jagód. 709 1, V | pomalowanych do połowy kryło się w łanie biało i różowo kwitnącego 710 1, V | zza niej wyglądały. Dom, w samej głębi tej sporej przestrzeni 711 1, V | ogrodu stał boczną ścianą, w której świeciły dwa spore 712 1, V | zachodu, igrały po trawie i w gałęziach rozżarzały barwy 713 1, V | barwy kwiatów, a wiśnie w wielkie rubiny zmieniały. 714 1, V | zmieniały. Nad tym wszystkim, w głębokiej ciszy, dzwonił 715 1, V | głębokiej ciszy, dzwonił w drzewach świegot wróbli, 716 1, V | trawę grablami zgarniał i w małą kopicę na dziedzińcu 717 1, V | człowiek dość wysoki, bosy, w ciemnej, do kolan sięgającej 718 1, V | poniesie to, co pan Korczyński w wyższej instancji wygra! - 719 1, V | koni ciągnąc za sobą pług w ten sposób, że łatwo mógł 720 1, V | zepsuciu ulec. Człowiek w baraniej czapce głowę podniósł.~- 721 1, V | koni żywiej przemówił.~Ale w tejże chwili za czepiającym 722 1, V | przyskoczył Jan, bez czapki, która w ogrodzie na trawie leżała, 723 1, V | przed stajnią zatrzymał. W mgnieniu oka przy stryju 724 1, V | jego drżały, głos dygotał - w palcach ściskał kapotę starego, 725 1, V | wypuścił.~- A toż co? Kto tam w sadzie?~Żółty pies minąwszy 726 1, V | daszek nad oczami robił i w głąb ogrodu patrząc usiłował 727 1, V | proszęż iść... prędko... ona w gościnę do nas przyszła... 728 1, V | pięknie, żeby stryj sam gościa w swojej chacie nie przywitał?... 729 1, V | otulał się swą kapotą, głową w wielkiej baraniej czapce 730 1, V | przemoc, którą ten oszalały w tej chwili chłopak na nim 731 1, V | buty wdzieję...~Zniknął w głębi domu; Jan wpadł jeszcze 732 1, V | się ku stajni, do koni.~W dużym tym ogrodzie, który 733 1, V | rozwiniętego kwiatu podobna, stała w nieśmiałej trochę postawie, 734 1, V | dala już wpatrywały się w zbliżającego się ku niej 735 1, V | prawie nigdy nie wspominano w Korczynie, lecz której niestarte 736 1, V | niestarte pamiątki tkwiły w sieroctwie Zygmunta, w wiecznej 737 1, V | tkwiły w sieroctwie Zygmunta, w wiecznej żałobie jego matki, 738 1, V | wiecznej żałobie jego matki, w położeniu, sposobie życia 739 1, V | błękitem oczu. Ze sposobu, w jaki zbliżył się do nie 740 1, V | wymówił - przepraszam, że w czapce ostanę, ale taką 741 1, V | się przeziębienia...~Było w nim coś obojętnego i przymuszonego, 742 1, V | siąść i odpocząć... ~Sam w stojącej postawie pozostał 743 1, V | grzecznym i gościnnym, czuć w nim było dzikie boczenie 744 1, V | będzie temu lat trzy, w kościele... u! zmieniła 745 1, V | oczy, jego z wytężeniem w twarzy jej utkwiły. ~- Czyżby 746 1, V | twarzy jej utkwiły. ~- Czyżby w Korczynie kto jeszcze o 747 1, V | dziewięć lat bezwładnym i w bólach trzymał... U doktorów 748 1, V | pomogli i nawet nic zepsutego w ciele moim nie wynaleźli... 749 1, V | zapytywał siebie o to, bo w zwykły sobie sposób zamyślając 750 1, V | insze wiatry, nie te, co w polu świszczą, ale te, co 751 1, V | Wyprężenie jego rysów mające w sobie coś obojętnego i razem 752 1, V | bolesnego miękło i znikało; w bladym błękicie źrenic pobłyskiwać 753 1, V | Justynie znać też było, że w tej zagrodzie, napełnionej 754 1, V | oddychała niż przed godziną w napełnionym gośćmi salonie.~ 755 1, V | drzewek i Anzelm opowiadał, w jaki sposób chroni renklody 756 1, V | swobodniej opowiadać zaczął, jak w ciężkiej słabości leżąc 757 1, V | i ten ganeczek, i ule. W potrzebie najemników do 758 1, V | pasieczniki, i stolarze... W biednym stanie inaczej nie 759 1, V | nikłe iskry zlały się mu w źrenicach w spokojny i ciepły 760 1, V | zlały się mu w źrenicach w spokojny i ciepły promień. 761 1, V | i ciepły promień. Jednak w głębi tego człowieka było 762 1, V | żółknie i gnije...~Patrzył w ziemię, mówił to monotonnie 763 1, V | Justyna spuściła oczy. Było w nim znowu coś niechętnego 764 1, V | nie wiedzieć czemu, stanął w tej chwili młody człowiek 765 1, V | tej chwili młody człowiek w ubraniu żurnal mód przypominającym, 766 1, V | wiecznego niezadowolenia w pięknych oczach, a na ustach 767 1, V | widzianych i słyszanych w dalekich krajach. Ona tego 768 1, V | kochała, ale wydało się jej w tej chwili, że było to bardzo, 769 1, V | bardzo, niezmiernie dawno. W tej chwili także uczuła, 770 1, V | Konie napojone i wykąpane w rzece otrząsały z siebie 771 1, V | Jan z gniadej zeskoczył, a w minutę potem z wnętrza stajni 772 1, V | młodziutką dziewczynkę, która w krótkiej spódnicy, w różowym 773 1, V | która w krótkiej spódnicy, w różowym kaftanie i bosa 774 1, V | gościa.~I ciszej dodał:~- W sad popatrzaj!~Dziewczynka 775 1, V | zasłoniła i do domu wpadła. W minutę wybiegła znowu, ale 776 1, V | wybiegła znowu, ale już w trzewikach i z długą, u 777 1, V | końca zakrzywioną tyczką w ręku. Jak sarna przez ogród 778 1, V | poszła i o trzy mile stąd w Jaśmontowskiej okolicy żyła.~ 779 1, V | zaczynało, niż było wprzódy. W szczelinach płotu zaświecił 780 1, V | i okrągłą różową twarzą, w miejscu zaś, gdzie kończyło 781 1, V | nikogo, podstarzała kobieta, w ciemnym, krótkim ubraniu 782 1, V | ciemnym, krótkim ubraniu i w chustce na kształt czepka 783 1, V | zobaczyć, co się dzieje w ogrodzie sąsiada, jednak 784 1, V | jednak stała nieruchomo, w postawie zamyślonej, z podłużną 785 1, V | zapytywał Justynę u sposoby, w jakie zasadzają i pielęgnują 786 1, V | koszykiem pełnym wisien w ręku i z pochyloną ciągle 787 1, V | tyle łagodnego wdzięku, a w oczach, które na chwilę 788 1, V | sobie posadziła i objąwszy, w białe, ciemnymi włosami 789 1, V | Uszy jego nawet stanęły w ogniu. Stojąc pod sapieżanką, 790 1, V | przetarł czoło i oczy. Coś znać w tej chwili wezbrało w tej 791 1, V | znać w tej chwili wezbrało w tej szerokiej i silnej piersi, 792 1, V | zapytała.~- Żeby nie! - kręcąc w palcach brzeg fartucha odszepnęła 793 1, V | mogę... czemu nie! Już ja w tym roku drugie lato żąć 794 1, V | swoich nie zna, dopóki ich w potrzebie... - zaczął Anzelm, 795 1, V | Anzelm, ale nie skończył, bo w tej chwili rozległ się u 796 1, V | Niewysoka i krępa dziewczyna w różowym kaftanie, podobna 797 1, V | Antolki wody pożyczyć...~- Czy w garść wody nabierzesz? - 798 1, V | ukazując odpowiedziała. - Wody w garść nie nabiorę, nie po 799 1, V | ty tu czego? Czy to tobie w chacie roboty nie stało?... 800 1, V | przestąpił niski płotek w tym miejscu, gdzie stała 801 1, V | buta odtrącił i z fantazją w postawie wśród obecnych 802 1, V | Średniego wzrostu był, krępy, w surducie z grubego sukna 803 1, V | podobną do takiego rydza, w którego by wprawiono zadarty 804 1, V | zaczął z niejaką nadętością w głosie i wymowie, a oczki 805 1, V | siestrzenica jego znajduje się w bohatyrowieckiej okolicy, 806 1, V | okolicy, tak jak prawie w samym gnieździe jego największych 807 1, V | największych wrogów!...~Jan głowę w tył odrzucił i parę kroków 808 1, V | świerzbi, że przyszedł tu nie w czas o takich rzeczach gadać? - 809 1, V | żalu do pana Korczyńskiego w sercu swoim nie chowa i 810 1, V | brzoza. On arystokrat i w złotnych pokojach mieszka; 811 1, V | konia do krwi ukąsi. Może ja w tym procesie darmo zdrowie 812 1, V | kotwica moja, a kogo on ma w swojej obronie, ten w złej 813 1, V | ma w swojej obronie, ten w złej nawie nie utonie...~ 814 1, V | Mówiąc to wszystko brał się w boki, szeroko rozmachiwał 815 1, V | głowę podnieść musiał, aby w twarz wysokiemu chłopakowi 816 1, V | wzrokiem rzekł:~- Jeżeli co nie w czas naplotło mi się w gębie, 817 1, V | nie w czas naplotło mi się w gębie, to przepraszam... 818 1, V | jeszcze na Jana patrząc, W rozgniewanej i rozognionej 819 1, V | ogrodzeniem przesunęła się w powietrzu błyszcząca kosa 820 1, V | koniczyny skosić, kiedy ja w mieście byłem! Wszystkie 821 1, V | byłem! Wszystkie zęby ci w gardło wepchnę, gamuło!~- 822 1, V | Krwi jak wody się napije...~W ogrodzie Anzelma znowu zapanowała 823 1, V | stryj nazywał panią, i w ten sam sposób mówić do 824 1, V | Stało ono u skłonu nieba, w bliskiej już od ciemnego 825 1, V | skończym...~- Czy pani była w parowie Jana i Cecylii? - 826 1, V | zesztywniały i twarz przybrała w mgnieniu oka pozór daleko 827 1, V | twarzy Anzelma ku pochylonej w nagłym zamyśleniu głowie 828 1, VI | zbliżał się do swego końca, w cichej i świetnej glorii 829 1, VI | obłoczka nie było. Szafirowe w środku, bladło ono u skłonów, 830 1, VI | i wraz z brzegiem rzeki w półkole nieco zginająca 831 1, VI | zginająca się okolica stała cała w złotawej mgle utworzonej 832 1, VI | niskie i słomą pokryte domy, w pobliżu domów stojące świrny 833 1, VI | zagrody, które nie stały w szeregu prosto wytkniętym, 834 1, VI | jakby rozsypane cofały się w głąb lub wysuwały naprzód, 835 1, VI | Jedne z domów tonęły prawie w rozłożystych i srebro przelewających 836 1, VI | miał czasu albo chęci, ale w zamian ogrody płynęły istotnym 837 1, VI | płotów i ścieżek. Te ostatnie w niezliczonych skrętach biegły 838 1, VI | obraz rozległy i bijący w otaczające powietrze stugłośnym 839 1, VI | patrzała. Znajdowała się teraz w samym niejako wnętrzu okolicy, 840 1, VI | wiadrami wody na ramionach albo w wielkich fartuchach niosły 841 1, VI | mężczyźni, starzy i młodzi, w kapotach i surdutach, w 842 1, VI | w kapotach i surdutach, w wysokich butach i bosi, 843 1, VI | wysokich butach i bosi, w czapkach małych i zgrabnych 844 1, VI | pobłyskiwali kosami albo wznosili w powietrze zębiaste profile 845 1, VI | jechały bose niedorostki, w płóciennych ubraniach i 846 1, VI | krzykiem padały na trawy. W wiśniowych gajach dziewczęta 847 1, VI | okrytym jagodami gałęziom, a w pobliżu tych miejsc cienistych 848 1, VI | szeregiem wysokich lip. Lecz w ogólności był to rój ludzki 849 1, VI | własnoręcznie pracujący, w grubej odzieży, z grubymi 850 1, VI | owszem, tu i ówdzie rzucający w powietrze wybuchy śmiechów 851 1, VI | przygarbionym starcem, w płóciennej, do stóp zapiętej 852 1, VI | wysoka, pleczysta dziewczyna; w różowym kaftanie i z kasztanowatymi 853 1, VI | zmarszczek, okryta była w tej chwili wyrazem nieprzytomnego 854 1, VI | które objawiało się także w widocznym drżeniu rąk jego 855 1, VI | trząsł się i zwiędłą ręką w powietrzu wygrażać zaczynał. 856 1, VI | mu kiedyś żonkę zwiódł i w świat powiózł. ~Ale Anzelm 857 1, VI | Anzelm z uroczystością w głosie odpowiedział:~- Słowo 858 1, VI | kilku takich ludzi jest w okolicy, którym zawsze uwierzy... 859 1, VI | oczy usiłowały spojrzeć w górę, wskazujący palec, 860 1, VI | Jan i Cecylia! Było to w starych czasach, w sto lat 861 1, VI | Było to w starych czasach, w sto lat albo może jeszcze 862 1, VI | chrześcijańską wiarę, kiedy w te strony przyszła para 863 1, VI | stolarskimi narzędziami w ręku z dala i biernie na 864 1, VI | odpowiedział:~- Już uspokojony!~W tej chwili bardzo blisko 865 1, VI | którzy stali ściśnięci w ciasną gromadkę i spomiędzy 866 1, VI | słuchali wymownego sąsiada w zaciekawionych i niespokojnych 867 1, VI | wysoki i poważnie wyglądający w swej siwej, baraniej czapce, 868 1, VI | bardzo znać ubogi, bosy i w siermiędze, z szerokim, 869 1, VI | tchnęły z otwartej sionki, w której ciemnawym wnętrzu 870 1, VI | święty i najdroższy; że w przepaść zieleni i kwiatów 871 1, VI | okolicę i z drogi, która w tym miejscu szybko w dół 872 1, VI | która w tym miejscu szybko w dół spadać zaczęła, skręcił 873 1, VI | spadać zaczęła, skręcił w stronę, w której płynął 874 1, VI | zaczęła, skręcił w stronę, w której płynął niewidzialny 875 1, VI | ciepłem słonecznym weszli w ocieniony i chłodny korytarz. 876 1, VI | siły przyrody pogiętych w niezliczone garby i jamy, 877 1, VI | wielkiej wysokości ogromną i w różne kształty wzdymającą 878 1, VI | gęstwinie szeroki pas złoty, w którym delikatne olchy zdawały 879 1, VI | przygasał, znikał zupełnie, a w głębie parowu zsuwały się 880 1, VI | wilgocią napojone cienie. W głębi, na dnie, sunął kręty, 881 1, VI | czymś nieznanym i dawnym, co w tym miejscu ziemię na 882 1, VI | uderzyło ono o ląd i przedarło w nim sobie łożysko, którego 883 1, VI | wąskiej rozpadlinie, a ścieżki w głąb parowu prowadzące zaczęły 884 1, VI | liściastej zarośli przepadające. W rozpadlinie czuć było zbliżanie 885 1, VI | łotocie i czerwonawe kamienie. W gęstwinę leszczyn uplątane, 886 1, VI | woń heliotropu. I jakby w tym miejscu natura prawo 887 1, VI | jasnych olszyn i brzóz, ale w tej głębi nie było ich prawie. 888 1, VI | strumień dzwonił i czasem w berberysowym czy wilczynowym 889 1, VI | przez chwilę na utopioną w liściach i kwiatach krynicę. 890 1, VI | korzeniami drzew i wrosłymi w ziemię kamieniami najeżonych 891 1, VI | jego postać kołysała się w obie strony, jakby w wesołym 892 1, VI | się w obie strony, jakby w wesołym i triumfującym poczuciu 893 1, VI | Czasem znikał zupełnie w wysokiej zarośli lub ukazywała 894 1, VI | czapką ocieniona i ramię w białym rękawie, troskliwie 895 1, VI | wyciągające się ku staremu. W pamięci Justyny błysnęło 896 1, VI | Widziała już tych dwóch ludzi w ten sam sposób wstępujących 897 1, VI | zwracał się ku otwartemu oknu w którym ona stała. Ale to 898 1, VI | siebie. ~Znajdowali się w miejscu o kilka stóp zaledwie 899 1, VI | parowu, U końca cienistej i w nierówne wschody powyszczerbianej 900 1, VI | ale takiego kształtu i w taki sposób przyozdobiony, 901 1, VI | popiersie Marii, z tkwiącymi w nim siedmiu pozłacanymi 902 1, VI | siedmiu pozłacanymi niegdyś i w kształt miecza wyrzeźbionymi 903 1, VI | strzałami, wsparte na rękach i w zamyśleniu na podstawach 904 1, VI | przepaść zieloną z warczącą w głębi krynicą, na olbrzymi 905 1, VI | krynicą, na olbrzymi i cały w mchach swych i wiankach 906 1, VI | tu przez wyginające się w tył ściany przepaści i stojący 907 1, VI | ściany przepaści i stojący w tej cichej pogodzie szybą 908 1, VI | wnet znowu głowę nakrył i w milczeniu, z nasępionymi 909 1, VI | nasępionymi brwiami, pogrążył się w swej robocie. Powoli i jakby 910 1, VI | Jakub. Teraz jemu przypadło w udziale stróżować nad 911 1, VI | przeszło wiekami, jak było w tej porze dalekiej, gdy 912 1, VI | nazwiskach i dziejach złożono w jednej mogile. ~Justyna 913 1, VI | Justyna wpatrywała się w stary grobowiec i w pamięci 914 1, VI | się w stary grobowiec i w pamięci jej uparcie powtarzać 915 1, VI | para, złączona para~Leży w tym grobie!~Jan i Cecylia! 916 1, VI | długo, na wieki, pozostali w sercach i pamięci ludzi?~ 917 1, VI | na zbladłą nieco i smutną w tej chwili twarz młodej 918 1, VI | grobowiec ten budzić musiał w jej młodej głowie. Nie śmiała 919 1, VI | Nikt jej nie opisywał i w książkach nie drukował... 920 1, VI | dziadek, może przeddziadek, bo w ich familii wszyscy długo 921 1, VI | zrąb kamienia siwym mcherz1 w tym miejscu porosły służył 922 1, VI | ożynowego krzaku.~- Było to w starych czasach, w sto lat 923 1, VI | Było to w starych czasach, w sto lat albo może jeszcze 924 1, VI | Chrześcijańską wiarę, kiedy w te strony przyszła para 925 1, VI | ciemnej twarzy i bardzo w sobie silny, tak jak to 926 1, VI | pomiędzy panami, a najczęściej w pospólstwie bywa, a ona, 927 1, VI | podtenczas nieprzebyta puszcza, w której Pan Bóg nasiał co 928 1, VI | pobudowali troszkę osad, w których trudnili się sobie 929 1, VI | sobie różną przemyślnością. W jednych miejscach, nad jeziorami 930 1, VI | siedzieli rybaki i bobrowniki; w inszych, tam gdzie stały 931 1, VI | mieli, ale najwięcej rzepę w nich sadzili i len w wielkiej 932 1, VI | rzepę w nich sadzili i len w wielkiej obfitości sieli, 933 1, VI | było i to przy miastach, a w głębokiej puszczy jeszcze 934 1, VI | Ale za to byli tacy, co w dębowych lasach żyjąc trzody 935 1, VI | nieznajoma jeszcze była mularka. W Boga chrześcijańskiego niby 936 1, VI | uwierzyli, a jednakowoż w głębokościach puszczy wiele 937 1, VI | zatrzymywał się i szukał w pamięci wyrazu lub nazwy, 938 1, VI | wyrazu lub nazwy, których w życiu codziennym nie używał 939 1, VI | rysów wiązał przez chwilę w swej głowie wątek opowiadania 940 1, VI | prawo i na lewo, naprzód i w tył, rosła jedna tylko puszcza. 941 1, VI | tysiąc lat miał wieku, bo w jego wydrążeniu bawoła skryć 942 1, VI | było, bo pracując ciężko, w niewygodach i niebezpieczeństwach 943 1, VI | rękach, wyrosła, zmężniała w sobie, że podobną stała 944 1, VI | niedźwiedziów, dzików i wilków, w gałęziach czaiły się drapieżne 945 1, VI | drzewach wieszały się rysie, w ciemności oczami jak latarniami 946 1, VI | daleko i o ziemię biły koryta w niej sobie prując, czego 947 1, VI | góry przez słonko, co się w nich przeglądało, tęczami 948 1, VI | swojej nie zna, nim jej w potrzebie z siebie nie dobędzie. 949 1, VI | lud wiewiórek, a u dołu w gęstwinach skrywała się 950 1, VI | mnogość zajęcy, łasic i kun; w wodach mieszkały wydry i 951 1, VI | wędę, sieć albo oszczep w rzekę zanurzyć, ażeby z 952 1, VI | dwadzieścia roków minęło im w tej męce, kroplami rozkoszy 953 1, VI | wyhodowało nad brzegiem tej wody, w cienistościach tej puszczy, 954 1, VI | wielką czapką. Obejrzał~się w stronę słońca; znikło już 955 1, VI | uśmiechem. - Ale - dodał - w tym końcu także rzeczy, 956 1, VI | dziwy dzieją się gdzieściś, w kraju litewskim, w najgęstszej 957 1, VI | gdzieściś, w kraju litewskim, w najgęstszej puszczy nad 958 1, VI | był on myśliwiec i właśnie w tej porze, kiedy mu to doniesienie 959 1, VI | było, bawił się polowaniem w swoich knyszyńskich lasach. 960 1, VI | sobą rozkazał i puścił się w drogę. Jechał i jechał, 961 1, VI | nieprzeliczonych rojów pszczelnych, a w olszynach i brzoźniakach 962 1, VI | ogrodami, sznurem wyciągało się w podłuż rzeki, a z ich kominów, 963 1, VI | bieliły się sztuki płócien, w chatach krośna stukały i 964 1, VI | ziemne i wodne, grzebało się w piasku lub z hałasem leciało 965 1, VI | niewody z rzucającymi się w nich rybami. Co do rzeki, 966 1, VI | rybami. Co do rzeki, tej w dole płynącej król z oddali 967 1, VI | drogocenności siodeł ćmiło się w oczach. Za nimi jechali 968 1, VI | was wszystkich?"~"Żywie i w zdrowiu przebywa" - odpowiedział 969 1, VI | pyta znów król.~"Żywie i w zdrowiu przebywa".~Król 970 1, VI | pomocy nie potrzebując, w śnieżystych płótnianych 971 1, VI | On opierał się na toporze w długim kiju oprawionym; 972 1, VI | i jakeś się urodził, tak w grobie legniesz pospolitakiem. 973 1, VI | pospolitego urodzenia, idzie w porównanie ze szlachtą rodowitą 974 1, VI | obfitością ciekące pole..."~W tym miejscu umilkł opowiadający; 975 1, VI | wysokiego złomu kamienia. Rękę w górę podnosił i słychać 976 1, VI | jeszcze:~- Działo się to w roku, na tym pomniku wypisanym, 977 1, VI | zabłysły nikłe gwiazdy. W zmroku naprzeciw umilkłego 978 1, VI | głosem człowieka, który w głębi pamięci swojej budzi 979 1, VI | Wszelako późniejszym czasem w tym naszym rodzie przez 980 1, VI | prawie wszyscy, siedzieliśmy w swoich zaciszkach własnymi 981 1, VI | historię fundatorów naszych w całej okolicy umie może 982 1, VI | takie rzeczy nie dbają i w biedzie, w zasępie pamięci 983 1, VI | rzeczy nie dbają i w biedzie, w zasępie pamięci o nich mieć 984 1, VI | panami, to za jedno; ale w bydło obrócić się, to smętnie 985 1, VI | szeptem.~On cofnął ramię, w tył się uchylił i przez 986 1, VI | się uchylił i przez chwilę w milczeniu na nią poglądał. 987 1, VI | ramionami cienki pień brzozy i w szarzejącą przestrzeń patrzała 988 1, VI | ludzie, którzy takie miłości w piersiach swych nosili i 989 1, VI | ubogiej numy, byleby nie mieć w sercu i życiu pustyni, byle 990 1, VI | miała dziś sen cudowny, w którym zjawiło się przed 991 1, VI | długo, uparcie patrzał, nie w przestrzeń lecz na nią. 992 1, VI | rozciągniętych zagród: ~W okolicy życie dzienne ustawało; 993 1, VI | ówdzie tylko pobłyskiwiały w oknach drobne światła, wzdymały 994 1, VI | tętent konia albo turkot kół. W jednym miejscu dziecinna 995 1, VI | skrzypiec.~Justyna spojrzała w górę i wyobraźnia ukazała 996 2, I | I~W Olszynce, za olchowym gajem, 997 2, I | gładkimi pniami przebłyskiwał w płaskich brzegach płynący 998 2, I | Gdzieniegdzie, niby drobne obrazki w zielonych ramach, widać 999 2, I | których rosły grupy wierzb, a w mokrych zagłębieniach gruntu 1000 2, I | wyglądających. Z bliskości, w której znajdowała się od


1-500 | 501-1000 | 1001-1500 | 1501-2000 | 2001-2500 | 2501-3000 | 3001-3500 | 3501-3534

IntraText® (V89) Copyright 1996-2007 EuloTech SRL