Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Alphabetical    [«  »]
voilá 1
voir 1
vous 1
w 3534
wabiac 1
wabiace 1
wabil 1
Frequency    [«  »]
7478 i
3974 sie
3537 z
3534 w
2884 na
2741 nie
1743 ze
Eliza Orzeszkowa
Nad Niemnem

IntraText - Concordances

w

1-500 | 501-1000 | 1001-1500 | 1501-2000 | 2001-2500 | 2501-3000 | 3001-3500 | 3501-3534

     Tom, Rozdzial
2501 3, II | chwili wmieszania się syna w scenę pomiędzy nim a parobkiem 2502 3, II | nachmurzony i silnie wąsa w dół pociągał. Po oddaleniu 2503 3, II | ślęcząc umiesz tak biegle i w sposób odpowiedni z chłopami 2504 3, II | kręciłem. Według idylli, która w twojej dziecinnej głowie 2505 3, II | sielanką.~Witold wpadł mu w mowę:~- Jeżeli kiedy, mój 2506 3, II | że teorie moje z praktyką w żaden sposób pogodzonymi 2507 3, II | pogodzonymi być nie mogą, w łeb sobie strzelę, ale od 2508 3, II | gwiazdy z nieba nie zdejmie, w łeb sobie palnie, a potem 2509 3, II | rozejrzał się dokoła, lecz w pobliżu nie było nikogo. 2510 3, II | zauważył. Złagodniał też i w bramie ogrodzenia, które 2511 3, II | uczucia rozwijać się mogą w tych okopconych i przeludnionych 2512 3, II | mają i ordynarię biorą... w dodatku trzydzieści rubli 2513 3, II | staje. Kiedy sam z kredką w ręku zaczniesz kroić, przymierzać, 2514 3, II | co to jest praktyka, i w ogólności, co to jest w 2515 3, II | w ogólności, co to jest w naszych warunkach życie... 2516 3, II | ustąpił, mógłbyś samowładnie w Korczynie rządzić i chłopów 2517 3, II | położyć się nad strumykiem i w dudkę gwizdać...~Słowa te 2518 3, II | ku domowi poszedł. Witold w bramie ogrodzenia stał jak 2519 3, II | który od kilku godzin bawił w Korczynie i po wieczerzy 2520 3, II | pani Emilia, dość zdrowa, w ładnym, letnim szlafroczku, 2521 3, II | się Teresa, z lewą ręką, w której czuła reumatyczne 2522 3, II | lękał, aby go ktokolwiek w zajęciu tego punktu przy 2523 3, II | towarzystwo. Mówił o Różycu. W ogólności mówił o tym krewnym 2524 3, II | dla chwalenia się, ale i w innym jeszcze celu.~- Zaręczam 2525 3, II | przykład niemeńska woda w pogodę...~Teresa zachichotała.~- 2526 3, II | nie błękitna, ale że wody w niej wiele, to pewno...~ 2527 3, II | wzrok na ojca podniósł i w twarz jego nad talerzem 2528 3, II | matka żyje jeszcze i w Rzymie na dewocji siedzi... 2529 3, II | miał, kiedy stracił ojca i w sukcesji wziął fortunę malutką, 2530 3, II | Teraz zaś - ciągnął - w trzydziestym pierwszym roku 2531 3, II | wymienianych zachwycała i niejako w dumę wbijała posiadacza 2532 3, II | opowiadał o sposobach, w jakich owe sześćset tysięcy 2533 3, II | mniej lub więcej steranych w zdumienie wprawiały, Sodomę, 2534 3, II | lubowaniem się powtarzał. Wille w okolicach Wiednia i Florencji, 2535 3, II | paryskich bulwarach, gry w ruletę i sztosa, głośne 2536 3, II | przedstawicielkami półświata, w dziennikach opisywane 2537 3, II | zakłady i pojedynki... Ile w tym wszystkim mieściło się 2538 3, II | pałacyk... caca!~Palcem w powietrzu wykręcać zaczął.~- 2539 3, II | folwarków ze śliczną glebą, a w tych folwarkach, jak u Pana 2540 3, II | folwarkach, jak u Pana Boga w spiżarni, wszystkiego pełno: 2541 3, II | taktem swawolnego ptaszka w gniazdku zatrzyma...~Tak 2542 3, II | na Justynę spoglądali, a w spojrzeniach, i uśmiechach 2543 3, II | je podniosła, przebiegał w nich błysk obrazy. Wargi 2544 3, II | jadł wiele i długo, a raz w rozmowę słowo rzuciwszy 2545 3, II | zamiarach Różyca i o staraniach w celu urzeczywistnienia się 2546 3, II | natychmiastowego wchodzenia w posiadanie tej sumki potrzebować 2547 3, II | a szczególniej brzmiący w nich ton bałwochwalczej 2548 3, II | chleb nie pracuje, czy tam w nim błękitna krew płynie, 2549 3, II | krzesła, ale nie mogła. W gardle dławić zaczęło, 2550 3, II | wzrokiem za nimi prowadził.~- W imię Ojca i Syna... a cóż 2551 3, II | Znowu zachoruje czy co?~Ale w tej chwili giętkie dłonie 2552 3, II | i roztkliwionego mignęło w ponurych źrenicach pana 2553 3, II | Cóż? może za to, żem w twoją dudkę zagrał o tym 2554 3, II | moje przebaczać?~Witold w dłoniach swoich ręce jego 2555 3, II | i kilka razy obrócił w kółko, potem przy wtórze 2556 3, II | ludzką wolność, godność... W ogień bym za to wskoczył, 2557 3, II | domówił, trochę ochłódł. Nagle w twarz kuzynki przenikliwie 2558 3, II | mogła?~Zdawało mu się, że w jej głosie dosłyszał tłumiony 2559 3, II | rozsądna, a może i pstro ma w głowie, czy ja wiem? Na 2560 3, II | podejmuję się namówić...~W tej chwili drobne jakieś 2561 3, II | Witold - choć raz zobaczysz w Korczynie coś więcej nad 2562 3, II | nudno, nudno ciągle u mamy w pokoju siedzieć albo po 2563 3, II | siedzieć albo po tych alejach w ogrodzie chodzić...~- Patrzcie! - 2564 3, II | będzie rada! rada!~Klasnęła w dłonie, podskoczyła, brata 2565 3, II | łatwiej... ty rozumniejszy...~W godzinę potem Marta z trzaskiem 2566 3, II | stronie stołu usiadła i w twarz towarzyszki wlepiając 2567 3, II | do pokoju tego przyszła i w nadchodzący wieczór jak 2568 3, II | nadchodzący wieczór jak w pustą jamę patrzała, czym 2569 3, II | go zapełnić nie wiedząc, w otwierających się drzwiach, 2570 3, II | trochę od szybkiego biegu, w swojej odświętnej, bordowej 2571 3, II | żebym koło oficyny szła i w kuchni spytała się, czy 2572 3, II | osobliwego - zauważyła - w naszej świetlicy może jeszcze 2573 3, II | przenieść nie może, aby w sąsiedztwie państwo bywali, 2574 3, II | wielką alterację ma. Słyszę, w miasteczku mu powiedzieli, 2575 3, II | czy coś tam takiego, nie w czas podał i że wszystko 2576 3, II | weselu będą.~Gdy już obie w drodze były, pomiędzy dworem 2577 3, II | się jak baranek...~Sposób, w jaki to mówiła, zdradzał 2578 3, II | napełniało gaj śliwowy, w którym sterczało kilkanaście 2579 3, II | opierał na kłębie, drugą, w której wytartą czapkę trzymał, 2580 3, II | Kobieta, cienka, mizerna, w krótkiej spódnicy, przedwiecznej, 2581 3, II | wygarnirowaniem, szła cała w takich uśmiechach i krygach, 2582 3, II | usta sznurując dygała i w wyciągającą się ku niej 2583 3, II | zagonach buraków idąc stopą w gruby trzewik obutą suche 2584 3, II | niedaleko... A drugi Giecołd w biurze... ~Ale przerwał 2585 3, II | wiecznie tylko Giecołdy w pamięci zasadzone! Wczas 2586 3, II | jednostajną grubość mający, w zielonym jak trawa surducie, 2587 3, II | chłopak, niski, szczupły, w czarnym surducie, z twarzą 2588 3, II | Fabian.~Elżusia, która dotąd w cichości szła za towarzystwem, 2589 3, II | odejmuje, a pełną szufladę w komodzie ma asygnatek...~ 2590 3, II | razowego chleba i szeroki nóż w kościanej oprawie.~Pierwszą 2591 3, II | dla panny Justyny!~Chłopak w mig ku chacie się rzucił. 2592 3, II | rezolutnie, białymi zębami w uśmiechach błyskając a imponująco 2593 3, II | wszyscy inni, po kolei, nóż w kościanej oprawie brali, 2594 3, II | Fabian zaś nagle wzrok utkwił w ścieżce od bramy ogrodzenia 2595 3, II | Fabianowa z ławy powstawszy w rozwiewającej się mantyli 2596 3, II | jej zapytał. Upatrywała w tym naprzód okazane jej 2597 3, II | dzierżawę trzyma, a drugi w biurze...~- Taż baba, też 2598 3, II | całowania zaprzestał, a w zamian szeptać ze sobą poczęli, 2599 3, II | samą drogą nieraz do niej w odwiedziny przybywającej; 2600 3, II | lekka, zlatywała jak piórko. W codziennym stroju była, 2601 3, II | zgryzota będzie, że dziś go w domu nie ma! Po siano na 2602 3, II | łagodna i dziwnie delikatna w kształtach i ruchach. Ale 2603 3, II | najpiękniejszą kanarkową barwą w tej chwili błysnął w bramie 2604 3, II | barwą w tej chwili błysnął w bramie zagrody, pewno nikomu 2605 3, II | wąsem i śpiczastą bródką, w wysokich butach i zgrabnej 2606 3, II | la... la... la... la... - w śliwowym gaju wyśpiewywał 2607 3, II | u szyi błękitną chustkę, w którą pomimo trzeszczenia 2608 3, II | zaczynał.~- Języka - mówił - w czarce nie moczyłem i much 2609 3, II | tego! Tyle tylko, żem duszę w ciele utrzymać zdołał, a 2610 3, II | żenić się zechcą? Dawniej w obowiązki szli i podczas 2611 3, II | przytwierdził Fabian - ni w czym rozszerzenia i ni w 2612 3, II | w czym rozszerzenia i ni w czym postępowania dla nas 2613 3, II | przecisnąć się możemy...~W elegijny ton opadł i na 2614 3, II | opuszczoną kołysała się to w tył, to naprzód, policzek 2615 3, II | mam po co głowy suszyć... w sołdaty za trzy miesiące 2616 3, II | grzesznych ludzi doświadcza i w gardło nieprzyjacielskie 2617 3, II | szukali...~- Cierpliwość w niebo wwodzi - wtrącił Starzyński.~- 2618 3, II | trzy po trzy naplecie się w gębie...~- Kogo Pan Bóg 2619 3, II | koniec, i kwita! - wąsa w górę podnosząc zakończył 2620 3, II | bardzo poważny udział brał w rozmowie toczącej się dokoła 2621 3, II | się kawalerowie. Choć on w tej okolicy nie mieszka, 2622 3, II | prawie uniżonością patrzył w twarz młodego Korćzyńskiego, 2623 3, II | groźnie zmarszczył, widać w nim było naturę pełną cech 2624 3, II | były: głębokie dla wyższego w świecie stanowiska poważanie 2625 3, II | trudami ubogiego życia, a w facecjach, przysłowiach, 2626 3, II | i na ścianach obicie!" W mojej chacie takoż pięknych 2627 3, II | przyjdą dziewczynie mojej w dniu jej ślubu szczęścia 2628 3, II | podług swego nosa śpiewa, a w małym garnku barszcz tak 2629 3, II | garnku barszcz tak samo w górę kipi, jak i w wielkim...~ 2630 3, II | samo w górę kipi, jak i w wielkim...~Fabianowa zaś 2631 3, II | pierwszego drużbanta zaprosił...~W chude ręce klasnęła i z 2632 3, II | karety!~- Ale może za to w kochaniu zgrabniejszym się 2633 3, II | Wydało się jej, że to, co w drodze pomiędzy zagrodą 2634 3, II | wrażenia wiązać się zaczynały w całokształt myśli i uczuć, 2635 3, II | samotna i cicha, stała w otwartym oknie na wieczór 2636 3, II | doskonałe!...~Dziewczynka weszła w draperiach i falbankach 2637 3, II | roztropnej, niedokrwistej. W ręku niosła dwa kawałki 2638 3, II | Marty tak drgającą, jakby w mnóstwo miejsc na raz komary 2639 3, II | piersi przyciskając i w nieskończoność szepcząc, 2640 3, II | uszczęśliwieniem, które dziwne w niej sprowadzało zmiany: 2641 3, II | pokoju, przy czym klaskała w dłonie, wołała i wyśpiewywała:~- 2642 3, II | się drzwi i ukazała się w nich młoda, wystrojona panna 2643 3, II | Benedykt wąsa rozpaczliwie w dół ciągnąc i spotykane 2644 3, II | doktora posyłać trzeba?~W progu salonu rozminął się 2645 3, II | ze wzburzeniem zawołał i w głąb domu pobiegł.~W sypialni 2646 3, II | zawołał i w głąb domu pobiegł.~W sypialni pani Emili działy 2647 3, II | biciem serca i duszeniem w gardle. W nocy nagabywały 2648 3, II | serca i duszeniem w gardle. W nocy nagabywały z lekka 2649 3, II | czytania Teresy. Kiedy wszyscy w domu i dokoła domu pogrążali 2650 3, II | dokoła domu pogrążali się już w ruch i zachody pracowitego 2651 3, II | przewidywań niezupełnie wolna, w śnieżnych puchach peniuaru 2652 3, II | wejść pozwoliła, ale gdy w rękę całował, kilka razy 2653 3, II | rękę całował, kilka razy w czoło go pocałowała i łagodnym 2654 3, II | złej dzisiejszej nocy i w ogóle o swoim sfatygowaniu 2655 3, II | z osłabienia mam szum w uszach...~Kiedy na koniec 2656 3, II | moja córka nie będzie bywać w niewłaściwych dla siebie 2657 3, II | Jednak tego syna kochała! W dzieciństwie pieściła go 2658 3, II | jak córkę, hałasować tylko w bliskości swojej nie pozwalając, 2659 3, II | delikatnym rysom, które jej w rozrzewniający sposób przypominały 2660 3, II | Benedykta, jakim on był w młodości i jakim, niestety, 2661 3, II | rozumieć jej nie mógł, wzbierał w jej piersi i łzami napełniał 2662 3, II | niezłomności oporu matki przekonany w rękę na pożegnanie całował, 2663 3, II | gwałtowne kurcze żołądka. W kilka minut potem wiła się 2664 3, II | potem wiła się po szezlongu w istotnych i dojmujących 2665 3, II | obwiązała, i skurczywszy się w kątku pokoju płakała nad 2666 3, II | potrzeba przywołania Marty; w zachód około chorej wtrąciła 2667 3, II | jak tylko mogła kołysała w powietrzu swoją wysoką i 2668 3, II | Benedykt po kilku minutach w pokoju żony spędzonych do 2669 3, II | za czapkę, aby udać się w pole, gdy przez drzwi otwarte 2670 3, II | gdy przez drzwi otwarte w drugim pokoju zobaczył syna.~- 2671 3, II | męczyć?~Witold milczał. Ręce w tył założył, powieki miał 2672 3, II | dlaczego mnie nigdy, ani w dzieciństwie, ani kiedym 2673 3, II | głupca, abym miał chłopca w puchach chować i na obłokach 2674 3, II | zgadzasz? co?~Witold milczał. W twarzy jego po raz pierwszy 2675 3, II | postanowienie wytrwania w milczeniu zdradzającej.~- 2676 3, II | zaś stał długo na miejscu, w ziemię wpatrzony, do krwi 2677 3, II | położył. Stał tak chwilę w nieśmiałej i wahającej się 2678 3, II | zaledwie głowa jego ukazała się w przyciemnionym pokoju, gdy 2679 3, II | pani Emilii, znajdujące się w nim osoby obydwoma rękami 2680 3, II | Leonia i panna służąca w najgłębszym milczeniu i 2681 3, II | nie przerywał. Odszedł, a w kilka minut potem widać 2682 3, II | kieszeni surduta idącego w kierunku Olszynki.~Nigdy 2683 3, II | rozjątrzonym, jak tego lata, w którym na głowę spadł mu 2684 3, II | agronomicznych studiach, w których Benedykt niegdyś, 2685 3, II | wieczora, kiedy Benedykt w bramie folwarcznego dziedzińca 2686 3, II | objawiające, Witold zamknął się w niezłomnym milczeniu o wszystkim, 2687 3, II | sposobność dopomożenia mu w pracy lub oddania jakiejkolwiek 2688 3, II | przypisywał. Bywały dni, w których nawzajem zdawali 2689 3, II | widywali się z sobą; i inne, w których nie szukając się 2690 3, II | prowadzili rozmowy. Ale w tych rozmowach każda nuta 2691 3, II | tajonym ze strony jednej, a w gorzkich i porywczych słowach 2692 3, II | pracach na szerokim świecie w dziedzinie agronomii dokonywanych.~- 2693 3, II | było po nim, że gotów był w tej chwili rzucić się w 2694 3, II | w tej chwili rzucić się w ogień lub na skraj świata 2695 3, II | poskoczyć i z ust rzucić w zamian otrzymanej obelgi 2696 3, II | Ale nie uczynił tego. Było w nim coś, co nakazywało mu 2697 3, II | Upadł tylko na krzesło, w obie dłonie wziął czoło 2698 3, II | nieustanne rozjątrzenie, w którym od lat dwudziestu 2699 3, II | i niejako zaszczepienia w krew i nerwy syna. W krwi 2700 3, II | zaszczepienia w krew i nerwy syna. W krwi i nerwach obydwóch 2701 3, II | rzadko zdarzało, zamiast w dół pociągać, w górę czasem 2702 3, II | zamiast w dół pociągać, w górę czasem podkręcał wąsa. 2703 3, II | od ganku i nieco z boku w cieniu jaworów zatrzymujący 2704 3, II | założony, ze stangretem w liberii. Na ganku zaś stał 2705 3, II | zazwyczaj synowca powitał:~- W szczęśliwy dla mnie dzień 2706 3, II | milcząc szedł za stryjem w głąb domu, a Benedykt znalazłszy 2707 3, II | Benedykt znalazłszy się już w gabinecie swoim zdjął płaszcz 2708 3, II | wyjął. Był to na poczcie w miasteczku otrzymany list 2709 3, II | go, że strona przeciwna w podaniu skargi do instancji 2710 3, II | chodzi !~Prawnik zapytywał w liście, czy ma czynić starania 2711 3, II | trochę sztywny, z kapeluszem w ręku przez pustą salę jadalną 2712 3, II | drzwi prowadzące do pokoju, w którym, gdy był dzieckiem 2713 3, II | otwartego okna i robota, którą w ręku trzymała - jakaś biała 2714 3, II | ze wzrokiem natarczywie w nią utkwionym wyciągnął 2715 3, II | kuzynie, odwiedziny twoje... w moim pokoju?~Zamiast odpowiedzi 2716 3, II | odpowiedzi wpatrzył się w nią jeszcze uparciej i z 2717 3, II | trochę brwiami i migocącym w dalekiej głębi oczu zatrwożeniem. 2718 3, II | że końcem stopy obutej w cielisty kamasz i błyszczący 2719 3, II | prawie dotykał jej sukni. W otwarte okno spojrzał.~- 2720 3, II | kuzynko! Zresztą, masz w części słuszność. Nie posiadam 2721 3, II | wszystko, o czym mówił, budziło w nim kiedyś szczere zachwycenie, 2722 3, II | otoczonych powiekach, utkwił w pąsowych, pełnych, zupełnie 2723 3, II | pąsowych, pełnych, zupełnie w tej chwili spokojnych ustach 2724 3, II | dotknął czoła, nagle w połowie zdania opowiadanie 2725 3, II | kuzynko, abym tu przyszedł w celu opowiadania ci o lądach 2726 3, II | Zygmuncie? Te moje ręce, które w swoich chcesz trzymać, czy 2727 3, II | jakiejś okropnej chwili... w której bym sama... która 2728 3, II | która by mnie wtrąciła w ostateczne już poniżenie. 2729 3, II | twoja żona, kuzynie, coś w tobie zauważyć musiała... 2730 3, II | patrzała na mnie. na ciebie, i w oczach jej łzy stanęły. 2731 3, II | stanęły łzy, które zobaczyłam w oczach twojej żony. Pomiędzy 2732 3, II | zwrócona i nie na niego, ale w otwarte okno patrząc. Wyznania, 2733 3, II | śmiałość. Tuż za nią stojąc, w samo ucho prawie, pieszczotliwie 2734 3, II | Opuść ten dom, zamieszkaj w Osowcach... ja tam teraz 2735 3, II | którzy przebywać będziemy w krainie ideałów wyżsi i 2736 3, II | wilgotnym czołem chciał w oczy jej spojrzeć i już 2737 3, II | nie wyrządził, krzywdzić w tym, co jest jego. szczęściem, 2738 3, II | oszukiwać wiecznie chodzić w masce czując pod nią trąd 2739 3, II | dawniej kochała, przestałabym w tej chwili... z gniewu, 2740 3, II | Teraz, gdy drżała i mięła w dłoni leżącą na stole chustkę, 2741 3, II | podnosiła się szybko, a oczy, w których jednocześnie przebiegały 2742 3, II | nie różaną wodę bynajmniej w żyłach swych miała, ale 2743 3, II | książkach... pełno go i w życiu... O, znam go, znam 2744 3, II | od gwiazd, a kończył się w błocie. O, muzy, siostrzane 2745 3, II | świtanie od niedawna ja uczułam w sobie... Idź na mogiłę ojca, 2746 3, II | ten zadrżały trochę ręce, w których trzymała książkę. 2747 3, II | spokojnymi rysami syna czekała. W sali znajdującej się na 2748 3, II | bezprzytomnej, a umilkła zupełnie w chwili, gdy Zygmunt do pokoju 2749 3, II | spojrzenia poznać można było, że w drodze z Korczyna do Osowiec 2750 3, II | się na coś malowało się w jego twarzy. Pocałował rękę 2751 3, II | do domu wrócę. A ja także w ten piękny wieczór z Korczyna 2752 3, II | niezmierną...~Spojrzała na niego, w oczach jej zamigotał niepokój.~- 2753 3, II | nie wyprostował się, tylko w poufnej i razem coś pieszczotliwego 2754 3, II | pieszczotliwego mającej w sobie postawie, ręki matki 2755 3, II | dormant, słodko drzemiąca w swym kryształowym pałacu, 2756 3, II | pospolite, a przyzwyczajałaś w zamian do rzeczy pięknych, 2757 3, II | jakim przedstawiał się w tej chwili, łagodny, rzewny, 2758 3, II | ptak upojony kąpała się w tym czarze, i drugą, 2759 3, II | na dole tego domu tonęła w łzach i trwodze, i - wiele 2760 3, II | potem sama wysłałaś mię w świat szeroki, gdzie wiele 2761 3, II | przyzwyczajony nie byłem żyjąc w twoim idealnym świecie, 2762 3, II | zaklęta księżniczka żyła w swym kryształowym pałacu? 2763 3, II | nadto dosyć. Utopiłem w nich dwa lata mego życia. 2764 3, II | poczet nieszczęśliwych?~W głosie jej czuć było trochę 2765 3, II | Ale właśnie przybyliśmy w rozmowie naszej, droga mamo, 2766 3, II | kolanom i rękę jej wziął w swoje dłonie. Znowu też 2767 3, II | wyjechała. Mieszkać będą w Rzymie, Florencji albo w 2768 3, II | w Rzymie, Florencji albo w Monachium, każdego lata 2769 3, II | każdego lata wyjeżdżać w góry lub nad morze. Kapitał 2770 3, II | osiągnięty ze sprzedaży Osowiec w połączeniu z tym, co Klotylda 2771 3, II | Klotylda posiada i jeszcze w przyszłości od rodziców 2772 3, II | bardzo bogatym zostanie, gdy w otoczeniu stosownym artystyczne 2773 3, II | że inne grzyby siedzieć w nim muszą - to idealizm 2774 3, II | idealizm!~Patrząc mu prosto w oczy zapytała:~- A ty, Zygmuncie, 2775 3, II | dążności mógł podejrzywać. Ale w tym właśnie tkwi niemożność 2776 3, II | posiada potrzeby zaszczepione w niego wraz z cywilizacją: 2777 3, II | Od dawna już pracujące w nim niezadowolenie i zniecierpliwienie 2778 3, II | ratunkowemu planowi, nadwerężało w nim nawet zwykłą wykwintność 2779 3, II | żurnalowo niż zwykle. Z rękami w kieszeniach surduta pokój 2780 3, II | artysta, przemienić się musi w opasłego wołu... Ciało prosperuje, 2781 3, II | prosperuje, a duch upada. Czuję w sobie okropną degrengoladę 2782 3, II | idealnego, przemienia się w żółć i tłuszcz!...~Przy 2783 3, II | skarżysz, nie możesz znaleźć w uciechach serca?... Ja kiedyś 2784 3, II | kochające dziecko, które w słońcu twojej miłości i 2785 3, II | nie jest. Voilá! A jeżeli w tym wypadku jakieś nierówności, 2786 3, II | głos pani Andrzejowej. Czuć w nim było zdejmującą niewysłowioną 2787 3, II | móc jasno rozpatrzeć się w położeniu i co jest jeszcze 2788 3, II | uśmiechem, po czym z rękami w kieszeniach i podniesionymi 2789 3, II | ma takie zgrubiałe ręce i w ogóle wygląda więcej na 2790 3, II | jestem i dlatego właśnie w tej tutejszej monotonii 2791 3, II | okryta chyliła się na pierś, w której wzbierała hamowana 2792 3, II | podniosła znowu i głosem, w którym brzmiała zwykła już 2793 3, II | mojej rodzinnej ziemi, nigdy w tych ścianach obcy ludzie... 2794 3, II | Wielki Boże! Ależ ty chyba w chwili uniesienia... w dziwnym 2795 3, II | chyba w chwili uniesienia... w dziwnym jakimś śnie okazujesz 2796 3, II | marzyłam... że tu właśnie, w otoczeniu rodzinnej natury, 2797 3, II | zdolności twoje najpotężniej w tobie przemówią... że raczej 2798 3, II | zapłodnią...~Stojąc przed nią w postawie zbiedzonej, prawie 2799 3, II | najlepiej... Zamykałam cię w kryształowym pałacu i w 2800 3, II | w kryształowym pałacu i w dalekie światy wysyłałam, 2801 3, II | dalekie światy wysyłałam, bo w myśli mojej miałeś być gwiazdą 2802 3, II | oświecania...~Nagle umilkła. W zmroku, który zaczynał już 2803 3, II | ludzi, najbliższych jej w świecie ludzi, takiej obelgi, 2804 3, II | świecie ludzi, takiej obelgi, w najgłębszej nawet skrytości 2805 3, II | burzę przerażenia, którą w niej wzniecił ten jeden 2806 3, II | też ochoty składać siebie w całopaleniu na ołtarzu - 2807 3, II | tuczą mi wprawdzie ciało w sposób... w sposób prawdziwie 2808 3, II | wprawdzie ciało w sposób... w sposób prawdziwie upokarzający, 2809 3, II | przez wszystkich zapomniany, w kwiecie wieku i szczęścia 2810 3, II | groźnie.~Ale i on także miał w sobie trochę popędliwej 2811 3, II | mogę zająć przynależnej mi w świecie pozycji, który nieraz 2812 3, II | świecie pozycji, który nieraz w szczęśliwszych krajach czułem 2813 3, II | której kredowa bladość w ramie czarnego czepka odbijała 2814 3, II | białą stała śród zmroku niby w kamienną kolumnę przemieniona, 2815 3, II | sobie nie pozostawiająca. W drugą mogiłę kładły się 2816 3, II | nadzieje; rozkładała się w niej, niby ciało w retorcie 2817 3, II | rozkładała się w niej, niby ciało w retorcie śmierci na marną 2818 3, II | parę przerabiane, wiara jej w geniusz i w szlachetność 2819 3, II | przerabiane, wiara jej w geniusz i w szlachetność syna... Wydało 2820 3, II | że ten trup znajduje się w niej samej, zalega dno jej 2821 3, II | Pierś jej stygła, jakby w niej zagasł jedyny płomień, 2822 3, II | jakiś symbol i uderzyło jej w oczy jakimś przypomnieniem. 2823 3, II | podniosła i spojrzała w górę, wyraz niemego, osłupiałego 2824 3, II | pary, ale wypukłe rysy, w ciemnej gęstwinie włosów, 2825 3, II | na tle krwawego obłoku. W te rysy wpatrzyła się ze 2826 3, II | większą jeszcze miłością niż w owym dniu dalekim, gdy ukochany 2827 3, II | krwawym obłoku cichy, smutny, w daleki rąbek błękitu zapatrzony. 2828 3, II | do końca zapatrzone, niby w promień ideału lub w wieczną, 2829 3, II | niby w promień ideału lub w wieczną, chociaż daleką 2830 3, II | chociaż daleką nadzieję, w wąski, daleki rąbek błękitu.~ 2831 3, III| równina, z jednej strony w lesiste pagórki, a z drugiej 2832 3, III| lesiste pagórki, a z drugiej w półkoliste koryto Niemna 2833 3, III| inną miała postać niżeli w świetne, skwarne, mozolne 2834 3, III| wesołe i rześkie jeszcze, w zebrane plony bogate, lecz 2835 3, III| gęsto osiadywały wrony, w zadumanych postawach spuszczając 2836 3, III| i wierzby stały jeszcze w zieleni gęstej, lecz sczerniałej 2837 3, III| ptastwa i niezliczonych w rozmaitości swej brzęczeń 2838 3, III| której jednak ozywały się w górze ostre krzyki żurawi 2839 3, III| żurawi i klekot bociani, a w dole na mdlejących skrzydłach 2840 3, III| struna nadwodnych muszek. W dnie powszednie rozlegały 2841 3, III| się brony i powoli, równo, w prostych liniach, z wyprostowanymi 2842 3, III| do połowy niemal tonęły w przedziwnie wybujałych, 2843 3, III| osty, u wierzchołków ubrane w bladoróżowe, misterne, kolcami 2844 3, III| nie podnosił się z ziemi; w przejrzystym więc powietrzu, 2845 3, III| fasolę, domy i drzewa stały w wyraźnych, pełnych, odosobnionych 2846 3, III| odosobnionych zarysach. Pozostałe w ogrodach niskie tylko warzywa 2847 3, III| oknami domów ukazywały się w postaci nikłych floksów 2848 3, III| floksów albo drobnych aster; w zamian, przez puste przestrzenie 2849 3, III| córki pospraszani. Szeroko w powiecie słynęła ambicja, 2850 3, III| innych nazwisk rozlegało się w powietrzu i nad trawami 2851 3, III| echa powtarzały i niosły w głębiny boru. Starzy i młodzi, 2852 3, III| Zaniewscy ze spokojnych i w dobrej glebie siedzących 2853 3, III| skłonni, a do maczania języków w czarkach niewstrętliwi. 2854 3, III| Łozowiccy z Soroczyc, hardo w górę podnoszący wąsa, mali 2855 3, III| bo po czterech i pięciu w jednych chatach siedzący 2856 3, III| Staniewscy ze Staniewicz jaśnieli w tłumie wysokimi czołami, 2857 3, III| nieśmiałe dziewczynki, w zatrwożeniu swym ciągle 2858 3, III| przesuwające swe perkalowe sukienki w błękitne i białe paski. 2859 3, III| zbiedzoną miną, którego małżonka w sterczącym kwiatami kapeluszu 2860 3, III| nie patrząc, wyższość swą w pełni uczuwająca, przez 2861 3, III| objęte, jesienne kwiaty w gładkich warkoczach, gdzieniegdzie 2862 3, III| wysokie buty z wpuszczonymi w nie spodniami ujednostajniały 2863 3, III| spodniami ujednostajniały w części ten lud rosły, ogorzały, 2864 3, III| przymusowej pracy ani twarzami w pył nie upadał pod piekielną 2865 3, III| lud, ale lud, za którym w dalekiej przeszłości jaśniało 2866 3, III| i dostojeństw, dotąd w dusze i na drogi życia kładnące 2867 3, III| którą na kształt kreta kopał w cichości i nisko, ale lud 2868 3, III| czujący. Był to lud ogorzały, w obfitym pocie skąpany, z 2869 3, III| baraniej pieczeni gościł w Czarnolesiu. Gdziekolwiek 2870 3, III| mającą pozór dumy odrzucone w górę.~Ale tak wyglądali 2871 3, III| Starzyńskiego stanowiły tu wyjątki. W zamian, chudością ciała 2872 3, III| choć czasem i wpadającą w zapalczywość mowę, a jedną 2873 3, III| obejścia się i poruszeń. W suto wygarnirowanych kornetach 2874 3, III| nowożytniejszych czepkach, często nawet w prostych chustkach na głowach, 2875 3, III| prostych chustkach na głowach, w luźnych kaftanach i staroświeckich 2876 3, III| skromną sadziły się mowę.~W całym tym zebraniu na parę 2877 3, III| już była wielka wyruszać w drogę do kościoła, lecz 2878 3, III| Domuntównie z bliskości w oczy popatrzyć. Aktorka! 2879 3, III| niego z rana przyszedłszy w szlafroku go znalazł. W 2880 3, III| w szlafroku go znalazł. W szlafroku sobie siedział, 2881 3, III| drugim miękina!~Dziewczęta w ścisłą gromadkę zbite oczy 2882 3, III| się pod ręce wsunęły się w grono wysokich i barczystych 2883 3, III| uśmiechały się do siebie w sposób tak znaczący, że 2884 3, III| spóźnił - Kazimierz Jaśmont w jednym ręku, białą rękawiczką 2885 3, III| jego złociste, kędzierzawe, w tył od szerokiego czoła 2886 3, III| otoczone. Pomiędzy stołami, w głębi dość ciasnej przestrzeni, 2887 3, III| dwaj swatowie. Elżusia, w sukni z białego muślinu 2888 3, III| podmuchy wielkiego miecha, w jeden odgłos zlewające się, 2889 3, III| odgłos zlewające się, ciężkie w ścisku oddechy obecnych.~ 2890 3, III| zdeptała go wielką stopą w prunelowy bucik ubraną. 2891 3, III| rękę z niskim ukłonem i w same koniuszki palców pocałował. 2892 3, III| widział, aby komukolwiek w ten sposób się kłaniał. 2893 3, III| zwykle, gdy był wzruszonym, w górę spojrzał; inni w znak 2894 3, III| wzruszonym, w górę spojrzał; inni w znak potwierdzenia z cicha 2895 3, III| szepnął:~- Nic ja osobliwego w tej pannie postrzec nie 2896 3, III| poruszenie, które go ze zbitej w ścisk kampanii nieco wyosobniło, 2897 3, III| piętrzącej się tacy, rękę w białej rękawiczce po złocistej 2898 3, III| donośnym, że go za oknami i w ogrodzie słychać było, mówić 2899 3, III| się, a tobie, panno młoda, w dniu dzisiejszym chwalebną 2900 3, III| mirtowy wianek i delikatnie go w wyciągniętym ku państwu 2901 3, III| kilka moich myśli, które w następującej zawrą się formie. 2902 3, III| ostatni przyszedł termin, w którym ten wieniec, przed 2903 3, III| nosa. Ale drużbant z oczami w nią wlepionymi nieprzerwanie 2904 3, III| tej pięknej panny, gdyby w dniu dzisiejszym nie płakała? 2905 3, III| Tu głos nieco zawiesił, a w ścisku już nawet głośnych 2906 3, III| dzionek wije się jako wianek, w którym jasny kwiat z ciemnym 2907 3, III| troskach znosić będziecie w spokojności, jedno od drugiego 2908 3, III| drugiego czerpiąc pocieszenie w przyjaźni i miłości. Cieszcie 2909 3, III| się, że dnia dzisiejszego w kościele świętym złączy 2910 3, III| i tacę mirtem napełnioną w obie ręce ujmując pierwszy 2911 3, III| mirtem Justynie podawał, ona w zamian położyła na niej 2912 3, III| wymówił z niskim ukłonem, lecz w tejże chwili uczuł się pochwyconym 2913 3, III| chwili uczuł się pochwyconym w czyjeś ramiona. Był to Witold, 2914 3, III| który nagle i ogniście w oba policzki go pocałował.~- 2915 3, III| ręce nowego przyjaciela w szerokich dłoniach tak mocno 2916 3, III| pomocna, zgodna i uległa...~W tym miejscu przemowy Elżusia, 2917 3, III| zaczęli, wtem za oknem, w mozaice mnóstwa z zewnątrz 2918 3, III| drużki i drużbantowie, a w świetlicy, za oknami, za 2919 3, III| pierwszy Kazimierz Jaśmont w tym powszechnym zamieszaniu 2920 3, III| porządku!~I potem długo w tłumie głów, twarzy, surdutów, 2921 3, III| dyrygował, rozlegał się w urywanych i po wielokroć 2922 3, III| pod bladozłote słońce, w przejrzyste jak kryształ 2923 3, III| jak kryształ powietrze.~W zagrodzie Fabiana przecież 2924 3, III| osób składanymi. Gdy jedni w świetlicy zajadali, inni, 2925 3, III| kolej swoją lub odbywszy, w ogrodzie i na drodze przechadzali 2926 3, III| przysłów, często obfitą mowę w połowie przerywał i zamyślał 2927 3, III| że to wesele prędko się w płacz zamieni, gdy twardy 2928 3, III| niemłody Strzałkowski, w długim surducie z samodziału 2929 3, III| nie wstyd, bo on biedzie w oczy nie pluje, ludziom 2930 3, III| na starość przemienię się w Joba o zmiłowanie proszącego...~ 2931 3, III| A Apostoł suche ramiona w grubych rękawach kapoty 2932 3, III| mrzeć za ojców, ale każdy w swoim grzechu i w swojej 2933 3, III| każdy w swoim grzechu i w swojej pokucie umrze!~Tak 2934 3, III| weselnemu trochę starsi w świetlicy gwarzyli, ale 2935 3, III| Starzyński wdał się był w długą orację, co słów kilka, 2936 3, III| patrzał, i na koniec nogę w błyszczącym bucie daleko 2937 3, III| ziemi drewienkiem począł w zębach dłubać, zupełnie 2938 3, III| wyglądał przenosząc ich w zamian o wiele śmiałością 2939 3, III| znających Obuchowiczów, podszedł w swym kanarkowym ubraniu 2940 3, III| Michał Bohatyrowicz, z wąsami w górę zbliżyli się Łozowiccy, 2941 3, III| odgłosami żywej rozmowy w ciche powietrze bijącą.~ 2942 3, III| tańca. Mieściła się ona w stojącym tuż przy drodze 2943 3, III| ściśle zamknięte latarnie. W głębi toku zasiedli muzykanci, 2944 3, III| wielką gałęzią.~- Jezu! - w gromadce u wrót gumna stojącej 2945 3, III| rozumu pozbyła się, aby w dzień weselny tak pokazywać 2946 3, III| Wysoka, pleczysta, bosa, w krótkiej samodziałowej spódnicy 2947 3, III| wyskakiwały, tak patrzał w nią. Widział już raz 2948 3, III| spódnica panny wcale jej w oczach jego ujmy nie czyniły, 2949 3, III| owszem, i szczęśliwą ufność w przymioty jej budząc. Z 2950 3, III| Odkrzyknęła, że może komu tańce w głowie, ale jej bynajmniej, 2951 3, III| Jadwigi papierosami częstował.~W tej samej prawie chwili, 2952 3, III| kobiety; jedna bardzo wysoka, w czarnej mantyli, z wysokim 2953 3, III| druga znacznie niższa, w białej sukni z różową opaską. 2954 3, III| rzucił się ku nim i obie w ręce ucałował. Po chwili 2955 3, III| dobrowolnie wmieszać się w gwary, w hałasy, w tłumliwe 2956 3, III| dobrowolnie wmieszać się w gwary, w hałasy, w tłumliwe gadania; 2957 3, III| wmieszać się w gwary, w hałasy, w tłumliwe gadania; zamknął 2958 3, III| gadania; zamknął się był nawet w swoim przeciwku, ale go 2959 3, III| otulając się kapotą, z oczami w jeden punkt wlepionymi, 2960 3, III| o nią, po kolana prawie w wysokich chwastach stając. 2961 3, III| kroków uczyniwszy stanęła. W czarnej spódnicy i mantyli, 2962 3, III| swego dokazawszy pierzchnęła w strony różne; oni przez 2963 3, III| on powolnym ruchem ujął i w obu dłoniach zatrzymał. 2964 3, III| lata... - mówiła.~A on, w skupionej jakby i osłupiałej 2965 3, III| głową wstrząsnął, kędyś w bok spojrzał. Ona zarumieniła 2966 3, III| zarumieniła się tak, jak to w czasie poranku bywać musiało, 2967 3, III| wyrwał się z toni wspomnień, w którą go pogrążył widok 2968 3, III| przypominał, jak niegdyś w Korczynie często widywał; 2969 3, III| ujrzała. Rzuciła się ku niej w jasne barwy dnia tego ubrana 2970 3, III| że panna Marta niegdyś w onych starych i inszych, 2971 3, III| zawiązywały. Młodziutka panienka, w tym samym stroju, w jakim 2972 3, III| panienka, w tym samym stroju, w jakim była na wielkim obiedzie 2973 3, III| była na wielkim obiedzie w Korczynie, wyglądała zawsze 2974 3, III| nad tokiem Julek świece w latarniach zapalił; przy 2975 3, III| tym świetle ukazały się w cieniu zasieki pełne zboża 2976 3, III| Słońce za bór już zapadło. W szarej godzinie za rzadkimi 2977 3, III| słychać nie było. Starzyńska w rozpaczy drogą biegła.~- 2978 3, III| u rękawa jego uczepioną w wesołych poskokach do gumna 2979 3, III| tańca zaprosił, a gdy ona w znak przyzwolenia lekko 2980 3, III| kilka i kilkanaście. Witold w roli drugiego drużbanta 2981 3, III| nosa owijali sobie rękę, w której spoczywać miała ręka 2982 3, III| śmiechów, konceptów na ławach i w tłumie otwarte wrota stodoły 2983 3, III| wszystko, co działo się w gumnie, pilną uwagę zwracał, 2984 3, III| tam jest taki dureń, że w gumnie papirosa pali?~Pomiędzy 2985 3, III| wypowiadał:~- Bo niechaj baba w gumnie nie smali! Hrabinia!~ 2986 3, III| krokiem, jedni z mężczyzn w balansach szeroko ramiona 2987 3, III| kajdany z nóg pozrzucali, w tak siarczystą puścili się 2988 3, III| pośpiesznie na ręce go schwycił. W tańcach Julek nie brał. 2989 3, III| gapiowatemu, puszczać się w ścisk i skoki! Stał tylko 2990 3, III| tańczących patrząc, białe zęby w nieustającym uśmiechu pokazywał, 2991 3, III| obsiadujących kobiet w znajdującej się pomiędzy 2992 3, III| kłosów. Justyna głowę ubraną w grona jarzębin o puszystą 2993 3, III| uschłego zboża oparła i w zamyśleniu przed siebie 2994 3, III| przychodzi czasem chwila, w której z dna duszy ludzkiej 2995 3, III| promienia, powiewu, aby urość w kwiat, kłos albo strzałę. 2996 3, III| jego błękitne oczy utkwione w nią z tajoną, nieśmiałą 2997 3, III| złote łany, pośród których w upalny dzień lipcowy sierp 2998 3, III| zaniosło z tego tłumu w głębie zaniemeńskiego boru, 2999 3, III| zaniemeńskiego boru, na Mogiłę, w tej nocnej porze grubym 3000 3, III| czuła, stamtąd podówczas w sobie przyniosła, że te


1-500 | 501-1000 | 1001-1500 | 1501-2000 | 2001-2500 | 2501-3000 | 3001-3500 | 3501-3534

IntraText® (V89) Copyright 1996-2007 EuloTech SRL