| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] voilá 1 voir 1 vous 1 w 3534 wabiac 1 wabiace 1 wabil 1 | Frequency [« »] 7478 i 3974 sie 3537 z 3534 w 2884 na 2741 nie 1743 ze | Eliza Orzeszkowa Nad Niemnem IntraText - Concordances w |
Tom, Rozdzial
3001 3, III| to jedno. Wszystko, co w dniach ostatnich usłyszała 3002 3, III| płomiennych ust Witolda i co w samotnych godzinach przedumała 3003 3, III| sen swój czy owo marzenie, w którym zapaloną lampą świeciła 3004 3, III| ułamki jednej całości jakoby w łańcuch wiążąc. Jakaś niby 3005 3, III| uderzyła, na czoło płomię, a w oczy wilgoć rzucając. Wtem 3006 3, III| czym pani tak zamyśliła się w tym momencie?~Jan Bohatyrowicz 3007 3, III| owym; od początku tańców w kącie przy muzykantach stał 3008 3, III| tańczący tłum spoglądał kogoś w nim upatrując i wtedy oczy 3009 3, III| Podstarzałe kobiety szczególniej w pochmurności jego węszyły 3010 3, III| melancholia i tetryctwo w rodzie? Nieboszczyk jego 3011 3, III| taki był zawsze pogrążony w sobie i mrukowaty, stryj 3012 3, III| stryj na ciężką chandrę w kwiecie lat swoich zapadł, 3013 3, III| różańca stający, osobliwie też w śpiewaniu prześcigał wszystkich. 3014 3, III| taki moment przyjść musi, w którym prawdziwe jego przyrodzenie 3015 3, III| taki sam będzie pogrążony w sobie i górnie myślący, 3016 3, III| Przyszła jednak chwila, w której Jan wzrokiem ku uliczce 3017 3, III| a ścianą przecisnął się, w przyćmionej jej głębi się 3018 3, III| przestała; Kazimierz Jaśmont w posuwistych poskokach ku 3019 3, III| Domuntówna, ale Domuntówna w metamorfozie. Kto ją przedtem 3020 3, III| draperiami obwieszoną, a z tyłu w ogromną turniurę zaopatrzoną. 3021 3, III| najbliższego miasteczka, w którym też zapewne kupiła 3022 3, III| miała białe rękawiczki, w ręku papierowy wachlarz 3023 3, III| lecz ponura. Dziadunio w śnieżnej kapocie we wrotach 3024 3, III| głowie miała, a kawaler w pętlicy ubrania. Widok ten 3025 3, III| Widok ten niby pięścią w pierś jej uderzył; wydęła 3026 3, III| tym pamiętał, a wywijając w górze zeschłym palcem, z 3027 3, III| pamiętam... jakeśmy razem w trzydziestym i pierwszym 3028 3, III| postać staruszka, klęcząc w trawach, obejmowała Marynia 3029 3, III| też tak ciekawego być może w gadaniu człowieka, który, 3030 3, III| sfiksuje... z cicha mówili.~A w gumnie ukazanie się Jadwigi 3031 3, III| dziwiąc się jej strojowi. Aż w oczach miga, tak się bogato 3032 3, III| liście zupełnie takie, jak w Łunnie u Matki Boskiej na 3033 3, III| stał tam ciągle przy tej... w jarzębinach! Rozgniewanym 3034 3, III| Rozgniewanym wzrokiem na sukienki w błękitne i białe paski rzuciła.~- 3035 3, III| czasy mają swój czas, a w dekretach boskich tak zapisano, 3036 3, III| jemu aż trzy razy śniła się w tym tygodniu. Jadwiga o 3037 3, III| wszystkie skrytości wiem i w serduszku pani jak w otwartej 3038 3, III| wiem i w serduszku pani jak w otwartej książce czytam...~ 3039 3, III| cicha mówić, a oczami rzucał w stronę, gdzie stał Janek; 3040 3, III| niektórymi dziewczętami w głośną rozmowę się wdała, 3041 3, III| i naprawdę zapatrzył się w nie z upodobaniem szczerym 3042 3, III| łaskaw i z panną Domuntówną w drugiej parze do krakowiaka 3043 3, III| z pierwszą panną drużką w pierwszej parze muszę...~ 3044 3, III| wybiegł, a wszyscy za nimi w poskokach biegli, głośne 3045 3, III| zgrabnie, gibko wyginając się w strony obie.~Justyna niczym 3046 3, III| zgrabniejszą, ale miała w tańcu większą od tamtych 3047 3, III| drogę zabiegł, rozgłośnie w dłonie uderzył i na całe 3048 3, III| więc tancerze natychmiast w tył się cofać zaczęli i 3049 3, III| twarzy się oblał i wzrokiem w górę rzucił, lecz potem, 3050 3, III| ramieniem nieco podniesionym w górę, a twarzą ku twarzy 3051 3, III| tańca poruszył! - zawołała w tłumie Starzyńska.~On zaś 3052 3, III| tłumie Starzyńska.~On zaś w tym miejscu, gdzie muzykanci 3053 3, III| przestać kochać~Nie jest w mojej mocy!~Ten przyśpiewek 3054 3, III| szczególniej kobiety. Aż w dłonie uderzały i chichotały 3055 3, III| niepotrzebnie z Jankiem w zapasy wchodził, bo pokazało 3056 3, III| niestosowny wynalazłszy, i w słuchaczach obudziwszy nawet 3057 3, III| cienki głos z siebie dobywać? W zamian kruczowłosy Osipowicz 3058 3, III| tak je i zakończył, nie w porę nawet, bo przed samym 3059 3, III| jej do ust przycisnął. I w tym jeszcze starszy drużbant 3060 3, III| wzrokiem i dobrze widziała, jak w jarzębiny ubrana głowa panny 3061 3, III| jarzębiny ubrana głowa panny w szczęśliwym niby zapomnieniu 3062 3, III| szarej siermiężki a twarzą w płomieniach, wciąż coś do 3063 3, III| się przyjemności palenia w bliskości gumna pozostali, 3064 3, III| stosie belek i po kolana w chwastach siedząca para 3065 3, III| na krzyż nie składasz, a w mężowskim domu więcej pracować 3066 3, III| Antolka czuje kiedy, że miłość w serduszku mruczy i spać, 3067 3, III| Gołąbek nawet samiczkę w dzióbek bodzie kochanie 3068 3, III| gdy już na zawsze wrócę i w Korczynie zamieszkam, wtedy 3069 3, III| zachwycenia wzniosły się w górę.~- O, Widziu, Widziu, 3070 3, III| stała Jadwiga Domuntówna w gronie kilku dziewcząt i 3071 3, III| dozgonnym. Potem kołysząc się w strony obie, niby od niechcenia, 3072 3, III| Serce me za tobą pójdzie w puste knieje!~Ale ani przymówki, 3073 3, III| oczarowana, patrzała ciągle w jedną stronę, w tę mianowicie, 3074 3, III| patrzała ciągle w jedną stronę, w tę mianowicie, kędy opodal 3075 3, III| ich słyszeć nie mogła, ale w zmroku dostrzegła czerwień 3076 3, III| głowę panny... Ta głowa w krucze warkocze i czerwone 3077 3, III| różne zabawki wymyślać? W naszym wieśniackim życiu 3078 3, III| Czasem jednak przechodzi - w zamyśleniu rzekła Justyna.~- 3079 3, III| której żądał, całe życie w samotności strawił, i stary 3080 3, III| Jakub rozum postradał zdrady w kochaniu doznawszy...~- 3081 3, III| byłbym może ożenił się z nią w czasie, gdyby insze wcale 3082 3, III| oknami zakręciły się jej w oczach, ujrzała na raz wszystkie 3083 3, III| nie wiadomym było, dość że w mgnieniu oka o jej postępku 3084 3, III| dowiedzieli się wszyscy, a w zielonej uliczce pomiędzy 3085 3, III| dziad z torbą niechcącemu w oczy lezie!~- Wypchała się 3086 3, III| Wojnę miłującym Obuchowiczom w to tylko było grać! Jakkolwiek 3087 3, III| Bohatyrowiczów i Jaśmontów w towarzystwie Zaniewskich 3088 3, III| Obuchowicze ku płotom się zbliżali w zmroku wypatrując, skądby 3089 3, III| najlepszego kołka wyrwać; już w gronie przeciwnym ten i 3090 3, III| pysków, gdy spod gruszy w ogrodzie stojącej rozległ 3091 3, III| panów, mnie także słówko w tym zamieszaniu rzucić wolno, 3092 3, III| prawie był niewidzialnym, ale w głosie jego usłyszeli wszyscy 3093 3, III| uwierzyło albo udało wiarę w to, że postępek Domuntówny 3094 3, III| kamieniem, cała trzęsąca się jak w febrze, poszła ona dziadunia 3095 3, III| do niego się przytulając w zeschłą rękę go całowała, 3096 3, III| tym więcej nad drepczącym w objęciu jej starcem kwiliła, 3097 3, III| jego kapotę i głowę padały.~W zielonej zaś uliczce jedni 3098 3, III| niczym wszystko zejdzie. W zamian, zgodę lubiący, jakkolwiek 3099 3, III| o co za łby się ciągają, w dobrej zaś kompanii hałasy 3100 3, III| podwórka na uliczkę wybiegł w wielkim pędzie Julek ze 3101 3, III| rozwiewała i oczy iskrzyły się w zmroku jak u kota. Ale bo 3102 3, III| wśród której, jak inni w tańcach i śpiewaniu, celować 3103 3, III| niej wiaterki nozdrzami w siebie wciągając. Dziewczęta 3104 3, III| Niemen! na Niemen!~Ktoś w wielkim zmieszaniu głosów 3105 3, III| szerokim polu, z wysokiej góry, w bladym jeszcze świetle księżyca, 3106 3, III| stóp Anzelmowej zagrody, w gęstwinie oczeretów ukryte, 3107 3, III| pośpiechu płot przeskoczyli w tym samym prawie miejscu, 3108 3, III| tym samym prawie miejscu, w którym go tak często Elżusia 3109 3, III| byli już pod lipami. Tu w miejscu jednym gałęzie zwieszały 3110 3, III| dłoni nie wypuścił. Dłoń w dłoni z wysokiej góry ku 3111 3, III| zajętych, że na przebiegającą w pobliżu parę ze swej strony 3112 3, III| sposobem i gdzie spotkali się w tłumie po raz drugi? Powiedzieć 3113 3, III| już oboje znajdowali się w Anzelmowej zagrodzie, której 3114 3, III| mogli. Więc zamilkli, oboje w postawach jednostajnych, 3115 3, III| gości zbierało się wtenczas w Korczynie? jakie to oni 3116 3, III| morzem liryzmu roztopionego w promienie i w tony. Księżyc 3117 3, III| roztopionego w promienie i w tony. Księżyc znacznie już 3118 3, III| bladozłotą lampą księżyca w wodzie jakby zanurzoną stała 3119 3, III| wewnętrznych drżeń i migotań. W tych zaś światłach marzących 3120 3, III| tonie roztrącając i krzesząc w nich złote, przemijające 3121 3, III| weselej rzucający pod niebo, w głębie boru i na wodę nuty 3122 3, III| przez świat zapomniane, w odległej przeszłości drzemiące, 3123 3, III| jakaś skarbnica pieśni i w tę kotlinę wysokimi ścianami 3124 3, III| pamięci? Zagadka! Dość, że w nutę mistrza ubrane popłynęły 3125 3, III| zmieniło, a twa dziatwa w grobie!...~I dziewczyna 3126 3, III| być wesołą,~Kiedy zdrój w żałobie?~Jak tu z ziemi 3127 3, III| podnieść czoło,~Kiedy matka w grobie?~A po zapłakanej 3128 3, III| tam dalej,~Zaleć, motylku, w me rodzinne strony.~Zanieś 3129 3, III| Osipowiczówna, jak, smukła topól w świetle księżyca pośrodku 3130 3, III| skargą, innym a ciężkim, w tony zaklętym postrachem:~ 3131 3, III| podwajały i nieść zdawały się w dal coraz dalszą; lekkie 3132 3, III| czasem szumiał z cicha, jakby w głębinach jego spoczywające 3133 3, III| światła i nad zanurzoną w wodzie ognistą jej kulą 3134 3, III| wodzie ognistą jej kulą w chwilowym milczeniu przepływały 3135 3, III| górą,~A ja doliną...~Anzelm w polonezową nutę, poważną 3136 3, III| ubiegła woda nie wraca... W kwiecie wieku rozłączyliśmy 3137 3, III| przypomnienia i romanse. Ale nie w czas już nam do takich rzeczy, 3138 3, III| zechce? Może i ona sama w ostatnim momencie od takiego 3139 3, III| pogadajmy...~O tej samej porze w domu Fabiana, którego okna 3140 3, III| huczało, gotowało się jak w zamkniętym i na ogniu stojącym 3141 3, III| Na koniec z przywoływanym w ogrodzie się spotkawszy 3142 3, III| mówił - z przyczyny interesu w zabawie panu dobrodziejowi 3143 3, III| starzy... prośbę do pana...~W głosie jego słychać było 3144 3, III| które trzymając się pod ręce w towarzystwie ogromnego Domunta 3145 3, III| gospodarzem zagrody poszedł.~W świetlicy pomimo pootwieranych 3146 3, III| pootwieranych okien gorąco było jak w łaźni; na trzech stołach 3147 3, III| paliło się parę lampek, w których skąpym świetle kipiała 3148 3, III| pośród młodzieży bawiącej się w gumnie i na Niemnie, nikt 3149 3, III| pijanym nie był, ale panujący w świetlicy upał i przez dzień 3150 3, III| oblewały ogniem i potem, w których z dokładnością mistrzowskiej 3151 3, III| przebił go ktoś inny.~- W jednym gnieździe niejednaki 3152 3, III| na czoło. Mimo woli rękę w górę podniósł.~- I niech 3153 3, III| podniósł.~- I niech tak w przyszłości swojej doścignę, 3154 3, III| Korczyński używał, po pas w biedę ich wtrącały i wielką 3155 3, III| przyczyny nie dopuszczał, aby w procesach smak znajdował - 3156 3, III| ojca to wypowiadam... ale w panu dobrodzieju jedyny 3157 3, III| pewność mieliśmy...~Witold, w swobodnej zrazu postawie 3158 3, III| się chmurnym, skupionym w sobie, niemal ponurym. Słuchał 3159 3, III| natężeniem wsłuchiwał się to w pojedyncze, przemawiające 3160 3, III| przemawiające głosy, to w wybuchające co chwilę gwary. 3161 3, III| Fabian na czyimś strychu w jakiejś spróchniałej skrzyni 3162 3, III| najuboższymi byli. Procesując się w długi leźli. Adwokat - któż 3163 3, III| terminu uchybił, apelacji w porę nie podał i wszystko 3164 3, III| takich wielkich pieniędzy w dziesięciu nie zbiorą i 3165 3, III| nigdzie nie znajdą. Więc i w nich teraz strach uderzył; 3166 3, III| rozpoznali, że zagrzęźli w gąszcz nieprzeniknioną i 3167 3, III| z twarzy ocierał. Znowu w ten sam cienki i żałośliwy 3168 3, III| darmo! Przyszła potrzeba w pokorę uderzyć i syna rodzonego 3169 3, III| słyszeli o nim, tak spokojnie w swoim zaciszku siedział 3170 3, III| ściskał tak, że aż stawy w palcach trzeszczały. Witold 3171 3, III| zrozpaczone ręce mocno w swoich ścisnął. Ale wnet 3172 3, III| wesz za kołnierzem, wilk w oborze i chciwy sąsiad za 3173 3, III| Strzałkowski, ów poważny człowiek w samodziałowej siermiędze 3174 3, III| samo, jak Bohatyrowicze, w bliskim sąsiedztwie pana 3175 3, III| pomyśleć, i poratować się w potrzebie. Tedy ja tak mówię...~ 3176 3, III| na sercu upadli, obudziły w nich znowu ambicję i wiarę 3177 3, III| nich znowu ambicję i wiarę w siebie.~- A pewno! a jakże! 3178 3, III| hultajów nas łajał, kiedy w gorący czas robotnika znaleźć 3179 3, III| robotnika znaleźć nie mógł, a my w najem do niego iść nie zechcieli. 3180 3, III| naszych ani na jeden dzień w niewolę nie zaprzedamy i 3181 3, III| Lepiej już głód cierpieć i w zgniłych chatach mieszkać, 3182 3, III| chatach mieszkać, niżeli w egipską niewolę za marny 3183 3, III| pieniądz iść! Ale gdybyśmy w panu Korczyńskim nie cudzego 3184 3, III| kawalery i panny, co teraz w gumnie hulają i na Niemnie 3185 3, III| niesilny! Oni by je chciwie w długoletnie dzierżawy brali, 3186 3, III| i pan Korczyński nie jak w raju na tym świecie żyje 3187 3, III| tłumem ruchliwym napełniali, w medytacyjnych postawach 3188 3, III| głowę na pierś, zwiesił i w tej melancholijnej postawie, 3189 3, III| może półtorasta Korczyn w swoim rodzie trzymają. Jeden 3190 3, III| spodziewamy się rady, jak w tym ścisku i ograniczeniu 3191 3, III| i wrzawa przemieniły się w szmer głosów rozważnie i 3192 3, III| szmer ten roztapiał się w milczenie. Fala uczuć oburzeniem 3193 3, III| silni, jak głodne robaki nie w czas poginą, a wnuki, z 3194 3, III| wiszącego nad wodą księżyca i w wodzie stojącej kolumny 3195 3, IV | IV~W obszernym domu korczyńskim 3196 3, IV | tylko dwa światła: jedno w buduarze pani Emilii, drugie 3197 3, IV | buduarze pani Emilii, drugie w gabinecie Benedykta. Wielki 3198 3, IV | jadalna pogrążonymi były w ciemności, którą rozpraszać 3199 3, IV | kładnące się światło księżyca. W tym półzmroku rozlegały 3200 3, IV | salonie tam i na powrót, w głębokim znać zamyśleniu. 3201 3, IV | Zamyślenie to czuć było w miarowym, monotonnym stąpaniu 3202 3, IV | jedno z okien wchodził on w słup księżycowego światła, 3203 3, IV | księżycowego światła, ukazywała się w nim na chwilę i wnet znowu 3204 3, IV | pochyloną głową, założonymi W tył rękoma, zwisającymi 3205 3, IV | delikatny głosik niewieści. Tam, w buduarze oklejonym papierem 3206 3, IV | buduarze oklejonym papierem w polne kwiatki, kobieta biała, 3207 3, IV | biała, cicha, cierpiąca, w białym negliżu wpół leżąc 3208 3, IV | stanął jak wryty. Stanął w zupełnie ciemnym punkcie 3209 3, IV | zmieniło,~A twa dziatwa w grobie!~Wyszedł z ciemności 3210 3, IV | przechodząc półgłosem powtórzył:~- W grobie! gdybyż wszyscy... 3211 3, IV | grobie! gdybyż wszyscy... w grobie!~Nie mógł słuchać. 3212 3, IV | biurkiem i wpatrzył się w te śnieżne, skrzydlate stworzonka. 3213 3, IV | niezmiernie ważny, jakiś w życiu jego punkt zwrotny... 3214 3, IV | zastanawiał się nad zawartymi w nim radami. Potem już zaledwie 3215 3, IV | serce ciężkim kamieniem, a w serce piekącą łzą. Już zdawało 3216 3, IV | rozkosz ostrą i podniecającą w męczeniu samego siebie znajdował:~" 3217 3, IV | mnie kiedy i z krzesłem w senacie powinszujesz. Jakie 3218 3, IV | interesu dobrze wiedzieć, że w swoim rodzonym bracie masz 3219 3, IV | mam wdzięczność, bo gdybym w uniwersytecie nie był i 3220 3, IV | szklisto wpatrywały się w przestrzeń. Może przez wyobraźnię 3221 3, IV | której zapytywał:~- Czy w tym celu?... czy dla takiego 3222 3, IV | starszy, kształcił się w szkole wojennej wielki do 3223 3, IV | wnika przez wpółotwarte okno W domu i w sercu cicho, ciemno, 3224 3, IV | wpółotwarte okno W domu i w sercu cicho, ciemno, ponuro. 3225 3, IV | po owej rozmowie z żoną, w altanie. Pamięta. Wtedy 3226 3, IV | niewinne oczy zajrzały w posępne źrenice, świeże, 3227 3, IV | lubisz ten bór za Niemnem, w którego głębi, w cieniu 3228 3, IV | Niemnem, w którego głębi, w cieniu jodeł, zapomniany 3229 3, IV | Spieszne kroki ozwały się w przyległym pokoju, otworzyły 3230 3, IV | rak przez niego przeżyty w widokach i wrażeniach życia, 3231 3, IV | życia, na kształt ziarna w sokach ziemi, rósł nad miarę 3232 3, IV | ruchem determinacji ręce w tył zakładając z cicha dokończył:~- 3233 3, IV | zamiast serca nie włożyła mi w piersi busoli z igłą zwróconą 3234 3, IV | się z fotelu, z płomieniem w oczach, z brwią namarszczoną 3235 3, IV | o co chodzi? więc czyjaż w tej sprawie wina?~Witold 3236 3, IV | sprawie wina?~Witold ręce w tył założył i śmiałymi oczami 3237 3, IV | Benedykt. - Oni, jak tabaka w rogu ciemni, wierzą każdemu 3238 3, IV | dlaczego oni ciemni jak w rogu? dlaczego chciwością 3239 3, IV | niczyjej, niczyjej winy w tym nie ma, tylko ich jednych?~ 3240 3, IV | nienawiści wieków; zagłada moja w świetle i w miłości"...~ 3241 3, IV | zagłada moja w świetle i w miłości"...~Teraz wszystko, 3242 3, IV | ludzi, wszystko, co włożyła w niego natura, a rozjaśniła 3243 3, IV | ust wymownych i drżących. W szerokich zarysach kreślił 3244 3, IV | myśli i podbojów, na które w ciężkiej, wiekowej pracy 3245 3, IV | złość i przemoc, widział on w ludzkim zrównaniu się i 3246 3, IV | zrównaniu się i zbrataniu, w ukuciu spójnego łańcucha 3247 3, IV | nich wyglądał jak człowiek w niebo zbawienia zapatrzony, 3248 3, IV | które szumiały mu jeszcze w uszach i paliły serce.~Benedykt 3249 3, IV | mowa młodzieńca budziła w jego przedwcześnie uwiędłej 3250 3, IV | przedwcześnie uwiędłej duszy. W fotelu zagłębiony, przygarbionymi 3251 3, IV | od bledszej niż zwykle i w tysiąc zmarszczek połamanej 3252 3, IV | Jak grób milczał i jak w grobie odbywały się w nim 3253 3, IV | jak w grobie odbywały się w nim rzeczy posępne i tajemnicze. 3254 3, IV | wytężeniem wsłuchiwał się w mowę syna. Witold bardzo 3255 3, IV | za to, że duszę ludzką w nich budził... jak go wspominają! 3256 3, IV | jeszcze słuchać i czekać. W ziemię patrzał.~- Cóż - 3257 3, IV | tylko - na wieżę? a?~Ile w tych słowach było bezdennego 3258 3, IV | i szał bólu zaświecił mu w oczach. Wyprostował się, 3259 3, IV | czarnej nocy, jak żołnierzom w porze wojny, rok za dwa 3260 3, IV | dwa liczyć się powinien! W upale cierpień prędko dojrzewamy!~ 3261 3, IV | młodość gotowa istotnie w każdej jaśniejszej chwili 3262 3, IV | rozglądają się przecież w koło siebie, nie rozumieją, 3263 3, IV | nie mają litości, która w nich płacze, i trwogi o 3264 3, IV | trwogi o rzeczy drogie, która w nich krzyczy: "Ratunku!" 3265 3, IV | niech o to zapyta naszych w poranku przekwitających 3266 3, IV | oczu od wpatrywania się w oblicze wiedzy przedwcześnie 3267 3, IV | złorzeczeń, które wrą nam w piersiach! Młody jestem! 3268 3, IV | soków, ile ich trzeba, ażeby w głowie szumiały pytania: 3269 3, IV | skąd? za co? dlaczego? w takich pytaniach dusze dojrzewają 3270 3, IV | dojrzewają prędko!...~Teraz w szerzej niż zwykle rozwartych 3271 3, IV | mały - jak go dotąd jeszcze w myśli swej nazywał - już 3272 3, IV | dotknął kąpieli cierpienia, w której on sam nurzał się 3273 3, IV | wyciągnął, wpatrzył się w syna. Tak; było to istotnie 3274 3, IV | burzliwego i ciemnej nocy. Nigdy w jasną pogodę pąki kwiatów 3275 3, IV | przekonań i uczuć pracująca w nim z nieprzezwyciężonością 3276 3, IV | nieprzezwyciężonością i bezwiednością krwi w żyłach człowieka krążącej. 3277 3, IV | mrówkami i kretami ziemi, że w ciemne i ciasne ich podziemia 3278 3, IV | sprawiło, że nie możemy, choćby w pokładzie złota, tkwić z 3279 3, IV | nam serca i gardła budzi w nas jasną i wczesną świadomość 3280 3, IV | razem z krwią krążą nam w żyłach, z mózgiem myślą, 3281 3, IV | zagrzebanie szlachetnej duszy w prochu bojaźni i interesu... 3282 3, IV | i ludzi...~- Witoldzie!~W tym wykrzyku, który Benedykt 3283 3, IV | wykrzyku, który Benedykt rzucił w mowę syna, był taki gwałt 3284 3, IV | i taką obrazę... Coś mam w sobie, ojcze, co mię ku 3285 3, IV | najniebezpieczniejsze, skupione w sobie szały; przy tym ruchem 3286 3, IV | powolnym, a coś stanowczego w sobie mającym wyciągnął 3287 3, IV | porwał się i jak płótno blady w mgnieniu oka za ramiona 3288 3, IV | Tuziny was teraz kule w łeb sobie pakują! Ach, ty! 3289 3, IV | Mądryś taki, a zielono ci w głowie... O, te idee, te 3290 3, IV | Strzelbę, którą dziś sam w obecności syna nabijał, 3291 3, IV | na ścianie zawiesił, lecz w zamian obie ręce młodzieńca 3292 3, IV | pochwycił i z całej siły w szerokich swych dłoniach 3293 3, IV | ścisnął. Prawie straszną była w tej chwili jego twarz ciemna, 3294 3, IV | wyciągniętą ku synowi szyją oczy w nim zatapiał, szeroko otwarte, 3295 3, IV | niegdyś, z tą samą grozą w chacie Anzelma przed oknem 3296 3, IV | mlecznej drodze przyszłości, w blasku jutrzenki, w ogniu 3297 3, IV | przyszłości, w blasku jutrzenki, w ogniu ofiary! Nie sąż także 3298 3, IV | odchodził ku biurku, niby w śnie powtarzając:~- Powracająca 3299 3, IV | powracająca fala!~Były w tym szepcie groza i - zachwycenie.~ 3300 3, IV | na chwilę; tak już dawno w ten sposób i o takich przedmiotach 3301 3, IV | albo myśli splątały się w głowie. Ale powracająca 3302 3, IV | umiał, wiedział, czuł.~- I w naszych ustach - mówił dalej - 3303 3, IV | latali na mleczne drogi i w blaski jutrzenki, i w ognie 3304 3, IV | i w blaski jutrzenki, i w ognie ofiary! Ten lud... 3305 3, IV | jak szaleńcy rzucili, jak w słońce w niego wierzyli, 3306 3, IV | szaleńcy rzucili, jak w słońce w niego wierzyli, jak w zbawienie 3307 3, IV | słońce w niego wierzyli, jak w zbawienie zapatrzyli, na 3308 3, IV | ogniste zapały! Wszystko jak w wodę wpadło! Śmiech na wspomnienie 3309 3, IV | zazdroszcząc temu, który w mogile leży!~Teraz dopiero 3310 3, IV | chciwymi oczami wpatrywał się w ojca domyślając się istoty 3311 3, IV | nim przetworzyła. Zresztą, w domysłach tonąć nie potrzebował. 3312 3, IV | milczącym i skrytym. Był czas, w którym dom ten rozlegał 3313 3, IV | kochanym, a które mu dziś w oczy rzuciło gradem wyrzutów, 3314 3, IV | je napełnia, a coś i ty w równej mierze niegdyś posiadał!" 3315 3, IV | niegdyś posiadał!" Serce w nim także wołało: "Mów! 3316 3, IV | potem, gdy wszystko wpadło w wodę. Dawne to dzieje. Zdaje 3317 3, IV | dokoła niego zmieniło się i w nim samym. Zmienił się zaś 3318 3, IV | wyszczerbia ostrze zakopanego w ziemi żelaza; jak stopniowo 3319 3, IV | jak stopniowo ciemnieje w sobie, słabnie, gaśnie człowiek 3320 3, IV | smutny...~Mógł był odejść w wesołe strony, nie uczynił 3321 3, IV | nie uczynił tego. Mógł w lichych przysmakach życia 3322 3, IV | zaprzaństwa nie popełnił, a w pracy, choć poziomej i ciasnej, 3323 3, IV | Trzymał ją i dla siebie, bo w nią wrósł, i przez chmurną 3324 3, IV | i przez myśl o synu.~Ale w jeden punkt zapatrzony, 3325 3, IV | inne dostrzegać przestawał; w jednym namiętnym usiłowaniu 3326 3, IV | pragnienie innego życia w nim gasło, gdy nad rozwartą 3327 3, IV | wewnętrzny, którego już w sobie nie czuł, przemienił 3328 3, IV | nie czuł, przemienił się w głuchy i gorzki war, co 3329 3, IV | jego nadzieja.~Dwa razy w cichym domu zegar ścienny 3330 3, IV | szerokiej piersi, która przyjęła w siebie wiele ostrych grotów 3331 3, IV | Przypomniał sobie, że to nawet, co w sobie nosił i nad własne 3332 3, IV | kolebki pewno owinięto by mię w watę zbytku i zamknięto 3333 3, IV | watę zbytku i zamknięto w klatkę przesądu. Byłbym 3334 3, IV | jak Różyc, kartką welinu w roztworze morfiny umoczoną!~ 3335 3, IV | jasno. Nagłym ruchem głowę w tył odrzucając i palcami 3336 3, IV | ufnie, wszystko, co ma w sobie, pokazać, pociechy, 3337 3, IV | dzieliło! - zawołał Witold. - I w przywiązanie moje dla ciebie 3338 3, IV | przekonywać mogło, że istotnie w tym młodzieńcu pewne uczucia 3339 3, IV | podstawę życia jego stanowiąc. W najuroczystszej nawet chwili, 3340 3, IV | najuroczystszej nawet chwili, w najgłębszym dla innego przedmiotu 3341 3, IV | stanie przy swoim kością w gardle nieraz zasiadało, 3342 3, IV | Korczyńskich natura!~Zamyślił się, w przeszłość patrzał.~- Niegdyś 3343 3, IV | karczmy i rozpijających się w nich chłopów ze szwagrem 3344 3, IV | szwagrem rozpoczął, i tu, ot, w tej samej sali jadalnej, 3345 3, IV | jadalnej, przy wieczerzy, w uniesieniu tej sprzeczki 3346 3, IV | wiele i za wesoło bawił się w wielkiej stolicy... Czy 3347 3, IV | stary Jakub?~Jeszcze raz w sali jadalnej ścienny zegar 3348 3, IV | ze wzrokiem wpatrzonym w przeszłość, która z serca, 3349 3, IV | Istotnie, za wielką jest, a w tym, że ich oszuści wyzyskują 3350 3, IV | wbiegł do świetlicy Fabiana, w której dokoła śniadania 3351 3, IV | Giecołdowa z zapalonym papierosem w wąskich ustach oraz żwawa 3352 3, IV | Dawida, gdy o Jonatanie w żałość przyobleczonym usłyszał. 3353 3, IV | poszedł i więcej już dnia tego w okolicy się nie ukazał. 3354 3, IV | rozstawali się z sobą. Długo w gabinecie Benedykta nad 3355 3, IV | żółtą ścianę wstąpili i w borze zniknęli.~Przed zachodem 3356 3, IV | się po zagrodzie i drodze; w gumnie, tak jak wczoraj 3357 3, IV | obrosłych chwastami, u płotków, w śliwowym gaju, na wąskim 3358 3, IV | rześkości i zamaszystości w postawach i ruchach, które 3359 3, IV | wielkiego hałasu roztapiało się w szmer wesołymi nutami jeszcze 3360 3, IV | zaraz, zaraz utonąć miał w szarym, jednostajnym jeziorze 3361 3, IV | pozostanie lub uda się w inną stronę, a grzeczności 3362 3, IV | też na drabiniastym wozie w zielonej uliczce stojącym 3363 3, IV | wełnianych, ścianami utkanych też w domu grubszych i cieńszych 3364 3, IV | pannie młodej zaśpiewajmy!~W mgnieniu oka po obu stronach 3365 3, IV | śpiewać chcieli. Chór męski, w którym wyraźnie wyróżniały 3366 3, IV | ojcze,~Żem u ciebie chodziła w złocie,~Teraz nie będę!~ 3367 3, IV | drogi bracie,~Że mieszkałam w jednej chacie,~Teraz nie 3368 3, IV | płótna pod ramieniem a dwoma w ramionach z powrotem ku 3369 3, IV | Michał Bohatyrowicz wąsa w górę podkręcając zaśmiał 3370 3, IV | Julek trzecią skrzynię w wielkie kwiaty pomalowaną 3371 3, IV | to łatwo było wszystkich w porę i w należytym porządku 3372 3, IV | było wszystkich w porę i w należytym porządku usadowić. 3373 3, IV | wysoko wznieśli, aby je w czas, a ostro, na struny 3374 3, IV | Ale pan młody gdzieś się w ostatniej chwili zawieruszył, 3375 3, IV | nowe przeciwności zaszły w gronie odprowadzających 3376 3, IV | prędko, więc spotkali się w tym miejscu, gdzie stała 3377 3, IV | ziemię bijącym konikiem. W bogatej aktorce nowa zmiana 3378 3, IV | ogorzałej szyi - zapewne w znak zasmucenia - wiła się 3379 3, IV | zaczął - czy też pani w jedną drogę z nami puścić 3380 3, IV | mnie teraz na zabawy nie w czas. Żyto na nasienie jeszcze 3381 3, IV | bynajmniej! Owszem. Ja zarówno w grzecznej kompanii gustuję.~ 3382 3, IV | Już rozpływać się miał w podziękowaniach za to pozwolenie 3383 3, IV | pozwolenie bywania u niej, gdy w orszaku wzniosło się mnóstwo 3384 3, IV | przodzie orszaku smyczki dotąd w powietrzu sterczące na struny 3385 3, IV | na których, jak na wieży, w wiecznym uśmiechu białymi 3386 3, IV | odprowadzał, odwrócił się i oko w oko spotkał się z Domuntówną. 3387 3, IV | wymknęło się z jej palców i w powietrze uleciało. Wzrok 3388 3, IV | pan Jan winien temu, że w inszej stronie dla pana 3389 3, IV | połyskliwego puchu z palców jej w powietrze uleciało; na towarzysza 3390 3, IV | kobiety, żeby jak tyka sama w świecie nie tkwiła, to i 3391 3, IV | odwróciła się i zwolna, w czarnej swej sukni, wyprostowana 3392 3, IV | sukni, wyprostowana i silna, w grubym warkoczu jak w wieńcu 3393 3, IV | silna, w grubym warkoczu jak w wieńcu brunatnej pszenicy 3394 3, IV | brunatnej pszenicy na głowie, w głąb okolicy ścieżkami odeszła.~ 3395 3, IV | jakby przypomnienie jakie w serce uderzyło, tak wstrząsnął 3396 3, IV | Justynę ze stryjem jego w bramie ich zagrody rozmawiającą. 3397 3, IV | wpadł na podwórko. Anzelm w skurczonej trochę postawie 3398 3, IV | góry stanął, gdy niżej, w połowie jej stoku, pod rozłożystą 3399 3, IV | białą suknię i czarne włosy w grona czerwonych jarzębin 3400 3, IV | jarzębin zdobne zobaczył. W mgnieniu oka obok Justyny 3401 3, IV | świetnym. Blade słońce jesienne w momencie zachodu swego ustroiło 3402 3, IV | zachodu swego ustroiło się w takie blaski i barwy, jakich 3403 3, IV | przelewało się, mieniło i jak w zwierciadle odbijało się 3404 3, IV | zwierciadle odbijało się w szerokich, przejrzystych, 3405 3, IV | swoim ukazywała rozrzucone w nieładzie rubiny, opale, 3406 3, IV | przysłoniętą kopalnią klejnotów. W zarzecznym borze, także 3407 3, IV | niby zaklęty obraz, stało w zupełnej ciszy i pustce 3408 3, IV | morskie wrony i jaskółki już w dalekie strony odleciały; 3409 3, IV | gniazdach usypiało i tylko w rozłożystej topoli srebrnej 3410 3, IV | wnet znowu utopili wzrok w rozwartej u stóp ich kopalni 3411 3, IV | gorące i świetne. Stali w nich nieruchomi, milczący, 3412 3, IV | przytłaczane i słowa urywały się w połowie. Zdawać się mogło, 3413 3, IV | chmurną trwogą odwracały się w inną stronę. Było to tak, 3414 3, IV | Ktoś kogoś wołał. Niby w borze przyczajony duch psotny 3415 3, IV | wołanie to porwał i niósł w głębie boru powtarzając 3416 3, IV | rękawa sukni jej dotykał; w przytłumionym głosie jego 3417 3, IV | oddech zatrzymał się jej w piersi. Aż nad coraz więcej 3418 3, IV | więcej ciemniejącą rzeką w coraz ciemniejszym powietrzu 3419 3, IV | Zalękniona także, rumieńcem w zmroku płonąca, z uśmiechem 3420 3, IV | się z jego objęcia twarzą w twarz przed nim stanęła, 3421 3, IV | Gwiazdy gasły, świat tonął w ciszy i rozwidniał się łagodną, 3422 3, IV | ich nawet człowiek, który w grubej kapocie i wielkiej, 3423 3, V | zgrabny koczyk, z którego w najmodniejszym płaszczu 3424 3, V | zapytując. Benedykt był w domu i zaprosił synowca 3425 3, V | zaprosił synowca do gabinetu, w którym też wnet słyszeć 3426 3, V | pozostawiać ją samotną i w stanie ostrego, jak mówił, 3427 3, V | przekonywać i o coś go błagać.~W niespełna godzinę po przybyciu 3428 3, V | kwadransem obudzona, piła w łóżku kakao, lecz dowiedziawszy 3429 3, V | pośpiesznie i ze staraniem w biały, długi, bufami i koronkami 3430 3, V | zaczęła. Kirło z kapeluszem w spuszczonym ręku, z wydętym 3431 3, V | koni ciągnięta, z parobkiem w siermiędze na kozłach, znaczną 3432 3, V | podrastająca dziewczynka w słomianym kapeluszu, dwaj 3433 3, V | kapeluszu, dwaj chłopcy w szkolnych bluzach i śniade, 3434 3, V | spotkanie jej wybiegli. W sieni woalkę z głowy odwijając 3435 3, V | może by gdzie na stronie, w ubocznym jakim pokoju... 3436 3, V | wskazywał jej swój gabinet, ale w tejże chwili ze wschodów 3437 3, V | która od dni paru bawiąc w Korczynie z Martą i Justyną 3438 3, V | Korczynie z Martą i Justyną w pokoju na górze mieszkała. 3439 3, V | się na weselu, o tańcach, w których udział brała, o 3440 3, V | jasne włosy.~- Pierwszy raz w życiu rozstaliśmy się na 3441 3, V | zabawiło się trochę. U nas w Olszynce życie bardzo jednostajne 3442 3, V | ku Kirłowej podbiegłszy w rękę ją pocałowała. Od dawna 3443 3, V | sympatię mówiąc, że spostrzega w niej żywe podobieństwo do 3444 3, V | przemknął jej po ustach i w źrenicach.~- A teraz, dzieci! - 3445 3, V | pobiegł. Zygmunt niedbale ręce w tył założywszy powoli, sztywnie 3446 3, V | przechadzać się zaczął.~W gabinecie Benedykta Kirłowa 3447 3, V | okrytym peniuarem opłynięta i w szczególny sposób ożywiona. 3448 3, V | się Kirło, z kapeluszem w ręku, uśmiechnięty, tryumfujący, 3449 3, V | zaś, z miodową błogością w błękitnych oczach, z plastrem 3450 3, V | szczęce, a jesiennym kwiatkiem w rudym warkoczu, wysunęła 3451 3, V | twarzyczką, od kilku już chwil w kątku niepostrzeżenie przykucnąwszy 3452 3, V | pozwolicie mi wziąść udział w swojej poufnej rozmowie. 3453 3, V | Teresa nie mówiąc nic w nieśmiałej postawie za przyjaciółką 3454 3, V | tego, z czym przyjechałam, w bawełnę obwijać nie będę. 3455 3, V | nie jest, nie pisze się w rejestr. Jaką ona była, 3456 3, V | zaszczepili...~Benedykt wąsa w dół pociągnął.~- Prosto 3457 3, V | pani Emilia splecione ręce w górę wzniosła.~- Zrażać! 3458 3, V | Kirło.~Kirłowa zaś ze łzami w oczach zwróciła się do Justyny:~- 3459 3, V | zaopiekować się przyrzekł i w szkołach za nich płacić... 3460 3, V | bawił się i chwilami tylko w tę swoją nieszczęsną apatię 3461 3, V | pani Elmilia.~- Tym większy w tym cud Opatrzności Boskiej! - 3462 3, V | najważniejszą i stanowczo w tym wypadku rozstrzygającą 3463 3, V | właścicielem kawałka ziemi w bohatyrowickiej okolicy, 3464 3, V | wzruszenia drżącym.~Teraz dopiero w obecnych uderzył grom zdumienia.~ 3465 3, V | przez kilka sekund wujowi w oczy popatrzała.~- Prawda, 3466 3, V | innego! Czy zakochałaś się w tym człowieku, ha? Naprawdę 3467 3, V | jakby elektryczna iskra w serce jej uderzyła, płomień 3468 3, V | płomień na czoło a wilgoć w oczy rzucając. Podniosła 3469 3, V | go z całego serca i jak w to, że żyję, wierzę, że 3470 3, V | świetny, wysokie stanowisko w świecie, a wyjść chcesz 3471 3, V | uśmiechała się.~- Zagadki w tym żadnej nie ma - odpowiedziała.- 3472 3, V | Dziewczyna zakochała się w ładnym i może poczciwym 3473 3, V | funta kłaków nie warte! Co w tym jest rzeczywistego, 3474 3, V | coraz cieplejszym wejrzeniem w twarzy krewnej tkwiły. Wahającym 3475 3, V | Wy, młodzi, wszyscy teraz w jedną dudkę gracie! Ale - 3476 3, V | Pani Emilia uczuła kłucie w łopatkach, w boku, w piersi, 3477 3, V | uczuła kłucie w łopatkach, w boku, w piersi, wszędzie, 3478 3, V | kłucie w łopatkach, w boku, w piersi, wszędzie, i tyle 3479 3, V | uprowadzała. Kirło - co w wypadkach podobnych nie 3480 3, V | krzesła wstał i z kapeluszem w spuszczonym ręku, z otwartymi 3481 3, V | przeglądał, i z ganku zbiegłszy w ogrodzie na cały głos wołać 3482 3, V | do domu wpadł, Zygmunta w osłupiałej postawie pośród 3483 3, V | myślałem, że Buszmanka górę w tobie weźmie i pięknych 3484 3, V | porwawszy ją wpół, śmiejąc się, w ręce ją całując, dwa razy 3485 3, V | spoważniał i ręce krewnej silnie w swoich ściskając serdecznie 3486 3, V | swoich ściskając serdecznie w oczy jej patrzał:~- Pamiętaj - 3487 3, V | odpowiedziała - że nic w świecie, nawet twoja wola, 3488 3, V | nie zdoła.~Pochyliła się w ręce go całując. On głowę 3489 3, V | wzięła. Twarz miała całą w ogniu i łzach.~- Żal mi, 3490 3, V | rozgospodarzysz się już w swojej chacie - cicho szeptała - 3491 3, V | Orzelski późno wstawał i długo w swoim pokoju jadł śniadanie, 3492 3, V | Bystro z nietajoną ironią w twarz mu popatrzyła.~- Czy 3493 3, V | kuzynie, ty... o zgodę w małżeństwie i o moralność 3494 3, V | widywać... Więc uciekasz w inną sferę... mieszasz się 3495 3, V | na walkę, która straszną w tobie być musiała, skoro 3496 3, V | wschodów, a śmiech jej jeszcze w wielkiej sieni słyszeć się 3497 3, V | zęby syknął:~- Prostaczka!~W niewielkim pokoju, pomiędzy 3498 3, V | się i ubierania, Orzelski w kwiecistym, przybrudzonym 3499 3, V | stawał, jakby z falami tonów w górę leciał; wiatr przez 3500 3, V | śmiechu, który tylko co w piersi jej umilkł, gorąco