Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Alphabetical    [«  »]
n 4
n1i 1
n1u 1
na 2884
1
1
nabawi 1
Frequency    [«  »]
3974 sie
3537 z
3534 w
2884 na
2741 nie
1743 ze
1576 a
Eliza Orzeszkowa
Nad Niemnem

IntraText - Concordances

na

1-500 | 501-1000 | 1001-1500 | 1501-2000 | 2001-2500 | 2501-2884

     Tom, Rozdzial
1 1, I | letni i świąteczny. Wszystko na świecie jaśniało, kwitło, 2 1, I | wzgórza z ciemniejącymi na nich borkami i gajami; z 3 1, I | warstwą czerwonego marglu. Na świetnym tym tle w zmieszanych 4 1, I | niewielkiej od niego odległości na jednej z nim linü rozciągnięty 5 1, I | kosmate kwiaty babki stały na swych wysokich łodygach 6 1, I | gęsto usiane, słały się na szerokich przestrzeniach 7 1, I | drogach i miedzach. Gromadami na drogach, a sznurami na miedzach 8 1, I | Gromadami na drogach, a sznurami na miedzach szły wiejskie kobiety, 9 1, I | borkach i gajach rosnących na wzgórzach i w wielkim borze, 10 1, I | ludzkim odbywającym się na urodzajnej równinie czuć 11 1, I | już stawał się mniejszy, na równinie, z dala od tu i 12 1, I | przebyły w jednym z rosnących na wzgórzach borków. Było to 13 1, I | druga szmatę białego płó1.na; z bliska uderzały one niezupełnie 14 1, I | płócienny kołnierz miała ona na sobie czarną spódnicę, tak 15 1, I | brzegi ocieniały twarz, na pierwszy rzut oka starą, 16 1, I | ludności. Wyglądała trochę na jedno i na drugie. Wysoka, 17 1, I | Wyglądała trochę na jedno i na drugie. Wysoka, choć znacznie 18 1, I | nie miała ona przy tym na sobie ani kapelusza, ani 19 1, I | oczami śmiało wystawiała na upalne gorąco słońca. Płócienny, 20 1, I | panna czy ta dziewczyna na lat dwadzieścia parę wyglądająca 21 1, I | moja!~Młoda panna, której na chwilę twarz znieruchomiała, 22 1, I | Co tam! Niech ciocia na to nie zważa! Jaż wiem dobrze 23 1, I | była chorą i goście mieli na obiad przyjechać... Więc 24 1, I | ziemią leciała... A miałam na sobie zieloną suknię... 25 1, I | drudzy popadali pośród dróg na kolana i nuż żegnać się, 26 1, I | krzyczą - ot i już bieży, nam na zgubienie!" "Ale! - odpowiadają 27 1, I | uważasz, to był mój kapelusz na słońcu błyszczący... prawda, 28 1, I | gdzie podziać, położyłam go na ławce i przez całe nabożeństwo 29 1, I | i przez całe nabożeństwo na nim siedziałam... Uf! nie 30 1, I | taka kobieta może gdzie być na świecie? Głową do nieba 31 1, I | leciała, zieloną suknię miała na sobie i złotą łopatą machała 32 1, I | Marta. - Zapewne, wyglądam na tyle, sama to wiem, a i 33 1, I | takiego, abyś i sama prędko na cholerę wyglądać nie zaczęła...~ 34 1, I | swoje choroby pieści, toby na wołów powyrastały, słowo 35 1, I | miejscu wąską, zeszły więc na stronę. Szły samym skrajem 36 1, I | Marty przedrzeźniającego. Na twarz Justny wybił się wyraz 37 1, I | ten pan Różyc do siebie na obiad zaprosi...~- Nie głupi 38 1, I | będziemy?~Marta spojrzała na nią przenikliwie i ciszej 39 1, I | desperuje, a potem jak baran na rzeź spokojnie swoją drogą 40 1, I | tymi załzawionymi oczami na towarzyszkę popatrzała.~- 41 1, I | własnych naszych groszy na odzienie przynajmniej wystarczyło... 42 1, I | znudzenia i goryczy. Wtem na drodze za dwoma idącymi 43 1, I | rozesłany, pasiasty i barwisty, na domowych, wiejskich krosnach 44 1, I | białymi nogami i białą łatką na czole. Oplatała je z rzadka 45 1, I | Napełniało go towarzystwo liczne. Na słomie okrytej pasiastym 46 1, I | niemłoda, w ciemnej chustce na plecach i wielkim czepcu 47 1, I | plecach i wielkim czepcu na głowie, inne zaś, niby klomb 48 1, I | głów pospadały i tworzyły na plecach kapiszony z muślinu 49 1, I | albo złociste rozwinęły się na błękitne albo różowe staniki, 50 1, I | lubością i wielkim staraniem na łonie swym wyhodowała. Tymczasem 51 1, I | wóz nie mógł zmącić ani na chwilę jego prostych i wyniosłych 52 1, I | włosy opadające spod czapki na kołnierz szarej, krótkiej 53 1, I | kobietom odpowiadał wesoło na zapytania ich i przycinki, 54 1, I | spojrzenie jego z wysoka spłynęło na Justynę. W tym szybkim spojrzeniu 55 1, I | błyskawica. Ale wnet włożył na głowę czapkę, twarz znowu 56 1, I | poruszywszy lejcami zawołał na konie, aby szły prędzej.~ 57 1, I | wydać się rubasznym, rzuciła na jadące kobiety swoją więź 58 1, I | swoją więź gałęzi i kwiatów. Na wozie wybuchnęły śmiechy, 59 1, I | zapytał o przyczynę powstałego na wozie gwaru. Zamyślił się 60 1, I | Ten Janek Bohatyrowicz na pięknego i dzielnego chłopaka 61 1, I | śpiewaliśmy ten sam duet...~Na wozie stojący wysoki mężczyzna 62 1, I | litery, złotne litery~Wyryć na grobie...~Stara panna stanęła 63 1, I | słomiany kapelusz i stojącego na dwu wielkich nogach w kwiecistych 64 1, II | II~W korczyńskim dworze na rozległym trawniku dziedzińca 65 1, II | mających kształt nieco gotycki. Na ganku pomiędzy oleandrowymi 66 1, II | oświetlonych sieniach sterczały na ścianach przed wielu już 67 1, II | Z tych sieni dwoje drzwi na oścież rozwartych wiodło 68 1, II | teraz przecież ukazywały się na nich tu i ówdzie niewprawną 69 1, II | tania i pospolita. Obicia na ścianach, tak jak i sprzęty, 70 1, II | okna salonu, wychodziło na błękitniejący zza rzędu 71 1, II | i porcelanowymi cackami; na etażerkach leżały książki, 72 1, II | pąsową barwą swą sprawiała na pierwszy rzut oka wrażenie 73 1, II | trucizn. W rogu tego pokoju na pąsowym szezlongu we wpółleżącej 74 1, II | Jakkolwiek skądinąd wyglądała na lat blisko czterdzieści, 75 1, II | splatała je ona i opuszczała na suknię albo rozmawiając 76 1, II | pani domu siedziała kobieta na pierwszy rzut oka wcale 77 1, II | zwracał się do niej i nawet na nią nie patrzał. Tylko co 78 1, II | ona też więcej i czulej na niego niż na drugiego patrzała. 79 1, II | więcej i czulej na niego niż na drugiego patrzała. Nie był 80 1, II | nakrochmalonym, że wzdymał się mu na piersiach jak wklęsła płócienna 81 1, II | starannie wygoloną, że na policzkach i brodzie błyszczącą. 82 1, II | do Korczyna jadąc widział na polu dwie gracje. Na mitologicznym 83 1, II | widział na polu dwie gracje. Na mitologicznym tym wyrażeniu 84 1, II | cacko? prawda?~Wzywany na świadectwo mężczyzna nie 85 1, II | Światło z okna w ten sposób na niego padało, że twarz całkiem 86 1, II | sprawionego przez propozycję Kirły na osobie, której ona uczynioną 87 1, II | szarym staniku odrzuciła na tylną poręcz krzesła, ręce 88 1, II | niej żywością poruszyła się na szezlongu i wołać zaczęła:~- 89 1, II | człowiek... kiedy indziej sobie na niego i bardzo zęby zaostrzył. 90 1, II | to los biednego człowieka na tym świecie! Żadnej za nic 91 1, II | istotnie śliczną, położył na swej dużej, kościstej dłoni 92 1, II | rączka!- wymówił i złożył na niej długi pocałunek, w 93 1, II | po raz pierwszy, leżałaś na migrenę czy flukcję... Pan 94 1, II | któż by?...~- Panna Marta, na przykład, nie uznaje mię...- 95 1, II | ciemnymi oczami, w których na pierwsze wejrzenie nic więcej 96 1, II | prawie ponure zamyślenie. Na powitanie gospodarza domu, 97 1, II | Wysoki był i bardzo cienki, na małej i zgrabnej głowie 98 1, II | z nich urodził się i żył na innej planecie. Jedną tylko 99 1, II | usiadł przy oknie i patrząc na żonę rzekł:~- Dzieci nie 100 1, II | tym, że oczekuje przybycia na wakacyjne miesiące syna 101 1, II | agronomicznej i córki będącej na jednej z pensji warszawskich. 102 1, II | ojcu - a Leonię wysłała na pensję dlatego, że przy 103 1, II | i posępnymi swymi oczami na przeciwległą ścianę patrząc 104 1, II | nie ruszył się z domu ani na krok, ale u mnie na polu 105 1, II | ani na krok, ale u mnie na polu wcale pięknie... Jeżeli 106 1, II | wyrazem swych smutnych oczu na sąsiada cieszącego się przyszłymi 107 1, II | jakie były i pewno jeszcze na ten rok będą ceny na zboże?~ 108 1, II | jeszcze na ten rok będą ceny na zboże?~Kirło zmieszał się, 109 1, II | cóż, panie dobrodzieju, na tej nędznej folwarczynie 110 1, II | bezwładniej chyliła się na swym szezlongu; Kirło usłużnie 111 1, II | posuwał ku niej wyszyte na kanwie poduszki; Korczyński 112 1, II | Korczyński długi wąs swój na gruby palec nawijał; binokle 113 1, II | jest; idzie tylko o grunt, na którym człowiek pracuje, 114 1, II | cokolwiek byś zrobił...na diabła zda się...~Machnął 115 1, II | oczami z zajęciem spoglądał na ogorzałe, zorane czoło i 116 1, II | Korczyńskiego podniosły się na twarz gościa i utonęły w 117 1, II | obywatelstwie średnim, takim na przykład jak ja, siedzącym 118 1, II | przykład jak ja, siedzącym na dziesięcinach ziemi kilkuset, 119 1, II | przyzwyczajonemu człowiekowi odpowiedzi na pytania wszelkie zupełnie 120 1, II | jowialnej żartobliwości, że na koralowe jej usta zwolna 121 1, II | powracał uśmiech. Z wdzięcznym na sąsiada swego spojrzeniem 122 1, II | Ukośne wejrzenie rzucił na pana domu, bardzo w tej 123 1, II | zwolna ku jej ręce, która na kształt listka lilii spoczywała 124 1, II | listka lilii spoczywała na zwojach jedwabiu. ~- Biedna 125 1, II | panią rozweselić.~Za oknami na błękitnym Niemnie ciężkie 126 1, II | fruwania ptasich skrzydeł. Na przeciwległym wybrzeżu, 127 1, II | słyszeć się dało granie na skrzypcach. Chwilami rozpoznać 128 1, II | tony skrzypiec jakby coś na pamięć przywiodły. Uśmiechnął 129 1, II | słomiany jej kapelusz leżał na jednym z krzeseł, a głowa, 130 1, II | wiorsty uszła dziś tam i na powrót, nie odpoczywała 131 1, II | minuty, a nie znać było na niej strudzenia. Chrząkała, 132 1, II | niespełna kwadrans stół był już na dziesięć osób nakrytym i 133 1, II | Teresa tymczasem liczyła na stole nakrycia.~- Na dziesięć 134 1, II | liczyła na stole nakrycia.~- Na dziesięć osób, jak mamę 135 1, II | dziesięć osób, jak mamę kocham, na dziesięć osób nakryto! - 136 1, II | panów - to osiem... a tu na dziesięć... czy kto jeszcze 137 1, II | mało naczekałaś się jeszcze na nich? No, to dziś trzech 138 1, II | godziny być tutaj... Może choć na obiad nadjadą...~- A, prawda - 139 1, II | jakaś kilka razy brzęknęła, na koniec, dalej już, w głębi 140 1, II | bramy dziedzińca widzialny, na szczególny hałas ten nie 141 1, II | czyli Różyc, ze zdumieniem na scenę patrzał i nie tylko 142 1, II | objawami, spoglądał przez okno na klony i rzekę; panie, Emilia 143 1, II | powodzeniem swym wobec dam a na obecnych mężczyzn już nie 144 1, II | prawić zaczynał:~- Idę sobie na górę, aby naszego kochanego 145 1, II | cisnęły płomienie gniewu. Na nikogo z obecnych nie spojrzawszy 146 1, II | zawołała głośno:~- Mars! Mars!~Na to wołanie zjawił się .w 147 1, II | Kirło nie zmieszał się ani na chwilę i z nowym śmiechem 148 1, II | twarz. Korczyński motał wąs na palec i parę razy, do siebie 149 1, II | współczucia zapytał , czy na nerwy przeważnie choruje, 150 1, II | i trudności znalezienia na nie radykalnego lekarstwa.~- 151 1, II | łoskotem i zjawiła się w nich na oka mgnienie wielka postać 152 1, II | płaszcz, rękawiczki, chustkę na głowę... ~Teresa w kilku 153 1, II | się ciepłym szalem, wsuwać na ręce trochę podarte rękawiczki, 154 1, II | podarte rękawiczki, zawiązywać na głowie młodziutkich ludzi: 155 1, II | chwili.~- Pięć tysięcy ma na procencie u pana Benedykta. 156 1, II | umieściła je w stojącym na stole podługowatym pudle. 157 1, II | zupełnym pod nim negliżu stał na środku pokoju, zakłopotany 158 1, II | dobrodusznym uśmiechem na ustach.~- Widzisz, moja 159 1, II | ręcznik obok miednicy i na jednym ze stołów ustawiła 160 1, II | powoli instrument znowu na uprzednim miejscu złożyła.~- 161 1, II | nie wiesz tam czasem, co na obiad będzie?~- Nie wiem - 162 1, II | nie ruszał się i z ukosa na skrzypce spoglądał.~- A 163 1, II | Marty z samego rana, co tam na obiad będzie, ale czy ona 164 1, II | chrząknęła... czchnęła i na dół poleciała... a mnie 165 1, II | poleciała... a mnie już na dół nie chciało się schodzić... 166 1, II | przemknął uśmiech. Stanęła na środku pokoju i zamyśliła 167 1, II | można - odrzekła - bo jak na obiad zawołają, trzeba, 168 1, II | ubrany.., Lepiej może pudło na klucz zamknąć...~- No, no! 169 1, II | kieszeni i wyszła.~Drugi pokój na górze, niezbyt mały i bardzo 170 1, II | młodziutkie gałązki sośniny.~Na Niemnie ruch ustał zupełnie. 171 1, II | połyskliwe jak atłas rybitwy. Na cichą wodę wypłynęła łódź 172 1, II | Jeden z tych ludzi siedział na dnie łodzi i twarz nad wodą 173 1, II | tu i ówdzie wybijała się na powierzchnię kępami okrągłych 174 1, II | podniesioną twarzą patrzał chwilę na dom, u którego szczytu stała 175 1, II | człowiek ów wyskoczywszy na przeciwległe wybrzeże stanął 176 1, II | kierunku spojrzał; ale wnet, na kształt górskiego jelenia, 177 1, II | zręcznie wbiegać zaczął na wysoką, piaszczystą ścianę. 178 1, II | towarzyszowi, który wstępował na górę znacznie powolniej, 179 1, II | przyozdobioną, drugi miał na sobie długą kapotę, a na 180 1, II | na sobie długą kapotę, a na głowie pomimo gorąca wielką, 181 1, II | głosem u samego brzegu lasu na skoczną nutę zaśpiewała:~ 182 1, III| zwykle nad stojącymi wodami. Na gruncie pańszczyźnianym 183 1, III| które stosownie do drzewa, na którym rosną, wsiąkają w 184 1, III| Benedykta. Pośród stref, na których, jak złotogłowy, 185 1, III| bardzo wysoko, ale też i na niziny nie spadło. Może 186 1, III| pięknej i żyznej ziemi, na którym żyć i panować będą 187 1, III| zajrzał był wróżbiarz jaki, na całe gardło, na cały świat 188 1, III| wróżbiarz jaki, na całe gardło, na cały świat zaśmiałby się 189 1, III| rozpaczą, alboby śmiał się na całe gardło krzycząc: "To 190 1, III| dotykał czasem jego głowy, bo na przedstawienia i żarty sąsiadów 191 1, III| namarszczonym czołem odpowiadał:~- Na wszelki wypadek! Na wszelki 192 1, III| odpowiadał:~- Na wszelki wypadek! Na wszelki wypadek!~Na koniec 193 1, III| wypadek! Na wszelki wypadek!~Na koniec w te starania byłego 194 1, III| z możliwie najmniejszą na owe czasy krzywdą ludzką, 195 1, III| wcale piękną, która jednak, na cztery części rozdzielona - 196 1, III| najstarszego, Andrzeja, na folwarku nabytym osadzając 197 1, III| folwarku nabytym osadzając i na tych dwóch braci wkładając 198 1, III| o dwie mile od Korczyna, na pięknym folwarku swym gospodarował, 199 1, III| dzwonem czasu krzyknęło i na skrzydłach fantazji wleciało 200 1, III| po ziemi złote tumany, a na niebie malując jutrzenki 201 1, III| rolników. Nagle dom korczyński na oścież roztworzył się przed 202 1, III| w głębiach tego boru i na rozłogach tej gładkiej równiny, 203 1, III| świat dla rozpoczęcia życia na własną rękę, lecz wciąż 204 1, III| prawie widywano razem. Razem na długie rozmowy wychodzili 205 1, III| pola, razem szli polować na dzikie kaczki i bekasy, 206 1, III| przez długie przesiadywanie na ławrach szkolnych trochę 207 1, III| rozporządzenia należało. Na wypłacenie posagu siostrze 208 1, III| środków i zatrzymując go na hipotece Korczyna, ten dotąd 209 1, III| pora niezmiernych urodzajów na te kije, które w koła gospodarstw 210 1, III| strat i nieprzyjemności. Tak na przykład: raz w pierwszych 211 1, III| tego zaniechać musiał, bo na kilka miesięcy wyjechał 212 1, III| niebezpiecznej sprawy. Odtąd na ten punkt obłoków nie zerknął 213 1, III| istniejącej w Korczynie rasy bydła na inną: zmienił i znaczne 214 1, III| korzyści obiecywał sobie z tego na przyszłość, ale tymczasem 215 1, III| dziennego światła padały mu na twarz opaloną od słońca 216 1, III| kilkakrotnym wołaniu usłyszał na koniec ożywający się w głębi 217 1, III| ulepszeniach estetycznych na tysiąc mil oddalonymi od 218 1, III| znudzenie i znużenie, siedziała na wygodnej ogrodowej ławce 219 1, III| plecami ślicznie obute stopy na niskim stołeczku wyciągała. 220 1, III| niskim stołeczku wyciągała. Na kolanach jej leżała otwarta 221 1, III| znużeniem przechyliła się na poręcz ławki i wygodniej 222 1, III| wygodniej drobne swe stopy na podnóżku ułożyła.~- Jednakże - 223 1, III| złych zbiorów nie mogłem na czas zapłacić bankowej raty... 224 1, III| niewesoło przeszła. Chorowałam na zapalenie oskrzeli... i 225 1, III| pustynia?~- Ja ciągle żyję na pustyni - szepnęła kobieta.~- 226 1, III| bodaj, że lepiej byłoby żyć na pustyni, jak wśród okoliczności 227 1, III| muszę. Ile mnie kosztuje na przykład to ciągłe prawowanie 228 1, III| przecież nie urodził się na tyrana i ludożercę... Kiedyś 229 1, III| Ciemnota to jest, a ja na to nic nie poradzę. Las 230 1, III| mi rąbią, zboże spasają, na pastwiska włażą... Czyż 231 1, III| Emilia.~Benedykt spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami.~- 232 1, III| nieco odparła.~Popatrzał na nią znowu, wzruszył ramionami 233 1, III| gibkością i siłą, gdy siedział na koniu. Odwaga i zapał jego, 234 1, III| uważał za jedyną zorzę, która na niebie jego zaświecić mogła 235 1, III| gruby i zaczerwieniony. Na czole, posiadającym kiedyś 236 1, III| tych zielsk dzikich, które na ścierniach czepiają się 237 1, III| niezabawni; nie wychodziła na przechadzki, bo nic ciekawego 238 1, III| ziemi i wszystkiego, co było na nich. Ogarniało coś bardzo 239 1, III| Benedykcie, nigdy nie zgodzę się na to, aby życie wymagało od 240 1, III| ale gdy teraz spojrzał na żonę, wyraz lekceważenia 241 1, III| rzekła pani Emilia.~- Ale na koniec - zawołał mąż - czegóż 242 1, III| ten nasz kawał ziemi, a na koniec i o swój honor? bo 243 1, III| więdnę jak kwiat zasadzony na piaskach. Cóż stąd, że nie 244 1, III| kochał, nie opuszczałbyś mnie na godziny i dnie całe dla 245 1, III| biedne, słabe zdrowie moje. Na koniec zdobyłam się na rezygnację. 246 1, III| Na koniec zdobyłam się na rezygnację. Ale za to gdybym 247 1, III| przyjemności jakie... Żyję na pustyni... nikogo nie widując, 248 1, III| proza... proza... Ja na niej, tak jak ty, poprzestawać 249 1, III| czym innym, nie pozwala mi na to słabe moje zdrowie...~ 250 1, III| wionęła od chusteczki, którą na chwilę do oczu swych przycisnęła. 251 1, III| odwróciwszy twarz patrzeć zaczęła na powietrzną grę kapryfoliowych 252 1, III| gdy umilkła, nie patrząc na nią przytłumionym głosem 253 1, III| sobie, że te twoje "kwiaty na piaskach", "wstrząsające 254 1, III| romansowością. Ja także kiedyś na rzeczach wzniosłych i od 255 1, III| trochę poezji, ale ty się na takiej nie znasz?... Cóż 256 1, III| Benedykt w gabinecie swoim i na ganku domu wypłacał tygodniową 257 1, III| płóciennych kapotach stali na wschodach ganku, żądał pieniężnej 258 1, III| podnosił, że krzyk jego na cały dwór się rozlegał. 259 1, III| sądzą! - zawołał - niech pan na nas skargę podaje... bez 260 1, III| będziemy nigdy... Teraz my na pana podamy skargę za ubligę...~- 261 1, III| i wyraz miały cierpiący, na Korczyńskiego popatrzał 262 1, III| Anzelm Bohatyrowicz...~Na szczególne spojrzenie i 263 1, III| nazwał siebie Anzelmem, znowu na Korczyńskiego popatrzał 264 1, III| wymówił:~- Łaska pańska na pstrym koniu jeździ... jednakowoż 265 1, III| zwrócił się ku drzwiom domu. Na progu stanął, zawahał się 266 1, III| co robić !~Sceny takie na ganku korczyńskim powtarzały 267 1, III| gabinecie swym przy biurku, na którym paliła się lampa 268 1, III| chciał? Świat szeroki i można na nim znaleźć sobie wygodne 269 1, III| energię i trzeźwo patrzyć na rzeczy. Żebym ja wiedział, 270 1, III| ty trzeźwo już patrzysz na rzeczy, tobym postarał się 271 1, III| pałacu, pojazd i sześć koni na rozkazy. Strona tu przy 272 1, III| potrafisz, bo mnie dotąd tylko na służbie doskonale idzie, 273 1, III| głupstw z głowy nie wybił. Ale na szerokim świecie człowiek 274 1, III| i swoje) familii dbam i na służbie dobrze stoją. Dbajże 275 1, III| się z nim listownie, ale na długie pisanie nigdy czasu 276 1, III| żadnego już brata nie posiada na świecie, i na długie miesiące 277 1, III| nie posiada na świecie, i na długie miesiące o Dominiku 278 1, III| swojej pustyni!. Ot, ja to na pustyni żyję! Ani wygadać 279 1, III| żeby mi pozwalali, choć raz na trzy lata, w te strony przyjechać, 280 1, III| strony przyjechać, bo jeżeli na zawsze... to z tęsknoty 281 1, III| lecz powstrzymania go tylko na chwilę, bo mały paluszek 282 1, III| lampy krążyły albo padając na szarych okładkach ksiąg 283 1, III| wie tatko, w nocy... na czółnach... z takimi ogniami... 284 1, III| dla ryb, widzi tatko, na przynętę... ~- Widziu! - 285 1, III| szczupaka... .wie tatko, na sznur... a ja na wędę dwa 286 1, III| tatko, na sznur... a ja na wędę dwa kiełby, takie śliczne, 287 1, III| A tatka kochasz? A?~Na pomarszczonym czole, szorstkich 288 1, III| dręczcie mię!" i biegł co siła na folwark do parobkowskich 289 1, III| pobladł i schudł... Korczyński na to dziecko swoje patrzał 290 1, III| procent, który ona użyć chce na osobiste swe potrzeby. Posagu 291 1, III| albo trzech ratach. Słowem, na rzecz wspólnego życia ustępuje 292 1, III| bez których zadowalnienia na tej pustyni i wśród tych 293 1, III| spuszczonymi oczami i długi wąs na palec zakręcając. Gdy skończyła, 294 1, III| ustać nie mogącym, że na kanapę z łoskotem upadł 295 1, III| z łóżka przenosząc się na szezlong i z szezlonga na 296 1, III| na szezlong i z szezlonga na łóżko, cicha, łagodna, nie 297 1, III| ziemską ze wszystkim, co na niej jest i było. Usiewał 298 1, III| zbożem i pastewnymi trawami; na piaskach sadził kartofle 299 1, III| syna w szkołach i za córkę na warszawskiej pensji, Co 300 1, III| Co zostawało pieniędzy na utrzymanie domu, tym rządziła 301 1, III| tego używał Korczyński na polowanie z wyżłem i czytanie 302 1, III| Wszystkie siły swe przelewał na ten warsztat, na którym 303 1, III| przelewał na ten warsztat, na którym od lat tylu i z takim 304 1, IV | już wielu, nie dozwalałyby na utrzymywanie szerokich stosunków 305 1, IV | krewnych i sąsiadów; raz w rok, na imieniny pani domu przypadające 306 1, IV | przyzwoitości i narażenia się na niechęć wielu osób.~W wielkiej 307 1, IV | Andrzeju Korczyńskim, kobieta na wiek swój jeszcze zadziwiająco 308 1, IV | powieki spuszczała, co rzucało na nią podwójny wyraz wyniosłości 309 1, IV | jej ramię. ~Jakiś otyły i na jowialnego gastronoma wyglądający 310 1, IV | wyglądający sąsiad ofiarował się na towarzysza siostrze pana 311 1, IV | bransoletami okrytą kładnąc na ramieniu sąsiada zza tłumu-osób 312 1, IV | z panią Emilią, W ogóle na rodzinie Darzeckich znać 313 1, IV | człowieka silnie stojącego na złotych nogach; panie były 314 1, IV | Zygmunta Korczyńskiego, na wodach poznała; comme quoi 315 1, IV | ległemu punktowi stołu, na którym Justyna, po francusku 316 1, IV | choć trochę zbyt bladego i na wiek swój chmurnego bruneta. 317 1, IV | często w jedną stronę, co na cienkie wargi Różyca sprowadziło 318 1, IV | Za tymi skromnymi parami, na których najwyraźniej odbijało 319 1, IV | sposób, że kilka patrzących na to osób uśmiechnęło się 320 1, IV | sobie dla żartu i śmiechu. Na koniec, w nieładzie już, 321 1, IV | przybliżyła się do ojca, który na ogólne wstawanie od stołu 322 1, IV | znad talerza podniosły się na pochyloną twarz córki.~- 323 1, IV | Raz jeszcze spojrzał na pozostałą pośród talerza 324 1, IV | zaśmiał się i filuternie na córkę spojrzał - albo to 325 1, IV | córkę spojrzał - albo to ty na takie rzeczy uważasz? U 326 1, IV | ubrana, z kolorową kokardą na szyi i wysokim grzebieniem 327 1, IV | dla niej znajdowało się na stole; nadzorowała przynoszenie 328 1, IV | szybkość usługi. Zapewne już i na parę dni pierwej przed tym 329 1, IV | wyszli już z sali, ciężko na jedno z krzeseł opadła i 330 1, IV | opadła i splecione ręce na kolana opuściła. Zgarbiła 331 1, IV | Spod schylonego czoła, na które zbiegło mnóstwo zmarszczek, 332 1, IV | przystąpiła do bocznego stołu, na którym tylko co postawiono 333 1, IV | filiżanek.~- Franek! - zagrzmiał na całą salę głos jej basowy 334 1, IV | to filiżanki wytarte! pył na spodzie! Podaj mi tu czystą 335 1, IV | pochwyciła jego ramię, jakby ani na chwilę rozstawać się z nim 336 1, IV | dziś doskonałymi i patrząc na jej z lekka zarumienione 337 1, IV | przebywała. Już przyjazd dzieci na wakacje, mieszając w zwykły 338 1, IV | zebrania śmiertelnie lękała się na ten dzień właśnie dostać 339 1, IV | jej zdrowie.~Za otwartymi na oścież szklanymi drzwiami 340 1, IV | tłumnie tłoczyć i następować na siebie. Gęste sploty dzikiego 341 1, IV | ogrodem rozdzielony ganek, na który gospodarz domu wyprowadził 342 1, IV | cygar palić nie chcieli, bo na ganek nie wyszli, rozmawiali 343 1, IV | ubiorów swych, gwałtownie na pamięć przywodzących żurnale 344 1, IV | uważniej niż przedtem wzajemnie na siebie popatrzali. W spojrzeniach 345 1, IV | tylko co mówiliśmy, spaść na jakąś jałową i głuchą pustynię...~ 346 1, IV | od binokli i uwalniając na chwilę od szkieł oczy swe, 347 1, IV | interesów wyżyć potrafię...~- Na pociechę swą i uprzyjemnienie 348 1, IV | dwudziestoletni chłopak, w którym na pierwszy rzut oka można 349 1, IV | głębokie zdziwienie odbiło się na ruchliwej i wyrazistej twarzy 350 1, IV | młodziutki Witold Korczyński na przerwy te nie zważał i 351 1, IV | pozwolił mi spędzić wakacje na praktyce agronomicznej w 352 1, IV | i nie masz prawa usypiać na swych malarskich laurach. 353 1, IV | malarskich laurach. Cóż byś, na przykład, odpowiedział mi, 354 1, IV | stoi lud wiejski... tak... na przykład... pod względem 355 1, IV | obecnych tu i w tej chwili na ganku siedzących obywateli. ~- 356 1, IV | gestykulując usunęli się na stronç, a Zygmunt Korczyński 357 1, IV | zmierzając ku fotelowi, na którym w gronie pań, ale 358 1, IV | siedziała pani Andrzejowa. Na ukłon przedstawianego jej 359 1, IV | pochyleniem głowy, która ani na chwilę nic ze swego wyniosłego 360 1, IV | że widział i podziwiał na jednej z wielkomiejskich 361 1, IV | niespokojnych poruszeń i znowu oczy na syna podniosła, tym razem 362 1, IV | niego szepcąc uprowadziła go na stronę. Niektóre z pań siedzących 363 1, IV | Niektóre z pań siedzących na kanapie i fotelach nieznacznie 364 1, IV | kraju i tego kawałka ziemi, na którym żyć mu wypadało.~- 365 1, IV | których jedwabne suknie nosiły na sobie widoczne ślady dawności 366 1, IV | z długą, mizerną twarzą na dłoni opartą, inaczej o 367 1, IV | pochwycił z rąk służącego i na bocznym stole w salonie 368 1, IV | trzymając zgaszone przez wzgląd na panie cygaro, drugą przebierał 369 1, IV | znalazł się naprzód ów otyły i na wesołego gastronoma wyglądający 370 1, IV | kieliszek do ust niosąc, drugi na środek stołu odsuwał. ~- 371 1, IV | byś nie mógł? - spytało na raz ze śmiechem kilka głosów.~- 372 1, IV | zgadnąć, że czuła się zupełnie na zewnątrz tego wszystkiego, 373 1, IV | Ciężka nuda spłynęła jej na oczy i usta czyniąc w tej 374 1, IV | żywej rozmowie z żoną, którą na koniec obok matki swej umieścił, 375 1, IV | matki swej umieścił, wyszedł na ganek. ~Na ganku rozstawiono 376 1, IV | umieścił, wyszedł na ganek. ~Na ganku rozstawiono już stoły 377 1, IV | pośrodku ganku siedział on na żelaznym krzesełku w takiej 378 1, IV | policzyć wszystkie zmarszczki na czole i policzkach i wszystkie 379 1, IV | włosach. Z ramieniem położonym na stojącym przed nim stoliku, 380 1, IV | więcej! Jak się ich człowiek na noc naczyta, to potem śnią 381 1, IV | by od niego włosy dębem na głowie stanęły. Ot, jak 382 1, IV | sobie mają... żołnierze na konie siadają, oficerowie 383 1, IV | Wychodzę, zdaje się, na ganek, z wielkim ukontentowaniem, 384 1, IV | którym mowa sprowadziła mu na czoło zdwojoną ilość zmarszczek, 385 1, IV | samej chwili jedna z pań na kanapie siedzących i wszystkim, 386 1, IV | Kirły wyglądała z daleka na kobietę bardzo młodą, a 387 1, IV | sukni, szła przez salon na ramieniu gospodarza domu 388 1, IV | niepokojem oglądająca się na postępujące za nią dzieci. 389 1, IV | zdziwienie nad tyn1, że na koniec spotkać mogła, 390 1, IV | człowieka, jak on, chyba na tym podłym świecie nie ma...~ 391 1, IV | świecie nie ma...~Toteż na twarz pani Andrzejowej wybiło 392 1, IV | widocznie zdobywając się na śmiałość zbyt głośno odpowiedziała:~- 393 1, IV | młodszych nie mogłam przecież na rękach sług zostawić i musiałam 394 1, IV | przecież!~Kirło biegł z ganku na powitanie żony. Po prostu 395 1, IV | wytrzeszczonym wzrokiem na wszystkich i wszystko patrzali. 396 1, IV | panien Darzeckich i żółtawej, na bladaczkę widocznie chorej 397 1, IV | rękawiczkami jak pączki zaokrąglone na kolanach splotła i - milczała. 398 1, IV | rozpatrywaniu ilustracji, rzuciły na nią parę ukośnych spojrzeń 399 1, IV | kibić garbiła się i opadała na poręcz kanapy, po prostu 400 1, IV | się dokoła swych leżących na fortepianie skrzypiec, ujął 401 1, IV | umiejętnie, ale zimno. Grała na pamięć; powieki miała spuszczone, 402 1, IV | lekkim nawet zarumienieniem na welinowych policzkach. Stanął 403 1, IV | pociągnął w dół binokle i na grającą patrzał z takim 404 1, IV | skrycie poziewającymi ustami. Na ganku nawet gwarne przedtem 405 1, IV | brio, Różyc nieznacznie i na palcach przesunął się przez 406 1, IV | przesunął się przez salon i na nie zajętym krześle obok 407 1, IV | kiwnęła i z ciekawością na niego spojrzała.~- Chcę 408 1, IV | głośno, że kilka osób na nią się obejrzało, wybuchnęła:~- 409 1, IV | wyraz ten ukole. Jakoż na mgnienie oka zmieszała się 410 1, IV | Lepiej byś i ty wyszedł na tym, kuzynku, gdybyś był 411 1, IV | włosach...~Patrzała chwilę na nienaturalny blask jego 412 1, IV | i przymuszonym uśmiechem na bladej twarzy półgłosem 413 1, IV | jak lubiłaś dawniej...~Na ostatnim wyrazie położył 414 1, IV | niewidzialną lub ukazuje się tylko na krótko?~Odpowiedziała, że 415 1, IV | trochę złośliwym uśmiechem na twarzy siedział Kirło. Przed 416 1, IV | szczerze, z całego serca.~Ale na ustach Klotyldy prędko zamarł 417 1, IV | głowę i zimno spojrzała na stojącego przed nią a wzrokiem 418 1, IV | lekki ukłon i usunął się na stronę.~W salonie zrobiło 419 1, IV | zbiegała ze wschodów ganku, na którym poważni panowie już 420 1, IV | Kirło za to tak chciwie na zielone sukno i karty spoglądał, 421 1, IV | sukno i karty spoglądał, że na chwilę śmiać się i innych 422 1, IV | zbliżała się ku drzwiom na ganek prowadzącym. Przechadzka 423 1, IV | przyniesienie płaszcza, chustki na głowę, parasolika, rękawiczek... 424 1, IV | rogów łosich i jelenich, na których wprzódy już przygotowano 425 1, IV | ramiona dla zdjęcia płaszcza i na jednej z rąk swoich uczuła 426 1, IV | domu, z krwistym rumieńcem na policzkach i obrazą w oczach 427 1, IV | bo kilka osób spojrzało na nią ciekawie i z zadziwieniem, 428 1, IV | zadziwieniem, a Klotylda, już na ramieniu, męża swego zwieszona, 429 1, IV | z ironicznym uśmieszkiem na ustach orzuciła od głowy 430 1, IV | niemu rozżalone oczy. On na nią nie patrzał. Oczekując 431 1, IV | nią nie patrzał. Oczekując na zejście z ganku matki swej 432 1, IV | parasolikiem, mężnie wyszła na ganek, ale przed wschodami 433 1, IV | wykrzykami cofała jakby na widok rozwartej paszczęki 434 1, IV | się rumieńcem wysilenia. Na koniec, z krótkim, nerwowym 435 1, IV | drzwiami stojąc patrzała na towarzystwo rozsypujące 436 1, IV | niespokojne spojrzenia rzucając na fortepian, krzesła i stoły.~- 437 1, IV | pogrążoną była w układaniu na kryształowych podstawach 438 1, IV | Stanęła i patrzała chwilę na szerokie, zgarbione plecy 439 1, IV | odpowiedziała.~- A co ja na to poradzę? Melancholiczka 440 1, IV | bufecie brzęk padającego na ziemię i rozbijającego się 441 1, IV | jeszcze rozżalonym głosem na służbę krzyczała, dla zebrania 442 1, IV | zebrania szczątków karafki na ziemi przysiadła i zakaszlała 443 1, V | Wkrótce też znalazła się na ścieżce kręto biegnącej 444 1, V | w tej ścieżce utopionej na dnie kłosistego morza, która 445 1, V | Justyna wypadkiem znalazła się na tej ścieżce i nie myślała 446 1, V | młodość dla pięknej gry na skrzypcach pieściły i wychwalały 447 1, V | której kobieta od dawna już na siłach upadająca, a teraz 448 1, V | Zwątlała i bezsilna, drżała na całym ciele, ręce wychudłe 449 1, V | przed siebie patrzał, na koniec chylące się przed 450 1, V | Kiedy powróciły do domu, na dziedzińcu już usłyszały 451 1, V | tego domu powrócił, nie na długo. Wkrótce wiadomością 452 1, V | przedtem ciążyło niekiedy na nich. Mógł je bez żadnej 453 1, V | obowiązek wychowania jej na jednym tylko z braci ciążyć 454 1, V | nawet szczerze i starannie. Na współkę z panem Benedyktem 455 1, V | dorosłą już dziewczynkę na tygodnie i miesiące zabierała 456 1, V | genialnego artysty... Z tym na wpół wykwintnym paniczem, 457 1, V | wpół wykwintnym paniczem, a na wpół rozegzaltowanym artystą 458 1, V | dniami i tygodniami czuła na swych ustach ogień i słodycz 459 1, V | wychowaniem świetnym, jakiejś na koniec muzy, która by niewątpliwemu 460 1, V | żenią się prawie nigdy!~Na głowę pana Benedykta posypały 461 1, V | utopić albo zastrzelić?" Na koniec zażądał rozmówić 462 1, V | Zygmuntem. Rozmówił się i na zakończenie z chmurną żartobliwością 463 1, V | niej nie ma nic takiego, na czym by mogła zawiesić kotwicę 464 1, V | uczuła dławienie żalu, a na podniebieniu palącą gorycz 465 1, V | złote. Oglądała się dokoła, na wzburzoną twarz jej spływał 466 1, V | zboża z zajęciem popatrzała na fioletowe lady i rohułe 467 1, V | białą nogą i białą łatą na czole. Za pługiem, z rękami 468 1, V | pługiem, z rękami opartymi na wysoko sterczących rączkach 469 1, V | zarzucajcie,~Nadobnego Jasia na brzeg wyciągajcie.~Pług 470 1, V | spuszczonymi dziobami siadało na grudach. ~Nagle oracz gwizdać 471 1, V | głowy, konie zatrzymał i na kobietę, która tak niespodzianie 472 1, V | patrzał ze zmieszaniem na twarzy i w postawie. Usta 473 1, V | zawahał się, chrząknął, na koniec, bojąc się znać zbyt 474 1, V | odpowiedziała - wyszłam na przechadzkę i sama nie wiem, 475 1, V | Ruchem głowy wskazał na białą ścieżkę spośród żyta 476 1, V | trzeba iść i wyjdzie się na wprost okolicy, a stamtąd 477 1, V | okolicę. Justyna patrzała na żywe jego ruchy, którym 478 1, V | stryju pana...~Znów twarz na chwilę odwrócił i chrząknął, 479 1, V | zdobywając się widocznie na nową śmiałość, dodał jeszcze:~- 480 1, V | jakby mu nagle przyszła na pamięć jakaś obraza czy 481 1, V | butnie, brwi zmarszczył, ręce na rączkach pługa położył i 482 1, V | pługa położył i zawołał na konie, aby szły naprzód. 483 1, V | pługa z niejakim zdziwieniem na zachmurzoną nagłe twarz 484 1, V | Pod pszenicę?~Rzucił na nią szybkie spojrzenie, 485 1, V | Panienka niby to zna się na gospodarstwie?~Zmieszała 486 1, V | zaorać to tak, jak prawie na spacer pójść.~Przy ostatnich 487 1, V | poprawiwszy wyprostował się, na konie, które były stanęły, 488 1, V | bal...~- Niewesoło mi było na tym balu i wolałam iść w 489 1, V | śmielej niż dotąd popatrzył na nią.~- Ja to już dawno wiem - 490 1, V | jego, ten silny głos, który na całą okolicę rzucał dźwięki 491 1, V | Może panienka gniewa się na mnie, że tak śmiele powiedziałem?...~ 492 1, V | powiek wzrok jej podniósł się na niego ciekawie i przyjaźnie. 493 1, V | wiedzieć o tym nie może, że ja na panienkę czasem patrzę i 494 1, V | troskać się i smęcić. na świecie złe ludzie, i 495 1, V | Justyna - ale jeżeli kto na świecie nic do robienia 496 1, V | który bujną rosą wystąpił mu na czoło.~Justyna pogładziła 497 1, V | zdjął z pleców i cmoknął na konie, które weszły na nieszeroką, 498 1, V | cmoknął na konie, które weszły na nieszeroką, trawą i dzikimi 499 1, V | podźwignąć się nie mógł. Wtenczas na mnie wszystko spadło: i 500 1, V | wszystko u nas odmieniło się na dobre, i tyle tylko mojej


1-500 | 501-1000 | 1001-1500 | 1501-2000 | 2001-2500 | 2501-2884

IntraText® (V89) Copyright 1996-2007 EuloTech SRL