Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Alphabetical    [«  »]
n 4
n1i 1
n1u 1
na 2884
1
1
nabawi 1
Frequency    [«  »]
3974 sie
3537 z
3534 w
2884 na
2741 nie
1743 ze
1576 a
Eliza Orzeszkowa
Nad Niemnem

IntraText - Concordances

na

1-500 | 501-1000 | 1001-1500 | 1501-2000 | 2001-2500 | 2501-2884

     Tom, Rozdzial
501 1, V | przed końmi ukazała się na wąskiej miedzy dość szczególnie 502 1, V | splątany warkocz opadał na szerokie plecy, okryte jaskraworóżowym 503 1, V | Jan nie poznał? Widać, że na słońce spojrzał, to w oczach 504 1, V | jeszcze z bliska spojrzała na niego. Uśmiech jej zmącił 505 1, V | nawiedzieć? Zdaje się, że nie na końcu świata żyjem. Już 506 1, V | Nie zatrzymując się ani na sekundę pług i konie wyminęła 507 1, V | gospodarstwo, wcale piękne, na nią spadnie, a o starym 508 1, V | Benedykta Korczyńskiego na wojnę chodził. Po wojnie 509 1, V | czegoś i powściągnął się, na koniec, nie mogąc znać powstrzymać 510 1, V | którego kosa pobrzękiwała i na słońcu pobłyskiwała, zawołał:~- 511 1, V | zawołał:~- E! ociec dziś na nas i nie patrzy! Z miasta 512 1, V | trzeba iść... Jak sobie na to wspomni, gadziną staje... 513 1, V | w wahającej się postawie na Justynę patrzał.~- Może 514 1, V | pragnąc. Z niepokojem patrzał na , tak mu z pozoru obcą 515 1, V | z bliska widziany powiał na nią czarem ciszy i świeżości.~- 516 1, V | jednym ruchem ręki otworzył na oścież zamykającą ogrodzenie 517 1, V | jego zniknęła bez śladu. Na swoich śmieciach puszył 518 1, V | obejmował dobry mórg ziemi, na której z zielonej jak szmaragd 519 1, V | Środkiem ogrodu koła wyżłobiły na trawie dość szeroką drogę 520 1, V | drogę i gęsto zasiała się na niej biała dzięcielina. 521 1, V | drzewami ze dwadzieścia ulów na błękitno pomalowanych do 522 1, V | gęstwina melisy, bladej na tle ciemnozielonych, wysokich 523 1, V | rozczochranych konopi. Dalej nisko na zagonach rosły lub wiły 524 1, V | listowia okryte, kładła na oknach i ścianie domu, którego 525 1, V | którego okiennice i narożniki na biało pomalowane wesoło 526 1, V | wyjścia miał od dziedzińca, na którym zza niziutkiego opłotku 527 1, V | było świron ż wystającym i na kilku słupkach opartym dachem 528 1, V | zgarniał i w małą kopicę na dziedzińcu składał człowiek 529 1, V | tylko nasz? a Bóg mię ubij na duszy i ciele, że pokaże 530 1, V | człowiek za młodu nauczy, to i na starość mruczy - dojadał 531 1, V | który dotąd spokojnie leżał na rozrzuconej przed stajnią 532 1, V | ogrodowi poskoczył. Z ogrodu na dziedziniec wbiegła para 533 1, V | toż co? a gdzież Janek? - na widok samopas pędzących 534 1, V | czapki, która w ogrodzie na trawie leżała, zaczerwieniony 535 1, V | zawołał - z Korczyna... na co? po co? dla jakiej przyczyny?...~- 536 1, V | przyparł się do ściany domu. ~- Na co mnie? nie pójdę... kiedy 537 1, V | oszalały w tej chwili chłopak na nim wywierał, była widoczną. 538 1, V | oknami stojąca, z wąskiej, na dwu słupkach opartej deski 539 1, V | że dziesięć osób rzędem na niej usiąść by mogło. Tuż 540 1, V | szereg sztywnych malw, nieco na prawo pszczoły nad błękitnymi 541 1, V | lecz wnet znowu włożył na głowę.~- Jestem Anzelm Bohatyrowicz - 542 1, V | postąpił krok naprzód i na ławce, dość jednak daleko 543 1, V | węgła domu ukazał się Jan, na rozmawiających spojrzał 544 1, V | patrząc dokończył:~- Różne na świecie bywają zdarzenia... 545 1, V | to ku dziedzińcowi, to na Justynę patrząc. Widocznym 546 1, V | słabości leżąc nieraz nawet na świętą Wolę Bożą szemrał 547 1, V | jego wieku korzystając; jak na koniec, kiedy już dźwignął 548 1, V | takiego człowieka, co sam na naukę do wielkiego miasta 549 1, V | doczesność i znikomość. Nie na takie roboty człowiek patrzył, 550 1, V | trucizny... Każda rzecz na świecie jak woda przepływa, 551 1, V | woda przepływa, jak liść na drzewie żółknie i gnije...~ 552 1, V | drugi mniej szczęśliwości na tym świecie użyje. Może 553 1, V | niezadowolenia w pięknych oczach, a na ustach ze wspomnieniami 554 1, V | daleko od Korczyna - gdzieś na jakimś zupełnie innym świecie.~ 555 1, V | kasztanka, a tuż za nim jechał na gniadej Jan. Konie napojone 556 1, V | Antolka! Antolka!~Wołał tak na młodziutką dziewczynkę, 557 1, V | ukazała się zza góry, niosąc na ramieniu koromysło z dwoma 558 1, V | przechylała się trochę na bok pod tym ciężarem i jedno 559 1, V | nazdejmuj! prędzej tylko!~- Na co?~- Dla gościa.~I ciszej 560 1, V | śpiesznie wiadra z wodą na ganku postarzyła i koromysło 561 1, V | ramienia zdjęła, po czym na ogród spojrzawszy ręką twarz 562 1, V | okolicy żyła.~Siedzieli znowu na ławce, pod ścianą domu, 563 1, V | sam, jak te, które miały na sobie Domuntówna i Jaśmontówna, 564 1, V | krótkim ubraniu i w chustce na kształt czepka na głowie 565 1, V | chustce na kształt czepka na głowie związanej. Ciekawą 566 1, V | podłużną i bladą twarzą na dłoni opartą. Anzelm na 567 1, V | na dłoni opartą. Anzelm na ciekawych sąsiadów nie zwracał 568 1, V | wdzięku, a w oczach, które na chwilę oderwała od ziemi, 569 1, V | instynktownym za rękę pochwyciła, na ławie przy sobie posadziła 570 1, V | jego siostry, wytrysnął na czoło i policzki Jana. Uszy 571 1, V | plecami wsparty, spojrzał na niebo, na szczyty drzew, 572 1, V | wsparty, spojrzał na niebo, na szczyty drzew, dokoła siebie 573 1, V | się wirem. Justyna patrząc na wiotką i zaledwie dorosłą 574 1, V | wodą, które przed chwilą na plecach jej widziała.~- 575 1, V | nie ciężko wodę nosić... na tak wysoką górę? - z cicha 576 1, V | niźli ja - podnosząc głowę i na brata patrząc potwierdziła 577 1, V | jaki by sprawiła spadająca na ziemię ogromna kluska. Niewysoka 578 1, V | zadarty nosek. Z dala też na powitanie głową kiwała i 579 1, V | wieczór!~- Czego? - patrząc na nią zwięźle zapytał Anzelm.~ 580 1, V | zagrody.~Dziewczyna spojrzała na czerwone ręce swe, które 581 1, V | O! już zna! raz ciebie na wozie jadącą widziała i 582 1, V | Bardzo słusznie! bo kto na kogo kwiatami rzuca, ten 583 1, V | panienki bukiet wtedy wprost na nią upadł! - potwierdził 584 1, V | szczęście! bardzo słusznie! - na całe gardło zaśmiała się 585 1, V | zaręczona, jeszcze ociec na oględziny pojedzie...~- 586 1, V | przyjaciółki podsunęła.~- Na, jedz wiśnie!~Elżunia pełną 587 1, V | pamięta, jak pan Korczyński na nas różne kondemnacje u 588 1, V | czapkę bladą swą długą ręką na czole przesunął i przerwał:~- 589 1, V | wszystkimi swymi synami na plecach by nie poniósł. 590 1, V | znowu. Fabian obie dłonie na kłębach oparł i zjadliwie 591 1, V | krwawych rublów, co ze mnie na różne sztrafy wycisnął... 592 1, V | głupie ludzie i kląć będą na wypadek przegrania. Ale 593 1, V | cały wewnątrz kipiał, a na twarzy spotniał. Zdawać 594 1, V | który niespokojne wejrzenia na Justynę rzucał, głową kręcił, 595 1, V | się z trudnością, teraz na ramieniu rękę mu oparł.~- 596 1, V | postoi, znów pan Korczyński na język ojcu wlezie...~ ~Córkę 597 1, V | ale zatrzymał się jeszcze na Jana patrząc, W rozgniewanej 598 1, V | Już skoszona i niech ociec na darmo swego gardła nie mocuje! - 599 1, V | wraz poprawiał czapkę i na słońce mrużącymi się oczami 600 1, V | hrabiego, znowu patrzeć na poniewierkę siwych włosów 601 1, V | jakby dla niej, rodzącej się na nowo, rodził się jakiś świat 602 1, V | Anzelm uważnie i ciekawie na nią popatrzył.~- A dla ja... 603 1, VI | dzięcieliną usianym wyszli na nieszeroką drogę, która 604 1, VI | świetnej glorii pogody. Na całej przestrzeni niebieskiego 605 1, VI | środku, bladło ono u skłonów, na zachodzie świecąc ogromną 606 1, VI | utworzonej z lekkiej kurzawy na wskróś promieniami słońca 607 1, VI | stojące świrny z wystającymi i na kilku słupkach opartymi 608 1, VI | zaledwie wysunięte i wzajem na siebie następować się zdające; 609 1, VI | zdające; czasem zepchnięte na skraj wysokiej, ku rzece 610 1, VI | tu płaczące brzozy kładły na ściany i okna swe wiotkie 611 1, VI | najwynioślejsze wyrastały na dziedzińcach słupiaste jawory. 612 1, VI | ścianą stały wysokie konopie, na wysmukłe tyki fasola rzucała 613 1, VI | ogrodów, tuż przy domach, na większych lub mniejszych 614 1, VI | pogody i pracy wysypywały się na zewnątrz. Mnóstwo kraciastych 615 1, VI | kobiecych migotało wszędzie... Na dziedzińcach, wśród ogromnego 616 1, VI | ptastwo. Inne siedziały na zagonach pieląc warzywo, 617 1, VI | jeszcze szły z wiadrami wody na ramionach albo w wielkich 618 1, VI | Jednokonne i dwukonne pługi na szeroko rozkraczonych włokach 619 1, VI | kosmatych, pokrzykiwali na konie, z daleka zamieniając 620 1, VI | żarna i stukały krosna. Na każdej drodze, za każdym 621 1, VI | które chłopcy wyprowadzali na nocną paszę. Jedne z nich 622 1, VI | Jedne z nich biegły luzem, na innych jechały bose niedorostki, 623 1, VI | twarzami pod zsuniętymi na tył głowy daszkami starych 624 1, VI | daszkami starych czapek. Na każdym dziedzińcu szczekał 625 1, VI | góry i z krzykiem padały na trawy. W wiśniowych gajach 626 1, VI | niejeden pług zatrzymywał się na chwilę i niejedna kosa z 627 1, VI | podstarzałych kobiet siedziało na długiej ławie gwarząc spokojnie, 628 1, VI | spokojnie, z bezczynnie na kolana opuszczonymi rękami. 629 1, VI | opuszczonymi rękami. Czasem na koniu, prowadzonym do kuźni, 630 1, VI | rękami, z ciemną ogorzałością na twarzach i z potem na czołach - 631 1, VI | ogorzałością na twarzach i z potem na czołach - nie ponury jednak, 632 1, VI | wszystkie inne i rozgłośnie, na dziedzińce, ogrody i 633 1, VI | dziedzińce, ogrody i na pola rzucił strofę tej samej 634 1, VI | zmieszany z lamentem i śmiechem. Na drodze ściśniętej pomiędzy 635 1, VI | mógłby był pewnie ustać na plączących się i podrygujących 636 1, VI | prostował się z całej siły i na perswazje dziewczyny nie 637 1, VI | a z szafirowych jej oczu na pełne i rozognione policzki 638 1, VI | idzie... Znowu narazi się na kiepkowanie ludzkie albo 639 1, VI | nigdy nie przyjedzie, bo już na tym świecie wcale go nie 640 1, VI | chaty wracać... Mleczko dziś na wieczerzę będzie i pierożki 641 1, VI | szerokimi plecy, ze spadającą na nie roztarganą kosą, wprowadziła 642 1, VI | w ręku z dala i biernie na scenę patrzał.~- Poszedłbyś 643 1, VI | wydął nieco usta, spojrzał na dach najbliższego budynku, 644 1, VI | starego Jakuba i jego wnuczki na sporym podwórku rozpoczynała 645 1, VI | wykrzyki jego :~- Bóg mnie ubij na duszy i ciele!~A drugi raz:~- 646 1, VI | baraniej czapce, chudą twarz na dłoni opierał i spod czarnego 647 1, VI | wszelkich gwarów i swarów. Na hałasującą gromadkę prawie 648 1, VI | zaczął z cicha - ale oni na każdą garść ziemi mrą 649 1, VI | mrą z chciwości...~Czapkę na czole przesunął, głową potrząsał. ~- 650 1, VI | to powiedzieć można, że na ziemię przymierają dlatego 651 1, VI | płotu, ż piędzią ogrodu, na którym rosło mizerne warzywo, 652 1, VI | litościwie jakby zarzucał na nią szerokolistne gałęzie. 653 1, VI | i blada kobieta siedząc na ziemi skrobała kartofle.~- 654 1, VI | ziemia, ta jedyna podstawa, na której stały te zagrody, 655 1, VI | czy obojętna, zarzucała na wszystko welon rajskiej 656 1, VI | i biała kora srebrniała na brzozach, Ale niżej słoneczny 657 1, VI | napojone cienie. W głębi, na dnie, sunął kręty, puszysty 658 1, VI | co w tym miejscu ziemię na ogromną szczelinę rozłamało, 659 1, VI | zawarczało i zadzwoniło na kształt gotującego się kipiątku. 660 1, VI | pochylona patrzała przez chwilę na utopioną w liściach i kwiatach 661 1, VI | Anzelm i z brodą opartą na dłoni przesuwał wzrok dokoła. 662 1, VI | odległej młodości urywek na wpół zapomnianego wiersza. 663 1, VI | dalej, a raczej wspinać się, na górę, po naturalnie wyżłobionych, 664 1, VI | najtrudniejszych. Dla wejścia na stromą górę nie potrzebował 665 1, VI | sam sposób wstępujących na wysoki brzeg Niemna; wtedy 666 1, VI | oddalonym od szczytu góry, na łagodnym skłonie, który 667 1, VI | się ku szczytowi krzyża, na którego czerwonym tle bielała 668 1, VI | wyrzeźbionymi strzałami, wsparte na rękach i w zamyśleniu na 669 1, VI | na rękach i w zamyśleniu na podstawach z drzewa lub 670 1, VI | upadkiem groził, ale rozpięta na nim postać Chrystusa i boki 671 1, VI | szczytu gontowy daszek. Na szerokiej podstawie krzyża 672 1, VI | przeszło trzy wieki patrzały na przepaść zieloną z warczącą 673 1, VI | warczącą w głębi krynicą, na olbrzymi i cały w mchach 674 1, VI | wiankach leżący kamień, na wielki trójkąt Niemna, odsłonięty 675 1, VI | przesuwającego się po leżącej na ziemi i do połowy już obrobionej 676 1, VI | spełnił zgrzybiały dziś i na wpół obłąkany Jakub. Teraz 677 1, VI | napis wyraźniej zabieleje na czerwonej podstawie grobowca 678 1, VI | dlaczego, gdy umarli, tak na długo, na wieki, pozostali 679 1, VI | gdy umarli, tak na długo, na wieki, pozostali w sercach 680 1, VI | ludzi?~O parę kroków od niej na obalonym pniu sosny siedział 681 1, VI | pośrodku kłody, spojrzał na Justynę i z cicha rzekł:~- 682 1, VI | Justynę i z cicha rzekł:~- Na co? dla jakiej przyczyny?~ 683 1, VI | oczy i dłużej popatrzał na zbladłą nieco i smutną w 684 1, VI | z jej oczu. Obejrzał się na słońce: poczerwieniało i 685 1, VI | Stolarskie narzędzie położył na stronie i na jednym z wgłębień 686 1, VI | narzędzie położył na stronie i na jednym z wgłębień olbrzymiego 687 1, VI | przygarbionym jego plecom, a na baranią czapkę i na ramiona 688 1, VI | a na baranią czapkę i na ramiona opadały mu cienkie 689 1, VI | lasach żyjąc trzody świń na żołędziach hodowali, i od 690 1, VI | brzegiem tego Niemna, i na tym właśnie miejscu, gdzie 691 1, VI | głos opowiadającego brzmiał na wysokim stoku góry, monotonnością 692 1, VI | zaczął znowu - nie było na tym miejscu żadnego kawałka 693 1, VI | i z tamtej strony rzeki, na prawo i na lewo, naprzód 694 1, VI | strony rzeki, na prawo i na lewo, naprzód i w tył, rosła 695 1, VI | głowie śpiewając i grając na harfie. Z wysokiego domu 696 1, VI | straszliwych, prędko pociemniała na twarzy i rękach, wyrosła, 697 1, VI | wiżdżeniem. Nad rzeką i na wszelakich mokrych miejscach 698 1, VI | niektórych takich rzeczy, których na szeroki okół nikt jeszcze 699 1, VI | jak raz przyszli, to już na długo przy nich ostawali 700 1, VI | ale podtenczas dwie krwie na jednej ziemi mieszkające 701 1, VI | Jan i Cecylia pierwszy raz na tej ziemi nogi swoje postawili...~ 702 1, VI | kilka kropel potu zaświeciło na jego zapadłych i rozognionych 703 1, VI | Jan i Cecylia pierwszy raz na tej ziemi nogi swoje postawili. 704 1, VI | nie bardzo daleka. Łowczym na apel zatrąbić, a panom jechać 705 1, VI | zbożu pozostałego okryta. Na ściernisku, by wysokie domy 706 1, VI | przyszły zasiewek, a śród pola na gładkich łąkach hasały stada 707 1, VI | ryżych i białych owiec. Na dwóch pagórkach dwa wietrzne 708 1, VI | olszynach i brzoźniakach na wszystkich gałęziach wisiały 709 1, VI | podnosiło się prosto do nieba. Na jabłoniach i śliwach liścia 710 1, VI | huczały terlice, przed domami na gałęziach i płotach wysychały 711 1, VI | ufarbowane przędziwa wełny, a na dachach po stronach do słońca 712 1, VI | był podonczas i tylko co na tron swój wstąpił. Koń był 713 1, VI | czołem królewskim świeciło na kołpaku brylantowe pióro, 714 1, VI | jechali także sokolniki, na dłoniach trzymając zakapturzone 715 1, VI | pieściwe pazie z różami na licach, hardonosa służba 716 1, VI | się wszyscy ludzie patrząc na nie widziane rzeczy i nie 717 1, VI | podonczas rzekł:~"Rad bym na nich pojrzał!"~Wedle królewskiego 718 1, VI | przy drugim. On opierał się na toporze w długim kiju oprawionym; 719 1, VI | pochodzę i pospolitakiem na ten świat przybyłem; ale 720 1, VI | który jest żubrzą głową na żółtym polu osadzoną, jako 721 1, VI | postać jego, z wielką czapką na tył głowy nieco zsuniętą, 722 1, VI | Działo się to w roku, na tym pomniku wypisanym, tysiącznym 723 1, VI | czterdziestym dziewiątym...~Na zachodzie, nad borem, gasły 724 1, VI | obejmował całe sklepienie, na którym tu i ówdzie zabłysły 725 1, VI | pomiędzy cienkimi sosnami, na pniu obalonego drzewa. Kobieta 726 1, VI | drzewa. Kobieta opuściła ręce na kolana, mężczyzna twarz 727 1, VI | kolana, mężczyzna twarz oparł na dłoni. Słuchali jeszcze, 728 1, VI | Po chwili też człowiek na kamieniu siedzący ozwał 729 1, VI | dla jakiej przyczyny my na tej ziemi siedzimy.~Potem 730 1, VI | Bywało, że niektórzy z nas na wojny chodzili; bywało, 731 1, VI | z gardłami i szabelkami na sejmiki i sejmy ciągnęli. 732 1, VI | Jeden i drugi przebywał na pańskich dworach o urzędnikowskie 733 1, VI | przyrobiwszy gdzie daleko na osobnym folwarku siadał 734 1, VI | szczęście poniża, wszystko na świecie czasowe i przemijające... 735 1, VI | woda przepływa, by liść na drzewie żółknie i gnije... ~ 736 1, VI | przez chwilę w milczeniu na nią poglądał. Potem jąkając 737 1, VI | piersiach swych nosili i takie na ziemi pełnili zadania; że 738 1, VI | z ochotą i dumą poszłaby na krańce ciemnej jakiej puszczy 739 1, VI | patrzał, nie w przestrzeń lecz na nią. Krewki i wzburzony 740 1, VI | dla tego, abyś jadł, buduj na to, abyś miał gdzie zasnąć! 741 1, VI | sposobów ani wiadomości. Na zgubę tylko małym mrówkom 742 1, VI | dzielących ze szczytem góry i na tym szczycie przy uśpionym 743 1, VI | osłupiałym prawie zdziwieniem na twarzy. Na żółciejące pola 744 1, VI | prawie zdziwieniem na twarzy. Na żółciejące pola noc już 745 2, I | ten wziął swe nazwanie, na łagodnej wyniosłości gruntu 746 2, I | kwitnące swe sploty zarzucała na tyki sięgające prawie niskiego 747 2, I | drzewami rzadko rozstawionymi na wilgotnej i gładkiej murawie. 748 2, I | było zza drzew pasące się na tej zarzecznej płaszczyźnie 749 2, I | zieleniały niskie łąki, na których rosły grupy wierzb, 750 2, I | kilkunastochatowy, czyli znajdujący się na granicy, za którą już do 751 2, I | wierzchołkami kilku rosnących na dziedzińcu topoli włoskich; 752 2, I | otoczone kwitnącą fasolą były na oścież otwarte, Stały na 753 2, I | na oścież otwarte, Stały na nich pomiędzy kilku mirtami 754 2, I | fuksje i róże miesięczne. Na ganku jedna z ławek zastawiona 755 2, I | pełnymi zsiadłego mleka, na drugiej stał naprędce znać 756 2, I | będąca, rozdzielała dom na dwie połowy, z których w 757 2, I | było drabiniaste schodki na strych wiodące; pod ścianami 758 2, I | z łoziny uplecione, a na miejscu najwidoczniejszym- 759 2, I | bielizny. Miano zapewne na strych wynosić, ale tymczasem 760 2, I | napełniał sień pomimo drzwi na ganek otwartych; w kuchni 761 2, I | panujących w domu ciągów miała na sobie rodzaj sukiennego 762 2, I | odbijającą od zawiązanej na szyi białej chustki, ze 763 2, I | zsiadłe zamieniło się już na twaróg, i zastępowała je 764 2, I | tam nie wiedzieć ile razy na dzień je czesać, zawsze 765 2, I | do góry powstawały albo na śniade czoło opadały, a 766 2, I | gorejące, czarne oczy patrzały na matkę, ciągle na matkę. 767 2, I | patrzały na matkę, ciągle na matkę. I teraz oto tuż przy 768 2, I | kuchni do sieni, z sieni na ganek, z ganku do izby czeladnej 769 2, I | tasiemki, żeby je sto razy na dzień najmocniej związać, 770 2, I | Rózia od kuchennego stołu, na którym sałatę myje, odzywa 771 2, I | jej nie uciekła. Kirłowa na ziemi przysiadła i spełniać 772 2, I | Żebyś bo ty, Broniu, choć na moment gdziekolwiek przysiadła.~ 773 2, I | przysiadła.~Dziecko zaśmiało się na całą kuchnię, á potem niespodzianie, 774 2, I | bawialnym pokoju co dzień na parę godzin na klucz zamykała, 775 2, I | co dzień na parę godzin na klucz zamykała, aby już 776 2, I | promocją do czwartej klasy na wakacje przyjechał. Boleś 777 2, I | się była tego ogromnie. Na rok trzeci w tej samej klasie 778 2, I | wrodził. Cóż robić jednak? Na pędzać dziecko trzeba, bo 779 2, I | teraz zamknięty w pokoju na klucz uczy się albo pustuje? 780 2, I | się słyszeć stuk, brzęk i na dziedzińcu tętent szybko 781 2, I | malutka Bronia i większa Rózia na ganek wybiegły. Okazało 782 2, I | wołania matki i sióstr, na które przecież był głuchy, 783 2, I | podeszwy butów. Gdyby Kirłowa na bunt ten zrezygnowała się 784 2, I | powaga jej ucierpiałaby na tym wielce. Nie pierwszy 785 2, I | wiele kosztowało. Drzwi na klucz już nie zamykała, 786 2, I | klucz już nie zamykała, a na wystraszone i pytające spojrzenie 787 2, I | które znacznego wydatku na robotnika potrzebują, kupcy 788 2, I | robotnika potrzebują, kupcy na wełnę byli jej niezmiernie 789 2, I | niezmiernie pożądanymi, Zapomniała na chwilę o chlebie, serach; 790 2, I | do kanapy Bolku i chorym na gardło Stasiu; z wielkim 791 2, I | którego drzwiach oczekiwali na nią przybyli kupcy. ~Jednokonny 792 2, I | widać było ogród warzywny, na którego zagonach siedziało 793 2, I | W pobliżu tych kobiet, na zagonie także, siedziała 794 2, I | dziewczyna w sukiennym tołubku, na który spadał gruby warkocz 795 2, I | jasnych włosów. Siedziała na zagonie i podnosiła głowę 796 2, I | podnosiła głowę ku siedzącemu na płocie młodemu człowiekowi 797 2, I | Młody ten człowiek miał na plecach fuzję i z wielkim 798 2, I | dzieci. Kirłowa patrząc na ten dość daleki, ale wyraźnie 799 2, I | potem ukazała się znowu na dziedzińcu. Wiatr zadął 800 2, I | zaczął. Kirłowa obejrzała się na ogród warzywny i zobaczyła 801 2, I | dziedzińca przyparty służył na skład ogrodowych nasion. 802 2, I | podniosły głowy i patrząc na dziecinny drobiazg, który 803 2, I | zaciętością; słychać było na, całym dziedzińcu i w 804 2, I | swego towaru, zsyłała się na Korczyńskiego i innych sąsiadów, 805 2, I | sprzedawali, przysięgała na dzieci, że taniej nie odda. 806 2, I | Tak doszła do ganku, na którym jednak, gdy stanęła 807 2, I | były w angielskich szorach, na koźle siedział brodaty stangret 808 2, I | karetę i konie Różyca. Kupcy na widok przybywające go grzecznie 809 2, I | oświadczyli, że do odjazdu gościa na zakończenie interesu czekać 810 2, I | hładyszki z mlekiem zsiadłym na ławce ganku, w sieni niecki 811 2, I | białej, muślinowej chustce na szyi! Do sieni wpadła i 812 2, I | progu domu stanął. Za nim, na ganku, widać było zieloną, 813 2, I | milcząc ze zmieszania rękę mu na powitanie podawała. Zrazu 814 2, I | nisko pochylony; złożył na tej ręce pocałunek nie ceremonialny, 815 2, I | zalał jej twarz i czoło. Na kanapce przed rozłożoną 816 2, I | poplamił nim pomalowaną na czerwono podłogę; w dodatku 817 2, I | choćby dlatego, że siedzi na jedynym miejscu, na którym 818 2, I | siedzi na jedynym miejscu, na którym z gościem swym zasiąść 819 2, I | Pobiegła ku kanapie, przysiadła na ziemi i drżącymi trochę 820 2, I | potem nawet wziął dziecko na ręce i w oba miodem usmarowane 821 2, I | ucałowawszy zwolna znowu na ziemi postawił. Podniesienie 822 2, I | odetchnął. Binokle opadły mu na piersi. Uśmiechał się do 823 2, I | wyraz oczu jego był smutny. Na koniec, uwolniony z więzów 824 2, I | faworytka moja wyrośnie na niepospolicie piękną kobietę; 825 2, I | to, kuzynko. Już ja się na tym znam !~- Zawsze jesteś 826 2, I | Zawsze jesteś łaskaw na małego rozczochrańca tego, 827 2, I | chłopcy i kilka kur siedziało na jajach. Niesposób było w 828 2, I | zawdzięczam!~Siadając obok niej na kanapie z uśmiechem odpowiedział:~- 829 2, I | z uszanowaniem spogląda na ch1eb razowy...~- O! - śmiejąc 830 2, I | więcej jeszcze łajała. To coś na kształt uczucia owych dawnych 831 2, I | zarazem i przyjaźnie~- Tyle mi na raz pytań zadałaś, moja 832 2, I | spowiedniczko - rzekł - że nie wiem, na co wpierw odpowiadać. Nie 833 2, I | ludzi nieprzyzwyczajenie, na koniec i może najbardziej 834 2, I | nieodparte pytanie: po co?~- Na koniec i najbardziej - z 835 2, I | odludnych kątach żyjących, ale na szerokim świecie rozpowszechnia 836 2, I | Bystro zmęczonymi oczami na niego popatrzała:~- Czy 837 2, I | śmiechem odrzucił plecy na tylną poręcz kanapy. Po 838 2, I | wezmą ten wasz wielki świat, na którym rosną takie szkaradztwa 839 2, I | kluczem do odgadywania wielu na świecie zagadek...~Splotła 840 2, I | zagadek...~Splotła ręce na kolanach i kołysała głową 841 2, I | zażartował i z ciekawością na nią patrzał.~Przez chwilę 842 2, I | już do pieca i czy kupcy na wełnę nie zniecierpliwili 843 2, I | prawie nie pija. Popatrzała na niego trochę przenikliwie, 844 2, I | zawołał - złapałaś mię na kłamstwie. Wszelkiej rzeczy 845 2, I | Kirłowa pałała żądzą zajrzenia na drugą stronę domu. Musiało 846 2, I | sieni kilka słów z kupcami i na koniec do bawialnego pokoju 847 2, I | bawialnego pokoju weszła niosąc na tacy kilka pełnych konfitur 848 2, I | ścianą, dwa olejne portrety na ścianie, toaleta z wielkim 849 2, I | kubek, dziwnie odbijały na skromnym do ubóstwa tle 850 2, I | bogatego domu.~Postawiwszy na stole maliny i cukier Rózia 851 2, I | Justynę?~Kirłowa, spodek, na który położyła trochę konfitur, 852 2, I | przyznam ci się, że zła jestem na ciebie za to ciągłe podjeżdżanie 853 2, I | jedna jest tylko ważna rzecz na świecie: podoba się albo 854 2, I | słuszność - odrzekł.~- Ale na koniec - Ż coraz większą 855 2, I | irytacją wołała - z czego ona, na nieszczęście swoje, tak 856 2, I | piękniejszych widziałeś pewno na świecie. Kokietką nie jest...~- 857 2, I | Więc cóż? Wy tam przecież na świecie do wcale innych 858 2, I | kanapy plecy opierając z na wpół żartobliwą, a na wpół 859 2, I | z na wpół żartobliwą, a na wpół szczerą powagą mówić 860 2, I | jak ty, osoby, wcale się na takich rzeczach nie znają. 861 2, I | boska rzecz taki rumieniec na twarzy matki pięciorga dzieci!~ 862 2, I | Zatem - mówił dalej - na pierwszym miejscu stoi tu 863 2, I | piękniejszych kobiet znałem na świecie i nawet... zdrowie 864 2, I | nawet... zdrowie i majątek na całopalenie przed nimi składałem... 865 2, I | jedzenie zaczął:~- Dziś, na przykład, siedziałem obok 866 2, I | odzywała się, nie patrzała na mnie. Zmieniłem taktykę 867 2, I | Różyc rękę z łyżeczką na stół opuścił, binokle zwykłym 868 2, I | wpółprzerażonym wzrokiem na krewną popatrzył i śmiechem 869 2, I | ja bym chińską figurkę na kominku u siebie postawił? 870 2, I | jeden pozostawszy, z czołem na obie dłonie opuszczonym, 871 2, I | sień z drugiej połowy domu. Na dworze pogoda stawała się 872 2, I | słońca i pozłocił kwitnące na oknie skromne fuksje i róże 873 2, I | ujęta usiadła obok niego na kanapie, policzek oparła 874 2, I | kanapie, policzek oparła na dłoni i o wszystkim, co 875 2, I | pomyśl tylko, kuzynie, na tym kawałku ziemi, który 876 2, I | jeden z nich gospodarzem na Olszynce zostanie, a drugi 877 2, I | opowiadała z policzkiem na dłoni opartym i gęsto, gęsto 878 2, I | się czasem w dół rzucając na dolną część twarzy dwie 879 2, I | urodzone używają jeszcze życia na swoją rękę, błyszczą w świecie, 880 2, I | o to! Inne ja rzeczy mam na głowie...~I dalej jeszcze 881 2, I | złote marzenie! Nic nad to na ziemi nie pragnęła. Ale 882 2, I | ja nigdy nie zgodzę się na to...~Widziała, że patrzał 883 2, I | Widziała, że patrzał na nią ze zdziwieniem, więc 884 2, I | aby ktoś zajął się nim na dobre, a Boleś ... mój mąż.., 885 2, I | tak, jak jest! Proszę cię na wszystko, abyś jemu o tym 886 2, I | tego człowieka?~Spojrzała na niego ze zdumieniem.~- Jakże?... - 887 2, I | że my, tak jak wy tam, na waszym wielkim świecie, 888 2, I | bo wyraz, z jakim patrzył na krewną swą, był bardzo podobnym 889 2, I | jej spuszczonych powiek i na pięknie zarysowanych, przywiędłych 890 2, I | Ale wnet potem podniosła na krewnego spojrzenie pełne 891 2, I | Zrobiłaś mi prawdziwą łaskę... Na ciemnej przestrzeni, którą 892 2, I | muszę już jechać..:~Spojrzał na zegarek.~- Już przeszło 893 2, I | nie podobna!~Ona z bólem na niego patrzała.~- Wiesz 894 2, I | pomówimy. I jeszcze coś na myśl mi przyszło. Jeżeli 895 2, I | z odjazdem i że wszystko na świecie obchodzić go przestawało, 896 2, I | ramienia szepnęła mu jeszcze na ucho:~- Pomyśl nad tym, 897 2, I | jej synowie. Tu trafiła na gwarną scenę. Swawolny Boleś 898 2, I | Bronia znała się dobrze na podobnych żartach i udając 899 2, I | cenach zboża porozmawiawszy na ganek wyszła.~Na dworze 900 2, I | porozmawiawszy na ganek wyszła.~Na dworze zimny wiatr przez 901 2, I | mniej ostre. Daleko, kędyś na krańcu zaniemeńskich pastwisk, 902 2, I | widać było pstrą trzodę na przeciwległym wybrzeżu rzeki 903 2, I | dworu dążących. Kirłowa na ganku stojąc z daleka ich 904 2, I | jej było w tej chwili stać na miejscu. Niespokojną czuła 905 2, I | często tu przebywał ani na krok dziewczynki tej nie 906 2, I | który w szerokich podskokach na dziedziniec wpada pana swego 907 2, I | Zobaczyła córkę swą siedzącą na niskim progu małej budowy, 908 2, I | lnianych włosów opadającym na wąski tołubek szesnastoletnia 909 2, I | dziewczyna różowy swój policzek na dłoni wspierała i błękitne 910 2, I | umysłów. Nie rozrósł się on na kształt dębu szeroko i potężnie 911 2, I | rodzicielskiego domu, ale na ławach szkolnych we wczesnych 912 2, I | podróż naokoło świata albo i na podbój całego świata. Znajdując 913 2, I | książkę, która teraz leżała na jej kolanach; jednak ani 914 2, I | Zaniepokojone serce matki na widok tej młodej pary uspokoić 915 2, I | uczennicy; wyglądali jeszcze na parę dobrych przyjaciół 916 2, I | zachodzące słońce kładło na drogę szerokie szlaki różowych, 917 2, II | upostaciowanie rozkwitłego lata. Na wschody ganku wbiegała żywo, 918 2, II | kędyś daleko za bramę dworu, na pole. Zamyślenie to przecież 919 2, II | drzew, co wyrosły wolne,~Na mogile śpiewa jakieś ptaszę 920 2, II | czymś oboje razem, o coś na nią nalegali, prosili. Chłopak 921 2, II | nalegali, prosili. Chłopak miał na sobie krótkie i dość zaniedbane 922 2, II | bieda! Emilka zachorowała na nerwy, na piersi, na serce, 923 2, II | Emilka zachorowała na nerwy, na piersi, na serce, na wszystko... 924 2, II | zachorowała na nerwy, na piersi, na serce, na wszystko... doktora 925 2, II | nerwy, na piersi, na serce, na wszystko... doktora sprowadzili... 926 2, II | troszkę... A on popatrzył na mnie i powiada, że to zły 927 2, II | Umilkła, bo wzrok jej upadł na snop roślin, które przyniosła 928 2, II | które przyniosła Justyna i na stole położyła.~- A toż 929 2, II | może drogim.~- Justynal~Na dnie stłumionego jej głosu 930 2, II | rumieńcem. Z tym rumieńcem na czole i krztusząc się jeszcze 931 2, II | podobna do słupa umieszczonego na wielkich, w kwieciste pantofle 932 2, II | z nudy, z melancholii! Na pociechę po pańskich karmelkach 933 2, II | słupa.~- Otóż i postawimy na swoim! otóż ciocia będzie 934 2, II | w których parę krzeseł na drodze jej stojących przewróciła, 935 2, II | stojących przewróciła, wpadła na dość długi korytarz, u którego 936 2, II | pochwyciła.~- Ciociu! - zabrzmiał na cały korytarz cienki i prawie 937 2, II | za nią drzwi z trzaskiem na klucz zamykając. Dopadł 938 2, II | kłopotać?... Nie gniewaj się na mnie, mój mileńki! Może 939 2, II | która ich tu całowała, na ręku swym nosiła, przysmakami 940 2, II | rozszerzać, powiększać. Przerwała na chwilę czytanie.~- Jak myślisz, 941 2, II | których nigdy nie słyszała. Na świecie już świt błękitny 942 2, II | blaskiem oświecała błękit na lampa. W tym łagodnym blasku 943 2, II | blasku pani Emilia wiła się na pościeli w męczarniach silnego 944 2, II | przechadzki użalała się przed nim na swoje smutne życie i zapomniała, 945 2, II | okazał jej dość współczucia, na skargi jej odpowiadał milczeniem 946 2, II | obawa przed rannym chłodem na myśl jej nie przyszły, kiedy 947 2, II | Korczyna spędzał zazwyczaj na koniu. Kiedy Teresa, w luźnym 948 2, II | wbiegła do sali jadalnej, na żółtoróżowej jej twarzy 949 2, II | że od lat kilku nic już na pozór nie łączyło go z żoną, 950 2, II | kilku skokami znalazł się na ganku, a gdy wydawał rozkazy 951 2, II | Do Marty, która śpieszyła na górę po zażądane przez chorą 952 2, II | potężnym swym głosem krzyczał na służbę o jak najprędsze 953 2, II | muślinach i haftach leżała na pościeli z zamkniętymi oczami, 954 2, II | cichego i łagodnego cierpienia na twarzy, że w każdym na nią 955 2, II | cierpienia na twarzy, że w każdym na nią patrzącym istotną litość 956 2, II | zaszeptała Teresa.~Panienka na palcach do łóżka matki przybiegła; 957 2, II | stroją się...~W tej chwili na pochylonej ku niej głowie 958 2, II | prędkim ruchem podniosła się i na łóżku usiadła.~- Loki rozfryzowane! - 959 2, II | świeżą kokardę i włoży jej na nogi warszawskie pantofelki... 960 2, II | słabości osunęła się znowu na pościel i ledwie dosłyszalnym 961 2, II | długie wąsy opuściły na klapy płóciennego surduta, 962 2, II | takich parę pudełek z miasta na wypadek takich gości, jak 963 2, II | Mała, siwiejąca głowa, na sztywnym karku osadzona, 964 2, II | rozmawiającym mężom zabiegły i na paluszkach wstecz przed 965 2, II | córki Darzeckiego.~- U nas na pensji nawet salon daleko 966 2, II | Benedykt z rodzajem osłupienia na te trzy śliczne istotki 967 2, II | mozaikowej posadzki i fresków na suficie chciała...~Gniewnej 968 2, II | ciebie, przeznaczamy z żoną na jej wyprawę...~- Tak wielką 969 2, II | wyprawę...~- Tak wielką sumę na wyprawę! - nie mogąc już 970 2, II | swym gościem, który ani na sekundę swych drobnych i 971 2, II | Żona moja chce i ja się na to zgadzam, aby córka nasza 972 2, II | to że z pozoru wyglądał na osłupiałego i całkiem pognębionego 973 2, II | zawzięcie przygryzał, na koniec z cicha wymówił:~- 974 2, II | Może byście więc w tym roku na połowie tej sumy poprzestali... 975 2, II | Szwagierek przynajmniej na ciężkie czasy wyrzekać nie 976 2, II | panienki drogę im zabiegły i na paluszkach przed nimi idąc 977 2, II | Papciu! wujaszku! wpadłyśmy na wyborny, doskonały pomysł!~- 978 2, II | posągami ubierać...~- U nas na pensji posągi, wprawdzie 979 2, II | powrócił:~- Kto wie? Kto na pewno wiedzieć może, dla 980 2, II | zachwianą została... trochę...~W na wpół spuszczonych oczach 981 2, II | wyrazem własnej wyższości na twarzy Darzecki odpowiedział:~- 982 2, II | naj-świet-niej-sze-go. Na koniec, znasz dobrze, kochany 983 2, II | o tym, że długu tego ani na chwilę uważać nie przestał 984 2, II | i nawet przed kilku laty na żądanie szwagra stopę ich 985 2, II | nieruchomiej tkwił w ziemi, a na sfałdowane czoło występowały 986 2, II | występowały krople potu. Na koniec, Darzecki u jednej 987 2, II | drobne, poskrzypujące kroki i na jeden z fotelów opuścił 988 2, II | Belgii, Holandii. Skończył na tym, że doradzał szwagrowi 989 2, II | przypuścić było można, na chwilę o szwagrze i ciężkim 990 2, II | szwagier, czasem, kiedy na to... tamto... spojrzę i 991 2, II | sen-ty-men-tal-ność, której, na nieszczęście, każdy z nas 992 2, II | sobą głosy panienek, które na trzech krzesłach w rząd 993 2, II | nóżkę Leonia ze smutkiem na twarzy, ze zmarszczonym 994 2, II | kuzynkom pantofelek swój na ażurową pończoszkę włożony.~ 995 2, II | i odmawiając śniadania, na które zapraszał go Benedykt, 996 2, II | rozdrażnienie Benedykta.~- A, na miłosierdzie boskie! - zawołał - 997 2, II | czasem ludzi śmieszy...~Na ganku już stojąc, w płaszczu 998 2, II | wytwornego kroju, z lekka na ramiona zarzuconym, Darzecki 999 2, II | Korczyński zawołał z ganku na stajennego chłopcu, aby 1000 2, II | i szerokimi krokami, wąs na palec matając, do salonu


1-500 | 501-1000 | 1001-1500 | 1501-2000 | 2001-2500 | 2501-2884

IntraText® (V89) Copyright 1996-2007 EuloTech SRL