| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] n 4 n1i 1 n1u 1 na 2884 ná 1 nâ 1 nabawi 1 | Frequency [« »] 3974 sie 3537 z 3534 w 2884 na 2741 nie 1743 ze 1576 a | Eliza Orzeszkowa Nad Niemnem IntraText - Concordances na |
Tom, Rozdzial
2501 3, III| Szopena. Skąd, jakimi drogi, na skrzydłach jakiej miłości 2502 3, III| drzew, co wyrosły wolne,~Na mogile śpiewa jakieś ptaszę 2503 3, III| zapłakanym okiem skarżyła się na kurhanie nad krynicą:~Jak 2504 3, III| jechali,~Mojego Jasieńka na wojnę wołali.~Siadaj, Jasiu, 2505 3, III| Oprócz Boga Zbawiciela!~Nic na niebie ani na ziemi nie 2506 3, III| Zbawiciela!~Nic na niebie ani na ziemi nie przeszkadzało 2507 3, III| rozleganiu się pieśni śpiewanych na łodziach i czółnach, nic 2508 3, III| kochanym pieśniom wtórzyły.~Na wysokiej górze pod starymi 2509 3, III| tęskną, zasłuchany z bladym na ustach uśmiechem sam nucić 2510 3, III| gotowało się jak w zamkniętym i na ogniu stojącym kotle. Przed 2511 3, III| Prosimy! pokornie prosimy!~Na koniec z przywoływanym w 2512 3, III| gorąco było jak w łaźni; na trzech stołach jeszcze jadłem 2513 3, III| ludzkich kształtów i rysów. Na pierwszy rzut oka rozpoznać 2514 3, III| stojące, do ściany przyparte, na stołach szeroko łokcie rozkładające, 2515 3, III| bawiącej się w gumnie i na Niemnie, nikt tu pijanym 2516 3, III| orędownika naszego zaprosili!~- Na sędzię!~- Na jednacza!~- 2517 3, III| zaprosili!~- Na sędzię!~- Na jednacza!~- Przez panów 2518 3, III| Abyś pan nas osądził i na śmierć albo życie zadekretował - 2519 3, III| się z tłumu żwawym ruchem na stole usiadł i z tej wysokości 2520 3, III| zawołali...~Płomię wystąpiło mu na czoło. Mimo woli rękę w 2521 3, III| jestem!~Wtedy kilkunastu ich na raz mówić zaczęło, ale Fabian 2522 3, III| mogły krzywdy i ujmy. Ale na różne choroby są różne sposoby, 2523 3, III| wiedzieli dobrze, że sam jak na krzyżu rozpięty wyglądał, 2524 3, III| głosem przemawiał, rękę na kłębie oparł i wąsy najeżył.~- 2525 3, III| zawołał - że przed synem na ojca to wypowiadam... ale 2526 3, III| serca otworzyć muszę. Srogi na twarzy jest pan Korczyński 2527 3, III| swobodnej zrazu postawie na stole siedząc i przez to 2528 3, III| ode mnie chcecie? co ja na to poradzić mogę? Puśćcie 2529 3, III| pochwycił.~- Bóg mię ubij na duszy i ciele, kiedy jednym 2530 3, III| spleśniałą mapę, którą Fabian na czyimś strychu w jakiejś 2531 3, III| spróchniałej skrzyni znalazł, a na której wyraźnie, jak dzień 2532 3, III| lata jak krowy ich doił, aż na koniec terminu uchybił, 2533 3, III| przepadło. Ale nie koniec na tym; trzeba im jeszcze wielką 2534 3, III| wołał - że gorzko mnie jest na starość Łazarzem u bogaczowego 2535 3, III| progu żebrzącym zostawać! Na swoją biedę może bym oczy 2536 3, III| oczy zmrużył, ale cudze łzy na sumieniu nosić zbyt ciężko. 2537 3, III| obwisłymi wąsami Walenty. Na twarzy jego zoranej i bladej 2538 3, III| wielmożnym przystało. Ale oto na starość zgłupiał. Namówiony, 2539 3, III| zgodził się poczekać, wypłatę na dłuższy czas rozłożyć, może 2540 3, III| zamknie oczy tam, gdzie je na ten świat otworzył, gdzie 2541 3, III| proces wygrał, a tą karą, na którą ich sąd zadekretował, 2542 3, III| stojący.~- Trzy rzeczy są na świecie najgorsze - z grzmotowym 2543 3, III| ludzkich, królestwo łakomstwa na ten świat sprowadzi! - żałośliwie 2544 3, III| sadzę od niego padającą na sobie niosłem. Jednakże 2545 3, III| postępował, może by i sam na takiej kalkulacji lepiej 2546 3, III| aż do płaczu rozżaleni i na sercu upadli, obudziły w 2547 3, III| poszukać. Raz pan Korczyński na całe pole i przed gromadą 2548 3, III| naszych i dzieci naszych ani na jeden dzień w niewolę nie 2549 3, III| niewolę nie zaprzedamy i na pańskie ubligi albo, broń 2550 3, III| każdy mógł zaprzysiąc, że na jego polu obchodzenia się 2551 3, III| teraz w gumnie hulają i na Niemnie pieśni wywodzą, 2552 3, III| drugi grosz z jego kieszeni na nas kapnął, toby i spólny 2553 3, III| synów swoich rozsadzaliby na tych dzierżawkach, dobroczyńcę 2554 3, III| uiszczając się. On mrze na pieniądze, bo ma długi i 2555 3, III| ekspensy; oni głód wielki na ziemię cierpią, bo małe 2556 3, III| Korczyński nie jak w raju na tym świecie żyje i nie nadmiar 2557 3, III| żyje i nie nadmiar mocno na Korczynie jest ufundowany. 2558 3, III| próśb i żądań i inaczej na nich niżeli wilk na barany 2559 3, III| inaczej na nich niżeli wilk na barany albo król na niewolniki 2560 3, III| wilk na barany albo król na niewolniki swoje spoglądać.~- 2561 3, III| medytacyjnych postawach na zydlach i stołkach zasiadło. 2562 3, III| stołkach zasiadło. Policzki na dłoniach poopierali, głowami 2563 3, III| lub zapomniane; rozumiał. Na brzegu stoła przysiadł, 2564 3, III| ramiona skrzyżował, głowę na pierś, zwiesił i w tej melancholijnej 2565 3, III| nie stało. Krótko on żył na świecie, ale wiele dobrego 2566 3, III| bez niego my jak barany na rzeź odłączone zostali. 2567 3, III| rozmnożą się, wszystko porzucą, na koniec świata pójdą chleba 2568 3, III| ubijać się nam trzeba, aby na psie nie zeszły. Niejeden 2569 3, III| wiadomo, że muchy gęściej na wrzodach siadać lubią jak 2570 3, III| wrzodach siadać lubią jak na zdrowym ciele.~Jak wprzódy 2571 3, III| nieśmielszymi skargami, aż na powrót do tych serc, zawsze 2572 3, III| bruzd i zmarszczek; ręce na kolana popadały lub na stołach 2573 3, III| ręce na kolana popadały lub na stołach posplatane od okrywającego 2574 3, III| pomnik naszych fundatorów na tej ziemi stoi... więcej 2575 3, III| niż trzysta lat, z ojca na syna, my tę ziemię rękoma 2576 3, III| dopustu bożego, chyba już na psy zejdą... ród nasz jak 2577 3, III| litery, złotne litery~Wyryć na grobie!~ 2578 3, IV | niepewne jeszcze, tu i ówdzie na okna i na posadzkę kładnące 2579 3, IV | jeszcze, tu i ówdzie na okna i na posadzkę kładnące się światło 2580 3, IV | przechadzał się po salonie tam i na powrót, w głębokim znać 2581 3, IV | światła, ukazywała się w nim na chwilę i wnet znowu mieszała 2582 3, IV | tył rękoma, zwisającymi na pierś wąsami, talk samotna, 2583 3, IV | białym negliżu wpół leżąc na pąsowym szezlongu, przy 2584 3, IV | uwagami Ręce z szydełkiem na kolana opuszczając jedna 2585 3, IV | ludzi, którzy zjechali się na wesele, na które poszła 2586 3, IV | zjechali się na wesele, na które poszła panna służąca, 2587 3, IV | oświetlonego palącą się na biurku lampą. Pokój ten 2588 3, IV | nic tu więcej nie było. Na ścianach tylko wisiało kilka 2589 3, IV | krepowymi skrzydły padało na okrywające biurko księgi 2590 3, IV | kręciły się koło lampy i na rachunkowe książki padały... 2591 3, IV | każdy jego wyraz spadł mu na serce ciężkim kamieniem, 2592 3, IV | ciebie wiadomości nie miałem; na ostatnie moje pismo nie 2593 3, IV | tobie nie robi. Przy tym na wypadek jakiego nieszczęścia 2594 3, IV | Ot tak, powiodło się mnie na służbie, za co dla naszego 2595 3, IV | nigdy bym do tego stopnia, na którym teraz stoję, nie 2596 3, IV | Benedykt ręce z listem na kalana opuścił; gorzki uśmiech 2597 3, IV | bowiem powodziło mu się na służbie, funduszu nie zebrał 2598 3, IV | czytania Benedykt rzucił list na biurko. Jak te motylki fruwają, 2599 3, IV | fruwają dokoła lampy i na rachunkowe księgi padają! 2600 3, IV | Syn! I jak obraz ze zmroku na jasny dzień wysunięty stanął 2601 3, IV | pieszczotą wskoczyła mu na kolana. Drobne ramiona objęły 2602 3, IV | odepchnąwszy wziął znowu krzyż swój na barki i - jeden z trzech - 2603 3, IV | widokach i wrażeniach życia, na kształt ziarna w sokach 2604 3, IV | zmarszczkami występowała na czoło. Benedykt żywy ruch 2605 3, IV | czoło. Benedykt żywy ruch na fotelu uczynił, naprzód 2606 3, IV | sercem pełnymi... skarg!~- Na kogo? czyich? - zapytał 2607 3, IV | Benedykt.~- Ludzkich... na ciebie, ojcze!~Benedykt 2608 3, IV | Benedykt oczami błysnął.~- Na mnie, cóż? Czy kogo na drodze 2609 3, IV | Na mnie, cóż? Czy kogo na drodze zrabowałem albo czyje 2610 3, IV | zrabowałem albo czyje dziecko na śniadanie zjadłem?~- Na 2611 3, IV | na śniadanie zjadłem?~- Na wszystko cię błagam, ojcze - 2612 3, IV | Benedykta przemknął po leżącym na biurku liście Dominika, 2613 3, IV | się!...~Gdy plan Korczyna na biurku rozkładał, wielkie 2614 3, IV | Potem prostując się i wzrok na syna podnosząc zapytał:~- 2615 3, IV | dojnych krów chce uczynić; oni na każdym kroku wyrządzają 2616 3, IV | westchnieniem rzucił się na fotel i wahającym się głosem 2617 3, IV | najwyższych myśli i podbojów, na które w ciężkiej, wiekowej 2618 3, IV | twarzy długie wąsy nieruchomo na pierś mu zwisały; oczy jego 2619 3, IV | się aż do dna i powieki na nie opuszczał, to znowu 2620 3, IV | je i namiętne płomienie na syna z piwnych źrenic ciskał. 2621 3, IV | motylki z lekkim stukiem na biurko padały, krepowymi 2622 3, IV | trwożliwie bijąc. Rzucał na nie czasem wzrokiem i spotykał 2623 3, IV | który by od ciebie padł na nich, odpłacić... nie wiedziałeś? 2624 3, IV | plecami oparł się o ścianę, na której śród skóry niedźwiedziej 2625 3, IV | swój wyrok usłyszeć... Czy na gardło mię skażesz, czy 2626 3, IV | mię skażesz, czy tylko - na wieżę? a?~Ile w tych słowach 2627 3, IV | pierwsze zarysy zmarszczek na czole, które, według praw 2628 3, IV | która rozdzieliłaby nas na zawsze, gdybym po tym, co 2629 3, IV | rękę ku jednej z wiszących na ścianie strzelb. Benedykt 2630 3, IV | robisz! Czemuż nie? Ty i na to gotów jesteś! U was nawet 2631 3, IV | nabijał, z rąk mu wyrwał, na ścianie zawiesił, lecz w 2632 3, IV | jeżeli dziecko twoje zginie na mlecznej drodze przyszłości, 2633 3, IV | wzrok Benedykta ku szeroko na biurku rozwartemu listowi. 2634 3, IV | od dawna z krwawą plamą na młodym czole pod wilgotną 2635 3, IV | spoczywał. Długo jeszcze patrzał na syna, aż ręce jego z żelaznego 2636 3, IV | rozmarzony, postawa dumną. Na syna patrzał.~- Słuchaj - 2637 3, IV | sprawiedliwości...~Zatrzymał się na chwilę; tak już dawno w 2638 3, IV | ulatuj!", i myśmy latali na mleczne drogi i w blaski 2639 3, IV | w zbawienie zapatrzyli, na rękach prawie podnieść go 2640 3, IV | takich było! Śmiech bierze na wspomnienie! Młodzi mędrcy... 2641 3, IV | jak w wodę wpadło! Śmiech na wspomnienie bierze!~Zaśmiał 2642 3, IV | kroplami i ze zmarszczki na zmarszczkę toczyły się po 2643 3, IV | policzkach. Ręką machnął, na fotel opadł i szeroką dłonią 2644 3, IV | oczy. O dwa kroki od niego na krześle siedzący Witold, 2645 3, IV | gwałtem i szumem wylewa się na zewnątrz naczynia, tak gorycze, 2646 3, IV | uciszyło go życie. Sto przyczyn na sto zamków zamknęło mu usta. 2647 3, IV | strzaskanego statku pozostałą. Na tę pracę, acz poziomą i 2648 3, IV | chmurną ambicję postawienia na swoim, i przez myśl o synu.~ 2649 3, IV | skupił wszystkie siły i na nic innego już mu ich nie 2650 3, IV | Żelazo nie czuje osiadającej na nim rdzy, ale człowiek łzami 2651 3, IV | łzami zrazu oblewa każdą na własnej duszy dostrzeżoną 2652 3, IV | wielu laty, Witold ramiona na szyję ojca zarzucił i rozpalonymi 2653 3, IV | spalonej, ze zmarszczki na zmarszczkę ściekały. Myślał 2654 3, IV | piedestałów mi nie budował, na królewicza i samoluba mię 2655 3, IV | zasłaniając z poczynającym się na ustach uśmiechem pod wąsami 2656 3, IV | wahającymi się jeszcze uśmiechami na siebie patrzali. Więcej 2657 3, IV | wspomnienia trzeba było na to, aby z jednego z nich 2658 3, IV | zaciśniętymi zębami i nie mieć na świecie jednej żywej duszy, 2659 3, IV | nie mógł. Benedykt długo na niego popatrzył. Uśmiech 2660 3, IV | uniesieniu tej sprzeczki na Darzeckiego nożem cisnął... 2661 3, IV | lat z górą mając jeszcze na wojnę chodził... A! przypominam 2662 3, IV | jego gadanina. On był z nas na te rzeczy zawsze najobojętniejszy... 2663 3, IV | godzinę, a Witold odpowiadając na coraz liczniejsze zapytania 2664 3, IV | potem słuchał syna, z czołem na dłoni, ze wzrokiem wpatrzonym 2665 3, IV | podnosiła, prawie upajała. Kiedy na koniec wstał z fotelu i 2666 3, IV | fotelu i przy dogasającej na biurku lampie przed oknem 2667 3, IV | dna wód gorzkich i zimnych na ciepłą murawę wyrzuciła!... 2668 3, IV | chłopcze, spać idźmy... na parę godzin tylko... na 2669 3, IV | na parę godzin tylko... na parę godzin... byle trochę 2670 3, IV | się smutnie.~- Andrzej by na mnie za to nożem cisnął! 2671 3, IV | musimy różne projekty i plany na dalszą przyszłość... a potem, 2672 3, IV | wieczór, może razem popłyniem na... to... tamto...~Zająknął 2673 3, IV | tamto...~Zająknął się.~- Na Mogiłę! - dokończył.~Niewysoko 2674 3, IV | jeszcze słońce podniosło się na niebie, gdy Witold wbiegł 2675 3, IV | stołów chodząc zapraszały na jadło, które według zwyczaju 2676 3, IV | było. Fabian pozbywszy się na tę chwilę obowiązków gospodarza 2677 3, IV | gospodarza ze spuszczonym na kwintę nosem wśród starszych 2678 3, IV | starszych sąsiadów siedział. Na widok wchodzącego Witolda 2679 3, IV | słów półgłosem przemówił, na twarz mu wybuchnęła radość 2680 3, IV | zamachał. - Psom dajcie, co na duszy macie! - wołał dalej. - 2681 3, IV | Alleluja!~O aniele mówiąc na Witolda ukazywał, do którego 2682 3, IV | wykrzykiwał Fabian.~- Chwała Panu na wysokościach, na ziemi pokój 2683 3, IV | Chwała Panu na wysokościach, na ziemi pokój ludziom dobrej 2684 3, IV | całowano, może mu różne na przyszłość projekty i rady 2685 3, IV | rady podawano, może nawet na rękach podnoszono, bo zdyszany 2686 3, IV | dzień cały syn i ojciec ani na godzinę nie rozstawali się 2687 3, IV | Benedykta nad rozłożonym na biurku planem Korczyna obaj 2688 3, IV | się, linie jakieś i cyfry na papierze kreśląc: a przed 2689 3, IV | zielonej góry stojących ujrzało na Niemnie łódkę wiozącą dwóch 2690 3, IV | wiosłem robił.~Za Niemnem obaj na żółtą ścianę wstąpili i 2691 3, IV | gumnie, tak jak wczoraj na oścież otwartym, Zaniewscy 2692 3, IV | jeszcze od czasu do czasu na skrzypcach rzępolili i basetlą 2693 3, IV | niechcenia czasem pokręciły się na toku. U ścian obrosłych 2694 3, IV | płotków, w śliwowym gaju, na wąskim ganku świrna rozmowy 2695 3, IV | kawalerowie nie mieli już na rękach białych rękawiczek 2696 3, IV | codziennej troski i pracy.~Na podwórku ożywienie było 2697 3, IV | towarzyszyć. Naprzód tedy na drogę dotykającą pola wyprawił 2698 3, IV | Teraz następowała kolej na pierwszego drużbanta. Więc 2699 3, IV | uprzężą połączonego z bryczką na majowozielony kolor pomalowaną, 2700 3, IV | pojedzie sobie, jak zechce, na czele czy z tyłu, osobno 2701 3, IV | wyprawę siostry. Już też na drabiniastym wozie w zielonej 2702 3, IV | z bombiastymi wierzchami na zielono pomalowane i gapiowatym 2703 3, IV | pożegnanie panny młodej na pamięć umieli i śpiewać 2704 3, IV | grobowe buczenie Domuntów, na nutę butną, urywaną, prawie 2705 3, IV | zakłopotana, wśród śpiewających, na nikogo nie spojrzawszy, 2706 3, IV | śpiesząc się bardzo, aż na koniec z jednym zwojem nie 2707 3, IV | Wszyscy z niejakim zdziwieniem na nią patrzali. Kazimierz 2708 3, IV | pstryknął.~- Szyk gospodynia! I na weselnych godach o kużelu 2709 3, IV | kruczowłosy Ładyś Osipowicz na błękitnooką Cecylkę Staniewską 2710 3, IV | braćmi z domu wynosił i na wóz windował.~Na drodze 2711 3, IV | wynosił i na wóz windował.~Na drodze u wyciągniętych szeregiem 2712 3, IV | sprawiali, pierwsi umieścili się na przodującym wozie i smyczki 2713 3, IV | aby je w czas, a ostro, na struny móc spuścić. Ale 2714 3, IV | zawieruszył, więc siedząca już na bryczce Elżusia wniebogłosy 2715 3, IV | zabrakło, nie chciała siadać na bryczkę Starzyńskiej, z 2716 3, IV | nie zachowywanymi. A gdy na koniec pierwszy drużbant 2717 3, IV | mocą ukłonów i otworzeniem na oścież zasobnej papierośnicy 2718 3, IV | niewygodnie... Kazimierz Jaśmont na chwilę cierpliwość stracił, 2719 3, IV | nagle nieopisana błogość na twarz mu spadła. Z głębi 2720 3, IV | płotków wijącymi się szła, na drogę weszła i ku gromadzie 2721 3, IV | wszystko, co żyło, opuszczając na jej spotkanie pośpieszył. 2722 3, IV | nowa zmiana zaszła. Miała na sobie czarną suknię, bardzo 2723 3, IV | silną i rozrosłą kibić. Na ogorzałej szyi - zapewne 2724 3, IV | zasmucenia - wiła się i na pierś opadała żałobna wstążeczka. 2725 3, IV | się zamyśla?~Czerwone ręce na czarną suknię opuszczając 2726 3, IV | odrzekła - ale mnie teraz na zabawy nie w czas. Żyto 2727 3, IV | zabawy nie w czas. Żyto na nasienie jeszcze nie wymłócone 2728 3, IV | mówiła półgłosem. Jaśmont na bryczkę swoją ukazywał:~- 2729 3, IV | pojechała, może by spacer na zdrowie posłużył. Dobrze 2730 3, IV | posłużył. Dobrze niesie... jak na sprężynach!...~- Dziękuję. 2731 3, IV | wzywających go głosów. Wszyscy na koniec na bryczkach i wozach 2732 3, IV | głosów. Wszyscy na koniec na bryczkach i wozach siedzieli, 2733 3, IV | jak żyję, nie widziałem!~Na majową bryczkę swoją wskakując 2734 3, IV | prosto, z fantazją czapkę na głowie poprawił, bicz wcale 2735 3, IV | rzemienne lejce silnie ujął i na cały głos zakomenderował:~- 2736 3, IV | rznijcie! Jazda, panowie!~Na przodzie orszaku smyczki 2737 3, IV | dotąd w powietrzu sterczące na struny opadły; z dźwiękami 2738 3, IV | jedna za drugą skręcały na drogę przerzynającą pole, 2739 3, IV | rozwiewne skrzydło, leciał na jedną stronę złotawy tuman 2740 3, IV | wyładowany pękatymi kuframi, na których, jak na wieży, w 2741 3, IV | kuframi, na których, jak na wieży, w wiecznym uśmiechu 2742 3, IV | świeżość niebo roiło się na tle błękitnym mnóstwem białych 2743 3, IV | Kilka minut wystarczyło, aby na drodze tak przedtem gwarnej 2744 3, IV | do jej ramienia sięgały, na kształt siwych, brodatych 2745 3, IV | prawo gniewać się i dekrety na mnie wydawać, ujął się i 2746 3, IV | nijakiego prawa gniewać się na pannę Jadwigę nie mam pewnym 2747 3, IV | jej w powietrze uleciało; na towarzysza lat dziecinnych 2748 3, IV | Jadwigi, jeżeli tylko zechce, na zawsze szczerym przyjacielem 2749 3, IV | pannę Jadwigę szczęście na tym świecie nie ominie...~- 2750 3, IV | rozognionym jej policzku i na wiszące u szyi końce żałobnej 2751 3, IV | rzekła - parobek żyto na nasienie młóci, jeszcze 2752 3, IV | wieńcu brunatnej pszenicy na głowie, w głąb okolicy ścieżkami 2753 3, IV | przebiegł ogród i wpadł na podwórko. Anzelm w skurczonej 2754 3, IV | skurczonej trochę postawie na jedynej schodce małego ganku 2755 3, IV | wskazaną stronę.~Zaledwie na krawędzi zielonej góry stanął, 2756 3, IV | takie blaski i barwy, jakich na zenicie nawet królując nie 2757 3, IV | czystym złotem, a potem na dnie swoim ukazywała rozrzucone 2758 3, IV | wnet milkło.~Jan patrzał na wodę, bór, niebo.~- Cudności! - 2759 3, IV | powtórzyła Justyna.~Spojrzeli na siebie i wnet znowu utopili 2760 3, IV | nieba i spod wody padały na nich i od stóp do głów oblewały 2761 3, IV | oczekiwali, aby z nich spłynęły i na świecie przygasły te wielkie 2762 3, IV | też przygasać one zaczęły na niebie, a jednocześnie i 2763 3, IV | stopniowo pozapalały się na pociemniałym sklepieniu. 2764 3, IV | dla pani najmilsze jest na świecie! Proszę, proszę, 2765 3, IV | świecie! Proszę, proszę, na wszystko proszę zawołać 2766 3, IV | miły!...~Pod spadającymi na jej czoło listkami topoli 2767 3, IV | prosta i tak wzruszona, że na chwilę oddech zatrzymał 2768 3, IV | Jan-ku! Jan-ku!~Justyna na rozśpiewany bór patrzała, 2769 3, IV | było ciche i tak prędko na jej ustach stłumił je pocałunek. 2770 3, IV | obie dłonie położyła mu na ramionach i dobrowolnie, 2771 3, IV | ufności bez granic, głowę na jego pierś pochyliła.~- 2772 3, IV | moja ty? czy moja? moja?~- Na zawsze! - odpowiedziała.~ 2773 3, IV | siedział z głową opartą na ręku i twarzą ku księżycowi 2774 3, V | V~Nazajutrz wiele na raz gości Korczyn nawiedziło. 2775 3, V | kredensowego wyrostka, który na spotkanie jego wyszedł, 2776 3, V | i rozśmieszenia stojącej na ganku Leoni, na palcach 2777 3, V | stojącej na ganku Leoni, na palcach i chyłkiem prawie 2778 3, V | nosili Darzecki i Zygmunt, na wieszadłach umieścił, do 2779 3, V | albo ubiera się do zejścia na dół.~- Niechże nic ciężkiego 2780 3, V | Niechże nic ciężkiego na siebie nie kładzie - szepnął 2781 3, V | przez salon przechodził.~Na koniec podjechała pod ganek 2782 3, V | z parobkiem w siermiędze na kozłach, znaczną ilością 2783 3, V | przez okno poznawszy Kirłową na spotkanie jej wybiegli. 2784 3, V | wszyscy i stamtąd jedziemy. Na pół godzinki tylko zajechałam, 2785 3, V | się dało, przygładziła i na ziemi przysiadłszy związywała 2786 3, V | przybyła tu zresztą tylko na pół godziny dla zabrania 2787 3, V | miała, więc może by gdzie na stronie, w ubocznym jakim 2788 3, V | Martą i Justyną w pokoju na górze mieszkała. Świeża, 2789 3, V | wesoła, rzuciła się matce na szyję i, rozszczebiotana, 2790 3, V | jak wybornie bawiła się na weselu, o tańcach, w których 2791 3, V | udział brała, o śpiewach na Niemnie itd. Kirłowa z rozrzewnieniem 2792 3, V | Kirłowa z rozrzewnieniem na nią patrzała, dłonią gładząc 2793 3, V | w życiu rozstaliśmy się na tak długo - do Benedykta 2794 3, V | skończyła jeszcze mówić, kiedy na wschodach ukazała się Justyna 2795 3, V | Kirłowa z uwagą popatrzała na nią i szyję jej obejmując 2796 3, V | przyjechałam... i wszystkie chmurki na suche lasy od ciebie frunęły! 2797 3, V | rozmówię się, popatrzcie sobie na śliczny korczyński ogród. 2798 3, V | Gromadka z najstarszą Marynią na czele ku ogrodowi ruszyła. 2799 3, V | salon przechodzili wszyscy na palcach, bo zamknięte drzwi 2800 3, V | pokojów pani Emilii sprawiały na nich rodzaj groźnego i uroczystego 2801 3, V | Benedykta Kirłowa przy stole, na którym leżało kilka książek 2802 3, V | ramiona wypukłe odrzynały się na tle czarnej matczynej sukni. 2803 3, V | błękitnych oczach, z plastrem na szczęce, a jesiennym kwiatkiem 2804 3, V | powitawszy opuściła się na stojący u biurka fotel mężowski.~- 2805 3, V | niespokojnie poruszała się na krześle. Po chwili jednak 2806 3, V | wydawała się wniebobraną; Kirło na krześle siedząc, naprzód 2807 3, V | cieszył się i tryumfował. Na twarzy Justyny najlżejsze 2808 3, V | spuszczone i zamyślony uśmiech na ustach. Kirłowa po chwilowym 2809 3, V | chwilowym milczeniu znowu na odwagę się zebrawszy mówiła 2810 3, V | niepotrzebnie! głupie skrupuły!~Na twarz Kirłowej wystąpił 2811 3, V | tu mieli prawo.~- Nie - na zapytanie Benedykta odpowiedziała - 2812 3, V | Benedykt wielkimi oczami na nią patrzał.~- A cóż to 2813 3, V | doprowadził i wielka fortuna na takie pokuszenia i awantury 2814 3, V | jaki on dla nas dobry! Inny na jego miejscu i znać by nie 2815 3, V | naszą bardzo lubi i czasem na rękach ją nosi... Onegdaj 2816 3, V | wszyscy do Wołowszczyzny na parę dni przynajmniej!" 2817 3, V | nóżek się ścielę! - z niskim na krześle ukłonem umizgnął 2818 3, V | Kirło.~Benedykt milczał, wąs na palec zakręcał, aż z kolei 2819 3, V | spokojną i przyjazne. wejrzenie na Kirłową zwracając z lekkim 2820 3, V | namów i wpływów trzeba było na to, aby go do tego kroku 2821 3, V | walczyć z sobą musiał, nim się na ten krok zdecydował. Zupełnie 2822 3, V | niego towarzyszką życia. Na wielką panią i światową 2823 3, V | wczoraj jestem zaręczoną...~Na chwilę oniemieni, wszyscy 2824 3, V | wzrokiem po obecnych wodziła. Na koniec Benedykt ręką machnął.~- 2825 3, V | pierścionka matki mojej na palcu nie mam. Wczoraj mu 2826 3, V | czmychnął, coś zamruczał, na siostrzenicę popatrzał i 2827 3, V | serce jej uderzyła, płomień na czoło a wilgoć w oczy rzucając. 2828 3, V | znasz dobrze tego życia, na które się decydujesz...~- 2829 3, V | dopomagania komuś, pracowania na siebie i dla innych!...~ 2830 3, V | Teoś harbuza dostał...~Na kształt automata z krzesła 2831 3, V | ganku zbiegłszy w ogrodzie na cały głos wołać zaczęła:~- 2832 3, V | spełniwszy po wschodach na górę do Marty frunęła. Witold 2833 3, V | łagodziła i wygładzała, na uniesienie syna patrząc 2834 3, V | głosu z siebie nie wydając na czworakach naprzód stanęła, 2835 3, V | domu!~Ale Kirłowa wcale ani na upadnięcie jej, ani na objawione 2836 3, V | ani na upadnięcie jej, ani na objawione przez nią życzenie 2837 3, V | przy tym dziś jeszcze choć na chwilę do Wołowszczyzny 2838 3, V | o tym?~Nie miała jeszcze na to czasu, bo Orzelski późno 2839 3, V | kierowała się ku wschodom na górę prowadzącym, gdy usłyszała 2840 3, V | Chwili rozmowy z tobą... na wszystko, co ci jest świętym 2841 3, V | wszystko, co ci jest świętym na ziemi, o chwilę rozmowy 2842 3, V | popełnić, to narazić się na wieczną niezgodę myśli i 2843 3, V | zwykle, żurnalowo ubrany ale na tą chwilę żurnalową poprawność 2844 3, V | zniknął dla ciebie!~Patrzyła na niego szeroko otwartymi 2845 3, V | że niczym nie narażę cię na walkę, która straszną w 2846 3, V | wstrzymywanych uśmiechów na twarzy jej zadrgało, aż 2847 3, V | niego, sień przebiegła i na wschody szybko wstępować 2848 3, V | przybrudzonym szlafroku na skrzypcach grał. Okno było 2849 3, V | szczytach drzew, uśmiechał się, na palcach nóg czasem stawał, 2850 3, V | przestając z roztargnieniem na nią spojrzał.~- Co tam takiego? 2851 3, V | rozlegały się po pokoju. Na koniec skończył, ustami 2852 3, V | machnęła, naprzeciw krewnego na brzeżku krzesła usiadła.~- 2853 3, V | spuszczonymi oczami i splecionymi na kolanach rękami mówiła dalej. - 2854 3, V | rzeczy! Ochmistrzynię sobie na moje miejsce weźmiesz... 2855 3, V | sami cztery deski zbiją i na mogiłki sami poniosą... 2856 3, V | Niepotrzebna! Ależ ty dzieci moje na rękach swych wynosiłaś i 2857 3, V | rozmachiwał. Marta podniosła na niego swoje czarne, bystre, 2858 3, V | pozwolić, abym parę koni na parę dni ci zabrała... Do 2859 3, V | przeziębiłam się w piwnicy warzywa na zimę układając, ale nie 2860 3, V | Po co mam leczyć się? na co? wieczny smutek!" - myślałam. 2861 3, V | kaszlała.~- A może jeszcze i na weselu twoich dzieci potańcować! 2862 3, V | energiczna i niegłupia, na wiatr przyzwolenia swego 2863 3, V | ufam, bo różowe okulary na nosie mu siedzą, ale wiem 2864 3, V | zawsze tymi ludźmi, teraz na weselu u nich byłaś, widziałaś, 2865 3, V | znowu przekonywało ją, że na coś potrzebną była, że krewny 2866 3, V | rozsądek wierzy. Cicho też na krześle usiadła i ze skupieniem, 2867 3, V | ukazał się Orzelski. Szlafrok na sobie miał, w pasie sznurem 2868 3, V | to jest te... głupstwo, na które pan dobrodziej pewno 2869 3, V | zaszlochał. Benedykt rękę mu na ramieniu położył i z czołem 2870 3, V | Benedykt zamyślił się na chwilę.~- Mój kochany panie - 2871 3, V | swoją bądź pan spokojny.~Idź na górę, graj sonatki i serenadki, 2872 3, V | pośle...~Pomyślał chwilę, na smyczek swój spojrzał.~- 2873 3, V | Benedykt, kapelusz słomiany na głowę włożył i ramię jej 2874 3, V | przerzynającą duży ogród drogę, na której teraz usychały trawy 2875 3, V | białe dzięcieliny, siedząca na sapieżance białoczarna sroka 2876 3, V | z oczu, kosa. z rąk jego na trawę padając błysnęła i 2877 3, V | przycisnął. Benedykt nie na niego jednak patrzał, ale 2878 3, V | niego jednak patrzał, ale na Anzelma, który pod okapem 2879 3, V | sobą; przez chwilę milcząc na siebie patrzyli. Na koniec, 2880 3, V | milcząc na siebie patrzyli. Na koniec, Benedykt kładąc 2881 3, V | koniec, Benedykt kładąc dłońí na pochylonej przed nim głowie 2882 3, V | leżącego mu pomiędzy brwiami na wysokie czoło i aż na skronie 2883 3, V | brwiami na wysokie czoło i aż na skronie cienkie nici rozbiegły 2884 3, V | wielką czapką wzniósł nieco, na zaniemeński bór nią wskazał