Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Alphabetical    [«  »]
zdziwione 1
zdziwiony 1
zdziwionym 3
ze 1743
1
zebach 1
zebami 9
Frequency    [«  »]
3534 w
2884 na
2741 nie
1743 ze
1576 a
1572 do
1365 to
Eliza Orzeszkowa
Nad Niemnem

IntraText - Concordances

ze

1-500 | 501-1000 | 1001-1500 | 1501-1743

     Tom, Rozdzial
1 1, I | skabiozy polne wylewały ze swych stulistnych koron 2 1, I | zielonością tak łagodną, że oko pieściła, młody len 3 1, I | porywały i przedłużały echa ze stron obu: w borkach i gajach 4 1, I | spóźnienia się, tym więcej że jedna z nich niosła ogromną 5 1, I | dala to tylko widać było, że jedna z tych kobiet miała 6 1, I | szkielet tak rozrosły i silny, że pomimo chudości ramiona 7 1, I | czarną spódnicę, tak krótką, że spod niej prawie do kostek 8 1, I | mała, chuda, okrągła twarz ze skórą tak ciemną, że prawie 9 1, I | twarz ze skórą tak ciemną, że prawie brązową, z czołem 10 1, I | to uderzało tym więcej, że sposób, w jaki trzymała 11 1, I | szczerym śmiechu. Śmiała się ze słów towarzyszki swej, która 12 1, I | chrząknęła tak głośno; że rozległo się po polu; 13 1, I | i koniec! Wielka taka, że głową nieba dostaje, w zielonej 14 1, I | słońcu błyszczący... prawda, że go też dobrze spłaszczyłam, 15 1, I | znali, perswadowali chłopom, że to nie była cholera, tylko 16 1, I | Powiadam ci, Justynko, że ludzka głupota to wielki 17 1, I | ja to wiem, bo był czas, że i sama tak uderzyłam się 18 1, I | o swoją własną głupotę, że... Uf! nie mogę...~Sapała, 19 1, I | ukąsiły. Czy ty myślisz, że to miło być wziętą za cholerę? 20 1, I | Justyna.~- A ty może myślałaś, że sześćdziesiąt? - ostro zaśmiała 21 1, I | panna.~- No, to dobrze, że wiesz; bo może zrobisz co 22 1, I | tam Emilka wyrzeka pewno, że nie wracam, i zaczyna dostawać 23 1, I | tyle jednak przezroczystym, że rozpoznać w niej było można 24 1, I | mężczyzn. Widziały też, że obaj mężczyźni spostrzegłszy 25 1, I | a ja miałam nadzieję, że ten człowiek dziś już do 26 1, I | już do nas nie przyjedzie, że go ten pan Różyc do siebie 27 1, I | nie wierzę... Powiadam ci, że każdy z początku desperuje, 28 1, I | mogę!~Zakaszlała się tak, że jej oczy łzami zaszły. 29 1, I | nic przyjmować nie chcesz, ze swoich procencików ubierasz 30 1, I | trzewiki nawet oszczędzasz, tak że czasem boso chodzisz, kapelusza 31 1, I | udawać nie chcę! Prawda, że zawsze łamię sobie głowę, 32 1, I | rumieńcem odparła Justyna - że dawno już odechciało mi 33 1, I | cha! Myślałaś wtedy pewno, że cię otwartymi ramionami 34 1, I | głupota ludzka!~Justyna ze wzrokiem w ziemię wbitym 35 1, I | milczała.~- No, a myślisz że ty jeszcze czasem o tym 36 1, I | odpowiedzi poznać można było, że panna Justyna mówić nie 37 1, I | ubrań. Było im tak ciasno, że siedziały w różnych postawach 38 1, I | ogródku było tak ciasno, że woźnicy zabrakło miejsca 39 1, I | a można by przypuścić, że postawę przybrał nie 40 1, I | ciału taką harmonię i siłę, że trzęsący się i podskakujący 41 1, I | tej chwili wóz zrównał się ze stojącymi pod wierzbą kobietami, 42 1, I | spojrzeniu dostrzec można było, że oczy woźnicy~błękitne były 43 1, I | błękitne były jak turkusy i że w tej chwili przeleciała 44 1, I | się o czymś tak bardzo, że głowę, którą przedtem 45 1, I | uważasz, taki czas krótki, że ci Bohatyrowicze u nas we 46 1, I | szlachecką okolicą przyszło, że siądę sobie, bywało, do 47 1, I | pieśni znasz? Naturalnie, że nie znasz! Teraz już jej 48 1, II | nimi wisiały uschłe wieńce ze zboża przetykanego czerwienią 49 1, II | części kilka pięknych kopii ze sławnych obrazów i kilkanaście 50 1, II | piękny fortepian, u okien ze smakiem ustawione grupy 51 1, II | roślin. Widać było wyraźnie, że od lat dwudziestu nic tu 52 1, II | tak chude i delikatne, że prawie przezroczyste, tak 53 1, II | przezroczyste, tak pielęgnowane, że paznokcie ich posiadały 54 1, II | podobieństw. Zdawałoby się, że każda z nich należała do 55 1, II | kawałkowi cukru. Widocznym było, że ludzie ci byli dla niej 56 1, II | tak silnie nakrochmalonym, że wzdymał się mu na piersiach 57 1, II | tak starannie wygoloną, że na policzkach i brodzie 58 1, II | małymi oczami opowiadał on, że z panem Różycem z kościoła 59 1, II | pańska była bez rękawiczek!...ze słabym śmiechem zawołała 60 1, II | sposób na niego padało, że twarz całkiem pozostawała 61 1, II | rzekł jeszcze nic... Prawda, że Kirło mówił ciągle i prawie 62 1, II | No, cóż mam robić? Widzę, że muszę ciekawość pań darmo 63 1, II | ale to tak oryginalną, że nie wiem już, doprawdy, 64 1, II | pozy. Jednak widać było, że cierpiała naprawdę; ręką 65 1, II | ulgi pani nie przynosi?- ze współczuciem zapytał Różyc. - 66 1, II | dla mnie rosół... czuję, że nic innego dziś jeść nie 67 1, II | uwiadomiła swoich gości o tym, że oczekuje przybycia na wakacyjne 68 1, II | pensji warszawskich. Mówiła, że Witold okazywał zawsze zamiłowanie 69 1, II | wysłała na pensję dlatego, że przy swym słabym zdrowiu 70 1, II | uderzył:~- Jak Boga kocham - ze śmiechem zawołał - żona 71 1, II | tak zawziętą gospodynią, że do niczego mię nie dopuszcza... 72 1, II | pani Emilia - wiesz o tym, że ja nie mogę siedzieć przy 73 1, II | chwilę milczeli. Czuć było, że w zadusze tego pokoju wszystkim 74 1, II | Mnie się zdaje - rzekł - że oni zawsze mają święto. 75 1, II | uderzać się musisz i myśleć, że wszystko, cokolwiek byś 76 1, II | zaczął. Widocznym było, że Różyc nie wiedział dobrze, 77 1, II | jowialnej żartobliwości, że na koralowe jej usta zwolna 78 1, II | Chwilami rozpoznać można było, że w górnej części domu ktoś 79 1, II | zaledwie minutami wróciła ze swej dalekiej przechadzki. 80 1, II | zwijała się tak prędko, że w niespełna kwadrans stół 81 1, II | żoną... Znowu gniewał się, że pani i Justynka piechotą 82 1, II | poszłyście do kościoła. Mówił, że w święto konie nie zajęte...~- 83 1, II | Zaczęła śmiać się tak, że łzy nabiegły do szyderskich, 84 1, II | dało się słyszeć szybkie ze wschodów zbieganie, potem 85 1, II | Nieznajomy człowiek, czyli Różyc, ze zdumieniem na scenę patrzał 86 1, II | dla nas... Wymawia się, że nie ubrany... Co tam! tym 87 1, II | uśmiechem szepnął gość. Ze zniechęceniem ręką skinęła.~- 88 1, II | cicha - mnie się zdaje, że jedynym lekarstwem pewnym 89 1, II | obok miednicy i na jednym ze stołów ustawiła małe lusterko. 90 1, II | bruzdy. Justyna spostrzegła, że ten przewoźnik wstrzymawszy 91 1, II | I urwała, a cisza wraz ze światłością słoneczną stanęły 92 1, III| zaczątkach skrzydeł. Dość, że trzej synowie Korczyńskiego 93 1, III| dalece nie przewidywał, że gdyby ktokolwiek rozwinął 94 1, III| on i rozumiał; rozumiał, że prędzej lub później, może 95 1, III| tak boga tymi, jak się to ze strony wydawać mogło. Z 96 1, III| ojczysty Korczyn najmłodszemu ze swych dzieci, Benedyktowi, 97 1, III| swym, ładem i dostatkiem, że opustoszenia jego prawie 98 1, III| Zresztą, trzej bracia byli ze sobą zawsze w przyjaźni 99 1, III| który śmiał się tak głośno, że się po całym domu rozlegało, 100 1, III| siadał, rumienił się tak, że uszy stawały mu w ogniu 101 1, III| Bohatyrowiczem, zniknął ze świata, a wnet po ich zniknięciu 102 1, III| raz drugi po obudzeniu się ze snu młodości rozejrzał się 103 1, III| się dokoła, spostrzegł, że synem bogatego domu obywatelskiego 104 1, III| obłokach. Ale spostrzegł znowu, że nic wcale przyjemnego nie 105 1, III| tam usłyszeć ani zobaczyć; że śpiewające drzewa i grające 106 1, III| jednego rzutu oka, aby poznać, że myśli o jakichkolwiek ulepszeniach 107 1, III| moja Emilciu - zaczął - że już trochę odpocząć muszę. 108 1, III| twoim złym zdrowiem! Prawda, że dwa miesiące prawie nie 109 1, III| prawie mężczyzna - bodaj, że lepiej byłoby żyć na pustyni, 110 1, III| wąsy tak mu w dół zwisły, że klap surduta prawie dotykały. 111 1, III| machnął i rzekł:~- Tylko, że u ciebie, Emilciu, pochodzi 112 1, III| swobodniej, pewnym być, że wam wszystkim nigdy chleba 113 1, III| pochylił głowę tak nisko, że końce wąsów klap surduta 114 1, III| rysów poznać można było, że czyniła w tej chwili bolesne 115 1, III| porównania. Myślała zapewne, że tego człowieka, który teraz 116 1, III| wtedy młodzieńcem zgrabnym, ze świeżą twarzą i trochę już 117 1, III| i poetyczną. Powiadano, że dziwnym tylko zbiegiem okoliczności 118 1, III| partię świetną. Dumną była, że właśnie wybrał, że rozkochał 119 1, III| była, że właśnie wybrał, że rozkochał się w niej z całą 120 1, III| zapalczywością swej natury, że życie z nią, z nią właśnie, 121 1, III| zgaśnięciu tylu innych... O tym, że w Korczynie, który uchodził 122 1, III| powodowała nią bynajmniej, kiedy ze szczęściem rękę swą Benedyktowi 123 1, III| rozumiała, ani dochodziła. Dość, że od lat już kilku doświadczać 124 1, III| Szczęściem było dla niej jedynym, że lubiła czytanie i ręczne 125 1, III| zrozumieć się nie możemy - ze smutną obojętnością rzekła 126 1, III| żadnych... Wiedziałem od razu, że nie jesteś do pracy ani 127 1, III| zasadzony na piaskach. Cóż stąd, że nie doświadczam niedostatku? 128 1, III| moim sercem? Mówisz zawsze, że mię kochasz! Ja to uważam 129 1, III| tylko ironię! Przebacz, że powiem prawdę. Nie masz 130 1, III| Cierpiałam nad tym tak, że się zachwiało to biedne, 131 1, III| ciemną. Z pociechą myślę, że jestem słaba i mam złe zdrowie, 132 1, III| wstał. Zdawać się mogło, że wysoka i silna postać jego 133 1, III| Prawdę powiedziałaś - rzekł - że nie rozumiemy się i zapewne 134 1, III| mnie nowym odkryciem, tylko że dotąd łudziłem się jeszcze... 135 1, III| pozwól powiedzieć sobie, że te twoje "kwiaty na piaskach", " 136 1, III| odpowiadając głos tak podnosił, że krzyk jego na cały dwór 137 1, III| płakało". Bo prawdą jest, że ideały młodości grubym piaskiem 138 1, III| brata jego Dominika, pisany ze stron bardzo dalekich i 139 1, III| Jak mi nie żal ciebie, że tak męczysz się i gryziesz 140 1, III| tak męczysz się i gryziesz ze swoim gospodarstwem, ja 141 1, III| rzeczy. Żebym ja wiedział, że ty trzeźwo już patrzysz 142 1, III| został, niż teraz. Ja wiem, że tobie to wbić w głowę nie 143 1, III| pomyśl...~ ~Benedykt myślał, że i ten także zmienił się 144 1, III| namarszczał czoło, myślał, że naprawdę żadnego już brata 145 1, III| list pod przycisk myśląc, że dziś, jutro napisze do Dominika 146 1, III| ładniejsze... Julek mówił, że za miesiąc będą już rybacy 147 1, III| rybakami jacicę? Julek mówił, że to takie malusieńkie, malusieńkie 148 1, III| zaszywał się w takie kąty, że go wynaleźć było trudno, 149 1, III| bawił całymi dniami, tak że sam pobladł i schudł... 150 1, III| to rodzinne podobieństwo, że głosy ich stawały się z 151 1, III| smutna i osłabiona oznajmiła, że pomówić z nim chce o interesach. 152 1, III| jeszcze spodziewał się trochę, że żona jego prędzej czy później 153 1, III| jego myślach i zajęciach, że nastąpi pomiędzy nimi, jeżeli 154 1, III| łagodnie wypowiedziała mu, że życzy sobie, aby od połowy 155 1, III| Spodziewam się - zakończyła - że nie zechcesz mi odmówić 156 1, III| żony wysłuchał z uwagą, ze spuszczonymi oczami i długi 157 1, III| wypłat...~Odpowiedziała, że ten punkt sprawy jest dla 158 1, III| Benedykta przypomniała, że z powłóczystym spojrzeniem 159 1, III| długim i ustać nie mogącym, że na kanapę z łoskotem 160 1, III| przed nim całą kulę ziemską ze wszystkim, co na niej jest 161 1, III| kiedykolwiek nie porwały się ze szczętem. Lękał się też 162 1, III| Czasem zdawać się mogło, że zapominał mówić, tak był 163 1, III| słuchaczom się zdawało, że mądry i filuterny błysk 164 1, IV | zwyczaj przyjęty od tak dawna, że zmienić go było nie podobna 165 1, IV | losu wydartym nie zostało, ze starannością świadczącą 166 1, IV | której dowiedziała się, że jest wdową, nie zdjęła z 167 1, IV | Zygmunta etc., etc. Różyc, ze swą wykwintną postawą i 168 1, IV | Justyny zbiegały się w drodze ze spojrzeniami siedzącego 169 1, IV | Chód i ruchy ich zdradzały, że takie ceremonialne odchodzenie 170 1, IV | zwyczajnym im nie było, że jeśli i znali kiedyś podobne 171 1, IV | prowadził w ten sposób, że kilka patrzących na to osób 172 1, IV | Nie wypada... to prawda, że nie wypada; a kiedy nie 173 1, IV | mówił pani Benedyktowej, że ten Różyc w tobie... te... 174 1, IV | ziemię; można by myśleć, że słów ojca nie słyszała.~ 175 1, IV | tym i pochyliła głowę tak, że wydawała się skurczoną i 176 1, IV | postawiono wielki imbryk ze zgotowaną kawą. Chwyciła 177 1, IV | doszedłszy rozstawały się ze wzajemnymi ceremonialnymi 178 1, IV | winszował, ściskała tak mocno, że bransolety jej głośno 179 1, IV | żartobliwy, a tak głęboki, że prawie do ziemi przysiadła, 180 1, IV | ganek nie wyszli, rozmawiali ze sobą przyciszonymi głosami, 181 1, IV | pozostawiających do życzenia, ze sposobu mówienia, wyróżniającego 182 1, IV | majątku wyrabiany. Tylko że hrabia cedził sylaby i francuszczyzny 183 1, IV | lata, mogę powiedzieć panu, że... ambaras mój, jak wyraził 184 1, IV | hrabia, granic nie ma i że dotąd jeszcze nie doszedłem 185 1, IV | Wołowszczyźnie. Słyszałem, że to dobra bardzo zaniedbane, 186 1, IV | i jak dowiedziałem się, że pan w nich sam zamieszkałeś, 187 1, IV | cieszyłem się, doprawdy, że będę miał przyjemność poznać 188 1, IV | o tym z panem pomówić... że... że nie mogłem sobie odmówić... ~ 189 1, IV | z panem pomówić... że... że nie mogłem sobie odmówić... ~ 190 1, IV | spełnić... tylko... tylko że o wprowadzeniu reform czy 191 1, IV | zaczął - a ja myślałem, że właśnie tacy ludzie jak 192 1, IV | jest... Mnie się zdaje, że jest bardzo źle pod każdym 193 1, IV | źle pod każdym względem i że panowie powinniście ogromnie 194 1, IV | tak napełnioną teoriami, że wygłaszać je potrzebujesz 195 1, IV | Zygmuncie, przypominając, że jestem bardzo młody. Ty 196 1, IV | bytu?...~- Odpowiedziałbym, że stoi on pod tymi wszystkimi 197 1, IV | Różyca. - Mnie się zdaje, że pan chyba inaczej myślisz 198 1, IV | przemów studentów słuchał ze spuszczonymi oczami, nerwowym 199 1, IV | nerwowym ruchem palców igrając ze sznurkiem od binokli, z 200 1, IV | drgającym, tak drgającym czołem, że drgania te dosięgały skóry 201 1, IV | która ani na chwilę nic ze swego wyniosłego i surowego 202 1, IV | usiadłszy mówić zaczął o tym, że widział i podziwiał na jednej 203 1, IV | piękne, choć widać było, że barwę ich i blaski przez 204 1, IV | chłodno rozmawiać zaczęła ze swym nowym znajomym o talencie 205 1, IV | i z cicha robiąc uwagi, że w tym małżeństwie czułość 206 1, IV | stopni przenosi czułość męża, że ona, dość posażna, świetnie 207 1, IV | znudzonego. Wieści chodzą, że gospodarstwem prawie się 208 1, IV | Andrzejowa żałować już zaczyna, że wychowała syna w nadzwyczajnych 209 1, IV | doskonałego zadowolenia ze zjedzonego obiadu, wypitego 210 1, IV | stojący zaśmieli się wiedząc, że żartowniś zmierza do zupełnego 211 1, IV | nie mógł? - spytało na raz ze śmiechem kilka głosów.~- 212 1, IV | oprawach.~W gronie tym złożonym ze starszych Darzeckich i kilku 213 1, IV | krewne, uczyniły jej uwagę, że jak zazwyczaj ubrała się 214 1, IV | i w ubraniu tym, a także ze swym milczącym usposobieniem, 215 1, IV | przestrzeń, można było zgadnąć, że czuła się zupełnie na zewnątrz 216 1, IV | głośne żarty Kirły wraz ze wtórzącymi im śmiechami 217 1, IV | odgadywał. Widocznym było, że obojętna dla wszystkiego, 218 1, IV | tuż obok niej prowadzący ze swą narzeczoną dowcipną 219 1, IV | wszystkiego zobojętnienie, ze ściemniałą nagle cerą i 220 1, IV | krzesełku w takiej pozie, że od ogarniającej go płachty 221 1, IV | silnych i ciężkich zarysów i że można mu było prawie policzyć 222 1, IV | śnią mu się takie rzeczy, że wolałby wcale nie spać...~ 223 1, IV | ale miałem jeden taki, że każdemu by od niego włosy 224 1, IV | mnie... uważacie panowie, że do Korczyna naszło mnóstwo 225 1, IV | Korczyński - a cóż? złupić chcą ze mnie pięćdziesiąt dziesięcin 226 1, IV | ktoś w nich wmówił, że one do nich należeć powinny... 227 1, IV | parę głosów.~- Taką chyba, że paszy mają mało, więc chcą 228 1, IV | tworzyła twarz tak ogorzała, że od włosów ciemniejsza, z 229 1, IV | poprzecznymi zmarszczkami, ze zwiędłymi, choć bardzo kształtnymi 230 1, IV | najpoważniejszych kobiet, ze zmieszanego jej spojrzenia, 231 1, IV | ruchów poznać można było, że od wszelkich towarzyskich 232 1, IV | przyjemne zdziwienie nad tyn1, że na koniec spotkać mogła, 233 1, IV | Benedykt był tak łaskaw, że zapraszał mię razy kilka 234 1, IV | pośpieszyła wyrazić ubolewanie, że tak bliska sąsiadka przybyła 235 1, IV | wziąść z sobą, bo myślałam, że mi państwo tego za złe nie 236 1, IV | taką jest poczciwą babą, że byle tylko posłać po nią, 237 1, IV | Z małymi dziećmi to jak ze szkłem ostrożności trzeba... 238 1, IV | takie wyrażała zadowolenie, że mu oczy zwilgotniały.~- 239 1, IV | to dobrze, jak to dobrze, że choć raz w świat się wybrałaś! - 240 1, IV | Marynia to taka domatorka, że od gospodarstwa i dzieci 241 1, IV | sobą?- żartobliwie ktoś ze strony zagadnął.~- A z tydzień 242 1, IV | mój ma już taki charakter, że potrzebuje rozrywek i nudzi 243 1, IV | pończoszkami i pantofelkami takimi, że każdy z nich ozdabiać mógł 244 1, IV | imieniu?~- Czemużby nie? - ze zdziwieniem odpowiedziała.~- 245 1, IV | dobra!... jak ja się cieszę, że zobaczyłem ciebie! Ile ja 246 1, IV | chwilą pani Emilia uczuła, że dalsze rozmawianie z gośćmi 247 1, IV | morza rozkoszy i smutku ze strun skrzypiec lejąc się 248 1, IV | patrzał z takim wyrazem, że prędko spuściła ona oczy 249 1, IV | rękę, Wszyscy wiedzieli, że ten trzydziestoletni pan, 250 1, IV | zdziwieniem, a potem tak głośno, że kilka osób na nią się 251 1, IV | szepnął.~Wiedział zapewne, że wyraz ten ukole. Jakoż 252 1, IV | Zdaje mi się, kuzynko, że nie lubisz muzyki tak, jak 253 1, IV | nacisk. Ona stała przed nim ze spuszczonymi powiekami, 254 1, IV | zmianę przypisuję temu, że oprócz muzyki ojca swego, 255 1, IV | się piersią. Widać było, że głos jego upajał i że 256 1, IV | że głos jego upajał i że zbliżenie z nim poruszało 257 1, IV | dokonał takiego półobrotu, że sobą od kilku w pobliżu 258 1, IV | na krótko?~Odpowiedziała, że czasem wuja w gospodarstwie 259 1, IV | było tyle goryczy i żalu, że prędko odpowiedziała:~- 260 1, IV | Obok młodziutkiej kobiety ze swym wiecznie jowialnym, 261 1, IV | przeszłość naszą wyrzuciłaś ze swej pamięci? Czy nie przemówisz 262 1, IV | z taką pewnością głosu, że zraniony czy obrażony oddał 263 1, IV | hasła korzystając zbiegała ze wschodów ganku, na którym 264 1, IV | sukno i karty spoglądał, że na chwilę śmiać się i innych 265 1, IV | śmieszyć przestał. Znać było, że rozrywkę namiętniej jeszcze 266 1, IV | za nią.~- Pani pozwoli, że wyręczę... ~Po rozmowie 267 1, IV | usłyszała i nie spostrzegła, że do przedpokoju wbiegł za 268 1, IV | Bardzo dobrze wiedząc o tym, że wygląda jeszcze młodo i 269 1, IV | stojącym osobom mówiłá, że doświadcza takiego uczucia, 270 1, IV | węża; walczyła z sobą tak, że okryła się rumieńcem 271 1, IV | nie zeszła, ale zbiegła ze wschodów prędko, lekko, 272 1, IV | kapelusz... kapelusza szukam - ze zmieszaniem i drżącymi usty 273 1, IV | prawem, za co robisz sobie ze mnie zabawkę całego swego 274 1, IV | w oczach. - Czy myślisz, że jestem takim samym dzieckiem, 275 1, IV | zapytała. ~Drżąca jeszcze i ze łzami w oczach Justyna szepnęła:~- 276 1, IV | jeszcze czego! Wiesz dobrze, że nie lubię, aby kto wtrącał 277 1, IV | przyjaźniejszego wyrazu. Zdawało się, że wnet podniesie swą rękę, 278 1, IV | nie mogę!~Zgryziona tak, że jej ręce drżały, rozgniewanym, 279 1, V | kierunki; zdawało się nieraz, że już, już kończy się i urywa, 280 1, V | jej pamięci; szła prędko, ze schyloną głową, i myślała, 281 1, V | schyloną głową, i myślała, że kiedy była dzieckiem, już 282 1, V | już tylko słyszała o tym, że kiedyś ludzie bywali weseli 283 1, V | bywali weseli i szczęśliwi, że im żyć było łatwo; teraz 284 1, V | sprowadzonymi. Można by myśleć, że ukochana sztuka zużywała 285 1, V | uczynié to spostrzeżenie, że obie jego namiętności podsycały 286 1, V | obecnego pana Benedykta rzekła, że krewna Korczyńskich nie 287 1, V | może być dla niej obcą, że obowiązek wychowania jej 288 1, V | braci ciążyć nie powinien, że ona, w imię Andrzeja, prosi 289 1, V | wysłuchaną bywa! Dziś mu powiem, że w rodzinie jego jest biedna 290 1, V | wymówione słowo. Myślała wtedy, że idzie o jej życie, więc 291 1, V | wychowaniem, i urodą, i rozumem, że po prostu pojąć nie mogła 292 1, V | majątkowych interesów, czuła, że upadające Osowce potrzebowały 293 1, V | moja Justynko - mawiała - że tacy ludzie, jak Zygmunt, 294 1, V | bratu żony oświadczając, że wcale nie zgadza się z jego 295 1, V | wpadał w gniewy tak głośne, że w całym domu go słyszano, 296 1, V | policzkiem, pod którym uczuła, że jest dumną i że godność 297 1, V | uczuła, że jest dumną i że godność ludzką okrutniej 298 1, V | zabrakło, spostrzegła i uczuła, że nie posiada żadnego innego 299 1, V | wlokących się godzin i .dni; że w niej i dokoła niej nie 300 1, V | być może, zdawało się jej, że patrzy w jakąś bezmierną 301 1, V | doświadczenia nie wiedziała, że "tacy ludzie, jak on, z 302 1, V | wyraz ulgi. Widać było, że powoli o sobie i troskach 303 1, V | korytarzyk i w prostej, długo ze stron obu wyciągniętej linii 304 1, V | zoranej ziemi. Justyna wyszła ze zbożowej puszczy i pod gruszą 305 1, V | owsie przepadała.~Od jednego ze wzgórz ku gruszy polnej 306 1, V | skakało albo poważnie i ze spuszczonymi dziobami siadało 307 1, V | spostrzec już można było, że uczuł się zdziwionym. Prędkim 308 1, V | spomiędzy gęstego zboża, patrzał ze zmieszaniem na twarzy i 309 1, V | Ale to nic - dodał - że panienka tak daleko od dworu 310 1, V | mogła też nie spostrzec, że z błękitnych, roziskrzonych 311 1, V | palcami dotykając rączek pługa ze spuszczonymi oczami zapytał: - 312 1, V | i obawy. Pomyślał może, że ona chce z niego żartować.~- 313 1, V | spełniał. Wyobrażała sobie, że orać jest bardzo ciężko.~- 314 1, V | odpowiedział. - Bywa, że ciężko, bywa, że letko. 315 1, V | Bywa, że ciężko, bywa, że letko. Po pierwsze, to od 316 1, V | zobaczyć. Wszyscy mówili, że dziś we dworze bal...~- 317 1, V | ciszej znowu odpowiedział - że panience nie zawsze tam 318 1, V | panienka gniewa się na mnie, że tak śmiele powiedziałem?...~ 319 1, V | wiedzieć o tym nie może, że ja na panienkę czasem patrzę 320 1, V | tam! Ja panience powiem, że nie trzeba nadmiar troskać 321 1, V | Jakkolwiek utrzymywał, że wyoranie morga ziemi było 322 1, V | Można by nawet myśleć, że zapytania Justyny sprawiały 323 1, V | pan Jan nie poznał? Widać, że na słońce spojrzał, to w 324 1, V | nas nawiedzieć? Zdaje się, że nie na końcu świata żyjem. 325 1, V | Justyna szeroko oczy ze zdumienia otworzyła. Jan 326 1, V | spadnie, a o starym gadają, że i pieniądze jeszcze ma...~ 327 1, V | odpowiedział - owszem, zdaje się, że nadmiar wielka i gruba! 328 1, V | prawda! Czy panienka uwierzy, że gospodarstwo u niej idzie 329 1, V | sobie tak wziął do serca, że od tego czasu troszkę zwariował. 330 1, V | małe dziecko... ~Czuć było, że zbliżali się do wsi dużej 331 1, V | najwięcej teraz to gryzie, że mu w jesieni do wojska trzeba 332 1, V | ale taki zawzięty rybak, że go z Niemna ani ściągnąć... 333 1, V | dzięcielina. Za owocowymi drzewami ze dwadzieścia ulów na błękitno 334 1, V | i sto pierwszy powtórzę, że mucha naje się tym, co my 335 1, V | sięgaj!~- A jak pokaże się, że wygon nie cudzy, tylko nasz? 336 1, V | mię ubij na duszy i ciele, że pokaże się tak, a nie inaczej...~- 337 1, V | sobą pług w ten sposób, że łatwo mógł zaczepić o płot 338 1, V | pies minąwszy pług i konie ze szczekaniem wpadł do ogrodu.~- 339 1, V | idzie i przywita się...~Ze zdziwieniem i prawie przerażeniem 340 1, V | Wariat ty, Janek, czy co? Ze wszystkim jak u wariata 341 1, V | dłoni, wpół z gniewem, wpół ze zgryzotą zawołał:~- A puśćże 342 1, V | Niechajże choć buty wdzieję! Ze wszystkim wariat!~- Pójdzie 343 1, V | deski złożona i tak długa, że dziesięć osób rzędem na 344 1, V | profilu poznać można było, że nie miał więcej jak lat 345 1, V | spłowiałym błękitem oczu. Ze sposobu, w jaki zbliżył 346 1, V | jaki jej oddał, znać było, że dworne obyczaje nie były 347 1, V | głosem wymówił - przepraszam, że w czapce ostanę, ale taką 348 1, V | Spostrzegła to Justyna i ze zmieszaniem zaczęła:~- Przepraszam, 349 1, V | zaczęła:~- Przepraszam, że weszłam, ale ogród ten wydał 350 1, V | zmieniła się, postarzała... ze wszystkim już insza, jak 351 1, V | Bardzo kontenty jestem, że się pani mój sadek upodobał. 352 1, V | Justyna powiedziała mu, że słyszała o jego długiej 353 1, V | kogo?~Zdziwił się tak, że jąkać się zaczął. Blade 354 1, V | Bóg wiedzieć może; dość, że zwalił mnie z nóg jak kłodę 355 1, V | U doktorów radziłem się ze trzy razy, ale nie pomogli 356 1, V | nie wynaleźli...Mówili, że hipokondrię mam... hipokondrykiem 357 1, V | Marta mawiała Justynie, że miał kiedyś postawę dębu 358 1, V | kwitnącego maku podobną? Widać, że on sam nieraz zapytywał 359 1, V | bywają zdarzenia... Bywa to, że człowieka przez pole idącego 360 1, V | Justynie znać też było, że w tej zagrodzie, napełnionej 361 1, V | panienka da wiary - zawołał - że stryj to wszystko własnymi 362 1, V | patrząc. Widocznym było, że pragnął być tu i tam,~- 363 1, V | napoić trzeba... ~- Pewno, że trzeba - odpowiedział Anzelm.~ 364 1, V | Wolę Bożą szemrał za to, że go bezczynnym i niepożytecznym 365 1, V | ciszej; można byłoby myśleć, że słowa te były pacierzem, 366 1, V | pięknych oczach, a na ustach ze wspomnieniami cudów cywilizacji 367 1, V | wydało się jej w tej chwili, że było to bardzo, niezmiernie 368 1, V | tej chwili także uczuła, że pomiędzy nią, stojącą wśród 369 1, V | biegła zagony przeskakując, ze wstydliwie spuszczoną głową. 370 1, V | Justyną stanęła. Widać było, że gdyby brat nieco powyżej 371 1, V | bojaźliwością złączona, że Justyna ruchem zupełnie 372 1, V | lubi!~- To jest prawda, że panienki bukiet wtedy wprost 373 1, V | się zaczęli, nawet Anzelm ze słabym uśmiechem zwrócił 374 1, V | nagle Antolka. - Jaśmont ze swatem przyjeżdżał... nasza 375 1, V | wyswatała.., Może nie mówiłaś, że ładny?~I koszyk z wiśniami 376 1, V | tylko umilkła, może dlatego, że usta miała pełne wisien, 377 1, V | powiedział, gdyby wiedział, że siestrzenica jego znajduje 378 1, V | Fabianu język tak świerzbi, że przyszedł tu nie w czas 379 1, V | takich rzeczach gadać? - ze zwykłą sobie powolnością 380 1, V | wspominając, tego Fabian ze wszystkimi swymi synami 381 1, V | śmierci nie daruję i tego, że mnie złodziejem przezwał, 382 1, V | tych krwawych rublów, co ze mnie na różne sztrafy wycisnął... 383 1, V | siestrzenicą jego powiedzieć, że ten proces, który z Bohatyrowiczami 384 1, V | się i zabiegam. Niech zna, że i biedna mucha odejmuje 385 1, V | niskiej chaty; ale bywa, że mała mucha wielkiego konia 386 1, V | przegrania. Ale mam nadzieję, że tak nie będzie, bo Bóg kotwica 387 1, V | spotniał. Zdawać się mogło, że nigdy mówić nie przestanie; 388 1, V | całej siły tłumionej groźby, że stary zmieszał się i nagle 389 1, V | wlezie...~ ~Córkę usunął i ze zmieszanym wzrokiem rzekł:~- 390 1, V | ale to sobie pamiętaj, że jaja kur nie uczą. Pierwej 391 1, V | wojska służyć...~Czuć było, że ten, kto słowa te nucił, 392 1, V | przystojny chłopak, który wraz ze swą kosą ukazał się za niskim 393 1, V | panu Korczyńskim?~Słyszał, że stryj nazywał panią, 394 1, V | nie pójdziem ... co tam, że jeden dzień opuścim!...~ 395 1, V | sobie. Zdawało jej się, że coś o miejscu nazwę noszącym 396 1, V | Łatwo można było odgadnąć, że pomimo zdrowia i siły, które 397 1, V | nowy.~Wzrokiem przechodząc ze zmęczonej i cierpiącej twarzy 398 1, VI | Z dala można by mniemać, że był to tylko gęsty pas roślinności, 399 1, VI | żółtych blekotów, zmieszanych ze śnieżnymi powojami lulku 400 1, VI | przemagającymi barwami roślin ze sobą różne. Wspólne tło 401 1, VI | jak tylko kto mu powie, że Pacenko przyjechał... To 402 1, VI | przyjechał? Pan Szymon mówi, że nie przyjechał!... To te 403 1, VI | posmutniała, dziadka wpół objęła i ze schylonymi nad nim szerokimi 404 1, VI | nad nim szerokimi plecy, ze spadającą na nie roztarganą 405 1, VI | kilku sąsiadów pochwyciwszy, ze wspólnego procesu i tylko 406 1, VI | to prawda była, panoczku, że my jego wygramy!~Trzeci, 407 1, VI | Trzeci, młody i przystojny, ze starannie uczesaną bródką 408 1, VI | ruchów jego widać było, że trwożnie boczył się od wszelkich 409 1, VI | dodał - to powiedzieć można, że na ziemię przymierają dlatego 410 1, VI | przymierają dlatego właśnie, że jej tak jak prawie wcale 411 1, VI | każdy mógł łatwo poznać, że rozmaicie pomiędzy nimi 412 1, VI | pomyślności. Znać było, że ziemia, ta jedyna podstawa, 413 1, VI | licznym i nierównym działom; że od dawna, może od wieków, 414 1, VI | nich święty i najdroższy; że w przepaść zieleni i 415 1, VI | przed nimi parów tak długi, że końca jego najbystrzejsze 416 1, VI | nie mogło, a tak głęboki, że dwie jego ściany podnosiły 417 1, VI | mających wiklin. Wszystko to ze stron obu i z wielkiej wysokości 418 1, VI | przyrody i wieków; opowiadał, że tym czymś nieznanym i dawnym, 419 1, VI | pomiędzy drzewa, aby rozpoznać, że to grobowiec.~Był to grobowiec 420 1, VI | taki sposób przyozdobiony, że aby móc podobny mu zobaczyć, 421 1, VI | Z chudości tych figur, ze szkieletowej długości ich 422 1, VI | Krzyż był tak spróchniały, że rychłym upadkiem groził, 423 1, VI | przez czas okaleczone, ze spłowiałymi barwami i pozłotami, 424 1, VI | światłem swym przenikała, że żółte pnie sosen wyraźnie 425 1, VI | po Anzelmie widać było, że walczyć zaczynał z ogarniającą 426 1, VI | nieznajomego człowieka, który ze swą pracowitą niezależnością 427 1, VI | mówienia ich, i z ubioru, że przyszli z Polszczy. Dla 428 1, VI | o nazwisko, odpowiadali, że przy chrzcie świętym nadano 429 1, VI | Szukamy puszczy!" Widać było ze wszystkiego, że bali się 430 1, VI | Widać było ze wszystkiego, że bali się jakiegoś pościgu 431 1, VI | takie o nich chodziły głosy, że kondycja ich była nierówna, 432 1, VI | początkiem wszystko jedno, dość że nietrudno znaleźli to, czego 433 1, VI | sokoły, i od tego poszło, że nazywali się sokolnikami, 434 1, VI | stoi... Widać zobaczyli, że tu najmniej ludzie doścignąć 435 1, VI | ale jak słowa z pacierza, ze starej gadki wyrzucić nie 436 1, VI | wyrosła, zmężniała w sobie, że podobną stała się do płowej 437 1, VI | złociste i takie długie, że pokryć nimi mogła siebie 438 1, VI | takie potrzeby i strachy, że inszym ludziom i pomyśleć 439 1, VI | Bogu świętemu wiadomo, dość że znieśli i przemogli. Już 440 1, VI | przemogli. Już to jest pewne, że żaden człowiek siły swojej 441 1, VI | nie dobędzie. Prawda i to, że wiele rzeczy i stworzeń 442 1, VI | daniele i sarny, które ze stad wielkich łatwo ubijać 443 1, VI | pod dachem numy. Podczas ze sznura żurawi spadł jeden 444 1, VI | bezpiecznie. To tylko jest pewne, że nacierpieli się oni nadmiar, 445 1, VI | najedli się do sytości; że wiele razy od upału i mozołu 446 1, VI | pogłosy o tej parze ludzi, że przemyślnością swoją i krwawą 447 1, VI | różnych roślin nasadzili; że dom sobie zbudowali widny 448 1, VI | dym przez komin wychodził; że nabyć u nich można niektórych 449 1, VI | Niektórzy prosili się, aby ze wszystkim już ostać przy 450 1, VI | lasach. Zmiarkował zaraz, że od Knyszyna do tego miejsca, 451 1, VI | Waszmoście panowie, widzi mi się, że ktoś tu dla mnie nowe królestwo 452 1, VI | głębokościom boru... Jako też ze stu domów i ze stu ogrodów, 453 1, VI | Jako też ze stu domów i ze stu ogrodów, z pola, z łąk, 454 1, VI | przed starcami tak nisko, że z brylantowego pióra 455 1, VI | zgromadzeni byli, rzekł:~"Dufam, że waszmościowie uprzejmie 456 1, VI | urodzenia, idzie w porównanie ze szlachtą rodowitą krajową 457 1, VI | nikogo nie wyciskali. Bywało, że niektórzy z nas na wojny 458 1, VI | wojny chodzili; bywało, że za panami z gardłami i szabelkami 459 1, VI | czasowe. Bieda jedynie, że ubóstwo nasze rośnie i duszne 460 1, VI | Nikt prawie nie da wiary, że i historię fundatorów 461 1, VI | i tęskno...~Widać było, że zgarbił się znowu i że głowa 462 1, VI | że zgarbił się znowu i że głowa jego z wielką czapką 463 1, VI | poglądał. Potem jąkając się, ze zdumieniem wymówił:~- Do... 464 1, VI | rozmarzonymi oczami. Myślała pewno, że szczęśliwymi, o jak szczęśliwymi 465 1, VI | na ziemi pełnili zadania; że ona także z ochotą i dumą 466 1, VI | gwiazdą! Myślała pewno, że miała dziś sen cudowny, 467 1, VI | Justynie się zdawało, że słuchając tej popędliwej 468 1, VI | kilka stóp dzielących ze szczytem góry i na tym szczycie 469 1, VI | przy uśpionym zbożu stanęła ze śpiesznie oddychającą piersią 470 1, VI | gwiazdami postać kobiety ze złocistymi włosy okrywającymi 471 2, I | kosza zieleni wychylał się ze starych, ogromnie rozrosłych 472 2, I | razu wnieść było można, że wśród średniej własności 473 2, I | dworku, łatwo było zgadnąć, że kiedyś do Olszynki należała. 474 2, I | mogło grubą i niezgrabną. Ze swą kibicią prostą, wysmukłą, 475 2, I | na szyi białej chustki, ze ślicznym warkoczem jasnych 476 2, I | swoją cygańską cerę razem ze swymi czarnymi jak atrament 477 2, I | nie wolno. Pójdzie precz ze szkoły i co ona z nim potem 478 2, I | ganek wybiegły. Okazało się, że więzień długim zamknięciem 479 2, I | rozpaczą w oczach i gestach ze skrzyni stojącej w sieni 480 2, I | zamykając. Słychać było, że mówiła tam z gniewem i krzykiem, 481 2, I | ustami. Widać było po niej, że to srogie mentorstwo, które 482 2, I | płóciennej bluzce i mówił Rózi, że gardło go coraz gorzej boli.~- 483 2, I | pomocnik, który oznajmił, że ci kupcy, którzy tu ty-dzień 484 2, I | przysięgała na dzieci, że taniej nie odda. Tak doszła 485 2, I | go grzecznie oświadczyli, że do odjazdu gościa na zakończenie 486 2, I | mówili. Zmieszała się tak, że przywiędłe policzki i drobnymi 487 2, I | gospodyni, która milcząc ze zmieszania rękę mu na powitanie 488 2, I | Zrazu mniemać by można, że z niejaką przykrością przyjdzie 489 2, I | proszę; tak cieszę się, że cię widzę... tak dawno u 490 2, I | nas nie byłeś!~Widać było, że cieszyła się istotnie, ale 491 2, I | czarna, rozczochrana Bronia, ze swymi utrapionymi tasiemkami 492 2, I | trzeba, choćby dlatego, że siedzi na jedynym miejscu, 493 2, I | pokoju wypadł i drzwi za sobą ze stukiem zatrzasnął. Różyc 494 2, I | rozczochrańca tego, kuzynie - ze swym ponętnym uśmiechem 495 2, I | pamiętała dobrze o tym, że sypialnia, nawet najozdobniejsza, 496 2, I | pieszczotliwym ruchem rękę jej zdjął ze starej, żelaznej klamki 497 2, I | zaczął:~-Widzę, kuzynko, że przyjazdem swoim sprawiam 498 2, I | kuzyneczko? Proszę powiedzieć, że tak nadal będzie. Dobrze?...~ 499 2, I | połączeniem żartu i czułości, że Kirłowa, uradowana i ujęta, 500 2, I | stosunkach z innymi, ale nie ze mną - żywiej niż zwykle


1-500 | 501-1000 | 1001-1500 | 1501-1743

IntraText® (V89) Copyright 1996-2007 EuloTech SRL